Muzeum twierdzą, fotograf wrogiem
Kategorie: (Re)akcja Histmaga
2008-04-21 18:59 | Kamil Janicki
Wawel, Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Pałac w Wilanowie i nie tylko. Dlaczego największe polskie muzea zabraniają fotografowania swoich zbiorów?
Często, żeby móc zrobić zdjęcie w muzeum, trzeba przejść drogę przez mękę. Prośby, papiery, telefony... Wszystko zależy od dobrej woli dyrektora.
Jeden z najczęstszych „eksponatów” w polskich muzeach
— Problemy? Było parę takich sytuacji — opowiada Szymon Kierat, jeden z fotografów polskiej Wikipedii. — Robiliśmy zdjęcia w skansenie. Kolega ustawił aparat na statywie, kiedy doskoczył do nas pan z obsługi. To, że robimy zdjęcia, akurat mu nie przeszkadzało. Przyczepił się do statywu i aparatu. Bał się, że fotki wyjdą zbyt profesjonalnie. Aparat też mu się wydawał „za dobry”. Ugłaskaliśmy go jakoś i w końcu zrobiliśmy zdjęcia bez statywu. Trzeba było jeszcze zdobyć pozwolenie od muzeum, ale koniec końców zdjęcia są na Wikipedii. Swoją drogą mógłbyś nie podawać o jaki skansen chodzi? — dodaje z obawy przed
możliwymi konsekwencjami.
Dlaczego nie wolno?
Szymon Kierat to tylko jeden z wielu Wikipedystów, którzy zetknęli się z problemem robienia zdjęć w muzeach. Jednak sprawa nie dotyczy tylko ich, ale w zasadzie wszystkich miłośników historii i kultury.
Sam wiele razy próbowałem sfotografować ciekawy eksponat lub fragment wystawy. Niemal zawsze kończyło się to szybką interwencją obsługi. Niestety, kustosz ekspozycji zwykle nie potrafił w żaden sposób wyjaśnić, dlaczego w muzeum nie wolno robić zdjęć. Jeśli drążyłem temat, odsyłał mnie do regulaminu. Posłuchałem i przeczytałem sporo takich regulaminów. Zawierały zwięzłe zakazy i wyszczególnione sankcje, ale żaden nie odpowiadał na moje pytanie. Temat drążyłem więc dalej, jednocześnie obserwując, jak to samo robi grupa Wikipedystów i członków Stowarzyszenia Wikimedia Polska.
Regulamin niczym chorągiewka
W myśl polskiego prawa ustalenie zasad udostępniania zbiorów leży w gestii dyrektora muzeum, stąd sytuacja bywa bardzo różna. W wielu mniejszych placówkach kwestia ta nie jest nawet ściśle ustalona, a zrobienie kilku fotek na własny użytek nie wywołuje reakcji obsługi. Często fotografowanie objęte jest opłatą w wysokości około 10 złotych. Niestety, nawet jej uiszczenie zwykle pozwala wyłącznie na wykonywanie fotografii amatorskich. Fotograf pragnący zrobić zdjęcie z użyciem profesjonalnego sprzętu jest wypraszany z muzeum jako intruz.
Skrajne restrykcje czekają w największych polskich muzeach, m.in. w Zamku Królewskim na Wawelu, Muzeum Narodowym w Warszawie oraz Muzeum Pałacu w Wilanowie. Fotografowanie jest tam całkowicie zabronione. Dlaczego? Na wysłane do muzeum na Wawelu pytanie, Stowarzyszenie Wikimedia Polska uzyskało zwięzłą odpowiedź: „Bo regulamin tego zabrania”.
Jeden z arrasów należących do Zamku Królewskiego na Wawelu. Muzeum nie zezwala na fotografowanie, ani nie udostępnia zdjęć w wyższej rozdzielczości
O co ta walka?
Dlaczego chcemy robić zdjęcia w muzeach? Przede wszystkim mamy do tego prawo zapisane w konstytucji (art. 73). Artykuł ten mówi, że zadaniem państwa (realizowanym właśnie przez muzea) jest propagowanie kultury narodowej i zapewnianie równego dostępu do jej dóbr. Innymi słowy, muzea powinny być otwarte dla każdego, a ich zbiory dostępne tak do oglądania, jak i fotografowania. Dzieła sztuki i zabytki są wspólną własnością wszystkich Polaków. Muzea jedynie pilnują, by każdy mógł swobodnie do nich dotrzeć i w jak największym stopniu poznać historię i kulturę.
Fragment „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga. Muzeum Narodowe w Gdańsku bez uzasadnienia zabrania fotografowania tego jednego obrazu
Powody robienia zdjęć mogą być bardzo różne. Jednemu chodzi wyłącznie o fotografie do rodzinnego albumu, ktoś inny odrabia pracę domową i chciałby ją ładnie zilustrować. W szczególnym stopniu fotografie z muzeów przydają się artystom i naukowcom. Pierwsi mogą dzięki nim lepiej poznać historię sztuki i warsztat dawnych mistrzów. Dla drugich jest to nieocenionej wartości materiał badawczy. Fotografie pozwalają zilustrować wykłady i prace naukowe. Mogą też same stanowić podstawę badań.
Osobiście w jednym z ostatnich artykułów opublikowanych w Histmagu wykorzystałem reprodukcję gdańskiego tryptyku Hansa Memlinga „Sąd Ostateczny”. Był to przykład przedstawienia diabła w średniowiecznej sztuce. Gdyby nie dostępne za darmo wysokiej jakości zdjęcie, prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałbym się o tym obrazie. Ewentualnie czekałaby mnie kilkusetkilometrowa podróż do Gdańska, zresztą bezowocna. Wprawdzie w Muzeum Narodowym w Gdańsku wolno za opłatą robić zdjęcia, ale nie dotyczy to niestety wspomnianego dzieła. „Sądu Ostatecznego” nie można fotografować wcale. Całe szczęście, że Wikipedii udało się pozyskać zdjęcie od komercyjnego fotografa, w przeciwnym razie nigdy nie dotarłbym do odpowiedniej reprodukcji.
Problem dostrzega chyba każdy miłośnik historii. Poświęcone jej książki w zdecydowanej większości pozbawione są ilustracji, a wiele dzieł, miejsc i zabytków obrazują jedynie słowa. W licznych przypadkach do książek dodawane są fotografie luźno związane z tekstem lub źle dobrane, bowiem zdjęcia opisywanych eksponatów nie są dostępne.
Skąd się biorą zakazy?
Wydawałoby się, że sprawa jest prosta. Z jednej strony konstytucyjne prawo i publiczna użyteczność, z drugiej zła wola i szkodliwe regulacje. Co na swoją obronę mają muzea?
„Zdjęcia szkodzą dziełom sztuki” — to najczęściej powtarzany przez dyrektorów argument. W rzeczywistości niewiele w nim prawdy. Szkodliwe jest wyłącznie fotografowanie z lampą błyskową, a i to zagrożenie dotyczy jedynie niektórych eksponatów. Muzealnicy obawiają się też, że pozwolenie na robienie zdjęć obniżyłoby bezpieczeństwo zgromadzonych zbiorów. Potencjalni złodzieje mogliby sfotografować zabezpieczenia, umiejscowienie kamer czy fotokomórek.
O zdanie w tej kwestii zapytałem Iwonę Purzycką, dyrektor muzeum w Bielsku-Białej na Zamku książąt Sułkowskich. Prowadzona przez nią instytucja nie jest wprawdzie jednym z tak zwanych nowoczesnych muzeów, stanowi jednak przykład miejsca otwartego na zwiedzających i starającego się wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. Przykładowo na stronie internetowej Zamku można odbyć wirtualną wycieczkę po ekspozycjach, a dzięki uprzejmości pani dyrektor Wikipedyści zyskali możliwość nieodpłatnego sfotografowania części zbiorów.
Sama Purzycka w rozmowie ze mną podkreśliła, że współczesne muzeum nie może być instytucją, do której wchodzi się w specjalnych kapciach jak za minionych czasów. Jeśli chce przyciągnąć gości, musi być otwarte na ich potrzeby. Także jej opinia w sprawie rzekomych zagrożeń jest zdecydowana. — Nie można z tym przesadzać. Fotografowanie przy świetle dziennym nie szkodzi samym eksponatom. Zaś co do zabezpieczeń, nie oszukujmy się. Profesjonalista wszedłby z kamerą i sfilmował wszystkie fotokomórki tak, że nawet byśmy tego nie zauważyli — stwierdza Purzycka.
Jak widać dwa najczęstsze argumenty wysuwane przez kierownictwo muzeów okazują się niewiele warte. Przejdźmy do trzeciego. Podobno część zbiorów nie może być fotografowana, ponieważ nie są własnością muzeów i naruszałoby to prawa ich właścicieli. O opinię w tej sprawie poprosiłem Piotra Waglowskiego, autora serwisu prawnego VaGla.pl. — Naruszenie prawa autorskiego przez publikację zdjęć zrobionych w muzeum nie zależy od własności eksponatów, lecz od tego, czy autorskie prawa majątkowe wygasły, czy nie — rozwiewa wątpliwości Waglowski. — Samo robienie zdjęć żadnych praw autorskich nie narusza. Może je ewentualnie naruszyć ich publikowanie, ale to zależy od konkretnego przypadku. Jeśli minęło 70 lat od śmierci twórcy, to utwory gromadzone i pokazywane w muzeach nie są już chronione. Uważam, że fizyczne blokowanie (groźny strażnik, zakaz wstępu z aparatem etc.) możliwości robienia takich zdjęć jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego — konstatuje prawnik.
Miliony zdjęć wykonywanych przez turystów w paryskim Luwrze jak dotąd nie pomogły w przeprowadzeniu choćby jednego udanego włamania (Autor: Sven Lindner, licencja: CC 2,0)
Co w takim razie faktycznie skłania muzea do wprowadzania zakazów? Jak mawia stare porzekadło: kiedy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze.
Czy muzeum jest firmą?
— Jest taka tendencja by muzea traktować jak przedsiębiorstwa — mówi Iwona Purzycka. — Oczekuje się od nich, że będą zarabiać i nieustannie udowadniać sens swojego istnienia. Oczywiście, zadaniem muzeów jest realizowanie pewnej misji, ale przy środkach, jakimi dysponują, nie mogą pozwalać na fotografowanie każdemu i w dowolnym celu. Wchodzą tu w grę kwestie administracyjno-finansowe. My po prostu musimy mieć się z czego utrzymać — podkreśla Purzycka.
W największych brytyjskich muzeach nie istnieją żadne zakazy dotyczące robienia zdjęć
Z tym samym problemem boryka się większość muzeów. Nic dziwnego, że z restrykcjami mamy do czynienia szczególnie w dużych instytucjach, bowiem to właśnie one czerpią największe zyski z fotografii. Zwłaszcza tych profesjonalnych, wykorzystywanych później w albumach i na pocztówkach. Dlatego też zdecydowana większość placówek zabrania robienia zdjęć na statywie i przy użyciu profesjonalnego sprzętu.
Jeśli jednak zagrożeniem dla muzeów są przede wszystkim fotografie profesjonalne, skąd ograniczenia dotyczące zdjęć amatorskich? W większości przypadków pobiera się za nie opłaty. Niestety, często w grę wchodzą niezrozumiale wysokie ceny. Przykładowo w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa ekspozycja zajmuje łącznie jedno pomieszczenie wielkości niewielkiej szkolnej sali. Fotografowanie kosztuje 10 złotych. Cena, krótko mówiąc, zaporowa. Oczywiście, można kupić profesjonalne katalogi wystaw ze zdjęciami, tyle że te kosztują zwykle grubo ponad 100 zł.
Niestety sami muzealnicy często w ogóle nie są świadomi problemu. Zadzwoniłem do właśnie powstającego muzeum PGR-u w Bolegorzynie, by zapytać, jak będzie tam wyglądać kwestia fotografowania ekspozycji. — Ja to nie wiem, proszę pana — odpowiedział damski głos w słuchawce — my jeszcze tego nie ustalaliśmy. Ale chyba będziemy za to brać pieniądze, bo przecież na tym można zarobić. Więc chyba płatne będzie, ale ja tam jeszcze nie wiem... — kończy. Tym większe niezrozumienie potrzeb klienta i świadomość możliwych zysków wykazują duże muzea, całkowicie zabraniające fotografowania.
Przecież zyskują obie strony
O tej sprawie rozmawiałem z dyrektorem muzeum znacznie mniejszego i na dodatek prywatnego. Eugeniusz Kałamarz kieruje Częstochowskimi Zakładami Przemysłu Zapałczanego, w których jednocześnie mieści się Muzeum Produkcji Zapałek. Jest z wykształcenia ekonomistą, nie historykiem i ze swojej perspektywy nie potrafi zrozumieć postępowania dużych muzeów. — Moim zdaniem takie sztuczne zakazy przynoszą więcej szkody niż pożytku. Sami nikomu nie zabraniamy robienia zdjęć, a nawet do tego zachęcamy, bo to tylko zwiększa popularność naszego muzeum — wyjaśnia.
Muzeum Produkcji Zapałek w Częstochowie. Jedno ze zdjęć zrobionych przez wikipedystę Sebastiana Skolika (licencja CC ASA 2,5)
W istocie polityka wielkich muzeów przynosi, oprócz pieniędzy wpłacanych przez profesjonalnych fotografów, także wiele szkód. Zakazy istniejące m.in. na Zamku Królewskim na Wawelu, w Muzeum Narodowym w Warszawie i Muzeum Pałacu w Wilanowie sprawiają, że tamtejsze ekspozycje są całkowicie nieznane przeciętnemu odbiorcy. Można je oglądać wyłącznie na miejscu i jedynie z rzadka trafiają do książek czy podręczników. Nie ma ich oczywiście również w Internecie. W rezultacie najcenniejszych zbiorów muzealnych naszego kraju nie znają ani polscy miłośnicy kultury, ani tym bardziej zagraniczni.
Przykładowo do Krakowa przyjeżdża rocznie 8-9 milionów turystów. Każdy z nich ogląda Sukiennice, idzie na spacer nad Wisłę i na piwo do pubu przy rynku. Mało kto przy okazji odwiedza którekolwiek z kilkunastu krakowskich muzeów. Przybysza nic do takich odwiedzin nie zachęca, bo prawdopodobnie nigdy wcześniej nie zetknął się z fotografiami polskich zabytków czy dzieł sztuki.
Oczywiście można twierdzić, że np. Wawel nie potrzebuje reklamy, ale jest to wynik niezrozumienia zasad rynku. Zezwolenie na fotografowanie zbiorów pozwoliłoby zyskać krakowskiemu zamkowi popularność szczególnie za granicą, a to przyciągnęłoby więcej zachodnich turystów. Ci z kolei zostawiliby tak potrzebne Wawelowi pieniądze. Innymi słowy, na umożliwieniu wykonywania amatorskich fotografii za niewygórowaną opłatą, Wawel mógłby tylko zyskać. Podobnie inne duże muzea.
Profesjonalistom mówimy: nie?
Jedna z najpopularniejszych książek poświęconych historii Polski. Niestety, podobnie jak w większości książek historycznych w naszym kraju, nie ma w niej żadnych fotografii
Niestety dla naukowców zdjęcie amatorskie to zwykle o wiele za mało. Do badań np. nad ikonografią czy techniką artystyczną potrzebne są dokładne reprodukcje w dużej rozdzielczości. Wykonywania ich, w strachu przed stratami finansowymi, zabraniają niemal wszystkie większe muzea. W efekcie nawet sami historycy nie wiedzą, co znajduje się w polskich zbiorach. Tym bardziej nie wiedzą tego badacze zza granicy. Dochodzi do paradoksalnej sytuacji, bo polskie prace naukowe pełne są zdjęć francuskich, niemieckich i angielskich zabytków. Eksponatów polskich prawie nie ma. Innymi słowy restrykcje w fotografowaniu działają na szkodę polskiej kultury i nauki. Paradoks sięga zenitu, jeśli uświadomimy sobie, że za granicą z polską kulturą kojarzy się wyłącznie zespoły deathmetalowe i Szopena.
Rozwiązaniem byłoby stworzenie internetowego repozytorium dzieł sztuki, konstruowanego na podobnej zasadzie jak biblioteki cyfrowe. Niestety tego typu projekty w Polsce są w powijakach, a szans na zmianę tej sytuacji nie widać. Prof. Krzysztof Zamorski, wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim, były dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej i członek Zespołu do Spraw Infrastruktury Badawczej przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego stwierdza wprost: — Przy obecnych sporach kompetencyjnych szanse, że cokolwiek się zmieni, są zerowe.
Alternatywnym, a w wielu aspektach znacznie lepszym, rozwiązaniem jest repozytorium tworzone przez największą na świecie encyklopedię – Wikipedię. Pracujący przy niej wolontariusze odwiedzają muzea i zabytki na całym świecie, fotografując zarówno budynki, jak i ekspozycje. Obecnie na stronie commons.wikimedia.org znajduje się ponad 2,5 miliona plików, do których każdy człowiek na świecie ma darmowy dostęp.
Wikipedia jest jednym z najpopularniejszych serwisów internetowych na Ziemi, a umieszczenie w niej ilustracji to zysk dla polskiej kultury i reklama dla muzeów. Zdjęcia z wolnej encyklopedii wykorzystywane są przez naukowców, dziennikarzy, studentów, a także na stronach Histmaga. Bardzo duża część ilustracji wzbogacających nasze artykuły pochodzi właśnie z tego źródła.
Zyski płynące z umożliwienia darmowej dokumentacji fotograficznej zbiorów i umieszczenia jej w Internecie dostrzegły już dziesiątki polskich muzeów. Do tej grupy należą wspomniane już muzea w Bielsku-Białej i Częstochowie, a także m.in. w Sanoku, skąd pochodzi zamieszczony na Wikipedii kilkanaście dni temu zbiór ikon.
Odpowiedź ministerstwa kultury na list wysłany przez Stowarzyszenie Wikimedia Polska
Zgody na fotografowanie kategorycznie odmówiły natomiast duże muzea, mętnie wyjaśniając swoje stanowisko w pismach do Stowarzyszenia Wikimedia Polska. Nie poskutkowała nawet interwencja w ministerstwie kultury. Dyrektor Departamentu Dziedzictwa Narodowego, Przemysław Nowogórski, stwierdził, że wprawdzie celem muzeów jest umożliwienie dostępu do zbiorów, ale o wszystkim decydują dyrektorzy poszczególnych placówek i to od nich zależy, czy zezwolą na fotografowanie, czy nie.
Oczywiście duże muzea mogą obawiać się, że zdjęcia z Wikipedii zostaną wykorzystane np. do wykonania pocztówek lub albumu. Tyle że w przypadku zdjęć przedstawiających coś poza samymi dziełami (np. wnętrza zamkowe, dziedziniec) ewentualna publikacja musiałaby być zgodna z licencją GNU FDL, na której tworzona jest Wikipedia. Tym samym wydawca musiałby dołączyć do publikacji kilkadziesiąt stron licencji i wyraźną adnotację, że zdjęcia są darmowe. Czy ktokolwiek skusiłby się na taki souvenir?
Czas coś zrobić
Ograniczenia w polskich muzeach przeszkadzają wszystkim — zarówno zwykłym miłośnikom kultury i historii, jak i naukowcom. Najbardziej szkodzą natomiast polskiej kulturze, która w efekcie nie jest znana ani w kraju, ani tym bardziej za granicą.
Dlatego postulujemy:
- Ograniczenie wygórowanych opłat za fotografowanie.
- Zniesienie zakazów fotografowania w odniesieniu do fotografii amatorskich.
- Określenie przejrzystych zasad udostępniania zbiorów do fotografowania, które dotyczyłyby wszystkich muzeów państwowych w kraju.
- Umożliwienie wykonywania zdjęć nieodpłatnie lub za niewielką opłatą: fotografom polskiej Wikipedii, naukowcom, dziennikarzom obywatelskim i członkom inicjatyw społecznych mających na celu propagowanie polskiej kultury i historii.
Napisz, co sądzisz o naszych postulatach. Wyraź swoją opinię, poparcie lub sprzeciw. Czekamy też na wasze pomysły, jak walczyć z tym absurdem. Postaramy się wywołać dyskusję i dotrzeć do ludzi, którzy mogą w tej kwestii coś zmienić. Niebawem zapytamy o opinię polskich naukowców i popularyzatorów nauki.
Artykuł jest częścią akcji:
Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
Zobacz też:
- Fotografowanie w muzeach – legalne czy nie?
- Wybrane komentarze Czytelników dotyczące naszej akcji
Redaktor naczelny „Histmag.org” w latach 2008-2010, obecnie prowadzi biuro usług redakcyjnych. Członek redakcji projektu „Historia i media” realizowanego pod patronatem „Histmag.org” przez Fundację Nowoczesna Polska z funduszy programu „Patriotyzm Jutra”. Zawodowo zajmuje się książką historyczną, a także publicystyką historyczną. Jest głównym autorem i redaktorem naukowym książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009), a także autorem około 500 artykułów – dziennikarskich, popularnonaukowych i naukowych. Kilka z nich ukazało się drukiem, reszta jest dostępna w internecie. Studiuje historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego zainteresowania naukowe obracają się wokół wielu tematów, przede wszystkim historii pograniczy rosyjskich i kwestii etnicznych w Europie i nie tylko. Do jego innych zainteresowań należą też polityka, antropologia kultury i punkty styku historii ze światem współczesnym. W przeszłości zajmował się mediewistyką.
Komentarze
2008-04-21 18:49 | Gość: Łukasz Męczykowski
Zakazy fotografowania są wszędzie, poniżej przykład z Fortu Czerniakowskiego
http://i243.photobucket.com/albums/ff248/Meczyk/HPIM0156.jpg
2008-04-21 18:55 | Janek
Dzięki za zdjęcie :) Zachęcamy do informowania nas w których dokładnie muzeach są tego typu zakazy - napiszemy, zadzwonimy, poprosimy o komentarz do naszej akcji....
2008-04-21 19:56 | Gość: Fareon
Wawel uważam za osobliwy przypadek muzeum. Nie wiem jak jest w innych dużych, tego typu jednostkach, ale Wawel to po prostu turystyczna tragedia. Raz jeden udało mi się przekonać siostrę zakonną, że piszę referat na temat Jana Pawła II i chciałbym zrobić zdjęcia (amatorskie i tylko w muzeum katedralnym). Doliczając nielegalne zdjęcia zrobione na "Wawelu Zaginionym" - zrobiłem ich na Wawelu chyba więcej niż Wikipedia kiedykolwiek.
Kolejnym absurdem jest dla mnie fakt, iż nie można w ciągu tygodnia nieodpłatnie odwiedzić KATEDRY na Wawelu. Tak jak jeszcze mogę zrozumieć płatne ekspozycje, tak zwiedzania katedry za nic w świecie. A w niedzielę jak byłem, to skierowano mnie w odpowiednie miejsce, żebym przypadkiem nie zaczął katedry zwiedzać - przecież za to nie zapłaciłem.
ABSURD nie muzeum.
2008-04-22 01:58 | Gość: Rafał
Rozumiem restrykcje w prywatnych muzeach i galeriach np. w muzeum Żydów "Galicia" w Krakowie. Ale w placówkach publicznych?
2008-04-22 08:25 | Janek
Fareon: Kościoły to w ogóle szczególny przypadek. Paradoks jest w tym przypadku tym większy, że zdobiono je po to, by ludzie mogli podziwiać dzieła stworzone "ad maiorem Dei gloriam". Mistrzowie renesansu i baroku chyba przewracaliby się w głowie, słysząc, że za wejście do ozdobionego przez nich kościoła są zbierane pieniądze.
Poza tym rola sztuki kościelnej jest jak nic sprzeczna z zakazami fotografowania. Chodzi o jej możliwie szerokie rozpropagowanie, więc skąd restrykcje?
2008-04-22 08:26 | Gość: gość
W Luwrze zakaz robienia zdjęć dotyczy m. in. obrazu Mona Lisa. Jednakże większość eksponatów mozna fotografować bez pozwolenia.
2008-04-22 08:26 | Gość: Jarosław
Bojkotuję wszelkie miejsca z zakazami.
Na wawelu, choć jestem z rodziną kilkadziesiąt razy w roku, to NIGDY nie weszliśmy na teren Katedry, z uwagi na te właśnie opłaty, oraz zakazy. Do dziś nie wiem co się tam znajduje.(bynajmniej nie dla tego że mnie nie stać).
Jestem amatorem fotografii, i zawsze przy fotografowaniu takich miejsc staram się nikomu nie przeszkadzać. Nieraz dużo czasu spędzam, zanim wyludni się interesujący mnie fragment ekspozycji.
Jako osoba wierząca odczuwam czasem niesmak, że nie mogłem dostać się do Kościoła. Ale jak to się mówi Bóg jest ten sam we wszystkich Kościołach, i nie sądzę żeby kiedyś właśnie do mnie miał pretensje, że nie odwiedziłem go na Wawelu.
Swobodnie można fotografować natomiast w Katedrze Gnieźnieńskiej. Również nie ma opłat za zwiedzanie, a jest co oglądać.
....a oni niech dalej sobie kopią dołek. Skąpstwo nie popłaci.
2008-04-22 08:41 | Gość: Kuba
W zeszłym roku wracałem wakacji w Bieszczadach. Po drodze odwiedziłem małe miasteczko z pięknym zabytkowym kościołem... Nadłożyłem około 100 km by go zobaczyć i zwiedzić. Na miejscu okazało się, że wejście do kościoła jest płatne (darmowe tylko w czasie mszy - była sobota). Bez słowa wsiadłem do auta i pojechałem dalej... Szkoda słów. A zdjęcia w takich miejscach zacząłem robić na "bezczelnego". Do czasu aż mnie nikt nie upomni, olewam zakazy.
2008-04-22 09:11 | Gość: czes
Za granica chyba jest podobnie. Jak byłem w Londynie to pan w Obserwatorium Greenwich nie pozwolił robić panoramy miasta ze statywem, "z ręki" można było. W samym obserwatorium zakaz. Nieopodal spore Muzeum Morskie-tam tez zakaz. Nie wiem jak w innych miejscach.
2008-04-22 10:12 | Gość: jrs
"Tyle że w przypadku zdjęć przedstawiających coś poza samymi dziełami (np. wnętrza zamkowe, dziedziniec) ewentualna publikacja musiałaby być zgodna z licencją GNU FDL, na której tworzona jest Wikipedia."
Na licencji GFDL tworzony jest jedynie tekst. Zdjęcia moga być na innych licejcnach - np. CC-BY-SA z której często korzystałem i która bodajże jest zalecaną dla materiałów z commons.
2008-04-22 10:31 | Janek
czes -> zależy gdzie za granicą. We Francji zakazy są rzadkością. W Wielkiej Brytanii nie spotkałem się z nimi w ogóle. Co do licencji - oczywiście, masz rację.
jrs -> Co do licencji - oczywiście, masz rację. Przy tym CC także wymaga podania autora i adnotacji o tym że fotografia jest darmowa.
2008-04-22 11:39 | Gość: blazej
dlatego czesto chodze z kamera a filmowac nieszcze nikt mi nie zabronil byl tylko problem we farnacji sali z "mona lisa" ale pozatym w calej europie uzywalem kamery moze nadejda zle czasy dla kamery jesli chodzi o nowe technologie HD a kreconego filmu latwo zrobic zdjecie
wiekszosc muzeow bronilo sie bardziej przed fleszami aparatow niz samymi aparatami
2008-04-22 11:40 | Gość: MySZ
Ja nie mam nic przeciwko opłacie za zrobienie zdjęć, niech sobie będzie te 10 zł, muzea wcale nie mają nadmiaru gotówki i to akcpetuję. Ale skoro zapłacę te 10zł, to chcę mieć prawo do zrobienia w całym muzeum, każdego eksponatu, ze statywem (mam Fuji s6500fd, który jak każdy kompakt potrzebuje trochę światła lub czasu), i bez czepiania się. Podobało mi się jakiś czas temu na wystawie japonistyki w Szczecinie - mogłem wejść z aparatem, zrobić dowolną ilość zdjęć, nikt złego słowa nie powiedział. A już spotykałem się z brakiem akceptacji dla fotografii - wtedy po prostu wychodziłem.
2008-04-22 13:24 | Gość: Amadek
Przykre jest ze muzea taka politykę prowadza. Zbiory powinny być dostępne do fotografowania na użytek prywatny.
2008-04-22 13:24 | Gość: es
Ciekawa akcja. Mam nadzieję, że przyniesie zmianę, ale... walka z ustawodawstwem to trudna sprawa...
2008-04-22 14:34 | Gość
Co do Mona Lisy, to byłem w grudniu w Paryżu i nikt nie bronił fotografowania obrazu.
2008-04-22 18:51 | Gość: Cancre
@Gość
Z Moną Lisą to w ogóle dziwna historia. Od 2005 roku wprowadzany jest w Luwrze stopniowy zakaz fotografowania. Regulamin Luwru głosi (w skrócie), że zakaz fotografowania we WSZYSTKICH salach
będzie wprowadzany stopniowo; od września 2005 nie wolno tego robić w wymienionych salach (w tym w sali z malarstwem włoskim, czyli Moną
Lisą także :)). I że można otrzymać nadzwyczajne zezwolenie od dyrekcji.
W praktyce oczywiście nadal jest (a na pewno było w lipcu 2007) tak, jak na tym zdjęciu w artykule - tzn. tłumek fotografów blyskających fleszami, ale teoretycznie obowiązuje powyższy zakaz. Nawiasem mówiąc Mona Lisa jest za pancerną szybą o szarawym kolorze, więc flesze jej zapewne nie szkodzą, ale zdjęcia raczej ciekawe nie wyjdą.
Interesujące jest jednak, że inne obiekty nie są tak zabezpieczone i choć są równie cenne, także można je fotografować do woli. A przecież, toute proportion gardée, jak mają się zbiory Luwru do naszych, nawet razem wziętych? Co bynajmniej nie znaczy, że nie należy chronić, tego co mamy.
Trzeba chronić, ale i równocześnie zachęcać turystów do odwiedzania. Tyle że dyrektorzy muzeów wychodzą z założenia, że reklamowanie się czy w inny sposób przyciąganie zwiedzających nie jest ich celem, bo przecież państwo i tak pieniądze na muzea da, a na Wawel turyści i tak bez reklamy przyjdą. Nie widzą zatem, że dziś nie wystarczy utrzymywać instytucję i czekać, aż on sama sobą przyciągnie ludzi, ale trzeba jej w tym pomóc, choćby tworząc katalogi zbiorów on-line, galerie zdjęć czy wreszcie dając możliwość fotografowania - jeśli nie wszystkim, to chociaż w łatwiejszy sposób niż dziś .
2008-04-22 19:17 | Janek
Ciekawi mnie jakie argumenty stosuje Luwr. Czy tak jak w Polsce są to kwestie finansowe? Nie jestem pewien, licząc jak duże pieniądze rząd francuski (w przeciwieństwie do polskiego) łoży na kulturę. Orientujesz się może Cancre? Ja niestety nie znam francuskiego, co utrudnia przeprowadzenie researchu.
2008-04-22 20:25 | Roman Sidorski
Francuzi robili ostatnio eksperyment (chyba jeszcze się nie zakończył), udostępniając wiele muzeów do zwiedzania całkowicie za darmo. Ciekawe, czy wpłynęło to jakoś na zakazy fotografowania (jeśli obowiązywały).
2008-04-22 21:12 | Janek
Eksperyment miał trwać pilotażowo pół roku, z czego wiem nie zmieniano przy tym kwestii zakazów fotografowania, ale może ktoś zna sytuację dokładniej? W Luwrze jak napisała Cancre zakazy są zaostrzane, ale akurat Luwr został wyłączony z tego eksperymentu.
2008-04-22 21:30 | Gość: Cancre
@Janek:
Ani kwestie finansowe ani konserwatorskie, jak sie okazuje. Pobieżne wyszukiwanie wykazało, że przyczyny były zupełnie inne. W sprawozdaniu z 2005 roku napisano, że chociaż od dawna obowiązywał zakaz fleszy, nie przestrzegano go, ponieważ obecne aparaty mają wbudowane samowyzwalające się lampy. Ta nadmierna ilość błysków powodowała skargi licznych zwiedzających, którzy nie mogli w spokoju kontemplować dzieł (!). W efekcie, aby zwiększyć komfort zwiedzania, zdecydowano się zakazać fotografowania w najbardziej uczęszczanych miejscach. Ale - teraz uwaga, bo to pokazuje różnicę w ich mentalności i naszej - dbając o zwiedzających udostępniają im na stronie muzeum zdjęcia 35 000 obiektów.
Na jakiejś stronie (w każdym razie nie stronie Luwru) znalazłam też, że chodziło o "korki", które tworzyły się przez nadmierną liczbę fotografujących osób. W praktyce jednak fotografować można nadal, byle nie z fleszem i statywem.
2008-04-23 00:29 | Gość: a_b
"W największych brytyjskich muzeach nie istnieją żadne zakazy dotyczące robienia zdjęć".
Mylisz się kolego. Istnieją takie zakazy. Np. w National Marine Museum. Przy jakiejś starej łódce jak byk tabliczka zakaz fotografowania stała. W dalszej części tego muzeum w jakiejś salce stoi baba z obsługi i też nie pozwala robić zdjęć eksponatom.
2008-04-23 10:28 | Gość: Piotr
Sam zrobiłem ze 120 zdjęć w Luwrze, nawet więcej w British Museum, nie mówiąc już o muzeach amerykańskich, gdzie tylko raz natknąłem się na restrykcje - podczas wystawy (sic!) "Polish Winged Horsmen" w Art Instutute w Chicago - gdzie polska strona nie wyraziła zgody na fotografowanie pod pretekstem, że flesze uszkodzą eksponaty (stalowe zbroje m.in.). Fotografowałem mumie egipskie, freski w Pompei, obrazy Rubensa w muzeach w Dolinie Loary i nikt nigdzie nie miał zastrzeżeń. Czyżby to była pozostałość po zakazie fotografowania obiektów wojskowych, jak np. dworzec?
2008-04-23 10:29 | Gość: Janek (Kamil Janicki)
a_b -> oczywiście mówiłem z własnych doświadczeń, a sam nie sprawdziłem wszystkich muzeów w Wlk. Brytanii. Natomiast np. w British Museum można fotografować wszystko, co widać na zdjęciu.
2008-04-24 09:58 | Tomasz Leszkowicz
Swego czasu zrobiłem rundkę po muzeach w Chicago i tam zarówno we wspomnianym Art Institute, jak i Field Museum, Museum of Science & Industry a nawet Muzeum Polskim takie zakazy nie obowiązywały. Spotkałem się z nimi dwa razy - na wystawie "King Tut" w FM i we wnętrzu U505 w MoS&I (chociaż tu nie jestem pewien, czy nie było możliwości wykupienia pozwolenia).
2008-04-27 01:26 | Gość: max
Bezsensowne zakazy wplywaja na poziom publikacji. Zachodnie umzea, pozwalaja, badz same udostepniaja porzadne fotografie nadajace sie do uzycia w publikacjach. W Polsce wciaz ktos weszy w tym jakis interes - zdjecia 10 zl, ich publikacja 100 od fotografii (i oby tylko tyle!). Nie wydaje mi sie zeby dawalo to zyski, a raczej ogranicza rozwoj naszych rodzimych wydawnictw, i szerzenie informacji o naszym dziedzictwie narodowym. Widac to chociazby na wydawnictwach archeologicznych (malo kto powie ze fotograie szkodza zabytkom). Podczas gdy profesjonalnie wydanych albumow o Egipcie mamy 50, tak o Polsce zaledwie jeden ("Skarby ziemi wydarte"). Dziwic sie ze swiadomosc Polakow w tej kwestii jest zerowa. Jeden wielki absurd.
Swoja droga - nie ograniczalbym problemu do muzeow. Archiwa panstwowe sa kolejnym miejscem uniemozliwiajacym, lub chociaz utrudniajacym, dostep do zbiorow i nic nie wyglada na to ze mialoby sie to zmienic.
2008-04-27 15:54 | Gość: Janek
Oczywiście, jak już pisaliśmy w osobnym artykule, nasza akcja będzie miała znacznie szerszy wymiar. Wkrótce zajmiemy się także archiwami.
2008-04-28 09:26 | Gość: Krzysiek
Kamilu, jak zwykle, świetnie napisane. Pięknie wypunktowałeś naszego przeciwnika, nic dodać. Cóż się dziwić, tu jest Polska. I jak w każdej dziedzinie, wszędzie jest normalnie, tylko u nas parodia i skandal. Żywię nadzieję, że akcja odniesie sukces.
2008-04-28 09:55 | Gość: Kiria
Hmm... Nie wiem czy do końca zgodziłabym się z całkowitym pozwoleniem na fotografowanie w muzeach, nie tylko ze względu na wygodę zwiedzających, czy teorię, że to szkodzi eksponatom. Sama byłam świadkiem sytuacji na Litwie, gdzie chłopak wszedł na zamknięty obszar i odwrócił sobie wazę, bo mu się źle kadrowała. Niestety, zazwyczaj tak jest, że za głupotę jednostek cierpią miliony, ale bezpieczeństwo obiektów powinno być na pierwszym miejscu.
Dlatego nie wypowiadałabym się tak radykalnie za restrykcjami o fotografowaniu. Np w skansenie w Lublinie pozwolenie na fotografowanie kosztuje 10 zł i jest sprzedawane jako "cegiełka" na rzecz ochrony zabytków. Dziesięć złotych nie majątek, a można robić jakie się chce zdjęcia i jak się ma ochotę zagadać z kustoszem, chętnie biorą je na stronę muzeum jako reklamę. Nie popieram jednak zakazów fotografowania w kościołach (acz tłumaczy się to ochroną przed kradzieżą) ani w ogóle opłat za wizytowanie kościoła. Mam wrażenie, że to nieco paranoiczne. Znam miejsce w totalnej dziczy, gdzie są dębowe, barokowe ołtarze i XIII w. chrzcielnica - odrestaurowane przez proboszcza, ogólnodostępne i kompletnie niezbadane przez historyków... a i tak nie pozwolili mi fotografować.
A już całkowicie osobną sprawą są opłaty wydawnicze (Wawel - od 180 zł do 420 za obraz, podstawa ilustracji 8 cm!). Ścieram się z nimi, bo to moja praca (redaktor). I problem faktycznie jest. Są muzea (pozdrawiam Zamość, zawsze ciepło was wspominam), które dają ilustracje eksponatów za darmo, dołączając nawet mało znane ciekawostki na ich temat. Są też takie (głównie narodowe muzea), które liczą drogo i domagają się np. dodatkowo trzech egzemplarzy publikacji "do wglądu" (koszt jednej książki 95 zł pomnożyć przez trzy + koszt zdjęcia 250 zł = kosmicznie dużo; dla porównania koszt fotografii "Szkoły Ateńskiej" Rafaela z zagranicznej agencji - 35 Euro...). Zabiegi takie sprawiają, że - faktycznie - po prostu rezygnujemy ze zdjęcia, bo koszt jednej ilustracji w takim muzeum przekłada się na pięć w innym. I wtedy muzeum na tym traci, bo nie sądzę, żeby ludzie chodzili tam dla przyjemności. A mogliby - gdyby im odpowiednio tą "wyższą kulturę" sprzedać. Miłym wyjątkiem jest muzeum we Wrocławiu, którego część katalogu, z ciekawymi opisami eksponatów - można ściągnąć z internetu i zaplanować sobie ciekawą wycieczkę. Katorgą jest dla mnie MN w Warszawie i Muzeum Wojska Polskiego tamże. Niedostępne dla fotografów, potrafią sobie liczyć trzy razy za zrobienie tego samego zdjęcia...
Reasumując - rozumiem potrzeby finansowe muzeów, ale nie zgadzam się na tą wolną amerykankę . Rozwiązaniem mogłyby być ujednolicone, naprawdę jasne przepisy na temat udostępniania fotografii eksponatów i archiwaliów, obejmujące wszystkie państwowe placówki. Łącznie z cennikiem...
2008-05-01 01:12 | Janek
Może dobrym pomysłem byłoby dodanie jeszcze jednego postulatu do naszej akcji - uregulowania i ujednolicenia zasad udostępnienia fotografii do celów wydawniczych?
2008-05-02 09:51 | Gość: Muzealnik
Co do utrzymywania się muzeum: państwo tak naprawdę mało wykłada na kulturę i muzea muszą się imać różnych sposobów, żeby na siebie zarabiać. Musi udowadniać sens istnienia.
Poza tym flesze rzeczywiście mogą uszkodzić eksponaty np. grafika, rysunek, akwarela - to jest fakt i nie ma co się bulwersować. Chyba nam zależy aby dzieła przetrwały..?
Inną sprawą są wypożyczane obrazy z różnych prywatnych kolekcji, jedni kolekcjonerzy sie zgadzają na fotografowanie, inni nie.
Luwr. Byłem prawie świadkiem kradzieży w Luwrze. W ten sam "biały" dzień (parę lat temu), kiedy zwiedzałem, wyniesiono tak po prostu obraz Corota...Kradzieże się jednak zdarzają-nawet w Luwrze.
Nie wszystko jest jednak tak proste jakby się mogło zdawać.
2008-05-02 16:21 | Roman Sidorski
1. Zakaz fotografowania nawet dla celów niekomercyjnych raczej zmniejsza niż zwiększa dochody muzeów. Szczególnie tych mniejszych, lecz ciekawych, o których niewiele osób wie i w skutek zakazu ma mniejsze szanse się dowiedzieć. Można co najwyżej trochę zarobić na "biletach" dla fotografów, a te jeste(ś)m(y) w stanie zaakceptować, o ile nie są absurdalnie wysokie.
2. Gdyby przeczytał Pan artykuł uważanie, zauważyłby Pan, że nie twierdzimy wcale, iż lampa błyskowa nie może zaszkodzić żadnym eksponatom. Zwracamy jedynie uwagę, że to nie jest argument za całkowitym zakazem fotografowania oraz na to, że np. marmurowej rzeźbie lampa błyskowa nie zaszkodzi.
3. Jeśli założyć, że właściciel wypożyczonego obrazu ma prawo zakazać fotografowania posiadanego zabytku (o kwestiach prawnych piszemy w osobnym artykule: http://histmag.org/?id=1771), to wystarczy wprowadzić zakaz fotografowania właśnie tego jednego zabytku,a nie wszystkich ekspozycji.
4. Oczywiście, że się zdarzają. Jeśli jednak z Luwru w biały dzień wyniesiono obraz, to nie dlatego, że można było tam fotografować, tylko dlatego, że ochrona najwyraźniej spała - co to ma wspólnego z ewentualnym zakazem fotografowania? Tym bardziej, że profesjonalny złodziej i tak znajdzie sposób na zrobienie zdjęć zabezpieczeniom, jeśli będzie tego potrzebował. Sam potrafiłbym to zrobić w zdecydowanej większości muzeów. Tymczasem zakaz fotografowania mniej znanych dzieł przyczynia się do tego, że łatwiej je potem sprzedać - im mniej znany obraz, tym większa szansa, że znajdzie się kupiec.
2008-05-04 19:58 | Janek
Dodam jedynie, że odpowiedzi na większość pana wątpliwości znajdują się w tekście. Zapraszam do lektury.
2008-12-30 19:08 | Gość: Hamilkar
W kwietniu byłem w Londynie. Zwiedzenie kilku muzeów uświadomiło mi jak wielki dystans dzieli od nich nasze. W British Museum i kilku innych takie przepisy jak opisane w tekscie zostały zniesione kilkanaście lat temu! Tamtejsze muzea utrzymują się, chociaż nie płaci się tam z robienie zdjęć. Wbrew jednemu z wcześniejszych komentarzy stwierdzam, że nawet w National Marine Museum istnieje pewna swoboda w robieniu zdjęć. Być może nie rozumiem angielskiego natyle, aby zrozumieć zakaz.
2009-01-01 15:10 | Gość: Agaciorek
Osobiści zakaz fotografowania mnie irytuje.Czy ktoś ma dostęp do jakiegokolwiek opracowania naukowego dotyczącego negatywnego wpływu swiatła fleszy na malowidla czy cokolwiek?Tyle się o tym mówi, a iekawa jestem w jaki sposób to zjawisko dokładnie ma działac.Idea opłaty za fotografowanie też mnie jakoś nie przekonuje.Zwłaszcza jesli już zapłaciliśmy za wstęp i to często nie tak mało.A ja lubię miec foto-pamiatkę z każdego miejsca, wię jak nie mogę robic zdjęc to wolę nie wchodzic...Z przykrością stwierdzam,że za granicą tez się z takimi zakazami spotykałam np. w pałacu Buckhingham i katedrze Westminster w Londynie (calkowity zakaz), w jednym z muzeów sztuki współczesnej w Palmie(choc dziwne, bo znaków zakazu nie widziałam ani nikt mnie przy wejściu nie poinformował,ale strażnik się rzucał jak zaczęłam pstrykac foty, a potem jakiś przystojniak z ochrony mnie pilnował), w zamku w Kilkenny(Irlandia)...Wkurzające to, a potem w sklepiku nawet cholernych pocztówek z reprodukjami nie mają...Dziadostwo na szeroka skalę.Jestem za tym,żeby z tym zrobic porządek.Inaczej mam gdzieś galerie i muzea...No może z wyjatkiem takich ciekawszych jak Tate Modern Gallery w Londynie
2009-01-01 18:38 | Gość: gabba
Nie pozostaje nic innego, tylko zatrzymywać wszystkie eksponaty ze wszystkich muzeów we własnej pamięci, często niekoniecznie fotograficznej :P
Albo bulić po 10-20 zł od muzeum, za możliwość fotografowania - no, bo przecież jak się zapłaci, to malowidło nie dozna uszkodzeń od flesza :P :]
2009-01-01 18:43 | Kamil Janicki
Oczywiście jeśli przyniesiesz za dobry aparat albo będziesz robić za dużo tych zdjęć, albo (o jezuśku!) przyniesiesz statyw - to wiele muzeów i tak nie pozwoli na zrobienie zdjęć....
2009-01-03 22:33 | Gość: Ariel
Dzisiaj byłem w muzeum Tatrzańskim im dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem i gdy zacząłem robić zdjęcia pani z obsługi powiedziała że jest zakaz robienia zdjęć z fleszem a przecież zdjęcie bez flesza wychodzi w bardzo złej jakości no chyba żeby robić je ze statywem ale ja takiego nie mam. Na dodatek ta bardzo niemiła pani powiedziała że jak zrobie kolejne zdjęcie to obciąży mnie kosztami konserwacji (podała kwotę 200zł) tylko że ja nie widziałem żeby mój aparat uszkodził w jakiś sposób eksponat który fotografowałem (
niedźwiedź na kołku drewna). Sytuacja zakończyła się tak że zdenerwowałem się bardzo i zrezygnowałem ze zwiedzania muzeum i wyszedłem a pani zkwitowała to w ten sposób że powiedziała "no i dobrze".
Nie rozumiem tego głupiego zakazu:-( ja tylko chciałem mieć pamiątkę z tego muzeum a nie paragon z kasy fiskalnej:-( jak bronić się przed takimi sytuacjami? Czy można się powołać na jakąś ustawę lub postanowienie sądowe itp? Co na to trybunał sprawiedliwości?
2009-01-03 23:11 | Gość: Marcin Wasilewski
Prawde mowiac, trudno s5wierdzic, jak flesze wplynelyby na farbe z Xiii czy XIV wieku w takim malym muzeum-kosciolku piod Zakopcem;)
mam andzieje ze nikomu niewpadnie do glowy testowac;p
Jednak tak na powaznie, zakazy fotografowania to dla mnie pomylka, rozumiem w szczegolnych przypadkach.... dla ojedynczych dziel.
Normalnie powinno byc to mozliwe, ewentualnie za drobna (DROBNA!!!) oplata ktora, w razie gdyby faktycznie okazalo sie ze jakies z obrazow ucierpial, mozna by dac na renowacje....
tyle tylko, ze taka oplata powinna wynosic niewiecej niz 20-30% ceny biletu... ostatnio bylem w muzeum sztuki w Amsterdamie (jak to sie nazywalo....) zdjec niewolno bylo robic, ale o ile wejscie kosztowalo 10 euro, o tyle w sklepiku byl folder z KAZDYM obrazem za euro 5....
to tez jakies rozwiazanie;)
2009-06-26 14:40 | Gość: Marcin
Hm... Temat rzeka... Strasznie mnie to drażni, zresztą tak jak wszystkich którzy lubią "uwiecznić" wizytę w muzeum itp. W przypadku całkowitego zakazu robienia zdjęć eksponatów czy wnętrz uważam to za największy idiotyzm jaki przyszedł do głowy w świecie kultury, duchowieństwa etc. Przekonałem się że na Zachodzie jeszcze gdzieniegdzie panują te idiotyczne sfermentowane reguły obowiązujące zwiedzających , a są też instytucje które do tych reguł wracają...
Co do fleszowania - to w większości przypadków jest to "dyskoteka" która może poważnie zniszczyć dzieła malarskie itp. Poza tym w większości przypadków robienie fotek ze strobolem nie przynosi takiego efektu jak zdjęcia bez lampy. Mieć białą plamę na środku obrazu no i rozpraszanie zwiedzających to nie satysfakcja. Drugą stroną jest kwestia kultury zwiedzających, np jedna osoba potrafi podziwiać ekspozycje, kontemplować przy nich przez długi czas a druga wbija się z maszyną i cyka jak karabin maszynowy wszystko co popadnie, co dla tej pierwszej osoby może nie mieć pozytywnego wpływu
Natomiast jeśli chodzi o biletowanie pozwolenia na fotografowanie - to jeszcze jest do strawienia, choć w niektórych miejscach ceny są zabójcze, taki przypadek miałem w katedrze w Naumburgu gdzie bilecik za cykanie wnętrza tej świątyni kosztuje 5 euro, a jak wiadomo chce się kupić jeszcze jakieś pocztówki, książki, publikacje to przy tym to wszystko dość kosztuje. Generalnie opcja odpłatności wydaje się być najlepsza jak dla gospodarza jak dla gościa, bo większość gości myśli subiektywnie a co za tym celuje obiektyw w dzieła niekoniecznie "podręcznikowe" a te które mu się po prostu podobają. Wtedy zarówno satysfakcję mają muzealnicy przez to że grosz jakiś wpłynie na budżet jak i zwiedzający. Sami się przekonaliście i oby więcej jeszcze się przekonali jaka to jest znakomita pamiątka z wizyty w muzeum. Niejedna rodzina czy też nowożeńcy w ślubnych strojach marzą zapozować na tle wawelskich komnat... oby to było w przyszłości dla nich prawdziwym spełnieniem.
2009-10-12 13:11 | Gość: Łukasz
Witam Wszystkich!
Trafiłem na tę stronę dość przypadkowo, ale pewno zostanę tu na dłużej...
Co do zdjęć w muzeach. Przez 10 lat pracowałem w wydawnictwie albumowym i zajmowałem się m.in. pozyskiwaniem zdjęć do publikacji. Sam jestem fotografem i wielokrotnie "odbijam się" od obsługi zakazującej robienia fotografii ze statywu ("Bo Pan na tym zarabia"). Rozumiem bilet dla fotografa w cenie 10 czy kilkunastu złotych, ale na tym powinny się kończyć jakiekolwiek utrudnienia. Przecież moja praca może przełożyć się na bezpłatną promocję muzeum czy skansenu.
Poza tym nikt nie zadaje Paniom i Panom Dyrektorom zasadniczego pytania: które polskie muzeum zdobyło się na wysiłek wydania publikacji albumowej promującej w formie popularnej CAŁE polskie dziedzictwo kulturowe? Żadne. Dlaczego? Bo to kosztuje majątek - niech więc muzea zaczną wypełniać swe obowiązki nie tylko chronić, ale i udostępniać oraz edukować. W naszym wspólnym interesie.
