Bigos na niedzielę: Pan od angielskiego zabiera się za historię...
Kategorie: Felietony i eseje, Rubryka: Bigos na niedzielę
2008-08-03 23:15 | Kamil Janicki
...czyli kilka pytań o zawodowy profesjonalizm. Czy aby na pewno listy najstarszych dowcipów świata powinni przygotowywać wykładowcy literatury i czy jest to historia, czy może medialna papka?
Dwa dni temu agencje informacyjne podały, że zespół brytyjskich naukowców stworzył listę dziesięciu najstarszych dowcipów świata. Temat wydał nam się na tyle interesujący, że poświęciłem kilka minut na znalezienie i przetłumaczenie pełnego zestawienia. Szybko okazało się, że nie był to głupi pomysł. Opublikowany przez nas spis przeczytało do tej chwili ponad 10 000 osób, myślę więc, że warto poświęcić mu odrobinę uwagi.
„Top 10” najstarszych dowcipów w historii zamówił brytyjski kanał telewizyjny „Dave”. Jest to lekki program, w całości poświęcony satyrze i humorowi. Telewizja potrzebowała do tego trudnego zadania grupy profesjonalistów. Udało jej się pozyskać zespół naukowców z Uniwersytetu w Wolverhampton. Niech zgadnę – podobnie jak ja po raz pierwszy słyszycie o takiej uczelni? W zasadzie nic dziwnego.
Wprawdzie w Wolverhampton studiuje sporo Polaków, ale sam uniwersytet powstał zaledwie kilka lat temu i nie jest najwyżej oceniany. W rankingu przygotowanym przez „The Guardian” znalazł się dopiero na 111 ze 120 pozycji. Z kolei według „The Timesa” jest to drugi najgorszy uniwersytet na Wyspach (112 ze 113 ujętych w zestawieniu).
Oczywiście, można powiedzieć, że to o niczym nie świadczy.
Pan od angielskiego historykiem
Poszukiwaniami najstarszych dowcipów zajął się zespół z Paulem McDonaldem na czele. Na stronach brytyjskiej telewizji nazwano go „specjalistą od dowcipów”. I w zasadzie dziennikarze „Dave” nie kłamali. Po prostu zapomnieli wspomnieć, że McDonald nie jest historykiem. To wykładowca literatury amerykańskiej, zajmujący się w Wolverhampton przede wszystkim prowadzeniem warsztatów pisarskich. W swoim dorobku nie ma ani jednej pracy poświęconej historii. Skupia się raczej na „american studies” i analizach współczesnego, żydowskiego humoru. Niestety, po przeczytaniu listy najstarszych dowcipów widać, że raczej nie przygotowali jej prawdziwi eksperci.
Ten zbiór dowcipów nie zawiera w gruncie rzeczy żadnych „nowości”. Większość pojawiających się w nim pozycji jest od dawna znana i nawet w Polsce dostępna w formie książkowej (np. ostatnie dwie w zbiorze „Philogelos albo Śmieszek. Z facecji Hieroklesa i Philagriosa”, Wrocław 1986).
Drobne braki, drobne błędy...
Pół biedy, że nie ma tu nowości. Już na pierwszy rzut oka widać, że przyjęto dość niejasne kryteria doboru, skoro np. odarta z wszelkich znamion śmieszności zagadka sfinksa z „Króla Edypa” została uznana przez dra McDonalda za żart. Wydaje się, że także wzmianka o „dwóch miesiącach wertowania annałów historii” to pewne nieporozumienie. Gdyby zespół McDonalda rzeczywiście spędził tyle czasu nad historią humoru, efekty byłyby chyba znacznie lepsze. Tymczasem naukowcy z Wolverhampton zakwalifikowali jako dowcip np. słowa przypisywane Oktawianowi Augustowi, ale już nie setki podobnych dowcipów, które można znaleźć w rzymskiej literaturze. Jeśli Oktawian żartował, to czy nie robił tego samego np. Wespazjan, nakazując opodatkowanie latryn i mówiąc, że przecież „pecunia non olet” („pieniądze nie śmierdzą”)? Tak samo brakuje wielu „dowcipów” przewijających się przez bajki Ezopa, staroegipskie papirusy, ściany kamiennych grobowców nad Nilem czy mezopotamską mitologię.
Wbrew twierdzeniom zespołu dra McDonalda starożytni Egipcjanie wymyślili znacznie więcej niż jeden dowcip. Na ilustracji humorystyczny obrazek ze starożytnego Egiptu. Lew i kozioł grają w nieznaną grę planszową.
Podsumowując, lista jest niewątpliwie ciekawostką, ale niczym więcej. Na pewno nie nazwałbym jej pracą naukową. Nawet powtarzany po całym internecie najstarszy dowcip świata zapewne wcale nie ma 3900 lat (jak podają wszystkie portale i blogi). Podobnie jak w przypadku innych źródeł z tego okresu, datacja jest niepewna, więc może jest to 3900 lat, może 3800 albo 3600.... No ale to przecież szczegół.
Nasuwa się kilka pytań. Czy poważni naukowcy aby na pewno powinni zajmować się tworzeniem zestawień dla telewizji? A jeśli tak, to czy nie powinni tego robić prawdziwi eksperci? I czy w ten sposób wykonana lista na pewno pomaga w popularyzacji historii?
Bigos na niedzielę – o co chodzi?
Dawniej, w czasach, gdy „Histmag” był jeszcze e-zinem, każdy numer rozpoczynał się od „wstępniaka”. Dzięki temu Czytelnicy mogli co miesiąc zapoznać się z mniej czy bardziej interesującymi refleksjami redaktora naczelnego na różne tematy. Nawiązując do tej tradycji, będę zamieszczać w „Histmagu” cotygodniowe felietony poświęcone temu, co akurat dzieje się w naszej redakcji, serwisie i w świecie historii. Będą to teksty z założenia lekkie, raczej publicystyczne, niż naukowe. Forma nowej rubryki nawiązywać ma po pierwsze do dawnych wstępniaków, po drugie do prowadzonego przeze mnie bloga Bigos na Madagaskarze (stąd również tytuł). Felietony ukazywać się będą, zgodnie z nazwą, w każdą niedzielę.
Zobacz też:
Źródła:
Tekst zredagował: Roman Sidorski
Przypominamy, że felietony publikowane w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji "Histmag.org".
Redaktor naczelny „Histmag.org” w latach 2008-2010, obecnie prowadzi biuro usług redakcyjnych. Członek redakcji projektu „Historia i media” realizowanego pod patronatem „Histmag.org” przez Fundację Nowoczesna Polska z funduszy programu „Patriotyzm Jutra”. Zawodowo zajmuje się książką historyczną, a także publicystyką historyczną. Jest głównym autorem i redaktorem naukowym książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009), a także autorem około 500 artykułów – dziennikarskich, popularnonaukowych i naukowych. Kilka z nich ukazało się drukiem, reszta jest dostępna w internecie. Studiuje historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego zainteresowania naukowe obracają się wokół wielu tematów, przede wszystkim historii pograniczy rosyjskich i kwestii etnicznych w Europie i nie tylko. Do jego innych zainteresowań należą też polityka, antropologia kultury i punkty styku historii ze światem współczesnym. W przeszłości zajmował się mediewistyką.
Komentarze
2008-08-04 00:20 | Gość: Adso
Ustosunkowują się do pytań z przedostatniego akapitu:
@ 1) i 2): może i tak, ale gdyby zaczęli to robić, to trwałoby to latami, a wynik takich badań miałby zapewne 300-500 stron porządnego, naukowego wywodu. Z przypisami. I literaturą. W telewizji by to nie przeszło. Zawsze lepiej sprawdzają się zaproszeni do studia hobbyści, którzy mają swoje własne "the best of metodologia" i "the best of wiedza fachowa" dzięki temu udzielają zawsze krótszych, szybszych i ciekawszych odpowiedzi. I wcale nie staram się być złośliwy, bo sam jestem takim hobbystą w niektórych sprawach.
@ 3) Tak, na pewno. Homo televisiensis prędzej zainteresuje się historią pod wpływem takiej ciekawostki niż pod wpływem 500-stronnicowego opracowania, o którym mowa wyżej. Wiem z autopsji, bo też bywałem homo televisiensis ;)
2008-08-04 13:21 | Lata Błądzenia
Ze śmiechem (dowcipem, humorem, żartem) jest podobnie jak z lękiem, obawą, czy strachem - pełnią one w naszym życiu ważną rolę - są właściwą dla człowieka, podstawową i naturalną formą emocji.
Wystarczy jednak zacząć drobiazgowo je analizować, aby emocje te gdzieś uleciały. Oderwać je od sytuacji, kontekstu, chwili.
W naukowych monografiach (czy pracach przyczynkowych) autorzy starają się uporać z nie kończącym się podziałem, definicjami…
Pozwólmy może podejmować problematykę tę osobom nie skrępowanym wymogami stawianymi przez metodologię konkretnej nauki.
Śmiech odpręża - lecz jego analiza gasi śmieszność.
Nie widzę nic złego w tym, że pan od angielskiego zabrał się za historię dowcipu.
„Pewien markiz za wcześnie wrócił do domu i znalazł żonę w objęciach biskupa. Natychmiast podszedł do okna, szeroko je otworzył i zaczął błogosławić ludzi na placu przed pałacem.
- Co robisz? – pyta go żona.
– Skoro Jego Eminencja zastępuje mnie w łóżku, ja zastępuję go przed wiernymi.”
Na następny „Bigos na niedzielę” czekam niecierpliwie.
2008-08-04 19:20 | Kamil Janicki
@Adso
Przyznam, że zadając pytania wcale nie miałem na celu z góry odpowiadać na nie przecząco. 12 000 wejść na listę najstarszych dowcipów na "Histmagu" pokazuje, że ludzi ewidentnie pociąga taka forma prezentacji historii.
Co jednak zrobić w sytuacji (i tu pytanie także do Lidii), gdy listy tego typu tworzą amatorzy, a tym samym popełniają bardzo widoczne błędy? Krótko mówiąc opublikowane zestawienie pokazuje kilka przykładów dowcipów, a pomija setki, może tysiące innych. "Prawdziwa" lista najstarszych znanych dowcipów zawierałaby żarty mezopotamskie i egipskie, bo w top10 Grecja i Rzym już by się nie zmieściły...
Stąd podstawowa kwestia - czy za cenę przystępności należało zrezygnować z prawdziwości?
2008-08-04 19:48 | Gość: Adso
Przede wszystkim to po stronie widzów leży pewna powinność - nie brać za prawdę objawiona tego, co usłyszeli w programie, jak sam piszesz, rozrywkowym. A po stronie twórców programu leżała taka powinność, że swoje zestawienie powinni zatytułować tak, żeby nie wprowadzać ludzi w błąd.
Inna sprawa, że kto tę umiarkowanie wiarygodną listę spopularyzował w polskim internecie? Ekhm, czy aby nie Histmag? ;)
2008-08-04 20:29 | Kamil Janicki
I kto zarazem wyjaśnił, że to warta uwagi ciekawostka, ale nie efekt prawdziwych badań naukowych? ;-) Czy czasem nie histmag? ;-)
2008-08-04 21:33 | Roman Sidorski
Przypuszczam, że twórcy listy przyjęli zasadę, iż umieszczą na niej po 1-2 żarty z każdej starożytnej cywilizacji. Tak to wygląda ciekawiej, niż 10 mezopotamskich. ;)
2008-08-04 21:37 | Kamil Janicki
Nie żeby to się zgadzało z tytułem i opisem ;-)
2008-08-04 22:33 | Lata Błądzenia
@Kamil Janicki:
„Co jednak zrobić w sytuacji (i tu pytanie także do Lidii), gdy listy tego typu tworzą amatorzy, a tym samym popełniają bardzo widoczne błędy?”
Taka mądra to ja nie jestem, abym wiedziała na pewno.
Cytując natomiast Filozofa, Księdza Profesora Józefa Tischnera: „Co Ci powiym, to Ci powiym, ale Ci powiym, ze niby cymu... Trza być tym, kim sie jest. Chłop powinien być chłopym, baba babóm, a biskup biskupym. Zaś filozof mo być mnóm. Amyn.”
Amator (choć czasem może posiadać większą szczegółową wiedzę od zawodowca), ma prawo do błędów. Profesjonalista, zawodowiec, też może się mijać z prawdą. Tych co wiedzą powinnością jest, gdy błędy zauważą, skomentować je.
Ważna jest popularyzacja wiedzy, rozbudzenie zainteresowania. A czasem tylko rozrywka, od której nikt rozsądny nie wymaga ścisłości naukowej.
2008-08-05 10:38 | Gość: Anna Nowakowska
Prawda jest taka, że wiele materiałów prasowych, telewizyjnych tworzą ludzie, którym dany temat zlecono a nie mają o nim bladego pojęcia. Właśnie dlatego, że tak jest taniej, szybciej, bez zagłębiania się. Ci ludzie mają często dar opowiadania, którego brakuje czasem prawdziwym bibliotecznym naukowcom. To dlatego w Polsce specjalistą od Indii jest dziennikarz, który nawet nie zna wymowy języka hindi i gada głupstwa. Ale jest jak Szeherezada i za to go lubimy.
Wolałabym żeby takie programy współtworzyli naukowcy i ludzie, którzy mają do tematu dystans, byle nie dyletanci. Wtedy nie będzie naukowego ględzenia a i głupstw też zbyt wiele nikt nie naopowiada. (Bo w inteligencje ludzką już dawno przestałam wierzyć, także swoją)
2008-08-05 15:48 | Gość: mac ap
Kawał dobrej roboty. Jesteś Janek taki dociekliwy z natury, czy też autorzy zestawienia w czymś Ci podpadli? :)
2008-08-05 16:11 | Kamil Janicki
@Mac ap:
Ja tak po prostu mam ;-) Zaglądniesz kiedyś na mojego bloga to się przekonasz. Mam straszliwie czepialską i perfekcjonistyczną naturę, co parę osób w redakcji już zauważyło ;-).
