Wikipedia. Historyczny śmietnik?

Kategorie: Felietony i eseje, Metodologia historii, Polska, Powszechna, XX wiek

2008-10-31 13:25 | Kamil Janicki

Czy historycy powinni bać się Wikipedii? A może przeciwnie, starać się ją zrozumieć i edytować? Na ile można ufać historycznym artykułom na polskiej i angielskiej Wikipedii i jak środowisko naukowe powinno traktować największą na świecie encyklopedię? Odpowiedzi na te i inne pytania szuka emerytowany administrator polskiej Wikipedii.

Na polską Wikipedię trafiłem pod koniec 2005 roku. We wrześniu 2006 roku byłem już jednym z administratorów, a na moje barki spadła nieformalna odpowiedzialność za dużą część historycznych artykułów. Od tego czasu minęły dwa lata. Dzięki Wikipedii poznałem wielu historyków, zarówno amatorów, jak i profesjonalistów. Większość pojawiała się pałając entuzjazmem. Duża część doktorów i profesorów po kilku tygodniach odchodziła zniesmaczona. Sam, po kilkunastu miesiącach aktywnej pracy nad Wikipedią, również odsunąłem się na drugi plan. Mając trochę szerszą perspektywę zacząłem się zastanawiać nad kwestiami, które wielu czytelnikom tego tekstu zapewne przyszły już kiedyś do głowy: Czy Wikipedia to historyczny śmietnik? Czy warto w niej szukać informacji na temat historii? Czy można w nie wierzyć? I właściwie jak historycy powinni traktować Wikipedię?

Wśród historyków przerażenie...

Na temat wiarygodności i profesjonalizmu Wikipedii pisano już nieraz. Z jednego z porównań (zresztą nie do końca przekonującego metodologicznie) wynikało, że angielska Wikipedia merytorycznie dorównuje prestiżowej Encyclopedii Britannica. Inne badanie wykazało, że niewiele różni się pod względem poprawności od encyklopedii Encarta i American National Biography Online. Tego typu porównania, jak i rosnąca w tempie sunącej ze stromego zbocza kuli śniegowej popularność Wikipedii zrobiły swoje. Już od kilku lat wolna encyklopedia jest dla uczniów podstawowym źródłem referatów, a dla wielu studentów – materiałem powtórzeniowym wykorzystywanym przed egzaminami. Z Wikipedii pełnymi garściami korzystają też przeróżni „profesjonaliści”; niekiedy mniej, niekiedy bardziej świadomie. Przykładowo 11 sierpnia bieżącego roku John McCain wygłosił przemówienie na temat Gruzji. Oparł się niemal kropka w kropkę na tekście zamieszczonym w angielskiej Wikipedii1. Dokładniejsze przeglądnięcie listy autorów tego artykułu ukazuje, że są wśród nich uczniowie amerykańskich liceów i studenci...

Tak wyglądała polska Wikipedia w listopadzie 2002 roku

Wielu historyków już od lat bije na alarm, w przerażeniu starając się ograniczyć wykorzystanie przez studentów internetu, a przede wszystkim Wikipedii. Przykładowo wydział historii Middlebury College rok temu oficjalnie zakazał powoływania się w studenckich pracach zaliczeniowych na Wikipedię2. W Polsce podobnych oficjalnych zakazów nie ma, ale nie znam żadnego naukowca, który przyjąłby pracę z Wikipedią w bibliografii. Wiele uniwersytetów ucieka się do skrajnych środków, np. zastępując prace zaliczeniowe egzaminami ustnymi, tak by wyeliminować za jednym zamachem problemy plagiatów i źródeł internetowych. Taką metodę stosują np. niektórzy wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego. Za rządów PiS pojawił się nawet pomysł by zrezygnować... z prac magisterskich3.

Czy rzeczywiście jest powód by bić na alarm? I czy reakcje takie, jak te opisane powyżej są najlepszą odpowiedzią na wikipedyjne zagrożenie?

Kilka powodów do strachu?

Zdaniem niektórych Wikipedia to forpoczta komunistycznych poglądów... Analizując problem Wikipedii należy uświadomić sobie kilka podstawowych kwestii. Przede wszystkim Wikipedia rządzi się bardzo specyficznymi zasadami. Zdaniem niektórych jest to szeroka demokracja, zdaniem innych — faktyczna anarchia. Nie ulega wątpliwości gigantyczne przywiązanie wikipedystów do idei egalitaryzmu. Wszyscy autorzy Wikipedii są traktowani identycznie. Niezależnie, czy napisali dwie prace doktorskie i habilitację, czy też właśnie dostali się do gimnazjum — mają taką samą siłę głosu. Od formalnego wykształcenia ważniejsze jest zaangażowanie w projekt i wypracowany poprzez regularne edytowanie encyklopedii i udział w dyskusjach autorytet. Ponieważ Wikipedia rządzi się demokratycznymi zasadami, kwestie sporne rozwiązuje się zwykle drogą głosowania. Każdy ma w nim taki sam głos. Wikipedia nie posiada żadnych władz, a administratorzy pod względem uprawnień merytorycznych są zwykłymi użytkownikami. Rzeczą oczywistą jest fakt, że każdy (nawet niezarejestrowany gość) może edytować dowolny artykuł w dowolny sposób. Warto też zwrócić uwagę na pełną anonimowość — poza nielicznymi wyjątkami, wikipedyści nie podają swoich nazwisk ani informacji o wykształceniu.

Konsekwencje powyższych zasad są różne. Przytoczę kilka przykładów z polskiej Wikipedii. Pod koniec 2006 roku w projekcie pojawił się profesor archeologii i wykładowca uniwersytecki Zbigniew Kobyliński (jako użytkownik Zbikob). Sam stworzył sporą gamę artykułów, zachęcił też do tego swoich studentów. Szybko jednak wdał się w serię dyskusji z innymi wikipedystami. Przykładowo jeden z młodych pasjonatów archeologii, a zarazem najdłużej działających i cieszących się największym autorytetem administratorów, zarzucił mu nieobiektywność poglądów. Wikipedysta ten kończył właśnie studia... tyle tylko, że z zakresu medycyny, a nie archeologii. Być może miał rację w sporze, jednak efekty był taki, że profesor zrezygnował z dalszego edytowania Wikipedii.

Kwestia głosowań to osobny problem prowadzący do niemałych absurdów. Przykładowo zdarzyło się, że wikipedyści drogą głosowania decydowali o... kolorze polskiej flagi. Pisałem o tym swego czasu na swoim blogu, do którego zapraszam ewentualnych zainteresowanych szczegółami4. Często też wartościowe artykuły na niszowe tematy drogą głosowania lądują w koszu, ponieważ tak decyduje społeczność. Z kolei kilkaset haseł na temat pokemonów zostało w efekcie takiego samego głosowania zachowanych, jako istotny encyklopedycznie wkład.

Problemy przynosi także zasada anonimowości. Sztandarowym i powszechnie znanym przykładem jest tu incydent z administratorem angielskiej Wikipedii, Essjayem. Podawał się on za doktora teologii i prawa kanonicznego, wykorzystując argument rzekomego wykształcenia w wielu dyskusjach. Kiedy Essjay został zatrudniony przez luźno powiązaną z Wikipedią firmę Wikia, okazało się, że ma 24 lata i został wyrzucony z college’u5...

Jak widzicie Wikipedia to trudne środowisko pracy. W żadnym razie nie zamierzam jednak stwierdzać, że historycy powinni trzymać się od niej z daleka. Zasadniczo zamierzam powiedzieć coś dokładnie odwrotnego.

Historia na Wikipedii — kilka faktów i przemyśleń

Zanim przejdziemy do konkluzji, warto przyglądnąć się konkretnemu, interesującemu nas przypadkowi. Jak wygląda historyczna strona Wikipedii? Przede wszystkim artykuły w szerokim rozumieniu dotykające historii stanowią jedną z największych kategorii na Wikipedii. Nic więc dziwnego, że prezentują różny poziom. Roy Rosenzweig badając angielską Wikipedię zwrócił uwagę na kilka prawidłowości, które w większości odnoszą się także do polskiej wersji językowej wolnej encyklopedii6.

Jimmy Wales, założyciel Wikipedii na fotografii z 2005 roku (fot. Andrew Lih, licencja: CC ASA 2,5, źródło: Wikipedia) Najszersze artykuły na Wikipedii traktują o sprawach najbardziej ciekawiących dzisiejszego czytelnika. Nic więc dziwnego, że hasło na temat Johna Kennedy’ego jest kilkadziesiąt razy dłuższe niż to poświęcone przełomowej bitwie pod Manzikert. Zasadniczo najsłabiej rozwinięte są hasła na skomplikowane tematy, wymagające specjalistycznej wiedzy. Większość wikipedystów edytujących hasła historyczne to amatorzy-pasjonaci. Dlatego rozbudowane są np. hasła biograficzne, ale historia prawa, państwowości czy metodologia historii to dziedziny, których próżno szukać. Kiedy trafiłem na polską Wikipedię brakowało nawet tak fundamentalnego hasła jak „Historia Polski” (chyba że kilka linijek można nazwać hasłem).

Z faktu, że Wikipedię tworzą amatorzy wynika kolejna ważna konsekwencja. W artykułach skupiają się oni na rzeczach z perspektywy zawodowego historyka mało istotnych. Często biografie w większym stopniu składają się z ciekawostek i anegdot, niż informacji faktograficznych. Na Wikipedii nie istnieją żadne zasady selekcji materiału. Każdy może dopisać coś od siebie, w efekcie czego bardzo rzadko artykuły mają spójną, uporządkowaną treść, z wyszczególnionymi najważniejszymi faktami. Różnorodność autorów i ich umiejętności rodzi kolejne problemy. Rosenzweig (i nie tylko on) zwrócił uwagę przede wszystkim na niski poziom językowy Wikipedii. Jest to szczególnie niepokojące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że wiele osób traktuje Wikipedię jak wyrocznię jeśli chodzi o nazwy i tłumaczenia. Zarazem do artykułów z łatwością przenikają poglądy, często skrajne. Zanika też istotny element nauki humanistycznej — autorytet indywidualnego naukowca.

Osobiście, podczas pracy nad Wikipedią, bardziej doskwierał mi inny problem. Uczciwość nakazuje zaznaczyć, że znacznie poważniejszy jest on na polskiej niż na angielskiej Wikipedii. Chodzi o niemożliwość uchronienia artykułów przed ich stopniową degradacją. Swego czasu napisałem szeroki artykuł na temat historii Polski wczesnośredniowiecznej. Przez kolejne miesiące dzień w dzień pilnowałem go, usuwając dziesiątki razy uzupełnienia, które albo zawierały fałszywe informacje, albo były uproszczonymi refleksjami zaczerpniętymi ze szkolnych podręczników. Niejednokrotnie musiałem bronić swojej treści przed gimnazjalistami, którzy byli przekonani, że mają rację, bo coś przeczytali w książce do historii albo gdzieś w internecie. Mała liczba profesjonalnych historyków na Wikipedii (w polskim projekcie jest ich może kilkunastu) burzy cały system weryfikacji. Kiedy zdarzało mi się pisać hasła z zakresu bizantynistyki, nikt nie kontrolował, czy robię to prawidłowo. Podobnie jest z artykułami na tematy z historii starożytnego Egiptu, metodologii, czy innych mniej powszechnych dziedzin. Kiedyś po roku znalazłem poważny błąd w artykule swojego autorstwa. Przez ten czas nikt go nie usunął, a zarazem różne osoby dodały do hasła kilka kolejnych błędów. Warto też wspomnieć o prawdziwej pladze, czyli różnego rodzaju ekstremistach. Pewien pan z uporem maniaka przez długie miesiące dodawał szlacheckie herby do haseł o pierwszych Piastach, inny dopisywał informacje o ich nacjonalistycznych ideałach. Jeszcze inny kreował swoją własną wizję zinstytucjonalizowanej religii pogańskich Słowian...

Ostatni z głównych problemów dotyczy weryfikowalności. Zasadniczo Wikipedia nakazuje umieszczanie przypisów i odniesień do literatury lub źródeł internetowych. Tyle tylko, że w polskiej Wikipedii mało kto się do tej zasady stosuje. Wielu wikipedystów jest jej zresztą przeciwnych. Zasadę umieszczania pod artykułami bibliografii z trudem udało się przepchnąć jakieś trzy lata temu. Przypisy wciąż się nie zadomowiły. A jeśli już się pojawiają, to często są traktowane jak wyrocznia. Niezależnie czy odnoszą się do poważnej, godnej zaufania literatury, czy wręcz przeciwnie.

Nie taki diabeł straszny, czyli dlaczego warto edytować...

Wiele z powyższych uwag wysunął w swoich szerokim artykule Roy Rosenzweig po czym... zaprosił kolegów po fachu, wykładowców akademickich, do edytowania Wikipedii.

Podstawowy powód jest prosty. Wikipedia stała się głównym źródłem popularnej wiedzy. Korzystają z niej uczniowie, studenci, dziennikarze, politycy. To fakt i jest już o wiele za późno by oceniać, czy nas on cieszy, czy raczej smuci. Moralnym obowiązkiem i w zasadzie zawodowym zadaniem historyków, zdaniem Rosenzweiga, powinno być poprawianie tego repozytorium wiedzy. Historycy powinni w końcu docierać ze swoją wiedzą do więcej niż kilkudziesięciu czytelników ich hermetycznych artykułów. Środowisko może ignorować przekłamania na Wikipedii i pogodzić się z faktem, że dziesiątki tysięcy osób zostaną wprowadzone w błąd lub przyłączyć się do mrówczej pracy, która wpłynie na powszechny odbiór historii.

Wikipedia to niezwykły eksperyment nad metodami samokształcenia i społecznej wymiany wiedzy. Oczywiście ma wiele wad, a na jej czytelników czekają setki pułapek. Naukowcy powinni się jednak starać je usuwać, a nie jedynie bić na alarm. Trzeba też pamiętać, że Wikipedia to źródło encyklopedyczne. To oczywiste, że w żadnych pracach naukowych nie cytuje się popularnych encyklopedii, niezależnie czy chodzi o Wikipedię, czy encyklopedię PWN. Niestety zasady panujące na Wikipedii nie ułatwiają naukowcom współtworzenia tej encyklopedii. Z żalem potwierdziło to kilku historyków, którzy zastosowali się do rady Rosenzweiga. Licząc jednak, że Wikipedia to demokracja, możemy się spodziewać, że z czasem coraz poważniej będzie ona traktować naukowców i ich wkład w projekt. Miejmy nadzieję.

Ciekawi mnie, jakie są Wasze opinie na temat Wikipedii, a przede wszystkim tego, jak na Wikipedii jest traktowana historia. Czy to historyczny śmietnik? A może dobre źródło podstawowej wiedzy?

Zobacz też:

Bibliografia

Obok własnych refleksji i doświadczeń, pisząc powyższy artykuł wykorzystałem także kilka tekstów autorstwa anglosaskich historyków i edytorów angielskiej Wikipedii, przede wszystkim wymienioną w przypisach pracę Roy'a Rosenzweiga, a także:

  1. Alex Bosworth, What Is Wikipedia ... And How Does It Treat History? [w:] History News Network, 20 grudnia 2004 (dostęp 31 października 2008).
  2. Randall Bytwerk, Do Historians Have a Responsibility to Warn the Public About Misleading Websites? [w] History News Network, 17 kwietnia 2006 (dostęp 31 października 2008).
  3. Christopher Green, Presentism in the Service of Diversity? [w:] Advances in the History of Psychology, 1 lutego 2008 (dostęp 31 października 2008).
  4. Rob Nelson, Wikipedia, history, and historians [w:] The Technology Integration Program, 30 czerwca 2006 (dostęp 31 października 2008).
  5. Marshall Poe, The Hive , „The Atlantic”, październik 2006 (dostęp 31 października 2008).
  6. Sage Ross, Wikipedia's epistemological methods [w:] History News Network, 2 września 2008 (dostęp 31 października 2008).
  7. Mislead about identity of a Wiki editor [w:] „Chronicle of Higher Education ”, 2 marca 2007 (dostęp 31 października 2008).

Przypisy

1 Taegan Goddard, Did McCain Plagiarize His Speech on the Georgia Crisis? [w] Political Insider (dostęp 31 października 2008)

2 Middlebury College History Department Limits Students' Use of Wikipedia [w] The Chronicle of Higher Education (dostęp 31 października 2008)

3 Prace magisterskie do lamusa — rewolucja na uczelniach, „Money.pl”, 1 marca 2007 (dostęp 31 października 2008)

4 Szaro-różowa flaga Polski [w] Bigos na Madagaskarze, 12 marca 2008 (dostęp 31 października 2008)

5 Poświęcone problemowi hasło na angielskiej Wikipedii (dostęp 31 października 2008)

6 Roy Rosenzweig, Can History be Open Source? Wikipedia and the Future of the Past, „The Journal of American History”, vol. 93, nr 1 (czerwiec 2006), (dostęp 31 października 2008)

Korekta: Małgorzata Misiurek

Wsparcie dla serwisu Histmag.org


Kamil Janicki:

Redaktor naczelny „Histmag.org” w latach 2008-2010, obecnie prowadzi biuro usług redakcyjnych. Członek redakcji projektu „Historia i media” realizowanego pod patronatem „Histmag.org” przez Fundację Nowoczesna Polska z funduszy programu „Patriotyzm Jutra”. Zawodowo zajmuje się książką historyczną, a także publicystyką historyczną. Jest głównym autorem i redaktorem naukowym książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009), a także autorem około 500 artykułów – dziennikarskich, popularnonaukowych i naukowych. Kilka z nich ukazało się drukiem, reszta jest dostępna w internecie. Studiuje historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego zainteresowania naukowe obracają się wokół wielu tematów, przede wszystkim historii pograniczy rosyjskich i kwestii etnicznych w Europie i nie tylko. Do jego innych zainteresowań należą też polityka, antropologia kultury i punkty styku historii ze światem współczesnym. W przeszłości zajmował się mediewistyką.

[ więcej o autorze ]


Komentarze

| Gość: Holden

A czy przyjąłby Pan pracę z dowolną inną encyklopedią w bibliografii?


| Kamil Janicki

Nie. Zasadniczo, co zresztą napisałem w tekście, źródła encyklopedyczne nie powinny stanowić podstawy badań naukowych i materiału referencyjnego. Od tej zasady jest oczywiście kilka wyjątków: np. często cytuje się specjalistyczne leksykony, w których artykuły są podpisywane nazwiskami i stanowią swego rodzaju prace naukowe (np. Polski Słownik Biograficzny). Niekiedy "zabytkowe" encyklopedie z XIX czy początku XX wieku mogą też stanowić źródło historyczne np. przy badaniu historii nauki czy mentalności.


| Gość: Akknumi

Jako aktywny wikipedysta odpowiem tak: http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Idealne_has%C5%82o_polskiej_Wikipedii

Na wikipedii brakuje tak wiele informacji, hasel, tekstow, ze uzywanie argumentu o jej slabosci jest ciosem ponizej pasa. Prosze przesledzic jak tocza sie dyskusje na temat hasel medalowych, jak czasem potrafia byc rozbudowane tzw Dobre Artykuly. A sposrod ponad 500 tys. hasel na polskiej Wikipedii takim swoistym "certyfikatem jakosci" moze sie poszczycic mniej niz 1000 hasel. Sa wikipedysci, ktorym zalezy nna tworzeniu setek nowych artykulow ktore maja ledwo wiecej niz 3 linie tekstu. Ale zapewniam, ze sa tez tacy, ktorzy dbaja o jakosc i objetosc hasel. Administratorzy tez (i to chyba autor wie) moga zabezpieczyc haslo, zablokowac wandala. No i glosowania - wbrew temu co sie powszechnie sadzi - istotna jest tez merytorycznosc glosow. Zauwazyc sie da w najblizszej przyszlosci odchodzenie od glosowan ogolnych, gdzie kazdy mogl byc za lub przeciw w kierunku bardziej eksperckim - widze, jak o np artykuly biologiczne wielu Wikipedystow dba i chucha. Nie skreslalbym od razu wikipedii - zamiast tego, poprawilbym literowke w ktoryms hasle czy jakis blad merytoryczny :)


| Gość: Akknumi

I jeszcze jedno. Dobre haslo na wikipedii ma zrodla. I te zrodla, podane "na talerzu" razem z haslem sa znakomitytm wstepem do badan nad tematem, moga wskazywac gdzie dalej poszukiwac informacji.


| Gość: sus scrofa

Ehh przeciwko anegdotom i ciekawostkom nic nie mam...ubarwiają pracę i czynią ją bardziej interesującą niż same "suche" fakty.
Nie mogę natomiast jednoznacznie stwierdzić czy Wiki jest śmietnikiem,ponieważ nigdy mnie osobiście nie udało się znaleźć żadnego błędu merytorycznego.
Weryfikator ze mnie krótko mówiąc "cienki" :P
Chociaż ostrzegano,że w Wiki pełno jest nieścisłości to mimo to dla 'nie-profesjonalistów'
jest to dosyć wygodne źródło informacji...


| Kamil Janicki

Ależ drogi Akknumi, czy ja skreśliłem Wikipedię? :) Przeczytaj proszę raz jeszcze ostatnie akapity. Uważam natomiast, że o wadach Wikipedii należy rozmawiać. Podobnie jak o tym, jak profesjonaliści i środowisko naukowe powinno traktować i jak traktuje Wikipedię. W żadnym razie nie wydaje mi się to "ciosem poniżej pasa". Zauważ też, że artykuł w dużym stopniu dotyczy angielskiej a nie polskiej Wikipedii - tam artykuły z zasady są bardziej rozbudowane, więc problem np. języka i stylu nabiera większego niż u nas znaczenia.


| Kamil Janicki

@sus scrofa

"nigdy mnie osobiście nie udało się znaleźć żadnego błędu merytorycznego.
Weryfikator ze mnie krótko mówiąc "cienki" :P"

Zdaje się, że to jest właśnie jeden z największych problemów merytorycznych Wikipedii. Laik, osoba nieznająca określonego tematu, nie zauważy błędów i przyjmie że treść, którą czyta jest prawidłowa.... nawet jeśli nie jest.


| Gość: Turu

To, że błędy się zdarzają, to ludzka rzecz, inna sprawa jak zacznie się czytać o wojnie Cezara z Pompejami ;). Ale najciekawsze jest porównanie serwisów wikiquote: polskiego i angielskiego. Czysty groch z kapustą, mało który cytat się pokrywa. Może warto by polskie cytaty też oprzeć o jakies źródła, bo jak na razie to są na zasadzie Konfucjusza: "a bo gdzies przeczytałem/usłyszałem, że Einstein powiedział to, a Napoleon to". A o intergalności "międzyjęzykowej" wikipedii nie ma nawet co wspominać. Taki mój pogląd użytkownika.


| Gość: Przemysław Damski

Przyznam się, że często zaglądam na Wikipedię w poszukiwaniu pierwszej informacji. Jednak Wymienione tu braki kierują mnie następnie do jej angielskiego odpowiednika, gdzie przydają się głównie przypisy i bibliografia, stanowiące czasem nieocenioną wskazówkę przy badaniach.
Zasadniczo zgadzam się jednak z tym, że możliwość edytowania haseł przez każdego, traktowanie na równi osób wykształconych w danym kierunku i zwykłych uczniów obniża wartościowość artykułów. Sam kiedy zwracałem kilkakrotnie uwagę na pojawiające się w jednym z haseł twierdzenie nie poparte żadnymi dowodami. Było ono usuwane po czym autor znów je wpisywał. Gdy sytuacja powtórzyła się kilka razy dałem za wygraną. Problem zatem, wydaje mi się, leży nie w nastawieniu naukowców, lecz w zasadach funkcjonowania. Nie jest bowiem li tylko policzkiem dla nich stawianie w tym samym szeregu co gimnazjalisty. Jeśli doktor zajmuje się jakąś dziedziną, bada materiały źródłowe, jeździ po kraju czy świecie, zapoznaje się z różnymi poglądami na dany temat, a następnie logicznie argumentuje swoje stanowisko, ale jego zdanie zostaje podważone przez grupę dyletantów, to czy nie ma go prawa ogarnąć uczucie bezsilności?
Fakt korzystania dziennikarzy z Wikipedii zasługuje na ubolewanie. Liczy się news a nie fachowość. Dlatego mamy do czynienia z przytłaczającą ilością nie tylko złych, ale przede wszystkim dyletanckich i nierzetelnych artykułów.

Rzecz za którą mogę pochwalić pomysłodawców Wikipedii, to przede wszystkim Wikisource. Jest tam, przynajmniej w wersji anglojęzycznej, duża ilość interesujących materiałów. Ich zgodność z oryginałem zawsze weryfikowałem. O ile łatwiej jednak skopiować materiał aniżeli przepisywać linijka po linijce? Faktem jest, że brakuje tam komentarza. Jest to poważny minus. Nie zmienia to jednak faktu, że poważnie ułatwia pracę.


| Gość: Akknumi

O wadach nalezy rozmawiac - alez oczywiscie. Rece mi opadaja, kiedy widze, ze 90 % (strzelam) hasel z biologii jest nieuzrodlowionych. Ale kazdy z nas piszacych te hasla (przynajmniej z tych dbajacych o jakosc, nie ilosc) mozlonie uzrodlawia informacje, usuwa byki. Czyli postep.


| Kamil Janicki

@Turu

"Ale najciekawsze jest porównanie serwisów wikiquote: polskiego i angielskiego."

Warto tutaj przypomnieć, że niedawno na łonie wikimedii (fundacja odpowiedzialna niejako za Wikipedię) rozgorzała dyskusja o tym, czy nie zamknąć kompletnie angielskiego wikiquote, ze względu na jego kompletną nieweryfikowalność, przechylenia światopoglądowe i plagiaty.

@Przemysław Damski

Sam w podobny sposób korzystam z Wikipedii - głównie przeglądam jakie źródła są cytowane i podlinkowane w artykułach, po czym samodzielnie je analizuję. Takiej możliwości nie ma jednak laik z określonego tematu. Np. niewiele mi by dały przypisy w artykule o fizyce kwantowej. Musiałbym wziąć je na wiarę, przyjmując, że to rzeczywiście rzetelne źródła.


| Gość: Turu

Skoro angielska wikiquote jest tak kontrowersyjna, to co powiedzieć o polskiej, gdzie cytaty są wrzucone ot tak, bez źródeł, czy często dublują się (po prostu zmieniony szyk zdania). Przechylenia światopoglądowe zawsze będą, bo autorzy cytatów (oraz osoby je wybierające) posiadają własny światopogląd. I chyba nie jest złym umieszczaniu cytatu za Stalinem, pomimo tego, że jego "światopogląd" jest raczej "nieprawy". A z weryfikowalnością to fakt, różnie bywa, ale bardziej spodziewałbym sie tego na polskim serwisie (gdzie nie ma na ogoł źródła). Poza tym każdy cytat jest w pewnym sensie plagiatem.


| Kamil Janicki

Co do przechyleń światopoglądowych, chodziło raczej o przechylenia u osób dodających cytaty. Bardzo łatwo jest wybrać takie wypowiedzi, by oczernić i opluć, albo wręcz przeciwnie - wybielić daną osobę. Dobrze to widać też na polskich Wikicytatach przy wpisach na temat różnych polityków czy dzienniakrzy.


| Gość: Andrzej80

Racja Polska Wikipedia nie dorównuję angielskiej czy rosyjskiej. Jednakże zdarzają się ciekawe i bardzo pomocne artykuły. Jednakże niektóre są niezbyt naukowe i nadają się jedynie do śmieci. Ale nie wrzucajmy wszystkiego do jednego kosza. Z 100 artykułów przynajmniej ok 20-30 jest czysto naukowymi i przydatne. Doceniajmy te oryginalne i służące ogółowi.


| Gość: drop

Gdy stworzylem haslo, do ktorego dodalem zrodla i sobie je spokojnie rozbudowywalem - zostalo ono skasowane. Proby wyjasnienia sprawy skonczyly sie na przepychankach z administracja, ktora skasowala stworzone przeze mnie haslo "bo tak" - lamiac wlasne zasady zawarte na wikipedii.
Gdy okazalo sie, ze haslo sobie spokojnie rozbudowuje - dostalem bana na tydzien.
Gdy zapytalem sie za co ban, zostal on przedluzony na dwa lata.

Tak dziala polska wikipedia - admini moga wszystko, uzytkownicy nie moga nic. Najsmieszniejsze jest to, ze wlasnie admini uwazaja sie za ekspertow od wszystkiego - pisalem o czym co mozna nazwac "wiedza specjalistyczna" - oczywiscie zostalo niemal skasowane, w glosowaniu.

Zreszta, najbardziej smieszy mnie koteria adminow, ktorzy moga zrobic absoultnie co chca i od tej decyzji nie da sie odwolac - pozal sie boze "komisja arbitrazowa" (w ktorej siedza te same osoby) nie odpowiada na emaile


| Gość: Anna Nowakowska

Jakiś czas temu, jednen z polskich dzienników wprowdził w błąd użytkowników Wikipedii tworząc mało znanej postaci - patronowi ulicy, albo potencjalnemu patronowi, zupełnie fałszywą biografię, oczywiście negatywną. Nikt informacji nie zweryfikowal, a wiele osób publicznie powoływało się na biogram w Wikipedii.
Pewnie takich wpadek jest mnóstwo, co nie znaczy, że sama wielokrotnie korzystam z Wikipedii, zwłaszcza jak szukam jakiejś definicji czy pojęcia. Z bardziej opisowych haseł nie korzystam.


| Kamil Janicki

Wyżej wspomniana sprawa to z pewnością przypadek Henryka Batuty. Tyle tylko, że to była profesjonalnie przygotowana, przemyślana prowokacja. Jej twórca podrobił nawet fotografię. Większość tego typu mistyfikacji jest wykrywana i usuwana znacznie szybciej. Gorzej, kiedy w sprawę wkradają się pieniądze i polityka i wynikające z nich celowe manipulowanie faktami na profesjonalnym poziomie. Wikipedia nie ma w zasadzie narzędzi pozwalających temu przeciwdziałać.


| Gość: Sebastian Adamkiewicz

Sądzę, że z Wikipedią jest troszkę tak jak z disco polo. Gdyby zapytać przeciętnego intelektualisty czy słucha disco polo, to pewnie zaręczałby się, że nigdy tego nie robi...do czasu pierwszej lepszej imprezy, czy wesela, kiedy poziom promila na sali przekroczy pewny kluczowy dla całej sprawy poziom. Nagle okazuje się, że "Białe misie", "Rzeki przepłynąłem" czy inne poczciwe pieśni wychodzą z ust niemal każdego.

Podobnie jest z Wikipedią. W środowisku panuje oczywiście znaczący ostracyzm związany z korzystaniem z Wikipedii, lecz stawiam dolary przeciwko orzechom, że ktoś kto w stopniu średnim włada Internetem z wiki korzysta chętnie i często.

Oczywiście można wskazywać wiele wad Wikipedii, co Kamil z resztą świetnie zrobił. Zauważcie jednak, że większość dotyczy pewnych jednostkowych przypadków, nie zaś samej idei.

Można oczywiście drążyć temat pytając, jaki faktycznie jest poziom ingerencji ludzi mało doświadczonych, czy niespecjalistów w proces kreowania haseł. Można rozmawiać o nadużyciach adminów. Wszystko to wszak wypływa na treść.

Sam jednakże przeglądając Wikipedię, w zakresie historii wieku XVI czy ewentualnie historii parlamentaryzmu (na czym raczej się znam), widziałem hasła z ewidentnymi brakami, czy błędami, ale w skali całej zawartej tam wiedzy wyglądało to całkiem dobrze. Nie zauważyłem przynajmniej masy dyletanckich haseł jakie dostrzegł Przemek. Myślę, że dla wielu licealistów, czy gimnazjalistów, była to wiedza wystarczająca. Ja już pomijam dostęp do ilustracji czy źródeł, bo nikt inny tylko Wikipedia pozwoliła mi szybko i łatwo dotrzeć do artykułów henrykowskich czy „Dictatus papae”. Oczywiście jeśli specjaliści szukają w Wikipedii odpowiedzi na każde pytanie, to pewnie, że się zawiodą, albo uznają hasła za niewystarczające. Pewnie wiele mógłbym dodać do hasła o Mikołaju Sienickim, tyle, że cel encyklopedii jest chyba nieco inny.

Wielkim plusem Wiki, jest bowiem jej dostępność. Któż bowiem z mieszkańców miasta średniej wielkości - takim jak chociażby moje Pabianice - ma na codzień łatwy dostęp do gamy wydawnictw encyklopedycznych, czy książkowych. W mniejszych miastach, oddalonych od dużych ośrodków miejskich, Wikipedia to czasem ogromne okno na świat.

Inna sprawa, że ile razy korzystałem z Wikipedii w przypływie nagłego zaciekawienia jakimś problemem, od tak dla zaspokojenia pierwszej potrzeby zdobycia informacji. Jeśli uważałem, że temat nie został wystarczająco rozwinięty, oczywiście szukałem dalej. I myślę, że taka jest funkcja Wikipedii - zaspokajanie pierwszej potrzeby wiedzy - od takie podstawowej.

Wielkim plusem jest też możliwość bezustannej aktualizacji. Czyż nie największą wadą jednego z największych, i najlepszych wydawnictw encyklopedycznych w Polsce, jakim jest niewątpliwie Polski Słownik Biograficzny, nie jest to, że szereg haseł już się mocno zdezaktualizowało - zwłaszcza tych powstałych w latach 40 i 50 XX w.? W Wikipedii mamy ciągłą możliwość aktualizacji, która w wersjach papierowych nigdy nie nastąpi z powodu procesu wydawniczego.

Docenić można też dostępność Wikipedii. W klasycznych encyklopediach nad hasłami pracują nazwiska co prawda uznane, ale sami wiemy, że profesorem jest się zazwyczaj od jednej wąskiej dziedziny, nie zaś od wszystkiego. Czasem prosty mgr, czy doktor, może dysponować w zakresie wiedzy specjalistycznej znacznie większą wiedzą niż nie jeden profesor, i w Wikipedii może to wykazać.

Z resztą skromne naukowe doświadczenie zdążyło mnie już nauczyć pewnej ostrożności do tytułów naukowych;) Znam pewnego profesora (ponoć zajmującego się parlamentaryzmem staropolskim), którego publikacje należy traktować z dużym przymrużeniem oka. O wiele ważniejsze wydają się podstawy na jakich dane hasło czy pogląd został skonstruowany. Być może więc hasła w Wikipedii winny mieć bardziej szczegółową bibliografię.

Oczywiście być może znaleźć należy i inne rozwiązania, które pomogą rozwiązać absurdy o których wspomina Kamil i inni dyskutanci. Może mniejsza anonimowość skłoniłaby autorów do większej uwagi na słowa...można się nad tym zastanawiać.

Tym nie mniej uważam Wikipedię, za świetne źródło jeśli chodzi o zaspokajanie pierwszej potrzeby wiedzy. Podkreślam pierwszej.

Problem poruszony przez Kamila sięga bowiem dalej. Czy można w Wikipedię traktować jako poważne źródło informacji w pracach naukowych. Myślę, że w tym przypadku kłaniają się dwie sprawy. Wiarygodność samej Wikipedii, jak i w ogóle pogląd na wiarygodność internetu.

Obawiam się, ze w polskiej nauce, a zwłaszcza naukach historycznych panuje ciągła nieufność do mediów elektronicznych i choćby artykuł w internecie napisał Henryk Samsonowicz, to podejrzewam, że wielu recenzentów patrzyłoby na adres internetowy w bibliografii krzywym okiem.

Wracając zaś do Wikipedii. Myślę, ze problemem ponownie jest anonimowość. W pracach o charakterze naukowym lub prenaukowym istotne jest w moim przekonaniu nazwisko osoby na którą się powołujemy. To ono stanowi istotę, naszego odwołania. Na kogo zaś mamy powołać się w Wikipedii? Na DJ Yamnika?

Kolejny problem to zakres wykorzystania Wikipedii. Oczywiście czystym absurdem byłoby gdyby ktoś całą pracę magisterską oparł na wiedzy z Wikipedii, albo na podstawie Wikipedii konstruował w niej epokowe poglądy - ale jeśli powoływałby się na nią przy tłumaczeniu prostych i nie istotnych z punktu wiedzenia całej pracy pojęć? No tu można moim zdaniem postawić znak zapytania.

I na koniec jeszcze jeden absurd polskich nauk historycznych. O ile odwołanie do Wikipedii budziłoby powszechne oburzenie o tyle powołanie na spisany w XIX wieku Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego przyjmowane jest zupełnie spokojnie - ba wręcz polecane...A jak wyglądało tworzenie SGKP?? Otóż redaktorzy wysłali list do każdej wioski i miasteczka z prośbą o przesłanie wszelkich informacji na temat konkretnego miasta. Informacje spisywali więc na podstawie opowiadań lokalnych urzędników, plebanów, aptekarzy, czy innych ludzi z umiejętnością czytania. Większość tych informacji weryfikowana nie była. Czyż nie jest to mniej wiarygodne źródło od Wiki?? A jednak w bibliografiach widziane chętnie….


| Gość: stachu

Trzeba niestety przynac ze jesli dokladnie przyjzysz sie niektorym tematom to wikipedia wyglada nedznie. Miejscami niektorych hasel wogole nie ma, a czasem dochodzi do tego ze maja wiele bledow. Niestety w wikipedii nie ma zasady lepiej nic nie pisac niz napisac zle...


| Gość: gn

Pomyślałem kiedyś, że Wikipedia to sposób na uchronienie wielu różnych informacji od zapomnienia. Postanowiłem to sprawdzić i utworzyłem artykuł pod tytułem "Krowi placek". Pierwsza wersja powstała dwa lata temu w wakacje. Niewiele brakowało a artykuł zostałby wymieciony przez ekspresowe kasowano, na szczęście trafił pod głosowanie i przetrwał ale tytuł uległ zmianie na mniej romantyczny. Później został przerobiony i zniekształcony a z początkowej treści zostało niewiele. Niedawno wkleiłem do niego pierwotną treść. Warto przejrzeć historię zmian tego artykułu - to dużo mówi o tym jaka jest ta nasza wikipedia.


| Gość: tolep

"Zauważcie jednak, że większość dotyczy pewnych jednostkowych przypadków, nie zaś samej idei.", napisał Sebastian Adamczyk. Rezygnując z banalnego porównania z marksizmem, chciałbym zapytać, co własciwie jest ideą Wikipedii? Jaki jest stan mniej-więcej-docelowy?

Weźmy choćby taką "subideę" Wikipedii jak NPOV, która od biedy daje się uskutecznić w przypadku nauk ścisłych, jednak generalnie jest nie do zrealizowania - a w dodatku nie do pogodzenia z naukową rzetelnością, bo czym innym są fakty, a czym innym to, co za fakty uznaje większość (a to ostatnie jest w praktyce warunkiem uznania artykułu za NPOV)


| Roman Sidorski

Sebastian ->

Przypis do Wikipedii ma jeszcze jedną wadę - często bardzo szybko się dezaktualizuje. Co prawda poprawny przypis do publikacji internetowej powinien mieć podaną datę dostępu, ale tu należałoby podawać również dokładną godzinę. Z jednej strony można by wówczas sprawdzić, jak wyglądało hasło w czasie, gdy korzystał z niego autor, z drugiej strony jakoś trudno mi to sobie wyobrazić w praktyce.

Co do SGKP, to myślę, że problem jest taki, że porządnego słownika geograficznego dla historyków po prostu nie ma i nieraz jest to jedna z niewielu możliwości sprawdzenia, gdzie dana miejscowość się znajdowała. No i zawsze to jest konkretny tytuł i konkretne nazwisko.

tolep -> Myślę, że Sebastianowi *Adamkiewiczowi* chodziło po prostu o "ideę" encyklopedii, nad którą pracować może każdy.


| Gość: tolep

Sebastiana Adamkiewicza przepraszam.
Roman Sidorski -> Encyklopedia, którą może redagowac każdy, to nie jest idea Wikipedii - w tym sensie, w jakim ideą piłki nożnej nie jest kopanie piłki, tylko strzelanie bramek (więcej niż drużyna przeciwna).

(Nie chcę przy tym wdawać się w dyskusję leksykologiczną na temat słowa "idea"; myślę, że porównanie futbolowe wyjaśnia, o co pytałem poprzednio.)


| Roman Sidorski

Dlatego wziąłem owo słowo w cudzysłów. :)


| Gość: Mim_NN

Ja, jeśli można, dorzucę przykład - chyba wymowny. Redagowałem książkę pewnego profesora, znanej postaci w swej dziedzinie: wykorzystał on artykuł biograficzny z Wiki (nie zorientowałbym się pewnie, ale zrobił to metodą "skopiuj-wklej" i w tekście zostały linki). I teraz zagadka: czy podał źródło wykorzystanego materiału w bibliografii?


| Kamil Janicki

Ciekawi mnie coś innego :) Jako redaktor - zwróciłeś mu na to uwagę? :)


| Gość: Mim_NN

Jeszcze nie, ale zrobię to.


| Gość: zabłąkany

Moim skromnym zdaniem Wikipedia jako źródło zaspokajania pierwszej potrzeby wiedzy (jak to zostało określone wyżej) sprawdza się świetnie. Jest ona bowiem łatwo dostępna i przyjazna w użytkowaniu (większą wartość zapewniłyby jej oczywiście przypisy a przede wszystkim bibliografia). Przeciwny jestem natomiast powoływaniu się na informacje w niej zawarte, czy to w pracach naukowych/szkolnych, czy też w publicystycznych/dziennikarskich artykułach. Nie wynika to z nieufności wobec internetu jako źródła informacji, gdyż jak najbardziej dopuszczalne jest według mnie, umieszczanie naukowych prac w sieci i powoływanie się na nie, ale tylko jeśli są one podpisane i zabezpieczone przed ingerencją w tekst osób trzecich.

Sądzę, że winniśmy na każdym kroku przypominać by nie powoływać się na informacje zawarte w wolnej encyklopedii, zresztą w interesie osoby korzystającej z niej. Nie wypada chyba potraktować poważnie artykułu opartego na tak niepewnym źródle, tym samym jego autor sobie (i nie tylko) szkodzi. Ostatecznie każdy przedmiot/narzędzie może zostać użyte zgodnie z przeznaczeniem bądź też nie, w dobrym celu lub w złym. Należy zatem uświadomić ludziom zakres przydatności i słuszności użycia wolnej encyklopedii.

Edytowanie natomiast haseł w Wikipedii przez historyków i znawców danej tematyki powinno się odbywać w nadziei, że przysłuży się ona laikom, a administracja wykaże się dojrzałością.


| Gość: ja

http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Polski
to jest "kilka linijek"?..


| Kamil Janicki

Nieskromnie mi to mówić, ale nie licząc drobnych późniejszych poprawek to ja napisałem ten artykuł...


| Gość: pp

Po pewnym czasie używania Wikipedii, gdzie mam swój profil i starałem sie jak najlepiej podzielić się swoją wiedzą, zrezygnowałem. Jestem wykształconym archeologiem z dwoma specjalizacjami. Kur..ca mnie brała jak mnie poprawiali, nawet, kiedy cytowałem źródła. Wikipedia pokazuje to, co ludzie chcą widzieć. Nie ważne jakie masz wykształcenie i czym się naprawde interesujesz - i tak przegłosują cie "gimnazjaliści".
Wikipedia służy mi tylko jako słownik. Chciałem przetlumaczyć np. "estragon", który nie występuje w słownikach pol.-ang.więc wystukałem "estragon" w polskiej wikipedii i sprawdziłem hasło na angielskiej. I tyle.
Idea wikipedii jest, a właściwie _była_ dobra, ale spsiała. Dopadlo się do niej stado "wszystkowiedzących".


| Gość: Maciej Klima

"jeśli widzisz błąd merytoryczny to go popraw"-
Nie mam czasu na głupoty


| Gość: Ala

"W Polsce podobnych oficjalnych zakazów nie ma, ale nie znam żadnego naukowca, który przyjąłby pracę z Wikipedią w bibliografii." - a co z IPN-em powołującym się na Wikipedię?


| Gość: zabłąkany

To by tylko świadczyło o autorach.


| Gość: Gabi

Mogę akurat w tej chwili powiedzieć co nieco od siebie na temat rzetelności Wikipedii, a konkretnie działu Wikiquote :-)
Zajrzałam tam z ciekawości w poszukiwaniu cytatów z Koranu, które mogłabym zawrzeć w swojej pracy.
Dla porównania, weszłam na http://www.poznajkoran.pl/, by przekonać się, czy cytaty z Wikiquote są prawdziwe. Chciałam je porównać z wersją Koranu w tłumaczeniu Józefa Bielawskiego, dostępną na tej stronie.
Podejrzenia wzbudził już sam fakt, że pod cytatami tamże ( http://pl.wikiquote.org/wiki/Koran) nie ma informacji, z którego tłumaczenia Koranu cytaty pochodzą.
Moje dodatkowe zastanowienie wzbudził cytat: "Kto zabija człowieka, który nie był mordercą i szerzył zgorszenia na Ziemi, czyni tak jakby zabił wszystkich ludzi. A kto ratuje jedno życie, ten jakby ratował cały świat." Zwłaszcza jego druga część, która jest dość znanym cytatem, ale TALMUDYCZNYM, nie koranicznym!
Sprawdziłam na stronie poznajkoran.pl, używając wyszukiwarki, i wpisując w nią słowa z tego cytatu w przeróżnych konfiguracjach - ten cytat w przekładzie Bielawskiego nie istnieje! :-)


| Gość: golem14

"Historię piszą zwycięzcy", Wikipedię tworzyć może każdy!
I tak źle i tak niedobrze. Przez 45 lat PRLu historię pisano pod potrzeby zwycięzców, potem przyszli inni zwycięzcy i zaczęli pisać ją na nowo. Tak było to doskonałe, że w oparciu o tą zrewidowaną historię trzeba było uzgadniać wspólny podręcznik do jej nauki z Niemcami. Konkludując - co do ideologii, to sam Autor powinien się orientować, iż nie ma nauki wolnej od wartościowania. Nie można więc zagwarantować, iż hasła w Wikipedii czy innej encyklopedii będą neutralne światopoglądowo (np. niekomunistyczne).
Co do merytoryki, cóż z pewnością wiedza "uzgodniona" przez zawodowych naukowców ma większą wartość, niż ta wymyślana przez gimnazjalistów. Problem polega na tym, iż przeciętny obywatel, którego podatki zapewniają byt owym naukowcom, nie ma łatwego dostępu do tej wiedzy. Co najwyżej może nabyć za grube pieniądze jakąś "ideologicznie skrzywioną" encyklopedię (patrz PWN z lat PRL i obecnie). Takie problemy stały u podstaw Wikipedii. Idzi o to, by każdy miał dostęp do wiedzy, zaś jej znawcy mogli ją edytować. To, że staje się ona śmietnikiem, to efekt owej egalitarności w zakresie jej tworzenia.
Problem w tym, że wiedza powinna być ELITARNA w warstwie tworzenia i egalitarna w dostępie do niej. Moim zdaniem, to naukowcy (np. pracownicy uniwersytetów) powinni tworzyć taką cyfro-encyklopedię. Pytanie, czy im się to opłaca? Otóż nie! Gdyby nasze prawo uwzględniało publikację w takiej encyklopedii, na równi z publikacjami papierowymi, to zmieniłoby diametralnie sytuację. Każdy naukowiec zbierający "punkty" do doktoratu czy profesury z chęcią dodał by parę takich artykułów do swojego dorobku. Poza tym, w jakiś sposób rozwiązałoby to częściowo problem neutralności światopoglądowej wiedzy. W tej formie zawsze można dodać zdanie krytyczne, alternatywne fakty czy ich interpretację. Nie gwarantuje to utopijnej neutralności ale łatwiej wtedy na wykazanie, po której stronie barykady stoi ten, który tą wiedzę tworzy. Potrzebna jest "cyfro-encyklopedia" robiona i kontrolowana przez profesjonalistów. Tymczasem poważni naukowcy angażują się w tworzenie artykułów do Wikipedii, które ktoś zaraz niszczy. Przypomina to wylewanie wody z łodzi za pomocą dziurawego wiadra. Czy nie było by dla Autora przyjemniej, gdyby miał pewność, że jego autorskie dzieło, w postaci hasła na, nie wymaga ciągłego nadzoru i usuwania słownych "graffiti"?
Cóż naukowcy chyba przespali cyfrową rewolucję, a może byli za leniwi, albo zazdrośni o swoje dzieła?...
Osobiście więc sądzę, że naukowcy powinni dać sobie spokój z Wikipedią i stworzyć coś swojego. To nie powinno być trudne przy możliwościach i środkach posiadanych przez Uniwersytety, warunkiem jest, by naukowcy mieli z tego korzyść. Nie koniecznie finansową, ale chociażby w sensie dorobku.
Na elitarność Wikipedii w warstwie tworzenia to raczej nie ma szans.


| Gość: WikiKrytyk

Kilka uwag (także dotyczących komentarzy).
Tekst ogólnie nie jest zły, chociaż oczywiście nie zgadzam się z tezą, że należy Wikipedię edytować albo że, tym bardziej, jest to "moralny obowiązek".
(Nawiasem mówiąc -- nie jestem za bardzo humanistą ani historykiem, jeśli ma to jakieś znaczenie.)

Kilka rzeczy z artykułu, które najbardziej mi się rzuciły w oczy i których trudno nie skomentować:

"Wszyscy autorzy Wikipedii są traktowani identycznie. (...)"

Teoretycznie tak, tak mówią też oficjalne zasady itd., ale, jak wiadomo, między zasadami i praktykami w Wikipedii panuje spory rozdźwięk.
Otóż istnieje hierarchia, ale jest całkowicie nieformalna i, co gorsza, niekoniecznie opiera się na faktycznie merytorycznym wkładzie w rozwój "encyklopedii". Myślę, że po prostu "natura nie znosi próżni" -- jakaś hierarchia MUSI się wytworzyć, kiedy formalnie nie istnieje. Problem w tym, że w Wikipedii wytworzyła się kompletnie nie taka, jaka powinna w kontekście tworzenia "wiarygodnej encyklopedii".

Przede wszystkim liczą się personalne układy. Na szczycie hierarchii stoją admini - nie wszyscy, ale pewna określona, stosunkowo niewielka grupa. W zasadzie są praktycznie nietykalni, nawet jeśli łamią zasady (czasem nawet rażąco), to nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. Nieco niżej w hierarchii stoją ich "pupilkowie" (niekoniecznie admini), dalej członkowie KomArbu, biurokraci, checkuserzy, itd. Nie będę teraz wchodził w szczegóły, na razie polecam http://wikipediareview.com/blog/20081027/the-wikipedia-hierachy/ ("politically incorrect" w tym tekście jest, oczywiście, w znaczeniu "wikipolityki", czyli wewnętrznych przepychanek).

(Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na komentarz wyżej gościa "drop". Wrogie traktowanie w Wikipedii to nie są odosobnione przypadki.)

W każdym razie chcę mocno podkreślić, że zdanie "Wszyscy autorzy Wikipedii są traktowani identycznie." jest fałszywe.

"Kiedy Essjay został zatrudniony przez luźno powiązaną z Wikipedią firmę Wikia"

Polecałbym wywalenie słowa "luźno". O ile wiem, obie instytucje były/są powiązane co najmniej osobą J. Walesa, który piastuje tam istotne stanowiska. Szczegółów można poszukać na http://wikipediareview.com/ - szczególnie zajmował się tym tematem niejaki Gregory Kohs, czyli "thekohser". (Na forum wikipediareview.com jest naprawdę dużo bardzo dobrych, trafnych i ciekawych komentarzy, tylko trzeba czasem oddzielić ziarno od plew, czasem pogrzebać w archiwum starszych postów itp. itd.)

Warto też zauważyć, że Essjay miał naprawdę spore wpływy, np. Polimerek został skierowany przez "ludzi z Fundacji" do niego, kiedy chodziło o kwestie związane z Watykanem: https://lists.wikimedia.org/mailman/htdig/wikipl-l/2006-January/016648.html

"Swego czasu napisałem szeroki artykuł na temat historii Polski wczesnośredniowiecznej. Przez kolejne miesiące dzień w dzień pilnowałem go (...). Niejednokrotnie musiałem bronić „swojej” treści przed gimnazjalistami (...)"

No właśnie. Myślę, że żaden szanujący się ekspert, niekoniecznie z dziedziny historii, ale dowolnej innej, nie będzie chciał tracić czasu na tego typu przepychanki (bo tak jest z _każdą_ dziedziną, również w naukach ścisłych jest nie lepiej). Szkoda czasu, życia i nerwów na Wikipedię.

"(...) cały system weryfikacji."

Jaki system weryfikacji? Podtrzymujesz mit, że w Wikipedii istnieje jakiś "system weryfikacji", a przecież niczego sformalizowanego NIE MA. "Patrolowanie" ostatnich zmian to jest śmiech na sali, zajęcie, którym żaden ekspert raczej nie będzie się na dłuższą metę zajmował. "PaTROLLErami" zostają zazwyczaj ludzie, którzy czerpią przyjemność z cofania trywialnych wandalizmów -- mogą sobie wmawiać, że działają "dla dobra Wikipedii", nie robiąc praktycznie nic konstruktywnego (cały "problem" wandalizmu zniknąłby, gdyby wprowadzono obowiązkowe logowanie z rejestracją via e-mail i zrezygnowano z anonimowości; jedno jak i drugie jednak nie nastąpi w dającej się przewidzieć przyszłości).

W Wikipedii nikt niczego nie musi, jeśli ktoś przegapi totalnego babola, to NIKT z "weryfikatorów" nie ponosi żadnej odpowiedzialności.

W komentarzach pojawia się "przypadek Batuty", na co piszesz: "Większość tego typu mistyfikacji jest wykrywana i usuwana znacznie szybciej." Skąd takie przekonanie?
Natrafiłem kiedyś na inny przypadek:
http://lists.wikimedia.org/pipermail/wikipl-l/2007-November/025321.html
Istniał artykuł "Kamil Łojko", o (rzekomym) bolszewiku rewolucjoniście. Z postu na listę wikipl-l wynika, że istniał przez co najmniej rok. (Widać tu też możliwości "zamiatania pod dywanik" niewygodnych rzeczy przez wikiadministrację -- artykułu już nie ma, a co za tym idzie nie ma też jego historii...) Artykuł został skasowany, ale tutaj jest kopia: http://www.webcitation.org/5UQsZARvE

"Podstawowy powód jest prosty. Wikipedia stała się głównym źródłem popularnej wiedzy. Korzystają z niej uczniowie, studenci, dziennikarze, politycy. To fakt i jest już o wiele za późno by oceniać, czy nas on cieszy czy raczej smuci."

Jeśli rzeczywiście jest to FAKT, to należy nad tym BARDZO MOCNO ubolewać - nie tylko dlatego, że Wikipedia nie jest, ogólnie rzecz biorąc, wiarygodnym źródłem, ale także dlatego, że większość z korzystających z Wikipedii ludzi nie ma pojęcia, w jaki sposób ona funkcjonuje i tym samym nie za bardzo jest w stanie ocenić to, co czyta.

Z pewnością nie jest za późno, żeby edukować ludzi co do tego, w jaki sposób NAPRAWDĘ funkcjonuje Wikipedia (informacje o Wikipedii z przestrzeni Wikipedia: to jest zbiór pobożnych życzeń wymieszanych z propagandą). Po takiej edukacji jednak większość ludzi zda sobie sprawdę z tego, że Wikipedia nie jest i tak naprawdę _nie może_ być wiarygodnym źródłem (przynajmniej tak długo, jak długo nie zostaną wprowadzone istotne systemowe zmiany -- ale to z różnych względów raczej nie nastąpi).

"Licząc jednak, że Wikipedia to demokracja, możemy się spodziewać, że z czasem coraz poważniej będzie ona traktować naukowców i ich wkład w projekt. Miejmy nadzieję."

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:CWNJ twierdzi, że "Wikipedia nie jest demokracją" ;-).

A o nadziei jest takie powiedzonko...

W każdym razie chciałbym Ci zadać pytanie -- ile lat masz jeszcze zamiar czekać na to, żeby Wikipedia zaczęła poważniej formalnie traktować naukowców? Ten problem jest znany np. w en.wiki od dawna. Czy coś zrobiono w kierunku poprawy sytuacji w tym zakresie? Praktycznie nic. I nic zrobione nie zostanie. Dlatego nie warto zachęcać naukowców do Wikipedii, warto raczej zniechęcać i proponować stworzenie alternatywnego projektu (dobry jest komentarz golema14).

Przypatrz się komentarzom wikipedystów tutaj:
http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Wikipedia:Kawiarenka/Zasady_dyskusja&oldid=1466611[...] się dwoił i troił, żeby przekreślać "niewygodne" komentarze, ale prawdy nie da się ukryć -- część wikipedystów (jeśli nie większość) żywi otwartą niechęć wobec ekspertów. To jest tak naprawdę istotny element "kultury Wikipedii", którego nie uda się wyrugować - "kult amatorszczyzny". Pozbądź się złudzeń.


Teraz odnośnie kilku komentarzy powyżej:

Sebastian Adamkiewicz wymienia "szybkie aktualizacje" jako plus. Problem w tym, że każdy medal ma dwie strony. W przypadku Wikipedii nigdy nie wiadomo, czy przed momentem dane hasło nie zostało, mniej lub bardziej subtelnie, "zwandalizowane". (Teoretycznie) zawsze oglądamy najnowszą rewizję (chyba, że przeglądamy historię albo skorzystaliśmy z linku do "stałej wersji"), a ta niekoniecznie jest "najlepsza".
S.A. pisze też:
"Czasem prosty mgr, czy doktor, może dysponować w zakresie wiedzy specjalistycznej znacznie większą wiedzą niż nie jeden profesor, i w Wikipedii może to wykazać."

Problem w tym, że osoby, które naprawdę decydują o zawartości Wikipedii (czyli administracja) niekoniecznie mają tytuły dra czy nawet mgra. Tytuły naukowe nie są żadnym kryterium przy wyborze na administratora wikipedii. Istotniejsze są raczej dobre układy z pozostałymi wikipedystami i z administracją.

S.A. porusza też kwestię anonimowości. To rzeczywiście bardzo istotna kwestia, wg wielu obserwatorów właśnie z przywiązania do anonimowości wynika wiele problemów w Wikipedii. Najważniejsze jednak jest uświadomienie sobie, że praktycznie NIE MA żadnych SZANS, żeby cokolwiek w tym zakresie się zmieniło. Z tego m.in. powodu powstało Citizendium (http://en.citizendium.org), założone przez współzałożyciela Wikipedii Larry'ego Sangera.

stachu napisał:
"Niestety w wikipedii nie ma zasady lepiej nic nie pisac niz napisac zle..."

Święte słowa... Wszystko sprowadza się do braku ekspertów -- wikipedyści muszą zakładać dobrą wolę i przyjmować każdą nową edycję za dobrą monetę, bo przecież i tak nie są w stanie zweryfikować, czy dana edycja jest dobra, czy nie... Mogą liczyć tylko na to, że ktoś, kto zna się na rzeczy, zobaczy błędy i poprawi... Ale to błędne koło.

Roman Sidorski narzeka na dezaktualizację linków do Wikipedii. Myślę, że po prostu nie zauważył w okienku po lewej na każdej stronie Wikipedii linku "Link do tej wersji". Po kliknięciu na niego otrzymamy w polu adresu link do "stałej" wersji artykułu, tzn. do dokładnie tej rewizji, którą oglądaliśmy. Piszę "stałej" w cudzysłowiu, albowiem nie do końca jest stała. Otóż, o ile wiem, jeśli są używane szablony, to tekst z szablonów nie jest już "stały". Podobnie sytuacja się ma z obrazkami. Poza tym dowolny wikiadmin może w każdej chwili usunąć cały artykuł (włącznie z historią i "stałą" wersją) albo pojedynczą rewizję (nie tylko oversight'ci mają taką możliwość - admini mogą skasować artykuł, a następnie przywrócić tylko wybrane rewizje).
Z powyższych powodów najlepiej korzystać z serwisu typu http://www.webcitation.org/ który powstał dokładnie z myślą o cytowaniu źródeł internetowych -- archiwizuje daną stronę i podaje link, który rzeczywiście będzie stały.

pp napisał:
"Wikipedia pokazuje to, co ludzie chcą widzieć."

Słuszna obserwacja. Warto też dodać, że nierzadko Wikipedia pokazuje to, co niektórzy ludzie chcą żeby pokazywała. Konkretnie chodzi mi o mocno zdeterminowane osoby, które chcą przemycić do (rzekomo) "obiektywnych" artykułów elementy swojego (często dosyć ekstremalnego) punktu widzenia. Nierzadko odwołują się do zasad wikipedii, żeby uskuteczniać taką działalność -- przy odrobinie złej woli można się powoływać na WP:Weryfikowalność, WP:NPOV, WP:NOR ("nie przedstawiamy twórczości własnej") czy na inną zasadę, żeby podważyć dowolne źródło lub zdanie, które akurat jest niewygodne. Niektórzy wikipedyści (włącznie z administracją) opanowali tego typu sztuczki do perfekcji.

Intelektualna nieuczciwość -- to jest to, czego uczy Wikipedia. Ten projekt jest szalenie demoralizujący.

golem14 napisał bardzo interesujący komentarz.
Wikipedia to w pewnym sensie wyrzut na sumieniu środowisk naukowo-akademickich. Środowiska te powinny zadbać o stworzenie powszechnego, dostępnego i, nade wszystko, wiarygodnego źródła wiedzy, ale najwyraźniej "przespały" "cyfrową rewolucję". Wikipedia nie jest jednak odpowiedzią. Jest raczej pytaniem. "Nie" - jest odpowiedzią. A także powinno nią być stworzenie alternatywnego projektu bądź projektów, które odpowiedziałyby na szerokie zapotrzebowanie na "szybką" informację.


Mój blog (na którym ostatnio piszę sporadycznie): http://wikikrytyk.wordpress.com/


| Gość: Sebastian Adamkiewicz

Myślę, że dwa ostatnie głosy są bardzo ważne i wiele jest w nich słuszności. Niewątpliwie potrzebna jest dziś encyklopedia, do której każdy mógłby mieć dostęp łatwy i szybki, a jednocześnie cieszyłaby się wiarygodnością.

Problem tkwi jednak głębiej niż w rozlicznych problemach związanych ze skonstruowaniem ekipy, opracowaniem systemów zarządzania itd.

Problem tkwi w zaufaniu środowiska do mediów elektronicznych, a sytuacja w przypadku nauk historycznych jest tragiczna. Już najbardziej absurdalne przykłady dotyczą tego, że nawet materiały źródłowe ściągnięte ze stron CIA czy wielu innych instytucji traktowane są podejrzanie, tylko dlatego, że są z internetu. Żeby dodać sytuacji jeszcze większego absurdu pamiętam do dziś krzywą minę jednego z profesorów, gdy dowiedział się, że fotografuje materiał źródłowy do swojej pracy. W jego osobistym odczuciu stara metoda długopis-fiszka (+ daleka wyprawa do archiwum) została zdradzona, a to już był powód do nieufności.

Zanim więc zaczniemy marzyć o encyklopedii internetowej tworzonej przez fachowców, to najpierw zastanówmy się nad tym jak przekonać środowiska naukowe, że internet może być źródłem wiedzy, którego bać się nie należy...


| Gość: golem14

Sebastian Adamkiewicz napisał: "(...) W jego osobistym odczuciu stara metoda długopis-fiszka (+ daleka wyprawa do archiwum) została zdradzona, a to już był powód do nieufności. Zanim więc zaczniemy marzyć o encyklopedii internetowej tworzonej przez fachowców, to najpierw zastanówmy się nad tym jak przekonać środowiska naukowe, że internet może być źródłem wiedzy, którego bać się nie należy..."
Ponieważ zaś w informacji o Autorze tekstu napisano: "Do jego zainteresowań należą (...) antropologia kultury" sugerował bym też wszystkim zainteresowanie się pokrewną dziedziną - socjologią wiedzy. Patrzenie z metapoziomu na kulturę a szczególnie jej fragment nazywany wiedzą, dostarczyć może ciekawych wniosków dotyczących tego, czym jest środowisko profesjonalnych wytwórców wiedzy, gdzie leża ich interesy i jak je realizują. Czy wiedza akademicka to cel główny funkcjonowania środowiska naukowego czy też efekt uboczny? Czy opłaca się tworzyć wiedzę czy odtwarzać w dziesiątkach cytatów, autocytatów i dzieł zbiorowych sprzedawanych za grube pieniądze własnym studentom. Znam osobiście paru młodych naukowców, którzy patrzą na rzeczywistość odmiennie od swoich starszych kolegów. Oni wyraźnie mówią, iż dla popularyzacji wiedzy naukowej w Polce potrzeba jest jednego, aby każdy przejaw tej twórczości stanowił istotny element tzw. dorobku naukowego - nie tylko poważne opracowania, ale także publikacje we Wiedzy i Życiu czy internecie.
Zapał we wspieraniu Wikipedii szybko wygasa w sytuacji, gdy 100 razy trzeba edytować to samo hasło i usuwać z niego oczywiste idiotyzmy czy wulgaryzmy. Aby zaś tworzyć ogólnie dostępną wiedzę trzeba mieć z tego korzyść. Nie można przez 5 lat redagować 50 haseł w Wikipedii a potem w publikacjach własnych (dorobku) zamieścić 1 książkę i 2 rozdziały w pracach zbiorowych.


| Gość: jajakoja

Niedawno wszedłem na Wiki na hasło "Bolesław Zapomniany", napisane chyba przez jakiegoś ostatniego Mohikanina - wyznawcę Zapomnianego. Jedyny link podano do pełnego błędów artykułu Leśniewskiego z Polityki. Dodałem link do innego artykułu, przedstawiającego sprawę na podstawie aktualnej wiedzy (np. prac Labudy) i link usunięto jako... wandalizm. Odechciało mi się w ogóle korzystać z Wiki


| Gość: MarcinWasilewski

hehe;)
też tak miałem 3 razy....
Raz w stronie był błąd merytoryczny...cóz nieprzyjeli tego;)
Drugi...na mapce połowa nazw była po polsku połowa po inszemu, mapka była na polskiej wiki i bynajmniej niechodzilo o zagraniczne miasta;) uwaga zwrocona efekt?nic;]
Trzeci raz w tekscie zrodlowym byl blad, akurat wychwycilem bo na konwersatorium mialem go 2 dni wczesniej.... poprawilem i zasugerowalem zeby podawano zrodla skad tekst zrodlowy biora (zakladalem ze MOZE w tlumaczeniu blad wynikl)
efekt?.... coz..... podobny jak wczesniej...

Od tego czasu niechce mi sie pomagac juz w tworzeniu wikipedi;)


| Gość: Delimata

Istnieją bowiem określone zasady zamieszczania linków. Istnieją też szablony zaleceń edycyjnych. Jeśli pewne linki nie spełniały tych zasad to zostały usunięte. Należało wtedy wstawić szablon, a swoje uwagi opisać szczegółowo na stronie dyskusji.

Egzonimy na mapach tworzonych na potrzeby polskich tekstów powinny rzecz jasna spełniać pewne standardy, ale... nie jest oczywiste, że mapa zamieszczona w polskim haśle powstała na potrzeby tego właśnie hasła. Ilustracje w Wikipedii są umieszczane głównie z Commons gdzie znajdują się ilustracje tworzone przez różnych ludzi z całego świata, posługujących się różnymi językami. Commons to osobny projekt rządzący się osobnymi prawami.


| Gość: KW

Mnie zastanowiły dwie rzeczy: po pierwsze ubolewanie nad tym, że encyklopedia nie spełnia wymagań pracy naukowej. Może ja jestem inny, ale w Wikipedii hasła i tak są znacznie bardziej rozwinięte niż w klasycznych encyklopediach. W sumie można by mówić o artykułach. Wymaganie bibliografii, przypisów, naukowości - ok jak chcecie to sami twórzcie takie artykuły i je zabezpieczajcie. Nie można natomiast ludziom zabronić tworzenia haseł na podstawie wiedzy, którą posiadają i potem ubolewać nad poziomem. Skoro "historycy" siedzą na dupie i nic nie robią, albo się zniechęcają - mogą mieć pretensje tylko do siebie.

Dwa - wiara w demokrację jest zaiste piękna, ale całkowicie niepoważna. Dobry demagog wmówi ludziom co chce, a w demokracji ludzie rzadko reagują na merytoryczne argumenty, bardziej kierują nimi emocje. Dlatego rozmówcy uczą się działać na emocjach, nie na merytoryczności - ten, który pisze merytorycznie traci, bo ludzie reagują na zagrywki erystyczne i z reguły nie myślą. Wiara w demokrację to jak wiara w to, że NKWD było elementem państwa prawa. Brutalne, ale prawdziwe.

Mnie wkurzają szablo, linkowania i inne rzeczy przy pisaniu artykułów. To jest dopiero przeszkoda.


| Gość: Sebastian Adamkiewicz

Krzyśku, myślę, że większość ubolewa tu nad wiarygodnością Wikipedii i problemami z nią związanymi, a nie tyle domaga się jej naukowości.

Jak widać kilka osób próbowało współpracować z Wikipedią, a ich przygoda nie zakończyła się na jednym, dwóch hasłach, lecz na dłuższej współpracy zakończonej z tych czy innych powodów. I owszem, że historycy mogą mieć pretensje do siebie, z różnych powodów. Myślę jednak, ze nie tłumaczy to automatycznie wszystkich błędów Wikipedii.

Oczywiście do sprawnej krytyki reguł demokratycznych też się w Twoim przypadku przyzwyczaiłem, ja jednak jako niepoważny fascynat demokracji powiem przewrotnie: jej najwięksi krytycy są jej największymi apologetami.

A powiem tak dlatego, że przedstawiacie demokrację jako coś co powinno funkcjonować automatycznie. Demokracja jest jednak trudniejszym systemem niż się to może wydawać, gdyż wymaga od człowieka nauczenia się kilku zasad współżycia w grupie.

Czytając powyższe wypowiedzi, zauważam, że problemem polskiej Wikipedii (dostrzegam zaś wyraźne pochwały w stosunku do jej anglojęzycznej wersji) jest to, że staje się ona ofiarą nieprzygotowania grupy twórców do przestrzegania tych zasad. Mogę wnioskować, że każdy chce tam uchwycić troszkę władzy dla siebie, a wręcz jeden z dyskutantów wspomina o zhierarchizowaniu systemu zarządzania Wiki.

Czy to wynika z demokracji, czy może faktycznym jej braku?? Myślę jednak, że już na ten temat powinni wypowiedzieć się jej twórcy, czy współtworzący...


| Gość: KW

Z tym apologetą Seba zdecydowanie nie trafiłeś. Demokracja jest systemem bardzo niebezpiecznym. Ulega bardzo szybkiej przemianie w ustrój totalitarny, który kontroluje wszelkie aspekty życia obywatela od tego czego będzie się uczył w przedszkolu po przymus emerytury, a demokratyczna frazeologia bardzo ładnie maskuje zachodzące przemiany. Wszystko jest wynikiem błędnego ze wszech miar założenia, że większość ma zawsze rację i trzeba podążać za jej wyborami. Skoro większość ma rację to nic innego się nie liczy i po decyzji większości nie ma odwołania - chyba, że następna decyzja większości, a o to przecież nie tak łatwo. Idąc dalej: łatwiej jest wytłumaczyć jednostce, że się myli niż tłumowi przekonanemu o swych racjach. Jak pisałem wyżej, w tłumie nie ma racjonalizmu są tylko uczucia.

Co do samej wikipedii - sam ją poprawiałem kilka razy, ale wkurzają mnie wszystkie techniczne aspekty tego czegoś. Linkowania, odnośniki, nawiasy - poradniki pisania dla których stworzono mnie jestem zbyt głupim itd. Z tym, że wikipedia jest jak ktoś zauważył największą i najszybciej dostępną skarbnicą wiedzy. Nie wiem czy alternatywny projekt "naukowców" zdobyłby podobną popularność i czy byłby zrozumiały dla zwykłego człowieka, głównie ze względu na język, styl - podejście do tematu etc.

Jeżeli historycy chcą zmian to muszą je sami wprowadzać nikt historyków nie wyręczy. Moim zdaniem do zwykłego człowieka dotrzeć można teraz z wiedzą tylko przez wikipedię. Ot choćby zrobione przez pasjonatów korpusy i dywizje Imperialnej Armii Rosyjskiej - niby niekompletne i powierzchowne, ale dają już jakieś możliwości orientacyjne w temacie. Do roboty panowie.



| Gość: A

Wikipedia - nie muszę, nie korzystam. Muszę - korzystam raczej z angielskiej.


| Gość: LMB

Poziom polskiej Wikipedii jest efektem dążenia do jak największej liczby artykułów. OK, osiągnęliśmy dobre miejsce, udało nam się zapić kolejny kompleks (dyć Jimmy Wales przyjechał do Polski), jest to sukces porządny, nie w stylu komunistycznej budowy, odbyło się to kosztem kiepskiej jakości artykułów. Tak, jak pisze kolega powyżej, szkielet jest słaby.

Dla osoby po studiach polska Wikipedia ma często niewiele nowego do zaoferowania ze swojej dziedziny. Oczywiście odpowiedzią na ten problem jest "dodawać i poprawiać", ale tutaj czasami również pojawiają się drobne problemy w postaci 'polskiego piekiełka'.


| Gość: Piotr M

ja się zastanawiam czy zamiast tworzyc wikipedie nie lepiej aprobować stworzyć projekt otwarty ( to jest wszyscy maja dostęp do artykułów edytowania pisania ) ale w moderowany przez rade starszych złożona ze specjalistów naukowców artykuły były by publikowane po merytorycznym sprawdzeniu /


| Gość: Niewłaściwa jest administracja Wikipedii

Witam. Byłem swego czasu aktywnym użytkownikiem Wikipedii. Zaangażowałem się w napisanie kilku wartościowych, w moim mniemaniu, artykułów. Nie szedłem na ilość, lecz na jakość. Większość tych haseł została usunięta bez powiadomienia mnie o przyczynie kasacji. A ponoć jeden z tych moich artykułów był najdłuższym w polskiej Wikipedii, wg kasujących wartościowym artykułem - jednak nie rozumieli go, dlatego usunęli. Na Wikipedii są hasła te, których autorzy mają renomę, mierzoną nie jakością artykułów, ale ich ilością i "neutralnością" - czyli niejako nonsensownością, gdyż wiedza ogółu jest porażająco niska. Pozdrawiam osoby, które wybrały tradycyjne formy zdobywania informacji, ludzi odwiedzających biblioteki, antykwariaty i archiwa państwowe.


| Gość: Daniel79

Do magisterki nie korzystałem z Wikipedii (kiedy ją broniłem w czerwcu 2003 r. dopiero od 3 m-cy miałem w domu Internet i może nawet nie znałem tej encyklopedii, zresztą do regionalnego tematu niewiele bym znalazł), za to do podyplomówki (obrona - czerwiec 2008 r.) całkiem sporo - i nikt mi uwagi nie zwrócił (tylko żebym podał datę dostępu). Chyba jednak z tą niedopuszczalnością powoływania się w pracach na Wikipedię to nie do końca prawda.


| Gość: Robert2008

Wikipedię przede wszystkim należy traktować jako dodatek do naukowej pracy nad jakimś tematem, czy zagadnieniem. W niektórych hasłach, np. o Narodowych Siłach Zbrojnych, jest podana liczna bibliografia, co już jest dużym ułatwieniem dla kogoś, kto się tym interesuje. Jak ktoś ma takie podejście, to żadna krzywda go nie spotka. Ale przyznaję - jest duży problem powoływania się na Wikipedię.
Druga sprawa, teoretycznie Wikipedyści są sobie równi. Ale niestety istnieją wśród nich grupy wzajemnego zaufania, które popierają swoich. To też działa u administratorów.
I jeszcze jedno. Niestety polska Wikipedia ma przechył na lewo, pomimo zasady NPOV.


| Gość: Waćpan

Ze wszystkimi argumentami muszę się, niestety, zgodzić, co niełatwo mi przychodzi jako wielkiemu zwolennikowi idei Wikipedii (choć sam zbytnio nie edytuję - brak czasu). Ale zaczyna się to zmieniać. Wprowadzono tzw. wersje przejrzane, a w planach jest także tzw. wersja zweryfikowana. Co prawda jest to kwestia dość odległa (w 2009 r. nie ma na co liczyć), ale w przyszłości, mam nadzieję, Wikipedia (jak i inne "siostrzane" projekty) będą bardziej wiarygodne. Co prawda pozostaje kwestią otwartą sposób przydzielania praw do oznaczania artykułów jako zweryfikowane pod kątem merytorycznym, ale będziemy się starali przeforsować jak najbardziej restrykcyjną formę. No, może niekoniecznie doktorat, ale magisterka i owszem ;) Niczego jednak nie mogę obiecać. Mam nadzieję, że choćby część z Was pomoże. Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego na 2009 rok!


| Gość

Taki kwiatuszek z wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rocznik_ciechanowski

Można tam przeczytać o tzw "Roczniku ciechanowskim", tylko, że jest to mistyfikacja pana Gaczyńskiego.
Co więcej została ona opisana w Kwartalniku Historycznym- Henryk Rutkowski - Rocznik Ciechanowski jako mistyfikacja . KWARTALNIK HISTORYCZNY Rocznik XCVIII ., Nr 4/1991.

Więc jeżeli ktoś sięgnie do Wikipedii, może być święcie przekonany, że mamy tutaj odczynienia z jakimś "cudownym" źródłem do historii polski z XV w....


| Gość: jac

Moralnym obowiązkiem i w zasadzie zawodowym zadaniem historyków, zdaniem Rosenzweiga, powinno być poprawianie tego repozytorium wiedzy. Historycy powinni w końcu docierać ze swoją wiedzą do więcej niż kilkudziesięciu czytelników ich hermetycznych artykułów[..]

czy obowiązkiem?.. może nie tak znowu. wszak dobre artykuły pisane przez fachowców rzeczywiście mogą zostać z czasem popsute i przykro wtedy. Może raczej coraz więcej powinno się pojawiać prac naukowych po prostu do pobrania/czytania na stronach internetowych uczelni. Być może nie byłoby głupio, gdyby istniała taka zasada, że wszystkie prace doktorskie, nawet magisterskie i w ogóle naukowe uczelniane, powinny się pojawiać publicznie w internecie. W końcu uczelnie są finansowane z pieniędzy podatników, więc właśnie należy udostępnić ludziom za darmo. Nie będą te prace wtedy takie hermetyczne, będzie w ten sposób znacznie większy z nich pożytek. Nie udostępniać do edytowania (czy psucia), tylko do czytania, korzystania. Na jakiej licencji, to jeszcze oddzielna sprawa do namysłu.

W takiej sytuacji nic nie stałoby na przeszkodzie, by po prostu pisać artykuły na wiki w oparciu o takie źródła. Wtedy aktywne linki wskazują na te prace w sekcji 'Przypisy'. Tu dygresja: imho jednym z największych problemów polskiej wiki jest permanentny brak źródeł i -- jeszcze gorzej -- złe zwyczaje tolerowania takiego stanu rzeczy, lub (w przypadku początkujących) często nawet nieświadomość, że taka zasada na wiki obowiązuje jako jedna z pięciu podstawowych.

Jeszcze jedno na koniec. Niech każda chętna uczelnia otworzy swoją Wiki. Choćby np. przykład w oparciu o gotowe oprogramowanie MediaWiki, lub jego zmodyfikowaną wersję, które jest darmowe (GPL -- fajnie ze strony fund. Wikimedia) i które można łatwo modyfikować, przystosować, zmienić szatę graficzną i pewne mechanizmy tak, żeby nie wyglądało to jak kopia Wikipedii, ale żeby wykorzystywało te bardzo funkcjonalne, gotowe mechanizmy edytowania otwartej (dla określonej w tym przypadku grupy) treści.


Podpis:

Adres e-mail*:

*Podanie adresu e-mail nie jest wymagane.

Treść komentarza:


komentarze (54) | » Wróć na stronę główną «