Tak się powinno robić strony o genealogii
Kategorie: Inne
2010-07-27 23:35 | Michael Morys-Twarowski
„Poznan Project” to jedna z najlepszych baz genealogicznych w Polsce. Wiele przedsięwzięć tego typu przypomina pospolite ruszenie pod hasłem „zbierzmy wszystko” a kończy się zwykle na metrykach z kilkunastu parafii. W tym wypadku jest inaczej.
Łukasz Bielecki, z wykształcenia doktor biochemii, na pytania: co?, gdzie?, kiedy? odpowiedział – małżeństwa, Wielkie Księstwo Poznańskie, lata 1820–1899. Dzisiaj w założonej przez niego bazie jest ponad pół miliona wpisów – czyli ok. 70% zawartych wtedy małżeństw.
A wszystko zaczęło się od problemów Amerykanów – wśród których poszukiwanie przodków to najpopularniejsze hobby – o polskich korzeniach. Wiele osób natrafiało w dokumentach na nazwę „Posen”, którą tłumaczyło sobie jako Poznań. Tymczasem pod tym określeniem kryło się Wielkie Księstwo Poznańskie, czyli – w języku pruskiej administracji z drugiej połowy XIX wieku – Provinz Posen (Prowincja Poznańska). Można było być pewnym, że nie odnajdą swoich antenatów w Poznaniu.
Zresztą nawet osoby, które uświadamiały sobie ten niuans, musiały sobie zdać sprawę, że odszukanie przodków pochodzących z tak wielkiego terenu jest w praktyce niewykonalne – mówi „Histmagowi” Łukasz Bielecki, założyciel i koordynator Poznan Project. – Problem dotyczył wielkiej ilości osób poszukujących swoich przodków, bo jak widać w XIX wieku powszechnie pomijano miejscowość pochodzenia we wszelkiego rodzaju dokumentach wystawianych w USA, zadowalając się generalnym określeniem regionu pochodzenia.
Mapa Wielkiego Księstwa Poznańskiego (wyd. Andrzej Słowaczyński, Paryż 1844)
Wybrać czas i miejsce
Poszukiwania amerykańskich, a także australijskich i niemieckich genealogów, miały utknąć w martwym punkcie za sprawą słowa „Posen”. Stało się jednak inaczej.
Kiedyś przyszło mi do głowy, że gdyby zindeksować śluby z wszystkich ponad 500 parafii Wielkiego Księstwa Poznańskiego i stworzyć wyszukiwarkę, to każdą parę małżeńską pochodzącą z tego regionu można by odnaleźć za jednym kliknięciem – wspomina Łukasz Bielecki.
Tak narodził się Poznan Project1. Jego zaletą są ściśle określone ramy terytorialne i chronologiczne. Początkowo miał obejmować małżeństwa z lat 1835–1884, później rozszerzono widełki do lat 1820–1889. Z pewnością wielu genealogów wolałoby szersze ramy czasowe, zwłaszcza, że objęcie kwerendą jeszcze jednej księgi metrykalnej nie stanowi większego problemu. Inni woleliby bazę danych obejmującą także chrzty i zgony. Znajdą się także osoby, które chciałyby mieć w Poznan Project nie tylko daty roczne, ale i dzienne.
Na szczęście wytyczne projektu są przestrzegane i dzięki temu liczy sobie już ponad pół miliona małżeństw. Dla pierwotnego zakresu lat 1835–1884 zindeksowano już 75% parafii katolickich i blisko 30% ewangelickich. Wydaje się być kwestią czasu, kiedy baza stanie się kompletna. Z przyczyn niezależnych nie będzie obejmować wszystkich małżeństw. Część ksiąg metrykalnych, zwłaszcza ewangelickich, zaginęła, szczególnie w 1945 roku – zwraca uwagę Łukasz Bielecki. – Dla okresu około 1880 roku (Kulturkampf) są też luki w księgach metrykalnych naszego regionu, związane z wakatami w parafiach – dodaje.
Strona wyszukiwania Poznan Project
Mimo wszystko zachowane księgi metrykalne z ponad pół tysiąca parafii to ogromny materiał do przerobienia. Początkowo w latach 2000–2006 indeksowaniem zajmowały się głównie osoby ze Stanów Zjednoczonych, Australii i Niemiec, dysponujące skanami odpowiednich metryk. Wyszukiwarka stworzona w 2006 roku przez Macieja Głowiaka spowodowała wzrost popularności Poznan Project, zwłaszcza wśród osób z Polski. W indeksowanie metryk zaangażowało się w sumie ponad sto osób. Najaktywniejsze mają na koncie 50 000 wypisów!
A gdzie są historycy?
Genealogia jest obecnie najpopularniejszym przejawem zainteresowania się przeszłością. Przodków szukają ludzie różnych profesji, często odległych od historii, i w różnym wieku. Wystarczy zwrócić uwagę na koordynatorów Poznan Project. Łukasz Bielecki jest z wykształcenia biochemikiem, w 2000 roku obronił pracę doktorską pt. Analiza konformacyjna modyfikowanych DNA i RNA metodami symulacji dynamiki molekularnej. Maciej Głowiak skończył informatykę na Politechnice Poznańskiej.
Poznan Project to baza, która ma pomagać w szukaniu przodków. I pomaga. Wystarczy zajrzeć na forum Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego „Gniazdo”. Szaleję w tej chwili ze szczęścia. I płaczę... Znalazłam przed momentem swoich pradziadków – napisała jedna z użytkowniczek. – Gdzie znalazłam? W Project Poznan. To nie jedyny tego typu wpis, chociaż większość z nich jest może nieco bardziej powściągliwa. Jednak każdy genealog-pasjonat, gdy po kilku lub kilkunastu latach poszukiwań odnajduje „brakującego” przodka, odczuwa wielką radość i satysfakcję. Wiele osób zawdzięcza to wyjątkowe uczucie właśnie wolontariuszom z Poznan Project.
Spodziewałem się, że tak wielki projekt wzbudzi zainteresowanie zawodowych historyków, którzy przecież nieraz pracują na księgach metrykalnych. Poznan Project już powinien odgrywać pewną rolę w badaniu rodzin wielkopolskich czy zasłużonych postaci z tego regionu. Jego znaczenie powinno rosnąć z upływem lat – baza nie tylko się rozrasta, ale na bieżąco są przeprowadzane kwerendy w celu usunięcia ewentualnych pomyłek w odczycie nazwisk.
Nie przypominam sobie kontaktu ze strony historyków-naukowców – rozwiewa moje złudzenia Łukasz Bielecki. – Być może jednak takowi korzystają z bazy prywatnie – dodaje.
Gdzie tkwi wyjątkowość?
W Internecie pojawiają się kolejne polskie indeksy ksiąg metrykalnych. Niektóre mają mieć zasięg ogólnopolski. Starają się ogarnąć jak najwięcej danych, ale znalezienie tam ewentualnego przodka jest kwestią szczęścia – trzeba liczyć, że ktoś zabrał się za daną parafię. W Poznan Project jest inaczej. Jeżeli mój praszczur pochodził z Wielkopolski i ożenił się tam między 1820 a 1889 rokiem, znajdzie się w bazie albo już w niej jest, albo nie zachowały się odpowiednie księgi metrykalne.
Znaczenie Poznan Project tkwi nie w robiących wrażenie pół milionach wpisów, ale w owych mniej efektownych około 70%. Pozostaje trzymać kciuki, by ta liczba wciąż rosła.
Przypis
1 Pełna nazwa (w języku angielskim) to Poznan Marriage Indexing Project.
Zobacz też:
- Małgorzata Nowaczyk – „Poszukiwanie przodków. Genealogia dla każdego”
- W poszukiwaniu własnych korzeni — Poradnik dla początkującego genealoga
- W poszukiwaniu własnych korzeni — Poradnik dla początkującego genealoga cz. 2
- W poszukiwaniu własnych korzeni — Poradnik dla początkującego genealoga cz. 3
Redakcja: Roman Sidorski
Korekta: Justyna Piątek
Członek redakcji portalu „Histmag.org”. Absolwent prawa i amerykanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorant w Instytucie Historii UJ. Stypendysta Collegium Invisibile. Zajmuje się głównie historią Śląska Cieszyńskiego. Publikował artykuły m.in. na łamach „Pamiętnika Cieszyńskiego” i „Kalendarza Cieszyńskiego”. Współautor monografii Cieszyna, która ukaże się w 2010 roku.
Komentarze
2010-07-31 22:59 | Gość: Historyk-archiwista
Proszę Państwa !!
Z wielką rezerwą radzę podchodzić do informacji dotyczących wpisów na portalu Poznan Project, bowiem baza ta zawiera bardzo wiele błędów. Moja opinia nie jest bezpodstawna. Znam kilka osób, które zbierają informację dla Poznan Project, niestety nie potrafią one dobrze odczytywać pisma pisanego gotykiem, nie mówiąc już o odczytywaniu ręcznego pisma niemieckiego. Tu właśnie popełniają wiele przeinaczeń i przekręceń. Tak to jest jeśli grupa amatorów bierze się do czegoś czego tak naprawdę nie potrafią dobrze zrobić. Szkoda czasu i pieniędzy. Pół biedy jeśli zebrane wypisy z ksiąg wykorzystywane są tylko do domowych drzew genealogicznych przez osoby zajmujące się ich wynotowywaniem. Bowiem nie ważne, że nazwisko np. Komierowski odczytane jest jako Kmierowski, Kmierkowski, Komierkowski itp. Gorzej niestety jest kiedy korzystają z tego typu baz bezkrytycznie pozostałe osoby. Wówczas jest tak, że włączają oni do rodziny dziadka, które de fakto nim nie jest !!! To tyle. Pozdrawiam i przestrzegam !!
2010-08-01 11:34 | Lata Błądzenia
Zaletą bazy małżeństw z dawnej Prowincji Poznańskiej dla lat 1820-1889 jest rzesza ponad stu wolontariuszy wkładających w to mnóstwo swojego wolnego czasu i pracy, wyszukiwarka (z algorytmem do rozpoznawania fonetycznie i grafologicznie podobnych nazwisk) oraz zdobyte doświadczenia w ponad 10. letniej pracy nad „Projekt Poznan”.
Prace nad Projektem rozpoczęły się w listopadzie 1999 roku informacją na różnych grupach genealogicznych. Trzeba wiedzieć, iż jest to bardzo żmudna praca. Początkowo pomysł indeksacji nie znalazł zainteresowania w naszym kraju i ruszył w efekcie z czysto amerykańskim gronem ochotników, tych co mogli i chciało im się chcieć. Fakt, iż dane wpisywane były na początku głównie przez Amerykanów, którzy nie zawsze znali dobrze specyfikę polskiego alfabetu (stąd częste "t" zamiast "ł"), spowodował iż w nazwiskach jest sporo błędów i literówek. Jeśli nałożyć na to pismo sprzed 150 i więcej lat, a także różne charaktery pisma, dostajemy często coś, co może być dosyć dalekie od oryginału (choć w pewnym stopniu podobne). Docelowo realizatorzy Projektu zamierzają zweryfikować zapisy i poprawić błędy w już istniejących danych. Im więcej ochotników do indeksowania z Polski włączy się do realizacji Projektu, tym szybciej będzie on DOSKONAŁY.
Łukasz Bielecki, koordynator Projektu, przyjął założenie dążące do tego, żeby indeksy odzwierciedlały dokładnie pisownię podaną w oryginalnym akcie ślubu, przynajmniej o ile jest ona czytelna. Jeśli zapis jest trudny do odczytania i niemożliwy do wiernego oddania, to oczywiście trzeba podać jakąś uprawdopodobnioną wersję. Choć kwestia ta może być kontrowersyjna, taki punkt widzenia jest właściwy dla opracowywania źródła historycznego. Jeśli indeksujący czy weryfikator chciałby zwrócić uwagę, że pisownia nazwiska w akcie jest wg niego błędna, lub też, że współcześnie używa się innej, zawsze może to zaznaczyć w pozycji "Uwagi". Dostarczając poszukującym formy nazwiska faktycznie zapisanej w akcie, pozwala Projekt wzbogacić ich wiedzę także o zmienności nazwisk w XIX wieku, a czasem odkryć nieznane do tej pory gałęzie rodzin o nieznacznie zmienionej pisowni.
Również pozdrawiam –
Lidia M. Nowicka
2010-08-01 22:01 | Gość: Historyk-archiwista
Szanowna Pani !!
Po części zgadzam się z Pani opiniami. Choć problem tkwi w tych ,,ochotnikach" i ,,wolontariuszach", którzy mimo szczerych chęci nie radzą sobie z odczytywaniem i powielają błędy lub nawet je ,,udoskonalają" Tak więc nie jest to zaleta BAZY !! Oprócz tego ,,Poznań Projekt" nigdy nie będzie jak Pani pisze ,,DOSKONAŁY".
Pisze Pani dalej tak ,,Łukasz Bielecki, koordynator Projektu, przyjął założenie dążące do tego, żeby indeksy odzwierciedlały dokładnie pisownię podaną w oryginalnym akcie ślubu, przynajmniej o ile jest ona czytelna. Jeśli zapis jest trudny do odczytania i niemożliwy do wiernego oddania, to oczywiście trzeba podać jakąś uprawdopodobnioną wersję."
Tutaj się nie zgadzam wszystko jest do odczytania ale przez osoby, które się na odczytywaniu takiego pisma znają i mają wieloletnią praktykę w pracy na tego typu tekstami.
A szczególnie przeraża mnie określenie ,,podać jakąś uprawdopodobnioną wersję" !! To nie jest archeologia doświadczalna !! tylko namacalna historia !! Dlatego też bardzo przestrzegam przed tzw. ,,indeksującymi czy weryfikatorami" !!.
Na odrębną uwagę zasługuje sprawa praw autorskich do tego typu baz, wykorzystywania zebranych danych do celów komercyjnych itp. Ale to temat na odrębną wielowątkową dyskusję.
Pozdrawiam !!
2010-08-02 00:10 | Gość: Małecki1
PROJEKT POZNAŃ jest bardzo pożyteczny, mimo ułomności wynikających z tego, kto go wypełnił treścią. Moje prababki odczytano: Taczak(zamiast TACIAK, a w Śremie z tego okresu jest dużo właśnie Taciaków) i Piatek(zamiast Płatek), ale znając imiona można łatwo ich zidentyfikować. Gorzej, że przy braku imion ich rodziców w aktach ślubów, nie znając miejsca ich urodzenia bardzo trudnym się staje poszukiwanie wcześniejszych przodków, bez upublicznienia aktów chrztów, gdzie jednak prawie zawsze są imiona i nazwiska rodziców. Szczególnie przy popularnych w tym terenie nazwiskach, jak moje. Ale za to co zrobiono w internecie dla"rewitalizacji"naszych przodków trzeba wyrazić uznanie.
2010-08-02 11:40 | Lata Błądzenia
Drogi Gościu Historyku-Archiwisto,
być może, iż „wszystko jest do odczytania ale przez osoby, które się na odczytywaniu takiego pisma znają i mają wieloletnią praktykę w pracy na tego typu tekstami”. Problem jednak w tym, że specjaliści owi nie garną się tłumnie do wykonywania za darmo tego ogromu bardzo trudnej i żmudnej pracy pro publiko bono, a na opłacenie ich wysiłków nikt nie chce łożyć środków. Gdybyśmy więc czekali na „lepsze czasy” nie byłoby dziś tych ponad pół miliona niedoskonale, ale jednak, zindeksowanych małżeństw z dawnej Prowincji Poznańskiej dla lat 1820-1889, do których mamy wszyscy za darmo dostęp dzięki „Projekt Poznan”.
Pozdrawiam serdecznie –
Lidia M. Nowicka
2010-08-03 21:16 | Gość: Historyk-Anty-Archiwista
Panie Historyk-Archiwista!
Narzekać jest zawsze łatwo, pomagać trudniej. Pewnie, najlepiej siedzieć na tyłku i tylko czekać na państwowe pieniądze z naszych podatków za przysłowiowe nic nie robienie. Widać historyk z Pana żaden, skoro nie potrafi Pan docenić ogromu pracy włożonej w przygotowanie i prowadzenie Poznan Project i olbrzymiej wartości także naukowej. Jakiej - choćby statystycznej dotyczącej liczby ślubów w poszczególnych regionach, imion, używanych nazwisk, itd. Aby unaocznić Panu problem, polecam proste zadanie - znaleźć pradziadków mieszkających "gdzieś w Wielkopolsce" w XIX wieku nie znając parafii ani daty ślubu. Ale - wtedy polska "NAUKA" miałaby z Panem spokój, bo przez resztę życia byłby Pan zajęty ślęczeniem nad księgami (nie wspomnę o pieniądzach za korzystanie z archiwum - przepraszam, Naukowcy jak Pan pewnie nie płacą...). Może byłoby to z pożytkiem także dla internetu, bo nie pisał by Pan głupot pod artykułami.
Nazwiska są - i tu się zgodzę - oczywiście często błędne i przeinaczone. Część błędów popełniali jeszcze księża przy zapisywaniu (hańba!), a część oczywiście indeksujący. Tylko czy ma to większe znaczenie czy odczyta się Komierowski, Kmierowski, Kmierkowski czy Komierkowski - przecież każdy widzi, że kiedy zgadzają się imiona i nazwisko jest podobne w 80-90% to szansa że znaleziony wpis dotyczy poszukiwanych przez nas osób jest bliska pewności. I wtedy - uwaga, bo być może Pan tego nie wie, być może nie był Pan zbyt pilnym studentem historii czy archiwistyki - TRZEBA iść do archiwum odnaleźć dokument źródłowy, bo tylko w ten sposób będzie Pan w stanie potwierdzić zgodność danych i być może znaleźć dalsze akty (np. urodzenia dzieci).
No i coś się Pan tak uczepił tego gotyku? Przecież olbrzymia większość materiału zgromadzonego w Poznan Project to księgi parafii rzymsko-katolickich, a więc... tak! ksęgi prowadzone po łacinie!!! Mógłbym pomyśleć, że miał Pan na myśli księgi ewangelickie (tym bardziej, że przecież Komierowski to typowo niemieckie nazwisko, prawda?), ale Pewnie w ogóle nie dostrzegł Pan, że Poznan Project zawiera też księgi ewangelickie, co? Tak to jest, jak próbuje się udowodnić swoją tezę i ważność poprzez krytykę innych, nie ruszając palcem aby wspierać tego typu darmowe, otwarte inicjatywy. Skoro dysponuje Pan taką wiedzą i - jak przypuszczam - doskonałą umiejętnością odczytywania gotyku, proszę może zacząć od uzupełniania błędów za pomocą komentarzy pod aktami. Później może się Pan włączyć w indeksację, albo korektę. Tylko że to się odbywa ZA DARMO, nikt tutaj groszem nie sypnie. To nie projekt komercyjny.
Przy okazji - nie rozumiem Pana stwierdzenia o prawach autorskich. Czy tworząc indeks publicznych ksiąg za zgodą lub chociażby brakiem sprzeciwu ze strony archiwów, łamie Pan prawo? Widzę, że na wykładach z prawa też Pan nie uważał. A szkoda.
W ogóle szkoda nerwów. A i jeszcze jedno: "wykorzystywane są tylko do domowych drzew genealogicznych przez osoby zajmujące się ich wynotowywaniem". Widzę, że odczuwa Pan głęboką i profesjonalną pogardę dla amatorów szukających swoich korzeni rodzinnych a przy okazji tworzących całą masę opracowań i zestawień, z których potem może Pan bezkarnie i darmowo korzystać.
2010-08-03 21:38 | Lata Błądzenia
Drogi Gościu Historyku-Archiwisto,
mam serdeczną prośbę o nie podawanie do publicznej widomości zasłyszanych gdzieś, jednak nie sprawdzonych wiadomości. Szkodzi to nie tylko serwisowi „Histmag.org” lecz krzywdzi też twórców opisanego w artykule „Poznan Project”.
Okazuje się, że w bazie danych Projektu w ogóle nie występują błędnie
zapisane nazwiska, które Pan podał.
Ponadto wiadomo mi, iż ręczny gotyk prawie w ogóle nie występuje w aktach które
są indeksowane, w każdym razie nie tych dotyczących małżeństw katolickich.
A już całkiem niestosowne jest wygłaszanie tezy: "szkoda czasu i PIENIĘDZY" - jakby Projekt dostawał jakiekolwiek, np. publiczne, pieniądze. Jedyne pieniądze to prywatny CZAS, tych tak mało przez Pana cenionych ponad stu osób zaangażowanych w indeksację, którym dla realizacji Projektu go nie szkoda.
Gościu Historyku-Archiwisto, co innego gdy krytyka jest rzetelna i konstruktywna, czym innym jest jednak takie „bezinteresowne” wprowadzanie w błąd Czytelników „Histmag.org”.
Przypomnę jeszcze słowa Poetki: „Nie narzekaj, narzekając niszczysz siebie i innych” (Maria Jasnorzewska-Pawlikowska).
Pozdrawiam z nadzieją na wiarygodne, w przyszłości, komentarze w naszym serwisie –
Lidia M. Nowicka
2010-08-03 22:38 | Gość: Łukasz Bielecki
Szanowni Państwo,
Apeluję o nieuleganie emocjom, sprawa nie warta tego, by otwierać nowy front wojny polsko-polskiej :)
Podzielam niektóre zastrzeżenia Historyka-Archiwisty. Sam zresztą przy wielu okazjach powtarzałem, że odnalezienie czegoś w Projekcie jest tylko wskazówką i ZAWSZE należy dotrzeć do pierwotnego źródła. Projekt to umożliwia, podając lokalizację dokumentu oryginalnego, należy więc udać się do archiwum lub w inny sposób uzyskać informację z oryginału. Zgadzam się, że ktoś, kto doda sobie do drzewa przodka tylko na podstawie tego, co mu wyjdzie z internetu (nie dotyczy to zresztą tylko naszej wyszukiwarki), postępuje nieprofesjonalnie.
Faktem jest, że spory procent wpisów w Projekcie zawiera przekłamania, wynikające (na ogół) z niewystarczającej precyzji odczytu osób indeksujących. Tym niemniej Projekt nie aspiruje do kategorii opracowania naukowego i stawianie tak wysoko poprzeczki ochotnikom jest nieco nie fair. Problem czy szklanka jest do połowy pusta, czy pełna jest problemem odwiecznym. Chyba wszyscy się zgodzą, że nasza baza danych, w której jednak 70-90% wpisów podanych jest POPRAWNIE (ocena będzie się różnić zależnie od szczegółowych kryteriów) - i tak jest dość poważną pomocą naukową w poszukiwaniach. Spośród wpisów błędnie odczytanych, przeważająca większość da się też dość łatwo zidentyfikować dzięki mechanizmowi wyszukiwania podobieństwa. Szeroko zakrojony program korekty pozwala mieć nadzieję, że procent błędów spadnie w przyszłości do wartości kilkuprocentowych. O szczegółach technicznych oraz przyjętej metodologii indeksacji można by jeszcze długo - zapraszam do dyskusji na forum WTG Gniazdo.
Pozdrawiam,
Łukasz Bielecki
2010-08-03 23:14 | Michał Świgoń
Panie Łukaszu,
korzystając z okazji - gratuluję naprawdę fajnej, oddolnej inicjatywy. Życzę powodzenia w rozwijaniu projektu.
Michał Świgoń
redaktor naczelny Histmag.org
2010-08-05 11:24 | Gość: Historyk-Archiwista
Wielce Szanowna Pani !!
,,mam serdeczną prośbę o nie podawanie do publicznej widomości zasłyszanych gdzieś, jednak nie sprawdzonych wiadomości. Szkodzi to nie tylko serwisowi „Histmag.org” lecz krzywdzi też twórców opisanego w artykule „Poznan Project”.
Szanowna Pani !! Nie zasłyszane tylko potwierdzone i pewne. Więc proszę nie uprawiajmy tutaj niesmacznej propagandy tylko bez emocji ustosunkowujmy się do faktów. Wiem, że niekiedy prawda boli jednak takie jest życie i zasady nauki, która mówi m.in., że lipy nie akceptujemy !! Nie podważam całego dorobku rzeszy genealogów amatorów. Jednak odrobina samokrytyki powinna być !!
,,Okazuje się, że w bazie danych Projektu w ogóle nie występują błędnie
zapisane nazwiska, które Pan podał”.
Szanowna Pani !! Należy czytać uważnie to co piszę a jest tak ,,Bowiem nie ważne, że nazwisko np. Komierowski”.
,,Ponadto wiadomo mi, iż ręczny gotyk prawie w ogóle nie występuje w aktach które
są indeksowane, w każdym razie nie tych dotyczących małżeństw katolickich”. Odkrywcze stwierdzenie !!
No i tu szanowna Pani pokazała swój brak wiedzy na w/w temat. Stwierdzenie ,,wiadomo mi, iż ręczny gotyk prawie w ogóle nie występuje w aktach które są indeksowane, w każdym razie nie tych dotyczących małżeństw katolickich”. Jest karygodnym błędem !!
Bowiem Urzędy Stanu Cywilnego pojawiły się na ziemiach zaboru pruskiego w 1874 r. (od 1 października). Przedmiotem rejestracji były: urodzenia, śluby i zgony. Notowano każde wyznanie (katolicy ewangelicy, wyznanie mojżeszowe). Więc bardzo proszę sięgnąć do pierwszej lepszej literatury zanim zacznie Pani wprowadzać w błąd szanownych czytelników Histmaga. I tutaj mamy także odpowiedź do wszystkich innych dokonujących wpisów. Jeśli nie posiada się elementarnych wiadomości z zakresu genealogii to jak można współtworzyć vel pomagać robić tego typu bazy. Owszem niech pomagają osoby, które wiedzą chociażby jakie zasady rejestracji obwiązywały w zaborze pruskim.
,,A już całkiem niestosowne jest wygłaszanie tezy: "szkoda czasu i PIENIĘDZY" - jakby Projekt dostawał jakiekolwiek, np. publiczne, pieniądze. Jedyne pieniądze to prywatny CZAS, tych tak mało przez Pana cenionych ponad stu osób zaangażowanych w indeksację, którym dla realizacji Projektu go nie szkoda”.
Szanowna Pani !! Należy czytać uważnie to co piszę. "szkoda czasu i PIENIĘDZY" tej grupy genealogów amatorów, którzy jeżdżą po archiwach i parafiach.
Gościu Historyku-Archiwisto, co innego gdy krytyka jest rzetelna i konstruktywna, czym innym jest jednak takie „bezinteresowne” wprowadzanie w błąd Czytelników „Histmag.org”.
Przypomnę jeszcze słowa Poetki: „Nie narzekaj, narzekając niszczysz siebie i innych” (Maria Jasnorzewska-Pawlikowska).
w/w zdań nie warto komentować
Serdecznie Panią pozdrawiam !!
Historyk-Archiwista
2010-08-05 11:24 | Gość: Historyk-Archiwista
Wielce Szanowny Panie !!
,,Widać historyk z Pana żaden, skoro nie potrafi Pan docenić ogromu pracy włożonej w przygotowanie i prowadzenie Poznan Project i olbrzymiej wartości także naukowej”.
Hm zdumiewające zdanie !! To muszę być wg Pana historykiem (tylko zastanawiam się jakim, skoro nie żadnym ? ) żeby docenić ogrom pracy. A niby dlaczego ? Nauka Szanowny Panie to wolność wypowiedzi !! I jeśli coś mnie się nie podoba to piszę o konkretach a nie wypisuję slogany i frazesy
,,Unaoczniony przez Pana problem” rzeczywiście jest !! W tego typu bazach. Brawo za spostrzegawczość !! Pozostałych stwierdzeń nie warto komentować szkoda czasu
Szanowny Panie serdecznie dziękuję za genialną w swej prostocie radę , że trzeba ,,iść do archiwum odnaleźć dokument źródłowy […]” tylko nie trzeba kończyć studiów, żeby takie rzeczy wiedzieć
No i tu szanowny Pan pokazał swój brak wiedzy na w/w temat. Podaje Pan błędne wiadomości !! Baza dotyczy małżeństw z dawnej Prowincji Poznańskiej dla lat 1820-1889 tak ? I tu wystarczy ciut pomyśleć i mieć elementarną wiedzę na wspomniany temat Jednak szybko wytłumaczę Panu o co chodzi, żeby wiedział Pan na przyszłość Bowiem nadmiar wiedzy jeszcze nikomu nie zaszkodził !!
Otóż Urzędy Stanu Cywilnego pojawiły się na ziemiach zaboru pruskiego w 1874 r. (od 1 października). Przedmiotem rejestracji były: urodzenia, śluby i zgony. Notowano każde wyznanie (katolicy ewangelicy, wyznanie mojżeszowe). Więc bardzo proszę sięgnąć do pierwszej lepszej literatury zanim zacznie Pan wprowadzać w błąd Szanownych czytelników Histmaga. WSZYSTKIE WPISY DOKONYWANE BYŁY PO NIEMIECKU GOTYKIEM !! Widać, że nie widział Pan na oczy żadnej księgi z USC !!
I tutaj mamy także odpowiedź do wszystkich innych dokonujących wpisów pod artykułem. Jeśli nie posiada się elementarnych wiadomości z zakresu genealogii to jak można współtworzyć vel pomagać robić tego typu bazy ???. Owszem niech pomagają osoby, które wiedzą chociażby jakie zasady rejestracji obwiązywały w zaborze pruskim.
Szanowny Panie !! Takie czasy nic dziś za darmo nie ma !!! No chyba, że Pan uprawia wolontariat w co szczerze wątpię
,,Przy okazji - nie rozumiem Pana stwierdzenia o prawach autorskich. Czy tworząc indeks publicznych ksiąg za zgodą lub chociażby brakiem sprzeciwu ze strony archiwów, łamie Pan prawo? Widzę, że na wykładach z prawa też Pan nie uważał. A szkoda”.
To jakie studia jeszcze mam skończyć ? może jeszcze biologię albo pokrewną dziedzinę, bo na niektórych księgach są różne rodzaje grzybów. Do tego dorzucę konserwację papieru i skóry , bo księgi zniszczone Jak ma Pan jeszcze jakieś pomysły nt. edukacji proszę pisać !!
Serdecznie Pana pozdrawiam !!
Historyk-Archiwista
2010-08-05 20:21 | Lata Błądzenia
Drogi Gościu Historyku-Archiwisto,
dziękuję, że zadał Pan sobie trud wyjaśnienia wcześniejszych komentarzy do zamieszczonego artykułu.
Byłam przekonana, że podane przez Pan nazwiska są przykładem przekłamań w bazie Projektu, a nie pierwszego lepszego przekręconego nazwiska jakie przyszło Panu na myśl.
W pełni podzielam Pańską opinię, iż z zasobów Internetu nie należy korzystać bezkrytycznie. Wszelkie informacje rozsądnie jest weryfikować. A jeżeli chodzi o dane udostępnione przez „Poznan Project”, jego twórcy publicznie przestrzegają, że około 30 procent wpisów w Projekcie zawiera przekłamania, i że „ZAWSZE należy dotrzeć do pierwotnego źródła”.
W pozostałych kwestiach pozwolę sobie nadal różnić się z Panem nie przestając jednak permanentnie uzupełniać swojej niedostatecznej wiedzy.
Również serdecznie pozdrawiam –
Lidia M. Nowicka
2010-08-06 11:17 | Gość: Małecki
Szanowni Państwo!
Zarówno do stwierdzenia pani Lidii: "wiadomo mi, iż ręczny gotyk prawie w ogóle nie występuje w aktach które są indeksowane, w każdym razie nie tych dotyczących małżeństw katolickich”, popartego przez pana Historyka-Anty-Archiwistę, jak i do riposty w wykonaniu pana Historyka-Archiwisty wkradły się niezasłużenie kwantyfikatory ogólne.
Otóż:
1. Łacina nie była jedynym językiem, którym posługiwała się XIX-wieczna kancelaria parafialna. Spory odsetek stanowią zapisy w języku polskim. Metryki prowadzono też w języku niemieckim, w przynajmniej dwudziestu kilku parafiach katolickich wchodzących w zakres indeksacji, ościennych, głównie z terenu Pogranicza Poznańsko-Zachodniopruskiego; słowem - na terenach ze znaczną przewagą ludności niemieckojęzycznej.
2. Poznań Project gromadzi jedynie dane z ksiąg parafialnych, zaś w ich braku - z duplikatów sporządzanych dla sądów powiatowych (wówczas zaznacza się to w uwagach na stronie
http://bindweed.man.poznan.pl/posen/data/baza.php). Podstawową jednostką operacyjną Projektu jest urząd parafialny. Akta generowane przez prowadzone od 1874 roku pruskie Urzędy Stanu Cywilnego nie były jak dotąd przedmiotem zainteresowania Projektu. Złożyło się na to kilka przyczyn, m.in. rozbieżność terytorialna USC i parafii oraz różnice między szablonami metryk.
3. Indeksacja danych z aktu małżeństwa sporządzonego w języku niemieckim - tak z parafii katolickiej, ewangelickiej czy z pruskiego USC - nie zawsze wymaga umiejętności odczytywania pisma gotyckiego. Z prostej przyczyny: nawet jeśli akt sporządzano w formie narracyjnej, nazwy własne (a więc jedyne dane alfabetyczne wprowadzane przez osobę indeksującą) często wyróżniano za pomocą pisma łacińskiego. Z podobną praktyką (jednak z reguły z pominięciem imion rodziców zaślubionych) można się spotkać studiując metryki prowadzone cyrylicą z terenu Królestwa Kongresowego.
Jako jeden z wolontariuszy Projektu dziękuję za jego popularyzację wszystkim osobom biorącym udział w niniejszej dyskusji, jak również portalowi Histmag.org za jej umożliwienie oraz za artykuł. Za Łukaszem zachęcam do przeniesienia rozmowy na forum WTG Gniazdo:
http://www.wtg-gniazdo.org/forum/viewtopic.php?f=1&t=592&start=540
Pozdrawiam,
Bartosz Małecki
2010-08-06 15:53 | Lata Błądzenia
Panie Bartoszu,
z wdzięcznością i niekłamaną pokorą przyjmuję Pańską krytykę dla mojego popędliwego zachowania się w dyskusji. Inaczej jednak skłonnym się jest przyjąć argumenty wyrażane, jak w Pańskiej wypowiedzi, w formie życzliwej, konstruktywnej krytyki, a inaczej gdy wypowiadane są anonimowo i na dodatek jak ja to odebrałam, w napastliwy sposób.
Przepraszam Gościa Historyka-Archiwistę za to, że moje wypowiedzi nie ograniczyły się jedynie do wymiany argumentów merytorycznych, bez zabarwienia emocjonalnego, lecz do żywego zabolały mnie słowa: „[…] jeśli grupa amatorów bierze się do czegoś czego tak naprawdę nie potrafią dobrze zrobić. Szkoda czasu i pieniędzy”. Bardzo sobie cenię zarówno autorów Projektu, jak i bezinteresowne zaangażowanie tak mało przez Pana docenianych amatorów i wolontariuszy.
Mam szczerą nadzieję, iż w przyszłości jeśli dojdzie między nami do wymiany poglądów, odbędzie się to w życzliwszych klimatach :D.
Łączę pozdrowienia –
Lidia M. Nowicka
2010-08-06 16:26 | Gość: Historyk-Archiwista
Szanowna Pani !!
Grunt no merytoryczna dyskusja, choć czasami poniesie jednego czy drugiego wpisującego posty. Cóż tak to jest i tyle !! Jednak mam nadzieję, że chwilami być może nazbyt emocjonalna dyskusja nie wpłynie na dalszą konstruktywną wymianę poglądów. Życzę Pani wszystkiego dobrego oraz wiele cierpliwości w odkrywaniu kolejnych kart rodzinnej genealogii :D
2010-08-22 19:58 | Gość: gość: Marlis
Panie Łukaszu, bez "Poznań Projektu" nie wiedziałbym do dziś skąd pochodzę. Wprawdzie chyba zawaliła się przy okazji rodzinna legenda, ale zyskałem za to wiele pewności, że idę dobrą drogą bo potwierdziłem informacje zebrane przez wolontariuszy w innych źródłach - do których trafiłem też poprzez dodatkowe informacje zawarte w materiałach "Poznań Projektu" uważnie je studiując. Co do uwag poczynionych przez "Historyka-Archiwistę", uważam że mając wiele racji zawodowych, jako naukowiec się nie popisał - ogólnikami już operowali nas lepsi od Niego profesorowie. Proszę pamiętać Panie Łukaszu, że "Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą" nawet jeśli dotyczy to walki prowadzonej przez wolontariat.
