Zauważyliśmy, że prawdopodobnie przeglądasz naszą stronę blokując wyświetlanie reklam. Wpływy z ich emisji stanowią główne źródło przychodu portalu, dlatego prosimy Cię o ich odblokowanie. Unikamy wszelkich natrętnych form reklamy. Możesz również alternatywnie wesprzeć nas przez darowiznę na rzecz Histmag.org lub zakupy w naszym sklepie.

Bitwa pod Kłuszynem (4 lipca 1610). Wielki triumf polskiego oręża

Dokładnie 405 lat temu rozegrała się bitwa pod Kłuszynem. Odniesione tam zwycięstwo należy do największych w dziejach polskiego oręża. Niewielka armia polska dowodzona przez hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego rozbiła wielokrotnie liczniejsze wojska moskiewsko-szwedzkie. Ta błyskotliwa wiktoria otworzyła Polakom drogę do stolicy państwa carów – Moskwy.

Stanisław Żółkiewski (portret z XVII wieku) W XVI wieku Wielkie Księstwo Litewskie straciło na rzecz państwa moskiewskiego wiele terytoriów. Należała do nich Smoleńszczyzna wraz z potężnie ufortyfikowanym Smoleńskiem. Leży on w przesmyku między Dźwiną a Dnieprem, dzięki czemu miał on ogromne znaczenie strategiczne – kontrola nad nim pozwalała z jednej strony bezpośrednio zagrozić centralnym ziemiom litewskim, z drugiej zaś otwierała drogę na Moskwę. Z tego powodu współcześni historycy wojskowości nazywają Smoleńsk „bramą wschodnią”, podobnie jak Kamieniec Podolski określa się jako „bramę południową” skąd nieprzyjaciel mógł skierować swoje siły w głąb Korony.

Tło polityczne

Po śmierci Dymitra Samozwańca i rzezi towarzyszących mu Polaków w 1606 roku, zorganizowano komisję, która doprowadziła do podpisania prawie czteroletniego rozejmu między obydwoma państwami. Strona Moskiewska zobowiązała się do nie zawierania sojuszy z wrogami Rzeczypospolitej oraz uznania wszystkich tytułów królewskich (w tym szwedzkiego) Zygmunta III. Polski król nie zaakceptował jednak tego traktatu, zalecił bowiem, aby rozejm został podpisany na nie więcej niż dwa lata.

Przeczytaj również:

Tymczasem na scenie politycznej Rosji pojawił się człowiek, który podawał się za cudownie ocalałego Dymitra i uzurpował sobie prawo do tronu. Przez współczesnych sobie nazywany był pogardliwie „łżedymitrem” bowiem wiadomym było, że jego pretensje to czysta farsa. Mimo to jego wojska coraz bardziej rosły w siłę, a Szujski czuł się zagrożony i szukał sojusznika. Znalazł go w Szwecji. W układzie podpisanym w Wyborgu na początku 1609 roku strona moskiewska zobowiązała się do prowadzenia ze Szwecją wspólnej polityki wobec Rzeczypospolitej, zaś car ponownie ogłosił się księciem połockim (Połock został odbity z rąk moskiewskich jeszcze przez Stefana Batorego), co jawnie naruszało rozejm z państwem polsko-litewskim.

Wokół wypowiedzenia wojny przez Zygmunta III w 1609 roku narosło wiele mitów. Starsza historiografia zarzucała mu, że zrobił to bez zgody sejmu i wbrew racji stanu państwa. Współcześni historycy podkreślają jednak, że prawo nie zabraniało monarsze rozpoczynać wojny ofensywnej bez zgody sejmu, dopiero konstytucja z 1616 roku wprowadziła taki zakaz. Po drugie wskazują, iż rozbicie sojuszu moskiewsko-szwedzkiego, jak również możliwość odzyskania Smoleńska, leżały w interesie Rzeczypospolitej. Prawdą jest jednak, że Zygmunt III widział w podporządkowaniu sobie Moskwy szansę na odzyskanie tronu w Sztokholmie.

Car Wasyl Szujski (portret nieznanego autorstwa ze zbiorów Państwowego Muzeum Historycznego w Moskwie, XVII wiek) Sojusz polityczno-militarny Szujskiego i Karola IX był skutkiem istniejącego w regionie stosunku sił. Zarówno Szwecja, jak i Moskwa, były zbyt słabe, aby mierzyć się w pojedynkę z Rzeczpospolitą, jednak połączone mogły stać się dla niej poważnym problemem.

Zygmunt III postanowił w związku z tym podjąć interwencję zbrojną. Możliwe, że pomysł taki narodził się w umyśle monarchy już w 1606 roku. Król doskonale zdawał sobie sprawę ze słabości państwa moskiewskiego i widział w tym dogodną okazję do działania, jednak ze względu na wybuch rokoszu Zebrzydowskiego wszelkie plany należało odłożyć na bok. Pragnę podkreślić, że nie ma bezpośrednich dowodów na to, iż Zygmunt III już wówczas chciał konfliktu, tak jedynie przypuszczają historycy.

W 1609 roku pretekstu do wojny nie trzeba było szukać (dostarczył go sam Wasyl Szujski), monarcha uzyskał na atak zgodę senatu, a na sejmikach poprzedzających sejm z początku 1609 roku również szlachta przychylnie wyrażała się na temat planowanej wyprawy. Szczególnie Litwini liczyli na odzyskanie Smoleńszczyzny, zaś koroniarze na korzyści płynące z podporządkowania sobie Moskwy. Król podkreślał, że uderzając na Smoleńsk realizuje pacta conventa, bowiem zobowiązał się w nich odzyskać utracone niegdyś terytoria. Swój interes miało w tym również papiestwo, licząc na możliwość nawrócenia schizmatyków. Polska dyplomacja głosiła na Zachodzie konieczność podjęcie „krucjaty”, ale propaganda ta nastawiona była na uzyskanie subsydiów pieniężnych – w pismach kolportowanych wśród szlachty nie głoszono takich intencji. Na samym sejmie 1609 roku nie omawiano kwestii wypowiedzenia Moskwie wojny.

Podejmując decyzję uderzeniu na Smoleńsk, król wybrał odpowiedni moment, bowiem granica z Turcją nie była wówczas zagrożona, w Inflantach zaś hetman Chodkiewicz wyparł Szwedów daleko za Rygę. Całą uwagę można było skupić na kierunku wschodnim.

Działania zbrojne przed bitwą pod Kłuszynem

Jacob de la Gardie (portret nieznanego autorstwa ze zbiorów Muzeum Narodowego w Sztokholmie, 1606 rok) 21 września Zygmunt III przekroczył na czele armii koronnej granicę Rzeczypospolitej i już 1 października znalazł się pod Smoleńskiem. Działania przeciwko twierdzy nie szły sprawnie, brakowało bowiem piechoty oraz dział burzących. Czas działał na niekorzyść strony polskiej. Wojska szwedzkie koncentrujące się na północy państwa moskiewskiego pod dowództwem Jocoba de la Gardie dążyły do szybkiego połączenia się z siłami cara.

Już pod koniec maja 1610 roku dotarła do polsko-litewskiego dowództwa informacja, że siły rosyjsko-szwedzkie koncentrują się pod Kaługą, około 300 kilometrów na wschód od Smoleńska, a ich głównym wodzem jest brat cara Dymitr Szujski. 6 czerwca Stanisław Żółkiewski wyruszył spod Smoleńska na czele wydzielonych sił, by spotkać się ze skoncentrowaną armią nieprzyjaciela. Źródła są sprzeczne co do liczebności wojska zabranego przez hetmana. Radosław Sikora, autor najnowszej monografii dotyczącej bitwy pod Kłuszynem, przyjmuje, że było to około 3 000 żołnierzy, w tym 1 800 jazdy.

Pierwotnie Żółkiewski zamierzał skierować się na Wiaźmę, jednak plan ten został zmieniony i polskie chorągwie udały się pod twierdzę Biała. Wynikało to z wieści, że wróg chce odbić miasto, jednak kiedy Szujski dowiedział się o marszu wojsk hetmana polnego, zrezygnował z tego zamiaru. Gdy Żółkiewski opuszczał Białą, miał pod komendą niecałe 2 000 żołnierzy, bowiem resztę pozostawił w fortecy, aby wzmocnić tamtejszą załogę. Te nieliczne siły powiększyły się pod Szujskiem, gdzie połączyły się z pułkami Ludwika Weihera, Aleksandra Zbaraskiego oraz Marcina Kazanowskiego. Liczyły one 3 600 jazdy (głównie husarii), 400 piechoty oraz 3 000–4 000 Kozaków zaporoskich.

Koszulka: „Na wakacje jeżdżę do Moskwy”

Nadruki zostały wykonane na koszulkach 185 g Unisex. Cena koszulki wynosi 34,99 zł. Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL.

Kup koszulkę, wesprzyj nasz portal!



Otwórz tekst na jednej stronie (do wydruku i dla właścicieli czytników)

Maciej Adam Pieńkowski :

Ur. w 1987 r., doktorant historii na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w roku akademickim 2010/2011. Studiował historię w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku oraz na Uniwersytecie Wileńskim. Autor artykułów, edycji źródłowych i recenzji, stały współpracownik portalu historycznego Histmag.org. Związany z ośrodkiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego zajmującym się staropolską wojskowością. Jego zainteresowania badawcze skupiają się na parlamentaryzmie, kulturze politycznej i wojskowości I Rzeczypospolitej w dobie panowania Wazów. W obszarze jego badań znajdują się również postawy szlachty mazowieckiej. Obecnie pracuje nad dysertacją doktorską poświęconą dwóm sejmom za panowania Zygmunta III z lat 1587–1589.

[ więcej o autorze ]

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Komentarze

Gość: mac ap Dziwny ten opis bitwy, kłócący się z innymi opisami, jakie czytałem. W kwestii oddziałów kozackich, uderzeń na wojska rosyjskie, skuteczności ognia dwóch działek w armii Rzeczpospolitej, przedstawienia walk z muszkieterami i pikinierami przed dotarciem artylerii... Ogólnie mocno i chyba nadmiarowo optymistyczne to wygląda w porównaniu z innymi opisami.
Odpowiedz

Gość: autor Opis bitwy był opisany na podstawie dotychczasowej literatury przedmiotu oraz źródeł. Nie jest z oczywistych względów pełny i wyczerpujący, bowiem ograniczała mnie dopuszczalna długość tekstu. Niektóre kwestie dotyczące bitwy pod Kłuszynem nie zostały całkowicie zweryfikowane, np. całkowita liczebność wojsk koronnych. Wydaje mi się, że sam fakt wyjścia zwycięsko z tej batalii przez wojsko polskie jest bardzo optymistyczne- nie zaś opis.
Odpowiedz

Gość: Antoni Walendzik "Nie świętujmy plugawych zwycięstw" [Kłuszyn]. Prawie w rocznicę zwycięskiej bitwy hetmana Żółkiewskiego ukazał się w Gazecie Wyborczej kuriozalny artykuł Łukasza Adamskiego. Ciekawe, czy dzisiaj autor napisał by podobny tekst. Polecam lekturę: http://wyborcza.pl/1,75968,12566807,Nie_swietujmy_plugawych_zwyciestw_.html
Odpowiedz

Gość: Mim Tekst z pewnością jest kuriozalny, bo skłania czytelnika do myślenia. Na tle obecnych mediów to wybryk niewybaczalny.
Odpowiedz

Gość Raczej do bezmyślnego samobiczowania i wskakiwania w wór pokutny ku uciesze batiuszki Putina.
Odpowiedz

Gość: korektor W artykule - poza literówkami - dwa błędy ortograficzne pierwszego stopnia (dotyczy pisowni łącznej). Nie wypada... a nawet wstyd.
Odpowiedz

Zarejestruj lub zaloguj się, aby móc dostawać maile o nowych komentarzach pod tym tekstem i publikować swoje komentarze bez uprzedniego zatwierdzenia przez moderatora i captchy!

Dodaj komentarz