Zauważyliśmy, że prawdopodobnie przeglądasz naszą stronę blokując wyświetlanie reklam. Wpływy z ich emisji stanowią główne źródło przychodu portalu, dlatego prosimy Cię o ich odblokowanie. Unikamy wszelkich natrętnych form reklamy. Możesz również alternatywnie wesprzeć nas przez darowiznę na rzecz Histmag.org lub zakupy w naszym sklepie.

Tajni współpracownicy w służbie SB

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy […] Zniszczymy wszystkich bandytów reakcyjnych bez skrupułów, możecie jeszcze krzyczeć, że leje się krew narodu polskiego, że NKWD rządzi Polską, lecz to nie zawróci nas z drogi – mówił Władysław Gomułka do Stanisława Mikołajczyka w czasie rozmów nad utworzeniem Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w Moskwie, w czerwcu 1945 roku.

Iwan Sierow, radziecki doradca przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. To on kierował m.in. aresztowaniem przywódców Państwa Podziemnego w Pruszkowie (opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0). Działalność sieci agenturalnej służb bezpieczeństwa PPR a od 1948 roku PZPR, była jednym z podstawowych narzędzi pracy operacyjnej zniewalającego Polaków komunistycznego aparatu represji. We wszystkich zresztą krajach demoludów system był niemal identyczny, od ZSRR, Komunistycznych Chin, Korei po Jugosławię, Albanię i NRD. Skala problemu jest dosyć spora, ponieważ już od 1944 roku UB wraz z NKWD rozpoczął tworzenie ogromnej sieć konfidentów, agentów i denuncjatorów. Radziły sobie z tym całkiem nieźle. Już w roku 1949 oblicza się liczbę agentów UB na 50 tys., 1950 na 57 tys., 1951 67 tys. 1952 78 tys., 1953 85 tys., 1954 76 tys., 1955 36 tys.1. Widać tu jasno, że liczba ta w okresie trwania stalinizmu w Polsce rosła z roku na rok, spadając nieznacznie w czasie powolnej odwilży po śmierci Stalina. Należy także zauważyć, że wraz z wyeliminowaniem całego podziemia niepodległościowego, głównie poakowskiego, zmieniły się zadania agentury.

Agentura liczna i wszechstronna

W tym miejscu dla zobrazowania sytuacji warto przytoczyć jak liczna była agentura w stosunku do liczby etatowych pracowników UB na początku jej istnienie, jeszcze w czasie trwania wojny i krótko po jej zakończeniu. Przykładem niech będzie region Lublina, gdzie w Miejskim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego na 65 pracowników UB było 40 agentów i 20 informatorów a działalność ich zaowocowała 200 aresztowaniami w samym mieście. W Powiatowym UBP w Lublinie przy takiej samej liczbie funkcjonariuszy (65) było 11 agentów i 90 informatorów, co również w ciągu jednego miesiąca zaowocowało 253 aresztowaniami2. Trzeba jednak powiedzieć, że agentura była potrzebna nowej władzy do zupełnie innych zadań, nazwijmy je bardziej bojowych. Przykładem niech będzie raport z dnia 11 lipca 1945 roku w którym czytamy: […] w toku operacji (przeciw bandom i infiltracji ludności) zostało ustalone, przez agenta „Sokół”, że we wsi Lipniki znajduje się banda NSZ „Tarzana” w ilości około 50 osób. Wysłana operatywna grupa 7.pp [3.DP] otoczyła bandę naokoło. W wyniku walki było schwytanych 36 bandytów, zabitych 4, 10 bandytów nadal nieudało się złapać wraz z dowódcą. W czasie tej operacji zlikwidowano również 3 a schwytano 2 partyzantów z grupy „Orła”3. Kolejnym przykładem niech będą już lata osiemdziesiąte i początki ruchu solidarnościowego. W gdańskiej „Solidarności” miało być w grudniu 1980 r. 41 TW i to tylko w strukturach kierowniczych. Co więcej, starano się wykorzystać animozje i konflikty pomiędzy branżami, przez co planowano udaremnić projekt powstania jednej centrali związkowej skupiającej poszczególne jednostki branżowe (np. górników, nauczycieli, służbę zdrowia)4. Na tym przykładzie widoczne jest jak doniosłe skutki mogło mieć dobre usytuowanie jednego agenta. Sami agenci i funkcjonariusze UB ryzykowali życie w razie dostania się w ręce partyzantki niepodległościowej. W wielu wypadkach nie było żadnego innego wyjścia jak tylko posługiwać się oddziałami prowokacyjnymi albo grupami zwiadowczymi przebranymi za oddziały partyzanckie. W wielu rejonach była to jedyna możliwość zebrania informacji o ludności, która powszechnie odmawiała współpracy z formacjami podporządkowanymi znienawidzonemu UB5.

Płk. Franciszek Niepokólczycki w czasie pokazowego procesu w 1947 r.

Ogromna część agentury i informatorów stanowił zresztą najaktywniejsi członkowie partii, którzy gorliwie donosili na współobywateli często jednak kierując się wyłącznie emocjami, a nie konkretnymi dowodami, które mogłaby wykorzystać „bezpieka”. Wymagała tego również sytuacja. Po pierwsze, po odejściu większości Armii Czerwonej na zachód nowa władza była zbyt słaba i niepewna jutra, a sami komuniści żyli niemal w konspiracji bojąc się szykan sąsiadów, głównie na prowincji. Po drugie UB nadal nie wypracowała żadnych skutecznych metod werbunku innych obywateli6. Z czasem Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wypracowało pierwsze procedury i metody werbowania i organizowania sieci agenturalno-informacyjnej. Stopniowo zbudowano strukturę, w której wykorzystywano rezydentów, agentów i informatorów. Rezydenci zajmowali się prowadzeniem kilku agentów. Agenci działali we wrogim środowisku rozpracowując je według zleceń funkcjonariuszy. Istniały różne typy agentów w zależności od tego, jak wykonywali swoje zadania, na przykład agentura celna działała w celach więziennych, wędrowna w terenie (jako włóczędzy, handlowcy itp.) czy też informacyjno-sygnalizacyjna, która zgłaszała fakt pojawienia się partyzantów. Informatorzy natomiast zawiadamiali o jakimś niepokojącym ich zjawisku i głównie do tego się ograniczali. Istniał również kontakt obywatelski, czyli informacje przez obywatela bez podejmowania współpracy7. Kiedy trzeba było „bezpieka” potrafiła postawić w stan gotowości do obserwacji jednej osoby całkiem pokaźną liczbę agentów. I tak na przykład, kiedy w 1956 roku z więzienia wychodził prezes WiN-u płk. F. Niepokólczycki do śmierci w 1974 roku otoczony był stale wianuszkiem kilkunastu agentów i informatorów, nie wliczając w to kilku zaangażowanych w tę sprawę oficerów SB. Na marginesie dodać trzeba, że kiedy opuszczał mury Wronek w Polsce było 20 tys. agentów, a w dziesięć lat po jego śmierci (1984) było ich już 70 tys8.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką” – Tom drugi!

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego t.2”
Wydawca: i-Press [Histmag.org]
ISBN: 978-83-930226-9-4
Oprawa: miękka
Liczba stron: 240
Format: 140×195 mm

21 zł

(papierowa)

6,9 zł

(e-book)

Przypisy:

1 T. Balbus., „Zgodnie z instrukcją spotkałem się…” Konfidenci SB wobec prezesa II Zarządu Głównego WiN płk. Franciszka Niepokólczyckiego (wybór raportów agentury z lat 1957- 1974), [w:] „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944- 1989”, 1/3/2006, pod red. S. Cenckiewicza, A. Dudka, A. Dziurok, Rzeszów 2006, s. 195.

2 Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie (lipiec 1944- czerwiec 1945), wybór i oprac., L. Pietrzak. S. Polaszek, R. Wnuk, Warszawa 2004, s. 157.

3 Ibidem, s. 197-198.

4 S. Cenckiwicz, Oczami bezpieki. Szkice i materiały z dziejów aparatu bezpieczeństwa PRL, Kraków 2005, s. 432- 435.

5 M. Korkuć, Pretorianie władzy „ludowej”. Zasady organizacji oddziałów prowokacyjnych i sieci agenturalnej w świetle instrukcji Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, [w:] „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944- 1989, 1/2/2005”, pod red. S. Cenckiewicza, A. Dudka, A. Dziurok, Rzeszów 2005, s. 373.

6 A. G. Kister, Studium zniewolenia. Walka aparatu bezpieczeństwa z polskim zbrojnym podziemiem niepodległościowym na Lubelszczyźnie (1944- 1957), Kraków 2005, s. 87.

7 Ibidem, s. 160-161.

8 T. Balbus., „Zgodnie z instrukcją…, s. 195.



Otwórz tekst na jednej stronie (do wydruku i dla właścicieli czytników)

Leszek Molendowski :

Doktorant, absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Poza historią wojskowości zajmuje się również historią Niemiec XIX i XX wieku oraz historią Pomorza Gdańskiego. W 2008 roku obronił pracę magisterską pt: „Dzieje Gimnazjum i Liceum Ojców Jezuitów w Gdyni”, teraz przygotowuje rozprawę doktorską na temat „Dzieje zakonów męskich na Pomorzu Gdańskim w XX wieku”.

[ więcej o autorze ]

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Komentarze

Robert Grudziński TW to delikwent który współpracował z Służbą Bezpieczeństwa, słowo i określenie to stało się bardzo niepopularne w okresie powojennym i do dzisiaj ma swoje negatywne odbicie w rzeczywistości. Był narzędziem w rękach władzy ludowej i działał po linii tej władzy.
Odpowiedz

Zarejestruj lub zaloguj się, aby móc dostawać maile o nowych komentarzach pod tym tekstem i publikować swoje komentarze bez uprzedniego zatwierdzenia przez moderatora i captchy!

Dodaj komentarz

Przeczytaj też
X

Eugeniusz Bodo: celebryta, z którego zrobiono bohatera narodowego

Ostatnio odcinek serialu „Bodo” wywołał oburzenie, gdyż pokazano w nim głównego bohatera biorącego narkotyki i prowadzącego rozwiązły tryb życia. W...
Kilknij, aby czytać dalej...