O poczuciu humoru dawnych biurokratówNa terenach polskich w XVIII wieku pojawia się koncepcja stałego nazwiska jako identyfikacji prawnej, która ma zastąpić, wystarczające do tej pory, samo imię, lub imię i przezwisko. Tendencji tej długo opierała się ludność żydowska, aż władze państw zaborczych zmusiły tę grupę do przyjęcia nazwisk stałych:
- w zaborze austriackim patent cesarski z dnia 23 lipca 1787 roku nakazywał przeprowadzenie nadania nazwisk ludności żydowskiej w ciągu dwóch lat,
- w zaborze pruskim ogłoszono edykt królewski w 1796 roku, który nakazywał przybranie nazwisk w ciągu 6 miesięcy (później w 1847 roku uznano wszystkich Żydów bez stałego nazwiska jako obcych),
- na terenie Królestwa Polskiego, postanowienie namiestnika z 27 marca 1821 roku zobowiązywało Żydów nie mających jeszcze stałego nazwiska do złożenia deklaracji we właściwym urzędzie.
Powstały też urzędowe komisje, aby sprostać wymogowi nadawania ludności żydowskiej nazwisk niepowtarzalnych. Czasami członków tych komisji ponosiła swoista fantazja w owym słowotwórstwie i jak wspomina A. Heintze w swej księdze nazwisk niemieckich opublikowanej w 1914 roku, można było spotkać i takie perełki jak (w dosłownym tłumaczeniu): Kasaogniotrwała, Wołowyogon, Częśćskładowaproszku, Zmianatemperatury, Kanałowyzapach, Pluskwianasknera. Oczywiście bywały i znacznie gorsze pomysły (w sam raz dla
Kącika humoru historycznego dla niewymagających), takie jak Jungfernmilch ‘Mlekodziewicy’ czy Afterduft ‘Zapachtyłka’.
Równie twórcze pomysły możemy spotkać Królestwie Polskim. Powstały tam takie nazwiska jak: Kałamarz, Inwentarz, Kopyto, Alfabet, Pistolet czy w końcu Telefon. Ale były też bardziej złożone nazwy, jak Książkadomodlenia, Dobraszklanka czy Różanykwiat. Ta ostatnia nawet mi się podoba

.
(Na postawie cyklu wspaniałych artykułów Waldemara Fronczaka,
Gawędy o nazwiskach - na stronie
Towarzystwa Genealogicznego Centralnej Polski).