Zacznę od trójcy największych (moim zdaniem) dowódców z czasów II wojny światowej.
1. Erwin Rommel - za geniusz, odwagę i nieskazitelne zasady, koleżeństwo i dalekowzroczność. (Pod El-Alemein powinien wygrać, no cóż enigma i front wschodni stanął na przeszkodzie) (wiem, wiem mój podpis jest świętokradztwem)
2. Heinz Guderian - za taktykę, mądrość, honor i bycie normalnym żołnierzem, zdala od wszystkich morderstw, spisków i nie czystych gier (w gabinecie III rzeszy) i również za wspaniałą książkę ,,Wspomnienia żołnierza", która pokazuję (wreszcie) prawdę i prawdziwe oblicza ówczesnych niemieckich eminencji.
3. Erich von Manstein - za to samo co poprzednich dowódców, dodam jeszcze że za wspaniałą szarżę tygrysami w 1943 odpierając ofensywę Rosjan, przede dniu bitwy pod Kurskiem. Jak i za wspaniałą książkę ,,Stracone zwycięstwa"
4. Hans? (tu nie jestem pewien) Rudel - wspaniały lotnik, patriota i bohater. Przypomne, że 517 radzieckich czołgów zostało zneutralizowanych przez jego junkersa.
5. Otto Skorzenny (Skorcenny) - Prawdziwy Niemiecki komandos. To on w końcu znalazł i odbił Duce.
6. Karl Donitz - geniusz, taktyk, niestety Hitler jego ,,obarczył" urzędem kanclerza po jego śmierci. Za co dostał 10 lat w Norymberdze.
7. Saladyn, to ten człowiek, który napsuł tyle krwi Ryszardowi ,,Lwie Serce" - cenię go za honor, wartości i geniusz.
8. Gajus Iulius Cezar - tu nie muszę chyba tłumaczyć.
9. Scypion Afrykański - za zwycięstwo pod Zamą
10. I... Otto Bismarc - Żelazny kanclerz - za nie złomność zasad, pracowitość i zwycięstwo pod Sedanem w 1870 roku