Czajna Szczen pomyślał za moderatorów, a potem jeszcze nasz Diogenes zaczął myśleć za innych (znaczy się za mnie) i mi się dowcip całkiem popsuł.
Ale za to mi się udał

Miałem egzamin ostatni (już zdany) i nie mogłem wyjaśniać, odpowiadać, ripostować, bo się do egzaminu szykowałem, już na czwartym roku będę i czas wybierać pracę magisterską, może mi dasz Diogenesie jakąś radę, skoroś bardziej doświadczony zuch ode mnie?
A niby w czym bardziej doświadczony? Domyślam się, że w filozofii

, ale może chodzi Ci tylko o to, że pracę magisterską mam już za sobą. Nie chcę znów myśleć za Ciebie, więc sam doprecyzuj. A pierwsza rada jest taka: wyluzuj, człowieku!
Teraz pozostaje mi spróbować wytłumaczyć, na czym ów dowcip miał polegać. W historii starożytnej mamy kilku Diogenesów, jeden z nich to znany prześmiewca Diogenes z Synopy (cynik) zwany "Psem mądrości". Jego dowcipem było przyniesienie do Perypatu czyli szkoły Arystotelesa obranej kury. A ponieważ Arystotelesa zaszczytnie w średniowieczu tytułowano Filozofem, postanowiłem się zabawić naszymi nickami, ja mówiłem tak jakbym był Arystotelesem i spotkał po latach starego znajomego.
Przyznaję, iż w dowcipie się nie połapałem. No, ale po Twojej wypowiedzi wcale nie było mi do śmiechu. Toż to był szok! A poza tym nieco namieszałeś.
Z Diogenesem utrafiłeś, bo podszywam się właśnie pod owego mieszkańca beczki, jak widać na załączonym obrazku. O "Psie mądrości" pierwsze słyszę, ale owszem, podoba mi się

A jeszcze bardziej to określenie, którym uraczył mnie Twój mistrz, Filozofie: "Sokrates szalony".
Jeżeli już mamy się opierać na Diogenesie Laertiosie, który wśród innych znakomitych filozofów opisał również
mój psi żywot i poglądy - to obiektem prezentacji był kogut, a nie kura. Przyniosłem go, owszem, do Twojej szkoły, ale wcale nie do Perypatu (jak określasz Liceum). Wtedy jeszcze byłeś uczniem i nie przechadzałeś się wśród grona wielbicieli, lecz grzecznie słuchałeś wykładów w Akademii. Może oddam głos Laertiosowi:
Gdy Platon podał definicję "Człowiek jest to istota żywa, dwunożna, nieopierzona" i tą definicją chełpił się i zdobył poklask, Diogenes oskubał koguta i zaniósł do szkoły na wykład Platona, mówiąc: "Oto jest człowiek Platona". Odtąd do tej definicji dodawano słowa: "o szerokich pazurach".Nie może więc być Czajna mowy o żadnym wzajemnym obrażaniu się, bo przecież ja nie jestem Arystotelesem, a nasz Diogenes mógł wziąć nicka równie dobrze od Diogenesa Laertiosa, który przekazał nam informacje o swym imienniku.
Ja się swego nicka nie wypieram w strachu przed Inkwizycją
A żartobliwie powiedziałem tak również dlatego, że z racji swego wykształcenia, Diogenes wiedzie na tym forum prym w dyskusjach filozoficznych, co bardziej pasuje do Perypatu niż do szkoły cyników, co w beczkach leżeć lubiła.
Ot, i sypnęła Ci się cała koncepcja żartu, jako że akademickiego wykształcenia filozoficznego nie posiadam. Raptem dwa (niecałe) lata studiów w IFiS UW, z czego prawie rok w beczce

Więc skąd wziął się ten mój prym? Oto jest pytanie.
I pozwoliłem sobie z tego zażartować, mówiąc Diogenes Cynik został Arystotelesem. Inna sprawa, że w treści pouczeń o historii nie jest podobny, choć funkcja być może powinna go do tego skłonić. Można różne rzeczy myśleć o Arystotelesie ale jego powiedzenie, że stoimy na ramionach olbrzymów, jest bardzo pouczające. Olbrzymem na jakim stoi Diogenes to Heidegger, który bądź co bądź akademickim profesorem był i to raczej na stare lata niż za młodu.

No i kto tu za kogo myśli? Co do olbrzymów, na których stoję: pudło! Stoję głównie na Kancie, ale we własnej interpretacji. A dyskusja zaczęła się od poglądu Heideggera, bo akurat podówczas się z nim zetknąłem i wydał mi się inspirujący. Zauważ, że już schodziłem na Voegelina, zanim tu wpadłeś i narobiłeś rabanu.
A co do Heideggera, to akurat tak się składa, że akademickim profesorem pełną gębą był raczej za młodu niż na stare lata. Od 1921 wykładał w Marburgu, a potem we Fryburgu. Jego kariera załamała się, gdy zrzekł się rektoratu w 1934. W tym czasie nastąpił przełom. Nie wykładał do 1951. Gdy zaczął ponownie wykładać nie miał już żadnych szans na większą popularność bądź karierę akademicką z uwagi na to, że przynależał do NSDAP.
To, co można Heidegerowi zarzucić, to podporządkowanie oceny i wizji historii własnym koncepcjom metafizycznym, czy dziejo-metafizycznym. Tym czasem nauki powinny być autonomiczne i kierować się własnymi, wewnętrznymi kryteriami, tak jest dla tych nauk najlepiej. Inaczej pojawia się pokusa pozytywistycznego monizmu w naukach, hierarchizowania dziedzin nauki etc.
Jak znasz Kanta, to pewnie przyznasz, że to, co jest, a to, co być powinno, to są dwa odrębne światy. Przezwyciężyć pokusę metafizyki, to nie jest takie hop-siup. Więc kto w ogóle nie podporządkowywuje oceny i wizji historii koncepcjom metafizycznym, czy dziejo-metafizycznym, niech pierwszy rzuci w Heideggera kamieniem.
Od tego jesteście Wy, młodzi, byście nas, starych, poprawiali, jak gdzieś pobłądzimy - jak mawiał Sokrates do swych interlokutorów.
Nie ma między nami takiej różnicy wieku abyś musiał mnie tytułować "młodym".
No, cóż, musiałem sobie wynaleźć jakiś pretekst, by nie odpłacać Ci pięknym za nadobne.
Zgaduję, powiada to w "Gorgiaszu"? Gdybym był Polosem, powiedziałbym, że wkłada w usta Gorgiasza poglądy bliskie Protagorasowi. Przypomniałbym także o podobieństwie między "Obrona Sokratesa" a "Obroną Palamedesa"- pismo to przedstawia pewną wizję praktrycznej etyki, która kłóci się z koncepcjami Protagorasa. Niestety wejść autorowi do utworu nie mogę.
Nie zgaduj, tylko sprawdź. Rozumiem, że "Gorgiasza" i komentarze do niego masz za sobą.
Na ten raz wystarczy. Pozdrawiam

DODATEK:
Pozostaje też kwestia czy daje się rozróżnić historię jako dzieje i jako naukę. Bo chyba tego zrobić tak łatwo nie można, język historyka, to język danej epoki, a metajęzyk, to język dnia dzisiejszego, ewentualnie język pewnej tradycji historiograficznej.
Czyli co: bez historyków dzieje się nie dzieją?
Być może i jesteśmy ograniczeni ale być nieograniczonym, to być niczym.
Bądź wszystkim. Ale, jak twierdzą Bene Gesserit, nie sposób odróżnić pychy od objawienia.
Nie znam pozycji, autora i cytatu. Pachnie skrajną subiektywizacją wiary
Niezły masz węch

Problem: "Czym różni się pycha od objawienia?" stanowi według Missionaria Protectiva czuły punkt każdej zorganizowanej religii, przez który można wnikać w nią i naginać do swych celów. Chodzi więc nie tyle o subiektywizację wiary, ile o klucz do manipulacji każdą religią.
Bene Gesserit - zakon żeński założony na Wallach IX (dziewiątej planecie układu Laoudżin) dla dziewcząt po tym, jak Dżihad Butlerjańska zniszczyła tzw. "myślące machiny" i roboty. W ciagu wielu stuleci prowadziły działalność za parawanem jednej z kilku półmistycznych szkół kształcenia ducha i ciała.
Missionaria Protectiva - ramię zakonu żeńskiego, którego główną funkcją było rozsiewanie zaraźliwych zabobonów na prymitywnych planetach w celu szerzenia tam wpływów Bene Gesserit.
Pozycja: Heretycy Diuny, autor: Frank Herbert, str. 317 (motto rozdziału)