Określenie to bardzo mocno przylgnęło do pewnej konkretnej postawy i sytuacji: romantycznej walki o niepodległość, polskiego męstwa wbrew rozumowi. Dlatego kojarzy się jednoznacznie, wręcz się "skomercjalizowało", "utarło" i używanie go w znaczeniu przenośnym, uwspółcześnianie go (jakkolwiek, a więc mówienie o tym przy naszych misjach w Iraku czy Afganistanie albo o WOŚP czy też o obronie tradycji chrześcijańskiej czy naprawdę dowolnie i metaforycznie) cosik mi zalatuje cynizmem lub grą słowną. Nawet jeśli nie taka jest intencja mówcy (i nie Twoja, kronosie, rzecz jasna). Chociaż użycie go dziś nie w gazecie typu "Fakt", lecz przy komentowaniu wyjątkowej sytuacji lub w odkrywczym eseju mogłoby przynieść ciekawe wyniki. Na pewno wzbudziłoby polemikę i podniosłyby się głosy oburzenia.
Z Twojej kronosie wypowiedzi to nie wynika, a powiedzmy sobie szczerze, że właśnie dlatego powstało to hasło, że nie mieliśmy państwowości. Przyczyna: brak państwowości, skutek: hasło, nasze walki niepodległościowe i za wolność innych. Gdyby Polska istniała, romantyzm przybrałby tu zupełnie inną formę. Prawdopodobnie walczylibyśmy za inne narody, bo istniałoby ciągle hasło "przedmurze chrześcijaństwa", wzorem Byrona cierpielibyśmy za Grecję itp., ale nie AŻ tak.
Twoje pytanie kronosie łączy się, moim zdaniem, nieodwołalnie z pytaniem podstawowym: czy w polskiej mentalności ciągle pokutuje tradycja mesjanistyczna, jeśli tak, czy jest to korzystne? Tak na pierwszy rzut oka analizuję Twe pytanie, aczkolwiek waham się... Proszę, abyś sprecyzował, co dokładnie masz na myśli? Konkretne misje wojskowe czy tylko kwestię państwowości, nasze zachowania jako narodu czy rozumienie pojęcia "za wolność naszą i waszą"?
ps. z tego, co napisał mac ap wynika, że wielce różnie można było zinterpretować Twoją wypowiedź, kronosie. Robi się ciekawie

.