Muszę powiedzieć, że lektura tego tematu była niezwykle męcząca, a im dłużej czytałem, tym bardziej rosło moje zażenowanie. Nie tylko ze względu na istny festiwal personalnych ataków na uczestników "dyskusji", ale również ze względu na miałkość i powierzchowność argumentów używanych przez poszczególnych użytkowników, kontrastującą z ich przekonaniem o własnej nieomylności i ogromie erudycji.
Jako moderator (a prywatnie osoba bardzo daleka światopoglądowo od Mercykillera), chcę stanowczo powiedzieć, że nie sposób znaleźć usprawiedliwia dla sposobu, w jaki został w tym wątku po wielokroć spostponowany. Jakkolwiek jego (nie jego jedynego wszakże) poglądy mogą być dla wielu irytujące, jakkolwiek wiedzy może mu brakować (komuż nie brakuje?), ma prawo do swoich opinii i ich wyrażania, a także do popełniania błędów i do bycia poprawionym w co najmniej nienapastliwy sposób. Tyczy się to zresztą również mnie, sam bowiem niedawno to prawo naruszyłem. Niestety, jako moderator-administrator nie bardzo mogę sam siebie ukarać.

Usprawiedliwienia dla tego, co się tu działo, nie da się znaleźć. Nawet jeśli (rozważam tę kwestię czysto teoretycznie) rację miałby Herodot, że Mercykiller szkodzi swoją obecnością temu forum, trudno nie dostrzec, że postępowanie Herodota szkodzi temuż forum w dwójnasób, pomnażając w oczach postronnych liczbę osób piszących tu, najogólniej rzecz ujmując, niemerytorycznie.
W kwestię winy za rozłam Kościoła na katolicki i prawosławny nie będę wchodził, warto jednak przyjrzeć się okiem moderatora na kwestię
filioque i jego wprowadzenia do wyznania wiary.
Nie jest oczywiście prawdą, że
filioque trafiło do "Credo" już na pierwszym soborze w Konstantynopolu. Nie jest też prawdą, by stwierdzał to artykuł przywołany przez Mercykillera na poparcie tej tezy. Jednocześnie jednak uważam, że nie jest to wystarczający powód do wielokrotnego nazywania Mercykillera kłamcą i zarzucania mu innych niegodziwości. Jest to pomyłka świadcząca o nieprzeczytaniu całego artykułu i tylko tyle. Jeśli kogoś tego rodzaju błąd skłania do oceny człowieka, któremu się on przydażył, winien zachować swoją opinię dla siebie. [Inna rzecz, że podobnie nieusprawiedliwione są sugestie Mercykillera (wyrażone co prawda znacznie bardziej elegancko), jakoby niektórzy dyskutanci mieli być "byłymi współpracownikami radzieckich służb specjalnych"]. Dyskusje na forum winny odbywać się w trybie życzliwej interpretacji, a ta raczej wyklucza zarzucanie komuś kłamstwa (które z definicji jest czynem popełnionym świadomie!)
Cała sprawa ma jeszcze jeden aspekt. Przywołany przez Mercykillera artykuł to najbardziej rzeczowe, najlepiej udokumentowane i najobszerniejsze omówienie zagadnienia
filioque, jakie zostało w tym temacie przytoczone. Kontrowanie za pomocą definicyjki ze strony zgapa.pl tekstu napisanego przez uniwersyteckiego teologa i opublikowanego w czasopiśmie takim jak "Teologia w Polsce" wygląda po prostu... A sami się domyślcie, jak wygląda.
Praca ks. Bujaka wyjaśnia jednocześnie, dlaczego stwierdzenie, że
filioque zostało ni z tego, ni z owego dodane do "Credo" na synodzie w Toledo jest ogromnym uproszczeniem, które nie pozwala zrozumieć istoty zagadnienia. Ba, artykuł ten wskazuje również płaszczyznę porozumienia, jakim jest akceptowane zarówno przez prawosławnych, jak i katolików, "Credo" z 381 roku - katolicka interpretacja znaczenia
filioque nie stoi w sprzeczności z tymże wyznaniem wiary.
By dodatkowo podkreślić, że sprawa jest skomplikowana, a gniewne pokrzykiwania wyrażające myśl "moja prawda jest najmojsza" są nie na miejscu, pozwolę sobie zauważyć, że "Pismo Święte" mówi o Duchu Świętym zarówno jako o Duchu Syna (List do Galatów 4:6), Duchu Chrystusa (List do Rzymian, 8:9, mowa tam jednocześnie o Duchu Bożym, który jest tożsamy z Duchem Chrystusa), Duchu Jezusa Chrystusa (List do Filipian 1:19), a także jako Duchu Ojca (Mateusz 10:20) i Duchu Boga (1. list do Koryntian, 2:11). To oczywiście nie wszystkie fragmenty, jakie można by przywołać.
----------------------------------------------------------------
No cóż, przyszła pora na najbardziej nieprzyjemną (również dla mnie) część tej wiadomości, tzn. kary.
Herodot: Dwutygodniowy ban. Decyzję podjąłem po długim namyśle, pomimo dobrych być może intencji (sic!) Herodota. Ostrzegałem już wcześniej, a tu niestety mamy do czynienia z zatwardziałym recydywizmem. Jest mi naprawdę przykro (tym bardziej po miłych słowach pod moim adresem ;-) ), ale nie widzę innego wyjścia. Wierzę, że dwa tygodnie to dość czasu, by ostudzić głowę i że Herodot wróci na forum gotów do
rzeczowych, kulturalnych oraz spokojnych polemik i takiegoż prostowania cudzych pomyłek.
Akbar - żółta kartka (w regulaminie nazywana też mandatem). Dalsze prowadzenie dyskusji w stylu zaprezentowanym w tym temacie będzie miało skutek podobny jak w przypadku Herodota.
Mercykiller - Tygodniowy ban. Już wcześniej uzbierał cztery ostrzeżenia, w tym temacie też swoje przeskrobał, choć proporcjonalnie znacznie mniej niż jego adwersarze. Odebrałem też prywatną wiadomość, która pozwala mi sądzić, że w przyszłości jego postępowanie ulegnie poprawie.
Paleologosowi i Filozofowi chciałbym tylko powiedzieć, żeby starali się powstrzymać od społecznej moderki.
Powyższe decyzje nie podlegają dyskusji, gdyby ktoś koniecznie chciał wyrazić swoją opinię, choćby nawrzucać mi od takich czy owakich, niech zrobi to za pośrednictwem e-maila (czajna.seczen@gmail.com) lub prywatnej wiadomości (to niezbanowani
)..
Ponieważ dziś chciałbym już iść spać, dopiero jutro oczyszczę temat z większości wiadomości i go otworzę.