Opublikowano
2017-03-07 19:44
Licencja
Wolna licencja

Archeolodzy na tropie (Turbo)Słowian

Geneza Słowian stała się w ostatnim czasie obiektem pseudonaukowych interpretacji, związanych z propagatorami mitu tzw. Imperium Lechitów. Źródła archeologiczne dostarczają wielu ważnych informacji na ten temat pokazując, że problem nie jest tak prosty, jak twierdzą niektórzy.


1 2 3 4

Chaos i nowy porządek

Kultury powstałe na podłożu kultury kijowskiej okazały się być bardzo ekspansywne. Już w V w. znaleziska związane z tym kręgiem spotyka się na niemal całym obszarze Ukrainy. Nie będzie chyba zaskoczeniem, że w VI w. to właśnie te kultury zajmowały tereny, gdzie najstarsze przekazy pisane lokalizowały Słowian. Na obszarze południowo-wschodniej Polski najstarsze stanowiska kultury praskiej są datowane już na I poł. VI w. (Bachórz, Grodzisko Dolne). W ciągu VI-VII w. społeczności „wczesnosłowiańskie” dotarły też na tereny Czech, Moraw, Kotliny Karpackiej i na Bałkany. Dopiero na VIII-IX w. te ludy pojawiły się w Polsce północno-zachodniej i północno-wschodnich Niemczech.

Kultura praska (kolor zielony) na ziemiach polskich w VI w. (aut. Palkin, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5).

Wczesną kulturę praską charakteryzuje zadziwiająca jednolitość. Dobrym przykładem może być tzw. garnek praski – specyficzna forma naczynia, pojawiająca się na całym, ogromnym obszarze zajętym przez te społeczności. Zmarłych poddawano kremacji, a ich kości składano w urnach bądź w płytkich jamach wykopanych w ziemi, najczęściej niemal bez wyposażenia. Dopiero później na wielu obszarach Słowiańszczyzny pojawi się zwyczaj sypania kurhanów. Osiedla kultur „wczesnosłowiańskich” charakteryzują się występowaniem specyficznej formy domów – kwadratowych, lekko zagłębionych w ziemię chat (półziemianek) o konstrukcji zrębowej, z piecem w jednym z narożników. Najstarsze osiedla lokują się w dolinach rzek. Wraz z upływem czasu, począwszy od VI w., obserwuje się na naszych ziemiach rozrastanie się sieci grodzisk.

Migracje ludzi czy wędrówka przedmiotów

Przedmioty identyfikowane z kulturą kijowską (aut. Барда, opublikowano na licencji GNU Free Documentation License, Version 1.2). Tak jak w przypadku przedstawionej powyżej genezy kultur okresu rzymskiego, powstaje pytanie o kontynuację pomiędzy wcześniejszym osadnictwem a stanowiskami kultur z wczesnego średniowiecza. W odniesieniu do ziem polskich, cechy kultury praskiej nie nawiązują do zwyczajów spotykanych w kulturze przeworskiej i wielbarskiej, natomiast znajdują swoje odpowiedniki w Europie Wschodniej – w kulturze kijowskiej, a także czerniachowskiej. Pod względem archeologicznym mamy więc do czynienia z zerwaniem tradycji kulturowej i napłynięciem zupełnie nowych elementów. Czy jest to równoznaczne ze zniknięciem starszych kultur i wielką migracją ludności kultury praskiej ze wschodu? Oczywiście, że nie. Już ustaliliśmy, że zmiany w źródłach archeologicznych nie muszą odpowiadać przekształceniom w żyjących społecznościach. Jak z reguły bywa w takich sytuacjach – należy wysłuchać, co mają do powiedzenia przedstawiciele innych nauk.

Nazwy i słowa

Podstawowym wyróżnikiem Słowian jako wspólnoty ludów jest posługiwanie się jednym z grupy języków słowiańskich. Powstanie Słowian to po części także tworzenie się ich języka, dlatego warto przyjrzeć się ustaleniom językoznawców na ten temat. Okazuje się, że języki słowiańskie mają wiele cech wspólnych szczególnie z językami bałtyjskimi. Ponadto, wyróżnia się elementy m. in. pochodzenia germańskiego, celtyckiego i irańskiego (stepowego, koczowniczego). Wśród językoznawców nie ma zgody, jak w oparciu o te informacje należy lokalizować ewentualną kolebkę języków słowiańskich. Jeśli założymy, że plemiona bałtyjskie wykształciły się w strefie południowej czy południowo-wschodniej części basenu Morza Bałtyckiego, skąd znamy ich z czasów nowożytnych i współczesności, to w różnych fazach okresu rzymskiego sąsiadowały one zarówno ze społecznościami kultury przeworskiej, jak i kijowskiej.

Kolejną interesującą kwestią jest długie przetrwanie słowiańskiej wspólnoty językowej. Jak się wydaje, procesy fonetyczne w okresie prasłowiańskim zachodziły równolegle na całym obszarze zajętym przez Słowian. Powstanie odrębnych języków słowiańskich przypada dopiero na okres tworzenia się państw. W kategoriach językoznawczych, język, którym posługiwali się Słowianie w VI w., jest więc tworem wykształconym stosunkowo „niedawno”. Bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie, ile setek lat mogła trwać ta „chwila”, natomiast w świetle tej teorii, można raczej wykluczyć rozwój języka prasłowiańskiego liczony w tysiącach lat przed granicznym VI w.

Ślady dawnych ludów, nie tylko słowiańskich, widoczne są w nazwach obiektów topograficznych (aut. Guziec, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5).

Jeszcze innych danych dostarcza toponomastyka – nauka zajmująca się nazwami miejsc. Jeśli Słowianie przybyliby na ziemie polskie, które byłyby zupełnie opuszczone i niezamieszkane, musieliby sami nadać nazwy rzekom, wsiom, jeziorom. Okazuje się jednak, że tak nie było – pewna grupa nazw miejscowych na ziemiach polskich nie da się wywieść z języka słowiańskiego. Oprócz nazw o rodowodzie germańskim, wyróżnia się także przetrwałe nazwy starsze – wywodzące się jeszcze z pierwotnego języka indoeuropejskiego.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!


Jeszcze jedna uwaga. Otóż współczesny sanskryt to nie jest język nowoirański, tylko spetryfikowany język starożytny, coś na podobieństwo nowożytnej łaciny.

Awestyjski jest jednym z języków staroirańskich, i w fakcie, że jest bardziej podobny do przedstawicieli innych grup indoeuropejskich niż języki nowoirańskie, nie ma niczego osobliwego. Tak jest zawsze, gdy porównujemy starszych i nowszych przedstawicieli danej grupy z przedstawicielami innych grup siostrzanych.

Sanskryt wedycki jest starszy niż awestyjski, i prawdopodobnie wykazałby większe podobieństwo do słowiańszczyzny.



Odpowiedz


Mańczak niestety szkodził językoznawstwu utrzymując, że kryterium prawdy jako poglądu autorytetu różni je in minus od nauk przyrodniczych i eksperymentalnych (nie mylić z technicznymi). W rzeczywistości recepcja nowych idei w językoznawstwie nie różni się od recepcji nowości w innych naukach, a jeśli jakaś różnica jest, ma charakter bardziej ilościowy niż jakościowy. Wiedzą o tym doskonale np. genetycy.
W każdej dyscyplinie można pominąć niewygodne wyniki lub rozumowania publikowane przez innych, i jeśli recenzenci wydawniczy nie każą ich uwzględnić, one się w publikowanej wersji artykułu nie znajdą. Zostaną zamilczane.



Odpowiedz

Szanowny Gościu Anonimie, zanim pomówisz kokoś po raz kolejny o "głupkowate pisanie", to upewnij się, proszę, czy nauczono Cię w szkole czytać ze zrozumieniem. Cytuję Twoje słowa:

"Nikt nigdy nie twierdził, że językoznawstwo to pseudonauka i niczym się nie różni od pseudonauki sensu stricte".

Ja również tak nie twierdzę, a jedynie piszę:

"Przy czym w naukach humanistycznych granica pomiędzy nauką a pseudonauką rysowana jest niezwykle cienką kreską..."

i dalej, pomijając słowa Mańczaka:

"A więc językoznawstwo (i wiele innych nauk humanistycznych) różni się tylko od pseudonauki akceptacją środowiska naukowego, albowiem z definicji pseudonauka to: "rodzaj nieakceptowanego powszechnie przez środowisko naukowe zbioru twierdzeń, które aspirują do miana nauki, lecz nie spełniają jej podstawowych reguł, a w szczególności nie są oparte na metodzie naukowej i nie są intersubiektywnie weryfikowalne (nie mają oparcia w sprawdzalnych i możliwych do powtórzenia doświadczeniach)".

A teraz kolejny cytat z Twojej wypowiedzi:

"Widział kto kiedy językoznawcę, który nie używa żadnej metodologii naukowej?"

No to teraz spróbuj zweryfikować intersubiektywnie dla przykładu odmienne wyniki badań etymologicznych wyrazu "księga", gdzie Boryś i Bańkowski postulują chińską pożyczkę, a Brückner i Długosz-Kurczabowa wskazują na rodzime słowo. I wszyscy ci językoznawcy używają powszechnie akceptowanej metody historyczno-porównawczej.

A tak na marginesie... Może to czepialstwo, ale skoro Ty się mnie czepiasz, to ja się tym samym odwdzięczę... Albo "stricte", albo "sensu stricto", a nie "sensu stricte", jak wyżej napisałeś.

Ale możesz tego wiedzieć, w odróżnieniu do aptekarza, który musiał zaliczyć na studiach kilka semestrów łaciny.







Odpowiedz

Gość: Panie apektarzu |

Ja nie znam się na farmacji, ale czy o niej piszę? Jak nie znasz się na tym, to nie pisz, a potem nie miej proszę pretensji, że ktoś się potem "czepia". Jeśli ktoś ma tu problemy z logiką, to nie ja. To nie mój problem, że prof. Mańczak uważa, że językoznawstwo to taka pseudonauka, tyle że ma akceptację środowiska naukowego. Profesor mógł mieć pretensje do środowiska i wymyślać różne alogizmy, ale to nie oznacza, że można jego wynurzenia traktować jak głos środowiska.



Odpowiedz

Skromny, masz na myśli część terytorium Polski, czy część terytorium słowiańszczyzny...?



Odpowiedz

@ Sławomir Ambroziak

Część terytorium Polski.



Odpowiedz

Skromny, za czasów największej poczytności Ericha von Dänikena nikt jeszcze o internecie nie słyszał, albowiem go jeszcze nie było. Fenomen tkwi w czym innym - pseudonauka, tak samo zresztą jak nauka i wiara, realizuje naszą przyrodzoną potrzebę poznania. To są jedynie alternatywne sposoby realizacji tej pierwotnej, ludzkiej przypadłości umysłowej, która zresztą m.in. czyni nas ludźmi.

Przy czym w naukach humanistycznych granica pomiędzy nauką a pseudonauką rysowana jest niezwykle cienką kreską, na co zwracał np. uwagę w odniesieniu do językoznawstwa nasz wspólny autorytet - Witold Mańczak, mówiąc że "kryterium prawdy w językoznawstwie (i w wielu naukach humanistycznych) opiera się na subiektywnych przesłankach (np. na autorytecie badacza), a nie jest ono kontrolowane w oparciu o obiektywne przesłanki (np. metody statystyczne czy matematyczne). A więc językoznawstwo (i wiele innych nauk humanistycznych) różni się tylko od pseudonauki akceptacją środowiska naukowego, albowiem z definicji pseudonauka to: "rodzaj nieakceptowanego powszechnie przez środowisko naukowe zbioru twierdzeń, które aspirują do miana nauki, lecz nie spełniają jej podstawowych reguł, a w szczególności nie są oparte na metodzie naukowej i nie są intersubiektywnie weryfikowalne (nie mają oparcia w sprawdzalnych i możliwych do powtórzenia doświadczeniach)".

I właśnie dlatego Mańczak formułował własne tezy lub kontrolował hipotezy innych językoznawców w oparciu o metody statystyczne, przejęte z nauk ścisłych, czyli całkowicie weryfikowalne intersubiektywnie. Tylko właśnie paradoksalnie jego metodę uznawano wtedy za pseudonaukową, a wielu uznaje ją za taką do dziś.

Skromny, i jeszcze pytanko... Co masz na myśli, mówiąc o "umiarkowanym autochtonizmie"? Bo myślałem, że z autochtonizmem to jest tak, jak z ciążą - nie może być "umiarkowanej ciąży".



Odpowiedz

@ Sławomir Ambroziak

Daeniken to był szarlatan koncesjonowany. Drukowano mu książki tak jak drukowano fikcję literacką, baśnie, fantastykę itp.

Niektórzy w to wierzyli, znałem takich. Ale granica między naukowym i nienaukowym była mimo wszystko poprowadzona ostro.

Autochtonizm umiarkowany to jest autochtonizm tylko na części terytorium.



Odpowiedz

Gość: czytacz anonim |

Panie aptekarzu, parę słów do Pana.
Czy nie zauważa pan błędu logicznego w tym, co Pan tu napisał.
Nawet Prof. Mańczak (Panie świeć nad jego duszą!) Panu nie pomoże.
Prof. Mańczak nie rozumiał, na czym polega kryterium społeczne prawdy w językoznawstwie, nie było subiektywne, tylko środowiskowe, czyli właśnie intersubiektywne. Kryterium prawdy czy nieprawdy mieszane ze statystyką używaną tam, gdzie nie ma ona nic do roboty, to tylko idee fix Mańczaka, który w latach 40/50 tak zafascynował się matematyką/statystyką w handlówce, że zostało mu już tak do końca życia.
Wreszcie sam Profesor lamentował, że nikt nie rzuca się z entuzjazmem na jego teorie - tu kolejna jego manipulacja. Nikt nigdy nie twierdził, że językoznawstwo to pseudonauka i niczym się nie różni od pseudonauki sensu stricte. Mańczak przeczy sam sobie, przyznając, że pseudonauka buduje twierdzenia nieoparte na metodzie naukowej. Widział kto kiedy językoznawcę, który nie używa żadnej metodologii naukowej?
Tak więc drogi aptekarzu zanim zaczniesz coś głupkowato pisać na tym forum, zastanów się czy to co chcesz powiedzieć ma sens i jest logiczne. Więcej nie wymaga się od profanów ignorantów z wydumanym ego.



Odpowiedz
Elżbieta Sieradzka

Doktorantka archeologii na Uniwersytecie Rzeszowskim. Zajmuje się późnym neolitem w Europie Środkowo-Wschodniej. Członek Stowarzyszenia Upowszechniania Wiedzy „ExploRes” .

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org