Opublikowano
2014-10-28 11:15
Licencja
Wolna licencja

Dlaczego doszło do podziału Cieszyna?

„Dobrze, że człowiek nie wie, co go czeka” – śpiewał Jaromir Nohavica o cieszynianach z roku 1910. Na cztery lata przed wybuchem wielkiej wojny nie sposób było przewidzieć, że w miejsce austriackiego Teschen pojawi się polski Cieszyn i czechosłowacki Český Těšin. Dlaczego doszło do podziału Cieszyna?


Strony:
1 2 3 4

Władysław Grabski (1874-1938) Formalnie decyzja o podziale Śląska Cieszyńskiego została podjęta 28 lipca 1920 roku na międzynarodowej konferencji w belgijskim Spa. Zwycięska w pierwszej wojnie światowej ententa postanowiła podzielić Śląsk Cieszyński granicą przebiegającą przez jego serce, bijące w mieście znanym pod niemiecką nazwą Teschen. Premier Władysław Grabski zaakceptował podział tej części Śląska, starając się uspokoić sytuację na zapleczu frontu. Był to bowiem czas, gdy Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy. Wiadomości ze Spa uderzyły Cieszynian jak grom z jasnego nieba. Ponurym faktem stała się, krążąca po mieście od 1919 r., żartobliwa anegdota o czeskim polityku. Miał on powiedzieć, iż Polacy wezmą sobie cieszyńską wieżę piastowską, Czesi dworzec kolejowy po drugiej stronie rzeki Olzy i po awanturze. „Nie ma takiego głupstwa, któreby w głowach dyplomatów wylądz się mogło” – pisała w lipcu 1920 r. Gwiazdka Cieszyńska. Z dniem podziału, definitywnie zakończył się, trwający od drugiej połowy XIX wieku, złoty okres regionu.

Preludium

W tysiącletniej historii miasta Cieszyna, przepływająca przez jego środek rzeka Olza nigdy nie była granicą państwową. Odkąd król Kazimierz III Wielki zrzekł się praw do Śląska, Śląsk Cieszyński należał do państwa czeskiego, a następnie do monarchii Habsburgów. W tym kulturowym tyglu przez setki lat nie dochodziło do poważniejszych spięć na tle etnicznym. Pierwsze oznaki przebudzenia uśpionego wulkanu pojawiły się dopiero wraz z wykształceniem się tożsamości narodowej u miejscowych chłopów, w połowie XIX wieku. Od tego czasu stopniowo narastał konflikt na linii Słowianie–Niemcy, spowodowany dominacji cieszyńskich Niemców: kulturowej, gospodarczej, jak i politycznej. Waśnie polsko-czeskie aż do I Wojny Światowej były tu problemem marginalnym.

Zobacz też:

W relacjach między Polakami, Czechami oraz Niemcami, punktem zwrotnym stał się koniec Wielkiej Wojny. O ile wcześniej Polacy i Czesi akceptowali austriacki porządek ustrojowo-prawny, o tyle rok 1918 zmienił ich sposób myślenia. Trzeszcząca w posadach monarchia przeżywała swe ostatnie dni. Wraz z jej postępującym upadkiem, rosły ambicje i możliwości działania przedstawicieli państw narodowych. Upadek habsburskiej potęgi to pierwszy z serii szoków doznanych przez mieszkańców Śląska Cieszyńskiego w latach 1918-1920. Najsilniej upadek monarchii odczuli Niemcy, którzy też w największym stopniu utożsamiali się z upadającym państwem. Z powodu ich umiarkowanej liczebności i wyspowego rozmieszczenia (jedynie w miastach), na Śląsku Cieszyńskim nic nie zapowiadało, że w nowej rzeczywistości mogą oni utrzymać swą dominującą pozycję. Historyczną szansę dostrzegli natomiast Polacy i Czesi. Polskie i czeskie organy administracyjne i polityczne wnet wypełniły pustkę po wielonarodowej monarchii.

Pismo Narodnego Vyboru do Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego 28 października 1918 r. w Pradze proklamowano niepodległą Czechosłowację, narodowe państwo Czechów i Słowaków – odradzająca państwowość polska była młodsza o dwa tygodnie. Jednak już 5 listopada 1918 r. lokalne władze polskie, reprezentowane przez Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego, doszły do porozumienia z lokalnym ośrodkiem czeskim: Zemským národním výborem pro Slezsko. Pomiędzy oboma instytucjami doszło do ugody, zawartej w oparciu o kryterium etniczne. Na jej podstawie 77% powierzchni Śląska Cieszyńskiego miało przypaść Polsce, a pozostała część Czechosłowacji. Były to pierwsze niepodległe polskie ziemie powstającej po 123 latach zaborów Rzeczpospolitej. Jeszcze większe wrażenie mogło jednak robić to, że znaczna część Śląska Cieszyńskiego, wracała do Polski po niemal sześciuset latach nieobecności. Wydawało się, że widmo konfliktu zostało oddalone.

Niestety, porozumienie polityczne okazało się krótkotrwałe. 23 stycznia 1919 r. wojska czechosłowackie w liczbie 16 tys. żołnierzy, łamiąc zawarte porozumienia, napadły na polską część Śląska Cieszyńskiego bronioną przez 1,5 tys. polskich żołnierzy. Doszło wtedy, po raz pierwszy, do wykorzystania przez południowego sąsiada trudnej sytuacji kształtującego się dopiero państwa polskiego. Polskie siły uwikłane w Powstanie Wielkopolskie oraz walkę z Ukraińcami w Galicji Wschodniej, nie mogły zorganizować skutecznej obrony. Wojska czechosłowackie zmusiły je do wycofania się na linię Wisły. Wkrótce Ententa wymusiła zawieszenie broni, ogłoszono plebiscyt i wyznaczono nową, korzystniejszą dla Czechów linię demarkacyjną na Olzie. Nadchodził czas chaosu.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy książkę: „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”

Tytuł: „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”
praca zbiorowa

Wydawcy: Histmag.org i Instytut Wydawniczy ERICA

ISBN: 978-83-89700-80-3

Oprawa: miękka, ze skrzydełkami

Liczba stron: 480

Format: 160*230 mm

Zobacz spis treści

Media o „Źródłach nienawiści”

29 zł

(papierowa)

14,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: stela |

Cieszyn cały jest był i będzie zawsze POLSKI - mam nadzieje ze kiedyś powrócą te tereny na nasze ziemie.



Odpowiedz

Gość: arras |

@Gość: stela Chyba nie byłaś/byłeś w Cieszynie. Teraz znów staje się jednym miastem , miastem Europy, my na pograniczu, mamy w tyle podziały, żyjemy normalnie.



Odpowiedz

Gość |

Niestety do dziś trafiają sie nauczyciele historii, którzy powtarzają za komunistyczną wrogą Polsce propagandą, że w 1938 Polska wykorzystując atak Niemiec na Czechosłowacje, zajęła etnicznie czeskie Zaolzie,zadając cios w plecy naszym poczciwym pobratyncom z południa.



Odpowiedz

Gość |

Tłuklismy sie z Ruskimi o biedne tereny na wschodzie, do który trzeba było przez całe dwudziestolecie miedzywojenne dopłacać i utrzymywać tam mieszkjące półdzikie, wrogie Polakom ludy a bogate tereny na południu i zachodzie miały dla Pisłudzkiego znaczenie drugorzedne. To takie nasze, polskie podejscie do pewnych spraw.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

"Niestety do dziś trafiają sie nauczyciele historii, którzy powtarzają za komunistyczną wrogą Polsce propagandą, że w 1938 Polska wykorzystując atak Niemiec na Czechosłowacje, zajęła etnicznie czeskie Zaolzie,zadając cios w plecy naszym poczciwym pobratyncom z południa. " Za wyjątkiem "etnicznie czeskie" i "atak" (ataku wszak nie było)(nie znam nauczyciela, który by tak uczył) sam uczę że "w 1938 Polska wykorzystując agresję Niemiec na Czechosłowacje, zajęła czeskie Zaolzie". Może mnie gość oświeci, gdzie w tym widzi błąd albo komunistyczną propagandę? Polska nie zajęła Zaolzia? Nie wykorzystała przy tym politycznej agresji Hitlera i konferencji w Monachium, która pozostawiła Czechosłowację osamotnioną?



Odpowiedz

Gość: Sclavania igitur |

@Śmiech: Nie, Drogi Śmiechu! Polska nie zajęła czeskiego Zaolzia. Polska odzyskała POLSKIE Zaolzie, które w podły sposób ukradła je Czechosłowacja 20 lat wcześniej łamiąc traktaty, które opisane są w artykule. Odzyskanie Zaolzia była dziejową sprawiedliwością. Szkoda, że odzyskano je tylko na rok. Nie wkroczenie do Zaolzia byłoby pozostawieniem tych polskich etnicznych ziem Hitlerowi, który nie miała żadnych praw do naszych polskich ziem. Jeśli uczysz dzieci inaczej, to zwyczajnie kłamiesz i szerzysz komunistyczną propagandę.



Odpowiedz

Użytkownik zbanowany.



Odpowiedz

Gość: Sclavania igitur |

@Śmiech: Ty z kompleksów i marksizmu nie wyrośniesz nigdy. I w tym tkwi Twój tragizm. Ja natomiast nie mam z czego wyrosnąć, gdyż zbyt długo jestem dorosły i zbyt silnie zakorzenione mam przekonania oparte na logice i prawdzie. Co do Czechosłowacji, to w 1919 r. trzeba było postępować uczciwie w stosunkach z bratnią (zadawałoby się) Polską. Wówczas w 1938 ani w 1939 r. żadne z naszych państw nie musiało być osamotnione w konfrontacji z Hitlerem. Kradzież POLSKIEGO Zaolzia z POLSKĄ ludnością tamtej ziemi przez Czechosłowację spowodował zupełnie niepotrzebne napięcia w polsko-czechosłowackich stosunkach. Głupota i podłość czeskich elit okazała się porażką, co pokazał rok 1938. Jeśli chcesz mi coś napisać Drogi Śmiechu, to skup się choć w 50% na merytoryce, a nie tylko i wyłącznie na atakach personalnych, które i tak nie robią na mnie żadnego wrażenia.



Odpowiedz

Użytkownik zbanowany.



Odpowiedz

Gość: Sclavania igitur... |

@Śmiech: Nie wiem, gdzie Cię uczyli tych bzdur. Na Śląsku Cieszyńskim (w skład którego wchodzi Zaolzie) miał się odbyć plebiscyt. Czechosłowacy pogwałcili umowy i siłą zagarnęli Zaolzie, które co nie jest tajemnicą, bez wątpienia w wyniku głosowania, przypadłoby Polsce. Przez to plebiscyt się nie odbył. Jeśli mówisz o prawie do samostanowienia, to racz przyznać rację, że ludność Zaolzia została przez Czechów tego prawa pozbawiona. Jeśli mówisz o prawie do samostanowienia, to weź pod uwagę to, że ludność Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny, jak i Lwowa, Stanisławowa czy Tarnopola również była za Polską. Jeśli natomiast uważasz, że powinno obowiązywać prawo ziem historycznie etnicznych, to zgodnie z tą zasadą powinieneś uznać, że oddajemy Ukraińcom i Białorusinom kresy, ale za to Niemcy winni są nam ziemie po Odrę, a nawet po Łabę. Prawu do samostanowienia odmówiono też Łużyczanom, którzy w większości chcieli połączenia z Polską po II w.ś. Zatem zdecyduj się. Poza tym nie rozumiem co Ty piszesz o Pomorzu. Przyjacielu! Pomorze w granicach sprzed rozbiorów zostało okrojone przez Niemców po I w.ś. To samo dotyczy Warmii i zachodniej części Wielkopolski (z Międzyrzeczem, Piłą i Skwierzyną włącznie - odwiecznymi polskimi ziemiami). Uznając Twoją pokrętną "logikę" ziemie te powinny wrócić do Polski. Tymczasem zagarnęli je Niemcy. Nie wspomnę o przedmieściach Gorzowa, Santoku i Drezdenku, które już w XV w. zostały bezprawnie włączone w skład niemieckiej Nowej Marchii. Co do Ukraińców, to nie odmawiam im prawa do samostanowienia, ale jak na tak duży naród powinni byli sobie niepodległość wywalczyć (jak widać nie umieli tego zrobić w 1918/20, ani dziś nie umieją zachować niepodzielności własnego kraju, a z rządzeniem się także mają poważne problemy). Tymczasem, gdy wiadomo było, że nie ma na to szans, powinni być wdzięczni, że ziemia tarnopolska czy stanisławowska znalazły się w granicach RP. Ukraińcy na tym terenie uniknęli bowiem sowieckiej kolektywizacji i ludobójczego głodu, jaki zafundował im wujaszek Joe. "Odwdzięczyli" się rzezią wołyńską, a na terenie ZSRR nie mieli odwagi na tego typu mordy na Rosjanach (czy innych radzieckich ludziach). Jak widać: potrafią znęcać się tylko nad słabszymi, silnych nie ruszają. Zatem pisz uczciwie, nie kłam, nie manipuluj i nie pluj na kraj, który dał Ci chleb, dach nad głową i wychowanie. I przede wszystkim zdecyduj się czy o przynależności danej ziemi do danego państwa decydują plebiscyty, etniczne pochodzenie na danych ziemiach czy może historyczna ich przynależność. Bo jak widać, w zależności od focha, stosujesz te kryteria zamiennie. A stosujesz je tak, aby zawsze skrzywdzić Polaków - swoich rodaków. A przepraszam: Ty w ogóle jesteś Polakiem??? Bo może Twoja wybiórczość i nieuczciwość w tej materii wynika z nienawiści do Polski i Polaków, z jakichś kompleksów (co zauważyłem już wcześniej - przy dyskusji o pochodzeniu Polaków i Słowian). Wówczas Twoje zdanie byłoby zupełnie niemiarodajne i nieuczciwe, bo oparte na emocjach (negatywnych), a nie na merytoryce.



Odpowiedz

Gość |

Panie Smiech, jeżeli tak dosłownie jak napisałeś uczysz, to mam nadzieje, że twoi uczniowie wiedzą o tym, w jaki sposób tzw. Zaolzie weszło w skład Czechosłowacji przedwojennej.



Odpowiedz

Gość: JO slązakowiec |

heh, jo tyż stela:D nie skłaniom sie do żodnej opcji narodowej kozdo opcyja ino wyciągo rynke po moi pieniadze a usmiechać się koże ze to super ze som my w PL, na zus trza dać fuj - niemcy czesi i polacy- jeden pieron - wszyscy kasa, kasa, wyngiel, wyngiel - a Cieszyn rozkopany i bieda az piszczy, jak by drugo wojna sie nie skonczyla. te wasze podziały na niemcow polokow czy czechow etc. etc. ino problemy spowodowały i nic wincyj - a historyje to se kozdy moze poisać- a je jak je! kozdy widzi bida z nyndzą.... odwiecznie polski śląsk cieszynski ja mocie recht ale łod 1918stego :D - do roboty, za ekonomija sie wziać a nie za rozkradanie!



Odpowiedz

Gość: Johan |

Pra , dobrze godo ! My z Opolskiego mamy tak samo i tak samo myślimy!Trzymejta sie Cieszynioko



Odpowiedz

Gość |

Panu gościowi z 15:20- uczę o tym jak Czechosłowacja weszła w posiadanie Zaolzia. A potem o tym- jak Polska to Zaolzie zajęła. Uczę o szajbie dwóch nacjonalizmów, które wbrew swojemu interesowi politycznemu pchnęły dwa narody do wzajemnej nienawiści.



Odpowiedz

Gość: Bielitzer |

Witam Ktos zna moze fakty dotyczące "polonizacji" nazwisk na śląsku cieszyńskim i górnym? Gdzie moge dostac i potwierdzic takie fakty



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

nie podpisałem się w pośpiechu: Śmiech :)



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Natomiast, powtarzam, nie znam nauczyciela historii w Polsce, który uczyłby o ataku Hitlera na Czechosłowację ani o etnicznej czeskości Zaolzia. Gdyby Zaolzie nie było etnicznie mieszane, nie stwarzałoby problemu między dwoma świeżo powstałymi państwami.



Odpowiedz

Gość |

"Polskość to nienormalność" - Śmiech



Odpowiedz

Gość: Turu |

@Gość 8:52 Raczej "nacjonalizm to nienormalność" - Śmiech dokładnie napisał, że głupotą było się szarpać z sąsiadami o sporne tereny, wykorzystywać ich momenty słabości. Efektem było, że w konfrontacji z Niemcami wszyscy zostaliśmy osamotnieni (i w razem z Czechami "zdradzeni przez Aliantów"). Gościowi polecam też wycieczkę do świata realnego: polskość to nie tylko zacietrzewiony nacjonalizm spod znaku demolki a'la 11 listopada, masochistycznej autodestrukcji wspólnych rzeczy - jest to zjawisko raczej marginalne. Ma też wiele innych obliczy - jednym z nich jest niestety brak umiejętności czytania ze zrozumieniem dłuższych tekstów, analizy, interpretacji i samodzielnego myślenia. Ale jest też ciężka praca, upór, optymizm w posypce z narzekania i wiele, wiele innych. Na co dzień polskość jest całkiem fajna (w święta jednak radzę jej unikać).



Odpowiedz

Gość |

A jaki w tamtym czasie był inny sposób na powstanie Polski w jakiś przyzwoitym kształcie, jak nie walka z sąsiadami i nie te walki spowodowały osamotnienie w wojnie z Niemcami, ale abstarkcyjna polityka naszego rządu oraz szereg nieprzewidywalnych, niekorzystnych czyników.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Gościowi z 8:52, który boi się podpisać choćby ksywą- nigdzie nie pisałem, że ""Polskość to nienormalność" ", ale rozumiem, ze z braku argumentów należysz do tych, którzy wymyślają kwestie i wkładają je w usta adwersarzy, żeby się lepiej poczuć. Pisałem o zgubnych skutkach DWÓCH NACJONALIZMÓW- czeskiego i polskiego. Zgubnych dla obu tych narodów. Podpisuję się pod zdaniem pana Turu, że nacjonalizm to nienormalność. To nie tylko głupota, która wcześniej czy później skutkuje dramatem, to także ruch wymierzony we własnych obywateli, bo każdy nacjonalizm zakłada poświęcenie interesów i wolności obywateli w imię "interesu narodu". Który to interes oczywiście określają sami nacjonaliści. Zwykle ze zgubnym skutkiem dla członków swojego narodu. Co poczuli i Czesi i Polacy w dwudziestoleciu międzywojennym. Przykre, jeśli Gościu nie dostrzegasz już żadnej polskości poza nacjonalizmem. Dla mnie jako nauczyciela to szczególnie przykre...



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Swoją drogą zawsze "podziwiam" w nacjonalistach wszystkich narodów tę niezwykłą zdolność do traktowania siebie i swojego narodu zawsze tylko jako ofiary, a innych narodów i ich nacjonalistów- jako agresorów. Jest dla mnie trudne bowiem do pojęcia, jak można tak dalece wyabstrahować siebie i swój światopogląd od innych ludzi, że nie dostrzega się oczywistych paraleli w myśleniu WSZYSTKICH NACJONALISTÓW na świecie i oczywistej konstatacji, że gdy wszystkie wspólnoty wyznają nacjonalizm, MUSI to prowadzić do agresji, wojny, prześladowań i w końcu zbrodni. Jak w tej sytuacji człowiek choć trochę świadomy ogólnych podobieństw między wszystkimi ludźmi potrafi oszukiwać sam siebie, wciskając sobie i innym wizję własnego narodu- zawsze niewinnego, zawsze ofiary, zawsze poniżanego, zdradzanego, nigdy jednak nie poniżającego i i nie zdradzającego, w opozycji do wszystkich innych narodów- archetypicznych nosicieli "zła"? Nigdy chyba tego nie pojmę. To musi być jakiś rodzaj umysłowego zaćmienia, jakiejś wytrenowanej autoblokady, stworzonej chyba w głowach dla utrzymania nieustannie dobrego samopoczucia...I występuje u wszystkich znanych mi nacjonalistów (a poznałem kilku chorwackich, kilku rosyjskich, jednego niemieckiego, jednego szwedzkiego i, co było najbardziej egzotyczne- jednego tureckiego).



Odpowiedz

Gość: Likurg |

Panie Śmiech, punktem wyjścia dla idei narodowego egoizmu jest diagnoza wyczerpująca się w stwierdzeniu: tak myślą i robią wszyscy, skoro zatem my nie będziemy kierować się egoizmem narodowym w zdominowanym przez agresję systemie, przyjdą inni i nas unicestwią. Aksjomatem nacjonalistycznej perspektywy percepcji i oceny nie musi być zatem bezkrytyczne uczucie wobec samych siebie (choć może się pojawić jako czynnik wspomagający), ale konstatacja, iż międzynarodową koegzystencją rządzą pewne niezmienne prawa. W ideologii nacjonalizmu egoizm ma zatem pobudki utylitarne.



Odpowiedz

Gość |

mord jeńców polskich w Stonawie pewnie pomógł w chęci odzyskania Zaolzia.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Panie Likurg, ten "punkt wyjścia", jak pan go nazywa, jest wg mnie jedynie projekcją własnej panującej ideologii na cały świat- jestem usprawiedliwiony w swoim "narodowym egoizmie" dlatego, że wszyscy są "narodowymi egoistami". Zatem pan wybaczy, ale nie mogę traktować tej konstatacji za "niezmienne prawo" rządzące koegzystencją międzypaństwową, a jedynie za sposób legalizowania, we własnych oczach i sumieniu, swej agresywności wobec sąsiadów. U podstaw więc tego myślenia (a nie jako czynnik wspomagający) postrzegam jednak bezkrytyczne podejście do własnej, wyidealizowanej nacji- idealizowanej albo nieświadomie (jak każdy ludzki umysł, tak i nacjonaliści chcą postrzegać siebie jako tych "dobrych") ale i świadomie, jako zabieg mający na celu tym bardziej odczłowieczyć tych, których nacjonaliści chcą przedstawiać jako "wrogów". Zwracam też uwagę, że nawet gdyby przyjąć założenie, że wszyscy (czyli inne państwa) myślą (straszny antropomorfizm systemów politycznych swoją drogą) tylko o sobie, nawet kosztem innych, to nadal nie ma powodu, by np gnębić mniejszości narodowe na własnym terenie- wszak te mniejszości to NASI obywatele. Mówimy bowiem, jak rozumiem, o bytach realnych- czyli państwach- a nie bytach istniejących przede wszystkim w świecie wspólnych masowych wyobrażeń- tj. narodach. Państwa zaś NIGDY nie są (nawet Niemcom hitlerowskim nie udało się tego "ideału" osiągnąć)- jednonarodowe. Czy zajęcie Zaolzia, że tak ukonkretnię, mieściło się w interesie PAŃSTWOWYM Rzeczypospolitej? Czy więc suma pożytków z tego zaboru da się określić jako zdecydowanie górująca nad sumą wynikających z niego strat??? Czy bez nastawionej na agresywny stosunek do innych narodów, dominującej wtedy w Polsce ideologii nacjonalistycznej, władze zdecydowałyby się na ten ruch? Czy zatem wtedy nacjonalizm przysłużył się Polsce i jej obywatelom, czy raczej zaszkodził? Poza wszystkim- interes państwowy daje się często gęsto osiągać wszak nie tylko na drodze konfrontacji, ale i porozumień, kompromisów, wreszcie związków międzypaństwowych. Czy nacjonalizm nie stanowił i nie stanowi przeszkody na drodze do takich rozwiązań? Czy konfrontacyjne, pseudo-darwinowskie widzenie świata, jakie oferuje (pomijam tu prostactwo tej wizji) nie jest zwykłym kołem napędowym wzniecającym inne nacjonalizmy? Czy to nie nacjonalizm niemiecki nauczył Polaków nacjonalizmu w wieku XIX? Czy więc nie jest przypadkiem tak, że każdy nacjonalizm stanowi samospełniającą się przepowiednię, bo gdy zacznę pluć na sąsiada, potem rzucać kamieniami w jego okna, w końcu pobiję jego dziecko, to nawet najbardziej wyrozumiały i nastawiony na dialog człowiek zacznie odpowiadać tym samym? W tej perspektywie tym, co może nas obronić przed wojującym nacjonalizmem jakiegoś narodu wobec nas NIGDY ostatecznie nie jest nasz nacjonalizm. Wręcz przeciwnie, prowadzi on do eskalacji agresji i zaniku postaw kompromisowych...



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Rzecz jasna, panie Likurg, dziękuję za wyjaśnienie.



Odpowiedz

Gość: Zbyszek |

Panie Dariuszu, z przyjemnością przeczytałem artykuł. Krótko, rzeczowo i w ładnym stylu wyjaśnił Pan źródła uprzedzeń pomiędzy Polakami i Czechami. Dobra robota.



Odpowiedz

Gość |

Panie Śmiech, zgadzam się z panem i w ramach walki z polskim nacjonalizmem pronuje Ukraicom oddać cześc Polsi po rzeka San, Litwinom Suwałki i co tam jeszcze bedą chceli, Niemcom przwyrówci granice z 1939 i co tam jeszcze bedą chceli,Czechom Kotlinę Kłodzką i co tam jeszcze bedą chceli, aha jeszcze Białorusi Białystok no i oczywiście i co tam jeszcze bedą chceli



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Nie spodziewałem się, że coś pan zrozumie z mojego pisania. Więc nie czuję się zawiedziony.



Odpowiedz

Gość: Likurg |

Panie Śmiech, z większością Pańskich wniosków się zgadzam. Myślę jednak, że powinniśmy rozgraniczyć kilka zjawisk, które niekiedy pochopnie klasyfikuje się jako objawy nacjonalizmu. Zwłaszcza w części dyskursu, zdominowanej przez polityczną poprawność, granice pomiędzy nacjonalizmem, patriotyzmem oraz takimi pojęciami, jak interes narodowy czy racja stanu, ulegają rozmywaniu lub są rozmyślnie zacierane. Przykładem może być tutaj niesławny artykuł pt. "Patriotyzm jest jak rasizm", zamieszczony w tytule prasowym, który nietrudno odgadnąć. We współczesnej Europie przejawem nacjonalizmu z pewnością byłaby polska rewindykacja Lwowa. Z drugiej strony, kategoryczne "nie" wobec planów takiej trasy Nordstreamu, która uniemożliwia obsługę w Świnoujściu statków o dużym zanurzeniu (marginalizując w ten sposób całkowicie ten bałtycki port), byłoby przykładem realizacji racji stanu i walki o polski interes narodowy (kolidujący tutaj ewidentnie z interesem niemieckim czy rosyjskim) - chyba nie trzeba wspominać podejścia obecnych władz do tego problemu. To tylko dwa niezobowiązujące przykłady. Nie będę się z Panem spierać, czy zajęcie Zaolzia w rzeczywistości z 1938 roku było przejawem polskiego nacjonalizmu, oczywiście akcję tę należy postrzegać w kontekście wydarzeń z 1919 roku, które zdeterminowały z winy czeskiej relacje z Polską w kolejnych dwudziestu latach. Możemy się jednak zastanowić, czy np. powstania śląskie były przejawem realizacji polskiej racji stanu (włączenie do granic państwa obszarów przemysłowych, co wiązało się z perspektywą zyskownego eksportu), czy też był to objaw polskiego nacjonalizmu. Podobne pytania można postawić w kwestii Alzacji i Lotaryngii i większości konfliktów terytorialnych w tamtej Europie. Przypomina mi się tutaj inna z niesławnych wypowiedzi pewnego człowieka, który całkiem serio protest dzieci i ich rodziców we Wrześni analizował w kategoriach "wybuchu polskiego nacjonalizmu". Wątpliwości budzi Pana opinia nt. tego, że narody to nic więcej, jak przejaw masowych wyobrażeń. Myślę, że sama siła nacjonalizmów daje wymowne świadectwo, iż narody to byty rzeczywiście istniejące. Oczywiście nie tylko jako wspólnota krwi, ale i języka, kultury, tradycji. Niemiec dlatego został Niemcem nazwany, ponieważ wydawał się Słowianom "niemy" - nie rozumiano, co mówi i nie mówił w ich języku. Dodatkowo, warto przypomnieć, że dla Romana Dmowskiego naród - w odróżnieniu od amorficznego "żywiołu" - to wspólnota uświadomionych celów i interesów. Nie każda jednak czynność narodu (czyli w praktyce jego wybranej elity), ukierunkowana na realizację jego interesów, będzie przykładem nacjonalizmu. Prawdziwy nacjonalizm w swoim duchu zaprzecza fundamentalnym pojęciom cywilizacji łacińskiej, w której człowiek najpierw jest człowiekiem, reprezentantem uniwersalnej, ogólnoludzkiej ekumeny, a dopiero w dalszej kolejności - członkiem plemienia, ludu czy narodu.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Dobrze się pana czyta, panie Likurg, więc odpowiadam :) Zgadzam się z panem choć nadal używam chętniej określenia "polski interes państwowy", nie zaś "narodowy". Dywersyfikacja źródeł konsumowanej w Polsce ropy naftowej nie jest wszak korzystna tylko dla osób uznających się za Polaków w Polsce, ale dla wszystkich obywateli państwa polskiego, niezależnie od przypisywanej im przez siebie narodowości. Podobnie kwestia Nordstreamu nie jest wszak zwycięstwem "narodu rosyjskiego i jego interesu" tylko wszystkich obywateli Rosji (bodaj chyba tylko połowę z nich stanowią dziś Rosjanie) lub, przeciwnie, trzymających te ropę grupek oligarchów, różnego zresztą pochodzenia etnicznego. Stąd używanie określeń "polski interes narodowy" czy "rosyjski interes narodowy" traktuję jedynie jako pokłosie XIX-wiecznych nacjonalizmów, usiłujących wmówić nam jednoetniczność państw jako konieczny warunek ich rozwoju i toleruję jako ewidentne uproszczenie. Nie widzę za to przeszkód, żeby powstania śląskie uznawać zarówno za element realizacji racji stanu państwa polskiego, jak i polskiego nacjonalizmu (podobnie, jak obrońcami niemieckości Górnego Śląska byli z kolei nacjonaliści niemieccy ale i politycy broniący niemieckiej racji stanu). Akurat powstania śląskie są w moim mniemaniu o tyle tragicznym starciem nacjonalizmów, że właściwie walczył tam brat przeciw bratu, tzn w warunkach nagłego rozbujania dwóch nacjonalizmów po I wojnie światowej Ślązacy stanęli przed alternatywą albo jesteś Niemiec albo jesteś Polak. Opcji- jesteś Ślązak- nie było. Czy protest dzieci we Wrześni i ich rodziców (a raczej w odwrotnej kolejności, wszak dzieci te protestowały m. in. dlatego, że wpajano im, że po niemiecku bóg modlitwy nie zrozumie...) nie był przejawem polskiego nacjonalizmu? Dzieci te znały język niemiecki, wszystkie pozostałe przedmioty w nim wykładano. Czy mam je winić za protest z tego powodu, że jego motywacje były nacjonalistyczne? Skąd, jak już pisałem, polski nacjonalizm wieku XIX zrodził się (co już Sienkiewicz w berlińskich gazetach prorokował) jako reakcja na wcześniejszy nacjonalizm wielkoniemiecki. Trochę to przypomina współczesną Palestynę, w której nie tylko nacjonalizm, ale nawet poczucie świadomości narodowej Palestyńczyków powstało dopiero jako reakcja na wojujący nacjonalizm izraelski (żeby tę sztafetę prześledzić wstecz, można by też zauważyć, że nacjonalizm niemiecki z kolei był głównie efektem wcześniejszego nacjonalizmu francuskiego, rozbujałego w epoce rewolucji i podbojów napoleońskich, nałożonego na dodatek na znacznie dłuższe poczucie zakompleksienia, jakie w czasach nowożytnych elity Rzeszy odczuwały wobec Francji...) Natomiast co do "Wątpliwości budzi Pana opinia nt. tego, że narody to nic więcej, jak przejaw masowych wyobrażeń. Myślę, że sama siła nacjonalizmów daje wymowne świadectwo, iż narody to byty rzeczywiście istniejące. Oczywiście nie tylko jako wspólnota krwi, ale i języka, kultury, tradycji." Cóż. Siła nacjonalizmów świadczy chyba jednak o sile nacjonalizmów, nie zaś o realnym bycie wspólnoty narodowej. Jeśli za wspólnotę uznać zbiorowość ludzi znających się wzajem i dzięki tej znajomości wchodzących ze sobą w różnorakie realne związki (ekonomiczne, pokrewieństwa, obronne etc) zwłaszcza jednak emocjonalne, to proszę zauważyć że jako członek narodu polskiego nigdy nie poznam wszystkich członków "mojego" narodu, ba, nigdy nie zdołam poznać nawet istotnej ich części, znam ledwo garstkę z nich i z większością z nich w żadne związki nie wchodzę. Cały mój związek emocjonalny z nimi został zaś wykreowany przez sprawnie działającą machinę socjalizacji, która każe mi dostrzegać "pobratymca" w każdym człowieku posługującym się językiem możliwie zbliżonym do mojego. To z tej racji, gdy zginie kilkunastu obywateli naszego kraju podczas kraksy na autostradzie w Niemczech, prezydent państwa ogłasza żałobę narodową, podczas gdy na ogół nie przerywamy kolacji na wieść, że tego roku w Sudanie zginęło lub zmarło z głodu kilkanaście tysięcy osób. W jaki sposób osoby te są mi mniej bliskie niż kilkunastu autokarowiczów z innej części Polski? Dlaczego po autokarowiczach oczekuje się u mnie smutku, ale nikt nie czeka na łzy po zmarłych Sudańczykach? Przecież na co dzień mój emocjonalny stosunek (czy również nie Pański?) do nieznanej mi osoby mówiącej po polsku dajmy na to w Ełku jest identyczny z moim emocjonalnym stosunkiem do osoby dajmy na to z Darfuru. Czyli żaden, prócz ogólnoludzkiej solidarności, każącej pochylić się nad nieszczęściem innego człowieka przez świadomość, że nieszczęście może też dotknąć mnie, a każdy z nas czuje tak samo ból, pogardę, przemoc, głód czy utratę zdrowia albo życiowego majątku. Można by rzecz jasna powiedzieć, że z ludźmi z Ełku łączy mnie wspólnota interesów- i będzie to prawdą w tym sensie np, że wspólnie możemy bronić się chociażby przed agresją z zewnątrz, bo mamy wspólne poczucie przynależności państwowej- i owszem, tyle, że wtedy wszystko jedno mi, czy ten człowiek z Ełku jest Polakiem, Białorusinem, Tatarem czy Romem. Dla mnie jest po prostu współobywatelem. Gdy mówię, że naród jest wspólnotą wyobrażoną- to wszak nie odbiera niczego sile emocji, jaką w związku z tym odczuwają członkowie tej wyobrażonej wspólnoty. Baa, emocje te są potrzebne w demokratycznym państwie choćby w celu wychowywania ludzi do poczucia współodpowiedzialności za państwo, w którym żyją- niekoniecznie przez niszczenie dorobku wszystkich podczas tzw marszów niepodległości, ale np przez nieunikanie płacenia podatków czy zwykłe zbieranie psich kup przez właścicieli czworonogów. Po prostu dociekam źródeł poczucia narodowego i stawiam tym emocjom pewien rodzaj wentyla bezpieczeństwa- zdając sobie sprawę z pewnej umowności poczucia tożsamości narodowej ( w ostateczności nie przypadkiem chyba w spisie powszechnym sami deklarujemy, do jakiego narodu nas zaliczać) nie dam się łatwo nabrać tym politykom, którzy żerując na świadomości narodowej mogą umacniać swoją władzę szczując mnie przeciw członkom innego narodu- tym wewnątrz Polski lub tym spoza niej. Świadomość umowności pojęcia narodu oraz świadomość krótkiego w rzeczywistości istnienia poczucia przynależności narodowej (takiego, jak je dziś rozumiemy, nie zaś w sensie narodu politycznego, odczuwanego np przez szlachtę Rzeczypospolitej przed rozbiorami, ani w sensie wspólnoty językowej, jak ludzi mówiących niegdyś dialektami słowiańskimi i tym odróżniających się od "Niemców"- do których to Niemców zaliczali więc także mieszkańców Niderlandów, Szwajcarów a nawet czasem przybyszy z Francji) są wg mnie koniecznym narzędziem studzenia emocji nacjonalistycznych, gdy te, przybierając postać nacjonalistycznej agresji, w swej istocie szkodzą interesom danego państwa. Bo o ile państwo łagodzące emocje nacjonalistyczne i nastawione na kompromis i dogadywanie się w polityce międzypaństwowej, w razie konieczności- np braku podobnej postawy strony drugiej- może chwycić się ostatecznie wojny jako sposobu obrony swego interesu, o tyle państwo budujące stale swą pozycję w drodze nacjonalistycznej agresywności zamyka sobie szanse osiągania celów politycznych innymi drogami, jest bowiem na zewnątrz postrzegane jako groźny agresor, nieprzewidywalny i wzbudzający strach, któremu zatem nie można ufać w kompromisach. To nie żaden idealizm- w interesie państwa leży bowiem pozostawienie sobie możliwie wielu opcji zachowań wobec innych podmiotów a nie ograniczanie własnych możliwości jedynie do użycia/lub groźby użycia/ siły. Pozdrawiam i przepraszam za chaos- padam dziś ze zmęczenia :)



Odpowiedz

Gość: Likurg |

Panie Śmiech, dziękuję za interesującą odpowiedź. Trudno zgodzić się z traktowaniem Wrześni jako przejawu polskiego nacjonalizmu z tej prostej przyczyny, że nacjonalizm, sam w sobie, zawiera pierwiastek egoizmu i partykularyzmu. Tam ludziom chodziło, po pierwsze, o obronę katolickiej tradycji w kraju, rządzonym przez protestanckiego (a wobec Polaków coraz bardziej makiawelicznego) zaborcę. Bunt miał zatem charakter bardziej uniwersalny, niż może się to wydawać. Wkraczamy tutaj na grunt prawa do praktykowania lub niepraktykowania oraz manifestowania lub skrywania swojej tożsamości. Katolicyzm w oczywisty sposób wiązał się z polskością, ponieważ już od czasów biskupa Wojciecha, niedocenionego we własnym kraju, jego męczeńskiej śmierci i genialnym, politycznym wykorzystaniem jej przez Chrobrego pozostawał istotnym pierwiastkiem polskiej tradycji, polskości - tym, co wyróżniało wspólnotę pomiędzy Odrą a Sanem i Bugiem od wspólnot, otaczających ją ze wschodu i zachodu. Jeżeli zatem ludzie, zmuszani do nauki języka zaborcy, w okresie najgorszych zjawisk związanych z Hakatą, walczyli o zachowanie dla swoich dzieci podstawowego atrybutu, decydującego o ich różności na tle autorów represji - o prawo do modlitwy w ojczystym języku - to ja bym tego nacjonalizmem nie nazwał. To była postawa obronna, która oczywiście zawierała w sobie jakiś pierwiastek przekonania o wyższości własnej kultury nad tymi, którzy swoją kulturę chcieli narzucać innym, nie może być jednak mowy o jakiejkolwiek symetrii niemieckiego nacjonalizmu z domniemanym, polskim . Na zasadzie analogii, czy opór katolików i unitów na Podolu, zmuszanych po powstaniu styczniowym metodą ostrych represji do konwersji na prawosławie, był przejawem ich religijnego fundamentalizmu? Z pewnością nie. Warto także rozważyć, czy istnieje jakiś fundament, na którym opiera się państwo i z którego wynika. Państwo to, według Georga Jellinka, suwerenna władza, terytorium i zamieszkująca je zbiorowość. Naród to natomiast, przynajmniej w polskiej myśli narodowej, wspólnota celów i interesów. Dla endeków obcokrajowiec, zamieszkały w Polsce i wyznający polskie interesy, jak najbardziej mógł się stać częścią tej wspólnoty. Jeżeli jednak przynależał np. do żywiołu niemieckiego i dbał jedynie o interes swojej grupy, pielęgnując swoją tożsamość i nie chcąc mieć z polskością nic wspólnego, stawał się dla endeków reprezentantem przeciwnej siły, która mogła reprezentować ni mniej, ni więcej, ale interesy państwowe innego państwa, co w kraju, dopiero co połączonym z trzech części, powstałego po ponadwiekowej nieobecności na mapach, bardzo źle się kojarzyło. Z tego punktu widzenia, mniejszości niemiecka, ukraińska czy żydowska nie współtworzyły w II RP en masse narodu polskiego nawet w ujęciu politycznym, pozostając tylko odrębnymi grupami, żyjącymi w państwie, z którego celami się nie utożsamiały. Możemy potraktować naród tak, jak ujmował to zjawisko Ernest Renan, czyli jako "codzienny plebiscyt" - codziennie na nowo decydujemy, czy nadal chcemy być tym narodem i tworzyć odrębną wobec innych wspólnotę, czy też bliżej nam do którejś z innych wspólnot narodowych - wspólnota ogólnoludzka, świadomość tej wspólnoty, przegrywa bowiem w zbiorowej świadomości z potrzebą wspólnoty ze "swoimi". Konstruktem bardziej ideologicznym jest także wspólnota "europejska" w sensie jakiegoś europejskiego narodu, co wyraźnie pokazały ostanie eurowybory i wcześniej - klęska Konstytucji dla Europy. Wbrew życzeniowemu myśleniu niektórych ideologów, państwo narodowe (czyli wspólnota tworzona przez naród polityczny) nie traci nic ze swojej siły i nadal będzie podstawowym aktorem stosunków międzynarodowych - dlatego też, nawet w nauce, nazywanych międzynarodowymi, a nie np. międzypaństwowymi. Poza tym zgadzam się z Panem ws. konsekwencji nacjonalizmu w polityce zagranicznej oraz z tym, co Pan pisał ws. reagowania na tragedie. Jednak to właśnie bycie obywatelem państwa, jednego spośród wielu, w sprzężeniu zwrotnym więź ze "swoimi" umacnia - płacone przez Pana podatki częściowo bowiem idą na domy opieki i sierocińce dla "swoich", a nie dla potrzebujących z Sudanu. Jak to jednak inaczej rozwiązać? Państwo światowe?



Odpowiedz

Gość: Woziwoda |

Dzięki Śmiechu za logiczną i przekonującą argumentację. To co zazwyczaj tylko odczuwam, robi się bliższe gdy ktoś potrafi to racjonalnie opisać. Nawiasem mówiąc czekałem jeszcze na komentarz do kwestii napomkniętej przez współdyskutanta, naród - wspólnota krwi. Bo jako żywo żadnej oczywistości w takim postawieniu sprawy nie widzę. Chyba że w krwi ludzkiej odkryto coś co byłoby przewrotem kopernikańskim.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Od podziału Śląska Cieszyńskiego i samego Cieszyna dyskutanci przeszli gładko do wymykającego się ścisłym definicjom pojęcia narodu. Tymczasem ja chcę wrócić do tematu „Polacy widziani oczyma Czechów”, moim zdaniem w kilku punktach zbieżnego z tematem „Ruscy widziani oczyma Polaków”. Niestety, nasza tj. Czech i Polski ponad tysiącletnia historia tak się ułożyła, iż poza średniowieczem prawie brak w niej punktów wspólnych. Dominowało, nie licząc poparcia rycerstwa małopolskiego dla husytów – przecież tylko części Czechów - albo oddzielenie, albo z kolei poparcie udzielane przez nas Habsburgom co równało się poparciu kościoła rzymskokatolickiego. I tak sobie było gdzieś do pierwszej połowy XIX w. to jest do czeskiego narodowego odrodzenia i szybkiej laicyzacji, kiedy to właśnie Habsburgowie (a szerzej Niemcy) i kościół rzymskokatolicki zostali w tzw. cichości ducha zdefiniowani przez Czechów jako główne zagrożenie dla ich bytu narodowego. Co to ma wspólnego z nami? Ma i to sporo. We wspólnej monarchii habsburskiej część Czechów zobaczyła Polaków jako wspomnianych w artykule „werbusów’, najczęściej niepiśmiennych, prymitywnych i katolickich chłopów. Inni Czesi być może zauważyli bezwarunkowo popierające Austrię wyższe warstwy polskiej Galicji. Czy mieli rację czy nie to inna sprawa, lecz na pewno, jeszcze przed 1914 r. w zasadzie nie chcieli mieć z nami nic wspólnego. Jeśli do tego dodamy (to nie wymysł i nie pomysł powstały po 1949 r.) dość rozpowszechniony pogląd iż wyznawanie jakiejkolwiek religii, zwłaszcza katolicyzmu jest czymś w rodzaju inwalidztwa umysłowego to co otrzymamy? Oczywiście to mój osobisty pogląd, lecz poparty rozmowami z kilkoma niekoniecznie niewykształconymi Czechami. Na pocieszenie można dodać iż znacznie łagodniej ale podobnie traktowali i Słowaków.



Odpowiedz

Gość: Turu |

Wracając właśnie do Śląska Cieszyńskiego, to warto zauważyć, że jedną z "ostoi polskości" tu był protestantyzm, więc niekoniecznie o polskości musi świadczyć katolicyzm (choć jest do niej częstym dodatkiem). Natomiast ta wyjątkowa wspólnota Likurga katolików między Odrą a Sanem i Bugiem jest dziełem raczej Stalina et consortes niż Chrobrego i św. Wojciecha (z pochodzenia Czecha). Prusy swoje mocowania z Kościołem Rzymskokatolickim też przegrały (pod wodzą samego Bismarcka!), więc Września to chyba bardziej ten nacjonalizm w stylu "tu są Niemcy, tu mówimy po niemiecku!", niż konflikt protestantyzmu z katolicyzmem. Jeśli chodzi o aspekty uniwersalne, to można podpiąć to pod walkę "o prawa człowieka". I co do narodów: argumentem za tym, że są one wspólnotą wyobrażoną jest to, że jako takie powstają i zanikają. Np. na naszych oczach (za naszego życia) ma szansę wyłonić narodowość śląska, która powoli zbiera się z lokalnych tożsamości w szersze wyobrażenie. Mają szansę też zniknąć Belgowie dzieląc się ostatecznie na Flamandów i Wallonów. Zresztą przecież większość istniejących dziś narodów wyłoniła się dopiero w XIX wieku! Co do stosunku międzywojennych Czechów (i Czechosłowacji) do Polaków (i Polski), to warto by było przedstawić ten temat, bo jest niezmiernie ciekawy - dwa sąsiedzkie kraje, dwa podobne języki, ta sama biało-czerwona flaga (Czech i Polski), a tak różne historie i kultury.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Poprzednik pisze o Czechach i Polsce: "dwa sąsiedzkie kraje, dwa podobne języki". Owszem języki tak, przecież rycerstwo małopolskie popierając husytów stwierdzało iż robi to "dla wspólnej krwi i WSPÓLNEGO języka, ale z sąsiedztwem to już inaczej. Byliśmy oddzieleni nominalnie czeskim a de facto niemieckim Śląskiem. Husytów zaś popierano z racji cenionej zwłaszcza w Małopolsce ich nieprzejednanej antyniemieckości. To z drugiej strony nie przeszkadzało iż nieco wcześniej tj. pod Grunwaldem chorągiew krakowską niósł rodowity Niemiec czyli Marcin z Wrocimowic. Onże zresztą przeżył w dobrym zdrowiu tak malowniczo opisany przez Sienkiewicza upadek.



Odpowiedz

Gość: anna |

KAŻDY MARZYŁBY ABY CIESZYN I ZAOLZIE BYŁO POLSKIE.ale to chyba nie będzie możliwe, bo zmiany krzywdziły by jednak ludzi którzy zostali zasiedleni na tych terenach,a nikt jeszcze nie zbudował szczęścia na nieszczęściu innych ,mamy otwarte granice i to jest najważniejsze ,integracja,i jeszcze raz integracja pod każdym względem i na wielu płaszczyznach ,nie tylko terytorialnych ,ale i wyznaniowych,.....oraz szacunek człowieka do człowieka to podstawa w relacjach międzyludzkich i trochę głębsze spojrzenie niż własny czubek nosa....MOŻE JESZCZE takie wartości jak UCZCIWOŚĆ ....będą dla wielu nośnikami miary...zmian jakich musimy dokonać nie tylko na zewnątrz ,ale w nas samych...PROPONUJE ABY JUŻ DZIŚ O TO ZADBAĆ..wybierając w wyborach uczciwych ludzi ......www.cis.cieszyn.pl



Odpowiedz

Gość: Zefel |

@ Gość: Gość: anna
Nie wydaje mi sie aby wszyscy chcieli żeby Zaolzie było Polskie. Na pewno nie Ci którzy pracują po Czeskiej stronie biorą wypłatę w Koronach i korzystają z Czerskiej służby zdrowia. Nie sądzę również żeby ludzie posiadający Polskie obywatelstwo a mieszkający po Czeskiej stronie Ziemi Cieszyńskiej dobrowolnie chcieli obniżyć sobie poziom życia. Sto lat od czasu rozbioru Księstwa region został totalnie zmarginalizowany a jego bogactwo wytransferowane do Pragi i Warszawy.



Odpowiedz

Gość: Remigius |

Jak wiemy nawet w XXI w. w Europie da się anektować część innego państwa (Krym do Rosji). Na tej samej zasadzie da się przyłączyć Zaolzie do Polski, ale nie przy takim demokratycznym ustroju jaki mamy. Potrzebny by był ustrój autorytarny-prezydencki, aby podejmować działania, które się nie mieszczą w głowach demokratom.



Odpowiedz

Gość: erwin |

@ Gość: Gość: Remigius
Tylko po co anektować coś z państwa o wyższej kulturze do państwa o niższej.



Odpowiedz

Gość: Dan23 |

Niestety autor tekstu nie uniknął kilka rażących błędów np.: „Waśnie polsko-czeskie aż do I Wojny Światowej były tu problemem marginalnym.”… - przynajmniej od początku XXw spór z Niemcami stracił na znaczeniu, a ważniejszy się stał właśnie spór polsko-czeski o wzbudzenie „narodowej świadomości”, czy często wręcz o stworzenie jej od podstaw na „narodowym ugorze”. Spisy ludności z 1900 i 191 ten polsko-czeskich konflikt i jego siłę pokazały bardzo jasno. „Jednak już 5 listopada 1918 r. lokalne władze polskie, reprezentowane przez Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego, doszły do porozumienia z lokalnym ośrodkiem czeskim”…. - dla zachowania minimum obiektywności nie można nie przypomnieć, że umowa obu lokalnych władz z 5.11.1918r miała charakter tylko tymczasowy: „... ma charakter przejściowy i w niczem nie przesądza ostatecznego rozgraniczenia terytorialnego, które pozostawia się w całości rozstrzygnięciu przez czynniki powołane... Rząd polski w Warszawie i Rząd czeski w Pradze." Czesi uważali, że to Polacy pierwsi złamali umowę z5 listopada - prowadząc na Śl. Cieszyńskim politykę faktów dokonanych. tzn. mimo iż do takiego rozstrzygnięcia rządów centralnych jeszcze nie doszło, to władze polskie na Śląsku Cieszyńskim już ogłosiły pobór do armii polskiej, a następnie ogłosiły na tym terenie wybory do sejmu RP na 26 stycznia 1919r. Co więcej Polacy podjęli próby dokonania zmian w składzie rad gminnych będących po czeskiej stronie tymczasowej linii z 5.11. np. w Orłowej, Suchej Średniej, Łazach i Pietwałdzie. To było niezwykle istotne ponieważ tymczasowy podział z 5.11 oparty był właśnie na strukturze narodowościowej rad gminnych. A ponieważ Czesi mimo swoich oficjalnych protestów (przełom listopada i grudnia 1918r) nic nie wskórali, zdecydowali sie na najgorsze rozwiązanie - wprowadzenie dużych sił regularnego wojska czeskiego na Śląsk Cieszyński w dniu 23.1.1919.. „Wkrótce Ententa wymusiła zawieszenie broni, ogłoszono plebiscyt i wyznaczono nową, korzystniejszą dla Czechów linię demarkacyjną na Olzie.”... - linię demarkacyjną poprowadzono w oparciu o przebieg linii kolejowej Bogumin-Mosty - i pod polską kontrolę wrócił m.in. cały Cieszyn, Frysztat, Jabłonków i Trzyniec. „Przez 18 lat „mniejszość” polska znosiła liczne prześladowania ze strony państwa czechosłowackiego.”... - dla zachowania minimum obiektywności trzeba przypomnieć chociaż tyle, że sytuacja mniejszości polskiej na Zaolziu w latach 1920-1938 choć daleka od ideału była jednak najlepsza w porównaniu z sytuacją wszystkich Polaków żyjących w innych krajach sąsiadujących z IIRP ! Polacy na Zaolziu mieli duże zorganizowane polskie instytucje i organizacje kulturalne, spółdzielcze, oświatowe, mieli swoje polskie partie polityczne, swoich polskich posłów w parlamencie w Pradze, wybierali polskich radych, burmistrzów i wójtów. Mieli polskie szkoły (ponad 80) i przedszkola, polskie chóry, polskie kluby sportowe, polskie spółdzielnie, stale ukazywało się kilkanaście polskich gazet itd. itd. w latach 1919-1938 z Zaolzia musiało emigrować 12-14 tys Polaków. - dla porównania, Aneksja Zaolzia oznaczała dla mniejszości Czeskiej absolutną "śmierć cywilna i polityczną" - bez względu na to czy pochodzili z rodzin mieszkających na Zaolziu od 100 czy 5 lat. Czesi nie mieli żadnej reprezentacji politycznej, samorządowej, społecznej. Wszystkie organizacje społeczne, kulturalne, sportowe itp. zostały rozwiązane, a ich majątek przejęło państwo polskie, nie mogli nawet modlić się w kościołach po czesku, czy publicznie używać języka czeskiego. Wszystkie czeskie szkoły, przedszkola, biblioteki zostały zamknięte Spolszczano im nazwiska, niszczono i profanowano czeskie nagrobki na cmentarzach, palono publicznie czeskie podręczniki i książki itd. itd. W czasie 11 miesięcy rządów polskich 02.1938-08.1939 - z Zaolzia musiało emigrować ponad 30-35 tys Czechów. „W dniu 1 października 1938 r. wojska polskie przekroczyły Olzę przyłączając Zaolzie do Polski.”… Trzeba przypomnieć, że Zaolzie i Polacy na Zaolziu byli tylko pionkami w "chorej" polityce min. Becka. Wyraźnie to widać jeśli się przypomni że mimo iż Czesi oddali Zaolzie (10.10.1938), to już 7 października 1938r (jeszcze polskie czołgi zajmowały Zaolzie) z inicjatywy min. Becka rozpoczęto bezpośrednie przygotowania do kolejnego ataku na Czechosłowację – akcji terrorystycznej „Łom”. Od 22 października do końca listopada 1938r liczące ponad 600 ludzi, nieumundurowane oddziały terrorystyczne zbrojnie atakowały terytorium czechosłowackiej Rusi Podkarpackiej. Min. Beck nie tylko cały ten czas mocno naciskał na Węgrów żeby atakowali zbrojnie Czechosłowację ale jeszcze w październiku 1938r bezskutecznie próbował nawet wciągnąć Rumunię do kolejnego rozbioru Czechosłowacji... Kiedy na Rusi Podkarpackiej trwała akcja „Łom”, a z Zaolzia tysiącami wyganiano Czechów, rząd polski nowym ultimatum z 1 listopada 1938r znowu pod groźbą użycia siły wymusił na Czecho-Słowacji kolejne ustępstwa terytorialne, tym razem na Orawie i Spiszu. W czasie zajmowania tych terenów doszło do regularnych i krwawych starć z armią Czecho-Słowacką. Sanacyjny rząd II RP już po oddaniu Zaolzia przez Czechosłowację (10.10.1938r) konsekwentnie prowadził wobec niej skrajnie wrogą i agresywną politykę, dążąc do rozbicia tego państwa. Ten "nóż w plecy" Czechosłowacji rząd IIRP wbijał raz za razem nie tylko na polu dyplomacji ale także używając dużych sił wojska polskiego oraz przeprowadzając największa w historii II RP akcję terorystyczno-dywersyjną... "Śląsk Cieszyński znów był jednością"... - oczywiście kolejny błąd, zachodnia część powiatu frysztackiego i prawie cały powiat frydecki pozostał w Czecho-Słowacji więc Sląsk Cieszyński pozostał dalej podzielony. „Do istnej etnicznej rewolucji doszło w Bielsku, które zatraciło swoją śląską tożsamość kultywowaną przez dawnych mieszkańców.”... - do rewolucji etnicznej doszło ale na pewno nie zniknęła „śląska tożsamość” bo nie ona dominowała w Bielsku. W spisie ludności z 1910r za kryterium przyjęto język, którym spisywany posługiwał się w domu i w Bielsku spisano: 15144 Niemców, 2568 Polaków i 136 Czechów (w dodatku część spisanych jako polskojęzyczni to byli Ślązakowcy - w większości opowiadający się w 1918r za Austrią/Niemcami, a później za Czechami)... Przyczyna błędów/bibliografia: Do propagandowych źródeł i prasy z okresu „gorączki” przed-plebiscytowej proponuje podchodzić z dużą rezerwą - jest zdeformowana nacjonalistyczną „trucizną”. Jeszcze gorzej jest z polską prasą z IIRP - proszę pamiętać, że od 1926r II Rzeczypospolita nie była państwem demokratycznym ale autorytarnym z cenzurą, prześladowaniami politycznymi, Berezą Kartuską, procesem Brzeskim itd. Wartość części takich gazetowych informacji jest na poziomie „Trybuny Ludu” z PRL’u… Proszę też pamiętać, że z II RP musieli uciekać ratując życie tacy ludzie jak Wincenty Witos i Wojciech Korfanty – i to właśnie Czechosłowacja udzieliła im schronienia… Jeśli autor chce mieć szanse na obiektywne poznanie historii sporu polsko-czeskiego o Śląsk Cieszyński nie może w jego bibliografii zabraknąć publikacji takich historyków jak: Grzegorz Gąsior, Bohdan Małysz , Edward Długajczyk, Jerry Tomaszewski. Warto też sięgnąć do publikacji cenionych za obiektywne podejście do tego niełatwego tematu takich czeskich naukowców jak: Mečislav Borák, Ivo Baran , Jiří Friedl, Lubomír Nenička. Mam nadzieję że autor tekstu nie poprzestanie tylko na takim płytkim i schematycznym jednostronnym szkicu ale sięgnie do poważnych publikacji źródeł żeby poznać możliwie najbardziej obiektwyną prawdę...



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Gość: Dan23
Brawo! Swietny i obiektywny wyklad historyczny.
We wrzesniu wojska slowackie ks. Tiso
uczestniczyly w ataku na Polske...



Odpowiedz

Gość: SLONZOK |

@ Gość: A Polska w 1938 razem z Wegrami podkladala bomby na Slowacji....



Odpowiedz

Gość: SLONZOK |

@ Gość: Gość: Dan23 "od początku XXw spór z Niemcami stracił na znaczeniu" Hooopie: BAJKI. Pozatem, jesli mowa o Cieszynie - to z Austryjakoma !



Odpowiedz

@ Gość: SLONZOK,
Polska czy prywatna inicjatywa podkładała te bomby?



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Atimes - polecam w Wikipedii artykuł pod hasłem: Operacja Łom.
Oto fragmenty:
W chwili zakończenia konferencji w Monachium (29–30 września 1938) Węgry przerzuciły do Czechosłowacji dywersantów, jednak oddziały te nie były zdolne do sprawnego działania. Jednocześnie po sukcesie, jakim było uzyskanie Zaolzia, władze polskie przystąpiły do rozformowania oddziałów tworzonych na Śląsku Cieszyńskim. Część dywersantów wyrażała jednak chęć dalszej służby, wobec czego postanowiono skierować ich na Zakarpacie, gdzie również mieli prowadzić działania skierowane przeciw Czechosłowacji, dzięki czemu mieli pomóc Węgrom w opanowaniu tego regionu[1].
Za organizację i przebieg operacji odpowiadała Ekspozytura 2 Oddziału II Sztabu Głównego, która prowadziła systematyczne akcje dywersyjne celem dezorganizacji życia wewnętrznego na styku Rusi Zakarpackiej i Słowacji[3].
Całość artykułu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_%C5%81om



Odpowiedz

Gość: Hetman Mikołaj Mielecki |

@ Gość: Gość: Dan23 Ciekawy temat z bezcennym komentarzem uzupelniajacym.Synteza obydwu textow dala by nie lada artykuł.Czyta sie z prawdziwa przyjemnoscia.



Odpowiedz

Gość: SLONZOK |

@ Atimes Polska - czytaj o "akcji Lom" np. na wikipedii



Odpowiedz

Gość: hanek |

Powtarzana bzdura "Slask cieszynski nalezal do panstwa czeskiego" dyskredytuje autora calkowicie.
Wlasciwie nie ma sensu czytac dalej, bo coz ciekawego moze przekazac osoba, na starcie piszaca stereotypowy idiotyzm?



Odpowiedz
Dariusz Kiełb

Pochodzący z Cieszyna student III roku prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowany historią społeczeństwa polskiego, ze szczególnym uwzględnieniem historii Śląska Cieszyńskiego.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org