Opublikowano
2018-11-07 18:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Jak Niemcy rabowali polskie dzieci?

(strona 2)

Bezwzględna machina III Rzeszy wybierała sobie dzieci z przeznaczeniem do germanizacji lub do zagłady. Niektórzy już nigdy nie poznają swoich korzeni...


Strony:
1 2 3 4

Nie wszystkie dzieci z Zamojszczyzny trafiały do Auschwitz.

– Szacuje się, że w czasie okupacji z Zamojszczyzny wysiedlono około 30 tysięcy dzieci, z czego około 10 tysięcy zmarło w obozach czy w czasie transportu bądź zginęło w różnych okolicznościach, na przykład w czasie pacyfikacji wysiedlanych wsi. Dzieci do dziesiątego roku życia, które były ofiarami pierwszej i drugiej fali wysiedleń, w liczbie około 1900, trafiły do tak zwanych wsi rentowych w powiatach garwolińskim, siedleckim i mińskomazowieckim w dystrykcie warszawskim. Wsie rentowe to były wytypowane miejsca, z których często wcześniej wysiedlono ludność żydowską. Niemcy założyli, że dzieci oraz osoby starsze kierowane do tych wsi będą sobie musiały poradzić same – mówi historyk Agnieszka Jaczyńska, autorka albumu Sonderlaboratorium SS. Zamojszczyzna. – Dzieci, które były wysiedlane w trzeciej fazie, trafiały latem 1943 roku do niemieckiego obozu koncentracyjnego na Majdanku. Z powodu panujących warunków szybko umierały. Te dzieci stosunkowo krótko przebywały na Majdanku, właściwie tylko kilka tygodni, a śmiertelność sięgnęła ponad 10 procent. I tak gdy zimą na przełomie roku 1942 i 1943 panowały ogromne mrozy dziesiątkujące wysiedleńców, to latem 1943 roku upał przyczynił się do większej liczby zgonów. Wspomnienia więźniów obozu Majdanek są wstrząsające.

„Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci” Niemiecki obóz koncentracyjny na Majdanku w czerwcu 1944 roku (domena publiczna)

„Na jednym z pól było ogrodzone miejsce, gdzie znoszono ciężko chorych i umarłych. Widziałam, jak najbliżsi odnosili umierające dzieci, musieli je tam zostawić żywe jeszcze i często przytomne. Zapyta ktoś, czy płakali? Nie. Nie płakali ani ci, którzy zostawali na polu śmierci, ani ci, którzy odchodzili” – to fragment relacji Janiny Buczek-Różańskiej wysiedlonej z Bidaczowa Nowego. W sierpniu 1943 roku z obozu zwolniono część więźniów. Schorowane dzieci trafiły do lubelskich i okolicznych szpitali. Większość z nich była jednak w krytycznym stanie. Na przykład w szpitalu Jana Bożego spośród leczonych 299 dzieci zmarło 155. Większość z nich nie miała ukończonych dwunastu lat.

(…)

Dzieci ze wschodu

Niemieckie Szkoły Ojczyźniane, jak ta w Achern, wymieniono w rozporządzeniu Głównego Urzędu Rzeszy dla Umocnienia Niemczyzny z 1942 roku. Dokument dotyczy „zniemczania dzieci z rodzin polskich i byłych polskich sierocińców” oraz zaleca weryfikację dzieci „nadających się do zniemczenia” poprzez ich selekcję na podstawie badań rasowych i psychologicznych oraz umieszczanie „dzieci w wieku od 6 do 12 lat w Niemieckich Szkołach Ojczyźnianych”.

Zamość: próba generalna

Czytaj dalej...

Dzieci przywożone z Polski nie pochodzą z rodzin folksdojczów, ale tak właśnie zaprezentuje się je później kandydatom na rodziców zastępczych. Dla porządnych Niemców czy Austriaków, którzy decydują się na przygarnięcie osieroconego dziecka, taka wersja będzie do zaakceptowania. Szanujący się obywatel woli nie przyjmować do wiadomości, że we wschodniej Europie Niemcy dopuszczają się zbrodni, porywając dzieci. Wielu z tych, którzy przygarnęli „dzieci ze Wschodu”, jak je nazywano, do końca nie miała świadomości, że je porwano. Albo wolała jej nie mieć.

Gdy Zyta, Halina i Ilona-Helena, trafiają jesienią 1942 roku do Szkoły Ojczyźnianej w Achern, mają już za sobą piekło. Każde z tych piekieł jest inne, ale łączy je to, że żadna z dziewczynek wewnątrz już dawno nie jest dzieckiem.

Zyta

Zyta Suś, rocznik 1934, krótko po urodzeniu zostaje sierotą. Matka, robotnica w jednej z łódzkich fabryk włókienniczych, umiera na gruźlicę trzy miesiące po jej urodzeniu. Zytę przygarnia przyjaciółka matki, ale tylko na chwilę. Kobieta też jest robotnicą i też codziennie musi chodzić do fabryki. Nie ma co zrobić z dzieckiem. Oddaje je do domu dziecka. W metryce chrztu widnieją nazwiska rodziców chrzestnych: Stanisława Olszak, Władysława Wesołowska. Obie matki chrzestne to pracownice sierocińca. Do późnej starości Zyta nie pozna nikogo ze swojej rodziny.

„Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci” Rabunek polskich dzieci przez Niemców podczas akcji wysiedleńczej na Zajmojszczyźnie (domena publiczna)

Ma pecha, że trafia do sierocińca, bo właśnie z takich miejsc w pierwszej kolejności zabiera się dzieci „zdolne do zniemczenia”. Tu nie ma rozdzierających scen z rodzicami, którzy nie chcą oddać dziecka. Potem rzadko kto się o takie dzieci upomina. Zyta pozytywnie przechodzi wstępną selekcję. Doskonale zapamiętała ten dzień, gdy do sierocińca przy ul. Karolewskiej w Łodzi niemieccy żołnierze przyszli po polskie dzieci. To było 14 lipca 1941 roku.

– Po śniadaniu Niemcy wkroczyli do sierocińca. Na korytarzu było słychać głośne krzyki, jakieś rozkazy. Otwarto wszystkie drzwi, ustawiono nas w hali pod ścianami. Jeden z tych umundurowanych Niemców spacerował środkiem hali, uderzał pejczem po cholewach i uważnie się nam przyglądał. Miał czarny mundur ze swastyką na ramieniu. Rozkazał, by następnego dnia wszystkie dzieci umyte, i ogolone na łyso, dostarczono do łaźni miejskiej gdzieś pod Łodzią. Więc nazajutrz ruszyliśmy z naszymi opiekunkami w długą drogę przez miasto, aż weszliśmy na jakieś wielkie podwórze. Przed bramą wychowawczynie oddały nasze dokumenty. Trzeba się było całkowicie rozebrać i zaczęła nas oglądać komisja lekarska. Potem pojawiły się bluzki, drelichy i drewniane buty. Teraz to już rzeczywiście wyglądaliśmy jak prawdziwe sieroty. I znów trzeba było iść przez całe miasto, do następnej bramy – wspomina. Zyta już nie pamięta, skąd ją potem transportowano i dokąd. W ciągu kilku miesięcy zaliczyła kilka sierocińców w różnych miejscowościach na terenie Rzeszy. W latach 70., pisząc do różnych archiwów, mozolnie odtworzyła swoją drogę. Z dokumentów wynika, że wiosną 1942 roku trafiła do Bruczkowa pod Kaliszem. Należy już do dzieci „nadających się do zniemczenia”. Tu za germanizację odpowiada powołana przez SS organizacja Lebensborn. Wyselekcjonowane w sierocińcach dzieci poddawane są kolejnej ocenie.

[Historia Lokalna] Dzieci Zamojszczyzny – zapomniany ratunek dla wysiedlonych

Czytaj dalej...

Cenzurki doktor Hetzer

W Bruczkowie Zyta dostaje złą cenzurkę. „Brudna, niezdyscyplinowana, bez pohamowania robi to, na co jej przyjdzie akurat ochota, nielubiana przez kolegów, których popycha i szczypie od tyłu. Jakiekolwiek próby wychowywania nie robią na niej żadnego wrażenia. Opóźniona w rozwoju”. To surowa ocena cenionej austriackiej psycholog, doktor Hildegard Hetzer, którą do Bruczkowa skierowano na polecenie Heinricha Himmlera. W ośrodkach Lebensbornu ta specjalistka w dziedzinie psychologii i pedagogiki socjalnej odgrywała szczególną rolę, gdyż jej naukowy dorobek odpowiadał ideologom czystości aryjskiej rasy. Już przed wojną tworzyła testy, które służyły do oddzielania dzieci opóźnionych w rozwoju od reszty społeczeństwa, wspomagając tym samym politykę eugeniczną. W wiedeńskich domach opiekuńczych na podstawie testów Hetzer decydowano, czy dzieciom warto serwować kolejną dawkę zabiegów wychowawczych, czy też może lepiej je zabić lub wykorzystać do eksperymentów medycznych. Po wojnie Hetzer poświęciła się karierze naukowej. W 1972 została też odznaczona Federalnym Orderem Zasługi I klasy, zaś aż do swoich 90. Urodzin w 1989 roku wykładała na uniwersytecie w Giessen w Hesji, ciesząc się popularnością wśród studentów. Cenzurki, które Hildegard Hetzer i inni psychologowie wystawiali dzieciom w ośrodkach Lebensbornu, decydowały o ich losie. Te, które sprawiały trudności wychowawcze lub miały zbyt mało aryjskich cech, odsyłano do obozu dla dzieci przy ul. Przemysłowej w Łodzi.

Tekst jest fragmentem książki „Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci”:

„Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci” - okładka Autorzy: Ewelina Karpińska-Morek, Agnieszka Was-Turecka, Monika Sieradzka,
Artur Wróblewski, Tomasz Majta, Michał Drzonek
Tytuł: „Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci”
Wydawnictwo m
ISBN: 978-83-8043-429-5
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 165×235 mm
Liczba stron: 396
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką na stronie Wydawnictwa!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: janko |

Dzieci zydowskie przeszly jeszcze wieksze pieklo. Warto pamietac. Czy warto byc dalej tak bezkrytycznym do Niemcow i niesprawiedliwym w nieuzasadnionej nienawisci do Zydow ?



Odpowiedz

Gość: Gruby |

Wierze ze Pieklo istnieje i ze za to co oni zrobili tym dzieciom, zostana potraktowani "specjalnie". Tak "specjalnie" ze nawet diabel w calej swej ochydzie odwrocil by sie zatrworzony. Tego im zycze i kazdemu ktory porywa sie na cos takiego.



Odpowiedz

Gość: sowwa |

co na to tusk



Odpowiedz

Gość: Polka |

I dlatego Niemcy powinny ZAPŁACIĆ Polakom za wszystko : biliony Euro!



Odpowiedz

Gość: |

Wstrząsające !



Odpowiedz
Artur Wróblewski

Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracuje w redakcji portalu Interia. Wykonując zawód dziennikarza jest w stanie poświęcić się największej pasji - historii.

Monika Sieradzka

Od 2016 roku jest warszawską korespondentką Deutsche Welle. Zajmuje się relacjami polsko-niemieckimi, od lat robi także reportaże o tematyce historycznej. W latach 1994 - 2015 pracowała w TVP jako reporterka i wydawca Wiadomości, korespondentka w Szwecji oraz szefowa Redakcji Publicystyki TVP 2. Współtworzyła Festiwal Sztuki Faktu w Toruniu oraz magazyn "Reporter Polski" w TVP (2011-2015). Autorka filmów dokumentalnych dla TVP, BBC, ARD, ZDF. Nominowana do Grand Press (2011).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org