Opublikowano
2009-09-04 09:56
Licencja
Prawa zastrzeżone

Nieprawomyślni żołnierze w Budowie

Niełatwo opisywać historię jednostki wojskowej w niewielkiej miejscowości, zagubionej gdzieś wśród pomorskich wzgórz, jezior i lasów. Życie w tak zwanym „zielonym garnizonie” zawsze toczyło się dość monotonnie, a wydarzenia wielkiej historii stosunkowo rzadko burzyły rutynę codziennych koszarowych czynności. Dopiero dociekliwe poszukiwania pozwoliły odkryć szereg tajemnic tego miejsca – w tym fakt, że koszary pełniły przez krótki czas funkcję ośrodka internowania dla działaczy „Solidarności”. Dzisiaj niemal nikt o tym nie pamięta.


Przed lekturą artykułu warto zapoznać się z tekstem Ordensburg nad Krosinem wprowadzającym w historię obiektu w Budowie. Kiedy gromadziłem relacje żołnierzy zawodowych, którzy przez długie lata służyli w Budowie, zauważyłem, jak niewiele zmieniło się w peerelowskich rytuałach wojskowych w ciągu trzech dekad. A to nie jest dobra wiadomość dla badacza regionalnej historii. Z drugiej strony, położona między uroczymi jeziorami na skraju Puszczy Polskiej jednostka wojskowa, korzystająca z obiektów o bogatej historii, ma niezwykłą moc przyciągania. Mnóstwo tu tajemnic, niewyjaśnionych zagadek, mitów i legend. Słuchając relacji i odwiedzając koszary, rozsmakowałem się w specyficznej atmosferze tego obiektu. Okazuje się, że wielka historia wielokrotnie odciskała wyraźne piętno na życiu budowskich koszar. Z opowieści żołnierzy i personelu wyłaniają się niekiedy bardzo dramatyczne i zaskakujące historie.

Solidarnościowa kompania XI 1982 – II 1983

Niniejszy artykuł stanowi fragment książki o monumentalnym obiekcie w Budowie koło Złocieńca, „Od nazistowskiej twierdzy do polskich koszar” opublikowanej w 2008 roku przez wydawnictwo „Aljar” Alicja Leszczełowska. Zobacz opis książki na stronie wydawnictwa. W 2007 roku, najpierw w audycji radiowej koszalińskiego radia, a później w złocienieckiej prasie lokalnej gruchnęła wieść o tajnych obozach wojskowych dla działaczy „Solidarności”, które miały działać między innymi w Budowie w latach 1982-1983. Źródłem tej sensacyjnej i elektryzującej informacji był artykuł w „Dzienniku Wschodnim”, w którym opisano I Zjazd Uczestników Wojskowych Obozów Specjalnych 1982-1983 w Lublinie. Przybyło tam około stu opozycjonistów zamkniętych niegdyś w czterech obozach wojskowych: w Czerwonym Borze, Czarnem, Budowie i Chełmnie. Budowo zostało wymienione, lecz pozostałą część artykułu poświęcono obozowi w Czerwonym Borze1. W magazynie tego samego „Dziennika Wschodniego” z 13 grudnia 2007 roku ukazał się kolejny artykuł autorstwa Magdaleny Bożko: Pod specjalnym nadzorem. Tutaj znowu znalazła się tylko niewielka wzmianka o Budowie: […] Zostali wywiezieni do czterech różnych obozów: w Czerwonym Borze, Budowie, Chełmnie i Czarnem. Z Lubelszczyzny najwięcej osób trafiło do Czerwonego Boru, a także do Budowa koło Złocieńca (Koszalińskie).2

We wspomnianych artykułach brak jednak relacji opozycjonistów, którzy przebywali w Budowie. Postanowiłem zasięgnąć języka. Moimi rozmówcami byli jednak w większości żołnierze zawodowi służący w tych latach w budowskich koszarach. Wszyscy zaprzeczali istnieniu w Budowie obozu dla powołanych do wojska opozycjonistów. Wskazywali tylko na tak zwane „kompanie polowe”, w których według ich wiedzy służyli wyłącznie kryminaliści. Powoli utwierdzałem się w przekonaniu, że informacja o obozie wojskowym była fałszywa. Za każdym razem pytałem rozmówców, czy przypadkiem wśród kryminalistów nie było działaczy „Solidarności”. Służba w takim towarzystwie mogła być przecież formą dodatkowej, wyrafinowanej represji. Moi rozmówcy nic o tym nie słyszeli lub wręcz zaprzeczali. Podobno jedna z kompanii polowych zakwaterowana była w pierwszym baraku drewnianym koło dzisiejszego kościoła i zorganizowana przy 36 pułku artylerii. Jak się później okazało, wszyscy moi rozmówcy utożsamiali kompanię specjalną dla solidarnościowców przy JW 1013 (68 Pułk Czołgów Średnich) z tworzonymi nieco później kompaniami polowymi, w których rzeczywiście znaczny odsetek stanowiły osoby z kryminalną przeszłością. Jak się przekonamy, czytając poniższe relacje, ówczesne władze zrobiły wszystko, żeby do takich pomyłek dochodziło.

Koszary w Budowie koło Złocieńca

Poruszyłem sprawę na forum internetowym magazynu „Odkrywca”, gdzie wielu pasjonatów chętnie dyskutowało o budowskich zagadkach historii. Rezultaty były podobne. Przytaczam wypowiedź użytkownika forum Tom60, która zawiera kilka interesujących informacji:

Ustosunkowując się do informacji o wojskowym obozie dla działaczy „Solidarności” w latach 1982-1983, myślę, że jest to raczej fikcja. W tych latach istniała przy 36 pułku artylerii tzw. kompania polowa, składająca się z osób kończących karę pozbawienia wolności, z nieuregulowanym stosunkiem do służby wojskowej. Została rozformowana ok. 20 października 1983 r. po zniesieniu rygorów stanu wojennego. Kompanią tą opiekowała się służba polityczna 36 pułku artylerii. Wiek żołnierzy wcielonych do kompanii polowej to 35-40 lat. Dowódcami drużyn byli żołnierze zasadniczej służby wojskowej rekomendowani przez WSW, dochodziło tam do różnych incydentów w relacjach przełożony-podwładny.

Jak widać, znowu pytanie o obóz wojskowy wywołuje wypowiedź dotyczącą kompanii polowej. To zresztą nic dziwnego, gdyż osoby postronne nie mogły chyba odróżnić tych pododdziałów, które wprawdzie w różnym czasie, ale były zakwaterowane w tych samych barakach i wykonywały podobne prace ziemne na poligonie.

Koszary w Budowie: monumentalne wieże-kominy Prawie całkowicie zwątpiłem w istnienie solidarnościowego obozu, gdy wtem poszukiwania w internecie przyniosły zaskakujący rezultat. Znalazłem relację pracownika naukowego Politechniki Wrocławskiej, Andrzeja Sołeckiego, o kompanii polowej w Budowie w 1976 roku. W tym pododdziale służyli opozycjoniści wspólnie z recydywistami. Osoby niechętne władzy wezwane zostały wtedy do wojska tylko na okres jednego miesiąca, w ramach działań prewencyjnych. Władze obawiały się wystąpień przeciwko podwyżkom cen.

Teraz ze zdwojonym wysiłkiem drążyłem temat niepokornych żołnierzy z 1982 roku. Otóż w listopadzie 1982 roku szykowała się wielka akcja protestacyjna podziemnej „Solidarności”. Sposobem na jej częściowe spacyfikowanie było powołanie wybranych osób na kilkumiesięczne „szkolenia” wojskowe. Taki jednorazowy „turnus” mógł ujść uwadze liniowych żołnierzy, którzy byli moimi rozmówcami. Żołnierze z Budowa uwierzyli w intensywnie rozpowszechniane wiadomości o kompanii degeneratów i kryminalistów, a kiedy na wiosnę przy pułku artylerii powołano na półroczny okres kompanię polową złożoną z osób mających przeszłość kryminalną, wszystko zlało się w jedno.

Kolejny trop przyniosła mi wymiana zdań na forum internetowym z panem Leszkiem Jaranowskim, działaczem „Solidarności” z Krakowa, który przebywał w podobnym obozie w Czerwonym Borze:

Panie Jarosławie, proszę się zwrócić do Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” w Lublinie. Pracuje tam jeden z kolegów, który był w Budowie. Nie będę opowiadał o tym obozie, ponieważ byłem w Czerwonym Borze. Od niego, z pierwszej ręki, dowie się pan więcej. Co do przytoczonego faktu, że żołnierze zawodowi mówią tylko o istnieniu tak zwanej kompanii polowej, w której służyły osoby, które popełniły drobne przestępstwa kryminalne, to nic dziwnego, ponieważ tak przygotowywano grunt na przyjęcie działaczy „Solidarności” we wszystkich obozach.3

Poszedłem tym tropem i dodzwoniłem się do Jacka Firkowskiego, wiceprzewodniczącego Zarządu Regionu Środkowowschodniego NSZZ „Solidarność”, który chętnie przekazał mi podstawowe informacje o swoim pobycie w Wojskowym Obozie Specjalnym w jednostce w Czarnem. Należała ona do tej samej 20 Dywizji Pancernej co budowskie jednostki. Kompania dla opozycjonistów liczyła w Czarnem około 100 żołnierzy, byli to działacze z Białegostoku, Lublina, Warszawy, Kielc i Kraśnika. „Ćwiczenia” trwały od 5 listopada 1982 do 3 lutego 1983 roku. Jadąc pociągiem z kartą powołania do tej jednostki, pan Firkowski poznał innego działacza „Solidarności”, Jana Andrzejkiewicza, który został skierowany do Budowa koło Złocieńca. Kiedy wspomniałem o tym, że w Budowie w pamięci kadry zawodowej pozostały tylko kompanie polowe, złożone z kryminalistów, pan Jacek roześmiał się. Przyjazd opozycjonistów do Czarnego został przygotowany w taki sposób, że obecni w jednostce żołnierze byli przekonani, że do koszar przyjadą zwyrodnialcy i kryminaliści. W ten sposób przez kilkanaście dni uzyskano dodatkową izolację „powołanych do wojska” działaczy „Solidarności”, gdyż żołnierze służby zasadniczej unikali wszelkich kontaktów z nimi. Dopiero później zrozumieli, z kim mają rzeczywiście do czynienia. Jacek Firkowski przypuszcza, że kadra zawodowa od początku zdawała sobie sprawę z sytuacji. Oficerowie z jednostki w Czarnem nie okazywali niechęci związkowcom, wykonywali po prostu rozkazy przełożonych. Zauważalne były nawet nieśmiałe oznaki współczucia. Oprócz miejscowej kadry byli tam też specjalnie dobrani przyjezdni, którzy wykazywali znaczną aktywność w dokuczaniu internowanym. „Internowani” – to chyba właściwe określenie, gdyż nie wydawano im broni, nie organizowano dla nich szkoleń i przetrzymywano w izolacji, pod ścisłym nadzorem. Z pewnością nie były to ćwiczenia wojskowe, lecz forma represji. O charakterze obozu najlepiej świadczy fakt, że w Czarnem nie wydano żołnierzom dystynkcji. Rozdanie właściwych oznaczeń stopni wojskowych nastąpiło dopiero po trzytygodniowym dopominaniu się. Mój rozmówca otrzymał wtedy należne mu dystynkcje kaprala.

Żołnierze byli kierowani do prac na poligonie, gdzie wykonywali dość bezsensowne prace inżynieryjne. Jacek Firkowski mówi, że nawet takie obowiązki pozwalały lepiej znosić nudę i rozłąkę z rodziną. Do pierwszych odwiedzin najbliższych doszło dopiero po miesiącu. Kiedy pan Jacek chciał zadzwonić do żony, która przechodziła właśnie operację, do budki telefonicznej eskortował go uzbrojony żołnierz. Te pierwsze tygodnie były najtrudniejsze. Wszystkim ogolono włosy, zatajono cel zgrupowania i czas jego trwania.

Zbiórka żołnierzy w budowskich koszarach

Wśród żołnierzy mieszkali informatorzy, którzy odegrali wyjątkowo niechlubną rolę. O wszelkiego rodzaju planowanych protestach natychmiast wiedziało dowództwo zgrupowania. Tak właśnie było, kiedy żołnierze organizowali protest dla uczczenia rocznicy wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia. W nocy poprzedzającej tę rocznicę ogłoszono alarm i zarządzono długi, wyczerpujący marsz. Perfidnie wykorzystywano fakt nominalnego powołania do służby wojskowej, gdyż wszelkie protesty łatwiej było tłumić, używając straszaka odpowiedzialności karnej za niewykonanie rozkazu. W przeciwieństwie do kompanii polowej z 1976 roku, w Czarnem w 1982 roku nie było kryminalistów, pododdział składał się tylko z represjonowanych działaczy „Solidarności”. Upokarzający był też sposób zakończenia obozu, kiedy przeprowadzono szczegółową rewizję, podczas której żołnierze musieli rozebrać się do naga. Następnie małymi grupami rozwożono rezerwistów na różne stacje kolejowe.

Dalsze poszukiwania przyniosły kolejne trzy nazwiska działaczy „Solidarności”, którzy zostali powołani do jednostki w Budowie: Jan Andrzejkiewicz, Stanisław Czopowicz i Artur Kotyra. Wypowiedź tego ostatniego odnalazłem na jednej ze stron internetowych poświęconych Wojskowym Obozom Specjalnym. Artur Kotyra wymienił kolejne, czwarte nazwisko:

A mnie wraz ze Zbyszkiem Grucą zaraz po przyjeździe, tak na dzień dobry, zamknięto do aresztu – wtrąca Artur Kotyra, związkowiec z Cukrowni Lublin, który zimę 1982 roku spędził w Jednostce Wojskowej nr 1013 w Budowie koło Złocieńca. – To było przeżycie, nie byłem wcześniej w wojsku, gdyż miałem kategorię D.4

Nawiązanie kontaktu z żołnierzami, którzy powołani zostali do Budowa, okazało się niezmiernie trudne. Artur Kotyra był przewodniczącym organizacji związkowej w Cukrowni Lublin i właśnie prowadził akcję protestacyjną przeciwko jej likwidacji. Robi więc to, co przed dwudziestu laty. Niestety, telefony cukrowni milczą. Według informacji, które przekazał mi Jacek Firkowski, Jan Andrzejkiewicz powinien być szefem NSZZ „Solidarność” w lubelskiej kopalni węgla kamiennego „Bogdanka”, ale w sekretariacie tego przedsiębiorstwa dowiaduję się, że pan Andrzejkiewicz został zwolniony. Nie mają też jego numeru telefonu. Chyba prześladuje mnie jakiś pech. Ponownie zwracam się do Leszka Jaranowskiego i od niego otrzymuję nick Stanisława Czopowicza w internetowym komunikatorze Skype. Wysyłam wiadomość i ku mojej radości otrzymuję odpowiedź:

Tak, byłem w Budowie w JW 1013 od 5.11.1982 r. do 3.02.1983 r. Nie wiem, jakimi wiadomościami mógłbym się podzielić. Przeszedłem wszystko to, co inni z mojego plutonu i dodatkowo trzydniową głodówkę w izbie chorych, po zatruciu się „pysznym” pasztetem mazowieckim na pierwszej kolacji. Może nasz obóz wyróżniało coś szczególnego, o czym nie wiem5.

Odpowiadam szybko, że w Budowie wiele osób nic nie wie, a nawet zaprzecza istnieniu obozu dla działaczy „Solidarności”. Podaję mój e-mail i numer telefonu.

Zbiórka przed olimpijkami. Zdjęcie z archiwum 2 BZLeg

Telefon od Stanisława Czopowicza zaskakuje mnie podczas joggingu w lesie. Nie mam możliwości prowadzenia notatek, a tymczasem ze słuchawki płyną obfitym strumieniem daty, nazwiska i opisy wydarzeń. Chwytam patyk i zaczynam zapisywać wszystko na piaszczystej leśnej drodze. Później wklepuję te dane do telefonu komórkowego. Obawiałem się, że może to być jedyna nasza rozmowa, ale po kilku dniach spotykamy się przy kawie i wysłuchuję długiej opowieści.

Stanisław Czopowicz był aktywnym działaczem nielegalnej wówczas „Solidarności” w Warszawskich Zakładach Komunikacji Miejskiej. Władze zdawały sobie sprawę z jego poczynań, co przejawiało się licznymi rewizjami mieszkania. Nic dziwnego, że znalazł się na liście tych, których należało prewencyjnie „powołać do wojska”:

W 1982 roku pracowałem w Miejskich Zakładach Komunikacyjnych w zajezdni Redutowa jako kierowca autobusu. Kiedy przyszło wezwanie do wojska, przebywałem z rodziną u teściów. Wezwanie przyniosła moja matka, zdając sobie sprawę, że chodzi o coś ważnego i pilnego. Kiedy otworzyłem przesyłkę, okazało się, że za dwa dni mam się stawić w jednostce wojskowej w jakimś Budowie. W Polsce są cztery miejscowości o takiej nazwie a słowa „koło Złocieńca” były niedbale nabazgrane i nie mogłem ich odczytać. Dopiero kobieta w kasie kolejowej domyśliła się, o jakie Budowo chodzi. Podróż koleją trwała cały dzień. Wyjechałem w godzinach rannych, a na dworzec w Złocieńcu dotarłem o około godziny 23. Na ulicy czekał wojskowy star i jakiś podoficer zagadnął mnie, czy chcę dostać się do jednostki. Na pace było już kilku mężczyzn, jednak w drodze prawie nie rozmawialiśmy, bo wszyscy byli zmęczeni podróżą.

Drewniane baraki, gdzie mieszkali kiedyś polscy jeńcy wojenni, później kwaterował tam batalion rozpoznawczy, WOS i kompanie polowe. Fot. M. Leszczełowski

Po przybyciu do jednostki Stanisław Czopowicz zjadł kolację. Pasztet nie wyglądał najlepiej, ale głód po wielogodzinnej podróży pociągiem był silniejszy. Wkrótce pojawiły się bóle brzucha i wysoka gorączka. Jego przybycie na izbę chorych wywołało pewien popłoch wśród sanitariuszy. Pan Stanisław dowiedział się wtedy, że wszyscy rezerwiści zostali przedstawieni innym żołnierzom jako niebezpieczni degeneraci i narkomani. Tymczasem na trzymiesięczne szkolenie w Budowie przybyło około siedemdziesięciu trzech związkowców. Odmiennie niż to miało miejsce w 1976 roku w obozie nie było kryminalistów, żołnierze kompanii pochodzili głównie z południowo-wschodniej części Polski i wszyscy byli związani z „Solidarnością”.

Rezerwistom otwarcie powiedziano, że za próbę opuszczenia koszar będą karani z całą surowością. Każde samowolne oddalenie nie miało być traktowane jak wykroczenie dyscyplinarne, lecz jak dezercja, czyli przestępstwo. Ta groźba skutkowała. Pan Stanisław wspomina:

Mieliśmy wrażenie, że wojsko szuka tylko pretekstu, żeby nas pognębić. Na warunki zakwaterowania nie mogliśmy jednak narzekać, zwłaszcza kiedy czytam o sytuacji w Czerwonym Borze. Mieszkaliśmy jak inni żołnierze. Atmosfera tworzona przez kadrę na oficjalnych zbiórkach była nieprzyjemna, zupełnie inaczej było podczas prac na poligonie, kiedy kadra kompanii zwracała się do nas zupełnie normalnie.

Kompania zakwaterowana była w drewnianych barakach w pobliżu Drawy, które 13 grudnia 1981 roku opuścił 8 batalion rozpoznawczy.

Na „zajęcia” rezerwiści maszerowali do lasu za kanałem Drawy. Na trzydzieści osób wydawano tylko około sześciu łopat, piłę i jedną siekierę, co świadczyło o wadze wykonywanych prac. Zasypywali jakieś dziury, poprawiali drogę itp. Po tego rodzaju „szkoleniu” do książeczek wojskowych wpisywano dodatkową specjalność: „saper”, co zakrawało na kpinę.

Kadra zawodowa zachowywała się z reguły przyzwoicie, ale widać było, że obawiają się okazywać większą przychylność solidarnościowym żołnierzom, w których szeregach umieszczono prawdopodobnie informatorów. Działalność tych ostatnich dała się zauważyć w związku z pewnym incydentem. Rezerwiści dowiedzieli się, że trwają przygotowania do niedzielnej przysięgi młodego rocznika. Rodzice i zaproszeni goście, idąc do jednostki, musieli mijać drewniane baraki. Była więc okazja do zaplanowania jakiegoś żartu. O tych planach szybko doniesiono jednak kadrze jednostki, która o świcie w niedzielę ogłosiła kompanii alarm połączony z forsownym marszem terenowym.

Stanisław Czopowicz pamięta tylko jeden incydent, który stawia jego dowódcę plutonu, porucznika M., w złym świetle. Podczas marszu na poligon żołnierze zaczęli kreślić tak zwane kotwice „Solidarności” walczącej. Przestraszony porucznik zaczął gorączkowo szukać winnych. Próbował kupić informację od Stanisława Czopowicza, obiecując w zamian wyjazd do domu na przepustkę. Oferta została stanowczo odrzucona.

Na dowódców drużyn zostali wyznaczeni młodzi kaprale służby czynnej:

Wszyscy ci młodzi chłopcy mieli wpojone, że jesteśmy kryminalistami i narkomanami. Dopiero później przekonali się, że tak nie jest, ale mimo to w ogóle nie uczestniczyli w naszym codziennym życiu. Kiedy musieli wyprowadzić nas na zajęcia z musztry, zwoływali zbiórki, a poza tym kontaktów prawie nie było. Nie mieliśmy też styczności z personelem jednostki, tylko obsługa kuchni przywoziła nam jedzenie wózkiem akumulatorowym.

Narzekano na kiepskie jedzenie oferowane kompanii:

Nie chodziliśmy do stołówki żołnierskiej, zamiast tego urządzono nam prowizoryczną jadalnię w pobliżu baraków. Jedzenie było tak fatalne, że w końcu poskarżyliśmy się dowódcy pułku. Ciągle otrzymywaliśmy jakąś namiastkę zupy i rozwodniony kompot. Ser był bardzo często zepsuty. Dowódca wezwał kwatermistrza, który stwierdził, że nasz posiłek nie pasował do zatwierdzonego jadłospisu. Stało się jasne, że ktoś podkradał przeznaczone dla kompanii produkty żywnościowe. Po tym zdarzeniu przez dwa dni jedzenie było lepsze, a później znowu wszystko wróciło do normy.

Przy barakach zorganizowano małą kantynę, gdzie za wydawane żołnierzom kartki mogli kupić kawę, której picie stanowiło jedną z nielicznych przyjemności.

Żołnierze szukali też urozmaicenia kiepskiej kuchni:

Kiedyś wpadliśmy na pomysł i zaczęliśmy zbierać kiepską margarynę, wydawaną na kolację. Od gospodarzy mieszkających przy ulicy Nadrzecznej kupiliśmy najpierw 20 kilogramów ziemniaków, a później braliśmy nawet po pół worka. Tłuszcz został roztopiony na ognisku, a ziemniaki pokrojone na frytki. W ten sposób powstała potrawa lepsza od tych wydawanych w oficjalnej stołówce. Nazywaliśmy ją „ziemniaki po sapersku”. Było ich tylko trochę mało, ale zwyczaj się przyjął. Dowódca plutonu, porucznik M., nie przeszkadzał w tym pitraszeniu, a nawet dawał nam sygnały, kiedy możemy to spokojnie robić.

Było bardzo zimno, a tymczasem solidarnościowym wojakom nie wydano zimowych czapek, tylko berety. Ich rozmiarem nikt się nie przejmował. Pan Stanisław otrzymał za mały beret, który ciągle zsuwał mu się z głowy. W końcu po wielu żądaniach rzucono kompanii worek z czapkami zimowymi. Tym razem Stanisław Czopowicz otrzymał wielką czapkę o numerze 63, podczas gdy jego rozmiar głowy wynosił 56.

Zbliżał się 13 grudnia, rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Mój rozmówca tak wspomina rocznicowy protest:

Szczególne podekscytowanie kadry obserwowaliśmy, gdy zbliżała się rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Tymczasem my nie planowaliśmy niczego szczególnego. Po prostu podczas posiłków każdy z nas brał talerz z jedzeniem i po krótkiej chwili cała jego zawartość lądowała w kuble. Na drugi dzień dowódca pułku przyszedł na specjalnie zwołaną zbiórkę i miał do nas pretensje o zmarnowanie takiej ilości dobrego jedzenia. Dowódca pułku nie poruszał jednak sprawy rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, nie chcąc wkładać kija w mrowisko.

Dużo poważniejszy skandal wybuchł, kiedy radio Wolna Europa poinformowało o wojskowym obozie dla opozycjonistów w Budowie koło Złocieńca. Wymieniono nazwiska całej kompanijnej kadry. Zawrzało jak w ulu, gdyż stało się oczywiste, że komuś udało się przekazać tę informację na zewnątrz. O świcie ogłoszono alarm i wyrzucono żołnierzy z baraków, nie pozwalając im się ubrać. Kiedy rezerwiści stali w pidżamach na zbiórce, w barakach przeprowadzano szczegółową rewizję, przewracając wszystko do góry nogami. Szukano jakiejś radiostacji, ale bez rezultatu. Przez cały dzień nie było już spokoju: najpierw długi wyczerpujący marsz, a później musztra, ćwiczenia i powtarzane kilkakrotnie rewizje.

W trzecim tygodniu pobytu na odwiedziny zaczęły przyjeżdżać rodziny. Do mnie przyjechała żona, która dotarła do jednostki o 10.00, o czym powiadomiono mnie dopiero po dwóch godzinach, co odebrałem jako wyjątkowo złośliwą szykanę. Po południu zwróciłem się do dowódcy plutonu z prośbą o przepustkę. Decyzję wypracowywano w pocie czoła przez półtorej godziny. Porucznik pewnie pytał o zgodę dowódcę jednostki. W końcu otrzymałem przepustkę i pojechaliśmy z żoną na dworzec w Złocieńcu.

Podczas naszej rozmowy pan Stanisław Czopowicz nie mógł opanować wzruszenia, kiedy opowiadał o wspólnej Wigilii w budowskim baraku. Rezerwiści przygotowywali się do tego wydarzenia kilka dni. Załatwili czyste prześcieradła, które posłużyły jako obrusy, zebrali też pewną ilość konserw rybnych, trochę chleba i czarną kawę.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w momencie rozwiązywania zgrupowania:

Od początku nie wiedzieliśmy, kiedy nastąpi zwolnienie do cywila. Nikt nas nie informował. Ale po zachowaniu kadry wyczuwaliśmy, że nastąpi to lada chwila. Zbliżał się trzeci miesiąc ćwiczeń. Jednak do ostatniego momentu nic nam nie mówiono. Nagle na jednej ze zbiórek polecono nam iść się przebrać w cywilne ubrania. Zorganizowano to w taki sposób, że po zdjęciu munduru musieliśmy przejść do innego pomieszczenia, żeby włożyć cywilne ubrania. To przechodzenie między dwoma pomieszczeniami było swojego rodzaju pułapką. Od jakiegoś czasu wytwarzaliśmy własnym sumptem różnego rodzaju pamiątki z motywami „Solidarności”, stanu wojennego i obozu wojskowego w Budowie. Z monet robiliśmy medaliony z orłem, które były obrabiane pilnikiem i papierem ściernym. Powstawały też pamiątki z drewna brzozowego. Nie kryliśmy się z tym specjalnie, dlatego było wiadomo, że mamy tego rodzaju przedmioty. Większość z nas wyczuła niebezpieczeństwo i zostawiała pamiątki przy mundurach, co oznaczało ich utratę. Sześciu naszych kolegów postąpiło inaczej. Postanowili zaryzykować i zabrali pamiątki ze sobą. Niestety, jak dowiedziałem się kilka miesięcy później, cała szóstka została zatrzymana. Najpierw siedzieli trzy miesiące w areszcie wojskowym, a później kolejne trzy w cywilnym. Ostatecznie nie zdecydowano się wytoczyć im sprawy sądowej. Ich rodziny przez te pół roku były bez środków do życia, gdyż rodzinom aresztantów nie przysługiwało prawo do pobierania ich zakładowych pensji.

Jeden z baraków, w których zakwaterowano działaczy „Solidarności”. Fot. M. Leszczełowski

Dziś Stanisław Czopowicz chce tylko, żeby oficjalnie przyznano, że ówczesne władze użyły polskiego munduru jako więziennego drelichu. Chce też, żeby ujawniono dokumenty o masowym powoływaniu do wojska działaczy „Solidarności” w listopadzie 1982 roku. Po rozmowach z żołnierzami zawodowymi z Budowa muszę przyznać, że nikt nie pamięta tutaj o solidarnościowej kompanii. Co gorsza, niemal wszyscy utożsamiają ten faktyczny wojskowy obóz internowania z późniejszymi kompaniami polowymi, które kwaterowały w tych samych barakach. Jak widać, perfidny plan przedstawiania opozycjonistów jako kryminalistów do dziś wydaje owoce.

Przez Stanisława Czopowicza dotarłem do Artura Kotyry, który w 1981 roku należał do władz NSZZ „Solidarność” Cukrowni Lublin. Załoga tego zakładu przywitała ogłoszenie stanu wojennego 13 grudnia strajkiem protestacyjnym. Prawdopodobnie tej właśnie okoliczności pan Artur zawdzięczał powołanie na „ćwiczenia rezerwy” do Budowa w listopadzie 1982 roku. Ze względu na kategorię zdrowia nigdy wcześniej nie był w wojsku. Przejazd pociągiem z Lublina do Budowa trwał wiele godzin. Połączenia nie były dobre, dlatego do jednostki w Budowie dotarł za późno, za co swój pierwszy dzień w wojsku spędził w areszcie. Po przybyciu do kompanii zakwaterowanej w drewnianych barakach Artur Kotyra szybko zorientował się, że jest wśród swoich. Każdy z rezerwistów był aktywnym działaczem zdelegalizowanej „Solidarności”: z Kielc, Świdnika, Lublina, Białegostoku i Warszawy. Otaczała ich powszechna nieufność. Młodym podoficerom, którzy pełnili funkcje dowódców drużyn, naopowiadano, że będą mieć do czynienia kryminalistami. Baraki były odizolowane od reszty jednostki, dlatego kontakty z innymi żołnierzami, personelem koszar i mieszkańcami osiedla były sporadyczne. Podczas wykonywania prac porządkowych na terenie garnizonu ciągle widzieli nieufne spojrzenia przypadkowo spotkanych osób. Pan Artur pamięta wiele wydarzeń, które opisał mi Stanisław Czopowicz: głodówka 13 grudnia 1982 roku, nazwiska kompanijnej kadry i jej dość poprawne zachowanie, wykonywanie trywialnych prac ziemnych na poligonie. Nie pamiętał wydarzenia z audycją w Radiu Wolna Europa, wspomniał za to o cyklicznych przesłuchaniach prowadzonych przez oficerów kontrwywiadu. Były one długotrwałe i męczące. Oficerowie wypytywali solidarnościowych rezerwistów o nastroje i zdarzenia w kompanii. Wiele pytań dotyczyło także ich macierzystych zakładów pracy. Inną ciekawostką było zorganizowanie przez jednego z kolegów z Warszawy czegoś w rodzaju sylwestrowych zawodów biegowych wokół baraków. Jak wspomniałem wcześniej, Artur Kotyra jako jedyny z kompanii nigdy wcześniej nie służył w wojsku. Pewnego dnia został zaprowadzony przez kogoś z kadry do sali w sztabie, gdzie wraz z kilkoma żołnierzami-sportowcami złożył przysięgę wojskową.

W dniu likwidacji obozu żołnierze jak zwykle udali się na poligon do prac ziemnych, krótko po tym przywoływano kolejno plutony do baraków. Tam przed przebraniem się w ubrania cywilne żołnierze musieli przejeść szczegółową rewizję, w czasie której znaleziono u kilku kolegów zrobione własnym sumptem pamiątki z motywami obozu wojskowego w Budowie i „Solidarności”. Posiadacze pamiątek zostali aresztowani. Pan Artur przypuszcza, że cała ta akcja była rezultatem donosu.

Fakt powoływania działaczy „Solidarności” do zasadniczej służby wojskowej jest niewątpliwy, gdyż w archiwach IPN znajduje się pismo z 21 października 1982 roku autorstwa dyrektora V departamentu MSW w Warszawie, skierowane do zastępców komendantów wojewódzkich MO. W piśmie znajduje się polecenie wytypowania osób podejrzanych o organizowanie strajków, zajść ulicznych, czynną, wrogą działalność (druk, kolportaż), a nie nadających się z różnych powodów do internowania lub zatrzymania, w celu powołania ich na ćwiczenia wojskowe lub do odbycia zasadniczej służby wojskowej6.

Fragment zarządzenia nr 0232 szefa sztabu Pomorskiego Okręgu Wojskowego powołującego kompanię w Budowie. Kopię udostępnił Leszek Jaranowski

Fragment zarządzenia nr 0232 szefa sztabu POW, zawierający polecenie zniszczenia kopii tego dokumentu. Kopię udostępnił Leszek Jaranowski

Pan Marcin Dąbrowski, historyk z lubelskiego IPN-u, precyzuje powody powoływania działaczy „Solidarności” do wojska pod koniec 1982 roku:

To nie przypadek, że 2 listopada 1982 roku powołano do „wojska” tak dużą grupę działaczy „Solidarności” z całego kraju. 8 października Sejm PRL uchwalił nową ustawę o związkach zawodowych, która przekreślała szanse na reaktywację „Solidarności”. W odpowiedzi na to 9 października podziemne władze związkowe wezwały działaczy do zorganizowania 10 listopada strajku generalnego. To miała być równocześnie rocznica zarejestrowania „Solidarności” w 1980 roku. 11-13 października zaczęły się pierwsze zamieszki w kraju. Trzeba było coś z tym zrobić, tym bardziej, że władze szykowały się do zniesienia stanu wojennego. Wymyślono więc unieszkodliwienie działaczy „Solidarności” poprzez masowe wcielenie ich do wojska. Najwięcej osób było z krakowskiego, lubelskiego, gdańskiego, wrocławskiego i z Wielkopolski. Nie ma wątpliwości, że miało to charakter represyjny7.

WOS w Budowie został zorganizowany na podstawie zarządzenia szefa sztabu Pomorskiego Okręgu Wojskowego nr 0232 z 28 października 1982 roku w sprawie powołania żołnierzy rezerwy na ćwiczenia wojskowe. Nazwa tego dokumentu miała charakter kamuflażu, gdyż powoływano również osoby, które nigdy w wojsku nie służyły. Zarządzenie nakazywało stworzenie dwóch kompanii żołnierzy rezerwy w 20 Dywizji Pancernej w Czarnem i Budowie. Kompanie miały liczyć siedemdziesięciu pięciu żołnierzy i podoficerów powołanych przez wojewódzkie sztaby wojskowe Warszawskiego Okręgu Wojskowego, obejmującego Polskę południowo-wschodnią. Nie stosowano nazwy „kompania polowa”. Opisano natomiast zakres szkolenia rezerwistów: Sformowane pododdziały objąć intensywnym szkoleniem w specjalnościach korpusu osobowego inżynieryjno–saperskiego, głównie w grupie osobowej budowy dróg, mostów i fortyfikacji oraz grupie przeprawowej, a ponadto wykorzystać do zabezpieczenia wykonywania bieżących prac inżynieryjnych na poligonach i placach ćwiczeń według specjalnie opracowanych programów z zachowaniem wszelkich obowiązujących rygorów służby wojskowej. Symptomatyczne jest ostatnie zdanie zarządzenia: Kopię zarządzenia zniszczyć w marcu 1983 r.8

W maju 2008 roku Leszek Jaranowski opracował stronę internetową poświeconą WOS w Budowie. Znajduje się tam między innymi imienna lista sześćdziesięciu dziewięciu żołnierzy WOS w Budowie: 14 z Wojskowej Komendy Uzupełnień (WKU) w Lublinie, 18 z WKU w Białymstoku, 11 z WKU w Kielcach, 13 z WKU w Warszawie, 3 z WKU w Radomiu, 5 z WKU w Kraśniku, 1 z WKU w Kozienicach, 1 z WKU w Piotrkowie Trybunalskim, 1 z WKU w Puławach, 1 z WKU w Starachowicach i 1 z WKU w Tomaszowie Mazowieckim9.

Kompanie polowe w Budowie

Pomimo starannych działań maskujących ówczesnych władz państwowych i wojskowych chyba łatwo już odróżnimy solidarnościowe WOS od kompanii polowych, które formowano z osób niezwiązanych z działalnością opozycyjną. W Budowie kompanię polową zorganizowano przy 36 pułku artylerii i zakwaterowano w barakach, które w lutym opuścił solidarnościowy WOS. Informacje na ten temat przekazał mi między innymi Antoni Sarnowski, który zaczął swoją wypowiedź w znany mi już sposób:

Proszę nie wierzyć, że to była opozycja solidarnościowa. To bzdura. To byli ludzie, którzy od lat wymigiwali się od wojska i od pracy, a większość z nich miała za sobą wyroki więzienia. Wiem, bo miałem w rękach ich dokumenty.10

Po krótkiej wymianie zdań okazało się, że pan Antoni mówi o kompanii polowej utworzonej na wiosnę 1983 roku, która nie miała nic wspólnego z rozwiązanym w lutym tego roku WOS. Kompania polowa przy pułku artylerii służyła w Budowie pół roku. Antoni Sarnowski przypomina sobie, że były dwa lub trzy „turnusy” takich kompanii, ale tylko jeden organizowany był przez 36 pułk artylerii. Żołnierze kompanii polowej również nie otrzymywali broni i kierowani byli do prac ziemnych na poligonie, dlatego i w tym wypadku trudno mówić o ćwiczeniach wojskowych, lecz raczej o formie izolacji. Tych specyficznych żołnierzy, wśród których panowały podobno więzienne obyczaje i swoista hierarchia.

Niezależnie od faktu, kto był wcielany do kompanii polowych, i w tym wypadku mundur polskiego żołnierza pełnił rolę więziennego drelichu, co nie przynosi chwały ówczesnemu Ministerstwu Obrony Narodowej.

Niedoszłe „czerwcowe warchoły” 1976

Okazuje się, że pomysł prewencyjnego powoływania do wojska działaczy opozycji nie powstał w 1982 roku. 24 czerwca 1976 premier Piotr Jaroszewicz w wystąpieniu sejmowym przedstawił projekt drastycznej podwyżki cen żywności: mięsa o 69%, masła i serów o 50%, cukru o 100%, ryżu o 150%, warzyw o 30%. Miały one wejść w życie trzy dni później. Władza „ludowa” zdawała sobie sprawę z nastrojów ludności i podjęła gorączkowe przygotowania do pacyfikacji ewentualnych protestów. Oczekiwano zamieszek w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie, Krakowie oraz na Śląsku, gdzie koncentrowano znaczne oddziały milicji. Podwyższono stopień gotowości bojowej w jednostkach podległych MSW. Tymczasem największe wystąpienia miały miejsce w Radomiu, co niewątpliwie było niespodzianką dla władz.

Zupełnie nieznany jest fakt prewencyjnego powoływania na ćwiczenia wojskowe podejrzewanych o niechęć do władz osób, których listy sporządzano w wielkich zakładach pracy i na uczelniach. Byli to między innymi uczestnicy protestów w marcu 1968 i grudniu 1970 roku. Niepokorni włączani byli w skład tak zwanych „kompanii polowych”, składających się w znacznym stopniu z byłych pensjonariuszy zakładów karnych. Była to wyrafinowana forma prewencyjnej represji.

Szukając materiałów na ten temat, odnalazłem w internecie szczegółową relację pracownika naukowego wrocławskiej politechniki, Andrzeja Soleckiego, który odbył miesięczną służbę w „kompanii polowej” przy Jednostce Wojskowej 1013 (68 pułk czołgów średnich) w Budowie. W poczet niepokornych został przez władze zaliczony ze względu na udział w studenckich protestach w marcu 1968 roku. Jego długą i barwną relację publikowała paryska „Kultura” w 1976 roku11. Zainteresowanych tematem kompanii polowych dla niepokornych w 1976 r. odsyłam do wspomnianego artykułu Andrzeja Sołeckiego.

Grudzień 1970. Pierwszy „zaciąg niepokornych” w Budowie

Zupełnie nieoczekiwanie podczas wysłuchiwania relacji jednego z żołnierzy zawodowych uzyskałem informację o „niepokornych żołnierzach” z 1970 r. Po krwawym stłumieniu robotniczych protestów na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. władze podjęły działania mające na celu zapobieżenie dalszym niepokojom społecznym. Okazuje się, że jedną z metod było powoływanie młodych uczestników zajść w Trójmieście do dwuletniej służby wojskowej. Tacy żołnierze zostali wcieleni do 36 pułku artylerii w Budowie, co dobrze pamięta Antoni Sarnowski:

W 1970 roku, kiedy byłem szefem baterii dowodzenia, do kompani przybyło 26 żołnierzy z Trójmiasta, których wcielono do wojska za uczestnictwo w wypadkach w Gdańsku. Były to osoby, które korzystając z zamieszania demolowały sklepy i dopuszczały się innych aktów wandalizmu. Zamiast skierować do więzienia, powołano ich do wojska. Niektórzy z tych żołnierzy przyznawali się nawet do chuligańskich zachowań podczas wypadków grudniowych. Gdańscy żołnierze uczestniczyli w normalnym szkoleniu, tak jak inni poborowi. Byli w różnym wieku, niektórzy mieli nawet 28 lat. Niekiedy sprawiali drobne kłopoty wychowawcze, ale gdybym miał iść na wojnę, to chciałbym iść właśnie z nimi. To był typ ludzi do „tańca i do różańca”.12

Czy byli to rzeczywiście tylko chuligani, czy też powoływano do wojska demonstrantów i uczestników strajków? Ta sprawa wymaga dokładniejszego zbadania.

Zobacz też

Przypisy

1 M. Bożko, To było gorsze od internowania, „Dziennik Wschodni”, 9 grudnia 2007 r.

2 M. Bożko, Pod specjalnym nadzorem, „Dziennik Wschodni”, 13 grudnia 2007 r.

3 Odnośny adres nie jest już aktywny, ponieważ strona została usunięta.

4 Adam Kruczek, Solidarność inaczej (przedruk artykułu z „Naszego Dziennika”).

5 Relacja S. Czopowicza, archiwum autora. Tak też dalej.

6 WOS - Czerwony Bór [w:] internowani.pl.

7 http://www.darpoint.pl/pages/wos.htm

8 Zarządzenie szefa sztabu Pomorskiego Okręgu Wojskowego nr 0232 (s. 4.), którego kopię udostępnił mi L. Jaranowski.

9 http://www.darpoint.pl/BUDOWO/wos_Budowo.htm

10 Relacja A. Sarnowskiego, archiwum autora.

11 A. Solecki, Dlaczego nie zostałem czerwcowym warchołem, „Kultura”, nr 11/350, 1976, str. 11-34 (kopia na stronie internetowej autora).

12 Relacja A. Sarnowskiego, archiwum autora.

Zredagował: Kamil Janicki

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość |

Kompania Polowa funkcjonowała także w miejscowości Siemirowice od 8.02.1982r przez dwa lata. Stacjonował tam Pułk Lotnictwa Marynarki Wojennej. Powołani byli członkowie Solidarności w liczbie około 30-stu i około 100 skazanych od kolegium do siedmiu lat odsiedzianych. Żołnierze i kadra była przygotowywana na przyjęcie kryminalistów, spaliśmy przez trzy miesiące w namiotach wokół , których pomimo , że było to na terenie koszar ustawiono warty z czynnej służby z bronią. Generalnie nastawienie kadry bylo negatywne i do kryminalistów i do solidaruchów tak byli faszerowani przez politycznych , że uważali stan wojenny za zbawienie. Komisja , która nas przyjmowała była o wszystkim poinformowana, ponieważ podczas wywiadu, kiedy na pytania o karalność padła z mojej strony odmowna odpowiedź przeczytali moje akta i naskoczyli na mnie z pytaniami ile strajków zorganizowaliście itp. Pamietam jednak, że jeden z nich wyszedł za mną i powiedział żebym uważał bo takich jak ja muszą tu zgnoić. O przestraszeniu ich może świadczyć fakt , ze na pierwszym i jedynym strzelaniu przed przysięgą był tylko jeden KBKAK, a dowódca strzelania stał za oddającym strzał z pistoletem i ostrzeżeniem że jak się odwróci to będzie strzelał. Generalnie przez cały czas praca przy rozładowywaniu wagonów i usuwaniu wiatrołomów w lesie przy eskorcie pilotów z bronią. Paru Solidaruchów po około czterech miesiącach przeniesiono do ,, normalnego wojska\" . Pamiętam Szefa Sztabu w JW 4557, który powiedział mi , że był na Syberii i pomimo tego, że niby potem cały szlak miał za sobą to zawsze to się za nim ciągnie i powiedział , że musi mnie zrobić kapralem, żeby służby po wyjściu z wojska odczepiły się ode mnie. Niestety po wyjściu w starej firmie Dyrektor powiedział, że nie ma ze mną przyjemności współpracować.Powołanie do wojska z terminem trzydniowy przyniesiono mi do domu w godzinach późno wieczornych podobnie zresztą jak przdtem zaproszenia na przesłuchania, Pozdrowienia



Odpowiedz

Gość: tomek |

@Gość pamiętam tych ludzi kopali jezioro w Siemirowicach ja chodziłem tam na ryby pamiętam jak ktoś przestrzegał mnie że to kryminaliści ale to byli sympatyczni ludzie pamiętam jak odpoczywali leżąc na trawie i rozmawiali ze mną jeden pokazywał jak mam wiązać żyłkę dziwiłem się wtedy że są inni niż o nich mówili chodziłem tam jeszcze kilka dni potem ich już nie było



Odpowiedz

Gość: jaromir żalikowski |

jako osoba przeciwko której ,w1977 SB prowadziła śledztwo zostałem powołany 18 02 1982do jw 48-48 kompania polowa.skład kompanii 4osoby polityczne, 96 od chuliganów po długie wyroki.



Odpowiedz

Gość: Jacek51 |

Grudzień 1970. Pierwszy „zaciąg niepokornych” w Budowie Krew mnie zalała jak przeczytałem ten podrozdział. Z niego dowiedziałem się że, demolowałem sklepy i dopuszczałem się innych aktów wandalizmu. Nie wiem z jakich ust padło to stwierdzenie ale ona była \"czerwona\". Wrzucanie wszystkich do jednego worka to było za komuny normalne \" kto nie z nami to przeciwko nam\" i to musi być złodziej ,bandyta, warchoł. Ja mieszkałem w Gdyni i trafiłem w trybie ekspresowym ( dzisiaj powołanie i za 24 godziny stawienie się w jednostce) na \"unitarkę do kompani czołgowej a później do kompanii piechoty. W wojsku byłem do X 1972. To straszne jak można oczernić człowieka. Nie pozdrawiam .



Odpowiedz

Gość: Jarek Leszczełowski |

Oburzenie Jacka 51 powinno dotyczy, jak rozumiem, cytowanej w rozdziałku wypowiedzi, nie zaś całego rozdziałku. Zwracam uwagę, że jako autor zacytowałem wypowiedź mojego rozmówcy i napisałem również wyraźnie, z czyich ust pochodzi ten cytat. Jako autor zdystansowałem się przecież od ocen zawartych w wypowiedzi Pana Sarnowskiego, pisząc: \"Czy byli to rzeczywiście tylko chuligani, czy też powoływano do wojska demonstrantów i uczestników strajków? Ta sprawa wymaga dokładniejszego zbadania.\" Rozumiem oburzenie Jacka. Jest ono pewnie uzasadnione, ale proszę bardzo o dokładne, pozbawione emocji, przeczytanie rozdziałku i odróżnienie wypowiedzi autora (czyli mojej) od cytatu wypowiedzi osoby, która niekoniecznie postrzegała te sprawy obiektywnie. Przecież dając tytuł \"Pierwszy zaciąg niepokornych w Budowie\", wyraźnie nawiązałem do kolejnych takich zaciągów organizowanych w latach 1976 i 1982, które niewątpliwie były represjami. Innymi słowy dałem wyraz moim przypuszczeniom, że zaciąg w grudniu 1970 r. miał również charakter represji. Mogłem jednak tylko przypuszczać, zadać pytanie oraz wskazać, że konieczne są dalsze badania. Zachowałem jak widać ostrożność badacza. Bardzo chętnie wysłuchałbym relacji Jacka51. Gdyby zechciał Pan podzielić się relacją o tym, co Pana spotkało, byłbym bardzo wdzięczny. Oto mój adres email: jarek@leszczelowski.pl Pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: Orzeł 1 |

W okresie od końca kwietnia 1981roku do 20 pożdziernika 1982 służyłem w jw.1013 Budowo k/ Złocięńca a więc również w stanie wojenny. Byłem podoficerem w kompani piechoty, która w swojch zadaniach prłniła również służbę warty wewnentrznąej. W okresie stanu wojennego jak i przed często pełniłem obowiązki dwódcy warty.Chcę odnieść się do jednostki, która znajdowała się przed głównym garnizonem. Długo przed ogłoszeniem stanu wojennego w jednostce tej przebywały osoby z którymi władza ludowa nie mogła sobie poradzić lub obawiała się kłopotów.Na pewno byli to ludzie z charakterem. Po13grudnia 1981 roku w jednostce tej pojwili się żołnierze Żandarmeri Wojskowej.Pamiętam o tym fakcjie poniewaz osbiście mniałym z nimi kilka starć.Stan wojenny, pomiętam jak dziś.Nasz pułk czołgów otrzymał rozkaz wyjazdu w okolice Warszawy potem pod Łódź a pozostał pod Bydgoszczą.Po kilku dniach do naszego pułku przwozili chłopaków czołgistów z odmrożonymi kończynami. Wspomienia mineło 30 lat....



Odpowiedz

Gość: kadra |

Jak widze pączkuja kombatanci-słuzba w wojsku nie zabawa były inne czasy-nikogó nie mordowano-byla dyscyplina- tych nie pokornych musiało sie izolowac-takie czasy.Było minęło-



Odpowiedz

Gość: rezerwa |

Lwp było ostoją czci i honoru, kadra zas skarbnicą cnót wszelakich, nie tyko dla zupy służyla ONA wiernie Moskwie... także dla bardziej wymiernych celów, jak i moderator wybiórczo i tendencyjnie dobierający jedynie sluszne wątki.



Odpowiedz

Gość: leszek53 |

w Budowie bylem chyba najczesciej wzywanym wiezniem,tak wiezniem bo pierwszy list od zony i dziecka dali po poltora miesiaca.W nagrode za dobrer sprawowanie wyposcili mnie ostatniego na dworcu w Zlociencu okolo godziny 22,30 a najblizszy pociag do Krzyza mialem chyba okolo 5 ale i tak nie zlamali.Pozdrawiam Wszystkich



Odpowiedz

Gość: Dariusz51 |

Do Jacka51 - ja jestem zapewne z tego samego poboru grudzień 1970 z Gdyni co Ty i też wcielono mnie do 68 PCZ.Skontaktuj się z p.Leszczełowskim i podaj istotne informacje;ja to zrobiłem - pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość: stary |

SZUKAM ZNAJOMYCH Z JW 37 71 PL 3go pobor jesien 78



Odpowiedz

Gość: KsP |

Witam. Niedawno zostałem poiadaczem krzyżyka z wygrawerowanym (lub raczej wydrapanym) z tyłu napisem Czerwony Bór 1982/83 WOS VI. \ Napis na tyle mnie zaintrygował że zacząłem szukać w internecie informacji o Czerwonym Borze i w ten sposób trafiłem również i tutaj. Jestem bardzo ciekawy historii tego krzyżyka, do kogo należał, jak to się stało że za pośrenictwem allegro trafił do mnie na aukcji różności, czy jego właściciel żyje a jeśli tak to czy w ogóle wie że ten krzyżyk "poszedł w szeroki świat"? Ciekawe też czy ten krzyżyk był wykonany pojedyńczo przez kogoś z "powołanych" czy może był w Cerwonym Borze zwyczaj wytwarzania takich krzyżyków. Mam nadzieję że ktoś coś wie na ten temat i odezwie się. Pozdrawiam KsP.



Odpowiedz

Gość: jacek 60 |

istniały równiez samodzielne kompanie polowe stacjonyjące na bazie otk w bytomiu,pniówku,dabrowie górniczej, czestochowie .w ich skład wchodziło kilku działaczy organizacji opozycyjnych a reszta to osoby z wyrokami w zawieszeniu ,po po poprawczakach (głownie chodziło o odizolowanie tzw zadymiarzy z ulic) ja byłem działaczem ZMD i aktywnym członkiem solidarności. powołano mnie 16.02.1982 i byłem skoszarowany w jw ww Bytomiu,pózniej zgrupownie kompani polowych na Rozdrożu Izerskim przy wyrębie lasu,pózniej pomieszano nas ja trafiłem do Dabrowy itd. Było ciekawie?!-bunty ,strajki głodowe -działo się i tak do grudnia 1983 . Kiedy trafiłenm do aresztu w 1985roku za działalność w podziemiu solidarnościowym spotkałem 5 kolegów z wojska.Swoja droga dziwie sie że istnieje taka biała plama na temat samodzielnych kompani polowych w stanie wojennym??



Odpowiedz

Gość |

czytam z zaciekawieniem tych artykulow ostanie wjennym i o utworzeniu kompanji z wbudowidzialaczy solidarnosci w budowie akurat ja sluzylem w jednostce 1013 od 1968 do 1970 na kompanji piechoty znam nawet pana sarnowskiego ciekawe rzeczy o stanie wojennym iwczesniej1968 roku byli powolywani do wojska studenci po strajkach w marcu 1968



Odpowiedz

Gość: józek |

W roku 1980 pracowałem w Budapeszcie, wracając pociągiem na delegację do Krakowa Czescy celnicy wypytywali co przewozimy, skąd wracamy i co robimy. My odpowiadaliśmy , że pracujemy na Węgrzech, a oni Wy Polaczki ne pracujete wy strajkujete / pisownia oryginalna/ Tak nas widział świat wokół tylko my sami tego nie widzieliśmy a pretensje teraz do całego świata tylko nie samych siebie ????Miliony Polakow uczciwie pracowało, a kilka tysięcy nierobów, mąciło i mąciło , a dziś co mamy ??????



Odpowiedz

Gość: paweł |

Od 9 10 1982 do 10 04 1984 byłem w zasadniczej służbie wojskowej w jw 1013 i oczywiście pamietam tych "rezerwistów", jak chodzili wzdłuż płotu w kierunku poligonu. Oczywiście nie wolno nam było się z nimi kontaktować, ale już nie pamietam jak ich nam "przedstawiono" ale w mojej pamięci oni funkcjonowali jako internowani



Odpowiedz

Gość: facet61 |

W jw 1013 byłem na unitarce od 28/10/1983 do 4/12/1983 do przysięgi. Mieszkaliśmy w tych barakach przed jednostką o których piszą przedmówcy. Po unitarce resztę służby kończyliśmy w WKS Zawisza w Bydgoszczy. Nic nie wiedzieliśmy o tym ,że kilka miesięcy wcześniej w tych barakach mieszkały osoby represjonowane. Z mojego pobytu w Budowie pamiętam, piękne jezioro ,kominy, boisko-podobno z podgrzewaną murawą i willę Ewy Braun. Były też kłótnie na stołówce ze starym wojskiem, meldowanie ile do końca ( 680 ,mało)co nieźle wkurzało starych. Nas kotów nieźle to bawiło, byliśmy młodzi wysportowani (medaliści MP ,reprezentanci kraju w kajakach ,wioślarstwie ,boksie,ciężarach, la i pn.) czuliśmy się bezkarni, wiedzieliśmy ,że za chwilę nas zabiorą do Bydgoszczy. 2 osoby które zostały miały przestanę.



Odpowiedz

Gość: BLONDYN |

Sluzylem w Budowie w latach 82-84 w pulku alt pl dow 2dw jako kierowca Ulaza wozilem cadre z naszego sztabu i z innych jednostek oraz wysokich ranga oficerow z MONu i wszyscy mowili ze kompania polawa jest jak WRZ... NA DU...!!!!Nikt nie chcial miec z nimi nic do czynieni!!! Mialem tez warty garnizonowe gdzie kwaterowala kompania polowa, widzialem ich na poligonach i w innych jednostkach i jedno pytanie kto ich tak przesladowal kto ich tak gnembil? Robili co chcieli i chodzili gdzie chcieli!



Odpowiedz

Gość: Jarek |

@Gość: BLONDYN Proszę uważnie przeczytać artykuł i przemyśleć swoja wypowiedź



Odpowiedz

Gość: tadeusz |

@Gość: BLONDYN myślę że nie wiesz o czym piszesz .Ja byłem w tym miejscu między 5 listopada 1982 a 3 lutego 1983 w tych barakach i jestem pewien że Ty wiesz o nas tylko z opowiadań tych , których woziłeś.



Odpowiedz

Gość: stary2 |

''stary'' witam moglibyśmy się skontaktować?



Odpowiedz

Gość: STARY |

"STARY 2" SKĄD JESTEŚ?



Odpowiedz

Gość: WALDEMAR ADAMCZUK |

SLUZYLEM W POBORZE 1977/79R W 8 BATALION ROZPOZNAWCZY , 2KOMP BWP JW 1200 BUDOWO K ZLOCIENCA ,NIGDY NIE SLYSZELISMY O JAKICHS PRZESTEPCACH W LATACH 76,MIESZKALISMY W OLIMPIJKACH PONIEMIECKICH,WSZEDZIE NAUZADZENIACH KANALIZACYJNYCH I INNYCH WIDNIALY NAZWY W JEZYKU NIEMIECKIM NAWET W KOTLOWNI ,MUWILI LUDZIE ZE WCZESNIJ W TYCH OLIMPIJKACH BYL OBOZ SPORTOWO SZKOLENIOWY ,SS, A W JEDNOSTCE 1013 BYLY TE 2 KOMINY I SPORTOWE BOISKO PONOC PODGRZEWANE OD SPODU,BYLY TAM GLOWNE MAGAZYNY POCZTA I RASZTA .PAMIETAM SWOICH DOWODCOW NAZWISKA I KOLEGOW KTORZY ZE MNA SLURZYLI,W SUMIE NIE BYLO TAK ZLE NORMALNA SLURZBA,TEZ ZOSTALEM WYSLANY TAM DO ODBYCIA SLURZBY Z WOJ ZAMOJSKIEGO, TOMASZOW LUB,O RESZCIE TERAZ SIE DOWIEDZIALEM DZISAJ .03/02/2014R



Odpowiedz

Gość: Daj spokój |

nie dość, że wołami to jeszcze błąd na błędzie.



Odpowiedz

Gość: kolarzartur |

W latach 1957-1959 służyłem w jw 1013 w Budowie-Złocieniec było fajnie uprawiałem kolarstwo uczestniczyłem w zawodach ,wygrałem siedmiu etapowy wyścig dookoła ziemi drawskiej.Kadra oficerska była wspaniała mam miłe wspomnienia.----Artur z Warszawy.



Odpowiedz

Gość: stary2 |

Stary Ja jestem z chełma



Odpowiedz

Gość: stary2 |

Masz e-maila?



Odpowiedz

Gość: stary |

Jak z Chełma to pewnie Mirek Z. E-maila nie mam



Odpowiedz

Gość: stary |

Przepraszam ,Mirek był z Włodawy ? Jak z pl 3go to Jurek albo Romek



Odpowiedz

Gość: kolarzartur |

Szukam kolegów którzy służyli w jw-1013 w latach 1957-1959 jestem z Warszawy. Uprawiałem kolarstwo.



Odpowiedz

Gość: stary |

Przepraszam ,Mirek był z Włodawy ? Jak z pl 3go to Jurek albo Romek



Odpowiedz

Gość |

Ja jestem Heniek pamiętasz mnie? ''stary''?



Odpowiedz

Gość: stary |

Heniek na którym dywizjonie byłeś , kto byl dowodcą bo jakoś nie kojarzę



Odpowiedz

Gość: stary 2 |

JW 37 71 PL 3go pobor jesien 78 a ty jak masz na imię?



Odpowiedz

Gość: stary |

Pamietasz kto był dowódcą ?



Odpowiedz

Gość: stary2 |

niestety ale nie



Odpowiedz

Gość: stary2 |

Nie pamiętam a ty jak się nazywasz?



Odpowiedz

Gość: stary |

Kolego Heniek nie pamietasz nikogo ,pszepisujesz to co ja piszę wiec nie mamy oczym rozmawiać.



Odpowiedz

Gość: Henryk z Kątów Wrocławskich; JW 1013 Budowo |

byłem tam w kompanii remontowej, wiosna 1970-1972, jako elektryk sam. Dowódcą kompanii był mjr. Drobnik. Pozdrawiam kolegę Karola, elektryka czołg. z Łodzi i Ryszarda ze Świdwina. Heniek z Kątów Wr. Dowódcą plutonu był sierż. Ilko, a szefem kompani sierz.S. :)) Mam z tych lat wiele miłych i dobrych wspomnień.



Odpowiedz

Gość: topograf z Kętrzyna |

Do jesieni 1969 służyłem w Budowie w jw 3771 na bat. dowodzenia jako topograf. D-cą bat. był por. Gałązka a d-cą pułku płk. Grzonek. Może ktoś z tych czasów jeszcze się zachował?.Pozdrawiam Wiesiek.



Odpowiedz

Gość: topograf z Bydgoszczy |

Służyłem w Budowie w jw 3771 bat dowodzenia 1968-70 jako topograf pozdrawiam Franek



Odpowiedz

Gość |

byłem do jesieni 1970r w jw1013,czolgiści byli w czechoslowacji w 68r, komp. remontowa dowporj. Drobnik zastąpil por DZiubę, ja byłem w plut. uzbrojenia



Odpowiedz

Gość |

kom.remontowa jw1013.służylem do jesieni 70rw plutonie uzbrojenia optyk mech.a dow. był por. Jerzy Drobnik który zastąpił por.DZiubę pozdrawiam kolegów Sokola, Trębacza, i innych. W jednostka była w Czechoslowacji



Odpowiedz

Gość: zbyszek |

Pozdrawiam wszystkich co służyli w Zwiadzie JW-1200 1975-1975r



Odpowiedz

Gość: |

@Gość: zbyszek Służyłem w jw 1200 jesień 75 - 77 Pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: chemik 68 |

Chciałem dorzucić garść informacji na temat zaciągu niepokornych w Budowie.Pierwszy zaciąg niepokornych miał miejsce w marcu 68.Byłem uczestnikiem tych wydarzeń ,mam zdjęcia i notatki.



Odpowiedz

Gość: chemik 68 |

Chciałbym sprostować wypowiedź kolegi \gość z 2014-10-14\ .Jednostka nie brała udziału w inwazji Czechosłowacji.



Odpowiedz

Gość: Stanisław H z Sułowa "Stary" |

Szukam kolegów z JW3771, Pl 3 - go Dyw. Budowo, rocznik 78-80; Marian z Goraja, Mirek z Włodawy, Jurek z Chełma, "Stary" ze Zwierzyńca, Kpr Strzelczyk , Bubiłek z Zawady, Bubiłek z Wielączy, Kpr Kapuśniak z Tereszpol Zagrody. Odezwijcie się, pogadajmy o starych czasach ;) Kontakt: dominx33@o2.pl



Odpowiedz

Gość: gielo |

Do BLONDYNA.ja służyłem na 2 dyw.3bat.jestem zOrnety. d-cą był kap.Roszak.proszę okontakt euzebio22@.wp.pl



Odpowiedz

Gość: Wojtek |

Służyłem w JW 3771 Budowo jako elektromechanik na Kom.Zaopatrzenia jesień 1974/1976r. Pozdrawiam wszystkich. !!!



Odpowiedz

Gość: jacek 60 |

16.02.82r zostałem powołany do samodzielnej kompani polowej zlokalizowanej na bazie otk bytom.w skład kompani wchodziło 95% osób po wyrokach,poprawczakach itp oraz kilka osób nie karanych które naraziły się władzy stanu wojennego za swoją działalność w solidarności.Ja byłem nie karanym solidarnościuchem , byliśmy skoszarowani na rozdrożu izerskim przy wyrebie lasu.byla to forma represji i odizolowania niepewnego elementu itd . niewiele można znaleśc śladów w publikacjach zwłaszcza rzetelnych na ten temat a przecież to niemożliwe żeby w archiwach i pamięci ludzi ni było śladu po 300 chłopach zkoszarowanych na rozdrożu izerskim .



Odpowiedz

Gość: pol |

jestem solidaruchem z kompani polowej otk świdnica na dolnym śląsku 82-83



Odpowiedz

Gość: Michał Jarzyński |

Służyłem w tej jednostce jako oficer kontrwywiadu wojskowego w 1980 r. Potwierdzam ., iż była tam taka kompania polowa , która skladala się częściowo z kryminalistów , a częściowo z aktywistów Solidarności z tym że nie stacjonowała ona przy 36 pułku artylerii / JW 3771 /, lecz w opuszczonych koszarach po batalionie rozpoznawczym , po prawe stronie za mostem Drawy przy drodze biegnącej ze Złocieńca do Budowa. Zwracam się do wszystkich byłych czlonków Solidarności , którzy poprzez swoją agenturalna wobec USA/CIA wierchuszkę zostaliscie wpuszczeni w kanał , byście zrozumieli i pojęłi jak perfidnie zostaliście oszukani :

Solidarność w Polsce jest dziełem CIA

Sztuczne rozdzielanie Solidarności na starą i nową i przypisywanie jej ,że ta stara jest ok , a ta nowa jest be jest ogólnie mylące , chociaż samo w sobie nosi znamiona samousprawiedliwienie się tych starych przed tym , co zrobili i robią Ci nowi . Dodatkowo z psychologicznego punktu widzenia w zakresie socjotechnicznym jest samooszutwem /vide: samooszukiwanie jako jedna z metod rozwiązywania konfliktów zewnętrznych i wewnętrznych/.

Koncepcja ta jako metoda dochodzenia do prawdy jest metodologicznie błędna, chociaż epistemologicznie dopuszczalna. Chcąc dokonać trafnej oceny Solidarności z punktu widzenia dobra Polski lub jej szkodliwości dla Polski należy patrzeć na nią całościowo, holistycznie, bez rozbijania ją na starą /tę rzekomo dobrą/ i tę nową /tę złą/ , z podkreśleniem jednakże , iż na tzw."suwaku polskości" ta stara faktycznie była lepsza od tej nowej min. dlatego , że był w niej duży pierwiastek narodowy/ narodowowyzwoleńczy/ , co nie zmienia jednakże faktu, że te obie Solidarności były dziełem i owocem skutecznie zaplanowanej i zrealizowanej przez CIA operacji specjalnej występującej u nich pod tą samą nazwą.

Wszyscy , którzy twierdzą , że Solidarność była ruchem stricte polskim są w błędzie .....w błędzie celowo zaprogramowanym przez teoretyków CIA po to , by Polacy w to uwierzyli , co też się stało i pomimo upływu lat nadal /przyp. własna : chodzi o ten zaimplementowany z zewnątrz do struktur poznawczych Polaków błąd poznawczy/ nadal tkwi w świadomości wielu Polaków , którzy nie potrafią , tak jak to w swoim czasie zrobił Andrzej Szubert z Niemiec , aktywny działacz Solidarności , krytycznie myśleć i zerwać raz na zawsze z tą ichnią socjopropagandą.

Andrzej wyszedł poza krąg tego samouwielbienia , charakterystycznego dla wielu byłych i obecnych działaczy Solidarności przez co realnie ocenia sytuacja na froncie walki ideologicznej dwóch przeciwstawnych ideologii nie będąc zakładnikiem żadnej z nich, co świadczy bardzo pozytywnie o jego otwartym myśleniu , które nie jest zaczadzone żadnymi ideologicznymi "izmami" i obciążone religijną kulą u nogi , z czym mamy do czynie w przypadku wielu dyskutantów dla których powołanie się na religijność jest predykatem ich wszelakich "prawd".

Przypomnę i przytoczę jeszcze raz , gdyż już to robiłem dowód na to , iż Solidarność była operacją specjalną CIA. Mówi o tym fragment rosyjskiego filmu o generale Jaruzelskim . Chodzi o fragment w którym dyrektor Centrum problemów geopolitycznych w Rosji generał Leonid Iwaszow przywołuje wypowiedź wielkiego amerykańskiego ideologa i stratega, jednego z największych w świecie rusofobów /zmarłego w zeszłym roku/ Zbigniewa Brzezińskiego, który powiedział i potwierdził wprost, bez żadnych ogródek fakt , że „Solidarność była operacją specjalną CIA”.
.https://youtu.be/bOJxNu_pUnQ?t=1246
.https://www.youtube.com/watch?v=ldb7UM27zcU&t=11s

Obejrzyjcie sobie cały ten film zarówno część I , jak i II Nie ze wszystkim się zgadzam , co jest w tym filmie . w swoim czasie jak ukazał się na YT w polskiej wersji w 6 odcinkach , ja go szczegółowo tam pod tymi filmami omówiłem . Efekt był taki, że ten film zniknął z YT , a zamiast jego ukazał się inny zmanipulowany jednoczęściowy film , który oprotestowałem jako manipulację i który został przez YT też usunięty. Niedawno , dzięki pomocy kolegów /krzyk 58 /piszących na blogubruska dotarłem do oryginału tego filmu /przytoczony wyżej/ , z czego się bardzo cieszę.

Informuję także , iż będąc oficerem kontrwywiadu wojskowego w 1986 roku , gdy pracowałem w Zarządzie WSW w Bydgoszczy jako inspektor udałem się do Gdańska w celu kontroli podległych nam tam oddziałów WSW i wtedy dla relaksu poszedłem sobie do tego kościoła ś.Brygidy, by go zwiedzić. W Zarządzie WSW bylem wówczas głównym inspektorem do walki z dywersją ideologiczną zwaną współcześnie wojną informacyjną . Podlegała mi w tym zakresie wojskowa Polska, patrząc na mapę w trójkącie od Łodzi do Szczecina , Koszalina,Gdańska , Olsztyna i do Łodzi. Był wtedy bardzo gorący czas . W związku z czym miałem pełne ręce roboty.

Osobiście ja do Solidarności miałem i mam cały czas negatywny stosunek, ponieważ tak , de facto Solidarność jest dziełem , koniem trojańskim USA/CIA powołanym po to , by zniewolić Polskę i rozgrabić ją / co obecnie się dzieje , a w zasadzie dobiega końca/ , a docelowo wykorzystać Polskę i Polaków jako "mięso armatnie" by ich rękami skoczyć do gardła Rosji i Rosjanom, czemu należy za wszelką cenę przeciwdziałać.

Mamy negatywny przykład przerobionej w ten sposób Ukrainy . Nie bierzmy z niej przykładu, nawet jak "nasz" agenturalny wobec USA rząd oraz polskojęzyczne media , w tym prostytutki dziennikarskie będą nas do tego namawiać i nakłaniać , co też się na co dzień dzieje.

Oficjalnie to co mówię potwierdził Zbigniew Brzeziński / jeden z apostołów Tajnego Światowego Władzy Centrum w skrócie TŚWC/, do niedawna jeden głównych ideologów i strategów rządu USA .



Odpowiedz

Gość: gramlin@o2.pl |

@ Gość: Michał Jarzyński
Mam pytanie do 'gumowego ucha' skoro byl Pan w Budowie i pisze o jednostce karnej mieszczacej sie na terenie dawnej jw1200 to prosze spr w ktorym roku byla ona przeniesiona i jak to sie ma do internowania tam czlonkow Solidarnosci. Drugie pytanie mam do autora artykulu a za jego posrednictwem do osoby ktora podobno przebywala w areszcie . Z tego co pamietam na terenie Garnizonu Budowo zlokalizowano 3 jednostki : jw 1013( czolgi), jw 3771(artyleria) oraz jw 1200 (bat. rozp) i byl areszt zwany od nazwiska profosa Al. Ujazdowskie. W czasie sluzby lata 1981-83 wielokrotnie pelnilem tam sluzbe wartownicza takze w okresie wymienianym w artykule. Pelnilismyy wtedy warty i sluzby co 24 godz. Tym bardziej pamietalbym osobe ktora bedac w Solidarnosci siedziala w anclu. Sam pelniac ZSW bylem scigany za Solidarnosc przez zca dow ds politycznych mjr Sobocinskiego



Odpowiedz

Gość: Witam bylem lata 81-83 2 Kompania Czolgow JW 1013 |

@ Gość: gramlin@o2.pl



Odpowiedz

Gość: henrk |

Po kursie kierowców Skotów w JW 1955 w Chełmnie Pomorskim, jesienią 1976 roku trafiłem z kolegą Ryszardem Kalbarczykiem/Antek/ do JW 1013 Budowo na kompanię saperów. W 1977 roku załapałem się na wyjazd do Egiptu . Zgrupowanie PWJS 5577 VIII zmiany wystawianej przez POW odbywało się właśnie w Budowie. Były jaja , bo głupie politruki nakazywali oddawanie honorów krokiem defiladowym. Byłem świadkiem jak młodszy stopniem politruk zawrócił jakiegoś starego majora w obecności żołnierzy służby zasadniczej i kazał mu ponownie bić do dacha , ale krokiem defiladowym. Można było odnieść wrażenie , że normalni w tej misji byli tylko lekarze a reszta trepów w 80 % to donosiciele WSW i WSI. Po powrocie w grudniu pełniłem służbę do kwietnia 1978 roku. Dowódcą kompani saperów był porucznik Czarnecki. Nigdy nie słyszałem o jakiś obozach pracy dla politycznych. W 1979 trafiłem na miesiąc do rezerwy w Szczecinie Podjuchach. Dziwne to było, bo ani razu nie spałem w jednostce tylko w domu. W 1980 kolega pracujący w WKU dał mi cynk , że mam na 3 miesiące trafić do ROMO w Warszawie. Opiłem go mocno i udało się załatwić zamiast Warsiawy miesiąc rezerwy w Czarnówku gdzie kadra w większości to byli moi kumple od balang. Tam też ani razu nie spałem. Wątroba ledwo to wytrzymała. Tam spotkałem pierwszy raz prawdziwego komunistę. Był nim oficer polityczny, były ksiądz. Wyjątkowy debil, z którego rezerwa, żołnierze, kadra mieli polew na całego. Nie wiem na pewno, ale dało się wyczuć , że większość kadry w jednostkach liniowych, to zwykli zjadacze chleba, czekający emerytury. Polityka mało ich interesowała. Wielu bardzo miło wspominam. Szlag mnie trafia jak czytam o tych prześladowanych kombatantach Solidarności z lubelskiego czy warszawskiego. Byłem w Solidarności PTHW Szczecin, jeździłem z czerwonym krzyżem przy szybie, chodziłem z kumplami porzucać kamieniami w zomoli. Było to przeważnie pod wpływem alkoholu i nie miało nic wspólnego z obaleniem PRL.



Odpowiedz

Gość: M |

Dziękuję za bardzo ciekawy tekst. Dodam że o "Kompaniach Polowych" nie ma zbyt wielu informacji gdyż stanowiły one tajemnicę wojskową, a specjalna Dyrektywa nr 14 prezesa GUKPiW zakazywała publikowania w prasie jakichkolwiek wzmianek na ten temat. Wszelkie próby publikowania tekstów o kompania miały być też zgłaszane do naczelnika cenzury wojskowej.



Odpowiedz

Gość: czolgista... |

Bylem pisarzem na kompani rejestrowalem chlopakow z Gdanska/Gdyni przed Bozym Narodzeniem 70roku.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: czolgista... Na której kompani byłeś ,ja byłem w 3 kom w 1 plu



Odpowiedz
Jarosław Leszczełowski

Historyk-amator, hobbystycznie bada historię regionalną Pojezierza Drawskiego. Autor czterech książek („Ostatnie stulecie Falkenburga”, „Drawsko Pomorskie. Pojezierze Drawskie zaklęte w starej widokówce”, „Złocieniec. Przygoda z historią”, „Od nazistowskiej twierdzy do polskich koszar”) i wielu artykułów w regionalnej prasie. Wydawca, współwłaściciel rodzinnej oficyny Aljar.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org