Opublikowano
2009-03-21 20:58
Licencja
Wolna licencja

Nieświadoma morderczyni. Krótka historia Tyfusowej Mary

Według medycznych szacunków przyczyniła się do zachorowania na dur brzuszny 27 osób, w tym do trzech ofiar śmiertelnych. Amerykańskie media uczyniły z niej monstrum winne śmierci setek niczego nie świadomych ludzi. „Tyfusowa Mary”, czyli Mary Mallon, na 27 lat została uwięziona wbrew swojej woli, ale do końca życia nie uwierzyła, że może zarażać innych ludzi. A już tym bardziej, że jej zamiłowanie do lodów brzoskwiniowych może mieć śmiertelne konsekwencje...


Salmonella typhi Tyfus brzuszny, czy też dur brzuszny (Typhus abdominalis) jest ogólnoustrojową chorobą bakteryjną. Wywołują go Gram-ujemne bakterie (pałeczki) z gatunku Salmonella typhi. Bakterie te giną, w ciągu kilku minut, w temperaturze 60 stopni Celsjusza. Źródeł zakażenia jest wiele: brudna woda, nieumyte lub źle umyte owoce, a także przeróżne nieczystości, które zawierają w sobie wspomniane bakterie.

Choroba charakteryzuje się wysoką gorączką, nierzadko krańcowym wyczerpaniem, bólami brzucha, różową wysypką lub wysypką plamisto-grudkową, umiejscowioną na skórze klatki piersiowej oraz nadbrzusza. Zdarzają się również zaburzenia w prawidłowym toku rozumowania i zaburzenia świadomości. Objawami towarzyszącymi mogą być: powiększenie wątroby, śledziony, węzłów chłonnych szyi, a także zapalenie spojówek. Zdarza się także, że u chorych pojawia się bradykardia, czyli stan, w którym ilość uderzeń serca spada poniżej 50 na minutę.

Choroba znana była już w starożytności. Około 2400 lat temu opisał ją Hipokrates. Nazwa tyfus pochodzi od greckiego słowa typhos, oznaczającego złudzenie lub malignę i odnosi się do wspomnianych zaburzeń świadomości (tzw. splątanie) występujących w przebiegu choroby. Jest bardzo prawdopodobne, że to właśnie dur brzuszny mógł być przyczyną śmierci Aleksandra Wielkiego (inne teorie to otrucie i/lub przedawkowanie białej ciemiężycy).

Pomimo dostępnych antybiotyków choroba ta jest niezwykle groźna. W ciągu roku atakuje średnio 17 milionów ludzi na całym świecie. Głównie w Afryce, Ameryce Południowej oraz południowo-wschodnich rejonach Azji. O tym jak jest groźna, niech świadczy fakt, że corocznie umiera w jej wyniku blisko 600 tysięcy ludzi. Występowanie duru brzusznego wiąże się dziś z miejscami przeludnionymi oraz obozami dla uchodźców. W miejscach takich trudno o czystość, podstawową higienę. W zależności od różnych czynników, między innymi od dostępności antybiotyków, współczynnik zgonów wynosi od 1 do 20%. Blisko 1-2% nieleczonych zostaje nosicielami do końca życia.

Robert Koch. Tyfus siał szczególny postrach w czasach, w których nie było jeszcze antybiotyków. 28 listopada 1902 roku, w czasie konferencji naukowej w Berlinie, jeden z gigantów bakteriologii, Robert Koch, wprowadził do świata nauki nowe pojęcie. Zdrowy (bezobjawowy) nosiciel gorączki tyfusowej. Koch doszedł do takiego wniosku po długotrwałych badaniach i wieloletnich, wnikliwych obserwacjach. Niedługo po konferencji naukowcy potwierdzili odkrycie Kocha. O ile wśród naukowców wszystko stawało się jasne, o tyle w świadomości społecznej pojęcie to miało pojawić się dużo, dużo później.

Podejrzana Mary Mallon

Był to jeden z powodów, dla których w początkach XX wieku Mary Mallon nie była w stanie uwierzyć, że zaraża innych ludzi. Miało to zgubny wpływ na jej dalsze losy i przyczyniło się do jej złej sławy. Mary Mallon urodziła się 23 września 1869 roku w Irlandii, w miejscowości County Tyrone. Wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych w 1884 roku, w wieku 15 lat. Pracowała jako kucharka w latach 1900-1907. Należy podkreślić, że Mallon nie była ignorantką czy osobą nieoczytaną. Miała piękny charakter pisma, uwielbiała czytać książki Dickensa. Chętnie sięgała po New York Timesa. Wysoką, niebieskooką blondynkę cechowała niemal skrajna niezależność i zdecydowany charakter. Na pierwszy rzut oka miał o tym świadczyć wykrój jej ust oraz mocny zarys szczęki. Była przy tym ubogą katoliczką w mieście bogatych protestantów.

Praca w kuchni

Mary Mallon. Jednym z ulubionych zajęć Mary Mallon było gotowanie. Była w tym niemal niezrównana. Dlatego też znalezienie pracy kucharki nie stanowiło dla niej większego problemu. Pracowała, między innymi, w domu w Mamaroneck w Nowym Jorku – przez niecałe dwa tygodnie. Do czasu, gdy mieszkańcy nie zachorowali na tyfus. W 1901 roku przeniosła do Manhattanu. Niestety, członkowie rodziny u której podjęła pracę zaczęli cierpieć na dolegliwości związane z wysoką gorączką i silną biegunką. W tym samym czasie zmarła praczka. Po tych wydarzeniach Mallon podjęła pracę w domu prawnika. Wkrótce siedmioro z ośmiorga mieszkańców zachorowało na tyfus. Przez kilka miesięcy Mallon pomagała w opiece nad chorymi. Trudno powiedzieć czy zdawała sobie sprawę, że problem zachorowań może mieć związek z jej osobą. Jest to o tyle niepewne, że wówczas rodziła się w Nowym Jorku epidemia duru brzusznego.

Przełom

1906 roku znalazła zatrudnienie jako kucharka w domu zamożnej rodziny, w Oyster Bay. Podczas wakacji, w wynajętym domu na Long Island, zdarzyło się nieszczęście. Sześcioro spośród jedenaściorga członków rodziny zapadło na dur brzuszny. Właściciel doszedł do wniosku, że w związku z zachorowaniami mógłby mieć w przyszłości problem z wynajęciem domu. Zatrudnił więc inżyniera sanitarnego z Nowego Jorku, George'a Sopera, by ustalił źródło choroby. W międzyczasie Mary Mallon jeszcze trzykrotnie zmienia miejsce zatrudnienia. W każdym z trzech domów dochodzi do zachorowań na dur brzuszny.

G. Soper Soper z miejsca odrzucił możliwość zakażeń poprzez wodę pitną. W toku prowadzonego śledztwa szybko doszedł do wniosku, że tyfus pojawił się w siedmiu z ośmiu domów, w których pracowała Mallon. W jednym z przypadków choroba zakończyła się śmiercią pacjenta. Szybko też okazało się, że ulubioną specjalnością kucharki były lody brzoskwiniowe. Jest to niemal idealne miejsce dla wylęgu bakterii Salmonella typhi. Lody obfitują w tłuszcz, który stanowi idealną pożywkę dla pałeczek duru. Co ważniejsze, lody, poza podgrzaniem mleka, nie wymagały obróbki cieplnej, która mogłaby zniszczyć bakterie. Soper był przekonany, że zachorowania mają związek z osobą Mary Mallon.

Niełatwa sprawa

Inżynier sanitarny zmuszony był porozumieć się w tej sprawie z kucharką. W tym celu musiał ją najpierw odnaleźć. Udało mu się to w 1907 roku. Mary Mallon pracowała wówczas, jako kucharka, w domu Waltera Bowena. W celu pobrania próbek udał się do kuchni, w której pracowała podejrzana. Reakcja Mallon na informację o tym, że być może jest nosicielką tyfusu i przyczynia się do zachorowań, była dla Sopera dość traumatyczna. Jak sam mówił:

Odbyłem pierwszą rozmowę z Mary w kuchni tego domu... Byłem tak dyplomatyczny jak to tylko możliwe, jednak musiałem jej powiedzieć, że podejrzewam ją o zachorowania innych ludzi i że potrzebuję próbek jej moczu, krwi i kału. Nie trwało to długo, gdy Mary zareagowała na moją sugestię. Wymierzyła we mnie widelcem do pieczeni po czym ruszyła w moją stronę. Gwałtownie puściłem się w dół przez hol, a następnie przez wysokie, żelazne wrota wybiegłem na chodnik. Poczułem, że miałem szczęście iż uciekłem...

Soper postanowił jednak doprowadzić sprawę do końca i zdecydował się odwiedzić Mary w miejscu jej zamieszkania. Tym razem udał się do niej w towarzystwie doktora Berta Raymonda Hooblera. Mallon bardzo szybko i agresywnie uświadomiła obu panom, że wszelki dyskurs jest nie do przyjęcia.

Dr Josephine Baker. W toku dalszych działań Soper przedstawił swoje wyniki i hipotezy Hermanowi Briggsowi z Nowojorskiego Departamentu Zdrowia, a także opisał je, 15 czerwca 1906 roku, w „Journal of the American Medical Association”. Briggs podzielał opinię Sopera. Polecił doktor Josephine Baker, by porozumiała się z Mary Mallon. Kucharka była już jednak zbyt podejrzliwa i odmówiła jakichkolwiek kontaktów czy rozmów z przedstawicielami służby zdrowia, stanowczo zaprzeczając jakoby była zarażona tyfusem.

Baker wróciła z ambulansem i wsparciem pięciu policjantów. Sprawa była jednak o wiele trudniejsza. Tym razem jednak Mallon była przygotowana. Baker tak opisała zajście:

Mary była uważna i podejrzliwa, w ręku niczym rapier trzymała długi, kuchenny widelec. Jak tylko zamierzyła się na mnie, wycofałam się do czekających policjantów. W czasie gdy przechodziliśmy przez drzwi Mary już nie było. Nie było – to mało powiedziane. Ona po prostu zniknęła.

Ostatecznie, po pięciu godzinach, udało się odnaleźć Mary Mallon. Została aresztowana. Umieszczono ją w Willard Parker Hospital w Nowym Jorku. Niemal natychmiast przeprowadzono badania. W próbce kału odnaleziono bakterie Salmonella typhi. Departament Zdrowia zdecydował o przeniesieniu Mallon do izolowanego budynku w Riverside Hopital na North Brother Island, nieopodal słynnego Bronxu.

Zagrożenie a problem prawny

Okazuje się, że tyfusowy przypadek związany z Mary Mallon oraz odkrycie Roberta Kocha, odbiło się także na historii prawa i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Należy pamiętać, że Mallon została zatrzymana siłą i wbrew swojej woli, a także przetrzymywana bez jakiegokolwiek procesu. Sprawę komplikuje fakt, że nie złamała (przynajmniej oficjalnie i świadomie) żadnego prawa. Jak zatem można zinterpretować to co się stało?

Departament Zdrowia kierował się własnymi przepisami w tej sprawie. Przede wszystkim zapisami w sekcjach 1169 i 1170, zawartymi w statucie - Greater New York Charter.

Zapis w sekcji 1169 brzmiał:

Komisja zdrowia winna użyć wszystkich rozsądnych metod dla stwierdzenia wystąpienia zarazy i jej przyczyn lub zagrożenia życia lub zdrowia, a tym samym zapobiegania im na terenie miasta.

W sekcji 1170 napisano:

Wspomniana komisja może przenieść lub spowodować przeniesienie do odpowiedniego miejsca, zgodnego z przeznaczeniem, każdej osoby dotkniętej chorobą zakaźną, zaraźliwą lub przenoszącą infekcje (...).

Przepisy te zostały ustanowione przed pojawieniem się terminu „zdrowych nosicieli”, a więc osób zdrowych, będących nosicielami chorób zakaźnych, którymi mogą zarażać innych. W tamtym okresie nie istniała jeszcze żadna, poparta etyką profilaktyka, związana ze zdrowymi nosicielami, a tym bardziej, stosowne przepisy prawa. Zdrowi nosiciele stanowili, zdaniem Departamentu Zdrowia, dużo większe zagrożenie niż chorzy. Głównym powodem była niemożność wizualnego rozpoznania ewentualnego nosiciela. Przyczyniło się to ograniczenia wolności wielu zdrowych osób. Jak później pokazała historia, zupełnie niesłusznie.

Uwolnienie

Mary Mallon była wciąż przekonana, że to co ją spotkało było bezprawne i pozbawione jakichkolwiek podstaw. Mallon nie potrafiła zrozumieć, a tym samym przyjąć do wiadomości, jakim sposobem mogła roznosić chorobę czy zakażać innych, podczas gdy jej nic nie dolegało. Jak sama mówiła:

Nigdy nie chorowałam na tyfus i zawsze byłam zdrowa. Dlaczego mam być wygnana jak trędowata i zmuszona do życia w odosobnieniu, mając tylko psa za towarzysza?

Mallon na pierwszym planie.

W 1909 roku, po dwóch latach izolacji, Mallon zaskarżyła departament. W czasie odosobnienia kucharki, średnio raz w tygodniu badano i analizowano próbki kału. W 120 próbkach na 163 stwierdzono obecność Salmonella typhi. W czasie procesu, który trwał blisko rok, Mallon regularnie wysyłała próbki stolca do prywatnego laboratorium. Wszystkie dały wynik negatywny. Ten fakt jeszcze bardziej utrwalił w niej przekonanie, że przetrzymywana jest bezprawnie.

Twierdzenie, że stanowię ciągłe zagrożenie, roznosząc zarazki tyfusu, jest nieprawdziwe. Moi doktorzy twierdzą, że nie mam zarazków tyfusu. Jestem niewinnym człowiekiem. Nie popełniłam żadnej zbrodni a jestem traktowana jak wyrzutek – kryminalista. To niesprawiedliwe, oburzające i niecywilizowane. Wydaje się nieprawdopodobne, że w chrześcijańskiej społeczności bezbronna kobieta może być traktowana w taki sposób.

Mallon nie rozumiała i nie wiedziała wiele o gorączce tyfusowej. Co gorsza, nikt nawet nie próbował jej tego wyjaśnić. Jak się okazuje, nie wszyscy doświadczają silnych objawów związanych z durem brzusznym. Niektórych dotykają dużo łagodniejsze objawy, które bardzo łatwo można pomylić z objawami grypy. Mallon była nosicielką i nigdy nie chorowała. Powszechnie wiadomo było, że tyfusem brzusznym można było zarazić się poprzez spożycie wody czy produktów żywnościowych. Ludzie zarażeni mogli łatwo przenosić zarazki, np. ze stolca, nie dbając o podstawową higienę, jak choćby mycie rąk. Między innymi z tego powodu, zarażone osoby, jak Mary Mallon, stanowią najefektywniejszy czynnik w rozprzestrzenianiu się choroby.

Sędzia orzekł na rzecz przedstawicieli służby zdrowia. Mallon, znana już wówczas jako „Tyfusowa Mary” została oddana pod opiekę Komisji Zdrowia w Nowym Jorku. Umieszczono ją z powrotem w odosobnieniu na North Brother Island. Mallon miała już niewielką nadzieję na uwolnienie.

W lutym 1910 roku, komisarz do spraw zdrowia zdecydował, że była kucharka może zostać uwolniona, pod warunkiem, że zgodzi się porzucić zawód kucharza. Niecierpliwa Mallon od razu zgodziła się na postawiony warunek. 19 lutego 1910 roku oficjalnie oznajmiła, że jest gotowa do zmiany zawodu, a także dała zapewnienie złożone pod przysięgą, że wraz z uwolnieniem podejmie środki ostrożności w zakresie higieny, chroniące przed infekcją tych, którzy będą z nią kontakcie. Po tych zapewnieniach Mary Mallon uzyskała wolność (zakończyła się jej kwarantanna).

Rzeczywistość

Mallon opuściła szpital w przekonaniu, że nie ma nic wspólnego z tyfusem, tym bardziej, że wciąż cieszyła się dobrym zdrowiem. Z początku podejmowała się różnych, mniej płatnych prac domowych. W międzyczasie, obok innych zajęć, podjęła pracę jako praczka.

Opinie na temat Mallon były podzielone. Część uważała, że rzeczywiście porzuci zawód kucharki i odnajdzie się w codziennym życiu. Inni uważali przeciwnie, że wróci do pracy w kuchni. Pojawiły się także głosy, wskazujące na charakter Mary Mallon, a także podejrzenia o złośliwość w związku z kwarantanną. Okazało się, że było w tym ziarno prawdy.

Pięć lat później doszło do kolejnego wybuchu choroby. Miał on miejsce w nowojorskim Sloan Hospital for Women. U 25 pacjentek szpitala stwierdzono dur brzuszny. Dwa przypadki okazały się śmiertelne. W toku dochodzenia podejrzenia padły na kucharkę, którą wedle dokumentów, była niejaka Mary Brown. Bardzo szybko okazało się, że Mary Brown to w rzeczywistości Mary Mallon. Używającą fałszywego nazwiska kucharkę natychmiast poddano powtórnej kwarantannie. Tym razem... dożywotnio.

W pierwszym przypadku, opinia publiczna, która nadała jej przydomek „Tyfusowa Mary”, wykazywała daleko idące współczucie dla losu nieświadomej swojego stanu kobiety. Tym razem postrzegała ją już jako bezwzględną kobietę, która świadomie naraża ludzi na śmierć. Tyfusowa Mary Mallon miała stać się od tej pory czarną postacią w amerykańskiej historii. Niektóre gazety miały później określać ją jako „najgroźniejszą kobietę Ameryki”.

Ćwierćwiecze

Mallon została na powrót umieszczona w North Brother Island, w tym samym co uprzednio budynku. Nie odzyskała już wolności. Pozostała odizolowana od społeczeństwa przez kolejne 25 lat, do czasu swojej śmierci.

O „Tyfusowej Mary” zrobiło się dość głośno. W międzyczasie odwiedzali ją dziennikarze, prosząc o wywiady. Warunkiem tych spotkań był bezwzględny zakaz przyjmowania od Mallon jakichkolwiek poczęstunków, za wyjątkiem szklanki wody.

Dokładna historia jej pobytu na wyspie nie jest do końca poznana i jasna. Wiadomo na pewno, że Mallon bardzo pomagała w szpitalu, dzięki czemu w 1922 roku nadano jej tytuł „pielęgniarki” a nieco później, także „pomocnika szpitalnego”. W 1925 roku zaczęła pomagać w szpitalnym laboratorium jako technik.

W grudniu 1932 roku Mallon ucierpiała w wyniku nagłego ataku epilepsji, w wyniku którego doznała paraliżu. Przeniesiono ją wówczas do oddziału dziecięcego w tym samym szpitalu. Pozostała tam przez kolejne sześć lat, do dnia śmierci. Zmarła 11 listopada 1938 roku. Do samego końca, miała zdolność do zakażania durem brzusznym. Autopsja wykazała obecność pałeczek tyfusu brzusznego w pęcherzyku żółciowym. Ciało skremowano, zaś prochy pochowane zostały na cmentarzu Św. Raymonda, w dzielnicy Bronx.

Piętno z odrobiną hipokryzji

Termin „Tyfusowa Mary” zadomowił się na stałe w kulturze amerykańskiej, a zwłaszcza w rzeczywistości Nowego Jorku. Osoby, które nabawiły się choroby zakaźnej nazywano czasem, w ramach żartu, Tyfusową Mary. Podobnie bywało jeśli ktoś często zmieniał pracę.

Mary Mallon była pierwszą osobą zidentyfikowaną jako „zdrowy nosiciel”. Nie była jednak, rzecz jasna, jedynym nosicielem w tamtym okresie. W czasie jej odosobnienia wykryto w Nowym Jorku kilkanaście przypadków zdrowych lub „bezobjawowych nosicieli”.

Ocenia się, że na 3000-4500 stwierdzonych przypadków zachorowań na dur brzuszny w tamtym okresie, blisko 3% chorych zostało nosicielami (około 600 osób zmarło). Oznacza to 90 do 135 nowych nosicieli rocznie, w samym rejonie Nowego Jorku. W skali kraju zanotowano około 10 tysięcy przypadków wystąpienia duru brzusznego.

Mary Mallon nie była także najbardziej „zabójczym” nosicielem. Mallon przypisano 47 przypadków zachorowań, w tym trzy ze skutkiem śmiertelnym. W wyniku tego odizolowano ją od społeczeństwa na 27 lat. Tymczasem inny bezobjawowy nosiciel, Tony Labella, przyczynił się do 122 przypadków zachorowań, z czego 5 zakończyło się zgonem chorego. Różnica była jednak tak, że Labella został poddany jedynie dwutygodniowej kwarantannie, po czym opuścił szpital.
Co więcej, Mallon nie była jedyną osoba, która złamała umowę dotyczącą zaniechania pracy przy żywności. Alphonse Cotils, właściciel restauracji i piekarni, dostał zakaz osobistego przyrządzania pożywienia dla innych ludzi. Gdy przedstawiciele nowojorskiego Departamentu Zdrowia nakryli Cotilsa w pracy przy żywności, zgodzili się puścić go wolno, w zamian za obietnicę kierowania swoim biznesem... przez telefon.

Pozostaje zatem pytanie, dlaczego właśnie Mary Mallon „Tyfusowa Mary” stała się obiektem złej sławy. Pomijając fakt, że była pierwszym stwierdzonym „zdrowym nosicielem”, odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista. Wielu badaczy wskazuje na sposób w jaki potraktował ją Departament Zdrowia. Pojawiły się także silne głosy, że do wszystkiego najbardziej przyczynił się fakt, iż była kobietą, a do tego pochodzenia irlandzkiego. Jeszcze inni podkreślają charakter jej pracy, jako pomoc domowa, nie kojarzonej z godnym „zarabianiem na chleb”. Nie pomija się przy tym faktu, że Mallon nie miała rodziny, posiadała temperament a przede wszystkim, nie wierzyła w to, że może roznosić chorobę.

Nabiera to większego znaczenia, jeśli przeczyta się określenia jakie nadawała ówczesna prasa nosicielom duru brzusznego. Wśród nich można znaleźć „żywe magazyny i fabryki choroby”, „ludzkie probówki do hodowli bakterii” lub „chodzące składnice zarazków tyfusu”.

Trudno pominąć fakt, że osoba, która nie miała prawie żadnej kontroli nad swoim stanem, ani nawet dokładnej wiedzy na jego temat, doświadczyła srogich konsekwencji będąc nosicielem duru brzusznego. Co więcej, w pamięci ludzkiej została zapamiętana jako wykrętna i złośliwa Tyfusowa Mary. Co ciekawe, 2 grudnia 1910 roku na łamach New York Timesa, ta sama historia wspomina także „Tyfusowego Johna”, który przyczynił się do zachorowań 36 osób, z czego dwie zmarły. Nie zyskał jednak złej sławy Mary. Miał przy tym dobrowolnie poddać się eksperymentalnemu leczeniu.

Ujmując historię Mary Mallon w sposób nieco emocjonalny i filozoficzny, można dojść do konkluzji, że w tamtym czasie niezwykle zdecydowanie stawiano dobro ogółu na prawami jednego człowieka. W czasach, w których nikt jeszcze nie słyszał o komisjach etycznych, dużo łatwiej było przypisać śmierć setek czy tysięcy osób jednej kobiecie. Co więcej, nikt nie pomyślał na czas o tak niezbędnych dzisiaj, rzetelnych statystykach i współczynnikach zgonów.

Bibliografia

  1. Sara Josephine Baker, Fighting for Life, Macmillan Press, New York 1939.
  2. Janet Brooks, The sad and tragic life of Typhoid Mary, „Canadian Medical Association Journal”, 15 March 1996, s. 915-916
  3. James Chin, Typhoid fever, Control of Communicable Diseases Manual, American Public Health Association, wyd. XVII, Washington 2000, s. 535-540.
  4. Jürg Federspiel, The Ballad of Typhoid Mary, Ballantine Press, New York 1985.
  5. Judith Walzer Leavitt, Typhoid Mary, Captive to the Public's Health, Beacon Press, Boston 1996.
  6. Barbara Mikkelson, Typhoid Mary (dostęp 20 marca 2009).

Zredagował: Kamil Janicki

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Eri |

Ten artykuł taki...smaczny ;) Ale czy nie za \"górnolotny\" puentujący ostatni akapit? Powiało filozofią...i emocją :)



Odpowiedz

Gość: Wojciech 'Andrys' Andryszek |

Początek akapitu podkreśla jego treść, stąd mam nadzieję, że nie brzmi to tak źle. ;) Zresztą jest to ostatni tekst, tego typu, w moim wykonaniu na łamach HM. ;) Zanaczę, że tytuł i wstęp nie są mojego autorstwa.



Odpowiedz

Gość: Eri |

Wszyscy bogowie olimpijscy, dlaczego ostatni??? Zmieniamy dyscyplinę naukową? Pomarudzić pomarudziłam, co oznacza li tylko moje zainteresowanie tekstem ;).



Odpowiedz

Myślę, że Wojtkowi bardzo nie spodobał się fakt, że zgodnie z zasadami publikacji obowiązującymi w \"Histmagu\" i sztuką dziennikarską zmodyfikowaliśmy tytuł i lead tekstu. No cóż - szkoda.



Odpowiedz

E, pewnie miał po prostu zły nastrój. Przejdzie mu... (oby!) :P



Odpowiedz

Gość: Grażyna |

Interesujący, lekki, przyjemny artykuł! Wojtku, mam nadzieję, że zmienisz zdanie i będę miała szansę przeczytać na łamach HM jeszcze wiele Twoich tekstów, bo piszesz naprawdę ciekawie. Pozdrawiam :)



Odpowiedz

Gość: Anna Nowakowska |

Bardzo ciekawy tekst. Szkoda, że ostatni. I zawsze aktualny, bo przecież dyskusja o prawie jednostki do obrony i udowodnienia swojej niewinności wciąż trwa.



Odpowiedz

Gość: Wojciech 'Andrys' Andryszek |

Sprostuję tylko, że napisałem ostatni \"tego typu\", co odnosi się do nieco nietypowych tematycznie artykułów \"Krótka historia ... (i nie tylko)\", do której, co mnie bardzo podbudowało, dołączyli także inni autorzy. Na pewno jednak będą pojawiać się nieco inne, krótsze teksty w stałej rubryce \"Z innej beczki\". Zapraszam. ;)



Odpowiedz

Dołączam do chóru wielbicielek pióra Wojciecha Andryszka, chociaż ta historia jest potwornie przygnębiająca. Mary Mallon miała prawo uważać się za niewinnie uwięzioną, na dodatek bez perspektywy sprawiedliwego sądu, wyroku i wolności (żyć w izolacji przez 25 lat!). Takich wyroków często nie otrzymują nawet świadomi sprawcy ciężkich przestępstw. To jest wielki dylemat. Czy można kogoś pociągać do odpowiedzialności, gdy nie działa w sposób zamierzony, intencjonalny. Najpewniej też jej samej trudno było uwierzyć, że była sprawczynią śmierci innych ludzi. W prawniczym żargonie jest nawet na to określenie: „parada okropności”. Cieszę się bardzo zapowiedzią reaktywacji \"Z innej beczki\". Może tam nie będzie takich trudnych dylematów.



Odpowiedz

Gość: Marcin Wasilewski |

Niezupelnie sie zgodze,z e nieswiadoma, ... po pierwszym wyjsciu zobowiazala sie niezblizac sie do garow.... zlamala zakaz sadowy, wiec kara ulegla odwieszeniu i wrocila do izolacji.... niestety , zaplacila za swoja glupote/upor.... powinna liczyc sie z konsekwencjami swoich czynow-chocby po to jesli anwet uwazala sie za niewinna, zeby nietrafic do mamra. Jestem pewien ze gdybysmy poszukali napewno gdyby byla zdrowa istnialaby mozliwosc udowodnienia tego i odwieszenia mozliwosci wykonywania zawodu...



Odpowiedz

Gość: przez-jakis-czas-Irlandczyk |

\"w miejscowości County Tyrone.\" Tyrone to takie hrabstwo (\'county\') w Irlandii - nie konkretna miejscowość



Odpowiedz

Racja, mój błąd. Przepraszam.



Odpowiedz
Wojciech Andryszek

Specjalista IT, dziennikarz naukowy, scenarzysta. Ukończył informatykę na Uniwersytecie Łódzkim.
 Były redaktor i współpracownik portalu Histmag.org - specjalista ds. historii nauki i techniki.
Członek Polskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych "Naukowi.pl". Jako dziennikarz (publicysta) publikował m.in. w dwutygodniku dla lekarzy specjalistów Puls Medycyny, portalu Onet.pl oraz portalach poświęconych nauce, medycynie i nowym technologiom: KopalniaWiedzy.pl, teberia.pl, techManiak.pl, GSMService.pl, Medme.pl czy OpenZone.
Pociągają go nauki ścisłe, medyczne, nowe technologie, historia nauki i techniki a także przekaz niewerbalny, systemy i sztuki walki, muzyka, szkic i rysunek oraz fotografia. 
 W wolnych chwilach dużo czyta, pisze teksty do muzyki i tłumaczy z łaciny wyniki badań lekarskich.
Kontakt: w.andryszek@gmail.com

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org