Opublikowano
2013-03-22 09:30
Licencja
Wolna licencja

Podróże Jakuba Sobieskiego cz. 2

Początek XVII wieku. Młody polski magnat podróżuje po Europie, spotykając się z możnymi tego świata i biorąc udział w potajemnych mszach świętych. Pisaliśmy już o jego przygodach w Anglii i Niderlandach. Teraz czas na Francję…


Jakub Sobieski Sytuację we Francji, w chwili swojego przybycia, Sobieski określił jako trudną i skomplikowaną. Nie przeszkodziło mu to jednak w bliskim zapoznaniu się z realiami monarchii Burbonów. Bilans ponad trzyletniego pobytu polskiego magnata we Francji był pokaźny. Sobieski zgłębiał życie religijne, społeczne, a także wnikał w wiele aspektów życia miejskiego. Ogromne znaczenie miało dla niego poznanie dworu francuskiego, w tym króla i jego najbliższego otoczenia. Odbywało się to poprzez spotkania, wizyty, rozmowy oraz udział w najważniejszych uroczystościach. Tam właśnie poznawał wojskowych, duchownych i arystokratów.

Sobieski pisał m.in. o wielkiej nienawiści ludu francuskiego do barona de Rosny, z poważaniem natomiast wypowiadał się o Marii Medycejskiej i o francuskich kardynałach. W swoich pracach wymienia też wiele ważnych osobistości dworu francuskiego oraz posłów obcych państw. Młody polski magnat szybko poznał króla Henryka IV. Zaczytywał się w jego mowach, a nawet zamierzał wziąć udział w przygotowywanej przez niego wojnie. Henryk IV wykazywał spore zainteresowanie sprawami polskimi. Wypomniał m.in. innemu Polakowi przebywającemu wówczas we Francji – ks. Radziwiłłowi – że jest synem rokoszanina. Sobieski pisał też szczegółowo o ucieczce do hiszpańskich Niderlandów księcia Kondeusza, a następnie o jego powrocie.

Podróże Jakuba Sobieskiego cz. 2 Początek XVII wieku i pierwsze polskie dzieło literatury faktu. Jakub Sobieski podróżuje po Anglii i Niderlandach... Wraz z nastaniem roku 1610 Sobieski informował o przygotowaniach króla Francji, Henryka IV do wojny. Następnie wziął udział w koronacji Marii Medycejskiej, podając dosyć szczegółowy opis tego wydarzenia i wymieniając co znamienitszych gości. Zauważa, że kobiety nie dziedziczą tronu, bowiem zabrania tego prawo salickie. Ustrój Francji jest według niego prawie monarchiczny i sprzyja władzy nieograniczonej. Wspomina też o dwunastu parach Francji oraz o siedmiu parlamentach (czyli sądach), których siedziby znajdowały się w Paryżu, Tuluzie, Bordeaux, Rouen, Dijon i Grenoble. Za najważniejszy urząd we Francji uznawał konetabla, czyli naczelnego wodza, a kolejni w hierarchii są według niego marszałkowie. Stanowiska te odpowiadają hetmanom polnym w Rzeczypospolitej i piastują je co wybitniejsze postacie. Kolejni ważni urzędnicy to gubernatorowie, których Sobieski uważa za odpowiedników polskich starostów. Wśród urzędów dworskich wymienia zarządcę pałacu, podkomorzego, monsieur le grand (odpowiednika chorążego koronnego), wielkiego giermka Francji, kanclerza, sekretarza stanu, jałmużnika Francji. W końcu wspomina też o zwoływaniu stanów generalnych w mieście Blois, dodając , że za panowania Ludwika XIII tradycja ta zaczęła stopniowo zanikać. Według polskiego podróżnika król decydował o pokoju i wojnie, natomiast pospolite ruszenie zwoływał niezwykle rzadko.

Ludwik XIII Opisując sytuację wewnętrzną Francji, Sobieski wspomniał o licznych akademiach, a także o imponującej liczbie ludności Paryża. Francuzów uważał za ludzi gorącej głowy, skłonnych do zwady, buntów i trudnych do uspokojenia. Tym wadom starał się przeciwdziałać król Henryk IV. Dobroć króla była zresztą, zdaniem polskiego magnata, przyczyną jego śmierci. Jednak wszystko, co we Francji złe – nie było winą króla. Sobieski piętnował m.in. francuski brak należytego szacunku wobec księży, lekceważenie języka łacińskiego czy też odprawianie nabożeństw zbliżonych w liturgii do prawosławnych. Zauważał, że Henryk IV nie był zbyt pobożny, ale dawał dobry przykład, przyjmując sakramenty. W zakresie spraw ustrojowych bardzo doceniał rolę parlamentów. Zwracał też uwagę na problemy wielkomiejskiego Paryża: wyżywienie, mieszkania, gastronomię i transport. Francuzów uważał jednak za gorszych budowniczych od Holendrów czy Włochów.

Francja, w której przebywał Sobieski, była krajem doświadczonym przez lata walk religijnych. Wielkim szacunkiem autor darzył m.in. kardynała Jacquesa Davy du Perona. Opisując sytuację religijną w Królestwie Francji autor podkreśla konwersję z kalwinizmu na katolicyzm i wyraźnie widać, iż nie darzy kalwinów szacunkiem. Osoby tego wyznania ocenia jako rozpustne, skłonne do gry w karty oraz pełne wszelkiego rodzaju przywar. Widoczna jest również sympatia autora wobec Francji, która – jak podkreśla – pierwsza przyjęła wiarę chrześcijańską od ucznia świętego Pawła, św. Dionizego.

Stopniowo, wraz z upływem czasu, wzrastało w Sobieskim zainteresowanie miejscowościami słynącymi z kultu świętych, poszerzał się też prowadzony przez siebie rejestr cennych relikwii. Zachwycał się m.in. relikwią w postaci głowy św. Jana w kościele w Amiens, kościołami w Abbeville i Dunkierce, opactwem w Arras, kościołem św. Gerwazego w Paryżu, opactwem św. Wiktora, kościołem Najświętszej Marii Panny w Paryżu oraz francuskimi eremitami. Ogromne wrażenie zrobiło na polskim magnacie opactwo benedyktynów św. Dionizego pod Paryżem oraz w pobliżu Saint Denis. Opisując sytuację religijną we Francji, podkreślał, że jest ona najstarszym państwem chrześcijańskim od czasów Chlodwiga, a wszystkich kolejnych jego następców namaszczano świętym olejem. Podkreśla też moc uzdrowicielską królów Francji, pisząc, iż co roku leczą oni ludzi w święta. Zachwyca się różnorodnością opactw, arcybiskupstw, biskupstw, klasztorów i kościołów oraz dużą liczbą relikwii. Duchowieństwo określa jako liczebne, ale nie zawsze czcigodne. Oburza go jednak przekazywanie beneficjów kościelnych w ręce osób świeckich.

Henryk IV Liturgia we Francji wydawała się Sobieskiemu podobna do greckiej i ruskiej, którą zresztą znał osobiście z Żółkwi. Zaskakiwał go brak świętych obrazów, a także nieprzyjęcie przez całość duchowieństwa postanowień soboru trydenckiego. Kalwin jest dla Sobieskiego gorszy niż Luter. Polski magnat argumentował, że wymyślił on jeszcze gorsze i bardziej jadowite dogmaty przeciwko kościołowi rzymskiemu. Henryk IV był dla Polaka szczerym katolikiem i nie przeszkadzało mu przytaczane powiedzenie francuskiego monarchy o tym, że „Paryż wart jest mszy”. Cieszył go natomiast fakt, że kalwini za jego rządów nie mogli odprawiać mszy w Paryżu. Sorbona to dla polskiego szlachcica przede wszystkim miejsce pracy teologów: Andre Duvala i Philippe Gamache’a.

Ludność stolicy Francji jest według podróżnika niezwykle nabożna i katolicka. Zachwyca go też duża ilość stołecznych kościołów i klasztorów, na czele z katedrą Notre Dame. Z ważniejszych relikwii, znajdujących się w stolicy, Sobieski wymienił sanktuarium z drzewem Krzyża Świętego. Dużo czasu zajmowały mu zresztą praktyki religijne, tak publiczne, jak i prywatne: modlitwa, udział w nabożeństwach, pielgrzymki do kościołów, kaplic i klasztorów otaczanych szczególną czcią. Podczas choroby, przebywając w Paryżu, magnat miał okazję przyjąć Święte Sakramenty. Swoje wyleczenie przypisywał Najświętszej Marii Pannie i św. Dionizemu. W opisie peregrynacji znalazło się wiele wzmianek o cudownych obrazach, figurkach i krucyfiksach. Polak wierzył niewątpliwie w autentyczność relikwii i nigdy nie kwestionował nawet tego, co w sposób oczywisty było paradoksalne. Warto podkreślić jest, że opis Prowansji, jeden z najpiękniejszych w dziele, jest nasycony informacjami o niezliczonych relikwiach pochodzących z najbliższego otoczenia Chrystusa.

Jak już wspomniałem, Sobieski osobiście poznał Henryka IV. Autor pamiętnika starał się być wyważony w opisie tego władcy. Tak ujmował opis jego zalet:

[…] wielce pana wojennego i przyrodzonym rozumem i rozsądkiem wysoce od Pana Boga obdarzonego, pana wielkiej ludzkości et affabilitatis, i na pozór, i w obyczajach srodze miłego In regimine politico srodze biegłego.

Maria Medycejska Szczególną uwagę zwraca wyróżnienie pozytywnych cech charakterologicznych władcy, które podkreślają wizerunek Henryka IV jako dobrego władcy. Sobieski nie ograniczył się zresztą do podania zalet, wymienił też względnie neutralne cechy charakteru, które mogą pomagać królowi w rządzeniu (określił go jako „podobno przebiegłego”). W końcu przeszedł do wad i wspomniał o domniemanej chciwości, której dowodem miałoby być ustanawianie nowych podatków i danin. Rzeczywiście, taki stereotyp króla sknery istniał we francuskim społeczeństwie, a genezą jego powstania był zarzut nienależytego wynagradzania szlachty wojskowej po wojnie. Dodatkowym aspektem tej sytuacji były właśnie podatki nakładane przez Henryka IV, z których zwolniona była jedynie szlachta wojskowa, nie zawsze zresztą będąca w stanie udowodnić swój szlachecki status. Wymóg taki wprowadzono, aby odciążyć kasę państwową od niesłusznie wypłacanych wynagrodzeń.

Zdaniem Sobieskiego, wadą zasługującą na potępienie była skłonność władcy Francji do cudzołóstwa. Magnat nadmienił też, że była ona również przyczyną złego stanu zdrowia monarchy. W tym kontekście wspomniał o przypadku ucieczki z Francji księcia de Condé: Bał się tedy ten Condeus po prostu tego, żeby mu był żony nie wziął król. Pomimo tego daje się dostrzec sympatię, jaką Sobieski darzył władcę. Nawet gdy wytknął mu braki w wykształceniu (np. król sam, chociaż był … idiotą), chwilę później łagodził ocenę: srodze się w uczonych ludziach kochał i wielkim kosztem ich przy akademijnej Paryskiej chował, na bibliotekę siła łożył. Wydaje się możliwe, że sympatia do Henryka IV wynikała z faktu przejścia przez niego z kalwinizmu na wiarę katolicką. Co prawda, władca jeszcze jako Henryk Nawarski przeszedł na wyznanie katolickie, lecz uczynił to jedynie pod wpływem bezpośredniego zagrożenia życia w noc Świętego Bartłomieja. Po przyjeździe do Nawarry powrócił do swojego poprzedniego wyznania. Ponowna zmiana wyznania na katolickie była dla niego z pewnością niełatwa, gdyż nie chciał opuszczać swoich hugenockich sprzymierzeńców. Z drugiej jednak strony Henryk już wcześniej wyrażał przekonanie o potrzebie zażegnania konfliktów w ramach chrześcijaństwa oraz wypracowania kompromisów w celu ponownego połączenia wyznań. Jego panowanie jako Henryka IV i podjęte wówczas działania, mające na celu zażegnanie wojny religijnej we Francji, mogły wzbudzić sympatię w podróżniku pochodzącym z kraju o tak dużej tolerancji religijnej, jakim była ówczesna Polska.

Maximilien de Sully Jednym z najbliższych współpracowników króla Francji był książę de Sully. Pisząc o skąpstwie władcy i nakładanych przez niego podatkach, Sobieski określił de Sully`ego jako subiectum sposobne i niecnotliwe. Dalej autor pisał też o nienawiści, jaką z powodu tych podatków darzył de Sully lud. Trudno się temu dziwić, bowiem nie tylko odpowiadał on za realizację polityki finansowej państwa, ale – w gruncie rzeczy – ją współtworzył. Sobieski wspomniał także, że żaden inny człowiek nie mógł liczyć na takie zaufanie Henryka IV. Niewątpliwie król zawierzał mu w kwestiach finansowych i gospodarczych, ale potrafił też słuchać innych doradców. Za przykład mogą posłużyć kwestie ekonomiczne. Sully zamierzał oprzeć gospodarkę na rolnictwie, w opozycji do niego stał Bartłomiej de Laffemas, propagujący przemysł manufakturowy. Obecność doradców okazywała się dla Henryka IV bardzo wygodna, ponieważ mógł ich obarczyć odpowiedzialnością za podejmowane decyzje. Czasami także, aby pozbyć się doradców, użalał się nad stanem swego zdrowia, przez co uchylał się od spotkań w sprawach budzących jego mniejsze zainteresowanie. Ostatecznie nawet ostatnie chwile życia Henryka IV były związane z de Sullym: król został zamordowany, jadąc właśnie do niego.

Bardzo prawdopodobne jest, że francuski władca chciał z nim przeprowadzić rozmowę na temat planowanej przez siebie wojny. Henryk IV zamierzał osobiście prowadzić kampanię i mieć u swojego boku de Sully`ego, który dał się poznać jako doskonały logistyk. Samo przygotowanie do wojny, zbieranie pieniędzy na kampanię oraz gromadzenie broni było także dziełem księcia. Sobieski wspomina tu o 40 mln pieniędzy gotowych. Zaletą króla miała w tym kontekście być umiejętność dobierania sobie doradców i osób właśnie takich jak de Sully. Mimo że bywali oni znienawidzeni przez sporą część społeczeństwa, wyciągali kraj z wieloletniego zaniedbania wywołanego zawieruchą wojenną – wytyczali mu nowe drogi rozwoju.

Sobieski, przebywając w Paryżu, stał się świadkiem królewskiej koronacji. Henryk IV, który planował wyprawę wojenną, chciał zapewnić swym potomkom sukcesję tronu, bowiem obawiał się, że w razie jego śmierci magnateria francuska nie dopuści do władzy jego żony, Marii Medycejskiej, a także jego syna, delfina Ludwika, przyszłego Ludwika XIII. Chcąc zapobiec konfliktowi, koronował swoją żonę na królową Francji. Tło tego wydarzenia opisał Sobieski i zwrócił uwagę, że królowa nie miała prawa samodzielnie rządzić, lecz mogła pełnić funkcję regentki sprawującej władzę w imieniu syna, choć tylko do momentu osiągnięcia przez niego pełnoletniości. W związku z zabójstwem króla taka sytuacja miała miejsce. Zanim jednak Henryk IV zginął, dzień wcześniej odbyła się koronacja, którą opisał polski podróżnik. Skupia się w dużej mierze na oprawie uroczystości oraz przedstawieniu uczestniczących w niej osób, począwszy od stroju, a skończywszy na pełnionych przez nie funkcjach. Malownicze opisy budynków, ich wnętrz oraz otoczenia wydają się w tym momencie sprawą bardzo istotną. Podobnie jak stroje uczestników uroczystości. Autor wymienił wiele detali dotyczących części garderoby, pisząc o materiałach użytych do ich uszycia (atłasy, aksamity), kolorystyce, jak i rodzaju przywdziewanych ubrań (płaszcze, kaziałki), a nawet o zdobieniach (herb François Ravaillac francuski, wyszyte lilije gęste złotem). Inną, integralną częścią opisu jest także wyliczenie ważniejszych osób uczestniczących w koronacji. Imponujący jest fakt, iż Sobieski znał tak wielu możnych przedstawicieli klasy politycznej Francji, co z pewnością świadczyło o żywym zainteresowaniu sprawami wewnętrznymi tego kraju. W tym kontekście sam przebieg uroczystości zszedł na drugi plan. Jej opis jest lakoniczny i zostały w nim zasygnalizowane jedynie ważniejsze elementy ceremonii.

Wydarzeniem nierozerwalnie łączącym się z wydarzeniami roku 1610 we Francji była egzekucja zabójcy Henryka IV. Winą za zamach Sobieski obciążył częściowo samego króla, który kazał zatrzymać karocę, co umożliwiło atak. Śmierć monarchy postawiła zresztą młodego magnata w trudnej sytuacji, gdyż to właśnie cudzoziemców posądzano w pierwszej kolejności o dokonanie zabójstwa. Dlatego też Sobieski przez pewien czas musiał się ukrywać. Pisał, że po śmierci króla również paryski plebs był bardzo nieprzychylny obcokrajowcom. Trzeba dodać, że polski szlachcic mocno przeżył śmierć króla.

François de Ravaillac zabił króla pod wpływem lektury publikacji, których autorem był jezuita Juan de Mariana. Publiczna egzekucja odbyła się kilka dni po śmierci władcy na oczach tłumów paryżan. Polski podróżnik, jako że był jednym z widzów, dość dokładnie opisał przebieg tego wydarzenia. Naprzód wiedziono go na tę uliczkę, kędy króla zabił, po czym poddawano go mękom. Następnie przeprowadzono go na plac przed kościołem Notre Dame w Paryżu, a potem na rynek a la Greve, gdzie dopełnił się jego los. W czasie egzekucji zgromadzeni mieli bardzo żywo reagować na wszystko, co działo się na placu. Tłum określany był jako wielki gmin ludzi oraz sroga ciżba. O społecznym gniewie może świadczyć to, co wydarzyło się po egzekucji, kiedy to jeden z gospodarzy Sobieskiego, który miał być tak zażarty przeciwko temu Rawaliakowi [...] przyniósł też był kilka sztuczek ciała […] smażył je w jajecznicy i jadł je. Wywołało to u Polaków obrzydzenie: ażeśmy mu w oczy obydwaj plunąwszy, szliśmy od niego. Wzburzenie społeczeństwa było czytelnym dowodem popularności króla, który przyniósł umęczonemu królestwu wewnętrzny pokój.

Katedra Notre Dame w Paryżu (fot. Sanchezn/wikipedia; Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana)

Innym ważnym wydarzeniem roku 1610 był pogrzeb Henryka IV. Sobieski i w tym wypadku był skrzętnym obserwatorem. Podobnie jak w przypadku koronacji zwraca uwagę sposób relacjonowania. Obecne są bogate i barwne opisy wystroju orszaku żałobnego oraz osób w nim uczestniczących. W relacji peregrynata daje się dostrzec istotę przepychu przynależną władcom i ich otoczeniu. Można zauważyć pewną spójność narracji prowadzonej przez Sobieskiego, zarówno w przypadku pogrzebów, jak i koronacji. Ponownie wymienione zostały co znaczniejsze osobistości z życia politycznego Francji, a także osoby stojące wysoko w hierarchii kościelnej. Obok bardzo bogatego w wizualne szczegóły obrazu uroczystości związanych z pogrzebem mamy także możliwość zapoznania się z procedurą pochówku. Niektóre z obserwowanych obrzędów dworskich wydawały się autorowi archaiczne, a nierzadko nawet w pewien sposób pogańskie albo [stylizowane] na zabobony ruskie, schizmatyckie.

Tak właśnie było z epulum trwającym 40 dni. Był to obrzęd nakrywania do stołu w obecności woskowej kukły zmarłego króla. Ceremonia, mimo iż wydawała się Sobieskiemu archaiczna czy wręcz pogańska, przede wszystkim go śmieszyła. Nastawienie autora do królewskich obrzędów pogrzebowych uległo nieco zmianie, dopiero gdy dowiedział się, że tradycję tę kultywuje się nieprzerwanie od paruset lat. Z uwagi na długi przedział czasowy trwania wszystkich uroczystości związanych z pogrzebem, autor wyróżnił dwie niezależne części, rozdzielone opisem egzekucji zabójcy Henryka IV. Najwięcej działo się już po egzekucji Ravaillaka. Opis tych zdarzeń autor rozpoczął od procesji z ciałem króla do katedry Notre Dame. Pochówek miał miejsce dopiero 1 lipca w kościele św. Dionizego. Istotne wydaje się, iż w samym pogrzebie nie wziął udziału nowy król – co, zdaniem Sobieskiego, jest częścią tradycji wywodzącej się jeszcze od Rzymian. W relacji z pogrzebu zwraca uwagę fakt złożenia w grobie insygniów królewskich, a następnie zabrania ich stamtąd oraz wizualne przekształcenie kościoła poprzez zdarcie czarnych tkanin. Według Sobieskiego część pogrzebu zaczynająca się od okrzyku „Niech żyje król Ludwik XIII!” wydaje się dla cudzoziemców zbyt niepoważna jak na tę doniosłą chwilę. Nadmierny pośpiech wydaje się nieuzasadniony, a wesołość ludu – nie na miejscu. Autor przypisał ów klimat żałobnej uroczystości francuskiej lekkomyślności. Z dzisiejszego punktu widzenia możemy jednak powiedzieć, iż jest to w większym stopniu wynikiem dawnej zasady król nie umiera nigdy, zakładającej, że w momencie śmierci króla tę funkcję natychmiast obejmuje jego następca.

Katedra w Reims (fot. Ludovic Péron/wikipedia; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Drugą koronacją, którą relacjonował Sobieski, była koronacja Ludwika XIII w katedrze w Reims, poprzedzona trzydniowym postem króla, połączonym z modlitwami. Nie mogąc uczestniczyć osobiście w tym wydarzeniu, posłużył się w tym wypadku informacjami zasłyszanymi od innych. Brakuje więc barwnego opisu wystroju wnętrz i szczegółowej charakterystyki osób uczestniczących. Sobieski wspomniał jedynie o osobach pełniących w ceremonii główną rolę, a mianowicie o królu i koronującym go kardynale. Uwaga autora skupiła się na samej procedurze koronacji.

Koronacji wedle zwyczaju dokonywał arcybiskup Reims, lecz tym razem, jak podaje Sobieski, było inaczej. Wszystko dlatego, że ówczesny prymas Francji nie tylko nie był w owym czasie jeszcze arcybiskupem Reims, ale nawet… księdzem. Obrzęd prowadził kardynał Francis de Joueusse, który namaścił króla olejem ze Świętej Ampułki, przechowywanej w opactwie Saint Denis pod opieką opata tego klasztoru. Właśnie tę ampułkę opisał Sobieski w swoim pamiętniku w roku 1611. Według legendy przyniósł ją na ziemię Duch Święty w chwili chrztu pierwszego chrześcijańskiego króla Francji, Ludwika I.

* * *

Odwiedzanie dworów panujących było swoistą modą i obowiązkowym elementem peregrynacji po Europie. W tamtym czasie dostęp do dworu królewskiego był stosunkowo prosty i praktycznie każdy podróżujący mógł spotkać się z panującymi, o ile nie wzbudził podejrzliwości straży. Trudno przesądzić, czy popularność odwiedzin wiązała się z otwartością dworów na przybyszów, czy też to powszechność tego rodzaju „turystyki szlacheckiej” stała się przyczyną otwartości dworów. Z pewnością jedno zjawisko bez drugiego nie miałoby racji bytu. Bardzo rzadko dwór królewski był dla odwiedzających zamknięty.

Często się zdarzało, że peregrynaci w swoich pamiętnikach i dziennikach wyrażali w pełni subiektywną ocenę osoby panującego. Tak właśnie było w przypadku relacji Jakuba Sobieskiego. Ważnym motywem składania wizyt na dworach było zawieranie i podtrzymywanie znajomości ze znaczącymi postaciami epoki. Takie podejście do podróży było powszechne nie tylko wśród podróżujących, ale również wśród „zleceniodawców” podróży, czyli rodziców tych zazwyczaj młodych ludzi. Często w swoich rodzicielskich instrukcjach nakazywali wyznaczanie sobie takiego celu wizyt jako jednego z istotniejszych elementów kształcenia. Bywanie na dworze uczyło ogłady i stwarzało niezwykłą możliwość zapoznania się ze zwyczajami nieznanymi z własnego otoczenia.

Bibliografia:

Źródło

  • Jakub Sobieski, Peregrynacja po Europie (1607−1613). Droga do Baden (1638), oprac. Józef Długosz, Wrocław 1991.

Opracowania:

  • Baszkiewicz Jan, Henryk IV Wielki, Warszawa 1995.
  • Długosz Józef, Jakub Sobieski 1590−1646. Parlamentarzysta, polityk i pamiętnikarz, Warszawa 1989.
  • Długosz Józef, Sobieski Jakub, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. 31, Warszawa 2002, s. 483−490.
  • Długosz Józef, Wstęp, [w:] Jakub Sobieski, Peregrynacja po Europie (1607−1613). Droga do Baden (1638), oprac. J. Długosz, Wrocław 1991, s. 5−40.
  • Mączak Antoni, Odkrywanie Europy. Podróże w czasach renesansu i baroku, Gdańsk 1998.
  • Mączak Antoni, Peregrynacje, wojaże i turystyka, Warszawa 1984.

Redakcja: Michał Przeperski
Korekta: Jakub Bakonyi

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Michał Kozłowski

Historyk bez afiliacji, mediewista. Zajmuje się historią Bizancjum oraz historią historiografii. Publikował m.in. w „Kulturze Liberalnej”, „Mówią Wieki”, „Nowym Filomacie”, „Studiach z Dziejów Rosji i Europy Środkowej”, „Studiach i Materiałach Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej”. Ostatnio opracował przypisy i Bibliografię prac Ihora Ševčenki za lata 1938–2010 do książki Zakorzeniony kosmopolita. Ihor Szewczenko w rozmowie z Łukaszem Jasiną (Lublin: Instytut Europy Środkowo-Wchodniej 2010). Obecnie zajmuje się recepcją prac historyka Oskara Haleckiego.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org