Ronald Reagan „masakruje”, czyli wolnościowa Ameryka w natarciu

Gdyby kula zamachowca trafiła zaledwie cal wyżej, świat już w latach 80. straciłby jednego z najbardziej bezkompromisowych przeciwników „Imperium Zła” i najpotężniejszych zwolenników wolnego rynku. Ameryka Ronalda Reagana przestałaby istnieć. Ten czterdziesty prezydent USA do dziś ma wielką rzeszę zwolenników, ale nie brakuje też jego zażartych przeciwników.

Tę historię zaczniemy od końca.

Tłum zupełnie nie pasujących do siebie ludzi. Są tu „wszyscy”: stojący na baczność wojskowi, harleyowcy rodem z serialu „Sons of Anarchy”, małolaci w szerokich spodniach, wyzywająco ubrane dziewczyny, poważni chasydzi w swych tradycyjnych strojach, „wylaszczeni” politycy w drogich garniturach i przejęte dzieciaki trzymające amerykańską flagę.

Marek Jan Chodakiewicz, amerykański profesor i polski historyk, który był świadkiem tego chaosu, opisał go następująco:

Z rozmów wynika, że przyjechali właściwie ze wszystkich stron Ameryki. Tylko część mieszka w Waszyngtonie. Ktoś mówi, że całą noc pędził ze stanu Georgia. Para w średnim wieku przyleciała z Kentucky, a starsi państwo z Illinois. Odzywa się Teksas. Południowa Dakota – ci przypadkiem zwiedzali stolicę kraju. Zostali na pogrzeb. Zaraz za nami stoi Nowy Jork i Pensylwania. Większość gada, śmieje się, rozpytuje o rozmaite sprawy świeżo poznanych znajomych z kolejki. Słowem – jarmark, czyli Ameryka. Taka, jaką On kochał, lubił i reprezentował: śmieszna, nonszalancka, pewna siebie, rozwydrzona, rozpięta pod szyją, nieformalna na co dzień, chodź od święta elegancka i poważna oraz zdolna do poświęceń.

„On” - Ronald Reagan, czterdziesty prezydent Stanów Zjednoczonych, w latach 80. piastujący swój urząd aż przez dwie pełne kadencje. „Aż” – ponieważ od czasów Dwighta Eisenhowera nikomu z amerykańskich prezydentów ta sztuka się nie udała (Lyndon Johnson w pierwszej kadencji był następcą zamordowanego Kennedy'ego, zaś Richard Nixon zrezygnował z prezydentury niedługo po ponownym wyborze). Złą passę polityków w Białym Domu przełamał dopiero Ronald Reagan.

Zobacz też:

Aktor, który w swej karierze zagrał w ponad 50 produkcjach, fan filmów science fiction (często wracał m.in. do ekranizacji: „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”) i książek Edgara Rice'a Burroughs'a (to ten dżentelmen od Tarzana i Johna Cartera). Były gubernator Kalifornii, który wysyłał oddziały Gwardii Narodowej, by stłumić protesty lewicowych studentów. Nawrócony z demokraty republikanin. W latach 1981-89 ten właśnie człowiek rządził najsilniejszym mocarstwem na świecie.

Mało brakowało, a jego urzędowanie w Białym Domu zakończyłoby się jednak dużo szybciej. W 1981 roku cudem uniknął śmierci, kiedy strzelał do niego John Hinckley Junior, szaleniec, który swym czynem chciał zwrócić uwagę aktorki Jodie Foster. Kula zamachowca minęła serce Reagana zaledwie o cal.

Amerykańska ulica ma głos

Ronald Reagan, 40. prezydent USA (fot. za public-domain-content.com, domena publiczna).
5 czerwca 2004 roku zmarł Ronald Reagan. W jednej z sal Kongresu wystawiono wówczas na kilka dni jego trumnę. Przed budynkiem od razu ustawiła się gigantyczna kolejka. Profesor Chodakiewicz czekał w niej siedem godzin, by w symboliczny sposób i bardzo krótko (wszystko trwało niecałą minutę) pożegnać się z prezydentem. Na taki krok zdecydowało się około 100 tysięcy osób.

Czym Ronald Reagan zasłużył sobie aż na taką popularność? Czemu gdy odchodził z Białego Domu, ponad 50 procent Amerykanów popierało jego osobę, a w 2001 roku według badań Instytutu Gallupa aż 74 procent? Dlaczego gdy zmarł kilkanaście lat później dziesiątki tysięcy Amerykanów nadal pamiętało o jego dokonaniach? Jak to możliwe, że nawet Barack Obama przyznał, że to Reagan, a nie Nixon czy demokrata Clinton, odcisnął trwały ślad na Ameryce? I wreszcie, dlaczego do tej pory ten czterdziesty prezydent USA ma tak wielką rzeszę przeciwników, którzy atakują właściwie każdy element jego polityki?

Odpowiedzi na te pytania, niczym „możliwości” w przemówieniach Reagana, leżą na amerykańskiej ulicy. Książki, dokumenty, przemówienia dają oczywiście bogaty obraz, ale zupełnie inną, często nieprzeintelektualizowaną perspektywę otrzymamy kierując się do źródła. Zobaczmy więc najpierw, co do powiedzenia mają amerykańscy wyborcy.

Cóż, naszej redakcji póki co nie stać na wysyłanie dziennikarzy za ocean. W sukurs przychodzą nam więc reportaże amerykańskich kolegów po fachu. W artykułach „New Republic”, „Time'a”, czy „New York Times'a” można wyłuskać argumenty zarówno żarliwych zwolenników „Gippera” (jeden z pseudonimów Reagana, który uzyskał po tym jak w filmie wcielił się w legendę futbolu George'a Gippa), jak i gorących przeciwników „Rawhide'a” („Rawhide”, z ang. „Niewyprawiona skóra” – przydomek nadany Reaganowi przez Secret Service).

Przywrócił optymizm, wygrał z „Imperium Zła”

Ci pierwsi z reguły mają proste, co wcale nie oznacza, że gorsze odpowiedzi. Szanują byłego prezydenta za jego umiłowanie wolności i tradycji. Doceniają, że miał ideały, w które gorąco wierzył. Że był „facetem z krwi i kości” i miał „big cojones”. Że w swojej polityce miał jasny cel i w sposób prosty potrafił go wyartykułować i do niego dążyć. Że miał duże poczucie humoru (by wspomnieć tylko jego słynne Commie Jokes) i potrafił żartować także z siebie. Że kochał Amerykę i sprawił, że mieszkający w niej ludzie byli dumni, że są Amerykanami. „Po czasach stagnacji za Cartera przywrócił Amerykanom optymizm” – da się słyszeć często powtarzany argument.

A tak poza tym, pytają miłośnicy wolnego rynku, jak tu nie kochać kogoś kto rzeczywiście kieruje się słowami: „Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem”? W Ameryce Reagan'a jak byłeś pracowity, mogłeś osiągnąć wszystko, nie potrzebna ci była jałmużna rządu – przekonują jego wielbiciele.

W dyskusjach wytaczane są i mocniejsze działa. Entuzjaści Reagana przypominają, powołując się na konkretne dane, że swoimi działaniami zdusił inflację, zmniejszył podatki, odchudził rząd federalny i wzmocnił armię USA. Podkreślany jest jego wielki udział w pokonaniu Związku Radzieckiego: państwa, które Reagan przyrównywał do „Imperium Zła”. Skupił się na Zimnej Wojnie i wygrał – mówią jego apologeci, w których szeregach można znaleźć wcale nie małą liczbę Polaków.

Do tej pory w kraju nad Wisłą ten amerykański polityk ceniony jest właśnie za bezkompromisowość wobec Sowietów. W Polsce kibicowano mu, bo był „szeryfem”, który gonił „czerwonych”. Ale pamiętano mu też symboliczne czyny. Taki chociażby jak ten z 1981 roku, gdy w czasie Świąt Bożego Narodzenia w oknie Białego Domu paliła się świeczka w geście solidarności z prześladowanymi w stanie wojennym Polakami. A sam prezydent wygłosił wtedy orędzie do Amerykanów, w których mówił o ówczesnej sytuacji w Polsce.

Co ciekawe, w Ameryce ta „miłość” wydaje się nie słabnąć. Nie trzeba jeździć tylko po konserwatywnym Teksasie, by co rusz natykać się na samochodowe naklejki typu: „Co zrobiłby Reagan?”, albo „Ameryka potrzebuje teraz Ronalda Reagana bardziej niż kiedykolwiek!”

Ameryka Reagana to chciwość, długi i głupota

Przeciwnicy „Dutch'a” (kolejny przydomek Reagan'a, tym razem z dzieciństwa) kpią z takiego „zero-jedynkowego” postrzegania świata. Nie brakuje głosów, że Reagan był prostym człowiekiem, który tak samo jak później George Bush nie nadawał się do pełnienia tak ważnej funkcji.

Ameryka „Gippera” w oczach jego krytyków to „chciwość i bezdomność”. To także kraj, w którym o wszystkim decydują bogaci, a federalna polityka w żaden sposób nie skupia się na wyrównywaniu szans. Zamiast rządowych programów pomocowych są budżetowe cięcia, zwolnienia z pracy i większa przestępczość. Ten ostatni argument podnoszony jest często przy dyskusjach na temat tzw. Wojny z narkotykami (War on Drugs).

To właśnie za czasów administracji Reagana ta swoista krucjata, o której głośno mówił wcześniej m.in. prezydent Nixon, weszła na zupełnie inny poziom. Wyrazem tej „wojny” było wydatne zaostrzenie kar i zwiększenie liczby penitencjariuszy w amerykańskich więzieniach. Zdaniem wielu (niekoniecznie tylko przeciwników Reagana) polityka „zero tolerancji” się jednak nie sprawdziła, a bilans tej wojny (kontynuowanej także w latach 90. i później) jest wybitnie niekorzystny dla Ameryki.

Reaganowi zarzuca się też stworzenie rekordowego deficytu budżetowego, brak zdecydowanych kroków w walce z plagą AIDS, liczne afery na szczeblu administracji prezydenta (najbardziej znana to oczywiście „Iran-Contras”) i prowadzenie nad wyraz kiepskiej polityki zagranicznej.

Krytykujący byłego prezydenta Amerykanie zwracają uwagę, że w swojej obsesji zwalczania komunizmu wspierał on wiele pomniejszych brutalnych reżimów. Od panamskiego dyktatora Manuela Noriegi, irackiego Saddama Husseina, filipińskiego Ferdinanda Marcosa, reżimu w Salwadorze, czy popierania mudżahedinów w Afganistanie – Ronald Reagan zawierał pakty „z mniejszym złem”, by osłabić wspomniane wyżej „Imperium Zła”. A to, że przy okazji stworzył podwalinę pod Al-Kaidę, cóż... – ironizują jego oponenci.

Na każdy z powyższych argumentów zwolennicy i przeciwnicy mają gotową odpowiedź. Ci pierwsi tłumaczą na przykład, że Reagan zawsze zabiegał o zrównoważony budżet (nawet już po odejściu z urzędu walczył o wprowadzenie stosownej poprawki do amerykańskiej Konstytucji), a deficyt spowodował opanowany przez demokratów Kongres. Z kolei przeciwnicy nie wahają się atakować naczelnego argumentu „na tak” – ich zdaniem w latach 80. sowiecki reżim był już tak słaby, że upadłby i bez działań Reagana.

Zrywam z Keynesem, czas na Reagonomikę

W tym sporze niemalże nikt nikogo nie przekona. Religijne wartości, kult wolnego rynku, cięcia podatkowe, a co za tym idzie ograniczenie pomocy państwa nigdy nie pójdą na kompromis ze zwiększeniem regulacji w gospodarce, podnoszeniem podatków dla najbogatszych czy stricte świeckim podejściem do polityki. Tak samo Doktryna Reagana, „Przymierze dla Wolności”, „Pokój przez Siłę” nie znajdą wspólnego języka z „Polityką Odprężenia”, zwolennikami „Pokojowego Współistnienia” czy entuzjastami ruchów pacyfistycznych.

Wyborcy już przemówili. Czas więc, by zrobił to Ronald Reagan.

Jakim był politykiem? Czytając jego przemówienia i patrząc na późniejsze działania można pokusić się o taką charakterystykę: wolnorynkowiec, konkretny w swoim przekazie, „masakrujący” biurokrację i demokratów, walczący z inflacją, nie doktryner, odwołujący się do tradycyjnych wartości, zero-jedynkowy.

Po kolei.

Na pewno był zadeklarowanym wolnorynkowcem. Niedługo po tym jak objął po raz pierwszy prezydenturę nie bał się w swoich przemówieniach wymieniać przywódców intelektualnych, którzy go zainspirowali.

Dla wielu dzisiejszych polityków (nie tylko za oceanem) takie nazwiska jak Hayek, Friedman, Mises, Burnham, czy Hazlitt brzmią jak totalna abstrakcja. Abstrakcja, której miejsce, inaczej niż w przypadku wyznawców keynesizmu, jest raczej na zakurzonych półkach bibliotek niż w gabinetach najpotężniejszych polityków świata. Cóż, „Rawhide” aka „Gipper” aka „Dutch” uważał inaczej.

Jego gospodarcza polityka, nazwana Reaganomiką, która kwestionowała keynesowskie doktryny zakładała, że to zwiększenie podaży, czyli skłanianie przedsiębiorców do wzrostu produkcji i inwestycji, pobudzi gospodarkę. Reagonomika stawiała na kontrolę ilości pieniędzy w obiegu, zmniejszanie podatków i wydatków budżetowych.

Do tej pory wielu ekonomistów uważa, że była to polityka nad wyraz skuteczna:

Cięcia podatkowe Reagana prawie podwoiły przychody budżetu federalnego. Po tym jak obniżka wszystkich stawek podatkowych o średnio 25% weszła w życie, wpływy od osób fizycznych i prawnych z tytułu podatku dochodowego wzrosły dramatycznie. Według Biura Zarządzania i Budżetu, przychody z podatku dochodowego od osób fizycznych wzrosły z 244,1 miliarda dolarów w 1980 roku do 445,7 miliarda dolarów w roku 1989, a zatem o ponad 82 proc. Wpływy od osób prawnych wzrosły z 64,6 miliardów dolarów do 103,3 miliardów dolarów, skok o 60 proc.

  • to fragment opracowania „Reagonomika – Działa zawsze i wszędzie”, który można znaleźć na oficjalnej stronie Instytutu Ronalda Reagana.

Przeczytaj również:

Trzeba tu jednak nadmienić, że Reagan nie zawsze miał wolnorynkowe poglądy.

„Pod koniec drugiej wojny światowej byłem zdeklarowanym zwolennikiem New Deal. Uważałem, że skoro państwo poradziło sobie z Wielkim Kryzysem oraz wygrało wojnę to zdoła rozwiązać wszystkie inne problemy. Państwo powinno dostarczać usługi publiczne, budować mieszkania dla tych, którzy ich nie mają, zapewniać lepszą opiekę medyczną poprzez jej uspołecznienie.” - pisał we wspomnieniach. Do zmiany przekonań skłoniły Reagana m.in. rozmowy ze swoim bratem Neilem, a także bardziej wnikliwe przyjrzenie się rozwoju Europy po 1945 roku. „Nawrócony” Reagan w 1982 roku przyzna, że Europa mogła wyjść wtedy z kryzysu, bo rząd wydatnie ograniczył mieszanie się w sprawy obywateli.

Komu zależy byśmy byli biedni?

W swoim jednym z najbardziej znanych przemówień, które wygłosił w 1964 roku, gdy popierał republikańskiego kandydata Barry'ego Goldwatera w walce o urząd prezydenta, Reagan mówił: „Często słyszymy o potrzebie wyboru między lewicą i prawicą. Chciałbym jednak zasugerować, że nie istnieje coś takiego jak lewica i prawica. Jest tylko góra i dół. Możemy podążać w górę, w stronę naszego odwiecznego snu – wolności jednostki, powiązanej jednocześnie z prawem i porządkiem, lub w dół – w stronę totalitaryzmu. Ci, którzy chcą poświęcić naszą wolność w zamian za opiekę społeczną i bezpieczeństwo, wybrali ścieżkę wiodącą w dół”.

Co ciekawe, słowa te Reagan powtórzy po tym, jak po raz pierwszy zasiądzie w Białym Domu.

Uroczystość zaprzysiężenia Reagana na Prezydenta USA (fot. za public-domain-content.com, domena publiczna).

Jako prezydent atakowany przez demokratów, ale i często przychylne im media, próbował pokazać, że w Ameryce są politycy, którzy mają realny interes w podtrzymywaniu ubóstwa. „Musimy jednak zrozumieć, że za niektórymi atakami stoją osoby mające interes w podtrzymywaniu obecnego poziomu wydatków na opiekę społeczną oraz w dalszym istnieniu programów rządowych, utrzymujących rzesze naszych obywateli w ciągłej zależności”.

Kiedy krytykowano jego reformy, skupiające się na cięciach budżetowych i likwidacji rządowych programów, stawiał ciekawe pytania: „Od kiedy to w Ameryce wierzymy, że nasze społeczeństwo jest złożone z dwóch diametralnie odmiennych klas – jednej bogatej, drugiej biednej – znajdujących się w nieustannym konflikcie, w którym jedna ze stron może się wzbogacać tylko kosztem drugiej? Od kiedy w Ameryce akceptujemy tę wstrętną, zdyskredytowaną teorię walki społecznej i klasowej? Od kiedy w Ameryce wspieramy podziały i zawiść?”

Konkret goni konkret

Przekonując do swych wolnorynkowych racji, Reagan nie powoływał się tylko na żyjących w XX-wieku intelektualistów. Odwoływał się także do Ojców Założycieli amerykańskiego narodu. „Ojcowie Założyciele przestrzegali również, że władza, poza swoimi prawowitymi funkcjami, nie dokona niczego tak dobrze i efektywnie, jak mógłby to zrobić sektor prywatny”.

Reagan był także konkretny w swoich przemówieniach. Obok wzniosłych haseł, patetycznych historii z udziałem walczących o honor i wolność Ameryki żołnierzy, czy obowiązkowych dowcipów, prezydent potrafił też w prosty sposób wytłumaczyć swój plan i opisać kolejne wyzwania.

W 1982 roku obrazowo mówił o zastanej przez niego spuściźnie prezydenta Cartera: „Musimy przypomnieć o gospodarczej katastrofie, przed którą stanęliśmy w styczniu 1981 roku: miliony ludzi bez pracy, wieloletnia dwucyfrowa inflacja, stopy procentowe wahające się na poziomie 21,5 procent, produkt krajowy brutto spadający już trzeci rok z rzędu, dodruk pieniędzy zwiększony o 12 procent”.

Nancy i Ronald Reaganowie na konwencji Republikanów (fot. za public-domain-content.com, domena publiczna).

W umiejętny sposób podawał dane z czasów demokratów u władzy, które budziły zgrozę u wielu Amerykanów: podatki wzrastające o 220 procent w ciągu 10 lat, projekt „darmowy bon żywnościowy”, którego fundusze w ciągu 15 lat rozrosły się o 16 tysięcy procent, czy szybujące w tempie 300 procent/10 lat wydatki federalne.

Nie bał się liczb i statystyk. Krytykując „dokonania” demokratów jednym tchem wymieniał liczbę stale zwiększających się departamentów, programów rządowych, urzędników, agencji, komisji i projektów. Jego zdaniem, ten rozrost rządu i biurokracji dusił przedsiębiorczość Amerykanów i zmniejszał realną wartość ich pieniędzy. Dawał konkretne, trafiające do wyobraźni przykłady, które m.in. pokazywały, że: „Młody dwudziestojednoletni człowiek pracuje i zarabia średnią stawkę. Jego opłaty na opiekę społeczną na wolnym rynku zapewniłyby mu polisę gwarantującą 220 dolarów miesięcznie w wieku 65 lat. Natomiast rząd obiecuje mu 127 dolarów!”.

Reagan masakruje lewicowe absurdy

„The Gipper” potrafił... masakrować różnego rodzaju absurdy. To ostatnio popularne sformułowanie, które robi karierę szczególnie po prawej stronie naszej sceny politycznej, pasuje jak ulał także do Reagana.

Śmiał się z ustaleń Komisji Hoovera, która w latach 50. odkryła, że w Waszyngtonie co roku wypełnia się milion raportów, w których pisze się, że nie ma nic do raportowania. Jako gubernator Kalifornii wytykał demokratom, że za ich panowania prywatni przedsiębiorcy muszą wypełniać raporty dla rządu, których łączna długość wynosi rocznie, bagatela, 10 miliardów stron.

Wyciągał takie „smaczki” jak ten, gdy rząd federalny zapłacił z budżetu kraju 249 tysięcy dolarów na badania, które dowiodły, że „ludzie zarabiający więcej pieniędzy są szczęśliwsi niż ludzie, którzy zarabiają mniej, młodzi są szczęśliwsi niż starzy, a ludzie zdrowsi są weselszy od chorych”. – Za 15 centów mogliby kupić almanach i przeczytać starą sentencję: „Lepiej być bogatym, młodym i zdrowym, niż biednym, starym i schorowanym” – kpił w swoim przemówieniu wtedy jeszcze gubernator Kalifornii.

„Żaden rząd jeszcze nigdy dobrowolnie nie zredukował liczby swoich urzędników. Programy rządowe raz rozpoczęte nigdy nie znikają. Biuro rządowe jest w zasadzie jedynym bytem na tym świecie, który żyje niemal wiecznie” – ironizował.

„Od dawna wiadomo, że dwie rzeczy w Waszyngtonie były niezrównoważone – budżet i liberałowie.” – żartował.

A o demokratach, chcących powrotu do państwa opiekuńczego mówił: „Dzisiejsi oskarżyciele i załamujący ręce to ci sami, którzy do wczoraj rządzili i przynieśli nam gospodarczą stagnację i dwucyfrową inflację. Ich rządy tylko pod jednym względem były uczciwe: Nikogo nie dyskryminowali, zubożyli wszystkich.” Zwolennicy Reagana na takie dictum powiedzieliby: krótko, zwięźle i na temat. Przeciwnicy, dyplomatycznie rzecz ujmując, raczej nie zostaliby przekonani.

Szedł na kompromisy, ale nie chciał „drugiego miejsca”

Co ważne, Reagan nie był doktrynerem. Mimo iż wyznawał teorię wolnego rynku i ograniczenie roli rządu, uznawał zaangażowanie roli państwa w rozwiązanie problemów, które przekraczają granice poszczególnych stanów. Takie kwestie jak „zanieczyszczenie powietrza, wody, lub państwowy system transportu, czy wysiłki w celu ochrony naszych swobód obywatelskich, muszą być przekazane na poziom państwowy”.

Reagan i Margaret Thatcher - jego najważniejsza sojuszniczka w polityce międzynarodowej (fot. za public-domain-content.com, domena publiczna).
Reagan dopuszczał istnienie szkolnictwa publicznego (choć cenił wspierane przez dobrowolne darowizny prywatne szkolnictwo) i opieki społecznej (m.in. dla starszych osób).

Dążył do tego, by zasiłki trafiały do najbardziej potrzebujących, nie oszustów próbujących wyłudzić darmową pomoc od państwa. Jego wielka reforma opieki społecznej w Kalifornii, za którą zresztą przez jednych jest ceniony do dziś, a przez innych znienawidzony, pozwoliła na zmniejszenie liczby ludzi pobierających zasiłek o 300 tysięcy. Reagan bronił tej decyzji – jego zdaniem udało się w ten sposób zaoszczędzić 2 miliardy dolarów, a zasiłki dla rzeczywiście potrzebujących wzrosły o ponad 40 procent.

Polecamy także:

W polityce zagranicznej odwoływał się do prostego, manicheistycznego podziału „dobro-zło”. Dobro to oczywiście ciężko pracujący i broniący swej (i nie tylko swej) wolności Amerykanie. Zło – to naturalnie Związek Radziecki i system komunistyczny, którego nie wahał się przyrównać do największego zagrożenia z jakim zetknęła się ludzkość od... czasów jaskiniowych. Krytykował wszelkie próby pójścia na ugodę z Sowietami, bo jak przekonywał dla wielu ludzi na świecie taki kompromis oznaczałby utratę nadziei na wyzwolenie się spod jarzma komunizmu.

Jego skierowane do Michaiła Gorbaczowa w przemówieniu z 1987 roku słowa: „Panie Gorbaczow, niech pan zburzy ten mur!” (chodziło oczywiście o Mur Berliński) zna chyba każdy kto choć trochę interesuje się polityką i historią.

Dyrektywa Decyzyjna Bezpieczeństwa Narodowego nr 32 z 20 maja 1982 roku, którą swoim nazwiskiem firmował Reagan, mówiła m.in. o powstrzymaniu i neutralizacji sowieckich wpływów na świecie, zmuszeniu ich do „ponoszenia ciężaru ekonomicznego”, ograniczeniu przepływu do ZSRR „technologii i zasobów ważnych z wojskowego punktu widzenia” i wzmocnieniu militarnym USA.

Reagan uważał, że taka walka jest konieczna, bo w tej grze „winner takes it all” (zwycięzca bierze wszystko), drugie miejsce to za mało. By przekonać Amerykanów do swoich racji ukuł zwrot „Imperium Zła”, sprytnie nawiązując do filmowego hitu przełomu lat 70. i 80. „Gwiezdne Wojny”. Prosty, czytelny przekaz trafił do wielu jego rodaków, dla których wcześniej problemy poza granicami USA jawiły się jako niezbyt interesujące.

To jakim prezydentem był Ronald Reagan?

Zadowolonym ze swoich dokonań. W 1989 roku w swoim pożegnalnym przemówieniu mówił:

Faktem jest, że od Grenady (mowa o amerykańskiej inwazji na to państwo w 1983 roku – przyp. red.) do szczytu waszyngtońskiego, od recesji lat 1981-1982 do wzrostu gospodarczego, który zaczął się pod koniec 1982 roku i trwa do dziś, zmieniliśmy się. Według mnie, odnieśliśmy dwa wielkie sukcesy, z których jestem najbardziej dumny. Jednym jest ożywienie gospodarcze, które przyniosło 19 milionów nowych miejsc pracy. Drugim – odbudowa naszego wizerunku. Ameryka znów jest szanowana i to od niej oczekuje się przywództwa.

Ostatnie słowa w tym przemówieniu oprócz błogosławieństwa?

Moi przyjaciele: Dokonaliśmy tego. Nie graliśmy na czas. Doprowadziliśmy do zmiany, umocniliśmy państwo, zwiększyliśmy w nim obszar wolności i pozostawiamy je w dobrych rękach. Krótko mówiąc, jest nieźle, całkiem nieźle.

Autor korzystał z następujących publikacji:

  • Książki Ronalda Reagana:
  • Ronald Reagan, Moja Wizja Ameryki, red. Paweł Toboła-Pertkiewicz, Marek Jan Chodakiewicz, Warszawa 2004.
  • Ronald Reagan, Reagan. A life in letters, Free Press, New York-London-Toronto-Sydney 2004.
  • Inne publikacje:
  • 21 Reasons Why Ronald Reagan Was a Terrible President, jeff61b.hubpages.com, dostęp 04.06.2014.
  • Crouse Eric R., Ronald Reagan, True Conservative, thebayviewreview.com, dostęp 04.06.2014.
  • Ekonomista Reagana: Reaganomika? A co to jest?, obserwatorfinansowy.pl, dostęp 04.06.2014.
  • Ferrara Peter, President Obama: The Biggest Government Spender In World History, forbes.com, dostęp 04.06.2014.
  • Ferrara Peter, Reaganomics Vs. Obamanomics: Facts And Figures, forbes.com, dostęp 04.06.2014.
  • Gwiazdowski Robert, Wolność Własność Sprawiedliwość – Filozoficzne podstawy polityki fiskalnej Ronalda Reagana, reagan.org.pl, dostęp 04.06.2014.
  • Levy Michael, The Assassination Attempt on Ronald Reagan 30 Years On, britannica.com, dostęp 04.06.2014.
  • Newport Frank, Jones Jeffrey M., Saad Lydia, Ronald Reagan From the People’s Perspective: A Gallup Poll Review, gallup.com, dostęp 04.06.2014.
  • Pompowski Tomasz, Komunizm nie upadłby bez Reagana, „Polska The Times”, 04.06.2009 r.
  • Prezydentura Ronalda Reagana, krucjata.org.pl, dostęp 04.06.2014.
  • Ronald Reagan's ABC's, mikechasar.blogspot.com, dostęp 04.06.2014.
  • Reagan Michael, Reagonomika – Działa zawsze i wszędzie, reagan.org.pl, dostęp 04.06.2014.
  • Seitz-Wald Alex, 10 Things Conservatives Don’t Want You To Know About Ronald Reagan, thinkprogress.org, dostęp 04.06.2014.
  • Sellers Michael D., John Carter, the action hero who inspired the young Ronald Reagan, thejohncarterfiles.com, dostęp 04.06.2014.
  • Toplin Robert Brent, Ronald Reagan and the Day the Earth Stood Still, hnn.us, dostęp 04.06.2014.
  • What do you think is Ronald Reagan's legacy?, time.com, dostęp 04.06.2014.
  • Strony internetowe:
  • drugpolicy.org, dostęp 04.06.2014.
  • nytimes.com, dostęp 04.06.2014.
  • reagan.org.pl, dostęp 04.06.2014.
  • thereaganfiles.com, dostęp 04.06.2014.
  • shmoop.com, dostęp 04.06.2014.
  • pl.wikiquote.org/wiki/Ronald_Reagan, dostęp 04.06.2014.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Piotr Olejarczyk
Trójmiejski dziennikarz i pasjonat historii XIX i XX wieku. Ceni dokonania przedstawicieli austriackiej szkoły ekonomii. Ma polityczną słabość do retoryki Rona Paula, a kiedyś (znaną mu tylko z książek i archiwalnych nagrań) retoryką Ronalda Reagana i Margaret Thatcher. Zaczytuje się wszelkimi książkami o Powstaniu Warszawskim, polskim Państwie Podziemnym, XX-wiecznej Rosji (tej sowieckiej, jak i współczesnej), Ameryce i Japonii (też XIX-wiecznej). Muzycznie wciąż zauroczony Interpolem. Sportowo – od 20 lat ligą NBA, a właściwie jedną drużyną z Arizony.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy