Opublikowano
2013-09-16 14:00
Licencja
Wolna licencja

Tragedia 13 września 1938 roku. Rozwiązanie Sejmu i Senatu

Śmierć Józefa Piłsudskiego spowodowała dezorientację wśród jego spadkobierców. Dała ona znać o sobie niezwykle szybko – dekompozycja zwartego niegdyś obozu postępowała w błyskawicznym tempie. Polacy zmierzali ku wojnie podzieleni i nieprzygotowani politycznie, a proces ten przypieczętował tragiczny w skutkach ruch prezydenta...


Strony:
1 2

Ignacy Mościcki (1867-1946) - Prezydent RP od 1926

Dekompozycja

Rok 1935 w pełni pokazał wszystkie słabe strony obozu sanacji. Dopóki żył Józef Piłsudski – grupa ta była zwarta i dzierżyła pełnię władzy. Jej słabością było jednak skupienie w jednych szeregach ludzi o odmiennych poglądach. Nie było to jeszcze tak szkodliwe za życia Marszałka, który był charyzmatycznym spoiwem łączącym gurpę w całość. Jednak kiedy go zabrakło – jego spadkobiercy podzielili się na zwalczające się nawzajem grupy, które oddzielnie dążyły do zdobycia władzy. Grupa tzw. „pułkowników”, skupionych wokół Walerego Sławka składała się w głównej mierze z ludzi pochodzących ze stworzonego przez niego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Natomiast pozostali sanatorzy zaczęli się skupiać wokół gen. Edwarda Rydza–Śmigłego oraz prezydenta Ignacego Mościckiego.

Grupa pułkowników dążyła do przejęcia władzy, co było zresztą najpewniej zgodne z wolą zmarłego Marszałka. Było bowiem wiadomo, że po jego śmierci prezydentem miał zostać szef BBWR – czyli sam Sławek. Tymczasem jednak obecny prezydent wyraźnie się usamodzielnił. Natychmiast po śmierci Piłsudskiego mianował gen. E. Rydza–Śmigłego Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych, nie konsultując się nawet w tej sprawie ze Sławkiem. Szef BBWR i inni pułkownicy widzieli z kolei na tym stanowisku Kazimierza Sosnkowskiego. Kolejne ruchy prezydenta potwierdzały, że nie zamierzał on oddać powierzonej mu władzy.

Po wyborach do Sejmu i Senatu, które zostały rozpisane na wrzesień 1935 roku, Sławek udał się do prezydenta, z wnioskiem o zwołanie Zgromadzenia Elektorów w celu wyboru nowego prezydenta. Mościcki odmówił jednak, oświadczając że zamierza pozostać na swoim stanowisku do 1940 roku. Zaproponował jednak Sławkowi pozostanie na funkcji premiera; ten jednak – oburzony jawnym łamaniem woli Piłsudskiego – odmówił. Chcąc zmusić prezydenta do uległości poszedł dalej i zgłosił dymisję swojego gabinetu. Pułkownicy byli pewni, że prezydentowi nie uda się powołać nowego gabinetu. Ich rachuby okazały się mylne, Już na drugi dzień powstał nowy rząd z Marianem Zyndramem–Kościałkowskim na czele. Dotychczas uchodził on za zwolennika Sławka (był zresztą ministrem spraw wewnętrznych w jego rządzie), jednak pozyskanie go dla Mościckiego utworzyło potężny wyłom w bloku skupionym wokół byłego premiera. Kościałkowski nie był człowiekiem wielkiego formatu, w wyniku czego faktyczne kierownictwo rządu objął sam Mościcki.

Edward Rydz-Śmigły (1886-1941) – Marszałek Polski od 1936 Obóz „pułkowników” natomiast z miesiąca na miesiąc tracił na znaczeniu. Jego lider sam jednak starannie na to pracował. Nie dość bowiem, że Sławek zgłosił dymisję swojego gabinetu, to 30 października 1935 roku rozwiązał BBWR – w wyniku czego utracił w praktyce swoje zinstytucjonalizowane zaplecze polityczne. Na polityczną ofensywę nieprzyjaciół chciał odpowiedzieć utworzeniem nowej organizacji – Powszechnej Organizacji Społecznej (POS) – jednak plany związane z POS spełzły na niczym, a rozwiązanie BBWR było politycznym samobójstwem. Grupa „pułkowników” straciła swoją spoistość, a Sławek z dnia na dzień tracił na znaczeniu. Nie potrafił odnaleźć się w nowej sytuacji; nie potrafił podjąć walki o władzę. Nie potrafił działać bez kurateli Piłsudskiego.

W tej sytuacji na polskiej arenie politycznej pozostały dwa obozy: grupa zamkowa, skupiona wokół Mościckiego oraz grupa skupiona wokół GISZ – Rydza–Śmigłego. Chociaż prezydentura i rząd znalazły się w rękach grupy zamkowej, to jednak znaczna grupa elit politycznych skupiała się wokół Rydza–Śmigłego. Dlatego prezydent, chcąc zachować władzę musiał dojść do porozumienia z grupą GISZ. Doszło do tego w grudniu 1935 roku. W wyniku porozumienia powołano nowy gabinet, w którym ludzie prezydenta zachowali kierownictwo polityki gospodarczej, natomiast ludzie Rydza–Śmigłego zajęli się polityką wewnętrzną. Kompromis obu grup zapewniał premier, którym miał zostać bezbarwny Felicjan Sławoj Składkowski – osoba całkowicie pozbawiona cech przywódczych. Pozostał on na swoim stanowisku aż do końca II Rzeczpospolitej.

Adam Koc (1891-1969) - od lutego 1937 szef Obozu Zjednoczenia Narodowego

„Ozon”

Grupa rządząca przygotowywała się w drugiej połowie 1936 roku do powołania nowej partii, która mogłaby stanowić instytucjonalne zaplecze władzy. W wyniku prac, w lutym 1937 roku płk. Adam Koc ogłosił powstanie Obozu Zjednoczenia Narodowego. Miał on pełnić rolę nieco zbliżoną do tej jaką sprawował BBWR. W praktyce jednak „Ozon” zaczął coraz bardziej odchodzić od dotychczasowej linii polityki prowadzonej przez piłsudczyków od 1926 roku.

BBWR był federacją różnych grup o najróżniejszym obliczu. „Ozon” stał się grupą silnie zhierarchizowaną, o sztywnej strukturze, zarządzanej na sposób wojskowy. Wszelkie władze w Ozonie pochodziły z nominacji, natomiast w BBWR obowiązywała zasada obieralności. Pojawiły się również elementy, które w polityce prowadzonej przez piłsudczyków do tej pory nie miały miejsca. Władze OZN rozpoczęły intensywny flirt z nacjonalizmem oraz nieodłącznie towarzyszącym mu antysemityzmem. Poglądy piłsudczyków coraz bardziej się radykalizowały: zwolennikiem najbardziej radykalnych zmian był płk. Adam Koc. Nieco bardziej umiarkowane poglądy reprezentował Bogusław Miedziński, kontrolujący prasę obozu i mający wpływ na jego linię programową.

Radykalizacji poglądów spadkobierców Piłsudskiego sprzyjał niewątpliwie fakt, że władzę objęli ludzie wywodzący się z wojska. W oczy rzucał się w ich działaniach brak przygotowania politycznego.

Zamęt w kraju, zamęt w Europie

Postępująca niestabilność wewnątrz kraju, zbiegła się również w czasie z coraz trudniejszą sytuacją międzynarodową. Rosło zagrożenie zewnętrzne, w kraju natomiast panował polityczny chaos. Niemcy od 1933 r. stopniowo zmierzali ku wojnie. Hitler krok po kroku rozbijał kolejne postanowienia traktatu wersalskiego. W 1935 roku Niemcy wprowadziły powszechną służbę wojskową; zniesiono również wszelkie postanowienia rozbrojeniowe. W 1936 roku zajęto strefę zdemilitaryzowaną w Nadrenii. Zagrożenie zewnętrzne stale wzrastało, a sprawujący funkcję ministra spraw zagranicznych Józef Beck nie potrafił rozładować napiętej sytuacji.

Józef Beck i Hermann Göring wraz z małżonkami, podczas wizyty Becka w Niemczech, lipiec 1935 (Bundesarchiv, B 145 Bild-F051619-0037 / Schaack, Lothar / CC-BY-SA; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy.)

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Michała Przeperskiego „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”:

Autor: Michał Przeperski
Tytuł: „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-3-9

Stron: 86

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Markus |

Autor tekstu zapomniał, że to Czechosłowacja w 1919r dokonała agresji na Polskę http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-czechos%C5%82owacka



Odpowiedz

Gość: "Autor tekstu zapomniał" po raz drugi |

"Przyznając prezydentowi tak ogromne uprawnienia, jednocześnie zrezygnowano z powszechności wyborów" Kiedy w przedwojennej Polsce wybory powszechne głowy państwa miały miejsce? A czy uprawnienia prezydenta nie zostały zwiększone po zamachu Piłsudskiego? Czy nowela sierpniowa nie wprowadzała zmian w konstytucji marcowej?



Odpowiedz

Gość |

Książka prof. P. P. Wieczorkiewicza, która się w bibliografii znalazła to: Historia polityczna Polski 1935-1945, Warszawa 2005. A Sławoj to imię Składkowskiego, więc: S. F. Składkowski (albo F. S. Składkowski) Z poważaniem



Odpowiedz

Gość |

"Przez wybitnie nierozsądne działanie, dla niewielkiego kawałka ziemi (800 km2) zamieszkałego przez ok. 250 tys. Polaków Beck uczynił z Warszawy wspólnika Hitlera " - to całkowita nieprawda. Prześledźmy tylko kilka faktów na przestrzeni 20 lat. 19 X 1918 powstała Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego, która opowiedziała się za przynależnością do Polski. Do Polski, a nie do państwa czechosłowackiego. 5 listopada zawarto umowę między dwoma stronami. Wytyczono na podstawie etnograficznej granicę. 23 I 1919 umowa została zlekceważona, granica przekroczona. Kto tego dokonał? Kiedy Polska stanęła oko w oko z bolszewizmem, w Spa przybity do ściany premier Grabski, zgodził się na korzystny dla Czechosłowacji obrót sprawy. Nie miał wyjścia. Polska w IX/X 1938 o Zaolzie się upomniała, miała do tego prawo. Dokonało się to bez wystrzału. Autor albo jest ignorantem, albo nie ma po prostu pojęcia o rzeczy, albo wybiórczo wypisuje sobie korzystne zdarzenia. Polska nie była zaproszona do Konferencji w Monachium. Jak więc mogła być Polska wspólnikiem Hitlera "w dziele rozbioru Czechosłowacji"? Obecnie w polskiej historiografii osoba Becka nie traktowana jest tak bezpośrednio, jak to było przed 1989. Wystarczy zajrzeć do prac prof. Kornata, by się o tym przekonać. Autor zarzuca Beckowi, że złym dyplomatą i szefem spraw zagranicznych był. Czy to znaczy, że winien był całej tej hekatomby drugiej wojny światowej? Bo "dbając o dobre stosunki z Berlinem zaniedbał relacje na linii Warszawa–Moskwa"? No nie mogę. W czasie, gdy zawarła Polska z ZSRR pakt o nieagresji, Związek Radziecki zawierał podobne układy z wieloma krajami (Finlandią, Francją, Estonią, Łotwą, Włochami), wstąpił do Ligi Narodów, był inicjatorem układu o definicji agresora (napaści - jak kto woli), nawiązała stosunki dyplomatyczne z Hiszpanią, USA, Węgrami. Widać więc, że pakt z 25 VII 1932 polsko-sowiecki był raczej inicjatywą ZSRR. Nie naszą (Czy autor czytał W. Materskiego pracę "Tarcza Europy...". Bynajmniej.) Błędów w takiej ocenie polityki Becka można tu znaleźć wiele. Szkoda czasu, na więcej. Jeszcze jedno: w jednym zdaniu nie autor napisze, co to za dramat się wydarzył 13 IX 1938. Że Sejm i Senat RP rozwiązano, że coś na kształt rządu ponadpartyjnego nie utworzono? Z takimi ludźmi? Co to za dramat, gdy rok później wojna wybuchła. Nikt nam nie pomógł. W plecy wbito nóż. To był dramat. Utworzenie rządu obrony narodowej nic był nie pomogło. Zamach majowy, więzienie opozycyjnych polityków w twierdzy brzeskiej, także Bereza tkwiły mocno w pamięci.



Odpowiedz

Gość: Vril |

Ten skrawek był ładnie napakowany kopalniami i surowcami...



Odpowiedz

Bibliografia została poprawiona.



Odpowiedz

Gość: Jan Muszyński |

W treści artykułu autor zamieszcza kilka tez, które są wątpliwe nie tylko dla zawodowego historyka, ale nawet dla takiego amatora, jak ja. Już we wstępie mamy tezę, że Polacy byli podzieleni. Fakt. Ale autor sugeruje, że źródłem tego podziału były spory wśród piłsudczyków. Słowem: Polacy byli zjednoczeni wokół Piłsudskiego, a podzielili się wskutek rosnących podziałów w obozie spadkobierców Marszałka. Otóż zasadniczym podziałem w polskim społeczeństwie od roku 1926 był podział na piłsudczyków, sprawujących dyktatorską władzę, oraz opozycję traktowaną przez tę władzę w sposób brutalny. Wystarczy przypomnieć sprawę Brześcia, krwawo tłumione strajki chłopskie (niektórzy mówią o powstaniach chłopskich) w 1932 i 1937 roku, czy uwięzienie polityków opozycyjnych wracających z emigracji w 1939 roku (i wykończenie w ten sposób Korfantego). Kolejna teza: że system prezydencki, którego zasady zawierała konstytucja kwietniowa, był tworzony pod Piłsudskiego. Przecież finalne prace nad konstytucją 1935 roku trwały wtedy, gdy Piłsudski był już ciężko chory. Dotychczas uważano, że konstytucja kwietniowa przygotowywała system władzy dla następcy Marszałka. Jeszcze jedna teza: że wola zmarłego Marszałka była święta. Przez ile dziesęcioleci miał rządzić Polską duch nieboszczyka? Na całym świecie jest tak, że politykę tworzą żywi politycy. Następna teza: że Beck nie potrafił rozładować sytuacji wynikającej z narastających zagrożeń zewnętrznych. A czy rozładowanie tych zagrożeń było w mocy jakichkolwiek polskich władz? Czy dokonałby tego Sławek? I jeszcze jedno: że obóz rządzący odrzucił propozycje nawiązania współpracy z opozycją. A czy grupa pułkowników, jak ich określa autor, cackałaby się z opozycją, czy też traktowałaby polityków opozycyjnych jak wrogów, których należy zniszczyć? Wydaje się, że autor artykułu bezkrytycznie przepisał te tezy z podanej literatury, zamiast poddać je krytycznej ocenie i przedstawić własne zdanie.



Odpowiedz

Gość: Stach Głąbiński |

O ile uwagi zgłoszone przez Jana Muszyńskiego uważam za uzasadnione, to nie pojmuję, w jaki sposób ma z nich wynikać ostra ocena całości artykułu wyrażona w ostatnim zdaniu komentarza. W kilku pozostałych komentarzach uderza naiwne traktowanie faktycznego zaakceptowania podporządkowania sobie przez hitlerowców Czechosłowacji, czego zajęcie Zaolzia było jedynie zewnętrznym wyrazem. Faktem jest bowiem, że stanowcze przeciwstawienie się Niemcom w 1938 roku dawało Polsce (i nie tylko jej!) nieporównanie większe szanse niż te, jakie mieliśmy rok później.



Odpowiedz

Gość: gosc anna |

e,rydz-smigly mial dwie siostry Marie Zukiewicz zd,Rydz oraz Anne Habiak zd.Rydz.piszaca te slowa jest wnuczka Anny



Odpowiedz

Gość: g |

nieprawda jest ze,e,rydz byl jedynakiem,w kraju zyje 47spadkobiercow w linii prostej po Marszalku.



Odpowiedz

Gość: Senator |

Hm ..odnosząc się do powyższego tekstu .Jak marszałek Śmigły może mieć spadkobierców w linii prostej jeżeli nie posiadał dzieci? Przynajmniej tych legalnych i uznanych ? A co do artykułu .Strasznie nierówny w dużej mierze wtórny .Akurat podana przez autora data nie była aż taki wstrząsem dla RP. Do tego czarno-biała opozycja "źli pułkownicy-świetlana opozycja" . Dobre to może było przed publicystyce historycznej ale przed 1989 .Opozycji politycznej szeroko rozumianej paliło się do władzy owe wspomniane przez autora rozruchy chłopskie były jednym z narzędzi mającym ich do tego przybliżyć.Akurat więc to nie pułkownicy destabilizowali sytuację .Czy owa opozycja była w czymkolwiek lepsza ? Może starsze pokolenie typu W. Witosa reprezentowało dodatnie cechy . Młodsi już nie bardzo -politykierzy co najwyżej średniej rangi ,obraz rządu londyńskiego jakoś specjalnie pozytywny nie jest. Do tego dwuznaczni osobnicy w rodzaju chorego z nienawiści do Piłsudskiego W.Sikorskiego którzy interes własny pragnęli przeforsować ponad wszystko . Jeszcze coś -akurat normalizacja stosunków z Litwą była akurat sukcesem rządu RP Wprawdzie ze zbytnią fanfaronadą ale jednak sprawnie i ze sporym przebłyskiem instynktu politycznego włodarze Polski wykorzystali dogodny moment dziejowy.Przyniosło to zresztą pewne niewielkie wprawdzie ale wymierne korzyści we wrześniu 1939. Zaolzie ...jakoś dziwnie współcześni Polacy przyjęli postawę podległą widoczną w komentowanym artykule. Czyżby pokolenie "pedagogiki wstydu"? A tu chodziło o nadanie Polakom takich praw jakie Monachium dało Niemcom a potem w konsekwencji i Węgrom . Jeżeli dodać powiększenie praw Słowaków też będące konsekwencją Monachium to akurat władze RP działały "po linii i na bazie" trendów popieranych przez mocarstwa zachodnie. Zresztą akurat ta zabagniona sprawa bardziej obciąża jednak władze CSR . No wisienka na torcie -ostatnie zdania jakby żywcem wyjęte z materiałów propagandowych szkolenia ideologicznego WUML gdzieś tak z lat 60-tych.Miała być mocna koda a wyszedł zakalec . O tym że wybuchnie 1.09.1939 wojna nie wiedział na jesieni 1938 Hitler nie mówiąc już o Mościckim czy kimkolwiek innym. A co do tragicznej postaci chłopskiego syna z Brzeżan . Autor coś wie o jego karierze wojskowej z lat 1919-1920 z taką łatwością tytułując go miernym?



Odpowiedz

Gość: Dan23 |

>>...domagając się zwrotu Zaolzia. Przez wybitnie nierozsądne działanie, dla niewielkiego kawałka ziemi (800 km2) zamieszkałego przez ok. 250 tys.



Odpowiedz

Gość: Eryk |

Co wy z tymi 250 tys. Polaków na Zaolziu w 1920 ??? Przecież to jest jakiś ewidentny błąd, przekłamanie - Polaków na tym terenie nie było nawet 140 tys.



Odpowiedz

Gość: Historykos |

140 tys. to szacunki co najmniej mocno zaniżone.



Odpowiedz

Gość: Eryk |

Zaniżone przez kogo ? Jakie są te prawdziwe dane ?



Odpowiedz

Gość: Dan23 |

Przepraszam za zamieszanie - urwało mój wpis już na poziomie cytatu. Chciałem sie odnieść do kompletnie fantazyjnego wpisu autora tekstu - T.Stachurskiego - jakoby na terenie przyznanym międzynarodowym arbitrażem Czechosłowacji miało żyć 250 tys. Polaków. To jest jakiś błąd, pomyłka. Większość rzetelnych danych i statystyk (od wikipedii do publikacji naukowych Kongresu Polaków w Czeskiej Republice z 2009r) mówi o 139 tys. ludności polskiej w czechosłowackiej części Śląska Cieszyńskiego w 1920r. Proszę też zwrócić uwagę, że mowa jest o Śląsku Cieszyńskim, który został podzielony arbitrażem mocarstw w taki sposób, że w części przyznanej Czechosłowacji mieszkało 139 tys. ludności polskiej - a wiec również o zachodnim krańcu Śląska Cieszyńskiego m.in. okolicach leżących nad rzeką Ostrawica miast: Frydka (dziś miasto Frydek-Mistek) czy tzw. Polskiej Ostrawy (dziś ta dzielnica nazywa się Śląska Ostrawa)- a więc o terenach, które nigdy nie podlegały władzy polskiej czyli Rady Narodowej dla Ks. Cieszyńskiego (RNKC). Jeśli chodzi tylko o teren tzw. Zaolzia - czyli teren który podlegał władzy polskiej RNKC (od ostatnich dni października 1918r do czeskiego ataku 23 stycznia 1919r)- to w tej części przyznanej Czechom żyło 124 tys. ludności polskiej. A dokładniej ludności polskojęzycznej - ponieważ dane te pochodzą z (najmniej zmanipulowanego) austriackiego spisu ludności z 1910r, opartego na kryterium językowym tzw. Umgangssprache. W spisie tym za Polaka uznawano każdego, kto mówił w j.polskim lub miejscowej cieszyńskiej gwarze (opartej głównie na j.polskim). Wśród tych 124 tys spisanych w 1910r jako Polacy żyjący na terenie później nazwanym Zaolziem - była grupa ludności bez jakiejkolwiek świadomości narodowej (w dużej części emigranci zarobkowi z Małopolski/Galicji), grupa labilna narodowo - dla której identyfikacji ważna była tylko tzw. "mała ojczyzna", nie czuli się ani Polakami ani Czechami - oni byli: "tu z tela". Wśród tych 124 tys. polskojęzycznej ludności Zaolzia, była też duża grupa Ślązakowców Kożdonia, która miała bardzo mocną indentyfikację ale z ideą odrębnego narodu śląskiego i kulturą niemiecką, a jeśli już musiała wybierać to w zdecydowanej większości - wolała Czechosłowację. Tak wiec wśród tych 124 tys. ludności polskojęzycznej, która znalzła się pod władzą Pragi, byli również tacy, którzy w czeskim spisie ludności z 1921r (notabene i tak zmanipulowanym i sfałszowanym), z własnej, nieprzymuszonej woli nie chcieli się spisywać jako Polacy. Co więcej wśród spisanych w 1910r jako Polacy byli nawet tacy, którzy później w latach 1918-1920 występowali przeciwko przynależności do Polski - czyli Ślązakowcy (część z nich, wręcz z bronią w ręku, w „szeregach” ślązakowskich bojówek plebiscytowych). Mimo tych wszystkich faktów i uwarunkowań - świadoma narodowo ludność polska na Zaolziu liczyła w 1920r na pewno ponad 100 tys. We wschodniej części Zaolzia np. Jabłonków i okolice - Polacy absolutnie dominowali (80 i więcej % polskich mieszkańców poszczególnych miejscowości). Granica etniczna, polsko-czeskich wpływów na Zaolziu przebiegała głównie przez zagłębie ostrawsko-karwińskie (im dalej w zachodnią część zaolziańskiego zagłębia tym przewaga Czechów była większa).



Odpowiedz

Gość: Ekspert |

Kożdoniowcy z ideą narodu śląskiego nie mieli praktycznie nic wspólnego, ale trzeba poczytać coś więcej poza Wikipedią i Jaskółką. Osoba, które wpisywano w 1921 jako Ślązaków, były Polakami. Poza tym nie tzw. Polska Ostrawa, tylko Polska Ostrawa. To oficjalna nazwa miasta, dopiero w okresie międzywojennym nacjonalistyczne władze czechosłowackie zmieniły jej nazwę, aby nie przypominała o etnicznej granicy na Ostrawicy.



Odpowiedz

Gość |

Najlepiej dotrzeć do źródeł i poczytać np. tygodnik - organ prasowego Śląskiej Partyi Ludowej - "ŚLĄZAK", tam jasno i wyraźnie sformowano program Ślązakowców i np. latami całymi na dole prawie każdej(!) strony tego tygodnika powtarzano jasne proste hasła: "Z Ślązaków i Austyaków chcą zrobić Wszechpolaków!" "Twierdzą wrogowie nasi, że mowę chcą bronić a oni ducha starośląskiego zgnieść i zdusić chcą." "Śląsk dla Ślązaków." Sam Józef Kożdoń, założyciel Śląskiej Partii Ludowej, współzałożyciel Związku Ślązaków-Bund der Schlesieri i Śląskiej Partia Socjaldemokratycznej - lider całego ruchu Ślązakowców (dziesiątki tys. zwolenników...) już przed I wojną światową pisał jasno i wyraźnie: "Niemcem nie jestem, wszakże nie jestem też i być nie chcę Polakiem." W 1948r u schyłku życia, w piśmie skierowanym do władz czechosłowackich (swoiste podsumowanie jego działalnosci)pisał, że za jego działania odpowiada: "...Moje wychowanie, które mnie wiodło do wierności ojczyźnie, mojemu śląskiemu ludowi, ewentualnie do niemieckiej świadomości..." pisał też: "...abym przeciwko Polskości zwłaszcza podkreślił stanowisko naszego Ślązactwa, jeszcze mocniej niż przedtem uważał za oczywistość przy spisie ludności 1921 opowiedzieć się jako "Ślązak"... ...I w r.1930 była moja deklaracja jako Ślązaka przyjęta i uznana..." albo: "...Śląsk cieszyński już w r. 1163 odpadł od Wschodu i dlatego ma prawo do kulturalnej i politycznej odrębnej pozycji... ...W śląskiej partii ludowej zorganizowane wierne ojczyźnie Ślązactwo było niezbitym dowodem obrony przeciw wszechpolskim prawom do Śląska Cieszyńskiego... ...byłem organizatorem i głównym działaczem wielkiego ruchu Ślązaków za przyłączeniem całego cieszyńskiego do CSR..." itd. itd.



Odpowiedz

Gość: Historykos |

Widzę, że przedmówca o krytyce źródeł to nigdy nie słyszał.



Odpowiedz

Gość: Eryk |

to może ty nam przedstaw krytykę tych źródeł ... bo chyba je znasz?



Odpowiedz
Tomasz Stachurski

Student I roku historii II stopnia na Uniwersytecie Rzeszowskim. Interesuje się głównie historią Polski, przede wszystkim działalnością Józefa Piłsudskiego i okresem dwudziestolecia międzywojennego. Jego hobby to muzyka rozrywkowa polska i zagraniczna – grupy takie jak Dżem, IRA, Nirvana czy Joy Division oraz historia ich liderów. Fan książek Stephena Kinga. W wolnych chwilach gra w szachy. Obronił pracę licencjacką na UR pt. „Walka sanacji z opozycją 1926 – 1939”.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org