Opublikowano
2014-09-17 10:30
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wrzesień 1939: jak rzeczywiście bili się polscy żołnierze?

Wojna w obronie II Rzeczpospolitej: trwała trzy tygodnie, czy może do momentu rozbicia grupy majora „Hubala”? Jak spisał się polski żołnierz, a jak jego dowódcy? Kto okrył się chwałą, a kto hańbą...?


Strony:
1 2 3 4 5

Schleswig-Holstein ostrzeliwuje polskie wybrzeże Spór o adekwatną nazwę wojny polsko-niemieckiej i polsko-sowieckiej trwa niemal od jej zakończenia. Niemcy ukuli slogan, że działania trwały 18 dni, co po 1945 roku z radością podchwyciła propaganda i historiografia PRL, gdyż dokumentował wyraziście, w duchu ocen Mołotowa, „bankructwo burżuazyjnego państwa polskiego”. Z czasem rozpoczęto używać terminu „kampania wrześniowa”, także nośnego propagandowo, odwracał bowiem uwagę od walk Grupy Operacyjnej „Polesie” przeciwko obydwu najeźdźcom. Zastąpiono go potem określeniem „wojna obronna”, zgodnym z tak zwaną marksistowską metodologią historii. Wydaje się, że pierwszy do historycznej prawdy zbliżył się Leszek Moczulski, który swą znakomitą, wydaną w 1972 roku i wycofaną natychmiast potem ze sprzedaży, monografię zatytułował Wojna polska.

Wraz z kapitulacją ostatniego walczącego polskiego zgrupowania operacyjnego – grupy generała Kleeberga – kampania 1939 roku dobiegła końca. W ciągu 5 tygodni, czyli 35 dni, armia broniąca niepodległości i suwerenności Rzeczypospolitej została doszczętnie rozbita. W walkach z Niemcami straty wyniosły około 70 000 poległych, w tym 3300 oficerów (z tego 67 177 mogił udało się zewidencjonować na terenie Polski w jej obecnych granicach). Rannych zostało 133 000 żołnierzy, w tym 6700 oficerów. Tak wielka liczba zabitych wynikała po części z braku elementarnej pomocy medycznej, której udzielić mógł ewentualnie tylko przeciwnik. Do niewoli niemieckiej dostało się około 420 000 ludzi, z tego około 10 000 zmarło lub zostało zamordowanych.

1 września 1939 roku i kampania wrześniowa - jak Niemcy zaatakowały Polskę?

Czytaj dalej...

Wedle szacunkowych danych opór przeciwko bolszewikom kosztował około 6000–7000 zabitych i zamordowanych oraz – jak podawały zawyżone sprawozdania RKKA – 575 000 jeńców (w tym 240 000 – 250 000 z formacji regularnych). Rozróżnienie to jest o tyle istotne, że Sowieci brali do niewoli junaków Przysposobienia Obronnego, a także wszystkich umundurowanych funkcjonariuszy państwowych: policjantów, strażaków, kolejarzy, pracowników Poczty, a nawet harcerzy. Część z nich, zwłaszcza Ukraińców, Białorusinów i innych mieszkańców Kresów, po uprzedniej filtracji zwolniono na mocy decyzji Biura Politycznego KC WKP, a ponad 40 000 przekazano Niemcom; pozostałych oddano pod czujną opiekę NKWD. Jak wiadomo, co najmniej 22 000 jeńców, przede wszystkim oficerów, trafiło później przez obozy w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku do Katynia, Miednoje, Charkowa i innych miejsc masowego ludobójstwa.

Wiaczesław Mołotow w Berlinie, 1940 (Bundesarchiv, Bild 183-1984-1206-523 / CC-BY-SA)

Na polu walki od kul niemieckich padło czterech generałów: Bołtuć, Grzmot-Skotnicki, Kustroń i Wład; piąty, Olszyna-Wilczyński, zginął z rąk Sowietów. Wielu wyższych oficerów, jak pułkownik Dąbek czy kapitan Raginis, po wyczerpaniu wszystkich możliwości obrony przedłożyło samobójczą kulę nad niewolę. Obóz jeniecki, zwłaszcza sowiecki, nie dawał jednak wcale szansy przeżycia. W katyńskiej hekatombie zginęli między innymi dowódcy wielkich jednostek i samodzielnych grup: generałowie – Kazimierz Orlik-Łukoski (Grupa Operacyjna „Jasło”), Konstanty Plisowski, Franciszek Sikorski, Skuratowicz i Smorawiński, oraz pułkownicy – Schwarzenberg-Czerny, Szafran, Alojzy Wir-Konas (38 DPRez) i Kazimierz Żelisławski (dowódca Nowogródzkiej BK po Andersie). Nie oszczędzono również ciężko rannych, zagarniętych w szpitalach pułkowników: Druckiego-Lubeckiego i Kosseckiego. Dalecy od przestrzegania konwencji międzynarodowych byli także Niemcy. Pułkownik Stanisław Kalabiński, dowódca doskonale bijącej się w kampanii 55 DPRez, został oskarżony o rzekome zbrodnie wojenne, wywieziony z oflagu w Rotenburgu do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, a później wydany gestapo i stracony. Pretekstem stał się incydent, jaki wydarzył się 9 września w Stopnicy, gdzie zniszczono w obustronnej walce autobus niemiecki z orkiestrą pułkową 5 Dywizji Pancernej. Pułkownik Morawski, były referent Wydziału „Niemcy” II Oddziału Sztabu Głównego, który trafił do obozu jenieckiego II D Gross Born, za udział w tajnej organizacji konspiracyjnej został zgładzony w 1944 roku. Z kolei pułkownika Furgalskiego, zwolnionego zgodnie z podpisaną konwencją z niewoli po kapitulacji Twierdzy Modlin, uwięziono i osadzono jako rannego w szpitalu w Tworkach, gdzie zmarł niespełna miesiąc po zakończeniu kampanii.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Pawła Wieczorkiewicza pt. Ostatnie lata Polski niepodległej. Kampania 1939 roku:

Autor: Paweł Wieczorkiewicz
Tytuł: „Ostatnie lata Polski niepodległej. Kampania 1939 roku”
Stron: 408+16, il
Oprawa twarda
ISBN 978-83-7565-310-6
Cena: 40 zł
Kup na stronie Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: qaq84 |

Świetny tekst.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

W artykule jest mowa o krytyce polskiego dowodzenia przez Francuzów. Pewnie i racja lecz dodam pewien "kwiatek" z "Legendy blitzkriegu" - str. 419. Akcja dzieje się w maju 1940 r we Francji - Niemcy przełamali front. "Generał Weygand przeniósł ją (tj. Kwaterę Główną) w końcu do położonego na uboczu zamku Briare, gdzie znajdował się tylko jeden aparat telefoniczny. W tej fazie kampanii, gdy decydowały się losy Francji, głównodowodzący francuskich sił zbrojnych każdego popołudnia między godziną 12.00 a 14.00 był odcięty od świata, ponieważ telefonistka obsługująca ręczną centralę w pobliskim miasteczku nie chciała zrezygnować z przerwy obiadowej" - koniec cytatu. To jest wielce zastanawiające dlaczego sceny podobnego niedołęstwa zdarzyły się najpierw w Polsce, później we Francji a na końcu w ZSRR. Dlaczego te trzy armie dosłownie nie chciały/nie potrafiły np. korzystać z radiostacji itp.



Odpowiedz

Gość: Krakowsk |

Piłsudczycy we wrześniu 1939 skompromitowali się w pełni. A nasi dzielni politycy czczą ich do tej pory. Dlaczego? Pewnie za zasługi w 1920 r., gdy to Piłsudski bawił w Bobowej koło Gorlic (patrz pamiętniki jego późniejszej żony Aleksandry). A wojskowych dowódców rzeczywistych i Witosa wykończył budując własny kult.



Odpowiedz

Gość: mmm777 |

To ma być dowcip? `Dowodzenie na wysokim szczeblu po stronie polskiej stało tymczasem na relatywnie niskim poziomie i okazało się bodaj najsłabszym elementem wojska. Zwracali na to uwagę już przed wojną Francuzi. Potwierdziła się też, niestety, ich trafna diagnoza co do osoby naczelnego wodza,' To znaczy, że Francuzi w 1940 wygrali, bo wiedzieli jak powinno się walczyć i dowodzić? A nie było tak, że przegrali mając większe straty niż atakujący Niemcy, tak samo jak Polacy?



Odpowiedz

@Gość: mmm777 Zgadzam się z tym, że opinia autora o słabej jakości dowództwa pozostaje tylko jego osobistym zdaniem i do tego bardzo wątpliwym.



Odpowiedz

@ kazzz
Zaraz, zaraz, a gdzie argumenty? To że Francuzi przegrali, to jeszcze nie dowód, że mylili sie w ocenach naszych dowódców. ś. p. Autor artykułu argumenty podaje.



Odpowiedz

Gość: Michał |

Francuzi zwracali uwagę, że ich sojusznicza armia ma kiepskich dowódców na szczeblu operacyjnym, czemu nie można się za bardzo dziwić. W większości byli to wczorajsi porucznicy czy kapitanowie, rzadziej majorowie, którzy często nie mieli wojskowego wykształcenia.



Odpowiedz

Gość: mariusz |

Tak czy inaczej i Polacy i Francuzi dostali po dupie. Jednak dowodzenie wojskami polskimi w wrześniu 39 roku było tragiczne i dopełniło obrazu klęski. Nie wiem czemu tak późno weszli do akcji Gen> Sosnkowski a dlaczego nie mógł np. Sikorski przydał by się po Bortnowskim , który nie potrafił, lub nie chciał walczyć



Odpowiedz

Gość: Jacek Wu |

@Gość: mariusz Sikorski był generałem, który za przeciwstawianie się reżymowi Piłsudskiego został wyrzucony z armii. Dlatego, że przyjaźnił się innym antypiłsudczykiem Ignacym Paderewskim, był dla sanacji spalony na amen. Sikorskiego nie chcieli przyjąć do armii w 1939 roku nawet jako zwykłego żołnierza o generale nie wspominając. Gloryfikujemy sanację, a w rzeczywistości to był paskudny system, niewiele różniący się od komuny (może nie w wydaniu stalinowskim , ale w wersjach późniejszych. Pierwszy obóz koncentracyjny na ziemiach polskich założył Piłsudski w Berezie Kartuskiej. Nie był taki, jak niemieckie (czyt. komory gazowe i krematoria), jednak nad więźniami się tam znęcano. I po 1926 roku były w Polsce zamachy skrytobójcze. I takie tam....



Odpowiedz

@Gość: Jacek Wu to, co piszesz o sanacji to ewidentna propaganda. A Bereza była obozem internowania, więc nie brnij w absurd.



Odpowiedz

@ kazzz
Jakaś definicja obozu koncentracyjnego i obozu internowania? Pierwsze obozy koncentracyjne zbudowali zdaje sie Anglicy w czasie wojny z Burami. W Berezie zaś poniżano i bito.



Odpowiedz

Gość: Hm |

Wieczorkiewicz często zahaczał o publicystykę . Tu też to jest. Tekst za mało wyważony jak na historyka tej miary. A jak walczyły kraje z wiekowymi nieprzerwanymi jak w Polsce tradycjami wojskowymi , szkołami oficerskimi na najwyższym poziomie? A do tego z nieporównywalnymi budżetami? Francja 1940 pogrom przy równowadze sił .UK uratował tylko Kanał La Manche- a nie RAF jak to się sądzi...ZSRR -pasmo porażających klęsk do zimy 1942 z początku prawie zawsze przy własnej przewadze potem walka ze związanym na kilku frontach WH plus kroplówka od wuja sama. Malaje Filipiny -armie "białe' zmiecione przez biedną w gruncie rzeczy lądową armię Japonii. Mniejsze kraje jak Jugosławia 1941- domek z kart tam to dopiero WH urządził rajd krajoznawczy w trudnych warunkach przy minimalnych stratach. Armie Holandii czy Norwegii -poczytajcie sobie, przy nich WP to wzór profesjonalizmu. Czesi nawet nie próbowali użyć swych zabawek . Z góry wiedzieli czym się to by skończyło. Dopiero w tym kontekście można wyciągać wnioski. A co do kadry WP. Brakowało oficerów z armii Kaisera bo Polacy mieli tam 'szklany sufit' .Z kolei armia cara -hm... nie gloryfikujmy jej.Tam dobrze uczono pić i grać w karty tudzież szmacić rekrutów .Do tego czy można wysoko oceniać Polaka idącego np. w 1899 roku na zawodowego oficera armii kraju który kilka razy utopił Polskę we krwi? tudzież był najokrutniejszym zaborcą? Tak że specjalnego wyboru kadrowego nie było . Sikorski to kompromitacja w roku 1940 . Sosnkowski nigdy w polu nie dowodził na wyższym poziomie -typ biurokraty .W 1939 sukcesu nie odniósł ,ba UCIEKŁ od dowodzenia na wyższym szczeblu jak już marszałek mu je dał. Do tego pominięto fakt że oficerowie to nie idioci i spora część w głębi ducha nie wierzyła w sukces w tak fatalnej sytuacji geopolitycznej . Niektórzy otwarcie to wyrażali inni dusili to w sobie w ukryciu . Na dowodzenie musiało to się przekładać.



Odpowiedz

Gość: Ubawiony |

Każda armia rozpoczynająca wojnę albo do niej zmuszana ma problem z dowodzeniem. Związane jest to z innymi kryteriami doboru generalskiego w czasie pokoju niż na czas wojny.W czasie pokoju trudno stwierdzić czy marsowa postawa i arogancja takiego np.Bortnowskiego gwarantowała nieugiętość w czasie wojny.W czasie pokoju nominacje na dowódców wysokich szczebli były często uwarunkowane znajomościami,układnym i chwiejnym charakterem co poczytywane jest często za rozwagę.W przypadku Kutrzeby nawet wiedza wojskowa nie gwarantowała sukcesu bo zawiódł charakter.Weżmy czasy współczesne---Taki generał obwieszony medalami jak choinka--Bieniek na manewrach doprowadził do chaosu ale dzięki pijarowi[plansze poglądowe,trochę huku itp.}oczarować potrafił obserwatorów i dziennikarzy. Ot, i mamy do dziś gieroja--generała.DOPIERO WOJNA WERYFIKUJE DOWÓDCÓW I RODZĄ SIĘ PRAWDZIWI GENERAŁOWIE. W czasie pokoju bez uczciwej weryfikacji mamy tylko niesprawdzonych kandydatów na prawdziwych generałów i tchórzy uciekających od powierzonych wojsk W 1939 mimo wszystko przeważali odważniejsi chociaż nierzadko bez wymaganej wiedzy



Odpowiedz

Gość: LOKO |

@Gość: Ubawiony POMYLILO CI SIE TO BORTNOWSKI JAKO DOWODCA ARMII POMORZE W 2 DNI STRACIL 1/3 SWOJEJ ARMII TJ. OKOLO 35000 CHLOPA, A KUTRZEBA (DOWODCA ARMII POZNAN)JUZ W 1937 PRZEWIDYWAL I POROWNAL POTENCJAL POSKI I NIEMIEC JAKO PRZYGNIATAJACY POD WZGLEDEM MILITARNYM I GOSPODARCZYM DLA III RZESZY. HAMLETYZUJACY BORTNOWSKI PO STRACIE 1/3 SWOJEJ ARMII CHCIAL ODDAC SIE POD ROZKAZY KUTRZEBY KTORY JAKO JEDYNY WPROWADZIL MANEWR ZACZEPNY WOJSKA POLSKIEGO VIDE BITWA NAD BZURA.JEDNAK SPIERDALAJACY STACHIEWICZ I RYDZ NIE ZGODZILI SIE NA TO W PIERWSZYCH DNIACH WOJNY. A ARMIA POZNAN BEZSENSOWNIE COFALA SIE NA WARSZAWE. SUMA SUMARUM MIELISMY KILKU DOWODCOW KTORYM NIE ZALEZALO NA LAMPASACH PRZED 1939 ALE JAK TO W RP (I,II,III)MADRYCH NIKT NIE SLUCHA-------------PZDRO LOKO PRZEPRASZAM ,ZE BEZ POLSKICH ZNAKOW



Odpowiedz

Gość: Pissmaker |

Ludzie, jaka odwaga generałów! Czy to był XIX wiek i armia Napoleona? Każdy dowódca wysokiego szczebla dysponuje sztabem, od którego pracy zależało znacznie więcej niż od załamań nerwowych generała. Tymczasem w II RP, zwłaszcza za sanacji i rządów pułkowników, tę część ewidentnie zaniedbano. I tą słabość widział każdy fachowy, nawet pobieżny obserwator zagraniczny. Przypominam, że Dobrzańskiego, za nieszablonowe zachowanie na manewrach (nieprzewidziane przez sztab!) ukarano, zamiast przetrenować nieprzygotowanych do swej funkcji planistów.



Odpowiedz

Gość: Widz |

Zgadza się W porównaniu z innymi armiami jak francuska, holenderska, belgijska, sowiecka i inne Wojsko Polskie przy wszystkich swoich mankamentach wypadło lepiej i bardziej honorowo. Dowódcy też ludzie dlatego się załamywali psychicznie.



Odpowiedz

Gość: Widz |

Chciałbym jeszcze dodać że straty niemieckie w kampanii wrześniowej są różnie podawane. Oficjalnie Niemcy podali liczbe 16 tysięcy zabitych co przy intensywności walk na dość sporym obszarze wydawało się mocno zaniżone. Z tajnych dokumentów niemieckich wynikało że do 22 września a więc na dwa tygodnie przed zakończenem walk w Polsce zgineło ponad 90 tysięcy żołnierzy niemieckich. Taka uwaga jest obecna w wielu publikacjach na ten temat między innymi w Wikipedii na stronie Kampania Wrześniowa.



Odpowiedz

Gość: AZM |

Czy sądzicie, że tylko Polacy popełniali błędy? A jak nazwać to, że Niemcy "zapomnieli" o Armii Poznań w pierwszych dniach września, która potem prawie dała im łupnia nad Bzurą? Poza tym nie stosujmy tych samych kryteriów ocen wobec zwykłych morderców (np. bandycki atak na Wieluń, terror i liczne akty przemocy wywołujące panikę wśród ludności cywilnej blokującej następnie drogi transportowe, zabijanie zestrzelonych lotników etc.) i prawdziwych żołnierzy. Fakt jest taki, że o klęsce Armii II RP nie tyle decydowały błędy w dowodzeniu, stosunkowo szybka ewakuacja władz państwowych, czy różnica potencjału ekonomicznego/militarnego Polski i Niemiec ile pozycje wyjściowe wojsk oraz przyjęta na życzenia "aliantów" taktyka wojny granicznej. Nasze terytorium w 1939 było jednym wielkim kotłem, zaś wojska niemieckie bazowały głównie na tym i przewadze w sprzęcie (w dużym stopniu dzięki przejęciu czeskich arsenałów), bo w starciach bezpośrednich jeden na jeden nie miały szans z naszym morale. O stratach po polskiej stronie decydowały głównie naloty i artyleria czyli tzw. strzały z ukrycia. Swoje zrobiła też 5-ta kolumna na Śląsku i Pomorzu. Poza tym, jeśli 80 tys. żołnierzy z bronią przekracza granicę wraz z ok. 1/4 sprzętu ciężkiego to trudno mówić o całkowitym rozbiciu armii, do tego kilkanaście tysięcy przeszło granicę litewską i łotewską. Porównajcie sobie bilans strat niemieckich i radzieckich z okresu tzw. wojny ojczyźnianej - jest on nieporównanie gorszy. Pod względem tępa zdobywania terenu wojna w Polsce wypadła dla Niemców najgorzej ze wszystkich kampanii II WŚ!!! No i pamiętajmy, że Naczelny Wódz wrócił do Polski, by walczyć w konspiracji...



Odpowiedz

Gość: Jakub |

Cyt :(...)W ekstremalnie trudnych warunkach zdarzały się przypadki graniczącego z fanatyzmem bohaterstwa: walka obsad Węgierskiej Górki, Borowej Góry (...) Żałuję że autor pominął bohaterską obronę Sochaczewa 13-16.09, którego bronił II/18 pp pod dowództwem majora Feliksa Kozubowskiego i II /26 pal. Sochaczew w bitwie nad Bzurą odegrał znaczącą rolę.Dzięki poświęceniu i odwadze obrońców Sochaczewa część armii "Poznań" sforsowała Dolną Bzurę i poprzez Puszczę Kampinoską dotarła do Warszawy.Obrona miasta trwała 3,5 doby, przy wyjątkowo niekorzystnym stosunku sił. W trakcie walk o Sochaczew II batalion stracił 80% stanu osobowego. Polegli m.in.: mjr Feliks Kozubowski - dca II batalionu por. Marian Himmel - dca 4 kompanii ppor. Abram Kurz - lekarz batalionu ppor. Adam Wzorek - dca III plutonu 4 kompanii ppor. Ignacy Wałęza - dca I plutonu 5 kompanii ppor. Michał Skuza - dca II plutonu 5 kompanii ppor. Zygmunt Micek - dca III plutonu 5 kompanii ppor. Kacper Klaniewski - dca I plutonu kompanii ckm



Odpowiedz

Gość: Marcin |

Zgadzam się w 100% z Pissmakerem i mmm777! Jak czytam bzdety, które niektórzy wypisują o dowodzeniu pododdziałami, to przekonuję się, że niektórzy nigdy nie byli w wojsku. Dodatkowo nie czytali nigdy (w celach porównawczych) materiałów polskich i niemieckich taktyków. Francuzi? Najliczniejsza armia tamtego okresu bardzo dobrze przygotowana taktycznie do wojny..., ale pierwszej!Po zrzuceniu przez Niemców ulotek na Linię Maginota, dochodziło do zbiorowych dezercji, a 7. Dywizja niemiecka tankował swoje czołgi na francuskich stacjach benzynowych. Proponuję sięgną do materiałów CAW, tam nikt nie uprawia publicystyki!



Odpowiedz

Gość: jacenty92 |

Bardzo ciekawy artykuł. Myślę, że w oparciu o posiadane środki nasza armia mogła bronić się dłużej. Niestety kompletnie zawiodło naczelne dowództwo i współdziałanie pomiędzy poszczególnymi armiami. Myślę że generał Kutrzeba dowodził wzorowo i potrafił wykorzystać błędy popełnione przez stronę niemiecką. Wysoką ocenę stawia mu umiejętne wykonanie przemarszów, tak, że Niemcy nie mogli wykryć koncentracji całej polskiej armii! znakomite przygotowanie ugrupowania do uderzenia i rozpoznanie przeciwnika. Natomiast generał nie został wsparty ani przez dowódcę armii Pomorze, który wręcz sabotował rozkazy i swoimi dezycjami mocno przyczynił się do końcowej klęski, ani przez sztab, który nie przyjął propozycji generała by uderzać już w pierwszych dniach września. Gdy wreszcie zgodę dostał, front został przerwany, nie było armii Łódź która miała duże znaczenie w planach generała, Niemcy mogli ściągnąć i ściągnęli bardzo znaczne siły, których na początku kampanii nie byliby w stanie użyć. Przyjmuje się że około 1/3 sił zaangażowanych w Polsce Niemcy rzucili nad Bzurę. To świadczy jak poważnie niemieckie dowództwo potraktowało sytuację. Gdyby Kutrzebie udało się przełamać opór 8 armii wyszedłby na tyły niemieckie... Tyle że 11 września już praktycznie było pozamiatane i został sam otoczony przez Niemców więc co miał zrobić ? O jego charakterze świadczy to że został z żołnierzami i dzielił ich los do końca.



Odpowiedz

Gość: PEPSI |

Nie bardzo rozumiem... Czyżby autor sugerował że na zaleszczyckiej drodze nie było tłoku? Otóż panie profesorze BYŁ. BYŁ. Tak po prostu. Spryt komunistycznej czy nazistowskiej propagandy polegał na tym że bardzo często podawała ona po prostu FAKTY odpowiednio je opakowując. A to, że one nam się nie podobają to ich nie zmienia. Tak panie profesorze. Wszystkie źródła piszą o tłumie bohaterów, nieraz w cywilnych już ubraniach ciągnących do Zaleszczyk. Nie wiem czy słowa o "nieoddawaniu guzika" były wyjęte z kontekstu. Wiem, że propaganda II RP takie rzeczy Polakom wmawiała. A potem był tłok na zaleszczyckiej szosie gdzie wsiąkały w graniczną glebę resztki mitu międzywojennej soldateski. Wyjątkowo zresztą nieprzyjemnej i prostackiej. No chyba, że kogoś bawią dowcipy w stylu wjazdu na koniu do knajpy w poczuciu całkowitej bezkarności... Panie profesorze - to co polskie nie musi być dobre. Krytykujmy uczciwie - po to by nie powtórzyć błędów.



Odpowiedz

Gość: tomek |

Bledy popelnione przez polskie dowodztwo ,to jedna wielka porazka.Nie ma usprawiedliwienia dla niedolestwa,i braku wiedzy o sile i glownych kieronkach uderzenia Niemcow.Odpowiednia wiedza ulatwila by wlasciwa obrone Polski,a nie bezmyslną ucieczke ,utrate sprzetu i rozdrobnienie zgrupowan.Bron pancerna i lotnictwo to glowna sila Niemcow ,ktora zaskoczyla Polske w 100%,gdzie byl polski wywiad wojskowy ktory przegapil ten TEMAT



Odpowiedz

Gość: Ty |

Drodzy Państwo fakty są takie ,że wojnę stosunkowo szybko i konkretnie przegraliśmy.Czy walczyliśmy 18 dni czy 5 tygodni nie ma żadnego znaczenia.Bo państwo i tak straciliśmy.Od 5 dnia wojny uciekali w Polsce praktycznie wszyscy.Faktem jest ,że Naczelny Wódz uciekł także.Stosunkowo sprawnie (wraz z rządem i Prezydentem) dotarł do granicy.Uciekając z Polski pozostawił w kraju walczące jeszcze wojsko.Przegrana wojna to przegrana wojna.Nie można mówić,że biliśmy się dobrze a wojna sama się...przegrała.Biliśmy się żle z różnych powodów politycznych,wojskowych,błędów i zwykłej biedy) i dlatego wojnę przegraliśmy.Przez brak wyobrażni rządzących w 1939 roku Polskę wpakowano na dziesiątki lat w orbitę rosyjskich wpływów.



Odpowiedz

Gość: MAJ |

Polscy żołnierze bili się bardzo dobrze na co miało wpływ wysokie wyszkolenie i morale przykładem mogą być bitwy nad Bzurą,Wizna,Borowskie góry,czy wreszcie Kock niestety zdecydowanie gorzej wypadali dowódcy wysokiego szczebla.Chaos w dowodzeniu oraz dysproporcja w sprzęcie głownie lotnictwo doprowadziło do klęski.Pod koniec lat 30-tych XX w na czele polskiej armii stali w znacznej mierze dowódcy legionowi z otoczenia marszałka ludzie którzy na bazie legendy legionowej robili kariery w armii polskiej, niestety za awansami nie szło w parze wyszkolenie i przygotowanie do pełnionych funkcji ludzie ci mentalnie zostali w okopach wielkiej wojny i cudu nad Wisłą tymczasem taktyka i technologia wojskowa ruszyła do przodu miejsce szarż kawaleryjskich zajęły zagony pancerne wsparte lotnictwem.Tak więc zaczynając od samego marszałka śmigłego dowództwo mieliśmy fatalne.wojsko polskie podzielono na 7 armii i kilka grup operacyjnych,oi spowodowało to mętlik w dowodzeniu i przepływie informacji rozkazy były często spóźnione np decyzja o odwrocie 20DP z pod Mławy spóźniona o kilka godzin doprowadziła do masakry wojska przez niemieckie lotnictwo.Bezradny Rydz faktycznie tracąc wpływ na dowodzenie ostatecznie dzieli wojsko polskie na fronty była to jednak decyzja spóźniona jak wszystkie zresztą rozkazy śmigłego.Ocena marszałka zdecydowanie negatywna jedynym plusem dla Śmigłego jest próba podjęcia modernizacji polskiej armii przed wrześniem.Teraz ośmielę się o ocenę dowódców poszczególnych armii. Bortnowski beznadziejnie, brak wyobraźni, załamał się po klęsce w Borach Tucholskich w Bitwie nad Bzura przyczynił się do dezorganizacji polskich oddziałów w bitwie nad Bzurą np rozkaz o odwrocie 26DP za Bzurę w dniu 14.9 przyczynił się do dużych strat tejże dywizji.Kutrzeba niemalże drugi Prądzyński polskiej armii dobry strateg i taktyk choć nie wziął pod uwagę strategi Blitzkriegu jednak mało zdecydowany dowódca wygrana w bitwie mogła znacznie wydłużyć wojnę na usprawiedliwienie generała może być to że został zostawiony samemu sobie znikąd nie otrzymując pomocy ocena dobra. Rómmel zdecydowanie negatywna postać po załamaniu frontu opuszcza swoje wojska następnie dowodząc armia Warszawa nie kiwnął palcem by pomóc Kutrzebie.Dąb- Biernacki jeden z najbardziej złych dowódców jeśli nie najgorszy dwukrotnie opuszcza wojska tylko sąd polowy.Szyling rozważny i ostrożny jednak nie wykazywał się niczym ponadto ocena dostateczna,Fabrycy emocjonalnie nieprzygotowany do dowodzenia armią zostawia wojska ocena negatywna.Generał Piskor powierzono mu trudne zadanie nie miał możliwości się wykazać ocena dostateczna to samo generał Przedrzymski.Młot-Fijałkowski załamuje się po utracie 18DP przekazując dowództwo Podhorskiemu ocena mierna.Wspomniany generał Podhorski próbuje zebrać rozbite wojska walczy pod Kockiem ocena dobra z innych dowódców na ocenę zasługują płk Dąbek dowódca LOW za postawę i patriotyzm ocena dobra .Gen Abraham który był klinem przebijającej się armii Poznań a jego kawaleria dzielnie biła pancerne dywizje ocena dobra.Generał Thome który zebrał armie Łódź a następnie kierował obroną Modlina ocena dobra. Płk Maczek nie pozwolił na rozbicie swojej zmotoryzowanej brygady dzielnie odgryzał się Niemcom ocena dobra. Gen Kowalski który bił się na czele 1 Dp ocena dobra . Najwyżej oceniam generała Kleeberga który stanął na czele oddziałów improwizowanych prawie nie mając amunicji pobił 13 dywizje ocena bardzo dobra. Na 4 zasługuje jeszcze generał Orlik-Ruckeman który jako jeden z niewielu stawiał opór sowieckiej agresji.Reszta dowódców związków na ogół dostatecznie wypadła w kampanii w kampanii której przy takim przygotowaniu nie można było wygrać



Odpowiedz

Gość: pepe |

Nikt na tym świecie nie był przygotowany na tak szybką wojnę.Myślę że my Polacy nie mamy się czego wstydzić i wypadliśmy na pewno lepiej niż Francja która miała bardziej rozwinięty przemysł niż 20 letnia Polska i lepiej uzbrojoną armię.Największym problemem były tchórzliwe państwa zachodu które nie udzieliły Polsce pomocy , a ta mogła skrócić ta wojnę i ją wygrać.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: pepe zejdz na ziemie i zacznij myslec i skoncz wreszcie bzdury pisac, opuscili nasz narod, rzad generalicja oficerwie, koniec z bzdurami o polskiej wojnie obronnej, to kupa dezerterow i i balwochwalcow, juz nigdy nie bede ja a ni moje dzieci bronil tych wrednych politykow typu minister beck czy innych dezerterow generałw okresu przedwojenego ktorzy potrafili szabelka wywijac dopoki nikogo novego na ziemi naszej nie bylo, bo jak sie tylko ktos pojawil to juz pitali na rumunie, dla mnie najwiekszym i najmilszym jest smierc becka ktorego wyrzucili z rumuni, mial szanse nie oddac nawet guzika



Odpowiedz

Gość: edek |

ha ha ha..... a hitler



Odpowiedz

Gość: Jacek Wu |

Tekst zawiera pewne błedy, które popularyzowano przez lata powojenne i dziś zakorzenione w naszej swiadomosci. 1. Nie zauważa się współpracy z Hitlerem przed marcem 1939 roku, kiedy Polska aktywnie pomaga Niemcom opanować Czechosłowację. Za to Warszawa otrzymuje zielone światło, by zając Zaolzie- przemysłowy przecież region. Celem były p[rzygotowania do wojny z bolszewikami 2. Z jakiegoś powodu rząd II RP zdecydował na zbliżenie z Anglią i Francją (choć przed marcem 1939 roku torpedował starania Francji o powstrzymanie ekspansji Niemiec), gdy te dawały gwarancje Polsce, ale w sferze dyplomatycznej. Czytałem artykuł, że co najmniej do jesieni 1940 roku Zachód nie jest w stanie udzielić pomocy militarnej i zaznaczał, że NIE WOLNO pod żadnym pozorem doprowadzać do wojny. Polacy udawali, że tego nie słyszą. Co strzeliło do głowy sanacji, że tak podeszli do Hitlera, że ten się wściekł i potraktował Polskę jak zdrajców, tego nie potrafię zrozumieć. 3. Pakt Ribbentrop- Mołotow miał nieco inną genezę. Jak wskazują ostatnio ujawnione dokumenty w Anglii- celem było zwrócenie Polsce uwagi na fakt, że mimo zadeklarowanej niechęci Hitler jest w stanie dogadać się ze Stalinem. Miało to być zaszachowanie rządu polskiego, by odszedł od swoich proangielskich decyzji i wrócił na proniemieckie tory. W Warszawie nie wierzono w taką możliwość oraz kiepski nasz wywiad nie ustalił szczegółów tego porozumienia, więc Hilter poprzez swoich agentów próbował dotrzeć do Polaków przez inne kraje- te nie przekazały rządowi RP takich informacji. Więc Warszawa żyła spokojnie, uważając, że jest zabezpieczona. Okazało się inaczej. Niestety za błedy naszych polityków zapłaciło całe polskie społeczeństwo. Najpierw w kampanii wrzesniowej, potem w okresie okupacji. Sanacja to rządy kolesiów Józefa Piłsudskiego, gdzie wierność była ważniejsza od kompetencji. Ta klika doprowadziła kraj do katastrofy. Ciekawe, jak potoczyłaby się historia, gdyby minister Beck był mądrzejszy i bardziej przewidujący. Bo jak się najpierw wspierało sąsiada, by otoczył swoimi zdobycznymi ziemiami Polskę z trzech stron, a potem się wchodzi z nim w konflikt i dziwi się, że atak następuje z trzech storn, to gdzieś szwankuje logika....



Odpowiedz

@Jacek Wu Drugi Twój komentarz cisnący nieźle po absurdzie. Ribbentropp-Mołotow miał na celu "zaszachowanie" rządu polskiego, a nie był jedynie paktem o nieagresji z dołączonym protokołem o podziale wpływów w Polsce? Nie przesadzaj. I jak zwykle jesteś irracjonalny w swej "krytyce" II RP i sanacji. Następnym razem podaj może jakie są Twoje źródła takich "rewelacji".



Odpowiedz

@Jacek Wu Dalej - poczytaj sobie o konfliktach Polsko-Czechosłowackich o Śląsk Cieszyński - zaczęły się one w 1918 gdy Czechosłowacy wykorzystali nasze zaangażowanie militarne na wschodzie aby zająć Śląsk Cieszyński. A w 1938 Polska w żaden sposób nie współgrała z Niemcami.



Odpowiedz

Gość: treker65 |

@ Gość: Jacek Wu Niemcy ci płacą za rozsiewanie tych bzdur?



Odpowiedz

@ kazzz
No nie przesadzaj. Wysunięcie roszczeń do Zaolzia w tamtym czasie było współdziałaniem z Hitlerem de facto i strzałem we własne kolano.



Odpowiedz

@ Gość: Jacek Wu
ad2: Hitler zamierzał zaatakować najpierw Francję, ale wówczas miałby za plecami honorowo atakującą Polskę. Dlatego poszedł na wojnę z Polską, bo wyczuł, że Francuzi gustują w "dziwnej wojnie" i mu nie bedą przeszkadzać.
ad3: przepraszam, ale to brednie. pakt Ribbentrop-Mołotow miałby być tylko zabiegiem propagandowym? I dlatego ustalili przebieg granicy niemiecko-radzieckiej demarkacyjnej? Zauważ, że nie ustalili jej po Kampanii Wrześniowej. Wtedy dokonano jedynie korekt.



Odpowiedz

Gość: ja |

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-i-1/ http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-ii/#_ftnref13 https://marucha.wordpress.com/2015/09/02/katastrofa-wrzesniowa/ http://www.aferyprawa.eu/Artykuly/1939-nieudolna-kampania-wrzesniowa-Lepsze-nic-niz-Rydz-1683



Odpowiedz

Gość: Marek |

Straty Kriegsmarine podane są błędnie , nie jest to tylko jeden trałowiec . - torpedowiec Jaguar - w wyniku kolizji w czasie zajmowania pozycji w nocy przed 1 szym wrzesnia - trałowiec M85 - powszechnie znany fakt - trałowiec ( nie pamiętam nazwy ) jest podany w monografii "wilka" zatopiony w listoadzie na minie - 2 kutry trałowe - również na minach w tym jeden już na wiosnę 1940 (!)



Odpowiedz

Gość: Ałgust |

Optymistyczno-patriotyczna propaganda wypisz wymaluj rządy tzw dobrej zmiany dzisiejsza neosanacja tak jak ta przed 39 zaniedbuje armie o buduje mit jej niezwyciężoności!



Odpowiedz

Gość: Livyatan |

@Ałgust państwo polskie na mocy traktatów i gwarancji miało się bronić 7 dni bo po tym czasie Francja i UK miały nam przyjąć z pomocą. Olali nas - tyle w temacie.



Odpowiedz

Gość: Raw |

Od kiedy to w nazwach państw używa się rusycyzmów? Oficjalna nazwa, w polskim tłumaczeniu, to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli ZSRR, nie żadne ZSRS. Sowiet to po polsku Rada.

Co do tekstu to podstawą nie była organizacja dowodzenia a brak doktryny, który skutkował całkowitym niezrozumieniem między NW a podległymi mu dowódcami armii, w tym dwóch najważniejszych czyli A. "Łódź" i A. "Kraków", którzy w ogóle nie rozumieli czego wymaga od nich NW. Szylling nie trzymał lewego skrzydła tylko ruszył do odwrotu (na rozkaz NW), a Rómmel starał się stworzyć warunki do bitwy, której nie chciał NW. Obie decyzje dowódców armii miały skutki dla planu katastrofalne. Co więcej to niezrozumienie sięgało i innych armii, w tym A. "Poznań", której dowódca chciał stworzyć warunki do tej samej bitwy co Rómmel. Stachiewicza to zostawcie jednak trochę, bo facet miał ledwie gen. bryg. i nie miał kompetencji jako szef SG WP ani starszeństwa żeby Rómmlowi czy innym dowódcom armii rozkazywać, czy też ich sądzić. Miał za to Stachiewicz spore zasługi organizacyjne i modernizacyjne - dzięki niemu armia w ogóle wyszła w pole.



Odpowiedz

@ Gość: Raw
Mnie też razi używanie Związku Sowieckiego, będące przecież zbrodnią na polszczyźnie. Niedawno przeczytałem, że kiedyś kardynał Wyszyński zwrócił uwagę na to Nowakowi-Jeziorańskiemu, więc przez jakiś czas rozgłośnia RWE używała sformułowania Związek Radziecki, co jednak spotkało się z gromkim potępieniem środowisk emigracyjnych. Odnoszę wrażenie, że mówienie o Związku Sowieckim, zamiast Radzieckim, najczęściej charakteryzuje te osoby, które w okresie PRL niezbyt przykładały się do bycia w opozycji, zaś dziś z olbrzymią odwagą pokazują swój antykomunizm.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Mine też razi, tym bardziej, iż ZSRR jest oficjalną nazwą przyjętą jeszcze w latach 30. XX w.
Jest jeszcze jeden, prawie już oficjalny (chyba) amerykanizm. Rzecz w zniknięciu z ust polityków - a i generałów niestety też - Wojska Polskiego zastąpionego jakąś "armią". Były już w naszej historii "Armie"; a to np. Hallera a to Krajowa, czy 1 i 2. Żadna z nich nie czuła się całością Wojska Polskiego.



Odpowiedz

@ Gość: Raw Od kiedy to w nazwach państw używa się rusycyzmów? Oficjalna nazwa, w polskim tłumaczeniu, to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli ZSRR, nie żadne ZSRS. Sowiet to po polsku Rada.

- Nazwanie Związek Sowiecki ma specjalny posmak ideologiczny. To w zamiarze mówiącego nie tylko państwo ZSRR, ale także jego obca nam, pejoratywnie odczuwana ideologia, która była główna cecha tego państwa.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: Raw
razi to bolszewików. To właśnie oni zmienili nazwę z Sowietów na Rad bo ich raziło. Nie raziło za to mordować Polaków



Odpowiedz

Gość: |

@ Atimes - Atimes nie wyobraża sobie historii wolnej od ideologicznego zacietrzewienia.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Polak - "prwadziwy Polak" próbuje nam wmówić, że w latach trzydziestych Polską rządzili bolszewicy.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: W latach 30tych używano słowa "sowiecki". Tak jak być powinno.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: masz tu towarzyszu nawet wiki, (choć to)
"W okresie Polski Ludowej stosowanie przymiotnika sowiecki miało wymiar polityczny. Ta bowiem forma była używana przed II wojną światową, a następnie w prasie emigracyjnej oraz publikacjach drugiego obiegu, a zatem według władz komunistycznych była nacechowana pejoratywnie. Starano się więc wyprzeć ją z języka polskiego, zastępując (ułomnym pod wieloma względami synonimem – radziecki."
I nie stosuj tu bolszewickiej historii



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Polak
Inny cytat z Wiki: "Ponadto można wskazać inny przypadek, gdy stosuje się powszechnie nazwę rodzimą, mianowicie w języku ukraińskim w odniesieniu do ZSRR stosuje się określenie radianśkyj (радянський). Podobnie jak w polszczyźnie, w języku ukraińskim funkcjonują również przymiotniki sowitśkyj (совітський) i sowiećkyj (совєцький)[9]. Są to rusycyzmy uznawane za nacechowane pejoratywnie[10] i pokazujące dystans mówiącego[11].
Wygląda na to iż chcemy być "lepsi" od Ukraińców to jedno. Na pewno (dzisiaj) użycie słowa "sowiecki" jest rodzajem współczesnego Credo - patrzcie, jakim patriotą jestem.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Polak Dlaczego "radziecki" miałoby być określeniem ułomnym? Słowo "radziecki" pochodzi od słowa "rada". Rady Delegatów Robotniczych (ewentualnie Żołnierskich, albo Chłopskich) były organami władzy tworzonymi oddolnie pod koniec I wojny światowej. Ich rosyjska nazwa to "Sowiety Deputatow", ale powstawały nie tylko w Rosji, także na terenie Polski i Niemiec. W Warszawie działała niemiecka Rada Delegatów Żołnierskich. W pewnym okresie w Rosji rady zostały zdominowane przez bolszewików, którzy wykorzystali je do przejęcia władzy w byłym Imperium Rosyjskim. Określenie "Związek Sowiecki" brzmi tak samo sztucznie, jak sformułowanie "Stany Junajtedowe", albo "Grejtowa Brytania".



Odpowiedz


Na temat historii przymiotnika radziecki zastępującego dawne sowiecki była w latach 90. dyskusja naukowa. L. Moszyński sądził, że utworzyła go Wanda Wasilewska dopiero w 1943-4 roku. Po wejściu do praktyki automatycznego przeszukiwania tekstów ustalono, że przymiotnik w tym znaczeniu był używany najwcześniej, jeszcze w Międzywojniu, w środowisku komunistów polskich na Ukrainie. Potwierdza to, że punktem wyjścia kalki był ukraiński przymiotnik radjanśki, który jest podobny i spokrewniony z polskim radziecki, używanym dawniej, już od średniowiecza, w znaczeniu 'związany z radą (np. miejską)'.

Oczywiście dawne sowiecki komuniści zastąpili nowym wyrazem dlatego, że był pejoratywnie nacechowany poprzez określone użycia w propagandzie międzywojennej Polski.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Skromny_uczeń_Profesora_Kostrzewskiego
Naprawdę już z końcem lat 30. w oficjalnym, urzędowym użyciu w II RP była forma "Radziecki". Jak mawiał jeden z moich starszych kolegów: "pamiętaj, socjalizm niczego nie wymyślił".



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Ja nie widziałem, autorzy powojennych słowników datujących pojawienie się wyrazów też nie widzieli.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Tu jest opisane:

http://www.portal.arcana.pl/Zwiazek-sowiecki-czy-radziecki-sowiety-czy-rady,4294.html



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Kolega zapewne błędnie interpretował skrótowiec Z.S.R.R., który wówczas, pisany zwykle z kropkami, rzeczywiście był powszechny. Rozwiązywano go jednak jako Związek Socjalistycznych Republik Rad, wobec czego nie dowodzi używania przymiotnika radziecki w miejsce sowiecki w języku urzędowym.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Skromny_uczeń_Profesora_Kostrzewskiego
Za baranim uporem powtórzę: "socjalizm niczego nie wymyślił".
A na poparcie tej tezy: " Wiktor Sukiennicki Ewolucja ustroju Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich w świetle oficjalnych publikacji władzy radzieckiej, cz. 1/Wiktor Sukiennicki, (1937), Wilno 1938.
Pozdrawiam.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

W moim linku jest napisane, że ten autor jako bodaj jedyny posługiwał się terminem 'radziecki' w obiegu oficjalnym. Komuniści używali go wcześniej.

W leksykologii taka sytuacja jest traktowana jako wspierająca wschodnią proweniencję wyrazu (autor kresowy, kresowe miejsce jego pracy i wydania książki), choć być może Sukiennicki poznał wyraz dzięki drukom komunistycznym, które jako sowietolog zapewne czytywał.



Odpowiedz

Gość: gosc |

a kto liczyl straty podczas panicznego odwrotu, i te chłopskie furmanki i martwe konie , jak taka armia mogla się obronic



Odpowiedz
Paweł Wieczorkiewicz

Ur. 1948, zm. 2009. Wybitny polski historyk, sowietolog, marynista. Zasłużony popularyzator historii. Profesor, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowca Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Autor m.in. Historia wojen morskich. T. 1-2, (1995); Łańcuch śmierci: czystka w Armii Czerwonej 1937-1939, (2001); Historia polityczna Polski 1935-1945, (2005).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org