Opublikowano
2014-09-17 10:30
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wrzesień 1939: jak rzeczywiście bili się polscy żołnierze?

(strona 2)

Wojna w obronie II Rzeczpospolitej: trwała trzy tygodnie, czy może do momentu rozbicia grupy majora „Hubala”? Jak spisał się polski żołnierz, a jak jego dowódcy? Kto okrył się chwałą, a kto hańbą...?


Strony:
1 2 3 4 5

Gen. bryg. Konstanty Plisowski Z pogromu ocalało około 80 000 oficerów i żołnierzy, którzy przeszli, najczęściej z myślą o dalszej walce, do krajów neutralnych, przede wszystkim na Węgry i do Rumunii oraz na Litwę i Łotwę. Większości udało się później przedrzeć na Zachód bądź, po okupacji krajów nadbałtyckich przez Sowietów, trafić do Armii Polskiej w ZSRS.

Z użytych w walkach około 450 samolotów (w trakcie kampanii nadeszły niewielkie uzupełnienia z zapasów) ponad 100 udało się ewakuować do Rumunii i kilkanaście na Węgry i Litwę, stracono zatem około 330 maszyn (z tego około 100 w powietrzu, część od ognia własnych jednostek). W podobny sposób uratowano około 100 z ponad 500 czołgów (wiele zostało porzuconych z braku paliwa). Marynarka utraciła wszystkie okręty (z wyjątkiem podwodnych) użyte w obronie Wybrzeża.

Straty przeciwników, choć o wiele niższe, były również poważne. Niemcy okupili zwycięstwo nad Polską 16 343 poległymi, 5058 zaginionymi i 27 640 rannymi oficerami i żołnierzami, Sowieci zaś stracili od 2500 do 3000 poległych (według oficjalnych, zaniżonych danych – 996 zabitych i 2002 rannych). Agresorzy utracili także znaczne ilości sprzętu bojowego: Wehrmacht – łącznie 674 czołgi, 319 samochodów pancernych (z tego część została następnie wyremontowana), Luftwaffe – 521 samolotów zniszczonych i ciężko uszkodzonych (z tego 330 bezpowrotnie), w tym w akcji – ponad 230, czyli po 27% stanu wyjściowego, Kriegsmarine – l trałowiec i pewną liczbę samolotów, natomiast Armia Czerwona – około 150 wozów bojowych wszystkich typów i do 20 samolotów.

Wrażenie, jakie w społeczeństwie ponoszącym skutki nieznanej wcześniej wojny totalnej wywołał jej przebieg i finał, było porażające. Poczucie klęski i skrajny pesymizm co do własnej przyszłości pogłębiała zarówno dobrze zapamiętana optymistyczno-patriotyczna propaganda, uprawiana jeszcze w sytuacji bezpośredniego wojennego zagrożenia, jak pospieszna ewakuacja naczelnych władz państwowych z Warszawy, a następnie z kraju, czego ogół nie pojmował, wreszcie przemyślana działalność obydwu okupantów, którzy w kontrolowanych przez siebie prasie i specjalnych okolicznościowych publikacjach polskojęzycznych jątrzyli świeże rany, licząc, że piętnowanie prawdziwych i przede wszystkim rzekomych błędów i przewin II Rzeczypospolitej osłabi wśród Polaków ducha potencjalnego oporu. Rangę ponurego epitafium zyskały wyrwane z kontekstu słowa marszałka Rydza-Śmigłego, który w obliczu zbliżającej się wojny oświadczył: „Nie oddamy guzika”. Ponieważ w ślad za prezydentem, premierem i marszałkiem do Rumunii i na Węgry podążyły tysiące wojskowych rozbitków i cywilnych uciekinierów, w rozgoryczonym, we własnym przeświadczeniu wydanym na łup Niemców i Sowietów społeczeństwie narodził się – jako fałszywy symbol ucieczki politycznych elit – mit „szosy zaleszczyckiej”, którą do zbawczej granicy podążały rzekomo tysiące rządowych limuzyn. Hołubiła go przez lata komunistyczna propaganda, pragnąc uwiarygodnić tezę Mołotowa o rzekomym „rozpadzie” polskiej państwowości i zakwestionować ciągłość jej legalnych władz.

Jan Szembek, wiceminister spraw zagranicznych Wojna, zgodnie z definicją wielkiego pruskiego teoretyka wojskowości, generała Karla von Clausewitza, jest kontynuacją polityki innymi środkami. Wrześniowa klęska w 1939 roku była zatem skutkiem nie tyle słabości militarnej II Rzeczypospolitej, ile wynikiem prowadzonej przez nią polityki zagranicznej, i jeśli w ogóle popełniono błąd, to tkwił on właśnie w tej sferze. Jerzy Łojek w 1979 roku w swej Agresji 17 września 1939, a ostatnio Grzegorz Górski w pracy Wrzesień 1939. Rozważania alternatywne postawili tezę o wyborze konkurencyjnej koncepcji politycznej, sprowadzającej się do przyjęcia warunków Hitlera, regulujących na nowych zasadach stosunki polsko-niemieckie. Wielu historyków podnosi często argument, że na takie rozwiązanie nie zezwoliłaby opinia publiczna. Jako dowód przytaczana bywa chętnie opinia ambasadora Łukasiewicza, który stwierdził w rozmowie z Szembekiem: „Gdybyśmy w marcu byli oddali Gdańsk i autostradę […] przy nastrojach, jakie w kraju panowały, rząd upadał, a powstałby rząd obecny [generała Sikorskiego]. Byłyby w kraju rozruchy, po czym weszliby Niemcy i Sowieci”. Pogląd to fatalistyczny i niemający wiele wspólnego z ówczesną rzeczywistością. W państwie autorytarnym, jakim była II Rzeczpospolita, głos społeczeństwa nie był i nie mógł być czynnikiem decydującym. Ponadto na stosunki polsko-niemieckie nie można patrzeć z perspektywy resentymentów 1945 roku. Należy też pamiętać, że w analogicznej sytuacji władze państwowe Węgier, Rumunii czy Finlandii potrafiły w odpowiednim czasie przyjąć w swojej polityce opcję niemiecką. Sojusz Warszawy i Berlina niewątpliwie odmieniłby diametralnie sytuację międzynarodową, zapewne bardziej niż pakt Ribbentrop–Mołotow. Paradoksalne, ale odrzucenie niemieckich propozycji uratowało od podporządkowania III Rzeszy nie tylko Europę, ale w pierwszym rzędzie Związek Sowiecki.

Przyjęcie gwarancji brytyjskich pozbawiło politykę polską swobody manewru i spowodowało otwarty konflikt z Niemcami, jednak – do momentu uzyskania przez nie reasekuracji w Moskwie – niekoniecznie zbrojny. Po 23 sierpnia, gdy wojna stała się nieuchronna, losy Polski zależały od wypełnienia przez aliantów zobowiązań sojuszniczych. Zażarta walka miała jednak sens strategiczny i polityczny. Niemcy, z powodu przeciągnięcia się kampanii, a także konieczności odnowienia zapasów i remontów zużytego i uszkodzonego sprzętu, zmuszeni zostali do poniechania planowanej przez Hitlera jesiennej ofensywy na Zachodzie. Polacy wypełnili tym samym zobowiązania sojusznicze – wygrali dla swoich sprzymierzeńców bezcenny czas. To, że nie został on należycie wykorzystany, obciąża sumienia francuskich i brytyjskich polityków i wojskowych. Ofiarę Polski zaprzepaszczono wiosną 1940 roku podczas kampanii na Zachodzie. Nie stała się jednak całkowicie bezcelowa, Brytyjczycy bowiem wytrwali w oporze, stwarzając szansę odwrócenia biegu wojny.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Pawła Wieczorkiewicza pt. Ostatnie lata Polski niepodległej. Kampania 1939 roku:

Autor: Paweł Wieczorkiewicz
Tytuł: „Ostatnie lata Polski niepodległej. Kampania 1939 roku”
Stron: 408+16, il
Oprawa twarda
ISBN 978-83-7565-310-6
Cena: 40 zł
Kup na stronie Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: gosc |

a kto liczyl straty podczas panicznego odwrotu, i te chłopskie furmanki i martwe konie , jak taka armia mogla się obronic



Odpowiedz

Gość: Raw |

Od kiedy to w nazwach państw używa się rusycyzmów? Oficjalna nazwa, w polskim tłumaczeniu, to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli ZSRR, nie żadne ZSRS. Sowiet to po polsku Rada.

Co do tekstu to podstawą nie była organizacja dowodzenia a brak doktryny, który skutkował całkowitym niezrozumieniem między NW a podległymi mu dowódcami armii, w tym dwóch najważniejszych czyli A. "Łódź" i A. "Kraków", którzy w ogóle nie rozumieli czego wymaga od nich NW. Szylling nie trzymał lewego skrzydła tylko ruszył do odwrotu (na rozkaz NW), a Rómmel starał się stworzyć warunki do bitwy, której nie chciał NW. Obie decyzje dowódców armii miały skutki dla planu katastrofalne. Co więcej to niezrozumienie sięgało i innych armii, w tym A. "Poznań", której dowódca chciał stworzyć warunki do tej samej bitwy co Rómmel. Stachiewicza to zostawcie jednak trochę, bo facet miał ledwie gen. bryg. i nie miał kompetencji jako szef SG WP ani starszeństwa żeby Rómmlowi czy innym dowódcom armii rozkazywać, czy też ich sądzić. Miał za to Stachiewicz spore zasługi organizacyjne i modernizacyjne - dzięki niemu armia w ogóle wyszła w pole.



Odpowiedz

@ Gość: Raw
Mnie też razi używanie Związku Sowieckiego, będące przecież zbrodnią na polszczyźnie. Niedawno przeczytałem, że kiedyś kardynał Wyszyński zwrócił uwagę na to Nowakowi-Jeziorańskiemu, więc przez jakiś czas rozgłośnia RWE używała sformułowania Związek Radziecki, co jednak spotkało się z gromkim potępieniem środowisk emigracyjnych. Odnoszę wrażenie, że mówienie o Związku Sowieckim, zamiast Radzieckim, najczęściej charakteryzuje te osoby, które w okresie PRL niezbyt przykładały się do bycia w opozycji, zaś dziś z olbrzymią odwagą pokazują swój antykomunizm.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Mine też razi, tym bardziej, iż ZSRR jest oficjalną nazwą przyjętą jeszcze w latach 30. XX w.
Jest jeszcze jeden, prawie już oficjalny (chyba) amerykanizm. Rzecz w zniknięciu z ust polityków - a i generałów niestety też - Wojska Polskiego zastąpionego jakąś "armią". Były już w naszej historii "Armie"; a to np. Hallera a to Krajowa, czy 1 i 2. Żadna z nich nie czuła się całością Wojska Polskiego.



Odpowiedz

@ Gość: Raw Od kiedy to w nazwach państw używa się rusycyzmów? Oficjalna nazwa, w polskim tłumaczeniu, to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli ZSRR, nie żadne ZSRS. Sowiet to po polsku Rada.

- Nazwanie Związek Sowiecki ma specjalny posmak ideologiczny. To w zamiarze mówiącego nie tylko państwo ZSRR, ale także jego obca nam, pejoratywnie odczuwana ideologia, która była główna cecha tego państwa.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: Raw
razi to bolszewików. To właśnie oni zmienili nazwę z Sowietów na Rad bo ich raziło. Nie raziło za to mordować Polaków



Odpowiedz

Gość: |

@ Atimes - Atimes nie wyobraża sobie historii wolnej od ideologicznego zacietrzewienia.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Polak - "prwadziwy Polak" próbuje nam wmówić, że w latach trzydziestych Polską rządzili bolszewicy.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: W latach 30tych używano słowa "sowiecki". Tak jak być powinno.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: masz tu towarzyszu nawet wiki, (choć to)
"W okresie Polski Ludowej stosowanie przymiotnika sowiecki miało wymiar polityczny. Ta bowiem forma była używana przed II wojną światową, a następnie w prasie emigracyjnej oraz publikacjach drugiego obiegu, a zatem według władz komunistycznych była nacechowana pejoratywnie. Starano się więc wyprzeć ją z języka polskiego, zastępując (ułomnym pod wieloma względami synonimem – radziecki."
I nie stosuj tu bolszewickiej historii



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Polak
Inny cytat z Wiki: "Ponadto można wskazać inny przypadek, gdy stosuje się powszechnie nazwę rodzimą, mianowicie w języku ukraińskim w odniesieniu do ZSRR stosuje się określenie radianśkyj (радянський). Podobnie jak w polszczyźnie, w języku ukraińskim funkcjonują również przymiotniki sowitśkyj (совітський) i sowiećkyj (совєцький)[9]. Są to rusycyzmy uznawane za nacechowane pejoratywnie[10] i pokazujące dystans mówiącego[11].
Wygląda na to iż chcemy być "lepsi" od Ukraińców to jedno. Na pewno (dzisiaj) użycie słowa "sowiecki" jest rodzajem współczesnego Credo - patrzcie, jakim patriotą jestem.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Polak Dlaczego "radziecki" miałoby być określeniem ułomnym? Słowo "radziecki" pochodzi od słowa "rada". Rady Delegatów Robotniczych (ewentualnie Żołnierskich, albo Chłopskich) były organami władzy tworzonymi oddolnie pod koniec I wojny światowej. Ich rosyjska nazwa to "Sowiety Deputatow", ale powstawały nie tylko w Rosji, także na terenie Polski i Niemiec. W Warszawie działała niemiecka Rada Delegatów Żołnierskich. W pewnym okresie w Rosji rady zostały zdominowane przez bolszewików, którzy wykorzystali je do przejęcia władzy w byłym Imperium Rosyjskim. Określenie "Związek Sowiecki" brzmi tak samo sztucznie, jak sformułowanie "Stany Junajtedowe", albo "Grejtowa Brytania".



Odpowiedz


Na temat historii przymiotnika radziecki zastępującego dawne sowiecki była w latach 90. dyskusja naukowa. L. Moszyński sądził, że utworzyła go Wanda Wasilewska dopiero w 1943-4 roku. Po wejściu do praktyki automatycznego przeszukiwania tekstów ustalono, że przymiotnik w tym znaczeniu był używany najwcześniej, jeszcze w Międzywojniu, w środowisku komunistów polskich na Ukrainie. Potwierdza to, że punktem wyjścia kalki był ukraiński przymiotnik radjanśki, który jest podobny i spokrewniony z polskim radziecki, używanym dawniej, już od średniowiecza, w znaczeniu 'związany z radą (np. miejską)'.

Oczywiście dawne sowiecki komuniści zastąpili nowym wyrazem dlatego, że był pejoratywnie nacechowany poprzez określone użycia w propagandzie międzywojennej Polski.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Skromny_uczeń_Profesora_Kostrzewskiego
Naprawdę już z końcem lat 30. w oficjalnym, urzędowym użyciu w II RP była forma "Radziecki". Jak mawiał jeden z moich starszych kolegów: "pamiętaj, socjalizm niczego nie wymyślił".



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Ja nie widziałem, autorzy powojennych słowników datujących pojawienie się wyrazów też nie widzieli.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Tu jest opisane:

http://www.portal.arcana.pl/Zwiazek-sowiecki-czy-radziecki-sowiety-czy-rady,4294.html



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Kolega zapewne błędnie interpretował skrótowiec Z.S.R.R., który wówczas, pisany zwykle z kropkami, rzeczywiście był powszechny. Rozwiązywano go jednak jako Związek Socjalistycznych Republik Rad, wobec czego nie dowodzi używania przymiotnika radziecki w miejsce sowiecki w języku urzędowym.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Skromny_uczeń_Profesora_Kostrzewskiego
Za baranim uporem powtórzę: "socjalizm niczego nie wymyślił".
A na poparcie tej tezy: " Wiktor Sukiennicki Ewolucja ustroju Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich w świetle oficjalnych publikacji władzy radzieckiej, cz. 1/Wiktor Sukiennicki, (1937), Wilno 1938.
Pozdrawiam.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

W moim linku jest napisane, że ten autor jako bodaj jedyny posługiwał się terminem 'radziecki' w obiegu oficjalnym. Komuniści używali go wcześniej.

W leksykologii taka sytuacja jest traktowana jako wspierająca wschodnią proweniencję wyrazu (autor kresowy, kresowe miejsce jego pracy i wydania książki), choć być może Sukiennicki poznał wyraz dzięki drukom komunistycznym, które jako sowietolog zapewne czytywał.



Odpowiedz

Gość: Livyatan |

@Ałgust państwo polskie na mocy traktatów i gwarancji miało się bronić 7 dni bo po tym czasie Francja i UK miały nam przyjąć z pomocą. Olali nas - tyle w temacie.



Odpowiedz

Gość: Ałgust |

Optymistyczno-patriotyczna propaganda wypisz wymaluj rządy tzw dobrej zmiany dzisiejsza neosanacja tak jak ta przed 39 zaniedbuje armie o buduje mit jej niezwyciężoności!



Odpowiedz

Gość: Marek |

Straty Kriegsmarine podane są błędnie , nie jest to tylko jeden trałowiec . - torpedowiec Jaguar - w wyniku kolizji w czasie zajmowania pozycji w nocy przed 1 szym wrzesnia - trałowiec M85 - powszechnie znany fakt - trałowiec ( nie pamiętam nazwy ) jest podany w monografii "wilka" zatopiony w listoadzie na minie - 2 kutry trałowe - również na minach w tym jeden już na wiosnę 1940 (!)



Odpowiedz
Paweł Wieczorkiewicz

Ur. 1948, zm. 2009. Wybitny polski historyk, sowietolog, marynista. Zasłużony popularyzator historii. Profesor, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowca Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Autor m.in. Historia wojen morskich. T. 1-2, (1995); Łańcuch śmierci: czystka w Armii Czerwonej 1937-1939, (2001); Historia polityczna Polski 1935-1945, (2005).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org