Opublikowano
2014-09-17 10:30
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wrzesień 1939: jak rzeczywiście bili się polscy żołnierze?

(strona 3)

Wojna w obronie II Rzeczpospolitej: trwała trzy tygodnie, czy może do momentu rozbicia grupy majora „Hubala”? Jak spisał się polski żołnierz, a jak jego dowódcy? Kto okrył się chwałą, a kto hańbą...?


Strony:
1 2 3 4 5

Wojsko Polskie nie miało w narzuconej konfiguracji strategicznej szans na zwycięskie odparcie niemieckiej napaści. O wyniku kampanii zadecydował ostatecznie 17 września. Można domniemywać, w jakim stopniu przystąpienie ZSRS do wojny przesądziło o biernej postawie aliantów. W sferze hipotez pozostaje pogląd wyrażony przed laty implicite przez Leszka Moczulskiego w jego Wojnie polskiej, że możliwa byłaby dłuższa obrona na przedmościu rumuńskim, gdyby nie nastąpiła agresja sowiecka. Utrzymanie go do wiosny wydaje się o tyle wątpliwe – nawet zakładając dostawy sprzętu z Zachodu – że Niemcy dołożyliby z pewnością starań, aby za wszelką cenę zdławić opór. Jednak przedłużenie kampanii, nawet o kilka tygodni, przyniosłoby podwójny skutek: jeszcze większe straty i zniszczenia, ale i o wiele bardziej uporządkowany charakter odwrotu do Rumunii i na Węgry.

Leszek Moczulski w warszawskim mieszkaniu (fot. z Archiwum Krzysztofa Króla)

Decyzja o faktycznym zaniechaniu walki z bolszewikami i niewypowiedzeniu wojny Związkowi Sowieckiemu, poza doniosłymi konsekwencjami politycznymi, prawnymi i propagandowymi – gdy w 1941 roku, w zmienionych warunkach, doszło do rokowań, postawiło to stronę polską na niedogodnej płaszczyźnie, czego oczywiście Sowieci nie omieszkali wykorzystać – miała i skutki praktyczne. Zorganizowana obrona, nawet za cenę większych strat, osłoniłaby ewakuację Kresów Wschodnich i oznaczałaby ocalenie, w biologicznym tego słowa znaczeniu, nie tyle przed niemiecką okupacją, co przed Katyniem, Łubianką i Sybirem dziesiątków, a może i setek tysięcy obywateli RP. O tym, że miała szanse powodzenia, świadczy przebieg działań wojennych, który obnażył wszystkie braki RKKA. Zawiodła mobilizacja, zarówno ludzi, jak i sprzętu, kulał transport i logistyka, a źle dowodzone wojska sowieckie wszędzie tam, gdzie napotykały przeciwdziałanie, biły się wręcz bojaźliwie. Tym niemniej samorzutny, desperacki opór na Wschodzie, zwłaszcza że w walkach brali udział liczni ochotnicy cywilni, i tak zadał kłam sowieckiej propagandzie o „wyzwolicielskim marszu Armii Czerwonej” i zaświadczył niezbywalne polskie prawa do Kresów.

Z tego, że armia polska wygrać kampanii przeciwko całej potędze niemieckiej nie może, zdawał sobie sprawę naczelny wódz i szef sztabu. Marszałek Śmigły w rozmowie z prymasem kardynałem Augustem Hlondem jesienią 1938 roku był pełen głębokiego pesymizmu: „Wobec ogromnej przewagi armii niemieckiej i jej środków technicznych, będziemy w wojnie regularnej pobici i walkę dłuższą będziemy mogli prowadzić tylko w formie partyzantki”. Ponieważ „Francja jest nieprzygotowana do wojny, wskutek tego będzie także pobita”. Nadmiernych złudzeń nie żywili również najbliżsi współpracownicy marszałka, świadomi dysproporcji sił i wojskowej potęgi III Rzeszy. Pułkownik Jaklicz wyraził swą opinię co do losów przyszłej wojny z żołnierską lakonicznością: „Dostaniemy w dupę!”.

Marek Deszczyński: Ewentualność wybuchu kolejnej wojny z Rosją Sowiecką należało brać wówczas stale pod uwagę

Czytaj dalej...

Polemiki wokół przebiegu działań dotyczą zatem nie tyle powodów klęski, ta bowiem w zaistniałych warunkach geopolitycznych była nieuchronna, ile okoliczności, w jakich do niej doszło. Kanwą podejmowanych od 1939 roku dyskusji w tej płaszczyźnie jest pytanie, czy można było drożej „sprzedać krew żołnierską”, jak określił to lapidarnie kapitan dyplomowany Felicjan Majorkiewicz. Do poglądu tego przychylił się po skrupulatnej analizie kampanii jej najwybitniejszy, niekwestionowany znawca i analityk, pułkownik Marian Porwit, stwierdzając, że wojna 1939 roku „została przegrana nie na miarę sił zbrojnych państwa o trzydziestopięciomilionowej ludności, zwłaszcza jeśli idzie o charakter i rozmiar walk”.

Bardziej satysfakcjonujący wynik wymagał, oprócz przyjęcia najbardziej racjonalnego planu obrony, spełnienia przez stronę polską kardynalnego warunku – perfekcyjnego dowodzenia. Panowanie niemieckie w powietrzu paraliżowało możliwości, jakie stwarzało manewrowanie po liniach wewnętrznych, a użycie na znacznie szerszą skalę transportu motorowego dawało przeciwnikowi możność szybszego przemieszczania i skupiania swych sił. Innymi słowy, w tych warunkach dowódcy polscy nie mogli sobie pozwolić na jakikolwiek błąd, gdyż nie tylko nie dawało się go już naprawić, ale, co gorsza, pociągał za sobą kaskadowe skutki w czasie i przestrzeni.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Pawła Wieczorkiewicza pt. Ostatnie lata Polski niepodległej. Kampania 1939 roku:

Autor: Paweł Wieczorkiewicz
Tytuł: „Ostatnie lata Polski niepodległej. Kampania 1939 roku”
Stron: 408+16, il
Oprawa twarda
ISBN 978-83-7565-310-6
Cena: 40 zł
Kup na stronie Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: gosc |

a kto liczyl straty podczas panicznego odwrotu, i te chłopskie furmanki i martwe konie , jak taka armia mogla się obronic



Odpowiedz

Gość: Raw |

Od kiedy to w nazwach państw używa się rusycyzmów? Oficjalna nazwa, w polskim tłumaczeniu, to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli ZSRR, nie żadne ZSRS. Sowiet to po polsku Rada.

Co do tekstu to podstawą nie była organizacja dowodzenia a brak doktryny, który skutkował całkowitym niezrozumieniem między NW a podległymi mu dowódcami armii, w tym dwóch najważniejszych czyli A. "Łódź" i A. "Kraków", którzy w ogóle nie rozumieli czego wymaga od nich NW. Szylling nie trzymał lewego skrzydła tylko ruszył do odwrotu (na rozkaz NW), a Rómmel starał się stworzyć warunki do bitwy, której nie chciał NW. Obie decyzje dowódców armii miały skutki dla planu katastrofalne. Co więcej to niezrozumienie sięgało i innych armii, w tym A. "Poznań", której dowódca chciał stworzyć warunki do tej samej bitwy co Rómmel. Stachiewicza to zostawcie jednak trochę, bo facet miał ledwie gen. bryg. i nie miał kompetencji jako szef SG WP ani starszeństwa żeby Rómmlowi czy innym dowódcom armii rozkazywać, czy też ich sądzić. Miał za to Stachiewicz spore zasługi organizacyjne i modernizacyjne - dzięki niemu armia w ogóle wyszła w pole.



Odpowiedz

@ Gość: Raw
Mnie też razi używanie Związku Sowieckiego, będące przecież zbrodnią na polszczyźnie. Niedawno przeczytałem, że kiedyś kardynał Wyszyński zwrócił uwagę na to Nowakowi-Jeziorańskiemu, więc przez jakiś czas rozgłośnia RWE używała sformułowania Związek Radziecki, co jednak spotkało się z gromkim potępieniem środowisk emigracyjnych. Odnoszę wrażenie, że mówienie o Związku Sowieckim, zamiast Radzieckim, najczęściej charakteryzuje te osoby, które w okresie PRL niezbyt przykładały się do bycia w opozycji, zaś dziś z olbrzymią odwagą pokazują swój antykomunizm.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Mine też razi, tym bardziej, iż ZSRR jest oficjalną nazwą przyjętą jeszcze w latach 30. XX w.
Jest jeszcze jeden, prawie już oficjalny (chyba) amerykanizm. Rzecz w zniknięciu z ust polityków - a i generałów niestety też - Wojska Polskiego zastąpionego jakąś "armią". Były już w naszej historii "Armie"; a to np. Hallera a to Krajowa, czy 1 i 2. Żadna z nich nie czuła się całością Wojska Polskiego.



Odpowiedz

@ Gość: Raw Od kiedy to w nazwach państw używa się rusycyzmów? Oficjalna nazwa, w polskim tłumaczeniu, to Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli ZSRR, nie żadne ZSRS. Sowiet to po polsku Rada.

- Nazwanie Związek Sowiecki ma specjalny posmak ideologiczny. To w zamiarze mówiącego nie tylko państwo ZSRR, ale także jego obca nam, pejoratywnie odczuwana ideologia, która była główna cecha tego państwa.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: Raw
razi to bolszewików. To właśnie oni zmienili nazwę z Sowietów na Rad bo ich raziło. Nie raziło za to mordować Polaków



Odpowiedz

Gość: |

@ Atimes - Atimes nie wyobraża sobie historii wolnej od ideologicznego zacietrzewienia.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Polak - "prwadziwy Polak" próbuje nam wmówić, że w latach trzydziestych Polską rządzili bolszewicy.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: W latach 30tych używano słowa "sowiecki". Tak jak być powinno.



Odpowiedz

Gość: Polak |

@ Gość: masz tu towarzyszu nawet wiki, (choć to)
"W okresie Polski Ludowej stosowanie przymiotnika sowiecki miało wymiar polityczny. Ta bowiem forma była używana przed II wojną światową, a następnie w prasie emigracyjnej oraz publikacjach drugiego obiegu, a zatem według władz komunistycznych była nacechowana pejoratywnie. Starano się więc wyprzeć ją z języka polskiego, zastępując (ułomnym pod wieloma względami synonimem – radziecki."
I nie stosuj tu bolszewickiej historii



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Gość: Polak
Inny cytat z Wiki: "Ponadto można wskazać inny przypadek, gdy stosuje się powszechnie nazwę rodzimą, mianowicie w języku ukraińskim w odniesieniu do ZSRR stosuje się określenie radianśkyj (радянський). Podobnie jak w polszczyźnie, w języku ukraińskim funkcjonują również przymiotniki sowitśkyj (совітський) i sowiećkyj (совєцький)[9]. Są to rusycyzmy uznawane za nacechowane pejoratywnie[10] i pokazujące dystans mówiącego[11].
Wygląda na to iż chcemy być "lepsi" od Ukraińców to jedno. Na pewno (dzisiaj) użycie słowa "sowiecki" jest rodzajem współczesnego Credo - patrzcie, jakim patriotą jestem.



Odpowiedz

Gość: Komar |

@ Gość: Polak Dlaczego "radziecki" miałoby być określeniem ułomnym? Słowo "radziecki" pochodzi od słowa "rada". Rady Delegatów Robotniczych (ewentualnie Żołnierskich, albo Chłopskich) były organami władzy tworzonymi oddolnie pod koniec I wojny światowej. Ich rosyjska nazwa to "Sowiety Deputatow", ale powstawały nie tylko w Rosji, także na terenie Polski i Niemiec. W Warszawie działała niemiecka Rada Delegatów Żołnierskich. W pewnym okresie w Rosji rady zostały zdominowane przez bolszewików, którzy wykorzystali je do przejęcia władzy w byłym Imperium Rosyjskim. Określenie "Związek Sowiecki" brzmi tak samo sztucznie, jak sformułowanie "Stany Junajtedowe", albo "Grejtowa Brytania".



Odpowiedz


Na temat historii przymiotnika radziecki zastępującego dawne sowiecki była w latach 90. dyskusja naukowa. L. Moszyński sądził, że utworzyła go Wanda Wasilewska dopiero w 1943-4 roku. Po wejściu do praktyki automatycznego przeszukiwania tekstów ustalono, że przymiotnik w tym znaczeniu był używany najwcześniej, jeszcze w Międzywojniu, w środowisku komunistów polskich na Ukrainie. Potwierdza to, że punktem wyjścia kalki był ukraiński przymiotnik radjanśki, który jest podobny i spokrewniony z polskim radziecki, używanym dawniej, już od średniowiecza, w znaczeniu 'związany z radą (np. miejską)'.

Oczywiście dawne sowiecki komuniści zastąpili nowym wyrazem dlatego, że był pejoratywnie nacechowany poprzez określone użycia w propagandzie międzywojennej Polski.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Skromny_uczeń_Profesora_Kostrzewskiego
Naprawdę już z końcem lat 30. w oficjalnym, urzędowym użyciu w II RP była forma "Radziecki". Jak mawiał jeden z moich starszych kolegów: "pamiętaj, socjalizm niczego nie wymyślił".



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Ja nie widziałem, autorzy powojennych słowników datujących pojawienie się wyrazów też nie widzieli.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Tu jest opisane:

http://www.portal.arcana.pl/Zwiazek-sowiecki-czy-radziecki-sowiety-czy-rady,4294.html



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

Kolega zapewne błędnie interpretował skrótowiec Z.S.R.R., który wówczas, pisany zwykle z kropkami, rzeczywiście był powszechny. Rozwiązywano go jednak jako Związek Socjalistycznych Republik Rad, wobec czego nie dowodzi używania przymiotnika radziecki w miejsce sowiecki w języku urzędowym.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ Skromny_uczeń_Profesora_Kostrzewskiego
Za baranim uporem powtórzę: "socjalizm niczego nie wymyślił".
A na poparcie tej tezy: " Wiktor Sukiennicki Ewolucja ustroju Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich w świetle oficjalnych publikacji władzy radzieckiej, cz. 1/Wiktor Sukiennicki, (1937), Wilno 1938.
Pozdrawiam.



Odpowiedz

@ Gość: Marek Baran

W moim linku jest napisane, że ten autor jako bodaj jedyny posługiwał się terminem 'radziecki' w obiegu oficjalnym. Komuniści używali go wcześniej.

W leksykologii taka sytuacja jest traktowana jako wspierająca wschodnią proweniencję wyrazu (autor kresowy, kresowe miejsce jego pracy i wydania książki), choć być może Sukiennicki poznał wyraz dzięki drukom komunistycznym, które jako sowietolog zapewne czytywał.



Odpowiedz

Gość: Livyatan |

@Ałgust państwo polskie na mocy traktatów i gwarancji miało się bronić 7 dni bo po tym czasie Francja i UK miały nam przyjąć z pomocą. Olali nas - tyle w temacie.



Odpowiedz

Gość: Ałgust |

Optymistyczno-patriotyczna propaganda wypisz wymaluj rządy tzw dobrej zmiany dzisiejsza neosanacja tak jak ta przed 39 zaniedbuje armie o buduje mit jej niezwyciężoności!



Odpowiedz

Gość: Marek |

Straty Kriegsmarine podane są błędnie , nie jest to tylko jeden trałowiec . - torpedowiec Jaguar - w wyniku kolizji w czasie zajmowania pozycji w nocy przed 1 szym wrzesnia - trałowiec M85 - powszechnie znany fakt - trałowiec ( nie pamiętam nazwy ) jest podany w monografii "wilka" zatopiony w listoadzie na minie - 2 kutry trałowe - również na minach w tym jeden już na wiosnę 1940 (!)



Odpowiedz
Paweł Wieczorkiewicz

Ur. 1948, zm. 2009. Wybitny polski historyk, sowietolog, marynista. Zasłużony popularyzator historii. Profesor, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, wykładowca Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Autor m.in. Historia wojen morskich. T. 1-2, (1995); Łańcuch śmierci: czystka w Armii Czerwonej 1937-1939, (2001); Historia polityczna Polski 1935-1945, (2005).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org