Opublikowano
2019-06-10 17:42
Licencja
Prawa zastrzeżone

Zamach na prezydenta Narutowicza

(strona 2)

Gabriel Narutowicz został zastrzelony przez Eligiusza Niewiadomskiego zaledwie tydzień po wyborze na urząd prezydenta. Jakie reakcje w społeczeństwie wywołał ten mord polityczny?


Strony:
1 2

Tymczasem co bardziej opanowani uczestnicy zajścia zauważyli kolejne niebezpieczeństwo. Zrządzeniem przypadku, w czasie zamachu odbywał się pogrzeb robotnika. Tego samego, który zginął kilka dni wcześniej w czasie zajść na placu Trzech Krzyży. Wystarczyła więc iskra, aby w całej Warszawie wybuchły walki uliczne. Galeria została otoczona przez policję, a wszelkie inne możliwe dojazdy do niej zablokowano. Najbardziej trzeźwy umysł zachował Ludwik Darowski, który poinformował zebranych, że posłano po Macieja Rataja. Marszałek sejmu po śmierci prezydenta, zgodnie z Konstytucją,  Obwieszczenie wydrukowane po zamachu na Gabriela Narutowicza miał pełnić jego obowiązki. Jednak aby formalności stało się zadość, musiał zostać sporządzony akt zgonu. W sprawę zaangażował się malarz i urzędnik ministerialny Jan Skotnicki. Zadał pytanie, czy jest na sali lekarz. Wtedy nie tyle sam się zgłosił, ile raczej został wypchnięty doktor Smugocki. Próbował nieco nieporadnie zatamować krew, ale jak mógł, uchylał się od sporządzenia stosownego dokumentu. Tłumaczył, że jest lekarzem chorób wenerycznych i nie ma prawa takiego wystawić. Zdaniem Skotnickiego obawiał się, że ów epizod negatywnie wpłynie na jego karierę zawodową, zwłaszcza wśród pacjentów endeków.

Akt zgonu wystawiono wreszcie po przyjeździe pogotowia. Najprawdopodobniej podpisał się pod nim lekarz Franciszek... Niewiadomski, zupełnie niespokrewniony z zamachowcem. Pojawiły się jednak problemy. Skotnicki i Darowski wymyślili, żeby w celu zabezpieczenia przed rozruchami ciało Narutowicza po cichu, w tajemnicy, przewieźć karetką do Belwederu. Lekarz pogotowia sprzeciwił się temu, wskazując na przepisy zabraniające mu przewożenia zmarłych. Na uwagę, że przecież są to zwłoki prezydenta, odparł nieco ignorancko, iż przewożenia zwłok prezydenta regulamin tak samo nie przewiduje. Skotnicki nie wytrzymał i krzyknął: „Bałwan!”. Nie był to pierwszy i ostatni przypadek zwycięstwa formalizmu nad potrzebami życia; za jakiś czas podobne mocno będzie piętnował w swych felietonach Antoni Słonimski. Sędzia śledczy i prokurator również wzbudzali kontrowersje. Przygotowywali protokół przez kilkanaście minut, dokładnie opisując położenie zmarłego. Powoli, zwracając uwagę na każdy, nawet najbardziej błahy szczegół. Zirytowany Darowski kategorycznie zażądał przyspieszenia czynności. Argumentował, że prawnicy długo podejmują niepotrzebne działania, a „majestat Rzeczypospolitej poniewiera się na podłodze”. Na to bardzo ostro zareagował prokurator Kazimierz Rudnicki, zabraniając ministrowi wtrącania się. I wybuchła kolejna utarczka. Po latach przyznawał jednak: „dziś, po latach, przyznaję Darowskiemu słuszność. Opisanie położenia zmarłego nie mogło odegrać żadnej roli w dalszym prowadzeniu śledztwa i istotnie należało przenieść zwłoki [...]. Niech nas tłumaczy fakt, że przerażenie, żal, tragizm momentu oszołomiły nas tak dalece, że staliśmy się jakby automatami zdolnymi do pełnienia zwykłych urzędowych funkcji i nieledwie mechanicznie spełnialiśmy to, co zgodnie z procedurą śledczą zwykło się czynić w podobnych okolicznościach”.

Eligiusz Niewiadomski - malarz zapomniany

Jego czyn z 16 grudnia 1922 r. przeciął brutalnie życie nie tylko Gabriela Narutowicza, ale również jego własne. Podczas przedstawiania zamachu w Zachęcie zapomina się bardzo często o sylwetce samego zamachowca. Eligiusz Niewiadomski nie był postacią anonimową, lecz znaną w kręgach kulturalnych. Urodził się 1 grudnia 1869 r.



Czytaj dalej...

Tymczasem Iłłakowiczówna zamknęła oczy Narutowicza i przewiązała jego twarz własnym białym szalikiem. Wspominała: „Bolało mnie uczucie osamotnienia tego trupa, którego barki i głowa tak ciężyły na moich kolanach. Zdawało mi się, może niesłusznie, że większa była złość i zgroza, niż żal, większości widzów tej tragicznej śmierci niewinnego. Tylko Rosen klęczał przy mnie i płakał. Modliliśmy się oboje bardzo gorąco. Cudzoziemskie mowy i polska przeplatały się koło nas. [...] Twarz Prezydenta, gdy ją miałam na kolanach, była cały czas niezmiernie spokojna, tak jakby umarł bez wstrząsu”. Zapatrzonego w regulamin lekarza z pogotowia przegoniono (zatrzymując jednak jego służbowe nosze) i sprowadzono z Belwederu land, który miał być używany do uroczystych wyjazdów. Jak wspominał Leopold Marschak: „Oficerowie przenieśli do powozu zwłoki i okryli je zdjętą z gmachu Zachęty biało-czerwoną flagą. Żałobny orszak wyruszył w kierunku Belwederu, a wkrótce potem na ulice Warszawy wybiegli mali gazeciarze, niosąc dodatki nadzwyczajne z portretem Gabriela Narutowicza w czarnym obramowaniu. Ulice wypełniło wołanie: «Prezydent zamordowany w Zachęcie!». Przechodnie wyrywali gazeciarzom dodatki z rąk, w mieście zapanowało ogólne przygnębienie”.

Poseł włoski w Rzeczpospolitej, Francesco Tommasini, opowiadał, że powóz otoczony przez szwoleżerów, a za nim dwa automobile „zapełnione przez policjantów z nasadzonymi bagnetami” stanowiły „ponury konwój”. Na powozie stał generał Jacyna, który w trakcie tej drogi nie mógł powstrzymać się od łez. Zauważano wówczas wyjątkową bladość jego twarzy. Na pewno nie był w stanie od razu zaplanować wszystkich czynności, ale zwrócił uwagę na jedną sprawę. Nie chciał dopuścić do tego, aby na konwój natrafił przypadkiem syn Narutowicza, uchodzący za osobę bardzo nerwową. Dlatego wydał rozkaz, aby zatrzymać jego wyjazd z Belwederu.

 Scena zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza. Ilustracja zamieszczona w tygodniku „Ilustracja Polska”

A Niewiadomski? Wciąż stał spokojnie, choć w tym wielkim zamieszaniu bardzo łatwo mógł uciec. Ale nie o to mu chodziło. Chciał przecież wszystkim, gdy przyjdzie na to czas, opowiedzieć o swoich motywach, a może i fobiach oraz frustracjach (choć zapewne sam by tak tego nie nazwał). Nie mógł zmarnować takiej okazji. Osoby znające go dziwiły się, że mordercą jest właśnie on. Malarka Halina Ostrowska-Grabska tak opisała swój nastrój: „Wreszcie jakaś schodząca z góry znajoma osoba powiedziała mi szeptem, że istotnie prezydent został zabity i że zastrzelił go Eligiusz Niewiadomski – Niewiadomski! Profesor, u którego przed paroma dniami spokojnie zdawałam egzamin! [...] Ale w danym momencie – ogłuszeni, czuliśmy się wplątani w jakąś hańbę. Przecież ten wernisaż był jakby zasadzką i to pierwsze w historii Polski «królobójstwo» dokonane zostało przez artystę na terenie poświęconym sztuce. Brr – fakt nieprawdopodobny, choć jawny, przenikał dreszczem grozy”. Niewiadomski wciąż milczał3. Dopiero kiedy znający go Jan Witkiewicz (brat Stanisława Witkiewicza) zadał mu pytanie, jak mógł podnieść rękę na pierwszego obywatela Polski, wybuchnął: „– Za pieniądze żydowskie wybranego!”.

Podobno widać było po nim poważne wyczerpanie nerwowe. Nie udzielał żadnych wyjaśnień również śledczym i prokuratorowi. Odprowadzono go do karetki więziennej i wywieziono do więzienia mokotowskiego. Tymczasem na wielu warszawskich domach wywieszano chorągwie opuszczone do połowy masztu i przybrane kirem. Padał deszcz.

Ten tekst jest fragmentem książki Macieja J. Nowaka „Narutowicz – Niewiadomski. Biografie równoległe”:

Nowak Maciej J. - „Narutowicz – Niewiadomski. Biografie równoległe” - okładka Autor: Nowak Maciej J.
Tytuł: „Narutowicz – Niewiadomski. Biografie równoległe”
Wydawnictwo: Iskry
Okładka: twarda z obwolutą
ISBN: 978-83-244-1034-7
EAN: 9788324410347
Data premiery: 29 maja 2019
Liczba stron: 216
Format: 150 × 235
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Spodobał Ci się nasz materiał? Zapisz się do naszego newslettera!
Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Op |

Wybor Narutowicza byl bledem. To taki Tyminski, nie wiadomo skad. Prezydentem mial byc wybrany Maurycy Zamoyski. Arystokrata, czlowiek bogaty I nie lasy na apanarze, swiatowiec, skoligacony z monarchami. I tu wylazi chlop bez matury I krawata Lepp...........tzn. Witos.... DLa tego hreczkosieja swiat, ograniczal sie do gumna I krow. Nie mogl wiec poprzec Zamoyskiego bo ten mial wiecej ziemii. Witos to postac zalosna. Gdy w 1920roku bolszewicy stali pod Wardzawa, on wyklucal sie o serwituty. Tak widzial swiat, ia polityke....



Odpowiedz

Gość: Taki jeden |

@ Gość: Op

Właśnie popisałeś się konkursową niewiedzą. Narutowicz był człowiekiem znanym, światowej sławy inżynier, cieszący się znakomitą opinią zarówno jako minister robót publicznych jak i jako minister spraw zagranicznych. Człowiek słynący z ogromnego taktu, umiejący zjednywać sobie ludzi, marszałek Rataj wypowiadał się zawsze jak najlepiej o Narutowiczu. A Zamoyski od początku był pozbawiony szans. Nie tylko ze względu na opór Witosa, ale i Thugutta. Żadne stronnictwo chłopskie nie chciało i nie mogło poprzeć największego obszarnika w Polsce. Do tego niezwykle wręcz arogancka postawa endecji nie przyjmującej do wiadomości faktu, że jej jedynym ewentualnym sojusznikiem może być tylko Witos, więc musi się liczyć z jego zdaniem. I przypominam, że Witos w polityce nie wziął się znikąd. W 1922 był bardzo doświadczonym politykiem, wieloletnim posłem do parlamentu krajowego Galicji jak i posłem w parlamencie austriackim.



Odpowiedz
Maciej J. Nowak

Historyk, miłośnik czasów dwudziestolecia międzywojennego, skamandrytów oraz wypraw górskich. Absolwent prawa i historii na Uniwersytecie Szczecińskim.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org