Opublikowano
2015-09-01 19:40
Licencja
Wolna licencja

Dzieci szczęścia – historia urodzonych w piekle Holocaustu

(strona 2)

W maju 1945 roku Amerykanie weszli do Mauthausen, gdzie oprócz makabrycznych śladów działalności nazistów ujrzeli także coś, czego z pewnością nie spodziewali się zobaczyć w takim miejscu – w obozie znaleźli trzy wycieńczone matki z ich nowo narodzonymi dziećmi. Jak to możliwe, że zdołały one przeżyć w takich warunkach? Rozmawiamy o tym z autorką książki „Urodzeni, by żyć” – Wendy Holden, która opisała ich historię.


Strony:
1 2

Ocaleni z Mauthausen (domena publiczna). A.W.: Czy w swoich opowieściach bohaterki mówiły o tym, które przeżycia obozowe uważały za najtrudniejsze, najbardziej traumatyczne?

W.H.: Najgorszy był codzienny strach, to, że nie bały się o kolejny dzień, tylko o kolejną godzinę – mogły zginąć w każdym momencie swojego życia. Anka, matka Evy, mówiła, że żeby przeżyć, musiały zachowywać się jak owad – mieć opuszczoną głowę, zamknięte ramiona, nie patrzeć na nikogo, żeby nie przywoływać spojrzeń. Były tak przerażone ukrywaniem ciąży i chęcią przetrwania, że nie powiedziały nikomu o swoim stanie. Rachela nie zwierzyła się z tego nawet swoim siostrom, a z jedną z nich dzieliła łóżko. To pokazuje determinację i przerażenie tych kobiet, ich chęć przeżycia, ocalenia zarówno siebie, jak i dziecka. Tylko jedna kobieta – Edita – wiedziała o ciąży Priski, ponieważ odkryła to w transporcie do obozu. Potem pomagała jej i ją karmiła.

Kiedy człowiek przypomina sobie jakieś wydarzenia, które go przeraziły, bardzo dobrze pamięta każdy szczegół. Jak natomiast musiały czuć się kobiety, które żyły w nieustającym strachu przez cały okres ciąży? To jest nie do wyobrażenia. Nawet kiedy w 1942, 1943 roku docierały do nich informacje o tym, że alianci pomagają w walce z nazistami, to choć dodało im to trochę optymizmu, nadal pozostawały w niewoli, wiecznym strachu i opuszczeniu, nikt nie mógł im pomóc. Kwestią przeżycia stało się dla nich przetrwanie dnia za dniem, godziny za godziną. W lutym 1945 roku, kiedy zbombardowano Drezno i alianckie samoloty przelatywały nad obozem, musiały myśleć, że są uratowane, ale najgorsze miało dopiero nadejść. To musiało być straszne przeżycie.

Dzieci z Auschwitz po wyzwoleniu obozu (domena publiczna).

A.W.: Pisze pani, że bohaterki książki miały żal, że w końcowym etapie ich wędrówki, mimo możliwości udzielenia pomocy, tylko nieliczni decydowali się na ten krok. Dlaczego według pani ludzie nie próbowali wesprzeć więźniów?

W.H.: Bardzo długo nad tym myślałam, ale staram się nie oceniać ludzi. Skupiłam się w książce na aktach dobroci i miłosierdzia, bo wierzę, że były rzadkie ze względu na to, że wszyscy inni byli zbyt przerażeni możliwością pomocy. Starałam się wyobrazić sobie, co bym zrobiła, gdybym była mieszkanką Mauthausen i gdybym widziała pociągi wypełnione ludźmi, które wracają puste. Nawet gdybym czuła współczucie i chciała pomóc więźniom, musiałabym pamiętać, że moim miastem zarządzali naziści. Z pewnością słyszałabym, co stało się z ludźmi, którzy wspierali pokrzywdzonych i zostali złapani, tak jak kobieta, która pomagała więźniarkom i poprzez dziurę w kieszeni sypała im fragmenty chleba, a także jej szef, który dawał im jedzenie. Byli to szanowani austriaccy katolicy, a mimo to zostali wysłani do obozu pracy w Dachau i Ravensbruck. Gdybym znała te wszystkie fakty i gdyby mówiono mi, że wszystkie te osoby to kryminaliści i prostytutki, które idą do obozów pracy i zagłady, czy bez względu na to współczucie sama zaryzykowałabym życie swoje i swojej rodziny? Nie wiadomo, chciałabym myśleć, że tak by się stało, ale nigdy się tego nie dowiem, dopóki nie zostanę postawiona w takiej sytuacji.

A.W.: Co w opisanej historii najbardziej panią poruszyło?

W.H.: Były trzy momenty, które mnie najbardziej wzruszyły, po jednym w historii każdej bohaterki. W przypadku Racheli były to narodziny jej syna – w potwornym deszczu, bez dachu nad głową i bez żadnej pomocy. Chorowała tak bardzo, że wolała umrzeć z bólu i wycieńczenia. Leżała w otoczeniu zwłok i osób, które umierały. Przed tą chwilą dziecko znajdowało się w niej, w środku, było tam bezpieczne, a teraz każdy mógł je zobaczyć i skrzywdzić. To musiał być straszny moment - świadomość tego, że zarówno ona, jak i jej dziecko zapewne umrą, musiała być przerażająca.

W historii Priski momentem, który wzruszył mnie najbardziej, była droga do Auschwitz z jej mężem Tiborem w pociągu, kiedy uściskali się i wybrali imię dla swojego dziecka – Hana dla dziewczynki, a Miška dla chłopca. Następnie otworzono drzwi i małżeństwo znalazło się w piekle.

W losie Anki najbardziej poruszył mnie moment, kiedy, jak sama mówi, była chodzącym szkieletem w ciąży. W miejscowości Horní Bříza w Czechach rolnik zlekceważył ostrzeżenia nazistów i mimo ich sprzeciwu wręczył jej szklankę mleka. Uratował życie jej i jej dziecka, bo wcześniej przez dwa tygodnie piła tylko krople wody i jadła skrawki chleba.

Załadunek Żydów do pociągów na Umschlagplatz w Warszawie (domena publiczna).

A.W.: Z jakim przyjęciem spotkała się pani książka w innych krajach?

W.H.: Jestem szczęśliwa, bo książkę przyjęto bardzo pozytywnie w każdym państwie. Trafiła na trzecie miejsce bestsellerów w Wielkiej Brytanii, w Niemczech wydano już drugi nakład, trzeci raz wydrukowano ją w Portugalii i świetnie sprzedaje się w Stanach Zjednoczonych. Uważam, że jest to ważna historia, którą warto opowiadać, i bardzo cieszę się z faktu, że stała się tak bardzo poczytna. Jest w niej coś, co dotyka każdego z nas. Mnie dotknęła bardzo silnie, nadal wzruszam się na samą myśl o niej i każdy wywiad, którego udzielam, doprowadza mnie niemal do łez. Jestem bardzo dumna z tej historii, bo powinniśmy się wzruszać.

Polecamy książkę Wendy Holden „Urodzeni, by żyć”:

Autorka: Wendy Holden
Tytuł: „Urodzeni, by żyć”
Tytuł oryginału: „BORN SURVIVORS”
Tłumaczenie: Jerzy Rosuł, Przemysław Hejmej
ISBN: 978-83-7999-194-5
Liczba stron: 432
Format: 143X205 mm
Oprawa: broszura ze skrzydełkami
Premiera: 5 maja 2015
Cena: 39 zł
Kup książkę na stronach Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Komar |

"A.W.: Czy są oni jedynymi urodzonymi w obozach dziećmi, które zdołały przeżyć zagładę? W.H.: Od kiedy książka została wydana, a wydano ją w 19 krajach i przetłumaczono na 15 języków, w trakcie podróży związanych z jej promocją nie spotkaliśmy żadnego innego przypadku." Biedna autorka książki. I biedna autorka wywiadu. Obie nie słyszały w ogóle o pani Stanisławie Leszczyńskiej, więźniarce KL Auschwitz, położnej, która podczas swojego pobytu w obozie odebrała porody około 3 tysięcy dzieci. Część tych dzieci przeżyła obóz. Dowodzi to staranności badań przeprowadzonych przez autorkę książki.



Odpowiedz
Agnieszka Woch

Studentka filologii polskiej i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, interesuję się wszelkiego rodzaju literaturą, historią XX wieku i językiem, a także filmem i teatrem. Redakcyjny mistrz boksu.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org