Opublikowano
2016-09-14 18:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Niechciani Polacy – Mazurzy i Ślązacy

Oficjalnie Mazurzy i Ślązacy mieli być dowodem na polskość tzw. Ziem Odzyskanych. W praktyce widziano w nich Niemców i tak traktowano.


Strony:
1 2 3

Mazurzy i Ślązacy – zobacz też: Powstania śląskie czyli niewypowiedziana wojna polsko-niemiecka - rozmowa z prof. Ryszardem Kaczmarkiem

Obywatele drugiej kategorii. Polskie państwo, przejmując ziemie należące przed 1945 r. do Niemiec, powoływało się na ich rdzennie polski i piastowski charakter. O prawach do nich – poza względami historycznymi – miały też zaświadczyć grupy ludności miejscowej uważane za Polaków, m.in. Mazurzy i Ślązacy. Władze szacowały, że dla polskości da się pozyskać ok. 1,5–2 mln dotychczasowych obywateli niemieckich. Skuteczność i masowość akcji weryfikacyjnej miała wzmocnić polskie pretensje terytorialne. W praktyce traktowanie Mazurów i Ślązaków przez władze, jak i napływających z centralnej Polski i Kresów Wschodnich osadników było dalekie od propagandowych sloganów o upragnionym powrocie do macierzy. Autochtoni – nie bez podstaw – czuli się w Polsce jako obywatele drugiej kategorii.

Mazurzy

Mazurzy i Ślązacy Tzw. Ziemie Odzyskane, uzyskane przez Polskę w wyniku drugiej wojny światowej (aut. Michał T., opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0). Krzyżacy vel szwaby. W 1939 r. w Prusach Wschodnich mieszkało 2,5 mln ludzi. Po przejściu frontu zimą 1945 r. zostało ich ok. 200 tys. Władze polskie traktowały Mazurów jako ludność polskiego pochodzenia, którą należało szybko repolonizować. Przez kilka lat nakłaniano ich do poddania się procedurze weryfikacji i podpisania dokumentu, w którym potwierdziliby swoje polskie pochodzenie i chęć przyjęcia polskiego obywatelstwa oraz złożyli przysięgę na wierność polskiemu narodowi i państwu.

Ci czynili to jednak z dużą niechęcią. Już w referendum z lipca 1920 r. w ponad 99 proc. głosowali za pozostaniem w Niemczech. Na listy NSDAP w wyborach parlamentarnych padało w Prusach Wschodnich procentowo więcej głosów niż w innych częściach III Rzeszy. Rządy hitlerowskie kojarzyły się tu bardziej z modernizacją (budowa dróg i budynków użyteczności publicznej, melioracja, elektryfikacja) niż z terrorem politycznym. A teraz stosunki między autochtonami a przybyszami z innych regionów Polski układały się fatalnie. Wbrew oficjalnej propagandzie większość tych ostatnich postrzegała Mazurów jako Niemców, współwinnych ogromowi cierpień doznanych przez Polaków w okresie okupacji. Mazurzy bowiem służyli w Wehrmachcie, masowo popierali Hitlera, byli ewangelikami oraz mówili słabo zrozumiałym dialektem. Jak donosiło w raporcie z lipca 1946 r. starostwo powiatowe w Mrągowie: „Jeżeli chodzi natomiast o stosunek do polskiej ludności tubylczej [Mazurów], to ludność napływowa ma wyrobione zdanie o nich. Nie mogą, po prostu nie chcą zrozumieć, że to są Polacy, nasi przodkowie, tyle że germanizowani, których należy przyjąć do siebie, dać pomoc i otoczyć opiekę. Uważając ich tylko za Niemców, są wrogo nastawieni do nich”. Mazurskie dzieci były przez rówieśników wyzywane od hitlerowców, szwabów, krzyżaków i prusaków.

Z mazurskiej perspektywy. Do błędów w tym zakresie przyznawała się nawet partia. W uchwale Biura Politycznego PZPR z kwietnia 1949 r. (zatytułowanej w partyjnej nowomowie „O zadaniach pracy wśród ludności autochtonicznej i walce z wypaczeniami linii partyjnej w tej dziedzinie”) czytamy: „Na skutek niedostatecznie zwalczanych wybujałych nastrojów nacjonalistycznych wśród części przesiedleńców i jaskrawych wypaczeń linii partii przez różne ogniwa aparatu państwowego, były liczne wypadki nieprzyjaznego, a nawet wrogiego i krzywdzącego stosunku do ludności autochtonicznej, karygodne fakty dyskryminacji, które wywołały różnego rodzaju antagonizmy między ludnością autochtoniczną a przesiedleńcami”.

Tę wzajemną niechęć i niezrozumienie pogłębiały różnice kulturowe. Na przybyszów Mazurzy patrzyli z poczuciem wyższości cywilizacyjnej. Mieszkali w ceglanych domach, w wielu przypadkach mieli w nich bieżącą wodę i doprowadzony prąd. Osiedleńcy – zwłaszcza z centralnej Polski – razili ich prymitywizmem ubioru, techniki rolnej i zwyczajów. Złą opinię mieli zwłaszcza ludzie z puszczy, czyli Kurpie zza dawnej granicy. Stosunkowo dobre relacje mieli za to Mazurzy z zabużanami i przesiedleńcami z akcji Wisła. W latach 1949–54 odsetek małżeństw zawieranych między ludnością napływową a Mazurami wyniósł mniej niż 5 proc.

Z mazurskiej perspektywy polskie państwo okazało się nieefektywne czy wręcz wrogie. Nie było ono w stanie zapewnić Mazurom bezpieczeństwa, co pokazuje m.in. film „Róża” Wojciecha Smarzowskiego. „Brak odczucia przez ludność mazurską chociażby elementarnej opieki przed bezprawiem stosowanym przez napływową ludność polską z Suwalszczyzny wpływa ujemnie na rejestrację [tj. deklarowanie przynależności do narodu polskiego] Mazurów. Liczne wypadki rabunku mienia Mazurów uchodziły dotychczas bezkarnie” – raportował w styczniu 1946 r. Powiatowy Urząd Ziemski w Węgoborku (Węgorzewie).

Mazurzy i Ślązacy Ruiny Wrocławia w maju 1945 r. (domena publiczna).

Przemoc i izolacja. Władze zrobiły niewiele, aby zapobiec takiemu stanowi rzeczy. Wręcz przeciwnie, same wobec osób odmawiających poddania się weryfikacji stosowały przemoc fizyczną i psychiczną. Jednak im większy był nacisk na podpisywanie deklaracji polskości, tym bardziej Mazurzy stawiali opór i deklarowali się jako Niemcy. Oponowali przeciw uczęszczaniu na polskie nabożeństwa, spolszczaniu ich imion i nazwisk czy posyłaniu dzieci do szkół, gdzie uczono wyłącznie po polsku. Starali się żyć w swoich enklawach, pielęgnując tożsamość i izolując się od reszty społeczeństwa. Podczas spotkań w kręgu rodzinnym i lokalnym rozmawiali i śpiewali po niemiecku. Rodziło to różnorakie absurdy. W kościele w Szczytnie szwedzki pastor odprawiał nabożeństwo po niemiecku, podczas gdy polski tłumaczył na polski. Działo się tak, choć wszyscy wierni świetnie rozumieli po niemiecku.

W notatce z 19 listopada 1949 r., sporządzonej przez Komitet Wojewódzki PZPR w Olsztynie, czytamy: „Większość ludności na wsiach woj. olsztyńskiego posługuje się językiem niemieckim, a obecnie i ukraińskim. Wieczorem daje się słyszeć gromadne śpiewy w obu w/w językach. Praca z takim elementem napotyka na duże trudności. Autochtoni w części oczekują na powrót władz niemieckich, wysiedleńcy [z akcji Wisła] na czas powrotu na swoje dawne gospodarstwa. Sytuacja taka znajduje swoje odbicie w wypowiedziach młodzieży i osób dorosłych”. Jedynie niewielka grupa była gotowa angażować się w działalność państwową. W powiecie szczycieńskim tylko co setny Mazur wstąpił do PZPR.

Tekst pochodzi z Pomocnika Historycznego POLITYKI „Z Kresów na Kresy”:

Pomocnik Historyczny POLITYKI:
„Z Kresów na Kresy”:
Oprawa: klejona
Liczba stron: 180
Format: A4
Wydanie: 1
Rok wydania: 2016
Wydawca: Polityka
Cena: 24,99 zł
Kup w sklepie Polityki lub w kioskach i salonach prasowych!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: bartensteiner |

Drobna uwaga. Podczas wyborów parlamentarnych w Niemczech 1932 i 1933 r. w Prusach Wschodnich z średnio dwukrotnie większą niż w całych Niemczech frekwencją głosowały na NSDAP wyłącznie tzw. powiaty mazurskie, w dużej mierze polskojęzyczne. Pozostałe powiaty pruskie, czyli większość, głosowały na partię Hitlera (później także na niego samego, w wyborach prezydenckich) tak samo lub rzadziej niż reszta Niemiec. Szkoda, że nasi naukowcy nie usiłują tłumaczyć tego fenomenu.



Odpowiedz

Gość: mall |

@bartensteiner: dane z głosowania na terenie Prus z czasów 1932 i 1933 mogą być już sfałszowane. Po Pana zapytaniu przypomniała mi się notka na blogu Wojciecha Orlińskiego (http://wo.blox.pl/2016/04/Ostatnie-glosowanie-w-Reichstagu.html). Napisał tam tak: "Republika Weimarska była państwem federacyjnym. Największym krajem związkowym były Prusy, z powodów historycznych obejmujące przeszło połowę terytorium, od Nadrenii po Królewiec. W lipcu 1932 kanclerz von Papen bezprawnie rozpędził demokratyczny rząd Prus i ogłosił, że będzie tym terytorium władać bezpośrednio. Ten krok zakwestionował niemiecki Trybunał Konstytucyjny, ale rząd zignorował ten wyrok - była to zresztą już ostatnia decyzja Trybunału. Wybory na terenie połowy kraju można więc już było regularnie fałszować, co tłumaczy spadek poparcia dla SPD i wzrost poparcia dla NSDAP w kolejnych wyborach." Jeżeli dobrze pamiętam Mazury były częścią administracyjną Prus a wybory miały miejsce już po nielegalnym przejęciu władzy przez NSDAP na tym terenie. W związku z tym trudno mieć pewność co do faktycznego poparcia NSDAP wśród Mazurów. Zdaje się, że NSDAP musiało zawiązywać koalicje w Reichstagu po tych wyborach co dość mocno sugeruje, że faktyczne poparcie dla NSDAP w społeczeństwie było mniejsze niż wynik wyborów jaki osiągnęli w Prusach. Co sugeruje, że ich wynik w Prusach był konsekwencją fałszerstw i to na dużą skalę.



Odpowiedz

Gość: Rdzenny Ślązak |

Bardzo rzetelnie napisany artykuł. Szkoda, że Polscy historycy tak rzadko są w stanie obiektywnie pisać na tematy dotyczące tzw. "ziem odzyskanych" i ich rdzennej ludności. Dlatego też do dzisiaj Ślązacy są w dużej mierze tak antypolscy.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

@Rdzenny Ślązak. Szkoda, że żaden z naszych naukowców nie usiłował nawet tłumaczyć, dlaczego w plebiscycie na Śląsku za Polską opowiedziało się ok. 40% głosujących, podczas gdy w mazurskich powiatach Prus Wschodnich - tylko 0,7%. Ta olbrzymia dysproporcja ma zapewne jakieś logiczne wytłumaczenie - tajemnicze, wobec milczenia naszych historyków, socjologów, politologów itp. Przecież wysiłki propagandowe oraz manipulacje z miejscem zamieszkania Niemców w obu regionach były podobne. Czyżby były skuteczne tylko na bardziej zurbanizowanym Śląsku, a niemal zupełnie nieprzydatne w wiejskich Prusach?



Odpowiedz

Gość: Na wohl |

@bartensteiner "Ta olbrzymia dysproporcja ma zapewne jakieś logiczne wytłumaczenie -tajemnicze, wobec milczenia naszych historyków, socjologów, politologów itp" Właśnie nawet tusk nic nie mówi, a ma dobrą okazję już nie musi nikogo udawać. Może podrzuć ten "temat" do "RAŚ" oni dadzą "precyzyjną" odpowiedź



Odpowiedz

Gość: Ad |

Ale tak było propaganda anty niemiecka okropne traktowanie Niemców którzy mieszkali z nami hi nami



Odpowiedz

Gość: Pomorzak |

Bardzo ciekawy artykuł. Niestety szkoda, że tak ciekawe opracowania jak to albo książka "Polacy w Wehrmachcie"R. Kaczmarka, zawsze dotyczą Ślązaków, Mazurów a nigdy nic nie mówi się o ludziach zamieszkujących Pomorze i tu nie chodzi mi o Kaszubów. Wiem, że nie jest to łatwy temat, a i ludność w dniach dzisiejszych jest mocno wymieszana i nie stanowi tak mocnych ośrodków regionalnych jak Ślązacy w których pamięć minionych zdarzeń by się utrzymała. Ale tu też nastąpiła masowa germanizacja a później repolonizacja, tu też istniała jakiegoś rodzaju gwara, po której pozostały pojedyncze słowa, etc. Historia tych ziem jest nie jednokrotnie bardziej tajemnicza i zawiła niżeli w innych regionach Polski. W szczególności z powodu, że wiele rodzin później nie przekazywało informacji na temat tego co tu się działo. Zostaje mieć nadzieję, że kiedyś ktoś z Historyków podejmie się opracowania rzetelnej publikacji na temat tego regionu.



Odpowiedz

Gość: Marress |

Gratulacje dla autora. Ciężko w prosty i przyjazny sposób przekazać, jakie nastroje panowały po wojnie i w dużej mierze panują do dzisiaj na Górnym Śląsku. Szkoda, że większość Polaków nie przeczyta tego artykułu, a powinna. My na Śląsku właśnie tak to odczuwamy. Słowa o rozczarowaniu, polskim bałaganie i bucie władz po wojnie - to jak bym słyszał swojego dziadka i ojca. A ja to widzę dokładnie tak samo, szczególnie jeśli się porównujemy z organizacją państwa przez Niemców, gdzie żyje sporo naszych bliskich. Dobra organizacja państwa nie wymaga wcale dużych pieniędzy, tylko chęci, uporządkowania tego co nas otacza. Wg mnie to jest największa bariera między Polakami, a Ślązakami. Dla nas porządek i stabilność są święte, a w Polsce nadal króluje powiedzenie "jakoś to będzie". I z tego jakość to najczęściej wychodzi "bylejakość". Niby żyjemy od 25 lat w normalnym kraju, ale poczucia zrozumienia i szacunku nadal nie czuć ze strony Polaków, których sporo tu u nas mieszka i z którymi rozmawiam na temat regionu. Każde porównanie cz zwrócenie uwagi na jakieś różnice często jest odbierane z agresją, jako wywyższanie się. Dla mnie inność to koloryt, to fajne że ludzie się ze sobą różnią. Natomiast większość moich polskich kolegów widzi Polskę jako kraj jednolity, gdzie wszyscy są tacy sami (z wyjątkiem Podhala). Smutne to, że pod tym względem III RP jest identyczna jak PRL.



Odpowiedz

Gość: Wolfe |

@Marress Święta prawda. Pyrsk!



Odpowiedz

Gość: Michal |

Przypomniec wam KL Soldau i kto tam katowal Polakow? Slodcy i dobroduszni Mazurzy, ktorzy najpierw uciekli do Prus Wschodnich po wlaczeniu Ziemi Dzialdowskiej do Polski. Nastepnie wrocili we wrzesniu 1939 aby mordowac polska inteligencje i polskich patriotow.



Odpowiedz
Piotr Szlanta

Historyk, pracownik Instytutu Historycznego UW, członek redakcji miesięcznika "Mówią wieki". Współautor podręczników szkolnych i kilkudziesięciu artykułów popularnonaukowych. W latach 2011-2013 pracownik Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Autor m.in. książek Wilhelm II. Ostatni z Hohenzollernów (2015), Persja w polityce Niemiec w latach 1906-1914 na tle rywalizacji brytyjsko-rosyjskiej (2005).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org