Ostatnie komentarze


Zapraszam w takim razie do rozmowy. Chętnie poznamy pani doświadczenia, które moglibyśmy zawrzeć w jednym z kolejnych artykułów. Jeśli tylko ma pani czas, to zapraszam do kontaktu via e-mail lub gg (4811914).

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: Janek
Dzięki za podjęcie tematu i spojrzenie z dwóch stron \"barykady\". Czekam na rozwinięcie tematyki o głosy strażników \"świątyni Muz\". Ja przepadam za muzeami i biblotekami, które znam nie tylko z esejów Umbeto Eco... Zresztą sama jestem bibliotekarką i pracuję w muzeum. Będąc gościem niektórych takich placówek, czasem sama narzekam na bariery biurokratyczne, ustawodawcze, a czasem na zwykłą ludzką nieżyczliwość. Podobał mi sie głos Azji i przytoczone angielskie wzorce. Ciekawe kiedy będziemy mogli przełożyć je na nasze podwórko? W zeszłym roku chcąc nabyć pewne doświadczenie i poznać jak funkcjonuje angielska instytucja muzealna od kuchni, zatrudniłam się w pewnym muzeum jako wolontariusz. Oczywiście było to tam możliwe! Po powrocie do kraju stwierdziłam jednak, że w polskim muzeum (nawet tak przyjaznym i otwrtym jak moje macierzyste), byłoby to trudne do przeskoczenia.

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: curator
@althaar: Jeśli chodzi o statyw, to wszystkie muzea bez wyjątku cierpią na statywofobię. Patogenezy tego zjawiska nie sposób dociec czy zrozumieć. Wystarczy przykład: na wzgórzu wawelskim (np. przed katedrą albo na dziedzińcu zamkowym) zdjęcia można robić do woli, nawet od świtu do zmroku, dowolnym aparatem, łącznie z półmetrowym teleobiektywem :) Na widok rozkładanego statywu zjawia się ochroniarz informujący, iż to zabronione. Czemu - nie jestem w stanie tego pojąć. Nie chodzi przecież o ciasną salkę, gdzie po rozłożeniu statyw zajmuje całe przejście. Bo może taki wzgląd ma na uwadze dyrekcja Muzeum w pałacu Ciołka, gdzie zdjęcia robić można, ale zasadniczo jest tam tak ciemno, że bez statywu i tak sensu to nie ma, więc dla muzeum problem z głowy, bo nikt sie na to nie porywa. Podejrzewam, że chodzi o jakieś zakodowane w podświadomości przekonanie, że statyw=profesjonalny fotograf, który zaraz będzie chciał te zdjęcia komuś sprzedać albo nie wiadomo w jakim celu je wykorzystać. Ale to tylko moja hipoteza robocza, powstała z braku innych, bardziej racjonalnych :)

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: Cancre
Chciałem tylko dodać jeszcze jeden dziwny przykład. W niektórych miejscach (np. w kościele NMP w Krakowie) można wykupić za kilka złotych pozwolenie na robienie fotek we wnętrzu, ale... nie wolno korzystać ze statywu. Bardzo to intrygujące, ale nie udało mi się nigdy dowiedzieć jakie spustoszenia w wyposażeniu takiego miejsca może robić statyw. Jako ciekawostkę można też spróbować zrobić zestawienie wysokości opłat za możliwość robienia fotografii wewnątrz danego zabytku. Mój typ nr 1 to Muzeum Piastów Śląskich w Brzegu - cena 63 zł (ale nie wolno robić zdjęć na II piętrze ;))

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: althaar
\"Koło południa zabrakło miejsc w niektórych sekcjach.\" Część sekcji umieszczono w skandalicznie małych salkach, np. Historia XX w I umieszczona została w maleńkiej salce na poddaszu.

XVI Zjazd Historyków – relacja cz. 1
~ Gość: Łukasz Męczykowski
Ten filmik (a raczej tylko kawałek tekstu wyświetlany przed nim) był \"stylizowany\" na SW, ale źle dobrano zarówno rozmiar, jak i kąt pochylenia tekstu. Idąc dalej, skoro konferencja jest międzynarodowa, to czemu nie sporządzono podpisów do wyświetlanych zdjęć w kilku językach?

XVI Zjazd Historyków – relacja cz. 1
~ Gość: Łukasz Męczykowski
O większość tych spraw wypytałem dyrektorów kilku muzeów. Przede wszystkim o kwestie kradzieży, praw autorskich i zniszczenia dzieł. Powód lokowałbym raczej gdzie indziej, ale o tym już wkrótce :)

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: Janek
Bardzo się cieszę z artykułu, a gdyby sprawa zyskała rozgłos także w innych mediach – byłoby wspaniale. Oczywiście, wszystko to, co jest w artykule, to prawda, tyle że okrojona – ale mam nadzieję, że dalsze artykuły poszerzą ten problem :) Pozwolę sobie zatem zwrócić uwagę na parę istotnych, moich zdaniem kwestii, dotyczących głównie muzeów. 1. Przyczyny. Po pierwsze należy postawić pytanie, dlaczego takie zakazy w ogóle powstały. Najbardziej oczywiste to kwestie konserwatorskie, porządkowe i chęć zapobiegnięcia kradzieżom, zapewne są tez jakieś inne. Fajnie by było, gdyby ta sprawa trafiła do jakiejś większej gazety, która po prostu przepytałaby kilku dyrektorów muzeów w tej kwestii. Bo na dzień dzisiejszy wiemy, że na przykład zakaz na Wawelu został wydany \"wewnętrznym rozporządzeniem dyrektora\". I tyle. 2. Kwestie konserwatorskie. Oczywistym jest, że światło szkodzi wielu zabytkom – zwłaszcza rysunkom, tkaninom, obrazom. Jasne jest – przynajmniej dla mnie – że zezwolenie na fotografowanie w muzeach, gdzie znajdują się szczególnie cenne zbiory (vide arrasy wawelskie) jest uzasadnione, zwłaszcza dziś, gdy turysta ma aparat cyfrowy z wbudowaną lampą, którym pstryka na prawo i lewo. Ale równocześnie każda osoba, która potrzebowałaby zdjęcia danego zabytku, powinna mieć prawo wykonać zdjęcia - niechby i nawet po złożeniu pisemnej prośby, ale takie prawo powinna mieć. Zwłaszcza, gdy nie ma innej możliwości zdobycia wizerunku danego obiektu; daleko nam niestety do tego stopnia digitalizacji zbiorów, jak w zachodniej Europie czy USA. Internetowy katalog Luwru zawiera bodaj pełny zbiór wszystkich obiektów, większość z obrazkami i krótkimi opisami. A mistrzostwem dla mnie jest NG w Waszyngtonie – oprócz zdjęć jest opis, dokładna proweniencja, wystawy, bibliografia itd. 3. Kwestie porządkowe. Bądźmy szczerzy – zachowanie przeciętnego turysty, który pstryka zdjęcia, gdzie tylko się da, często bez większego składu i ładu, może być męczące i irytujące, zwłaszcza gdy zdjęcia XVII-wiecznego pieca nie są mu absolutnie do niczego potrzebne, a robi je po, żeby zrobić. To utrudnia zwiedzanie, bo wycieczki przystają przy każdym obiekcie, flesze przeszkadzają innym itd. A przecież dużo ładniejsze zdjęcia można kupić sobie w sklepiku. 4. Kradzieże. Argument często przywoływany, ale ja przynajmniej w wielu wypadkach go nie rozumiem. Co jest na wystawie w MN w Warszawie można sobie sprawdzić idąc na wystawę i nie trzeba tego fotografować, a co jest w magazynie można sprawdzić w katalogu. Chyba że ktoś fotografuje – bo ja wiem? – lokalizację alarmów albo cos podobnego. Może wtedy. Odrębną sprawą są małe kościółki czy inne niewielkie muzea, których zbiory są zasadniczo niezinwentaryzowane i słabo chronione. Znam z autopsji sprawę pewnego kościoła, którą odwiedziła grupa złodziei, podająca się bodajże za historyków sztuki, którzy wykonali komplet zdjęć, a potem mieli ułatwioną kradzież. Trudno się więc dziwić niechęci księży wobec fotografowania po takich historiach. 5. Dyrektorzy. Dyrektorami różnych zacnych instytucji kulturalnych są najczęściej osoby doświadczone, utytułowane, a co się z tym wiąże – urodzone w czasach, gdy nie było jeszcze komputerów i Internetu. Trudno się więc z jednej strony dziwić, że nie dostrzegają potrzeby inwestowania w informatyzację. Ale z drugiej, w muzeach pracuje masa młodych, pozytywnie nastawionych do digitalizacji osób, które ze zrozumieniem (ba, nawet entuzjazmem) odnoszą się do nowych technologii. To oczywiście uproszczenie, ale kwestia wymiany pokoleń niewątpliwie przyczyni się do choć częściowego rozwiązania tego problemu. Reasumując te przydługie wywody mam nadzieję, że autorzy dalszych artykułów na ten temat zwrócą uwagę nie tylko na sam problem i niesprawiedliwość, jaka spotyka biednych turystów, studentów i ogólnie obywateli, chcących wykonać zdjęcia, ale także na przyczyny i sposoby rozwiązania. A ja bynajmniej nie staram się bronić dyrektorów, bo absolutnie zgadzam się z ogólnymi założeniami tej akcji, ale chciałabym spróbować zrozumieć także ich stanowisko.

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: Cancre
Chyba znam odpowiedź na drugie pytanie, ale nie na pierwsze. Szukam chętnego na mały joint-venture z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością ;)

Konkurs dla Czytelników!
~ Gość: mac ap
Odpowiadam na uwagi :) Archiwisto: nie zgadzam się z Twoim punktem widzenia, o ile dobrze go rozumiem. Zaporowe opłaty hamują dostępność kultury. Dopuszczenie ludzi do wykonywania fotografii własnym sprzętem to podstawa, a zakazy w tej dziedzinie nie mają jak sądzę żadnego logicznego uzasadnienia. Nie będę jednak wyprzedzać tematu - obecnie skupiamy się przede wszystkim na kwestii muzeów, na archiwa czas przyjdzie później. Eleo: Oczywiście, w 100% się z Tobą zgadzam! nie mamy na celu generalizowania. Pisząc artykuł, który ukaże się w poniedziałek przeprowadziłem wywiady z dyrektorami kilku \"przyjaznych\" muzeów. Zresztą o tych właśnie muzeach XXI wieku prawdopodobnie napiszemy jeszcze osobny tekst. Proszę o cierpliwość. Rodak: Jeśli chodzi o muzea, to dokładnie o tym myślałem pisząc artykuł. Liczę na Twój komentarz, kiedy ten już się ukaże. Co zaś do zabytków, zgadzam się z Tobą, bo sam miałem nieco do czynienia z administracją. Często jednak problemem jest brak dobrej woli na poziomie samorządów, które nie tylko nie chcą pomóc finansowo, ale na dodatek rzucają kłody pod nogi osobom działającym społecznie. Ponownie jednak wolelibyśmy uniknąć generalizacji. Pozdrawiam wszystkich w imieniu redakcji i zapraszam do dalszej dyskusji. Może parę słów o robieniu zdjęć w muzeach?

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: Kamil Janicki
A propos pętających się na praktykach studentów. Oni nawet jeżeli mają archiwistykę, to nie wiedzą nawet jak wypełnić kartę inwentarzową (rzecz której ich uczą na studiach). Z drugiej strony oni totalnie mają gdzieś praktyki. Nie wielu jest zaangażowanych i to jest smutne, a badacze no cóż póki nie będzie lepszych rozwiązań na razie będą zmuszeni narzekać na muzea i archiwa. Smutne to...

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: Archiwista
To o czym piszesz, to właśnie błąd w myśleniu polskich muzealników, kustoszy i dużej części historyków - muzeum to nie ma być placówka dochodowa, która będzie się utrzymywać z tego, że pozwoli mi za chore pieniądze sfotografować list Mickiewicza! Przecież muzeum często nie jest właścicielem, w cywilnoprawnym znaczeniu tego słowa, zabytków, więc nie powinno pobierać opłat za to, że przechowuje coś w interesie społecznym. Jeśli muzeum chce sobie wyremontować ogrodzenie za pieniądze, które ileśtam osób zapłaci za ksero, zdjęcia, kilochuchnięcia na starodruki i Bóg wie za co jeszcze, to komuś się tu poprzestawiał sens i główna idea, jaka przyświeca tego typu placówkom. Już pomijam oczywistość - że człowiek, który chce zrobić zdjęcia listom Mickiewicza z reguły nie robi tego dla frajdy, tylko pro publico bono, bo gdzieś tam w światku naukowym próbuje zaistnieć. Rzucanie takim ludziom kłód pod nogi, jak słusznie zauważył Histmag, jest po prosru szkodliwe, nawet już nie bezsensowne.

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: rodak
Bezsensowne zakazy, ograniczenia dostępu do dóbr kultury, niechęć proboszczów do udostępniania ksiąg parafialnych itd. Dobrze to znam i boleję nad tymi faktami. I na horyzoncie nie widać sensownego rozwiązania, gdyż digitalizacja potrwa wieki o ile w ogóle do niej dojdzie.

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: Zbig
Ciekawi mnie jak wybrniecie z tego tematu. ;) A teraz sobie ponarzekam. Moja współpraca z muzeami i archiwami, jako że pracuje w wydawnictwie, polega na \"żebraniu\" o fotografie. Poza chlubnymi wyjątkami, jak CAW, BN czy Muzeum Niepodległości w Warszawie, są muzea i archiwa, które mają dokumentację zbiorów (np. MWP w Warszawie), ale wyciągnięcie od nich fotografii/skanu graniczy z cudem, ponieważ wolą żebyśmy im zapłacili za zrobienie nowej... W innych muzeach dostaję fotki za ładny uśmiech lub wspomnienie o nich w stopce. Niektóre największe muzea liczą sobie ponad 300 zł za fotografię, a niektóre... 15 zł. I to jest właśnie absurd. Rozumiem, że to są dochody dla muzeum, ale standard światowy wymaga, żeby muzea miały ogólnie dostępne katalogi zbiorów, albo chociaż współpracowały z agencją fotograficzną. Jaki sens ma fotografowanie ciągle tego samego dzieła dla wyciągnięcia pieniędzy? (Dla celów naukowych udostępniane są najczęściej za darmo -cześć i chwała im za to, nawet w Polsce się to zdarza.) Poza tym każde polskie muzeum ma magazyn zapchany eksponatami, których nie wystawia. Jeśli się nie zna specjalisty bardzo trudno dotrzeć do tych małych skarbów. Bardzo pod tym względem zachwyciło mnie MN we Wrocławiu, które ma swój katalog zbiorów z dużą ilością fotografii - uwzględniający też nie pozostające na ekspozycji zbiory portretów czy grafik! BN wydało kilkutomowy spis rycin i litografii z postaciami ważnymi dla historii Polski, z dokładnym opisem nr. negatywu i miejsca przechowywania, oraz z fotografiami - tylko wybierać i zamawiać. Można więc skatalogować zbiory i udostępnić informacje o nich, jeśli się chce. Inną sprawą są archiwalia, lub eksponaty zaliczające się do grupy stale potrzebnych do pracy naukowej. Odpowiedź powinna być jedna -digitalizacja. India Office w Londynie udostępnia 85% zbiorów w formie cyfrowej (sporą cześć przez internet), tak że zaledwie szczątek pracujących w tym archiwum naukowców musi sięgać po oryginały starszych dokumentów. Oczywiście za wydruki się płaci - cóż, nie kwestionuję tego, w końcu z czegoś muszą się utrzymywać - ale jest to opłata za: ewentualny dysk CD, zużycie papieru, itp., wbrew pozorom wcale nie tak wysoka. A na koniec jedno mnie zastanawia - nawet uniwersyteckie biblioteki nie korzystają z opcji dygitalizacji zbiorów w stopniu, który by umożliwiał przerzucenie części czytelników na internet lub komputer (polecam amerykańskie i brytyjskie biblioteki i archiwa, które mają opcje abonamentowe korzystania ze zbiorów on-line). Brak ludzi? Przepraszam - a pętający się tam ciągle studenci na praktykach? Czemu by nie zatrudnić ich (na zaliczenie) do skanowania i opracowywania zbiorów? Jak to się mówi, darmowa siła robocza i to działająca we własnym interesie...

Absurd goni absurd – (re)akcja Histmaga!
~ Gość: Azja
O TVP Historia pisaliśmy ponad pół roku temu: http://histmag.org/?id=1403 Rzeczywiście, pewnie warto byłoby - po pewnej perspektywie czasowej - wrócić do tego tematu i zobaczyć, czy coś się nie zmieniło. :) Pozdrawiam! :)

History Channel dla Polaka i Węgra
~ Michał Świgoń Administrator