bartensteiner

Jestem emerytowanym właśnie ekonomistą, odkrywającym od kilku lat, że historia - do której mam nabożny stosunek - jest zupełnie inna, niż myślałem przez większość swego życia.

Ostatnie komentarze użytkownika
@ Grzegorz Maculewicz
Nie ośmieszaj się pisząc, że pary wodnej jest tylko 2-3 razy więcej niż dwutlenku węgla; liczby 500 nie użyłem ani razu, a wspomniałem, że w wodzie mieści się 50 razy więcej CO2 niż w powietrzu. Nie napisałem też, że emitowany przez ludzkość dwutlenek węgla pochodzi wyłącznie ze spalania w piecach, a oprócz tego napisałem - w odróżnieniu od Ciebie - o rolnictwie, którego częścią jest hodowla. Nie przedstawiałem się też jako wybitny specjalista od konwencjonalnych i alternatywnych źródeł energii; stwierdziłem jedynie, że zajmowałem się nimi zawodowo, co dziś, w świetle kilkunastoletniego doświadczenia, pozwala mi z całą stanowczością stwierdzić, że prof. Popczyk "mija się z prawdą", gdy twierdzi, że 1 MW w elektrowni węglowej w naszym kraju kosztuje 1,5 mln euro, bowiem tyle, ale PLN, może kosztować jakaś "wypasiona" jej wersja, z dobrymi filtrami, infrastrukturą towarzyszącą itp. Dlatego też kierownictwo naszych przedsiębiorstw energetycznych, przeważnie nieźle wykształcone, kierując się rachunkiem ekonomicznym - rzadko ulega inicjatywom "pożytecznych idiotów". Wznosi alternatywne źródła energii tylko wtedy, gdy otrzymuje na to dotacje.
Wracając zaś do linkowanych przez Ciebie artykułów, których sam nie potrafisz zrelacjonować, mogę przytoczyć jeden ze znajdujących się tam komentarzy, który stwierdza, że ich autorzy potrafią nawet znaleźć korelację pomiędzy ilością produkowanych radioodbiorników a zachorowalnością na gruźlicę, a nie potrafią jej znaleźć pomiędzy ilością dwutlenku węgla w powietrzu, a temperaturą oceanów. Trudno uwierzyć, że można przywiązywać istotną wagę do zmniejszenia się w dosyć długim czasie jakiegoś izotopu węgla o 2 promille, a która to relacja jest podstawą prezentowanych tam teorii. Pomija przy tym autor(ka) aspekt, że pozostałości spalonego węgla nie muszą pochodzić z działalności człowieka, lecz z emisji wulkanów, a zwłaszcza oceanicznych kominów hydrotermalnych, co ponadto nieźle wyjaśniałoby zmiany ilości tlenu w naszej atmosferze (zdaje się, że te kominy były głównym źródłem O2). Pomija też historyczną wiedzę o cyklicznym oziębieniu naszej planety pomiędzy XIII w. a drugą połową wieku XVIII. Unika także operowania liczbami bezwzględnymi, zdając się bez reszty na kategorie względne, co bardzo utrudnia ich krytykę.
Tak więc unikałem polemiki z tymi "prawdami", licząc, że to Ty przedstawisz jakąś hipotezę. Zamiast tego skupiłeś się na krytykowaniu mnie, a przede wszystkim - dezawuowaniu przytaczanych przeze mnie autorytetów naukowych.

Szczyt klimatyczny ONZ 2018: nie taki ważny?
~ bartensteiner
@ Gość: Grzegorz Maculewicz
Zajmowałem się energetyką zarówno konwencjonalną, jak i alternatywną, czyli preferowaną przez ekologistów - zainteresowanych setkami miliardów dolarów płynących zarówno ze strony wytwórców źródeł konwencjonalnych, jak i alternatywnych. Nie ma pomiędzy nimi konkurencji, ponieważ produkcja i eksploatacja tzw. źródeł energii odnawialnej wymaga zwiększenia produkcji energii konwencjonalnej, potrzebnej do ich wytworzenia oraz do pokrycia strat w tych pierwszych źródłach. Dlatego też obficie finansowane są granty, które rozpropagowane powodują zwiększanie produkcji: zarówno na cele inwestycyjne, jak i konsumpcyjne. Przypomnij sobie teraz definicję kosztów!
Jestem całkiem pewny, że prof. Popczyk i jego współpracownicy są finansowani grantami, więc posuwają się do publicznie głoszonych kłamstw (nic nowego w tych czasach) by zasłużyć na łaskę swych chlebodawców. Kiedy wznieśliśmy za 3 mln zł kotłownię o mocy 3 MW opalaną zrębkami drewna, znajomi przedsiębiorcy robili mi wyrzuty, że nie skorzystałem z ich propozycji, by wznieść kotłownię o takiej samej mocy opalaną węglem - za 2 mln zł. Aż zatrząsłem się ze złości, gdy zobaczyłem, że prof. Popczyk informuje, urbi et orbi, iż 1 MW w konwencjonalnym źródle ciepła kosztuje tyle co w turbinie wiatrowej, czyli 1,5 mln euro. Nie lubię PiS, więc sprawa ograniczenia wznoszenia wiatraków jest jedyną rzeczą godną u nich pochwały.
Czy zastanawiałeś się, dlaczego Twoi pseudonaukowcy określają ilość antropogenicznego dwutlenku węgla za pomocą izotopów? Przecież można obliczyć jego emisję bezpośrednio, na podstawie zużycia opału w minionych dwóch wiekach, z dużą dokładnością. Trudniej jest oszacować ludzką emisję dwutlenku węgla z działalności rolniczej; najczęściej wymienia się tu 20 mld ton rocznie. Jeszcze trudniej oszacować ilość występującej w przyrodzie pary wodnej - najważniejszego gazu cieplarnianego, więc nawet tę sprawę pomijając, można z dużą pewnością stwierdzić, że ludzkość odpowiada najwyżej za 1/1000 ogółu CO2 podlegającego cyrkulacji, czyli za mniejszą część niż naturalne coroczne wahania ilości tego gazu. Kiedy zaś porównamy ludzki CO2 ze wszystkimi gazami występującymi na naszym globie, to... Nie będę przytaczał tu starego dowcipu o radzieckich naukowcach, bo wymagałoby to użycia pewnego obscenicznego słowa.

Szczyt klimatyczny ONZ 2018: nie taki ważny?
~ bartensteiner
@ Grzegorz Maculewicz
Po raz kolejny odsyłasz mnie do jakichś linków, zamiast samodzielnie wyartykułować argumenty przemawiające za istniejącym globalnym ociepleniem, a przede wszystkim - za antropogenicznością tego ocieplenia, którego istnienia przecież nie wykluczam. Mam sobie po prostu sam wyszukać argumenty przeciwko sobie, co kojarzy mi się z procesem przeciwko Józefowi K. Odwołujesz się także do tego, że sami widzimy, u siebie, stopniowe ocieplanie się klimatu. Powszechnie pomijany jest fakt, że gdy w ciągu całego XX w. średnia temperatura na naszym globie wzrosła o 0,74 stopnia, to w roku 2008 obniżyła się o 0,75 stopnia. Gdy u nas jest susza, to jednocześnie powodzie zalewają USA i Chiny, kiedy mamy wyjątkowo ciepłe zimy, to śnieg pada w Bagdadzie lub Jerozolimie itd. Topnieją alpejskie lodowce, których w ogóle nie było, gdy Hannibal maszerował na Rzym. Spustynniały tereny starożytnych cywilizacji w Mezopotamii i Pn. Afryce, lecz jednocześnie dżungla pochłonęła wznoszone w klimacie umiarkowanym miasta Ameryki Śr. lub Azji Wschodniej, a które to tereny pokryte są tylko cienką warstwą gleby z powodu krótkiego czasu tworzenia.
Bagatelizujesz "zaginięcie" 90 tys. pomiarów klimatu, wskazujących przeważnie, że wpierw występuje ocieplanie się górnych warstw oceanów, a dopiero potem wzrasta stężenie CO2 w atmosferze. Pomijasz przy tym, że w wodzie mieści się 50 razy więcej dwutlenku węgla niż w powietrzu, co sprawia że ewentualne zmiany atmosferycznego stężenia CO2, a także zmiany klimatyczne na Ziemi, należy przypisywać przede wszystkim oceanom (wytwarzają 90% klimatu), a nie ludzkiej cywilizacji.
Podaję teraz przykład nieuczciwych argumentów ekologistów, tym razem autorstwa prof. Jana Popczyka (PŚ, PAN) zawartych w dzisiejszej GW. Wypowiada się tam np. na temat wysokości nakładów inwestycyjnych na stworzenie mocy w wiatrakach, które wynoszą 1,5 mln euro/1MW. Zgoda. Jednak zaraz twierdzi, że takich samych nakładów wymaga energetyka konwencjonalna. Owszem, lecz nakładów liczonych w złotych! (Akurat na tym się znam) Twierdzi także, że sprawa zielonych certyfikatów zanikła, nie wspomina jednak, że pojawiły się prawa do emisji CO2, kosztujące bodajże jeszcze więcej. Itd, itd, itd.

Szczyt klimatyczny ONZ 2018: nie taki ważny?
~ bartensteiner
@ Grzegorz Maculewicz
Niechcący pominąłem źródło swej wiedzy o poziomie morza na Malediwach, więc uzupełniam. Pochodzi ono z nr 15 "Polityki" z 2008 r., gdzie na ten temat pisze się: "Zaprezentowano... najświeższy raport NIPCC, w którym omówiono liczne grzechy ustaleń IPCC... Twierdzenie, że poziom morza podnosi się wskutek topnienia lodowców pod wpływem gazów cieplarnianych. Na Malediwach, uznawanych przez IPCC jako sztandarowy przykład zagrożonego archipelagu, ten poziom nawet obniżył się o 30 cm w ciągu minionych 30 lat." Zarzuca się także raportowi IPCC m.in. błędne przedstawianie historii stężeń CO2. Pisałem wcześniej, że najznakomitsi uczeni zażądali wycofania swych nazwisk z tego raportu, który jest biblią ekologistów.

Ale znalazłem tam coś ciekawszego, aktualnego wobec dzisiejszych problemów z ceną energii. Cytuję: "W Polsce - jak niedawno stwierdził w Brukseli minister środowiska Maciej Nowicki - proponowane ograniczenia emisji CO2 wpłynęłoby negatywnie na poziom życia Polaków, na naszą konkurencyjność i gospodarkę, a koszty energii mogą wzrosnąć o 70 proc." No i wykrakał!

Szczyt klimatyczny ONZ 2018: nie taki ważny?
~ bartensteiner
@ Grzegorz Maculewicz
Najchętniej polemizujesz z niewypowiedzianymi argumentami adwersarza, bo przypisujesz mi niewiarę w zmiany klimatyczne, pomimo że już na początku dyskusji stwierdziłem, iż w całej znanej ludzkości historii Ziemi zmieniał się na niej klimat, więc możliwe jest również jego aktualne ocieplanie. Ale pewności co do tego ocieplania nie ma, bo są również przesłanki wskazujące, że może być odwrotnie! Kwestionujesz przytaczane przeze mnie autorytety naukowe, bez przytaczania nazwisk tzw. prawdziwych autorytetów; posługujesz się natomiast wskazywaniem ich ilości, która zapewne, w wyniku mnożenia, przerodzi się wreszcie w jakość.
Posługuję się najchętniej nazwiskiem prof. Z. Jaworowskiego, znanego ostatnio głównie z działalności glacjologicznej na Grenlandii i w Antarktydzie, ponieważ Twoje autorytety twierdzą, że obecne stężenie CO2 w atmosferze jest bezprecedensowo wysokie, a dochodzą do tej konkluzji w wyniku zignorowania 90 tys. wyników, osiągniętych przez całe pokolenia badaczy, ponieważ nie pasowały do z góry przyjętej tezy.
Natomiast prof. Z. Kolenda jest jedynym znanym mi (zapewne są i inni) naukowcem, który zajmuje się opracowywaniem matematycznych algorytmów, służących pomiarowi i prognozowaniu klimatu. Niestety, On - w odróżnieniu od Ciebie - jeszcze nie doszedł do prawdy. Ja również nie wiem, czy klimat się ociepla, czy ochładza; wiem tylko, że się zmienia.

Mam sporo satysfakcji, że katowicka konferencja klimatyczna zakończy się prawdopodobnie bez przyjęcia jakichś konkretnych zobowiązań klimatycznych przez poszczególne państwa członkowskie, co będzie oznaczało, iż zaczynają się już wyczerpywać zasoby użytecznego idiotyzmu, który zamiast pomagać - szkodzi naszemu ekosystemowi.

Szczyt klimatyczny ONZ 2018: nie taki ważny?
~ bartensteiner