Obiad czwartkowy: Historia po reformie…

opublikowano: 2009-02-05 17:52
wolna licencja
poleć artykuł:
23 grudnia 2008 roku Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło rozporządzenie o nowej podstawie programowej wychowania przedszkolnego i ogólnego w różnych rodzajach szkół, która obowiązywać ma od roku szkolnego 2009/2010. Wiele kontrowersji i dyskusji wzbudziły założenia programu nauczania historii w szkołach ponadgimnazjalnych. Czy historycy powinni się obawiać nowej podstawy programowej, czy jest to może wyraźny krok w przyszłość w dziedzinie nauczania historii?
REKLAMA

Około rok temu media obiegła informacja, iż w ramach reorganizacji nauczania ogólnego, nauczanie historii zakończyć ma się na I klasie szkoły średniej. Wzbudziło to oburzenie u nauczycieli historii, a także szereg kontrowersji w samym środowisku historyków, obawiającym się ograniczania edukacji humanistycznej na rzecz nauk przyrodniczo-matematycznych.

Dzień przed wigilią ministerstwo wydało rozporządzenie o nowej podstawie programowej, ujawniając swoje plany względem nauczania historii, już nie tylko w formie ustnych zapowiedzi, ale dokumentu rządowego. Przez środowisko nauczycieli przetoczyła się fala krytyki i niezadowolenia, pomimo że obrońcy reformy wskazywali, że jest ona wyraźnym krokiem ku nowej jakości w nauczaniu.

Główne założenia reformy

Wczytując się w nową podstawę programową możemy wskazać co najmniej dwa główne założenia reformy. Ich wymienienie jest niezbędne dla poznania myśli, jaka towarzyszyła autorom przy projektowaniu siatki nauczania historii w szkołach średnich.

Po pierwsze autorzy reformy postanowili związać programy nauczania w gimnazjum z programem szkół ponadgimnazjanych. Autorzy nowej podstawy programowej piszą: kształcenie ogólne na III i IV etapie edukacyjnym [gimnazjum i liceum – S.A.], choć realizowane w dwóch różnych szkołach, tworzy programowo spójną całość i stanowi fundament wykształcenia, umożliwiający zdobycie zróżnicowanych kwalifikacji zawodowych, a następnie ich późniejsze doskonalenie lub modyfikowanie, otwierając proces kształcenia się przez całe życie. Zgodnie z tym założeniem, nauczanie w liceum nie jest uzupełnieniem wiedzy wyniesionej z gimnazjum (tak jak jest to dziś), lecz kontynuacją… przynajmniej w pierwszym roku nauczania licealnego.

Drugie założenie reformy jest bowiem takie, że program nauczania w klasie drugiej i trzeciej liceum dostosowany będzie do specjalizacji wybranej przez ucznia. Od drugiego roku rozpocznie się więc już przygotowanie do napisania matury rozszerzonej w ramach wybranego kierunku nauczania – bądź to przyrodniczego, bądź humanistycznego. I tak klasy o profilach matematycznych, informatycznych, bądź przyrodniczych będą kontynuowały naukę chemii, fizyki, biologii itp. na poziomie rozszerzonym, zaś przedmioty o charakterze humanistycznych – historia i WOS – znikną z ich programów. Podobnie humaniści zakończą na I klasie edukację chemii, fizyki itp., zaś historia i WOS nauczane będą w dodatkowym wymiarze.

Nowa podstawa programowa nie likwiduje jednak w klasie II i III całkowicie treści związanych z historią czy naukami przyrodniczymi. Klasy matematyczne i przyrodnicze otrzymają w zamian przedmiot o nazwie „Historia i społeczeństwo”, podejmujący zagadnienia związane z historią, WOS-em, WOK-iem oraz innymi przedmiotami humanistycznymi. Klasy humanistyczne uczyć się zaś będą „Przyrody”, będącej kumulacją programu nauczania fizyki, chemii i biologii.

REKLAMA

Co z tą historią?

Jak w takim razie nauczana będzie historia w szkole ponadgimnazjalnej? W I klasie będzie ona bezpośrednią kontynuacją programu nauczania w gimnazjum i zawierać będzie zagadnienia z historii XX wieku i dziejów współczesnych. Program gimnazjum ma się bowiem kończyć na wieku XIX, a konkretnie tuż przed rozpoczęciem I wojny światowej. W I klasie uczeń nie będzie więc już przyswajał ponownie zagadnień historycznych od początku dziejów. Według twórców reformy pozwoli to na zapewnienie czasu na realizację tematów z zakresu XX wieku, a zwłaszcza II wojny i okresu historii po roku 1945, na którego brak zazwyczaj narzekali nauczyciele uczący w liceach. W planach ministerstwa jest zapewnienie przynajmniej 60 godzin historii w I klasach w skali rocznej, co można przeliczyć na 2 godziny tygodniowo. Rzecz jasna, klasy humanistyczne będą mogły realizować dodatkowe godziny historii.

Serwis internetowy informujący o zmianach w podstawie programowej

Od II klasy szkoły ponadgimnazjalnej nauczanie historii zmieni swój profil. W klasach humanistycznych będzie miało ono charakter rozszerzony i obejmować będzie zagadnienia od początku dziejów, aż po współczesność. Przeznaczone na to będzie przynajmniej 240 godzin w skali dwóch lat, czyli około 4 godzin tygodniowo. Klasy o profilach przyrodniczych otrzymają zaś przedmiot o którym już wspomniałem – Historia i społeczeństwo. Czym będzie to novum w programie nauczania w polskich szkołach??

Historia i społeczeństwo

Historia i społeczeństwo ma być tzw. przedmiotem blokowym, obejmującym zagadnienia z różnych dziedzin nauk humanistycznych, a mówiąc dokładniej okołohistorycznych. Pojawią się więc tam zagadnienia z historii, WOS-u, WOK-u, historii muzyki itp. Twórcy reformy zastrzegają, że nie ma być to podsumowanie dotychczasowej wiedzy, lecz problemowe przedstawienie wybranych zagadnień, które mogłyby zaciekawić uczniów, którzy nie wybrali historii jako przedmiotu, z którym wiążą przyszłość. Przedmiot ten nauczany będzie w wymiarze 120 godzin, w ciągu dwóch lat.

Osoby przygotowujące nową podstawę programową założyły daleko idącą swobodę nauczyciela w kształtowaniu HiS-u. Przedmiot ten nie ma jednolitego programu, a jego wygląd zależy od zainteresowań osoby uczącej. Na zajęciach omawiać się będzie 4 wybrane przez nauczyciela wątki tematyczne, zaproponowane przez ministerstwo, bądź samodzielnie zaprojektowane przez nauczyciela (dwa tematy na rok, czyli jeden na semestr). Wątki obejmować będą mogły bądź to zagadnienia omawiane na przestrzeni dziejów (np. Historia kobiet na przestrzeni dziejów, lub Wojny i wojskowość), bądź też dotyczyć będą stricte danej epoki (np. Życie codzienne w średniowiecznej Europie). Nauczyciele będą mogli realizować 4 wątki obejmujące cały zakres dziejów, lub 2 obejmujące jedną epokę, i dwa całe dzieje.

REKLAMA

Za i przeciw

Reforma programu nauczania jest więc wręcz rewolucyjna. Porzucony zostaje stary system, który opierał się na powielaniu treści na każdym z poziomów edukacji, przy jednoczesnym ich poszerzaniu. Tym razem twórcy podstawy programowej idą w innym kierunku. W klasach o profilach niehumanistycznych proponują przedmiot, który nie będzie wymagał od nich faktografii, lecz raczej skupiał się będzie na problemach.

Jest to idea z pewnością szczytna, wychodząca naprzeciw oskarżeniom, że dotychczasowy system edukacji historycznej bardziej zwracał uwagę na fakty, niż uświadamiał, że miejsce człowieka we współczesnym świecie wynika z jego historii. Nowy przedmiot – Historia i społeczeństwo – w o wiele większym stopniu kładzie nacisk na wychowawczą stronę nauczania historii niż faktografię. Pomaga tym samym traktować historię nie jako zbiór abstrakcji, lecz fundament zrozumienia świata.

Założenia reformy brzmią szczytnie, ale czy sprawdzi się ona w zwykłych polskich szkołach? (na zdjęciu LO w Zawadzkiem, źródło: serwis internetowy powiatu strzeleckiego.

Zwolennicy twierdzą również, że dotychczasowy program nauczania zmuszał do powielania tych samych treści, a i tak niewiele z tego wynikało. Wiedza pozostawała na podobnie żenującym poziomie.

W sferze założeń brzmi to pięknie, choć krytycy tych propozycji zwracają uwagę na niemożność ich realizacji w praktyce. Po pierwsze tematy zarysowane są dość ogólnikowo, nauczyciel staje więc wobec problemu czego faktycznie wymagać od uczniów i czego ich nauczać. Po drugie zwraca się uwagę, że poruszanie tylko wybranych zagadnień, zatrze całościowe patrzenie na historię, a błędnie zwróci uwagę na jej wybrane aspekty. Konsekwencją tego będzie jedynie fragmentaryczna wiedza uczniów o dziejach świata, uzależniona od zainteresowań nauczyciela. Po trzecie, krytycy twierdzą, że taka formuła nauczania historii spowoduje, iż uczeń kończący liceum wyjdzie z niego z wiedzą poszatkowaną, a wielu z aspektów historii nie pozna. Padają oskarżenia, że przeciętny uczeń skazany będzie tylko na wiedzę pozyskaną w gimnazjum, co ze względu na jego niedojrzałość emocjonalną, a przez to nieumiejętność zrozumienia wielu zagadnień, może być niewystarczające. Krytycy obawiają się, że nowa podstawa programowa w ramach edukacji Historii i społeczeństwa nie poszerzy szeregu umiejętności uczniów jakie kształtuje historia, takich jak chociażby analiza źródeł.

Już za 6 lat matura…

Wątpliwości pojawiają się też w przypadku trybu nauczania rozszerzonego. Nauczyciele zadają sobie pytanie, czy 2 lata (a w praktyce 1,5 roku) to czas wystarczający na ponowne omówienie całego zakresu dziejów. Twórcy reformy stwierdzają jednak, że duża część wiedzy potrzebnej do matury winna być wyłożona już w gimnazjum. Rozwiązany zostanie tym samym problem „historii w gimnazjum”. Dotychczasowo bowiem, traktowana ona była przez uczniów jako przedmiot drugiej kategorii, ze względu na to, że w ramach egzaminu humanistycznego na koniec gimnazjum, jej zagadnień praktycznie nie poruszano. Matura ma być więc straszakiem, mobilizującym do nauki historii.

REKLAMA

Powstaje jednak pytanie, czy uczeń w gimnazjum będzie się przejmował maturą, którą będzie miał zdać w perspektywie 6 lat? Wielu zarzuca także reformie, że irracjonalnie narzuca uczniom przymus wybrania dodatkowego przedmiotu maturalnego już przy wyborze kierunku edukacji w liceum. Krytycy wskazują, że wielu uczniów wybiera przedmioty maturalne dopiero na początku klasy 3, a ich wybory często niezwiązane są z kierunkiem w jakim rozpoczęli edukacje. I tak uczniowie klasy humanistycznych często wybierają chociażby biologię, przy czym nowa podstawa programowa znacznie taki wybór utrudni (ze względu na to, że humaniści skończą edukację biologii na I klasie szkoły ponadgimnazjalnej).

Pytania bez odpowiedzi…

Problem z reformą podstawy programowej nie wynika raczej z jej nieracjonalności, czy ograniczenia nauczania historii, lecz z szeregu niedomówień i niewyjaśnionych wątpliwości. Co prawda podstawa programowa z samych założeń jest dokumentem ogólnikowym, ale wprowadzenie nowego przedmiotu – Historia i społeczeństwo – przy poświęceniu mu zaledwie kilku stron, może budzić niepokój. W perspektywie nowego roku, nauczyciele nie wiedzą dokładnie jak wyglądać ma nowy przedmiot, czego maja wymagać i jakie umiejętności kształtować. Tym bardziej, że twórcy reformy dają im maksymalnie dużo swobody w układaniu programu, co może rodzić daleko idącą anarchię.

Opór pojawia się też z czysto pragmatycznych powodów. Nowa podstawa programowa wymuszać będzie od nauczycieli przygotowanie stosów dokumentacji – konspektów, planów wynikowych itd., co dla doświadczonych nauczycieli z wieloletnim stażem może być problemem.

Reforma sposobu nauczania historii (zwłaszcza dla klas o profilach przyrodniczych) jest z pewnością ważna i potrzebna, a założenia przedstawione w nowej podstawie programowej szczytne. Jeden ze znajomych nauczycieli, z którym rozmawiałem na temat reformy stwierdził jednak: Wiesz, prezentacja z języka polskiego na maturze też jest z gruntu założeń propozycją wspaniałą… jak jest zrealizowana każdy widzi. Oby podobnie reforma programu nauczania historii nie była wylaniem dziecka z kąpielą…

***

Więcej na temat nowej podstawy programowej przeczytać można na stronie http://www.reformaprogramowa.men.gov.pl. Znajdziecie tam całość rozporządzenia (program dla gimnazjów i liceów zawiera załącznik nr 4), oraz specjalny poradnik omawiający zasady Jak organizować naukę w gimnazjum i liceum?, wyjaśniający szereg problemów związanych z reformą podstawy programowej.

Zobacz też

Zredagował: Kamil Janicki

REKLAMA
Komentarze

O autorze
Sebastian Adamkiewicz
Publicysta portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wszystkie teksty autora

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści. Za darmo.
Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2023 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone