Zbigniew Załuski: niepokorny pisarz reżimowy

Dla jednych: fascynujący publicysta historyczny i autor jednej z najgłośniejszych publikacji lat 60. Dla innych: złowrogi ideolog moczaryzmu. 35 lat temu zmarł w Warszawie płk Zbigniew Załuski, autor książki Siedem polskich grzechów głównych.

Zbigniew Załuski (1926-1978): pułkownik, komunista, patriota? Wczesne lata życia Załuskiego w niewielkim stopniu zapowiadały jego dalszą, twórczą karierę. Urodził się 31 lipca 1926 r. w Kiwercach na Wołyniu, skąd w wieku 14 lat został deportowany przez Sowietów do Kazachstanu. Ze Wschodu wrócił razem z Armią Berlinga, przechodząc cały szlak bojowy 1 Armii Wojska Polskiego. Za służbę frontową odznaczony został Krzyżem Walecznych. Po wojnie pozostał w armii, pełniąc funkcję oficera politycznego. Był także publicystą prasy wojskowej, publikując m.in. w oficerskim miesięczniku „Wojsko Ludowe”.

Jego faktycznym debiutem książkowym była, wydana w 1961 r., Przepustka do historii – esej, w którym tytułową „przepustką” miał być czyn zbrojny polskich komunistów w czasie drugiej wojny światowej. To właśnie dokonania partyzantów GL/AL oraz Berlingowców miały w decydujący sposób przybliżyć Polskę do pomyślnego finału całego konfliktu: biologicznego przetrwania narodu, głębokich zmian społeczno-politycznych i (przede wszystkim) nowej granic zachodniej na Odrze, Nysie i Bałtyku. W książce Załuski przeciwstawiał lewicę „obozowi londyńskiemu”, tkwiącemu w archaicznych koncepcjach politycznych. Wywyższając wysiłek komunistów i zdecydowanie krytykując przywódców Rządu na Uchodźstwie oraz Armii Krajowej, wojskowy publicysta doceniał bohaterstwo żołnierzy walczących pod Tobrukiem czy Monte Cassino. Przypominał jednak, że ich czyn ostatecznie nie przybliżał Polski do wyzwolenia i pozytywnych zmian.

Już w Przepustce do historii Załuski wyraźnie zarysował jeden z głównych wątków swojej publicystyki historycznej i społeczno-politycznej: kluczową rolę wojska w dziejach Polski. Pisał m.in.:

Powiedzieć by można, że naród polski stał się i istniał – poprzez swoje wojsko. Przez stulecie ono było jedyną (obok literatury) formą przejawiania się narodu, w jego tylko szeregach naród stawał się sobą – suwerennym, samodzielnym, starającym się o swoje, a także – dostrzegalnym dla innych, uczestniczącym, a więc naprawdę istniejącym narodem.

Pierwsza książka wojskowego publicysty stanowiła dopiero preludium jego dalszej twórczości. Prawdziwą „przepustką do kariery” stał się dla Załuskiego esej Siedem polskich grzechów głównych, wydany przez Czytelnika w 1962 r. Praca ta stanowiła ogromną polemikę z nurtem krytycznym wobec polskiej historii i patriotyzmu – zwolennikami pracy organicznej i pacyfizmu, twórcami Polskiej Szkoły Filmowej, niektórymi sceptycznymi wobec tradycji literatami (na czele z Witoldem Gombrowiczem i jego Trans-Atlantykiem). Według autoprezentacji Załuskiego, impulsem do napisania książki było wystawienie przez teatr studencki sztuki Ubu Król, dziejącej się w Polsce, czyli nigdzie. Utrzymana w groteskowym tonie sztuka, wyśmiewająca polskie symbole, była dla pułkownika najwyrazistszym przejawem pewnej negatywnej tendencji:

Na długo zanim w „Stodole” wykpiono ubiczno-idiotycznych Polaków – w niektórych środowiskach intelektualnych, wśród wielu piszących, kształtujących tzw. „kulturalną opinię”, dzieje polskie uznano za sferę rządów Ubu-króla i taki obraz naszej przeszłości przyświeca i służy za przedmiot ironicznych uwag luminarzom słowa i pióra. W czasopismach niemasowych, nie obliczonych na szerokiego odbiorcę, lecz adresowanych do środowisk intelektualnych, nie znajdziecie pochwał patriotycznej jatki. Wprost przeciwnie. Tu króluje inny, szczególny sposób mówienia o przeszłości: półgębkiem a drwiąco. Intelektualną gafą jest zatrącić o te sprawy z pietyzmem czy bodaj ze zrozumieniem. [...]
Odtąd, od paru lat, wersja polskiego skretynienia, powielana w satyrycznych opowiadaniach i powieściach, w tysiącach felietonów, a nawet w recenzjach teatralnych i filmowych, stała się obiegową formułą obowiązującą zwłaszcza „nowoczesnych”. [...] Tęsknota do wiecznego pokoju jest oczywiście w pełni uzasadniona, chodzi mi jednak o to, że dźwięk „Jeszcze Polska...” kojarzy się naszemu stęsknionemu pacyfiście z jednym tylko: „być mordowanym podczas którejś tam z kolei wojny”.
I oto jest istota tego swoistego stylu historycznego filozofowania, tego szczególnego widzenia całej historii Polski. Ma ona być jakoby nieprzerwanym ciągiem bezsensownego umierania. Historię na serio przekształca się w stek nonsensów, których trzeba jak najprędzej się wyrzec.

Okładka Siedmiu polskich grzechów głównych (wyd. 1968, źródło: Księgarnia Regionalna CUIAVIA FELIX). Podejmując walkę z prześmiewcami, Załuski postanowił odczarować owe eksploatowane przez nich nonsensy – tytułowe polskie grzechy główne. Przeanalizował siedem wydarzeń: ataki „z kosami na armaty” w czasach powstania kościuszkowskiego i „z dubeltówkami na karabiny” w powstaniu styczniowym; szarżę pod Somosierrą i starcie pod Krojantami; obronę Reduty Ordona i Westerplatte oraz śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery. Każde z nich odarł z maski „bohaterszczyzny”, czyli pięknych, niewiele znaczących gestów. Pokazał, że te polskie bitwy nie były wcale jakimś bezsensownym umieraniem, a bardzo racjonalnym i korzystnym działaniem. Ten fragment książki, napisany z rzeczywistym, popularyzatorskim zapałem, bardzo sugestywnie broni polskiej tradycji romantycznej, rozumianej jednak nie jako zbiór „rzeźni narodowych”, a raczej zespół pozytywnych mitów, mających nie tylko swoją wartość praktyczną, ale także moralną.

Opowiadając się za polską tradycją romantyczną, Załuski wplata do niej także zbrojny wysiłek komunistów w czasie drugiej wojny światowej. W jego wizji, komuniści nie wzięli się znikąd, będąc kontynuatorami tych pozytywnych zjawisk, które w polskiej historii występowały już od czasów zaborów: bohaterstwa, przywiązania do Ojczyzny, stawiania na czyn. Jako dowód przytacza dwa wydarzenia. Jednym z nich jest początek działalności pierwszego oddziału partyzanckiego Gwardii Ludowej pod dowództwem Franciszka „Małego Franka” Zubrzyckiego, który w 1942 r., nie mając prawie żadnej broni, ruszył do walki z Niemcami. Drugim ważnym epizodem była bitwa pod Lenino – początek „najkrótszej drogi do Ojczyzny”. Pułkownik tak opisuje polski atak z października 1943 r.:

A jednak... Po ostatniej salwie „katiusz”, tradycyjnie kończącej przygotowanie artyleryjskie, w rozbłysku wzywających do natarcia czerwonych rakiet sygnałowych porwała się piechota polska naprzód z furią i impetem ogromnym, szła w dół po nie zaoranym rżysku, przez zabagnioną, grząską Miereję, przez błotniste stoki drugiego brzegu ku wzgórzom, wąwozem na niemieckie druty kolczaste, na okopy. Szli gęstymi tyralierami, szybkim, długim krokiem, strzelając w marszu. [...]
I gdy tak w gasnącym już łoskocie dział, przenoszących wał ogniowy dalej i dalej, w gęstniejącym trzasku nieprzyjacielskich karabinów maszynowych jedna za drugą wstawały długie linie zielonych polskich płaszczy, spływały w dół, ginęły w smugach mgły i dymu, by postrzępione i przerzedzone, lecz nie zmięte, pojawić się naprzeciw, na stokach przeciwległych wzgórze – ze stanowisk dowodzenia i punktów obserwacyjnych artylerii, od Sysojewa po gorzelnię w Lenino, z przepraw i punktów pracy saperów w dolinie Mierei, od stanowisk artylerii i kawalerii – posypały się oklaski. [...] – „Maładcy Palaki”, „Wo wies’ rost idut”, „Priamo – psichiczeskaja ataka!”, „Idut kak mariaki!” [...]
Ta bitwa miała inne, o wiele szersze znaczenie i musiała mieć inny, może nieregulaminowy, może właśnie bardziej tradycyjny, polski, bardziej straceńczy, bardziej „szwoleżerski” kształt. Ta bitwa była i egzaminem, i demonstracją, i pokazem.

Książka Załuskiego ma bardzo jasny przekaz: historia jest nauczycielką życia i zbiorem wzorów, których należy przestrzegać. Nie można z niej szydzić, gdyż szkodzi to także teraźniejszości i przyszłości – to właśnie w „pedagogice antybohaterskiej” widział kryzys wychowawczy i obojętność młodych Polaków na patriotyzm. W polemice z Siedmioma polskimi grzechami głównymi Krzysztof Teodor Toeplitz stwierdzał nawet:

Książka ta jest sui generis wołaniem o ideologię. Jest – niezależnie od trafności swoich ocen – pierwszą od paru lat publicystyczną próbą zarysowania schematu [...] z którego w sumie dałoby się ulepić coś nadającego się do użytku w praktycznym działaniu na co dzień [...] Załuski stara się skleić, jeśli już nie ideologię, to przynajmniej propozycję pedagogiczną, podsuwaną młodemu pokoleniu i jego wychowawcom.

Książka osiągnęła ogromny sukces – pierwsze wydanie rozeszło się bardzo szybko, już w roku następnym na rynek trafiła kolejna edycja – jednocześnie zaś wywołało prawdziwą burzę. Załuskiemu zarzucano nacjonalizm (czy wręcz endeckość), militaryzm i przywracanie do życia archaicznych mitów. Oprócz KTT wojskowego intelektualistę krytykowali także Kazimierz Koźniewski, Dariusz Fikus, prof. Bogusław Leśnodorski oraz Stefan Kisielewski, obronę Siedmiu polskich grzechów głównych podjęli natomiast Janusz Przymanowski, Aleksander Bocheński oraz (częściowo) Janusz Wilhelmi.

Książka doczekała się wreszcie polemiki na „najwyższym szczeblu”. 26 kwietnia w „Trybunie Ludu” ukazał się niepodpisany artykuł zatytułowany Spór o ideały wychowawcze socjalizmu. Wiemy, że jego autorem był Artur Starewicz, kierownik Biura Prasy KC PZPR, bliski współpracownik Władysława Gomułki ds. ideologiczno-propagandowych. Według Mieczysława Rakowskiego artykuł miał być zresztą dwukrotnie konsultowany z przywódcą partii. Starewicz częściowo zgadzał się z Załuskim co do postulatów wychowania społeczeństwa w duchu odpowiedzialności za los kraju i gotowości do poświęceń na jego rzecz, zaznaczał też, że myślenie kategoriami państwa i narodu to wartości bezcenne. Przy okazji atakował krytyków książki, zarzucając im związki z rewizjonizmem, co w dyskursie partyjnym tego okresu było dość silnym zarzutem. Jednocześnie zaś uderzał w główną tezę Siedmiu polskich grzechów głównych: związek czynu komunistów polskich z tradycją romantyczną. Według wysokiego funkcjonariusza partii pojawienie się PPR było nową jakością, która zasadniczo przyniosła przełom w historii Polski. Pisał on:

autor oderwał wydarzenia i walki zbrojne od ich sensu dziejowego, od ich roli w starciu reakcji i postępu – sił, które Polskę gubiły, i sił, które ją dźwigały ku niepodległości. Sławi bohaterstwo, lecz nie odpowiada na pytanie, dlaczego to bohaterstwo polskiego powstańca i żołnierza tak często okazywało się bezskuteczne, samotne, tragiczne?

Władysław Gomułka Załuski szedł więc nie tylko na przekór poglądom reprezentowanym przez dużą część kulturalno-intelektualnego mainstreamu początku lat 60. Jego interpretacja nie była też całkowicie popierana przez ludzi odpowiedzialnych w partii za ideologię. Zarzut Starewicza był mocny – wizja pułkownika nie zgadzała się z obowiązującą wizją najnowszych dziejów Polski.

W przeciągu kilku lat Załuski znacząco zbliżył się jednak do wpływowego środowiska partyjnej frakcji „partyzantów”, czyli skupionej wokół Mieczysława Moczara grupy byłych bojowników GL/AL, części żołnierzy 1 Armii i podziemnych działaczy PPR, którzy propagując idee narodowo-komunistyczne zdobyli sobie mocne poparcie partyjnych „dołów”. Siedem polskich grzechów głównych doskonale wpisywało się w ten nurt myślenia – hołubienie bojowego czynu komunistów i łączenie go z szerszą tradycją polską dawało nie tylko dobrą „legendę” całej frakcji. Moczar, jako prezes Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, starał się włączać w swoje działania również AK-owców i żołnierzy innych niekomunistycznych formacji z czasów wojny.

We wrześniu 1967 r. Załuski wygłosił dla aparatu partyjnego wykład pt. Tradycje patriotyczne a współczesny kształt patriotyzmu socjalistycznego. Próbował podjąć w nim polemikę ze stwierdzeniem Marksa, że robotnicy nie mają ojczyzn. Przekonywał, że rewolucja socjalistyczna negująca specyfikę narodową nie może przynieść dobrych rezultatów, szansę dla socjalizmu zauważał natomiast w jego unarodowieniu - jako przykład podawał Związek Radziecki i jego odwołanie się do treści patriotycznych w 1920 r. i w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Podobne rozwiązanie proponował też w wypadku Polski Ludowej, jako kluczową widząc właśnie więź narodową (pomijając, wydawałoby się oczywistą dla komunisty, więź klasową):

Więź patriotyczna, więź łącząca w jakiś sposób ludzi jednego języka i jednej przeszłości historycznej, jednej kultury i również jednego terytorium, ta więź patriotyczna ma jeden walor niezaprzeczalny, ona istnieje.

Trudno powiedzieć, na ile poglądy Załuskiego były (jak sam powiedział) jego osobistymi herezjami, na ile zaś można mówić o nim jako o ideologu frakcji „partyzantów”. Był na pewno wyraźnym przedstawicielem swoich czasów – epoki Gomułki, w której proces unarodowienia komunizmu i szukania za pomocą tych działań legitymacji do rządzenia osiągnął swoje apogeum. Nie przypadkowa jest też data jego wykładu dla członków partii na pół roku przed Marcem’68 r., już w czasie czystki antysemickiej. To właśnie wtedy nacjonalizm nastawiony tylko na budowanie więzi społecznej przerodził się w oficjalny antysemityzm.

Lata 60. to okres szczytu kariery Załuskiego, publikującego kolejne eseje z pograniczna tematyki historycznej i społeczno-politycznej: Finał 1945 (1963), Czterdziesty czwarty (1968) czy Ziarno na okopie (1970). Kilka razy wznowiono także Siedem polskich grzechów głównych, jego książki chętnie wydawano w innych krajach socjalistycznych, stale też publikował swoje teksty w prasie. Był związany z kinematografią – współtworzył dokumenty, napisał scenariusz filmu Sylwestra Chęcińskiego Legenda (1971), konsultował wojenne superprodukcje A potem nastąpi cisza (1965), Kierunek Berlin (1968) oraz Ostatnie dni (1969), współpracował także z radzieckim reżyserem Jurijem Ozierowem przy jego monumentalnych, kilkuczęściowych filmach Oswobożdienije (Wyzwolenie, 1969-1971) oraz Sołdaty Swobody (Żołnierze Wolności, 1977). Chętnie też recenzował – w 1964 r. zaatakował nawiązujący do dorobku Szkoły Polskiej film Sylwestra Chęcińskiego Agnieszka 46, opowiadający o powojennym życiu zdemoralizowanych osadników wojskowych na Ziemiach Odzyskanych. Pisał:

Agnieszka 46 jest [...] niewątpliwie głosem w niedawnej dyskusji o patriotycznej, wychowawczej wartości moralnego dorobku naszego pokolenia. Jest głosem przeciwko temu dorobkowi. Jest głosem przeciwko nam, którzy od czasu do czasu nosimy te stare mundury, te medale, te odznaki grunwaldzkie i kościuszkowskie. Jest głosem przeciwko nam, którzy stajemy na baczność w czasie apelu poległych, dla których łoskot żałobnego werbla ma sens ogólnoludzki i bardzo osobisty. Jest głosem przeciwko nam – żołnierzom osadnikom ze wszystkich Białobrzegów, jak Polska długa i szeroka. Jest głosem również przeciwko mnie.

W 1968 r. Załuski aktywnie brał udział w starciu z opozycyjnymi pisarzami, które rozgrywało się na forum Związku Literatów Polskich. Już po Marcu pułkownik zajął w nim ważną funkcję sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR przy Oddziale Warszawskim, skupiającym zdecydowaną większość członków ZLP. Zasiadał też w Zarządzie Głównym Związku. Obydwa stanowiska stawiało go w roli jednego z partyjnych nadzorców środowiska literackiego. W latach 70. Załuski atakował intelektualistów zaangażowanych w opozycyjne działania, pełnił również funkcję swoistego cenzora wewnątrz Związku. Z tego właśnie powód część twórców darzyła go ogromną niechęcią – Andrzej Kijowski w swoim dzienniku napisał o nim:

historyk, mitoman polityczny i sadysta, rad dowodzący swej wyższości politycznej nad środowiskiem, do którego czuje, że nie dorasta.

Warto dodać, że aktywność twórczą łączył także z zajmowaniem prestiżowych, choć praktycznie mało znaczących stanowisk partyjno-państwowych – w 1969 r. został posłem na Sejm, sprawując swój mandat w V, VI i VII kadencji. Na VI Zjeździe PZPR w 1971 r. został wybrany do Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej, natomiast na VII Zjeździe w 1975 r. mianowano go zastępcą członka Komitetu Centralnego.

Tablica pamiątkowa w Parku im. Zbigniewa Załuskiego w Bydgoszczy (fot. Joymaster, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

Zbigniew Załuski zmarł w Warszawie 5 marca 1978 r. i został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Śmierć nie przekreśliła jednak jego popularności w oficjalnym obiegu PRL-owskim: w latach 80., na fali wojskowego patriotyzmu epoki gen. Jaruzelskiego, jego książki ponownie trafiły do księgarń. W 1983 r., w ramach obchodów 40-lecia LWP, jego imieniem nazwano Centralną Bibliotekę Wojskową w Warszawie. Do dziś w Bydgoszczy znajduje się też park którego jest patronem.

Kim był Zbigniew Załuski? Wojskowym intelektualistą próbującym łączyć nacjonalizm z komunizmem? Aparatczykiem silnie związanym z władzą? Inteligentnym i zaangażowanym publicystą? Jego najsłynniejsza książka wywołała na początku lat 60. jedną z bardziej zażartych dyskusji wokół polskiej tradycji. W ramach systemu podjął on w sposób niepokorny żarliwą polemikę z nurtem krytycznym w myśleniu o przeszłości. Czytając ją dziś, trudno nie odmówić jej pewnej aktualności, samego autora zaś nie da się jednoznacznie zakwalifikować.

Bibliografia:

Zobacz też:


Tomasz Leszkowicz:

Redaktor naczelny Histmag.org, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesują go też dzieje Niemiec i historia wojskowości. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl” oraz „Dziejach Najnowszych”. Stały współpracownik tygodnika polonijnego „Monitor” z Chicago. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

[ więcej o autorze ]

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Komentarze

Gość: Tomaszewski WojciechCiekawy artykuł.

Gość: kozietulski...już się być może powtarzam...mój ojciec nie był piewcą komunizmu...ale pamiętam jako nastolatek...z jaką uwagą...mój ojciec...oglądał i wysłuchiwał...w audycjach telewizyjnych w mundurze wojskowym pułkownik Zbigniewa Załuskiego....po latach zrozumiałem dlaczego...

Gość: Rafał ŁatkaTomku, bardzo dobry artykuł:)

Gość: Mirosław LewandowskiCiekawy tekst. Gratulacje dla autora!

Temat jest bardzo obszerny a konteksty - jeszcze ciekawsze. W skrócie - kontekstem do wydania "Siedmiu polskich grzechów głównych" była prześmiewcza sztuka Sławomira Mrożka - "Śmierć porucznika". Obśmiewanie lub krytykowanie, jako przejawu głupoty, bohaterszczyzny, kampanii wrześniowej, Powstania Warszawskiego (co teraz dość nieoczekiwanie wróciło, tyle że z pozycji endeckich, bliskich zresztą punktowi widzenia komunistów, czego najlepszym przykładem - Bolesław Piasecki) - to był chleb powszedni peerelowskiej propagandy przełomu lat 50 i 60. Cała polska szkoła filmowa to był ten nurt...

W tamtych czasach doszło do egzotycznego zbliżenia piłsudczyków i ludzi pokroju Zbigniewa Załuskiego. Konsekwencją tego zbliżenia była współpraca Zbigniewa Załuskiego (członka KC PZPR) z Leszkiem Moczulskim (także już po jego przejściu do jawnej opozycji w ramach ROPCiO!).

Więcej pisałem o tym tutaj (przepraszam - wolę zalinkować niż się powtarzać) - http://historycy.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=300:o-leszku-moczulski-przed-1977-r[...] .

A sam Leszek Moczulski o Zbigniewie Załuskim dużo wspomina tutaj - http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=533&highlight=zbigniew+za%B3uski

"Załuski był postacią tragiczną. Budził go często ten sam sen: rok 1940, wywożą ich z Kiwerc zaplombowanymi wagonami, pociąg rusza - i wtedy wszyscy głośno zaczynają śpiewać “Polonię” i “Rotę”. Dopiero w latach siedemdziesiątych udało mu się dostać na teren dawnego łagru gdzieś pod jednym z wielkich miast Azji Środkowej; płacząc, opowiadał mi jak całą noc, w deszczu, chodził po rozmiękłym klepisku, gdzie - wdeptane w ziemię przed trzydziestu laty - spoczywały zwłoki jego Matki. Całym sercem był z nami - ale tylko sercem, bo rozum, często tak niebezpieczny w chwili najważniejszego wyboru, przypominał o potędze wroga - rzeczywistej potędze, przed którą drżał przecież cały świat. Konrad walczył z Kordianem, Kordian przegrał sam z sobą. Odwołanie do naszych romantycznych sporów jednak nie wystarcza, los umieścił go w antycznej, greckiej tragedii - jak Antygonę, postawioną przed nieubłaganą, niemożliwą do spełnienia koniecznością wyboru pomiędzy dwoma odpowiedzialnościami i dwoma sprzecznymi systemami wartości. Nie dał się zmiażdżyć - i spotkało go to szczęście, że nie dożył stanu wojennego - ostatecznej próby pokolenia, z którą nie wszyscy uczciwi ludzie potrafili sobie poradzić".

Oczywiście, ze związków Moczulskiego z Załuskim można uczynić amunicje przeciwko Leszkowi Moczulskiemu (już to niejeden czynił, zaliczając Moczulskiego do "moczarowców" :) ), ale w związku z takimi tekstami, jak ten powyżej, można także dostrzec, że rzeczywistość polityczna PRL epoki Gomułki i Gierka była bardziej skomplikowana, niż się to wydaje laikom.

Gość: Jacek z HutyNie roZumiem czym sie tak podniecacie z faceta bylo kawal komucha ktory umial pisac. Takich ludzi powinno sie w otchlan niepamieci wrzucic a nie pisac "poematy".

Gość: Tomasz RaburskiŚwietny artykuł. Wiele dawnych bestsellerów zalega w antykwariatach i trudno się czasem dowiedzieć, co jest wartościowe, i w jaki kontekst intelektualny i dyskusje było wpisane.

Gość: Były uczeń szkoły nr 4 w Toruniu im. Z. ZałuKomuch przez którego prześladowano dzieci w szkole jego imienia.
Odejdź w otchłań - zgiń przepadnij!

Dodaj komentarz