Historia ma odpowiadać na pytania współczesności! – rozmowa z prof. dr. hab. Andrzejem Chwalbą

opublikowano: 2009-02-13 05:05
wszystkie prawa zastrzeżone
poleć artykuł:
Historia bez zbędnych dat i setek wydarzeń do wykucia, widziana z perspektywy świata i równo traktująca wszystkie cywilizacje, a na dodatek mająca na celu odpowiadać na pytania współczesności? I to wszystko w podręczniku akademickim? Wydaje się, że to niemożliwe, a jednak, zdaniem prof. dr. hab. Andrzeja Chwalby, takie właśnie cele stały przed nim, gdy podjął prace nad nowym podręcznikiem do historii powszechnej XIX wieku.
REKLAMA
Andrzej Chwalba – profesor doktor habilitowany, znany historyk, specjalista w dziedzinie historii XIX i XX wieku. Wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Historycznego. Autor, współautor i redaktor łącznie 25 książek. Obecnie kieruje Zakładem Historii Społeczno-Religijnej Europy XIX i XX w. w Instytucie Historii UJ. Do jego najbardziej znanych prac należą: „III Rzeczpospolita – raport specjalny” (przygotowywane przekłady na język niemiecki i czeski), „Imperium korupcji w Rosji i w Królestwie Polskim w latach 1861-1917”, „Polacy w służbie Moskali”, dwa ostatnie tomy serii „Dzieje Krakowa” (1939-1945; 1945-1989) oraz podręcznik akademicki do historii Polski XIX wieku. Laureat wielu prestiżowych nagród, m.in. nagrody KLIO i Nagrody Historycznej tygodnika „Polityka”.

Kamil Janicki: Jest Pan autorem szeroko promowanego podręcznika „Historia Powszechna. Wiek XIX”. Podręcznik ten jest przedstawiany przez wydawcę (PWN) jako publikacja ważna i znamionująca nowe podejście do historii. Wiadomo, że istnieje już wiele syntetycznych podręczników poświęconych kolejnym epokom, w tym epoce XIX wieku. W przypadku historii powszechnej pole porównania jest tym szersze, że można zestawiać rodzime podręczniki z obcojęzycznymi. Co wyróżnia ten najnowszy, pańskiego autorstwa, na tle starszych publikacji?

Andrzej Chwalba: Wiadomo, że autorowi trudno oceniać swoją własną pracę. Lepiej, żeby zdanie wyrażali czytelnicy. Znam już pierwsze opinie czytelników i są one bardzo zachęcające i miłe dla mnie jako autora. Co wyróżnia napisany przeze mnie podręcznik? Po pierwsze konstrukcja. Składa się on z dwóch części: pierwsza to część cywilizacyjna, druga natomiast jest poświęcona „kinu akcji”, czyli polityce. Jest to jednak historia polityczna, pokazana szeroko, z naświetleniem jej związków z historią społeczną, narodową, etniczną, religijną itd. Trudno wyjaśniać politykę wyłącznie z perspektywy jej samej. W taki sposób niczego tak naprawdę się nie wyjaśni!

Drugim założeniem książki jest pokazanie historii z punktu widzenia współczesności. Zanim zacząłem pisać podręcznik, spróbowałem zebrać pytania, które może zadawać młody człowiek, piętnasto-, osiemnastolatek. Co go interesuje? Jak patrzy na świat? Co dla niego jest ważne, a co już ważne nie jest? Bo książka, każda książka, musi odpowiadać na pytania, które stawia współczesność. Dlatego w moim podręczniku jest wiele fragmentów związanych z mentalnością. Są rozdziały, które mają pomóc zrozumieć czytelnikowi, co to znaczy być amerykańskim jankesem, co to znaczy być Chińczykiem, jak Europejczycy patrzyli na Chińczyków, a ci na Europejczyków. Dlaczego uważali ich za barbarzyńców? Dlaczego Japonia ulegała europeizacji? Dlaczego tak łatwo rozdrapano Afrykę i w jaki sposób mocarstwa ją podzieliły? Jak przebiegał proces europeizacji świata i jak świat reagował na proces europeizacji?

REKLAMA

Żyjemy w epoce historii globalnej, która pokazuje świat z perspektywy... świata. Nie tylko z perspektywy Londynu, Paryża, Berlina czy Brukseli. To prowadzi nas do studium porównawczego, do kolejnego narzędzia poznania, jakim jest komparatystyka. Przy jej użyciu możemy zestawić kultury i cywilizacje, a przez to pokazać, czym naprawdę był wiek XIX. To narzędzie zaprzecza europocentrycznemu spojrzeniu na dzieje. Oczywiście, w XIX wieku Europa osiągnęła szczyt swojej potęgi i możliwości, ale nie jest prawdą, że z Europy pochodziło wszystko to, co dobre i piękne. W książce staram się też odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Europa, która osiągnęła tak silną pozycję, zaskakująco szybko zaczęła ją tracić, wykańczając samą siebie w wojnie światowej.

To właśnie na początku wieku XIX kończy się stary świat, który trwał 4000 lat. Zaczyna się współczesność. W dziejach świata mamy jakby dwie epoki. Pierwszą jest to, co trwało przez starożytność, wieki średnie, nowożytność... Znakiem tych czasów był choćby dyliżans. Jak można było udoskonalić dyliżans? Koń zawsze biegł tak szybko, jak był w stanie. Ewentualnie poprawiano drogi. A tu nagle w XIX wieku pojawia się pociąg, samochód, samolot. Pojawia się współczesna techniczna cywilizacja. Ludzie ruszają w świat – XIX wiek stoi pod znakiem migracji. Chłopi ruszają do miasta, wyrywają się ze swoich korzeni. Pojawia się obawa przed zmianami, przed anarchią, a w odpowiedzi – próby dyscyplinowania społeczeństwa. Próby ubrania go w mundury. W szkole, w urzędach, wszędzie.

Wielka szansa, jaką wynalazki dały światu, to tak zwana rewolucja przemysłowa, a także rewolucja naukowa, które dały początek współczesności. Analiza XIX wieku to w końcu także studium współczesnych ideologii – liberalizmu, konserwatyzmu, nacjonalizmu, socjalizmu czy feminizmu.

K. J.: Wspomniał Pan, że przygotowując podręcznik, starał się postawić w roli młodego człowieka, ucznia liceum. Czy w takim razie Pańska książka to nie tylko podręcznik akademicki, jak mogłoby się wydawać, ale także pozycja przeznaczona dla zwykłego odbiorcy?

REKLAMA

A. Ch.: Tak właśnie była pomyślana. Również jej narracja jest, jak sądzę, narracją barwną i żywą. To książka do czytania, książka, która ma za zadanie wciągać czytelnika, zachęcać go do poznawania kultur i cywilizacji XIX wieku. To nie ma być tylko podręcznik do egzaminu, który należy wykuć. Sądzę, że młody człowiek powinien taką książkę poznać, aby lepiej zrozumieć otaczający go świat. Aby na swój sposób przeglądnąć się w lustrze i zobaczyć siebie w innych kontekstach i sytuacjach. Jeśli chce siebie lepiej poznać, to ta książka może być dla niego pewnego rodzaju przewodnikiem. Tak mnie się wydaje i takie są, z czego bardzo się cieszę, wrażenia tych osób, które już ją czytały.

K. J.: W pańskim podręczniku zastosował Pan, jak już zresztą było wspomniane, wyraźny podział na dwie części. Pierwszą, poświęconą historii społecznej, i drugą, skupiającą się na typowej historii politycznej...

A. Ch.: O nie, nie! Jestem zmuszony oponować. Ona nie jest typowa. To nie jest historia wydarzeń i dat. To historia polityczna powiązana z historią społeczną, kulturową, prawem, geografią, sferą wyobraźni. To historia wyjaśniająca, a nie przeładowana zbędnymi informacjami. To też historia widziana z innej niż dawniej perspektywy. Dzisiaj inaczej wyjaśnia się przyczyny wydarzeń takich, jak np. wybuch pierwszej wojny światowej. Spogląda się na nie z perspektywy antropologicznej i to właśnie robię w swoim podręczniku.

K. J.: Znajdziemy w nim jednak podział na dwie części, zresztą coraz częstszy w nowoczesnej historiografii. Jaka pana zdaniem w podręcznikach i opracowaniach syntetycznych powinna być proporcja między historią polityczną, tym, jak to Pan ujął „kinem akcji”, a historią społeczną?

A. Ch.: Taka, jaka jest potrzebna, żeby zrozumieć. Nie chodzi tylko o to, żeby dać czytelnikowi wiedzę, ale raczej o to, by zdobyć jego zainteresowanie i pokazać mu prawdziwy świat danej epoki. W przypadku XIX wieku należy pokazać, jak wyglądały rodziny, miasta, realne życie. Chodzi o to, by wyjaśniać, a nie narzucać sztywne proporcje czy schematy.

REKLAMA

K. J.: Na koniec chciałbym jeszcze wrócić do problemu, który poruszył Pan na początku naszej rozmowy, czyli globalnego spojrzenia na historię. W Polsce na studiach historycznych niemal nie wykłada się dziejów innych cywilizacji i kontynentów, nawet w ramach zajęć uzupełniających. Króluje historia Starego Świata z domieszką historii Ameryki. Czy należy to zmienić, a jeśli tak, to w jaki sposób?

A. Ch.: Rzeczywiście, słabością studiów historycznych jest fakt, że za mało poznajemy to, co zdarzyło się poza Polską i poza Europą. Patrzymy na nasze problemy z polskiej perspektywy, a debaty na ważne tematy widzimy jako debaty polsko-polskie, ostatecznie polsko-europejskie. Poza ten magiczny, zamknięty krąg Europy już nie wychodzimy. To jest niewątpliwie słabością polskiej edukacji historycznej i to się powinno zmienić. Mam nadzieję, że mój podręcznik będzie jakąś zapowiedzią tego wciąż u nas obcego nurtu historii globalnej i komparatystycznej. Może zachęci on historyków do refleksji.

Wyjaśnię jeszcze, że różne cywilizacje należy zestawiać, ale to nie znaczy, że program studiów historycznych powinno się zagęszczać i rozbudowywać. Przeciwnie! Historia globalna nawołuje do jego odchudzenia. Duża część wiedzy wpajanej studentom to zbędne fakty i daty, tak naprawdę nikomu do niczego nie przydatne. Historia ma uczyć myślenia i zadawania pytań, a nie zapamiętywania gigantycznych ilości informacji.

K. J.: Dziękuję za rozmowę.

Zobacz też

Korektę przeprowadziła: Joanna Łagoda

REKLAMA
Komentarze

O autorze
Kamil Janicki
Historyk, były redaktor naczelny „Histmag.org” (lipiec 2008 – maj 2010), obecnie prowadzi biuro tłumaczeń, usług wydawniczych i internetowych. Zawodowo zajmuje się książką historyczną, a także publicystyką historyczną. Jest redaktorem i tłumaczem kilkudziesięciu książek, głównym autorem i redaktorem naukowym książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009) a także autorem około 700 artykułów – dziennikarskich, popularnonaukowych i naukowych, publikowanych zarówno w internecie, jak i drukiem (również za granicą).

Wszystkie teksty autora

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści. Za darmo.
Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2023 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone