Druga bitwa na Kosowym Polu (1448 rok)

Klęska poniesiona przez Jana Hunyadyego na Kosowym Polu sparaliżowała potencjał wojskowy Węgier na całe pokolenie. Nie były one one stanie pomóc Konstantynopolowi w 1453 roku, a na całym Półwyspie Bałkańskim jedynie w Albanii stale opierano się rządom tureckim.

Jan Hunyady (ilustracja z Chronica Hungarorum Jánosa Thurócziego, Brno, 1448 rok) Jan Hunyady urodził się w zmadziaryzowanej rodzinie szlachty wołoskiej osiadłej w Siedmiogrodzie (natus e patre Valacho). Jego przodkowie posiadali zamek Hunyady (obecnie Hunedoara w Rumunii) i pieczętowali się herbem Korwin. Doświadczenie wojenne zdobywał w armii Zygmunta Luksemburskiego (1387–1437), uczestnicząc w walkach we Włoszech oraz wojnach husyckich. W roku 1438 objął administrację nad Banatem Seweryńskim, strategicznym terytorium leżącym w najbliższym sąsiedztwie Turcji. W 1441 roku został z kolei wojewodą Siedmiogrodu. Zgromadził dość spory majątek. Posiadał w tym czasie: 28 zamków, 57 miast i ponad 100 wsi. Pozwoliło to na wystawienie dość sporej armii. W okresie wojny domowej toczącej się od 1440 roku na Węgrzech zachowywał neutralność.

Zwycięski wódz

Walka o tron pomiędzy Władysławem Warneńczykiem (1440–1444) a Habsburgami była niewątpliwie korzystna dla Turków. Na wiosnę 1442 roku Osmanowie uderzyli na Siedmiogród. Hunyady przegrał bitwę pod Szentimre. W batalii tej poległ jego bliski sojusznik, biskup siedmiogrodzki Jerzy Lepes. Na wieść, iż Turcy rozpoczęli oblężenie miasta Nagyszeben, wojewoda siedmiogrodzki powołał pod broń Szeklerów i chłopów węgierskich. Doprowadził tym samym do zadania Osmanom klęski pod Gyulafehérvárem. Następnie, stosując taktykę stosowaną podczas wojen husyckich, przeniósł wojnę na Wołoszczyznę, gdzie pokonał Mezida, beja Widynia.

Zwycięstwa Hunyadyego pozwoliły mu stać się arbitrem w przeciągającej się wojnie domowej w królestwie węgierskim. Poparł zdecydowanie Władysława Warneńczyka przeciw stronnictwu popierającemu Władysława Pogrobowca. Unia polsko-węgierska mogła doprowadzić do udziału polskich rycerzy w zaczepnej wyprawie przeciwko Turkom, na co bardzo liczył węgierski magnat. Rok 1443 przyniósł mu kolejne sukcesy w tzw. „długim pochodzie” będącym pasmem zwycięstw nad Turkami (lipiec 1443–luty 1444). Sukces (wojska węgierskie dotarły aż do Sofii) zachęcił legata papieskiego kardynała Juliana Cesariniego do namówienia króla Władysława, aby ten zerwał niezwykle korzystny pokój z Turkami zawarty w Adrianopolu (czerwiec) i potwierdzony w Segedynie (lipiec 1444). Krzywoprzysięstwo oburzyło prawosławnych chrześcijan, jak również Turków. Cesarz Jan VIII odmówił udzielenia pomocy. Jerzy Branković z Serbii wycofał swoje siły i przeszkodził Skanderbegowi w połączeniu się ze sprzymierzeńcami.

Hunyady niechętnie brał udział w wyprawie, a kardynał ignorował jego rady co do strategii. Kolejna wyprawa antyturecka podjęta już bez współdziałania sojuszników z Albanii i Serbii zakończyła się, jak powszechnie wiadomo, klęską w bitwie warneńskiej (10 listopada 1444). Doświadczone już wojska chrześcijańskie trwały na swych pozycjach przez kilka godzin, czekając na atak turecki, a gdy ten nastąpił, centrum i lewe skrzydło wojsk króla polsko-węgierskiego nie tylko znakomicie wytrzymało uderzenie, ale też doprowadziło do rozbicia tureckiego prawego skrzydła. Młody Władysław, znany nam jako Warneńczyk, dał się ponieść zapałowi rycerskiemu. Wbrew radom Hunyadyego, który właśnie rozbił skrzydło tureckie, król na czele doborowego oddziału kilkuset rycerzy polskich uderzył w centrum sił nieprzyjacielskich i wdarł się głęboko w nienaruszone dotąd szeregi janczarów. Został otoczony i zginął, a śmierć wodza spowodowała popłoch w szeregach jego wojsk i długo pamiętaną klęskę. Poległ nie tylko niespełna dwudziestoletni władca, ale też legat papieski, kardynał Julian Cesarini.

Nagrobek Władysława Warneńczyka w katedrze na Wawelu (fot. Cezary Piwowarski, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Przygotowania do kolejnej wojny

Pomimo tej klęski pozycja wojewody siedmiogrodzkiego uległa wzmocnieniu. Już na sejmie w 1446 roku powierzono mu funkcję regenta Węgier. Wykorzystał to do reorganizacji armii. Fundusze uzyskał m.in. dzięki prawu do pobierania dochodów z królewszczyzn, co pozwoliło na powołanie armii zaciężnych. Hunyady poszukiwał też sojuszników, którzy wsparli by go ponownie w zaczepnej wojnie w Turkami.

Serbski despota Jerzy Branković, którego wnuczka Elżbieta zaręczyła się w tym czasie z synem Hunyadyego, Władysławem, odmówił jakiejkolwiek pomocy. Co prawda Branković odzyskał Serbię dzięki zwycięstwo węgierskim w 1443 roku, lecz bardziej obawiał się utraty łask na dworze sułtana Murada II (1421–1451). Bizantyński historyk Chalkondyles twierdzi wręcz, że powiadomił on swego zięcia sułtana o wojennych planach węgierskich. Nie udało się też pozyskać Wenecji, która dopiero co zawarła z Osmanami korzystny traktat zezwalający jej na prowadzenie handlu na obszarze wpływów imperium tureckiego. Alfons V, najpotężniejszy władca śródziemnomorski, król Aragonii, Neapolu i Sycylii, nie miał zamiaru wikłać się w tę niepewną awanturę. Nowy papież Mikołaj V był raczej humanistą miłującym pokój. Nie miał nic ze swego poprzednika, Eugeniusza IV, który cały pontyfikat snuł wizje krucjaty przeciw Turkom. Posłowi Hunyadyego w Rzymie dwukrotnie nie udało się uzyskać żadnej konkretnej pomocy poza dyspensą dla potencjalnych krzyżowców i tytułem książęcym dla swojej osoby. Jedynym możliwym sojusznikiem okazał się władca Albanii Skanderbeg.

8 września 1448 roku Jan Hunyady wystosował z Kovina list do papieża w którym argumentował, że dalsze odkładanie działań wobec Turków wydaje się być nieuzasadnione. Pisał o zagrożeniu Węgier. Ten i kolejny list wysłany już z terytorium serbskiego nie przyniosły żadnego efektu. Armia, jaką dysponował regent, składała się z Węgrów oraz niemieckich i czeskich zaciężnych. Około 8 tysięcy zbrojnych dostarczył hospodar wołoski. Łącznie z taborami armia liczyła około 24 do 30 tysięcy ludzi. Serbię potraktowano jako kraj nieprzyjacielski, została spustoszona i splądrowana. Szybki marsz miał na celu wejście jak najdalej w głąb państwa tureckiego (podobnie jak w roku 1443). Po dwudziestu dniach marszu Jan Hunyady stanął na Kosowym Polu. Było to miejsce pamiętnej bitwy Serbów z Turkami w 1389 roku. 17 października 1448 roku wojska Hunyadyego założyły obóz naprzeciw armii osmańskiej.

Oficer akindżi pokonuje węgierskiego rycerza (turecka miniatura z XVI wieku)

Wojskowość turecka i węgierska

Tymczasem armia turecka od lata 1448 roku prowadziła działania wojenne w Albanii przeciw Skanderbegowi. Jednocześnie wojska Osmanów walczyły z Wołochami na linii Dunaju. Prowadząc swoją armię, Hunyady liczył na połączenie się z albańskim sojusznikiem. Sułtan pojawił się w rejonie Kosowego Pola już w nocy z 3 na 4 października. Towarzyszył mu syn, późniejszy Mehmed II Zdobywca.

Wojsko tureckie w XV wieku składało się z regularnych i nieregularnych formacji kawalerii i piechoty. Regularną część jazdy stanowili zazwyczaj sipahowie (spahisi, timarioci). Rekrutowali się z osób, które otrzymywały nadania ziemskie z obowiązkiem służby wojskowej. Zależnie od wysokości dochodu na posiadaczu mógł ciążyć obowiązek nie tylko osobistej służby, ale też dostarczania na wojnę pewnej ilości zbrojnych. Nieregularną kawalerię stanowili akindżi, którzy nie otrzymywali żołdu i żyli z łupów wojennych, a w czasach pokoju rozmieszczeni byli na granicach państwa. W bitwie nieregularna jazda używana była do zadań drugorzędnych. W stosunku do sprzętu używanego na Zachodzie uzbrojenie kawalerii tureckiej było lżejsze, dające większą swobodę ruchów i możność uderzania w cwale.

Janczar (rys. Lachinhatemi, en.wikipedia.org, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported) Drugim rodzajem wojsk była piechota, używana w większych masach już od początku XIV wieku. Podobnie jak w przypadku kawalerii, składała się z oddziałów regularnych i nieregularne. Pierwsze tworzyli przede wszystkim janczarowie, rekrutujący się przeważnie z zabieranych w niewolę młodych chrześcijańskich chłopców z podbitych krajów. Ujęci w ramy żelaznej dyscypliny, zorganizowani w rodzaj związku wojskowo-religijnego, przygotowani i zaprawieni do walki przez nadzwyczajne, jak na owe czasy, ćwiczenia bojowe, stanowili w ręku dowódcy niezawodne narzędzie. Ich główną bronią były łuki. Piechota nieregularna, zbrojna również w łuki i miecze, a czasem i włócznie, wspomagała janczarów w walce, częściej jednak używana była do różnych służb pomocniczych (saperzy). Jako ochronę przeciwko jeździe nieprzyjacielskiej stosowali janczarowie przeszkody, jakimi były doły wykonane w ziemi oraz drewniane palisady, na których często załamywał się atak nieprzyjacielskiej kawalerii. W wojsku tureckim piechota przeznaczona była do działań defensywnych, do wiązania nieprzyjaciela od czoła. Panująca w wojsku tureckim dyscyplina odróżniała je wyraźnie od wszystkich wojsk zachodnich. Rozwinięty silnie fanatyzm religijny równoważył zapał ideowy rycerstwa zachodniego.

Rdzeń węgierskiego wojska Hunyadyego składał się z rycerzy ochotników, biorących udział w wyprawie na własny koszt. Prócz nich w armii znajdowali się żołnierze najemni, w tym wojownicy tworzący poczet rycerza oraz jego służbę. Wojsko, które wyruszyło przeciw Turkom, składało się głównie z jazdy, zgodnie z przyjętymi wówczas poglądami wojskowymi i tradycją rycerską. Trzon stanowiła jazda ciężkozbrojna, w której zarówno jeździec, jak i koń okryci byli zbroją.

Bitwa późnośredniowieczna nie była walką dwóch mas wojska, lecz składała się w swej istotnej fazie z pojedynczych walk dwóch przeciwników, podobnie jak na turniejach rycerskich, gdzie chodziło o unieszkodliwienie przeciwnika przez zrzucenie go z konia. Szyk bojowy był prosty, ale pozbawiony elastyczności, uniemożliwiający stosowanie manewru, wykluczał prawie możność dowodzenia na polu walki. Często nie stosowano również odwodu. Wszystko to, w połączeniu z brakiem elementarnych zasad dyscypliny wojskowej, odbijało się z reguły na działaniach wojennych.

Wykształciły się zasadniczo dwa szyki wojsk, w jakie formowano się przed bitwą. Pierwszy to tzw. „szyk w płot”, w którym rycerze ustawiali się w luźnej, długiej linii, natomiast członkowie pocztów stawali z tyłu w drugim rzędzie. Z kolei szyk zwany kolumnowym formowano w ten sposób, że na czoło i boki takiej kolumny wysuwano najlepiej zbrojnych rycerzy (tworzyli klin), resztę zaś gorzej zbrojnych umieszczano w środku. Najmniejszą, lecz zarazem najistotniejszą komórką organizacyjną był w ówczesnym wojsku poczet. Jego skład i liczebność nie były jednakowe, w dużej mierze zależały od zamożności właściciela. Ośrodkiem tego pocztu był sam rycerz, uzbrojony najlepiej i najlepiej znający sztukę wojenną. U jego boku walczył lżej uzbrojony giermek i jeden lub kilku pachołków wyposażonych zazwyczaj w starszą broń.

W pierwszej połowie XV wieku na europejskich polach bitew coraz częściej zaczęły się pojawiać oddziały zaciężne. Ich dowódca był oficerem królewskim odpowiedzialnym jedynie przed władcą. Z kolei tabor był wynalazkiem z okresu wojen husyckich. Tworzące go wozy posiadały lekką konstrukcję, nie były jednak odporne na ataki artyleryjskie. Wiele państw chciało przenieść na swój grunt husycki sposób walki, dlatego wynajmowano czeskich zaciężnych.

Bitwa na Kosowym Polu

Murad II (rys. domena publiczna) Sułtan Murad II zajął miejsce wśród janczarów chronionych dodatkowo wałem i artylerią. Młody Mehmed stanął na prawym skrzydle z lekką jazdą anatolijską. Na prawym skrzydle tureckim stanęła kawaleria rumijska. Obóz osmański był również chroniony przez oddziały konnych. Przed całym frontem sił tureckich manewrowały nieregularne oddziały piechoty, tzw. azabów. Hunyady rozciągnął swe siły na całej długości frontu. Sam dowodził centrum z wojskami siedmiogrodzkimi. Prawe skrzydło zajęli Wołosi z księciem Danem, lewe zaś reszta wojsk węgierskich.

Druga bitwa na Kosowym Polu rozpoczęła się od potyczek straży przednich 17 października 1448 roku. Następnego dnia nastąpił atak lewego skrzydła wojsk tureckich. Wojska węgierskie, dysponujące lepszą bronią palną ciężkimi zbrojami, miały przewagę nad atakującymi Turkami. Starcie pozostało nierozstrzygnięte. Muzułmanie ponieśli duże straty, utrzymali jednak pole bitwy dzięki przewadze liczebnej. Noc upłynęła na kanonadzie artylerii obu stron. 19 października do boju ruszyły nieużyte jeszcze w walce siły anatolijskie. Doszło do otoczenia pozycji Hunyadyego. W krytycznym momencie bitwy Wołosi zdecydowali się wysłać posłańców do sułtana. Za pośrednictwem wielkiego wezyra obiecali przejść na stronę turecką. Dla Węgrów oznaczało to zupełną porażkę. Regent uznał, że wszystko stracone. Rozkazał zaciężnym z Czech i Niemiec atakować rejon, gdzie znajdował się Murad II ze swymi janczarami. Sam zaś, opuszczając tabory, uciekł z pola bitwy. 20 października Turcy szturmowali już tabory bronione przez Czechów i Niemców oraz te wojska węgierskie, które nie zdołały ujść z regentem. Tak opisywał te wydarzenia późniejszy janczar Serb Konstanty z Ostrowicy:

A gdy się już siedm lat przymierza, ktore byli wzięli z Cesarzem Moratem, wypeniły, Jankuł [Jan Hunyady] wojewoda lata boże(go) po tysiącu czterech set i czterdzieści ósmego uczynił poselstwo ku Despotowi [Jerzemu Brankowiczowi], napominając go, aby s niem na Turki ciagnął. Odpowiedział mu Despot: Wiesz dobrze, iżemy byli przymirze uczynili z Cesarzem Tureckiem za siedm lat i lubi nam by Cesarz w tych siedmi lat nie przekazać, a my takie jemu. A ty namówi na to sławnej pamięci Krola Władysława, aby Turkom przymirze trzymano było i jedziliście na nie bez mej rady i bez mego wiedzenia. A ja jako ten, którym tak prędko gotów nie mógłby, musiałem s Królem nie jechać, a jakoście tam zyskali, wszytkiem to ziemiam świadomo. A mnie tego barzo żal a zwłaszcza tych czasów. A przeto panie Jankule, panie Gubernatorze, wiedz, że się na Turki bez krola nie obiecuj jechać. A tako przyczyńcie si pierwej, abyśmy krola z sobą mieli, a jam gotów ze wszemi inemi przy krolu jechać bez odmowy. A jeśli oprócz tej mej rady na Turki pojedziecie, pamiętajcież, iż mi będziecie wspomina tam, gdzie rada ma pomocna nie będzie.

Gubernator, usłyszawszy to poselstwo, śmiał się s niego, a rzekł: Pomożelić mi Pan Bog pogany zwyciężyć, najdęć was w Smidorowie. K tej rzeczy Despot odpowiedział: Niechaj idzie z Panem Bogiem, a jako on nam myli, tako mu Boże w jego ono daj. Potem posłał Gubernator k Despotowi, aby go świebodnie przez swą ziemi aliż na Kosowe pole przepuścił, który na tych miast po wszej swej ziemi rozkazał, aby go świebodnie przepuszczono a tak dobrą wolą okazywano, jako jemu samemu, co więc przykazał pod swą miłością. Potem Gubernator przyciągnął ze wszytką moc swą na Kosowe pole a tam widząc Cesarza Tureckiego moc a siłę wielką, taki mu list napisał: Cesarzu, nie mamci ja tak wiele ludzi, jako ty i aczkolwiek ich mniej mam, wiedz to iście, żeć są dobrzy, stali, prawi a mężni. Odpowiedział Cesarz Jankułowi: Jankule, radniej ja mam pełen tuł strzał pospolitych, niż sześć albo siedm pozłoconych.

Począł jest boj we czwartek rano a bili się a w sobotę do nieszporów. Jezni pogańscy na głowę porażeni beli ale się potem poprawili. Widząc to Gubernator, obrócił się na dworzany, a tam na głowę porażony, iż samowtor ledwo uciekł do gor, a ini wszyscy na placu zostali, którzy są zbici na głowę. Cesarz Morat rozkazał wszystkie głowy na kopce skadać. A tak z zwycięstwem jał z Kosowa s pola, a tako si ta nieszczięsna a żałościwa bitwa dokonała. Gubernator przyjechał do iny krainy imieniem Zagorze Pambdamosowicz Stefan, i przywiedzion Janku przedeń u a on przywiód go Despotowi do Smidorowa. Despot, darowawszy ji, puścił na swe złe do Węgier. Jako mówi: złemu nigdy dobrze nie czyń: i miałże potem Despot wiele gomonow od Cesarza Tureckiego prze to iż ji przepuścił z ziemie, abociem be na Smidorowie niem wiedział, wnet by ji be odegnał, a przeto go Despot długo nie chcia mieć przy sobie, iż by się Cesarz nie dowiedział.

Skutki

Hunyady próbował jak najszybciej dotrzeć do Dunaju, aby znaleźć się na Węgrzech. Będąc blisko granicy, został niespodziewanie uwięziony przez Jerzego Brankovicia. Ten wypuścił go z niewoli dopiero po zawarciu zupełnie niekorzystnego dla Węgier traktatu.

Władysław V Pogrobowiec (portret nieznanego autorstwa, 1457 rok) Zdrada wołoskich sojuszników nie wyszła im na dobre. Podejrzliwy sułtan widział w niej fortel Hunyadyego. Chalkondyles twierdzi, że sułtan kazał wyrżnąć otoczone oddziały wołoskie. Źródła tureckie (Akszykpaszade) nie potwierdzają tej opowieści. Z powodu olbrzymich strat Osmanowie zrezygnowali z pogoni za uciekającymi chorągwiami węgierskimi. Zostały one zresztą zaatakowane w drodze na Węgry przez Serbów. Straty wśród obu stron były tak duże, że pochowano tylko nielicznych. Resztę ciał wrzucono do płynącej nieopodal rzeki Żytnicy. Prze długi czas była ona z tego powodu zatruta.

Katastrofa na Kosowym Polu sparaliżowała potencjał wojskowy Węgier na całe pokolenie. Sztandar węgierski wciąż powiewał nad Belgradem, ale nie mogło być już więcej wypraw na południe od Dunaju. Hunyady nie był w stanie pomóc Konstantynopolowi. Na całym Półwyspie Bałkańskim jedynie w Albanii stale opierano się rządom tureckim. Klęska Węgrów w drugiej bitwie na Kosowym Polu doprowadziła do załamania się pozycji Hunyadyego na Węgrzech. Magnaci obarczyli go odpowiedzialnością za utratę armii. Gdy w 1452 roku Władysław V Pogrobowiec osiągnął trzynasty rok życia, wielmoża utracił pozycję regenta. Był już jedynie obserwatorem kolejnych sukcesów tureckich.

Zwycięstwo pod Belgradem

Kiedy w 1456 roku na Węgry ruszyła nowa armia turecka, wódz znów okazał się potrzebny. Król Władysław uciekł do Wiednia wraz z głównym antagonistą byłego regenta, hrabią Ulrykiem z Cylii. Jan Hunyady z własnych funduszy wystawił armię złożoną z chłopów i zaciężnych. Dzięki swoim talentom odniósł głośne w całej Europie zwycięstwo nad Turkami pod Belgradem (lipiec 1456). Przyczynił się do tego również płomienny kaznodzieja, legat papieski Jan Kapistran, dobrze znany na Węgrzech, w Czechach i w Polsce ze swej misji w latach pięćdziesiątych XV wieku. Współczesny tym wydarzeniom Jan Długosz tak opisywał zwycięstwo Hunyadyego:

Jakoż sułtan turecki, powziąwszy wiadomość od szpiegów i z pogłosek, że w krajach chrześcijańskich przeciw niemu zbrojono wojsko i przygotowywano się do wojny (...) zapale postanowił nie odpierać wroga, lecz wszcząć wojnę […]. Zebrawszy potęgę ze swoich posiadłości, obległ Belgrad, dawniej zwany Taurinum, położony u ujścia Sawy do Dunaju, sądząc, że zdobywszy go, swobodnie będzie mógł plądrować Węgry i osłabiać potęgę Węgrów.

To nieszczęście dodane do poprzednich klęsk, jakich chrześcijaństwo i królestwo Węgier doznało od Turków, przeraziło króla Węgier i wszystkich; cóż by to było, jeżeliby tak warowny i mocny zamek, port i brama królestwa, został wzięty? Sam król Węgier z powodu małoletności nie mógł temu nieszczęściu zaradzić. Jednak legat apostolski kardynał Jan, i czcigodny ojciec Jan Kapistran […] radami, prośbami i łzami nakłaniali radców królestwa Węgier, a zwłaszcza Jana Hunyadyego, rządcę tego królestwa do niesienia pomocy oblężonym. Jan Hunyady w tylu i takich niebezpieczeństwach, jakimi zagrażała królestwu Węgier potęga Turków, oddany raczej lepszej myśli niż rozpaczy, nieustraszenie podjął wyprawę przeciw Turkom. Ojca Jana Kapistrana wraz z innymi krzyżowcami przybyłymi do Budy z Polski i Czech w celu niesienia pomocy wiernym wsadził na okręty, poleciwszy, aby jak mogą najszybciej, dążyli do Belgradu, aby dać pomoc oblężonym i umysły ratować od rozpaczy. Albowiem po trzynastu tygodniach oblężenia przez Turkbw, po zburzeniu jedenastu wież i całych murów przez nieustanne dzienne i nocne niszczenie setką dział ogromnej wielkości, wzrosły wszystkie trudności i myślano albo o zagładzie przyszłej, albo o poddaniu się. Jan Hunyady zaś podążał drogą lądową wraz z wojskiem zebranym spośród Węgrów i krzyżowców polskich, czeskich i niemieckich, mając nadzieję, że z dawna obiecywana flota papieża i króla Aragonii będzie oblegać Konstantynopol, a Turcy odstąpią od oblegania Belgradu […]

Turek zaś, dowiadując się, że wojsko chrześcijańskie i brat Jan Kapistran dostał się do zamku, aby odpierać ich ataki – jak mówią – powiedział do swoich: „Jeżeli w ciągu trzech dni nie nastąpi zdobycie zamku, to nigdy nie będzie można nim zawładnąć” […]. Trzeciego dnia szturmu, który wypadł w uroczystość św. Jakuba apostoła, skoro Turcy zajęci byli szturmowaniem i skoro dwa dni i tyleż nocy walczyli oblegający z obleganymi wytrwale o zdobycie zamku, a Turcy na miejsce znużonych żołnierzy stawiali nowych i wypoczętych, walczono dalej. Ponieważ oba wojska trwały w walce, w dniu św. Marii Magdaleny zwycięstwo chwiało się na obie strony. Turcy przeważali liczebnie; wojsku katolickiemu dodawała ducha konieczność i ostateczne niebezpieczeństwo, najskuteczniejsza ze wszystkich wytrwałość, a przede wszystkim zachęta do oporu przeciw Turkom ze strony Jana Kapistrana i braci […].

Tymczasem nagle zginął – trafiony pociskiem – młodszy wódz Turków, na którym opierało się całe kierownictwo walki. Wskutek tego Turcy doprowadzeni do rozpaczy, oddawszy zwycięstwo chrześcijanom, wraz z sułtanem rzucili się do ucieczki. Ów dumny sułtan turecki, uważany dotąd za niepokonanego i zwany postrachem narodów, pokonany został w boju i uszedł z obozu. Gdy uciekający pierzchali ze zwykłą zbiegom trwogą, wojsko chrześcijan ścigało ich. 24000 ludzi z wojska Turków zginęło w bitwie i w ucieczce. Sułtan turecki, widząc, że uciekających nie może powstrzymać, sam oddany ucieczce, z wielkim płaczem i jękiem, że tak wielką i niezwykłą klęskę zadano zwycięzcy wielu narodów napięty przybył do miasta Sofii, gdzie znakomitych w swym wojsku panów pościnał za to, że źle walczyli i ucieczką swą innych do ucieczki pociągnęli; uchodząc stąd przybył do Konstantynopola.

Wojsko katolickie, chwalebnie zdobywszy obóz turecki i wszystkie łupy, które Turcy ze sobą wieźli, 100 znakomitych dział, 64 statki, tłum jeńców, których strudzona ręka oszczędziła w boju, składało dzięki Bogu, który małej liczbie dał zwycięstwo nad przepotężnym wrogiem, sławiąc ojca Jana Kapistrana, że z łaski Najwyższego pokonał długo zwycięskich Turków nie przy pomocy zastępów rycerzy, lecz pastuchów i wieśniaków. Po tym zwycięstwie wielkorządca Jan Hunyady za radą ojca Jana Kapistrana zaczął odnawiać zniszczone wieże i mury. Zwycięskie wojsko odprowadził do Budy, mając zamiar uzupełnić je nowymi zaciągami, przewidując, że sułtan turecki dla pomszczenia klęski i doznanej hańby wkrótce wyruszy z nowymi wojskami.

Oblężenie Belgradu na tureckiej miniaturze

Przez następne pięćdziesiąt lat Turcy nie niepokoili już Węgier. Sam bohater zmarł niebawem (11 sierpnia 1456 roku) wskutek zarazy panującej w zwycięskim obozie. Parę tygodni później Jerzy Branković został ranny w burdzie w obozie węgierskim. Przeżył jeszcze kilka miesięcy i zmarł w wigilię Bożego Narodzenia w wieku dziewięćdziesięciu lat. W 1459 roku armia turecka wkroczyła do Serbii i zajęła ją prawie bez walki w ciągu kilku tygodni. Wyjątkiem był Belgrad, który Węgrzy utrzymali do aż 1521 roku. Przeciwna Hunyadyemu i jego obu synom grupa magnacka doprowadziła w trakcie walka do skazania na śmierć obu jego synów. 16 marca 1457 roku wyrok wykonano na Władysławie, jego brat Maciej pozostał w więzieniu królewskim. Tak wzburzyło to ogół szlachecki, iż wybuchło powstanie, które zmusiło króla Władysława Habsburga do ucieczki. Zmarł nagle w Pradze 13 listopada 1457 roku. 23 stycznia 1458 roku szlachta zmusiła magnatów do ogłoszenia królem Macieja Korwina. Piętnastoletni Maciej, wypuszczony z więzienia, przybył tryumfalnie na Węgry i objął władzę. Był w tym wyraz uznania dla jego ojca – pośmiertne zwycięstwo Jana Hunyadyego.

Zobacz też:

Bibliografia

Źródła

Opracowania

Redakcja: Roman Sidorski


Michał Kozłowski:

Historyk bez afiliacji, mediewista. Zajmuje się historią Bizancjum oraz historią historiografii. Publikował m.in. w „Kulturze Liberalnej”, „Mówią Wieki”, „Nowym Filomacie”, „Studiach z Dziejów Rosji i Europy Środkowej”, „Studiach i Materiałach Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej”. Ostatnio opracował przypisy i Bibliografię prac Ihora Ševčenki za lata 1938–2010 do książki Zakorzeniony kosmopolita. Ihor Szewczenko w rozmowie z Łukaszem Jasiną (Lublin: Instytut Europy Środkowo-Wchodniej 2010). Obecnie zajmuje się recepcją prac historyka Oskara Haleckiego.

[ więcej o autorze ]

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Komentarze

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz