Niech żyje car Władysław Zygmuntowicz! Cz. 2: Hetman Stanisław Żółkiewski w rokowaniach z Moskwą

Lipiec 1610 roku był jednym z najgorętszych miesięcy w historii Rosji. Liczna i bitna armia została pod Kłuszynem doszczętnie rozbita, a jej dowódca, brat carski Dymitr, salwował się ucieczką boso i na chłopskiej szkapie. W drodze do Moskwy radził mijanym miastom i garnizonom, aby błagały o łaskę zwycięzców, gdyż na ratunek nie ma szans.

Przeczytaj część pierwszą artykułu: Rachuby polityczne i wybuch wojny.

Patriarcha Hermogenes (rys. z 1905 roku) Z jednej strony na Moskwę maszerował na czele swych sił zwycięski hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski, z drugiej zaś Samozwaniec, pragnący na swój sposób zagospodarować dobrą koniunkturę. Udało mu się zdobyć Sierpuchowo, wmawiając jego załodze, iż okryty sławą hetman jest na jego służbie. Dni nielubianego cara Wasyla Szujskiego były policzone, gdyż dojrzewał spisek przeciwko niemu. Prowodyrami byli bracia Prokop i Zachar Lepunowowie, choć według samego hetmana ich mocodawcą był kniaź Wasyl Golicyn, stojący również za upadkiem pierwszego Samozwańca. W obronie cara stanął ksenofobiczny patriarcha Hermogenes, stawiający Szujskiego za wzór wojownika i prawosławnego władcy. Cerkiewny hierarcha zapowiedział również, iż problem najeźdźców wkrótce zostanie rozwiązany: na ziemię zstąpią zastępy anielskie pod wodzą archanioła Gabriela, aby zmieść wrogów Świętej Rusi, ostatniego kraju, który zachował światło czystej, nieskalanej herezją wiary.

Władzę przejęła grupa najmożniejszych bojarów zwana Siemibojarszcziną z kniaziem Fiodorem Mścisławskim, przewodniczącym Dumy bojarskiej, na czele. Nie była ona jednak w stanie zapanować nad sytuacją, gdyż poszczególne koterie już ruszyły do wyścigu po władzę. Moskwa potrzebowała twardej ręki cara, potrafiącego choćby siłą ukrócić destabilizujące dążenia najmożniejszych.

Wokół wyróżniających się jednostek wykrystalizowały się silne stronnictwa. Patriarcha Hermogenes (który w Moskwie był postacią kluczową) skupił wokół siebie środowisko sprzeciwiające się wszelkim wpływom z zewnątrz i postulujące osadzenie na tronie któregoś z rodów bojarskich. Najpoważniejszymi kandydatami byli tu wspierany przez lud Michaił Nikitycz Romanow, piętnastoletni syn metropolity Filareta, po kądzieli potomek carskiej linii Rurykowiczów, oraz kniaź Wasyl Golicyn, popierany przez duchowieństwo. Znaczna jednak część bojarów widziała, jak opłakane skutki przyniosły dotychczas tego rodzaju rozwiązania. Łakomie spoglądali również na przywileje szlacheckie i swobody obywatelskie panujące w Rzeczpospolitej, toteż ich przedstawiciele stworzyli stronnictwo propolskie, któremu przewodził kniaź Fiodor Mścisławski. Nadal silna była również tęsknota za Rurykowiczami, dlatego sporą popularnością cieszył się Samozwaniec. Jego stronnictwo jednak tworzył prosty lud i moskiewskie pospólstwo, dlatego też nie odegrało ono większej roli w targach politycznych, które rozpoczęły się wraz z przybyciem hetmana pod Moskwę. Należy jednak przyznać, iż po krwawo stłumionej rebelii chłopskiej Bołotnikowa Samozwaniec był postrachem możnych, lękających się, iż żądny krwi motłoch chwyci na polecenie uzurpatora za broń. Jego zwolennicy pełnili więc rolę swoistego politycznego straszaka.

Filaret jako patriarcha moskiewski (portret nieznanego autorstwa) Podzielona była również sama cerkiew: pozycja Hermogenesa była zachwiana, na co wpłynęła jego bezkompromisowa obrona cara Wasyla. Elity polityczne zrozumiały, iż będzie hamulcowym projektowanych przemian. Na jego następcę kreowano bardziej elastycznego metropolitę Ignacego, zwolennika dialogu z Polakami i papieżem. Filaret, dysponując własnym zapleczem politycznym, również dążył do obalenia Hermogenesa i objęcia tronu patriarszego.

Oczami Żółkiewskiego

W takich warunkach hetman był panem sytuacji i umiejętnie z tego korzystał. Część pokonanej armii przyjął na swój żołd, zaś jednego z wodzów, Grigorija Wałujewa, uczynił osobistym doradcą. Wzmocnił w ten sposób swoje siły, zyskał informacje z pierwszej ręki na temat sytuacji w Moskwie i sympatię Rosjan. Lojalność Wałujewa nie budziła podejrzeń, więc szybko został obdarzony szacunkiem za swój zmysł polityczny. Hetman walnie przyczynił się do obalenia cara Wasyla, na wszystkie strony rozsyłając odezwy i uniwersały przedstawiające jego rządy jako jedno pasmo klęsk i niepowodzeń, które doprowadziły państwo na skraj upadku. Osobiście słał również listy do znamienitszych dworzan, nie skąpiąc obietnic. To samo czynili kniaziowie moskiewscy towarzyszący hetmanowi.

W oficjalnym liście do bojarów hetman wyraził troskę o bezpieczeństwo obalonego cara i jego krewnych, jednocześnie ostrzegając przed zbliżającym się Samozwańcem i podkreślając, iż na rozkaz króla Zygmunta chce chronić Moskwę zarówno przed uzurpatorem, jak też wszelkimi innymi niebezpieczeństwami. Wódz usprawiedliwiał też agresję Rzeczpospolitej: wiedząc o licznych klęskach, które nawiedzały ziemię moskiewską, powodowany chrześcijańskim miłosierdziem król postanowił położyć im kres, przywracając ład i dobrobyt.

Hetman ruszył pod Moskwę zgodnie z własnym planem wojny, który miał doprowadzić do osadzenia na tronie carskim królewicza Władysława i nawiązania z państwem moskiewskim unii podobnej do tych, które łączyły Polskę i Litwę. W stolicy carów należało szukać ostatecznych rozstrzygnięć, które o tym zadecydują. Hetman był niemal podręcznikowym przykładem Sarmaty: głęboko wierzący katolik i żarliwy patriota, miłował Rzeczpospolitą za niespotykane nigdzie indziej przywileje, którymi obdarzała swych obywateli. Był piewcą polskiego republikanizmu, a podróżując po obcych krajach z wyższością spoglądał na absolutyzm i samowolę tamtejszych władców.

Hetman Stanisław Żółkiewski (portret autorstwa Wincentego de Lesseura, 1801 rok) W unii z Moskwą Żółkiewski widział przede wszystkim epokową szansę rysującą się przed Rzeczpospolitą. Związek obydwu mocarstw wschodnioeuropejskich położyłby kres częstym wojnom, a ich skumulowany potencjał służyłby pokonaniu wspólnych wrogów. Państwo carów otworzyłoby się na świat, a miliony żyjące pod ciężkim butem carskiego samodzierżawia znalazłyby zbawienie w rozszerzeniu swobód i tolerancji. Do zjednoczonych państw można by przyłączyć zbuntowaną przeciwko prawowitemu królowi Zygmuntowi Szwecję, dzięki czemu pod berłem Wazów znalazłaby się potężna koalicja krajów, której skumulowanemu potencjałowi żadna inna siła zewnętrzna nie potrafiłaby się przeciwstawić.

Niemałe były przeszkody po obu stronach. Projekt unii z Moskwą nie był nowy, lecz polscy i litewscy politycy często widzieli w nim jedynie metodę realizacji doraźnych korzyści terytorialnych i politycznych, bądź wręcz swoich własnych partykularnych interesów, z drugiej zaś strony Moskwa była w tym okresie odizolowana od świata niemal tak szczelnie, jak Japonia sprzed ery Meiji. Rolę hamulcowego odgrywała cerkiew prawosławna, niechętna wszelkim przemianom modernizacyjnym, w szczególności zaś mającym na celu rozbudzenie umysłów. Mimo to hetman uważał, iż Rzeczpospolita ma tak duże doświadczenie w godzeniu antagonizmów (dwustuletnie z górą współżycie Polski i Litwy), iż uda się je przezwyciężyć i w tym przypadku, potrzeba było do tego jedynie czasu i dobrej woli.

Środka do realizacji tych dążeń upatrywano w osadzeniu na tronie carów królewicza Władysława, co znalazło też potwierdzenie na karcie porozumień zawieranych z bojarami moskiewskimi pod Smoleńskiem w lutym i pod Carowym Zajmiszczem w czerwcu 1610 roku.

Pod Moskwą

Bojarzy z wielką rezerwą podeszli do projektu hetmana. Kazali mu trzymać się z dala od Moskwy, na kwieciste zapewnienia odpowiedzieli, iż żadnego ratunku im nie potrzeba, jeżeli zaś hetman chce doprowadzić do jakichkolwiek rokowań, najpierw niech zneutralizuje zagrożenie ze strony Samozwańca. Żółkiewski jednak niepowstrzymanie zbliżał się do Moskwy, nie zważając na te postulaty, toteż Duma bojarska postanowiła podjąć rokowania. Zapadła nawet uchwała, w myśl której przyszłym carem może zostać jedynie zagraniczny dynasta – w praktyce w grę wchodził jedynie królewicz Władysław Waza.

Aleksander Korwin Gosiewski (portret anonimowego autorstwa z XVIII wieku) Hetman prowadził stałą korespondencję z królem, który ogólnikowo wymagał twardej postawy i przełamywania oporów z pozycji siły. Nie przedstawił jednak hetmanowi szczegółowych instrukcji dyplomatycznych, Żółkiewski domyślał się więc, iż właściwe rokowania poprowadzą osoby bardziej odpowiednie. I tak by też wolał – był żołnierzem, nie politykiem, i spodziewał się, iż do niego należeć będzie jedynie stworzenie dobrego gruntu pod rozmowy i omówienie ewentualnych warunków wstępnych. Mijały jednak dni i tygodnie, lecz ani posłowie, ani instrukcje nie docierały, na pewien czas urwała się również korespondencja z królem. Wyznaczony do pertraktacji Aleksander Korwin Gosiewski utknął po drodze obłożnie zachorowawszy. Króla również zwaliła z nóg ciężka choroba. Hetman jednak gubił się w domysłach, nie mając o tym pojęcia. Chcąc nie chcąc, sam zabrał się do tkania materii dyplomatycznej.

Pomimo tych utrudnień, rokowania rozpoczęły się obiecująco. 4 sierpnia przybyła do hetmańskiego obozu delegacja, w skład której weszli najznamienitsi bojarzy: kniaziowie Fiodor Mścisławski (przewodniczący Dumy), Wasyl Golicyn, Fiodor Szeremietiew i Danił Mezecki oraz diacy dumni (sekretarze Dumy): Wasyl Telepniew i Tomiło Ługowski. Powołując się na opinię całego państwa, oświadczyli, iż życzą sobie objęcia tronu carskiego przez królewicza Władysława. Postawili jednak szereg warunków, których długą listę przedstawił Telepniew. Nieco zniecierpliwiony tym hetman miał świadomość, jak niedorzeczna jest część z nich, swym oporem nie chciał jednak zniweczyć korzystnej koniunktury. Wsłuchując się w treść zapisów odczytywanych przez Telepniewa, pogrążył się w rozmyślaniach.

Wątpliwości pana hetmana

Żółkiewski nie posiadał wytycznych jasno wyznaczających kierunek rokowań, nadal oczekiwał instrukcji i nie mógł samowolnie dyktować i przyjmować warunków. Sytuacja w Moskwie była jednak mało stabilna, lada moment przewagę mogło zdobyć któreś z pozostałych dwóch stronnictw, a sprawa królewicza mogła bezpowrotnie upaść, do czego hetman sam mógłby się przyczynić wyczekującą bądź nieprzejednaną postawą. Wojna rozgorzałaby wówczas na nowo, w dalece mniej korzystnych warunkach niż dotychczasowe.

Zygmunt III Waza, portret pędzla Martina Kobera, ok. 1590 roku Podchodząc do rokowań z bojarami, Żółkiewski wywiódł swoje stanowisko z trzech źródeł: treści umowy smoleńskiej, wiedzy o żądaniach króla oraz osobistej oceny warunków panujących w Moskwie. Król żądał twardej postawy, według niego bowiem trwałe owoce mogły przynieść jedynie rozwiązania siłowe, jasno określające relacje między zwycięzcą a pokonanym. Siły ekspedycyjne, jakimi dysponowano, były jednak w opłakanym stanie, żołnierze nie otrzymywali żołdu, a gdyby nie chaos panujący w Rosji, cały projekt byłby skazany na porażkę. Nie przygotowano więc potencjału wystarczającego do prowadzenia takiej właśnie polityki.

Z drugiej jednak strony treść wcześniejszych porozumień była dalece skromniejsza w swych zapisach niż obecne oczekiwania króla. Zapisy te były bardziej realistyczne pod względem uwarunkowań strony rosyjskiej, z tych też powodów rozum podyktował hetmanowi bardzo ostrożne prowadzenie rokowań. Przyjęto warunki zgodne z zapisami wcześniejszych umów między stroną polską a bojarami, pozostałe pomijając lub oddając pod rozwagę króla.

W tym czasie zagony Samozwańca paliły i łupiły podmoskiewskie wsie i przysiółki, aby za wszelką cenę zerwać rokowania. Z drugiej jednak strony jego sukcesy napawały Moskwę strachem i zmuszały bojarów do czynienia coraz poważniejszych ustępstw, gdyż wiarusy Żółkiewskiego były jedyną siłą zdolną do powstrzymania Samozwańca. Hetman był z tego rad, bo czas grał w tym przypadku na jego korzyść, co wykorzystał do własnych celów – lada moment mógł otrzymać wyczekiwane instrukcje.

Z drugiej jednak strony od dawna nieopłacane wojska hetmańskie groziły buntem, dlatego też hetman nie mógł zwlekać bez końca. Fakt ten zaważył ostatecznie na finale rokowań. Mając świadomość, jak wielką wagę ma morale żołnierzy, Żółkiewski uzależnił ostateczną decyzję od wyniku przeprowadzonego wśród nich sondażu. Chciał mianowicie wiedzieć, czy zgodzą się pozostać na służbie, nie pobierając przez dłuższy czas żołdu, jeżeli tym kosztem da się uzyskać znacznie korzystniejsze warunki umowy. Żołnierze jednak nie mieli zamiaru darmo nadkładać szyi we wciąż trwającej wojnie. Również i oficerowie byli zdania, iż skoro pojawia się szansa na zawarcie korzystnego pokoju (związanego z wstąpieniem na tron carski królewicza), nie ma sensu przeciągać wojny.

Ugoda

Królewicz Władysław Waza (portret autorstwa Jakoba Troschela, około 1605 roku) Tym niezwykle demokratycznym akcentem zakończyły się rokowania bojarów moskiewskich z hetmanem i oficerami Rzeczpospolitej. 27 sierpnia 1610 roku literę umowy zaprzysiężono na świętych krzyżach i ikonach cerkiewnych. W jej myśl po uprzedniej konwersji na prawosławie tron carski miał objąć królewicz Władysław. Prawosławie miało na zawsze pozostać jedyną religią państwa carów, zachowany w dotychczasowym stanie miał być również majątek cerkiewny i przywileje bojarskie. Zakazano Polakom i Litwinom obejmowania stanowisk państwowych i ziemskich, jak również skazywania bez wyroku sądowego, stosowania odpowiedzialności zbiorowej i mszczenia się na krewnych przestępcy. Duma bojarska zyskiwała również wgląd w gospodarowanie pieniędzmi przez cara. W ugodzie znalazł się także zapis o wieczystym pokoju, przymierzu i wolnym handlu między Rzeczpospolitą a Państwem Moskiewskim. Rachunek krzywd z czasów pierwszego Samozwańca uznano za zamknięty, z niewoli moskiewskiej wyzwolono jeńców polskich więzionych od tego czasu. Wypuszczeni też mieli zostać jeńcy, których strona polska wzięła od początku wojny (jesień 1609 roku). Hetman miał współpracować z bojarami w kwestii zgładzenia Samozwańca, jak również prosić o zdjęcie oblężenia ze Smoleńska. Literę umowy i wierność nowemu carowi zaprzysięgły wielotysięczne rzesze z całego państwa, co nadawało jej rangi ogólnopaństwowej. Zakończenie rokowań hucznie świętowano.

W końcowej fazie rokowań syn bojarski Fiodor Andronow Sołowiecki, totumfacki króla, przywiózł pismo królewskie zawierające wytyczne dotyczące prowadzenia rokowań z bojarami. Król otwarcie obwieścił, iż pragnie przyozdobić czapką Monomacha własne skronie. Działania w tym kierunku doprowadziłyby jednak do eskalacji przemocy, lękano się w Rosji Zygmunta III jako niestrudzonego szermierza katolicyzmu (casus unii brzeskiej), dlatego też hetman zignorował ten postulat. W swoich pamiętnikach stwierdził, iż list od króla otrzymał już po zawarciu umowy – być może chciał w ten sposób usprawiedliwić zlekceważenie woli monarchy.

Na początku września z instrukcjami królewskimi przybył pod Moskwę również Aleksander Gosiewski, mający czuwać nad ich realizacją. Na miejscu był jednak pod wrażeniem ogromu dyplomatycznej pracy wykonanej przez hetmana i widząc, iż po stronie królewicza opowiada się większość państwa, przyznał rację Żółkiewskiemu. Instrukcje królewskie uznał za nierealne i sam radził ich zatajenie.

Porozumienie było nie po myśli króla, ale zgodne z interesem Rzeczypospolitej, hetman wynegocjował je, korzystając z lepszego niż król rozeznania w sytuacji, dlatego też liczył iż Zygmunt III zatwierdzi je ostatecznie, zrozumiawszy słuszne powody niesubordynacji wodza.

Plan Moskwy z 1610 roku

Niech żyje car!

Kolejnym krokiem na drodze osadzenia Wazy na carskim tronie było odprawienie poselstwa, które udałoby się do króla po zatwierdzenie wynegocjowanych zapisów. Choć projekt ukoronowania Władysława na cara nie zyskał wymaganej akceptacji Soboru Ziemskiego (jego zwołanie w warunkach wojennych byłoby bardzo trudne), to jednak w skład tego poselstwa wchodzili przedstawiciele miast i ziem całego państwa oraz wszystkich stanów, co nadawało mu rangę ogólnonarodową, porównywalną z wolą Soboru.

Hetman sprytnie zadbał, aby w składzie poselstwa znaleźli się kluczowi opozycjoniści, których w ten sposób usunął z Moskwy. Przekonał do udziału również alternatywnych pretendentów do tronu: starego krętacza Wasyla Golicyna, który równie łatwo giął kark przed carami, jak i składał ich z tronu, oraz metropolitę Filareta, ojca Michaiła Romanowa, późniejszego cara.

Po wyprawieniu poselstwa Żółkiewski sam zabrał się do wyjazdu pod Smoleńsk, aby osobiście zdać królowi sprawę ze swoich przedsięwzięć i przekonać go do zatwierdzenia zawartego porozumienia. Obsadziwszy potajemnie Moskwę wojskiem i rozpędziwszy oddziały Samozwańca, zapewnił rosyjskiej stolicy niezbędne minimum stabilności, po czym wyruszył w drogę. Jego misja w Moskwie była zakończona.

Przeczytaj trzecią część artykułu: Upadek planów hetmana.

Zobacz też:

Koszulka: „Na wakacje jeżdżę do Moskwy”

Nadruki zostały wykonane na koszulkach 185 g Unisex. Cena koszulki wynosi 34,99 zł. Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL.

Kup koszulkę, wesprzyj nasz portal!

Bibliografia

Źródła

Opracowania

Redakcja: Roman Sidorski


Łukasz Franciszek Banaś:

Od 2010 r. Student Akademii Obrony Narodowej. Pasjonat historii wczesnonowożytnej, zwłaszcza Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Redaktor portalu konflikty.pl.

[ więcej o autorze ]

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Komentarze

Gość: CzytelnikNiestety jestem zdruzgotany, iż nie dane jest mi przeczytać do końca tak dobrego artykułu...

Ostatnia część tego wnikliwego referatu zwraca błąd 404...

Roman SidorskiSprawdziłem, odnośnik na końcu tej części artykułu powinien działać i zaprowadzić do części trzeciej.

Gość: CzytelnikNiestety nie ma Pan racji.

Sprawdziłem ponownie i znów zwraca bład 404, oto link:
http://histmag.org/Niech-zyje-car-Wladyslaw-Zygmuntowicz-Cz.-3-Upadek-planow-hetmana-8449

Roman SidorskiHm, wygląda na to, że rzeczywiście był pewien błąd, ale chyba się nie pomylę, jeśli napiszę, że udało mi się go naprawić. Bardzo proszę spróbować ponownie.

Dodaj komentarz