Opublikowano
2015-06-03 12:10
Licencja
Wolna licencja

Boże Ciało – od herezji do jednego z głównych świąt Kościoła

Kościelne święto Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa to jedna z największych katolickich uroczystości w kalendarzu liturgicznym. Co ciekawe, na początku swego istnienia uznana została za herezję.


Początek tradycji obchodzenia święta Bożego Ciała sięga XIII wieku. U progu tego stulecia – na Soborze Laterańskim IV (1215) - w Kościele katolickim przyjęto dogmat o transsubstancjacji, czyli przemianie substancji chleba i wina, w ciało i krew Chrystusa z zachowaniem ich naturalnych przypadłości takich jak smak, wygląd, forma itp. Wiązało się to z coraz mocniejszymi wpływami filozofii greckiej oraz tradycji scholastycznej w teologii Kościoła zachodniego.

Wraz z ogłoszeniem dogmatu, wzrosło zainteresowanie kultem Eucharystii, która przestawała być jedynie elementem liturgii, lecz coraz mocniej postrzegana była jako dowód na trwałą obecność Chrystusa na Ziemi. Święto eucharystyczne przypadało w tym okresie zwyczajowo w Wielki Czwartek, w czasie, którego – zgodnie z tradycją ewangeliczną – Jezus po raz pierwszy dokonał przemiany chleba i wina w swoje Ciało i Krew.

Herezja

Św. Julianna z Cornillon - beatyfikowana w 1264 roku przez Urbana IV. Kanonizacji w 1869 dokonał Pius IX. (fot. Andreas Praefcke zgodnie z warunkami GNU Licencji Wolnej Dokumentacji)
Głównym bodźcem do ustanowienia oddzielnego święta Ciała i Krwi Chrystusa, niezależnego od obchodów Triduum Paschalnego, były objawienia, jakich doznała przeorysza zgromadzenia augustianek w Mont Cornillon koło Liege, św. Julianna z Cornillon. Około roku 1207, jako szesnastoletnia dziewczyna, przeżyła pierwsze widzenia, choć były one jeszcze mgliste i niezrozumiałe. Zgodnie z tradycją hagiograficzną, dopiero kilkanaście lat później, w 1245 roku, św. Juliannie ukazać miał się Chrystus, który w widzeniu domagał się ustanowienia święta Eucharystii na pierwszy czwartek po święcie Trójcy Przenajświętszej. Miało mieć ono charakter radosny i dziękczynny, inny od podniosłej atmosfery Wielkiego Czwartku.

O swoich objawieniach Julianna opowiedziała bł. Ewie z Liege – pustelniczce żyjącej pod rygorem rekluzji (kontaktowania się ze światem jedynie przez kratę lub okienko), oraz augustiance Izabeli z Mont Cornillon. Wkrótce informacja o objawieniach dotarła również do ówczesnego biskupa Liege Roberta z Thourotte, który zlecił lokalnym teologom zbadanie sprawy.

Po pozytywnym werdykcie komisji teologicznej, która uznała objawienia Julianny za zgodne z nauką Kościoła, w 1246 z inicjatywy Roberta odbyła się pierwsza procesja eucharystyczna w dniu wskazanym w objawieniach. Jednakże jeszcze tego samego roku biskup zmarł, a w kręgach kościelnych pojawiły się wątpliwości dotyczące objawień i rzetelności badań komisji teologów. Wkrótce zaczęto również wysuwać przeciwko Juliannie oskarżenia o herezję, a decyzję o wprowadzeniu święta Bożego Ciała w diecezji Liege, uznano za przedwczesną. Zarzuty te spowodowały, że święto przestało być obchodzone.

Urban IV - papież od Bożego Ciała

Papież Urban IV
Pod wpływem tych oskarżeń św. Julianna opuściła Mont Cornillon i po kilkuletniej tułaczce po okolicznych klasztorach zmarła w 1258 w Fosses-La-Ville. Sprawa święta Eucharystii nie została jednak zapomniana. Za namową bł. Ewy z Liege problemem tym zajął się Jakub Pantaléon z Troyes, ówczesny archidiakon w Liege, a późniejszy biskup Verdun, patriarcha Jerozolimy, a od 1261 papież Urban IV. W czasie pełnienia kolejnych godności kościelnych, wielokrotnie podnosił sprawę kultu Bożego Ciała i Krwi, oskarżenia wysuwane przeciwko św. Juliannie uznając za niesłuszne i nieprawdziwe.

Do ostatecznego uznania święta Bożego Ciała za ogólnokościelne, Urbana IV skłonił jednak dopiero cud eucharystyczny, jaki miał miejsce w Bolsenie (w środkowych Włoszech) w 1263 roku. W czasie jednej z Mszy, podczas przemienienia, odprawiający kapłan zauważyć miał, że z konsekrowanej hostii, wprost na leżący na ołtarzu korporał, zaczynały spadać krople krwi. Poplamiona krwią chusta została przesłana papieżowi, który w tym czasie przebywał w Orvieto w Umbrii. Urban IV umieścił relikwię w tutejszej katedrze, a pod wpływem fascynacji cudem rozpoczął aktywne starania, których celem miało być ustanowienia święta Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa obowiązującego dla całego Kościoła katolickiego.

Święto kościelne

Ułożenie liturgii i tekstów odczytywanych w czasie święta, papież zlecić miał samemu św. Tomaszowi z Akwinu, który na tę okazję stworzył jeden z najpiękniejszych hymnów kościelnych pt. „Pange lingua” (Sław języku...).

11 sierpnia 1264 roku papież Urban ogłosił bullę Transiturus de hoc mundo, na mocy której Boże Ciało stało się świętem całego Kościoła. W październiku tego samego roku papież zmarł, a o uroczystościach święta Bożego Ciała zapomniano. Przypomniał o nim dopiero w 1314 roku papież Klemens V. Ostatecznie jednak uroczystość zatwierdził Jan XXII, który włączając bullę z 1264 roku do zbioru praw kanonicznych tzw. Klementyn, nadał postanowieniu Urbana IV moc obowiązującą. W 1389 roku, papież Urban VI, wliczył uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi w poczet głównych świąt Kościoła.

Boże Ciało przyjęło się wkrótce głównie na terenie Francji, Niemiec i Włoch. Tam też kształtowały się pierwsze tradycje związane z obchodzeniem tego dnia. W środowiskach niemieckich powstał m.in. zwyczaj procesji do czterech ołtarzy i odczytywania przy nich ewangelii nawiązujących do tematyki święta. Stamtąd najpewniej obyczaj trafił na grunt polski.

W Polsce, Boże Ciało obchodzone było od 1320 roku, kiedy biskup krakowski Nankier ustanowił je dla diecezji krakowskiej. Jednakże za święto obowiązujące we wszystkich diecezjach polskich uznał je dopiero synod gnieźnieński z 1420 roku.

Tekst opublikowano pierwotnie 23.06.2011 r.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: |

Bełkot był, jest i będzie bełkotem. Kościół tłumaczy ten bełkot od 2 tys. lat i dalej będzie tłumaczył. A ta dyskusja jest tylko mieleniem pustych słów lub abstrakcyjnych pojęć.



Odpowiedz

Gość: MK |

Brakuje trochę informacji o powodach, dla których przyjęto to święto. Innymi słowy; jaki miał interes kościół katolicki w tym, by takie święto uruchomić. Tekst ok.



Odpowiedz

Gość: Hubcio |

"Pouczony o tym i pełen niezachwianej wiary, że to, co się zdaje być chlebem, nie jest chlebem, chociaż takie wrażenie daje smak, lecz ciałem Chrystusa, a co się zdaje być winem, nie jest winem, choć się tak smakowi wydaje, ale krwią Chrystusa umocnij serce twoje, pożywając ten chleb jako duchowy i rozwesel oblicze twej duszy". Katecheza mystagogiczna Cyryla Jerozolimskiego (315–386) 22,9 Motyw realności był obecny, ale Lateran ustawił pewnego rodzaju rozumienie. Oparte jest ono na ówczesnej metafizyce. Arystoteles głosił, że każdy był składa się z substancji, oraz akcydensów. Substancja jest stała, ja jestem tym kim jestem (substancja), ale np. wypadają mi włosy i się starzeje (moje akcydensy ulegają zmianie). W transsubstancjacji, jak sama nazwa wskazuje, ta logika jest odwrócona, czyli substancja się zmienia, a akcydensy pozostają niezmienne. Naturalnie było to też reakcją na poglądy jakie głosił niejaki Berengariusz z Tours, który przeczył realnej obecności, mówiąc, że to tylko symbol, co dało asumpt do reakcji. Ktoś wcześniej wspomniał o Augustynie. No tak, ale Augustyn głosił też podwójną predestynację oraz coś co można uznać za sola gratia (czasem jest on określany nawet ojcem reformacji), więc niekoniecznie wszystko co głosili np. doktorzy Kościoła zostało przyjęte. Przecież np. papież Jan XXII był heretykiem nawet. O podobiznach można przecież poczytać już u Tertuliana. Samych podobizn nie powinno się "bać" przecież to nie są magiczne moce, które kogoś zjedzą. Natomiast ich fetyszyzacja w ludowym/kulturowym katolicyzmie rzeczywiście może dziwić. Jednak ten w procesach globalizacji i laicyzacji zanika. Ktoś wcześniej wspomniał o kanibalizmie. Nie do końca, gdyż w tym ujęciu substancji ciała i krwi się nie "spożywa", gdyż Chrystus jest obecny w swojej ludzkiej i boskiej naturze, ale już po wywyższeniu. Jest to ciało zmartwychwstałe. Jego nie da się zjeść i następnie wydalić. Za tym stoi pewne intuicja, która dla nas może być kulturowo obca, że to co duchowe idzie przez to co materialne. Sam źródłosłów communio wskazuje właśnie na tę jedność z Bogiem, która dokonuje się no właśnie poprzez jedzenie. My jesteśmy dotknięci deizmem oraz platonizmem, gdzie to co duchowe jest dobre, a materialne złe i grzeszne. Taki bardziej dualistyczny sposób patrzenia na rzeczywistość, a nie holistyczny. Co więcej msza i eucharystia jest związana z takim trochę żydowskim rozumieniem słów "czynić coś na pamiątkę". Bowiem gdy Żydzi obchodzą Paschę to nie obchodzą wydarzenia historycznego, ale motyw wyjścia z niewoli jest jakby implikowany do ich życia tu i teraz lub oni się jakby przenoszą w te wydarzenie. Warto pamiętać, że w judaizmie Tora jest wieczna, oraz "wpisana" w każdego człowieka. Jako że Chrystus jest prawdziwie Bogiem i człowiekiem, to w czasie eucharystii winien być obecny zarówno w swojej ludzkiej, jak też i boskiej naturze. W czasie mszy można powiedzieć, że uczestniczy się w Triduum Paschalnym. W realną obecność wierzą prawosławni, katolicy oraz luteranie i anglikanie. Naturalnie trochę inaczej będą pojmować pewne "technikalia". Natomiast ciekawe jest, co by było gdyby kult eucharystyczny zniknął z mapy pobożności? Pewnie nic wielkiego. Możliwa jest też pewnie inna forma tego kultu. Prawdopodobnie wygląda on też inaczej w różnych krajach, na różnych kontynentach. Wszakże nikt nie musi wierzyć w objawienia prywatne. To są jednak kwestie techniczne, związane z kalendarzem liturgicznym. PS: Bardzo lubię Węcławskiego, oraz quest for historical Jesus. Bardzo interesująco się to czyta. Jednak Węcławski momentami zaczyna uprawiać teologię odnosząc się do "powszechnego doświadczenia religijnego". Trzeba być uważnym gdzie uprawia jezuologię, a gdzie chrystologię.



Odpowiedz

Gość: Alek |

Dogmat o przemianie chleba w ciało i wina w krew jest potwierdzeniem słów Jezusa z Ewangelii. Jestem katolikiem zaś to święto ma dla mnie szczególnie podniosły wymiar i oprawę. Jeśli wierzysz w Boga to historia tego święta nie powinna Cię w żadnym stopniu zniechęcać. Żyjemy w czasach obłudy i fałszu wśród kapłanów, naszych bliźnich, ale czy to powód dla którego Katoliku masz wątpliwości? Czy nie było w latach, wiekach wcześniejszych zepsucia moralnego wśród kapłanów, błędów, herezji, ciemnoty? Było dawniej, jest teraz. Jeśli mimo to wierzysz, jesteś prawdziwym KATOLIKIEM.



Odpowiedz

Gość: Zbigniew |

do qq.A jednak nie są takie żałosne. To wymiana poglądów, dosyć zresztą ciekawa. Szkoda że tylko jest krytyka z Twej strony, na pewno masz coś ciekawego do powiedzenia(bez złośliwości to piszę), rozwiń to proszę. Ja osobiście i subiektywnie mam wrażenie że każdy z nas szuka po omacku, jednakże sam fakt poszukiwania prawdy sam w sobie jest ważny. Najgorsza jest obojętność i bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego co nam się mówi. Mnie też wiele \"niepokoi\", czemu zmieniono dzień święty z szabatu, z soboty na niedzielę? To że Jezus zniósł stare prawo nie oznaczało automatycznie że trzeba było \"wszystko\" zmieniać, chyba że na złość Żydom. Nakaz aby nie robić podobizn też mnie zastanawia. Boję się, martwię czy aby wiele z tych objawień i widzeń to nie są sprawki złych mocy. Modlę się do Boga i proszę o litość i pomoc jeśli jesteśmy zwodzeni. Jak mamy z naszymi nędznymi zmysłami to oddzielić? Ja nie potrafię. Oczywiście cała nauka Kościoła na pewno nie jest błędna, tylu przed nami to wszystko rozważało, nie można popadać w pychę twierdząc że to my mamy wyłączność na prawdę.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org