Opublikowano
2010-01-03 15:57
Licencja
Prawa zastrzeżone

Dekada bez nazwy

Lata dwutysięczne? Zerowe? A może po prostu pierwsze dziesięciolecie XXI wieku? Jak nazwać dekadę, która właśnie się skończyła?


Zwyczaj siekania historii na równe plasterki – wieki, dekady itd. – jest stosunkowo świeży, ale dzisiaj trudno wyobrazić sobie mówienie o przeszłości bez niego. Wielki kryzys lat 30., rewolucja seksualna lat 60., demokratyzacja Europy Środkowej i dziki kapitalizm lat 90. Dzięki dzieleniu stuleci na dziesięć równych części prościej jest nam uporządkować wydarzenia. Co jednak zrobić, gdy... dekada nie ma swojej nazwy w języku? Jak prawidłowo nazwać dziesięciolecie, które dzisiaj kojarzy się z telefonią komórkową, rewolucją internetową i walką z terroryzmem? Lata dwutysięczne? Zerowe? Dziwnie to brzmi, prawda?

Anglosaskie dziwolągi językowe

Nad tym problemem świat głowi się od przeszło dziesięciu lat. W języku angielskim próbowano go rozwiązać, jeszcze zanim zaczął się XXI wiek, ale żadna z propozycji się nie przyjęła. Swoistym przyznaniem się do klęski jest grudniowy artykuł w „Yahoo! News” pt. „Mimo dziesięciu lat na decyzję wciąż brakuje nazwy dla dekady” („Even with 10 years to decide, still no name for the decade”). Podobny ton pobrzmiewa w tekście Christophera Beama w „Slate”.

Y2K. Skrót kojarzony z nowym milenium i nową dekadą „The 2000s”, „00s” – w piśmie wygląda to nieźle i pasuje do powszechnie używanych „70s”, „80s” czy „90s”. Ale jak to właściwie przeczytać? „The two thousands”? „The twenty hundreds”? „The zeros”? Każdy, kto choć trochę zna język angielski, przyzna, że go to kłuje. Nienaturalnie brzmią też różne inne proponowane nazwy dla dekady: „double zeros” (podwójne zera), „doble Ohs” (podwójne „o”), „the O’s”, „the Oh-Ohs”, „the 2K’s” (dwutysięczne, zapisane skrótem), „pre-teens” (przednastoletnie), „the Millies” (lata milenijne?), „the Earlies” (wczesne), „the Singles” (pojedyncze, dzisiaj to słowo odnosi się raczej do ludzi i minialbumów muzycznych).

Niektóre formy rzeczywiście były stosowane (choćby w publikowanych w ostatnich dniach podsumowaniach dziesięciolecia), inne znikły jeszcze zanim zdążyły się przyjąć i dzisiaj można je wyśledzić tylko w „postulatowych” artykułach z końca XX wieku.

Niedzisiejsze zera, czyli jak zrobić neologizm z archaizmu

Jako historycy mamy tendencję do ciągłego pytania: jak to było dawniej. No właśnie, jak z tym samym problemem poradzili sobie nasi przodkowie w poprzednich wiekach? Większość z nich... nawet nie próbowała sobie radzić. Jak już wspomniałem, dzielenie odcinków czasu według systemu dziesiętnego to raczej nowy wynalazek. W odniesieniu do dekad wykorzystano go dopiero w połowie XIX wieku. Według „Oxford English Dictionary” w języku angielskim o latach 40., 50. czy 70. pierwszy raz była mowa w czasopiśmie z 1853 roku. Dlatego nie ma sensu sprawdzać, jak o początku wieku pisała prasa XVIII- czy XIX-wieczna. Zostaje nam tylko wiek XX. W pierwszych jego latach dziennikarze zachowywali się... podobnie jak dzisiaj.

Jak ja mam na imię? Ilustracja z artykułu w Slate.com. Większość starała się od problemu językowego uciec, pisząc wyłącznie o „początku stulecia” czy „pierwszych latach wieku”. Było to tym prostsze, że dzisiejszy zwyczaj pisania o poszczególnych dekadach jako oddzielnych okresach historycznych zadomowił się na dobre dopiero w latach 20. XX wieku.

Dociekliwym udało się w każdym razie znaleźć ówczesne określenie na pierwszą dekadę. W 1904 roku pewien krytyk teatralny określił ją w recenzji jakiegoś przedstawienia mianem „the ‘noughts”. „Nought” (pisane także w formie „naught”, „aught” lub „ought”) w języku angielskim znaczy tyle co „zero”, stąd o pierwszych latach wieku mówiono: „nineteen aught one” („dziewiętnaście zero jeden”), „nineteen aught two” („dziewiętnaście zero dwa”) itd. Od tego punktu krótka droga wiedzie do nazwy całej dekady, choć w prasie wysokonakładowej o „the aughts” mowa dopiero w... 1933 roku. Wtedy poczytna „Chicago Tribune” opublikowała artykuł pod tytułem skonstruowanym w formie gry słów: „Naughty Aughts” („niegrzeczne lata zerowe”).

Koniec końców „the aughts” (noughts, oughts) nigdy nie zadomowiły się w żywym języku. Do określenia tego próbowano wrócić dopiero wraz z końcem XX wieku. Sukces wskrzeszania archaicznego słowa sprzed stulecia okazał się połowiczny. Wprawdzie szereg ważnych czasopism zaczął go używać (choćby „The Washington Post”, „The Washington Times” czy „The New York Times”), ale w codziennych rozmowach „the aughts” pojawiają się rzadko, a dla młodego pokolenia są kompletnie niezrozumiałe. Ammon Shea, amerykański publicysta zajmujący się kwestiami językowymi, zapytał kilkoro nastolatków, co znaczy „the aughts”. Określenie kojarzyło im się raczej z chorobą lub nazwą zespołu muzycznego niż z dekadą...

Nieco większy sukces odniosły upiększone i brzmiące nowocześniej formy „the aughties” i „the naughties”. Ta druga upowszechniła się do pewnego stopnia w Wielkiej Brytanii i można ją odnaleźć w codziennym języku, choćby przeglądając wpisy na Twitterze. O „the naughties” warto powiedzieć kilka słów więcej, bowiem określenie to stworzono z premedytacją i w 1999 roku zapowiadano jego wielki sukces.

Początek XXI wieku jednak nie był niegrzeczny?

Grupa artystyczna „Foomedia” (dzisiaj kompletnie zapomniana) w 1999 roku rozpoczęła szeroko zakrojoną akcję mającą na celu przekonanie Amerykanów do stosowania nazwy „the naughties” na określenie kolejnego dziesięciolecia. Setki plakatów rozwieszono na murach i w budkach telefonicznych Nowego Jorku. Prezentowały one grę słów wynikającą z podobieństwa dwóch wyrazów: Nought = Zero. Noughty = Zabawa („Naught = 0. Naughty = Fun”). Akcja miała iście światowy charakter – jej inicjator David Wales, Australijczyk z Sydney, zorganizował też specjalną wystawę w Paddington. Kto by chciał żyć w latach zerowych? – pytał wówczas Wales. – Żegnajcie lata 90., witajcie naughties!

Koszulki w 2000 roku sprzedawane przez grupę promującą nazwę „the naughties”.

Dlaczego naughties jednak się nie przyjęły? Może zdecydował raczej niszowy charakter akcji (nie stała za nią żadna duża organizacja, autorytety językowe czy choćby celebryci). A może... mało profesjonalne brzmienie. „Naughty” to po angielsku nie tyle zabawa (jak twierdziły plakaty), co raczej „niegrzeczny/a” i to często w kontekście czysto seksualnym. Starczy zaglądnąć do słownika, by zauważyć, że w australijskim czy nowozelandzkim slangu „naughties” znaczą tyle co „seks”. Z kolei w angielskim i amerykańskim „naughty girl” to raczej „niegrzeczna dziewczynka” niż „dziewczyna początku wieku”.

Jeśli nawet mielibyśmy przyjąć, że gra słów „naught” – „naughty” jest na tyle trafna, by ją stosować... to czy aby pasuje ona do ostatniej dekady? Wales, podobnie jak większość ludzi Zachodu, spodziewał się po początku XXI wieku samych dobrych rzeczy. Czy jednak na pewno dziesięciolecie, które zaczęło się od ataku na World Trade Center, upłynęło na wojnach w Iraku i Afganistanie, a zakończyło się największym kryzysem ekonomicznym od lat 30. XX wieku, można nazywać „zabawnym”?

Raczej nie, choć może wystarczy... zmienić etymologię. Autor bloga „Enzo Titolo”, nowojorczyk i jeden z członków inicjatywy promującej nazwę, w 2006 roku stwierdził, że ostatnie lata były tak bardzo przepełnione kłamstwami, oszustwami i wszelkimi brudami (z radością wyciąganymi na wierzch przez media), iż jak nic zasługują na nazwę „the naughties”. Podobny tok rozumowania można wychwycić w artykule Thomasa Schallera z grudnia ubiegłego roku, opublikowanym przez „The Baltimore Sun”. Ruth Marcus w tekście zamieszczonym w „Real Clear Politics” wyraziła natomiast żal, że nie przyjęła się nazwa „oughts”, ze względu na liczbę oczekiwań, których ostatnia dekada nie spełniła (ponownie gra słów, polegająca na podobieństwie do czasownika „ought to” – „powinno się”).

Ucieczka najlepszą taktyką?

Koniec końców język angielski, jeden z najżywotniejszych i najobszerniejszych leksykalnie języków na świecie (prawdopodobnie liczy ponad milion słów), nie stworzył ogólnie przyjętego wyrazu na określenie czegoś, o czym mówią wszyscy. Funkcjonuje kilkanaście popularniejszych terminów, ale dla większej wygody i zrozumiałości mówi się raczej o „ostatniej dekadzie”, „początku wieku” czy „pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku” niż o „the aughts” czy „the 2000s”. I raczej już się to nie zmieni – w BBC i CNN wciąż, gdy będzie mowa o minionej dekadzie, zaobserwujemy chwilę wahania i niezdecydowane „yyyhm”.

Polacy nie gęsi... ale swojego słowa też nie mają

Opisany wyżej temat w tym samym stopniu dotyczy języka angielskiego, co wszystkich innych – o ile tylko w społeczeństwie posługującym się danym językiem przyjęło się mówić o poszczególnych dekadach. O nazwach pierwszej dekady XXI wieku najprościej pisać w kontekście języka angielskiego ze względu na jego (już wspomnianą) żywotność i różnorodność. Bodaj w żadnym innym języku europejskim nie powstaje tyle neologizmów, a ich akceptacja w oficjalnych zastosowaniach nie jest tak szybka. W Polsce temat nazwy ostatnich 10 lat nie przeniknął do głównego nurtu debaty publicznej, choć chyba każdy choć raz zastanawiał się „jak to nazwać?”.

„Lata dwutysięczne” pojawiają się, choć bardzo rzadko, w mainstreamowych mediach. Przykład artykułu Rzeczpospolitej. Duże dzienniki, portale czy stacje telewizyjne wolą mówić o „pierwszej dekadzie” niż eksperymentować z dziwnie brzmiącymi słowami. Widać to nawet w Internecie, gdzie zwykle neologizmy przyjmują się szczególnie szybko. „Lata zerowe” nie wyszły poza prywatne notki na blogach i komentarze. Chyba tylko „lata dwutysięczne” zdobyły nieco większą popularność. Określenie to da się znaleźć na bardziej fachowych (czy oficjalnych) stronach, np. na stronie pewnego miasteczka czy w portalu Instytutu Pamięci Narodowej. Nazwę, raczej nieśmiało i w pojedynczych przypadkach, podchwyciły też duże tytuły prasowe. „Lata dwutysięczne” udało mi się znaleźć w „Polityce”, „Rzeczpospolitej” i bardziej niszowym „Bez Dogmatu” (zresztą, tu tekst dr Desperak, która publikowała także w naszym serwisie).

Ogółem określenie to wciąż jest jednak marginalne – wystarczy nadmienić, że Google znajduje jedynie około 130 przypadków jego zastosowania. Wśród nich są głównie blogi i fora dyskusyjne, w tym... forum „Histmaga” (dyskusja sprzed roku).

Co na to specjaliści? Prof. Mirosław Bańko z Poradni językowej PWN zachowawczo stwierdził, w notce z 2002 roku: lata dwutysięczne budzą mój niepokój. Zasugerował rozwiązanie najprostsze, czyli... ucieczkę od tematu: wolałbym napisać od początku dwudziestego pierwszego (albo XXI) wieku. Żadna nowość, prawda? Większą odwagą słowotwórczą wykazał się Piotr Müldner-Nieckowski, lekarz i językoznawca prowadzący „Lekarski Poradnik Językowy”. Stwierdził on, że: dziwnie brzmi to, z czym się nie zetknęliśmy, ale przecież język jest niesłychanie bogaty i zarazem giętki, dopuszcza miliony form jeszcze przez nikogo nieużytych. (...). Żadna reguła języka nie zabrania użycia wyrażenia „na początku lat dwutysięcznych”. Trudno nie zgodzić się z Panem doktorem, choć jednocześnie wysunął on propozycję raczej nietrafioną: lepsze wydaje mi się „na początku lat dwa tysiące”. Nie udało mi się odnaleźć ani jednego przypadku zastosowania takiej formy.

Czy „lata dwutysięczne” zdążą się jeszcze upowszechnić i kiedyś będziemy o nich słyszeć równie często, co np. o latach dziewięćdziesiątych? Trudno powiedzieć. Pewnym problemem jest mała dokładność tego określenia – lata dwutysięczne mogą się odnosić do lat 2000–2009 (podobnie jak lata 90. do 1990–1999), ale równie dobrze do okresu 2000-2099. Można by mówić „pierwsze lata dwutysięczne”, ale takie określenie jest z kolei raczej zbyt długie, by stosować je w praktyce.

Na marginesie zauważmy, że również forma „początek XXI wieku” jest nieprecyzyjna, bo dotyczy okresu od 2001 roku, podczas gdy „lata dwutysięczne” – od roku 2000. Problem zauważył między innymi autor bloga „Unleashed English”, z wykształcenia filolog.

Jak się to ma do historii?

Półtora roku temu w artykule „Bolączki periodyzacji” pisałem: Stulecia uogólniają, naginają i zakłamują historię, ale i tak ich używamy. Kiedy zaś potrzebujemy mniejszych odcinków czasu, dzielimy wiek na dwie części albo na dziesięć. Jeszcze na początku XIX wieku system dziesiętny był zrozumiały wyłącznie dla naukowców. Dzisiaj nie potrafimy się bez niego obejść, nawet gdy mówimy o historii. Powyższe zdania odnoszą się do wieków, ale też do dziesięcioleci. Trudno mówić o XX wieku, nie używając lat 20., 30., 40. itd. Od 2000 roku musimy sobie radzić bez tego. Czy wpłynie to w jakiś sposób na treść artykułów i książek historycznych? Myślę, że tak. Kiedy jesteśmy zmuszeni (a właściwie sami się zmuszamy) mówić o postaciach, wydarzeniach i przemianach np. lat 90., siłą rzeczy wykluczamy powiązane fakty, których jedyną winą jest to, że wystąpiły o rok za wcześnie (np. w 1989 roku) lub o rok za późno. Wypowiadając się o „pierwszych latach XXI wieku”, zachowujemy znacznie większą swobodę i możemy kierować się nie ramami chronologicznymi, ale tymi wyznaczanymi przez samą historię.

Można się jedynie obawiać, że za kilkadziesiąt lat początek wieku będzie marginalizowany w podręcznikach historii ze względu na... brak chwytliwej nazwy. Niektórzy twierdzą, że taki jest właśnie powód mniejszego zainteresowania pierwszymi dwiema dekadami XX wieku niż dowolną z kolejnych.

Z drugiej strony „lata dwutysięczne” nie brzmią znowu aż tak źle, prawda?

Zobacz też

Bibliografia

  1. Christopher Beam, The Uh-Ohs. What should we call the last decade?, „Slate”, 18 grudnia 2009.
  2. Leah Hitchings, Even with 10 years to decide, still no name for the decade, „Yahoo! News”, 8 grudnia 2009.
  3. Malcolm Knox, Out Go Nineties, Hello Naughties?, „Sydney Morning Herald”, 29 grudnia 1999.
  4. Ruth Marcus, The Next Decade From Hell?, „Real Clear Politics”, 23 grudnia 2009.
  5. Thomas F. Schaller, Good riddance, 'Naughties', „Baltimore Sun”, 22 grudnia 2009.
  6. Steve Silberman, Here Come 'The Naughties', „Wired”, 30 listopada 1999.
  7. Jak nazwać dekadę 2000-2009? [w:] Unleashed English, 29 grudnia 2009.
  8. Lata dwutysięczne? [w:] Poradna językowa PWN, 7 października 2002.
  9. Na początku lat dwutysięcznych [w:] Lekarski poradnik językowy.
  10. What to Call This Decade: THE NAUGHTIES [w:] Enzo Titolo Blog, 24 marca 2006.
  11. Oficjalna strona projektu promującego nazwę „the naughties”: www.guruadrian.com.

korekta tekstu: Bożena Pierga

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: qqq |

Udało mi się znaleźć odpowiednią nazwę. Na duńskiej Wikipedii znalazłem informację, że już w 1996 r. okres 2000-2009 otrzymał w ich języku nazwę - nie dwutysięczne, nie zerowe, lecz "enerne", co można przetłumaczyć na nasz język jako "jednocyfrowe".



Odpowiedz

Gość |

Problem leży w założeniu powyższego komentarza. Periodyzacja, we wszystkich epokach, charakteryzuje się tym, ze lata 20. czy 30. to te pomiędzy 20 a 29 i 30 a 31. Dla przeciętnego człowieka jest to czytelne i naturalne. Nie chodzi tu o drugą czy trzecią dekadę, ale o liczby zaczynające się od \"dwadzieścia\" czy \"trzydzieści\". Problem niezrozumienia wynika z tego, że Pan rozpatruje to z punktu widzenia matematycznego, a nie semantycznego. Zresztą matematyka z periodyzacją często się nie zgadzają. Proszę zwrócić uwagę na brak roku \"0\". To samo z godzinami. Jeśli \"5\" zaczyna się o 4.01 to mówiąc, że jest \"piąta dziesięć\" ma Pan na myśli \"4.10\", gdy przeciętny człowiek będzie myślał o \"5.10\", czyli \"dziesięć po piątej\". Czyli coś co ma być logiczne, i w gruncie rzeczy jest, nie przystaje do rzeczywistości, która wybiera prostsze metody komunikacji.



Odpowiedz

Gość: Piotr S. |

Nie rozumiem, przecież to problem na poziomie arytmetyki z początkowych klas szkoły postawowej. Stulecie ma 100 lat czyli dziesięć dziesiątek. 10x10=100. Mamy więc lata dziesiąte, dwudzieste, trzydzieste....dziewięćdziesiąte i , TAK..setne! Przez analogię do wieków. Wiek XIX to przecież nie były lata 1900-2000, tylko lata 1801 -1901. A millenium ma wieków 10, bo 10x1000 =1000 Pierwsza dziesiątka (dekada) stulecia to lata dziesiąte. Gdyby lata dwudzieste to były lata xx20 do xx29, to dekada trwała by nie 10 a 11 lat, a stulecie trwało by nie 100 lat tylko 90. No bo skoro ostatnia dekada stulecia to lata 90-te, to znaczy że zginęły lata setne. Ale chwileczkę, jeśli za to każda dekada jest 11 letnia i wiek trwa 9x11 lat to już jest lepiej, bo mamy 99 lat. No i zresztą 90% ludzi, a może i więcej tak właśnie mysli. Wiek XXI dla niech zaczął sie w 2000 roku, więc ostatnia dekada miała 9 lat i w dodatku były to lata 90-te więc chyba coś zabrakło. I było by to 89 lat, ale sytuacje ratują 11 letnie dekady :)))). A tymczasem 21 wiek N.E. rozpoczął się z początkiem roku 2001 czyli minęło 2000 lat od narodzenia Jezusa w roku pierwszym naszej ery. 2001-1=2000.( Oczywiście, prawdziwa data urodzin jest kilka lat wcześniejsza, ale umówiono sie, że Jezus urodził sie w roku 1 N.E. i niech tak zostanie). Słowackie lata zerowe są śmieszne, ale nie psują arytmetyki (tylko logikę) bo od zerowych do dziewięćdziesiątych jest akurat 100 lat. Pod warunkiem, że Słowacy mają 10 letnią dekadę:))) Cóż widać problem czasu to Boska Dziedzina i przerasta możliwości intelektualne znakomitej większości ludzi. Zresztą co ja tu o latach, skoro ludzie w większości nie wiedzą co to jest godzina! Dla nich godzina np. piąta, to taka chwila, kiedy wyświelacz zegarka pokazuje 5:00. A dla mnie godzina piąta rozpoczyna sie kiedy minie godzina 4:00 i trwa całe 60 minut, czyli do 4:59 i jeszcze prawie całą minutę, prawie, bo bez jednej nieskończenie małej chwilki... Jeszcze przed wojną ludzie to rozumieli. Radjo (tak radjo, nie radio) podawało wtedy np. \"minęła godzina dwunasta\" a nie \"jest godzina dwunasta\". Był \"kwadrans na szóstą\", i nie było godziny zerowej. I każdy to rozumiał, a teraz nagle wszyscy zidiocieli, doba zaczyna się o godzinie 0:00 i kończy o 24:00. Czyli ma 25 godzin: zerową, pierwszą, drugą,..., aż do 24-tej, w sumie więc 25.



Odpowiedz

Gość: preinżynier |

Lata setne nie wchodzą w grę bo odnoszą się do trzeciej cyfry patrząc od prawej a od (lewej do drugiej) i określają lata 2100-2199. To jest inny system który mówi o latach setnych dwusetnych trzy-setnych i nie jest on odpowiednikiem wieków bowiem wieki działają na zasadzie takiej co potocznie godziny. Lata dwutysięczne z kolei odnoszą się do cyfry czwartej od prawej (a pierwszej od lewej) i określają lata 2000-2999. Bowiem w nazewnictwie lat dwudziestych i trzydziestych chodzi o cyfrę drugą od prawej i trzecią od lewej. Czyli lata dwudzieste oznaczają tysiąc dziewięćset DWUDZIESTY PIERWSZY, tysiąc dziewięćset DWUDZIESTY CZWARTY itd. A problem polega na tym, że w każdym języku europejskim (chyba) cyfry są osobnym bytem a liczby 11-19 są poprzez dodanie "naście" czy "teen" itd. a dziesięć wg nazwy wydaje się cyfrą gdyż nie odnosi się do pozostałych cyfr. Stąd niepokój w latach zerowych czy dziesiątych bo nie ma czegoś takiego jak zero jeden=1 ani dziesięć jeden=11 tak jak dwadzieścia jeden= 21 itd. Ale i tak uważam że lata zerowe i dziesiąte i tak najbliższe są odniesieniom etymologicznym do lat dwudziestych i trzydziestych. To moje prywatne zdanie do dyskusji. Bardzo mi się podoba zarówno artykuł i poniższe komentarze prezentujące rożne trafne i uzasadnione koncepcje, choć sprzeczne z moją wersją. Z kolei lata nastoletnie za bardzo wg mnie brzmią infantylnie a choć o to by uniknąć lekceważenia tematu. Pierwsza dekada i druga nie dość, że długa to druga dekada przy latach dwudziestych, mamy podwójne występowanie cyfry 2. Te nazwy łączą się nie z latami dwudziestymi a z trzecią dekada i czwarta itd. więc nadal jest brak. Lata zerowe i dziesiąte są najlepsze ale trzeba dużo je mówić zaakceptować i wprowadzić najlepiej w codziennym języku. Z kolei lata jednocyfrowe również nie odnoszą się do tego co dwudzieste itd. Bo tak to byłby podział na lata jednocyfrowe 2000-2009 i dwucyfrowe 2010-2099. :D



Odpowiedz

Gość: Anonim |

Kolejna dekada zaczyna się 1 stycznia 2011, a kończy 31 grudnia 2020



Odpowiedz

Gość |

Od roku mamy dekade lat 2010-19 a za nieco ponad 24 godziny powitamy dekade lat 2011-20 czyli 202 dekade ne a za dziewiec lat powitamy dekade 2020-29 czyli dekade lat dwudziestych 21 w.



Odpowiedz
Kamil Janicki

Historyk, były redaktor naczelny „Histmag.org” (lipiec 2008 – maj 2010), obecnie prowadzi biuro tłumaczeń, usług wydawniczych i internetowych. Zawodowo zajmuje się książką historyczną, a także publicystyką historyczną. Jest redaktorem i tłumaczem kilkudziesięciu książek, głównym autorem i redaktorem naukowym książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009) a także autorem około 700 artykułów – dziennikarskich, popularnonaukowych i naukowych, publikowanych zarówno w internecie, jak i drukiem (również za granicą).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org