Gdańskie sekrety, skandal i polski uchodźca

opublikowano: 2026-06-16, 15:24
wszelkie prawa zastrzeżone
Johanna Forster musi pilnie zażegnać autorski spór o... zbyt namiętny pocałunek w usta, który grozi zniszczeniem wydania nowej powieści. Gdy emocje opadają, w drzwiach staje niespodziewany gość – polski uchodźca.
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Hilke Sellnick „Gdańsk. Lata wolności”.

Kamienice przy ul. Świętego Ducha, widok współczesny (fot. Sławomir Milejski)

Najdroższa Johanno,

błagam Cię z całego serca, rzuć wszystko i przyjdź natychmiast na Świętego Ducha. Twój brat i ja kończymy redakcję ostatnich rozdziałów – jeśli zaraz stanowczo nie zainterweniujesz, śmiertelnie się pokłócimy i powieść nigdy się nie ukaże.

Twoja zrozpaczona przyjaciółka

Augusta

Zirytowana Johanna rzuca otwarty list na stół – teraz w ogóle nie ma czasu na takie rzeczy. Dlaczego ta dwójka nie umie się dogadać akurat przy ostatnich rozdziałach? Przecież cztery części, które już zredagowali i posłali do druku, nie wywołały żadnych sporów! Dziewczyna wzdycha głęboko, chowa rachunki z powrotem do sekretarzyka i rusza na Świętego Ducha. W końcu ostatnia część książki musi jak najszybciej trafić do drukarni, żeby na Boże Narodzenie można było ofiarować łaskawej publiczności przynajmniej parę egzemplarzy.

Faktycznie, w domu Augusty barometr wskazuje burzę.– Bogu niech będą dzięki! – oddycha z ulgą Greta, otwierając Johannie drzwi. – Już się bałam, że jaśnie pani zaraz dostanie apopleksji. Proszę, niech pani szybko idzie na górę…

W salonie zapłakana Augusta leży na sofie, a brat Johanny z rozczochraną czupryną i rozchełstanym fularem siedzi na fotelu, trzymając w ręku stronicę swojego manuskryptu. Reszta piątej i ostatniej części dzieła leży rozłożona na stole, parę kartek spadło nawet na podłogę.

– Widzę, że pilnie pracujecie – stwierdza Johanna, wchodząc do pokoju.

– Ach, Haneczko – jęczy Ernst i nieszczęśliwy potrząsa głową. – Z tej powieści nic nie wyjdzie. Wszystko skończone. Jestem partaczem. Podejrzanej konduity grafomanem. Pozbawionym moralności dyletantem…

– Nigdy tego nie twierdziłam – krzyczy z sofy Augusta. – Ale nalegam, by zmienić ostatnią scenę. To, że on ją obejmuje, już jest niezwykle ryzykowne. No ale dobrze, nie jestem pruderyjna i myślę, że czytelnicy to zrozumieją. Ale namiętny pocałunek! I do tego w usta! Na to nie mogę i nie chcę się zgodzić…

Ernst szarpie za swój artystyczny loczek, utrzymując, że chcą tu ograniczyć jego twórczą swobodę. Dlaczego można opisywać najgorsze katastrofy i krwawe czyny, ale piętnuje się autora za niemoralność, gdy wspomni o pocałunku, zwykłej rzeczy między małżonkami.

reklama

– Zapominasz, że w tym momencie oni jeszcze nie są małżeństwem – zauważa Johanna.

– Ale gdy wreszcie się odnaleźli, to chcą się pobrać!

– To, że chcą, nie znaczy, że już są – oburza się Augusta. – Już widzę, jak Anna Ernestyna rozpowiada, że dobry chrześcijanin nie powinien czytać tej książki. A Rebeka Ostertag nazwie ją nawet zagrożeniem dla młodzieży…

– Zdanie tych bigoteryjnych dam mnie nie obchodzi! – woła Ernst. – Dla Rebeki Ostertag wszystkie powieści są zagrożeniem dla młodzieży, współczuć trzeba tylko jej biednym córkom!

W tym momencie głos z równą energią zabiera w dziecięcym pokoju mały Wiluś, co skłania Augustę do natychmiastowego zerwania się z sofy i udania się pędem do dziecka.

Ul. Świętego Ducha (fot. Аимаина хикари)

– Dlaczegóż to mój aniołek znowu tak krzyczy? Otylio, Otylia wie przecież, jak się denerwuję, kiedy on tak płacze…

Johanna wykorzystuje okazję, by zająć się wzburzonym bratem.

– Przecież nie mówię, że pocałunek zaręczonej pary jest nieobyczajny – uśmiecha się do Ernsta. – Problem polega na tym, że większość naszych gdańskich czytelników może się poczuć trochę zażenowana namiętnym pocałunkiem w usta…

– Bo się oderwali od rzeczywistości. W Berlinie żyje się o wiele swobodniej…

– A co byś powiedział na to, gdyby on ją namiętnie całował w rękę?

– W… rękę? Ależ to…

– Och, zdaję sobie sprawę, że nasi apostołowie moralności będą to równie ostro osądzać, ale będę stanowczo bronić tak swobodnego rozwiązania wobec Augusty…

– Ale… w rękę… – Ernst marszczy czoło i spogląda na nią niepewnie.

– W żadnym wypadku nie zgodzę się, by złożył jedynie ulotny pocałunek na jej czole – dorzuca Johanna. – To z jednej strony jest śmieszne, a z drugiej nie pasuje do twoich bohaterów.

– Na miły Bóg, w żadnym wypadku! – woła oburzony Ernst. – Ostatecznie Antonio to uczciwy człowiek, a nie tchórzliwy fajtłapa. Pocałunek w rękę… cóż… jeśli się to odpowiednio odmaluje, to też mogłoby działać bardzo… pobudzająco.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hilke Sellnick „Gdańsk. Lata wolności” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hilke Sellnick
„Gdańsk. Lata wolności”
cena:
54,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Czarna Owca
Tłumaczenie:
Ewa Kochanowska
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Premiera:
03.06.2026
EAN:
9788382527544
reklama

– Ależ oczywiście. Zobacz, musisz dodać tylko parę słów tu i tam i już po całej chryi.

Ernst kiwa głową i z ulgą ociera chusteczką spocone czoło.

– Ach, Haneczko – wzdycha. – Byłem pewien, że coś poradzisz. Chyba już wiem, jak chcę nakreślić ostatnią scenę. Powiedz, proszę, Auguście, że pozwolę sobie skorzystać z jej biureczka…

No to w porządku, myśli Johanna. Gdybyż to z Pawłem tak sobie można było łatwo poradzić. On jednak, niestety, jest trzy razy większym uparciuchem niż mój kochany młodszy braciszek.

– Pisze tę scenę na nowo – oznajmia Auguście, która rozdygotana wraca z pokoju dziecięcego i rozgląda się za Ernstem. – Zgodziliśmy się na pocałunek w rękę.

– Pocałunek… w rękę? – pyta z niedowierzaniem Augusta. – I on się na to zgodził? Haneczko, na miłość boską! Anna Ernestyna zamówiła już trzy egzemplarze w przed sprzedaży i chce jeszcze kolejne dwa, żeby ucieszyć nimi krewniaków w Königsbergu. Toż ona cisnęłaby mi te książki do stóp, gdyby… O co chodzi, Greto? Nie chcemy, by nam teraz przeszkadzano.

Pokojówka stoi niepewnie na progu, ale ponieważ wie, jak szybko zmieniają się nastroje jej pani, obstaje przy swoim.

– Proszę o wybaczenie, jaśnie pani. Jakiś bardzo elegancki pan z polskim nazwiskiem prosi, by mógł złożyć jaśnie pani swoje uszanowanie. Mówi, że jest znajomym doktora Magera.

Długie Pobrzeże w Gdańsku w poł. XIX wieku (mal. Friedrich Eduard Meyerheim)

– Daj no mi jego wizytówkę… Karol Stepański. Nigdy nie słyszałam. Przystojny chociaż?

– O tak, jaśnie pani!

Johanna z rozbawieniem stwierdza, że Greta czerwienie je przy tym gorliwym zapewnieniu. Gość zapowiada się na wzorzec urody i elegancji. Karol Stepański…

– Augusto, czekaj – mówi nagle. – Ja słyszałam już gdzieś to nazwisko. To chyba mógłby być krewniak Pawła.

– Ktoś z tych strasznych ludzi w Polsce, którzy wsadzili go do więzienia? – pyta z przerażeniem Augusta. – Mówiłaś, że żaden palcem nie kiwnął, by mu pomóc?

– Nie znam szczegółów. Ale ten człowiek z pewnością uciekł przed Rosjanami i może nam coś powiedzieć o losach rodziny Pawła.

– Myślisz, że powinnam go przyjąć? No dobrze, Haneczko, dla ciebie to zrobię. O Boże, jak ja wyglądam? Jestem kompletnie roztrzęsiona, tak mi twój brat dał do wiwatu… Co tak stoisz, Greto? Poproś pana Stepińskiego, czy jak on tam się nazywa, by przyszedł do nas na górę.

reklama

Młody człowiek, który pewnym krokiem wchodzi do salonu, jest szczupły, średniego wzrostu, ma ciemne, kędzierzawe włosy i sympatyczne rysy twarzy. Staje w drzwiach i składa dworny ukłon paniom, po czym spojrzenie jego ciemnych, wyrazistych oczu pada na Johannę. Ta kamienieje. Ten Polak… ma oczy Pawła.

– Drogie panie, szczerze dziękuję, że okazały panie życzliwość i przyjęły wygnańca w swoim domu – odzywa się z polskim akcentem. – Pan doktor Mager, wielki przyjaciel polskiej sprawy, doradził mi, bym złożył tu wizytę, więc ośmieliłem się…

Na Auguście gość chyba również wywarł ogromne wrażenie, bo jedną ręką usiłuje poprawić fryzurę, a drugą wskazuje na fotel, w którym przed chwilą siedział Ernst.

– Ależ drogi młody przyjacielu, to przecież oczywistość. Zechce pan wybaczyć nieporządek, właśnie kończymy redagować powieść… Proszę usiąść, drogi panie. Pan Stepiński, prawda?

– Stepański… Karol Stepański… do usług łaskawej pani.

– Tak, oczywiście, Stepański… proszę wybaczyć, nie znam polskiego. Greto, podaj kawę… A może wolałby pan herbatę, drogi panie?

– Pójdę za głosem większości – odpowiada Stepański, spoglądając na Johannę. – Jak pani zdecyduje, łaskawa pani.

Johanna się wzdryga. Polski krewniak Pawła nie tylko jest bardzo przystojny, ma także znakomite maniery. Jeśli zamierza zostać w Gdańsku na dłużej, to zapewne wstrząśnie całym tutejszym damskim światkiem.

– Nie ma nic lepszego od porządnej kawy – oznajmia.

– No to postanowiono – stwierdza wesoło Augusta. – Musi pan wypić z nami kawę, drogi panie. Ach, przepraszam najmocniej, przecież ja nie przedstawiłam panu swojej przyjaciółki. To pani Johanna Forster, z domu Berend, córka jednego z największych rodów kupieckich w Gdańsku…

Gdańsk. Plan miasta z 1885 roku

– Forster? – wykrzykuje zdumiony przybysz. – A nie jest pani przypadkiem krewną mojego kuzyna Pawła Forstera, który tu w Gdańsku ma stocznię?

– Owszem – odpowiada uprzejmie Johanna. – Jestem jego macochą.

– Jego… macochą? – powtarza z niedowierzaniem gość, po czym rozbrajająco się uśmiecha. – Pani wybaczy, jestem… zaskoczony. Macochę wyobrażałem sobie zupełnie inaczej.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hilke Sellnick „Gdańsk. Lata wolności” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hilke Sellnick
„Gdańsk. Lata wolności”
cena:
54,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Czarna Owca
Tłumaczenie:
Ewa Kochanowska
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Premiera:
03.06.2026
EAN:
9788382527544
reklama

– Życie jest pełne niespodzianek – stwierdza Johanna, dzielnie stawiając czoła urokowi Polaka. Co za czaruś. Dziwne, że Paweł nie ma nawet krzty jego talentów.

– Drogi panie – zabiera głos Augusta. – Wszyscy żywo przejmowaliśmy się tragicznymi wydarzeniami, które rozegrały się zimą w Królestwie Polskim. Przyznam chętnie, że ja także miałam nadzieję, iż Polakom uda się wyzwolić spod rosyjskiej władzy i stać się samodzielnym narodem, ale, jak słyszymy, wszelkie nadzieje legły w gruzach…

– Nadzieja umiera ostatnia, łaskawa pani – mówi przy gnębiony Stepański. – Ale, niestety, to prawda, przegraliśmy tę walkę. Jak to mówią, siła złego na jednego. Do kraju wkroczyła rosyjska armia, nieprzeliczone mrowie wojska. Cóż mam więcej powiedzieć? Wielu moich przyjaciół poległo bohaterską śmiercią, szczęśliwi to ludzie. Innych stracono lub zesłano w niewolę. Módlmy się za nich. A jeszcze inni musieli porzucić ojczyznę, ich los jest najsmutniejszy.

Cóż, myśli Johanna. Z pewnością bycie uchodźcą to rzecz nieprzyjemna, zwłaszcza jeśli wcześniej było się majętnym dziedzicem i można było sobie pozwolić na ubrania i buty doskonałej jakości. Ale lepiej być uchodźcą niż trupem czy więźniem Rosjan.

– Współczujemy panu, drogi panie – mówi poruszona Augusta. – Z mojej strony zapewniam pana, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby uczynić pański los znośniejszym. Przede wszystkim zapraszam pana na spotkanie mojego salonu, które odbędzie się już w przyszłym tygodniu i na pewno da panu okazję do poznania ważnych osobistości z Gdańska.

– Zbyt pani łaskawa, droga pani. Czuję się zaszczycony pani zaufaniem i ośmielę się stawić…

Przypuszczalnie doktor Mager i tak by go tam zabrał, myśli sobie Johanna. No cóż, mój brat zyska poważnego rywala o względy dam, co mu się nie spodoba.

– Proszę wybaczyć moją ciekawość – zwraca się do Stepańskiego. – Ale interesują mnie naturalnie losy rodziny mojego pasierba. O ile wiem, ma pan brata…

– Adama – odpowiada mężczyzna i przybity opuszcza wzrok. – Rosjanie go pojmali, nawet nie wiem, czy żyje. Moja żona i bratowa są we dworze mojej matki, wierzę gorąco, że zostaną oszczędzone. Nie mogłem nic dla nich zrobić…

reklama

– Boże, jakież to straszne – wzdycha Augusta i współczująco spogląda na Stepańskiego. – Co za los! Niech Bóg ma w opiece nieszczęsne. Och, mój drogi młody przyjacielu, jakże współczuję waszemu nieszczęściu, niemal do łez się wzruszyłam.

– Dziękuję pani z całego serca. Ale nie opowiadam tego wszystkiego po to, by wzbudzić współczucie. Po prostu powiedziałem prawdę.

– Jest wystarczająco okrutna, drogi panie – stwierdza Johanna, która również jest poruszona. Przejmuje ją zwłaszcza los trzech kobiet, najwyraźniej zdanych na łaskę rosyjskich żołdaków.

– Pani również szczerze dziękuję, proszę pani – mówi Stepański, obdarzając ją niemal czułym spojrzeniem. – Mam nadzieję, że wkrótce znów się spotkamy.

– O tak, również będę na spotkaniu salonu razem z moim bratem.– Wobec tego niech mi będzie wolno się z paniami pożegnać… – mówi z gładkim uśmiechem przybysz i podnosi się z miejsca.

Ul. Świętego Ducha (fot. Gdaniec)

Pożegnanie godne jest pana na włościach. Wśród licznych serdeczności Augusta podaje mu dłoń, którą Stepański unosi do ust, by ją ucałować. A skoro raz to zrobił, to i Johanna może zaznać pocałunku w dłoń, któremu towarzyszy przeciągłe spojrzenie ciemnych oczu.

– Cóż za interesujący mężczyzna – oświadcza Augusta, gdy gość wyszedł już z salonu. – Od razu widać szlacheckie wychowanie. Szkoda, że wszystko stracił, byłby idealnym mężem dla ciebie, Haneczko.

Nim Johanna zdąży wyrazić swoją opinię w tej mierze, otwierają się drzwi do gabinetu i staje w nich Ernst, w rękach trzyma plik świeżo zapisanych kartek.

– Ach, drogi młody przyjacielu! – woła do niego Augusta. – Proszę sobie wyobrazić, kto nas właśnie odwiedził: pan Karol Stepański!

Jej słowa nie wywierają takiego efektu, jakiego oczekiwała. Ernst nieruchomieje, mruży oczy i podejrzliwie rozgląda się po pomieszczeniu.

– Karol Stepański? Tutaj? – pyta z umiarkowanym zachwytem.

– Ależ tak! – mówi zaskoczona Augusta. – We własnej osobie. Niezwykle szarmancki dżentelmen. Musiałeś przecież go poznać podczas swojej podróży do Polski, drogi Ernście. Czyżbyś nie pamiętał…

– Owszem – odpowiada Ernst ponuro. – Kiedy ostatnio się spotkaliśmy, trzymał mi nóż na gardle!

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Hilke Sellnick „Gdańsk. Lata wolności” bezpośrednio pod tym linkiem!

Hilke Sellnick
„Gdańsk. Lata wolności”
cena:
54,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Czarna Owca
Tłumaczenie:
Ewa Kochanowska
Rok wydania:
2026
Okładka:
miękka
Premiera:
03.06.2026
EAN:
9788382527544
reklama
Komentarze
o autorze
Hilke Sellnick
Niemiecka pisarka, autorka powieści historycznych, romansów i kryminałów.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone