„Historyczna sensacja”. USA udostępniły w sieci niemieckie akta z czasów II wojny światowej
„Historyczna sensacja” – tak posunięcie Amerykańskiego Archiwum Narodowego ocenia niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Dodaje, że od kilku dni na stronie internetowej amerykańskiej agencji (www.archives.gov) można przeglądać „miliony kart z nazwiskami, datami urodzenia, numerami członkowskimi, datami przystąpienia oraz częściowo także zdjęciami portretowymi narodowo-socjalistycznych towarzyszy i towarzyszek partyjnych”.
Nie wszystkie kartoteki członków Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników się zachowały. Te przechowywane w Amerykańskim Archiwum Narodowym dają jednak cenny wgląd w strukturę i skład osobowy tej organizacji. Zostały one w pełni udostępnione po raz pierwszy od czasów II wojny światowej. Jak podaje niemiecki tygodnik, wejście na stronę bywa trudne – „prawdopodobnie z powodu zbyt dużej liczby zapytań”.
To, że te akta się zachowały, jest wynikiem niesubordynacji jednego z Niemców – Hannsa Hubera, dyrektora papierni w Monachium-Freimann. Zignorował on polecenie partii, która kazała mu zniszczyć tony akt – zamiast tego ukrył je w makulaturze. Dzięki temu zachowało się koło 80 procent z nich. Po zakończeniu II wojny światowej zostały one skonfiskowane przez armię amerykańską i trafiły do Berlin Document Center, specjalnie otwartego w tym celu archiwum w Berlinie Zachodnim. Służyły one Amerykanom do przeprowadzania procedur denazyfikacyjnych.
Od lat 90. XX wieku ma je państwo niemieckie – obecnie znajdują się w Archiwum Federalnym w Berlinie-Lichterfelde. Nie są jednak publicznie dostępne – niemieckie archiwum nie zapewnia wglądu do nich ze względu na prawo byłych członków NSDAP do prywatności. To w Archiwum Federalnym wygasa dziesięć lat po śmierci danej osoby lub 100 lat po jej urodzeniu. Najmłodszy członek niemieckiej partii nazistowskiej urodził się w 1928 roku, co w teorii oznacza, że ostatnie terminy utajniania akt wygasną za dwa lata, w 2028 roku.
Amerykanie zdecydowali się odtajnić akta wcześniej. Historyk Martin Clemens Winter z Uniwersytetu Lipskiego w rozmowie z „Der Spiegel” zwraca jednak uwagę na to, że przeszukiwanie bazy Amerykańskigo Archiwum Narodowego nie jest wcale takie łatwe i że „nie należy mieć zbyt wysokich oczekiwań”. Ostrzega też przed wyciąganiem pochopnych wniosków.
„Praca z tymi aktami to doskonały początek, ale nie zastąpi wszechstronnych badań i konsultacji” – mówi.
Polecamy e-book Kacpra Walczaka pt. „Cywilizacja śmierci. Rosyjski kolonializm na Wschodzie”:
Książka dostępna również jako audiobook!
