Opublikowano
2006-08-30 22:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Konflikt izraelsko-libański — Powstrzymać Izrael!

Izraelska Armia w ciągu miesiąca zamordowała ponad 1200 libańskich cywilów. Zaznaczmy: CYWILÓW, nie terrorystów! 1/3 ofiar to dzieci poniżej 12 roku życia. Hezbollah stracił ponad 70 bojowników. Z rąk Izraela zginęło też czterech obserwatorów ONZ. Dla porównania, w wyniku bombardowań z rąk Hezbollahu zginęło około 150 Żydów.


Autor prowadzi cenionego bloga http://niecodziennik.com. Autor prowadzi cenionego bloga. Jak długo jeszcze świat będzie patrzył na zbrodnię, dokonywaną przez Izrael? Czy niszczenie infrastruktury cywilizowanego państwa i zabijanie cywilów w niepodległym, jak na standardy bliskowschodnie – wyjątkowo demokratycznym – kraju, ujdzie płazem państwu, któremu Hezbollah porwał kilku żołnierzy?!

Rakietą w cywila

Tłumaczenia Izraela, że Liban musi zostać zniszczony, bo ukrywa się w nim grupa terrorystów, jest obłudą. Na tej samej zasadzie USA mogłyby zbombardować Berlin w 2001 roku, bowiem stamtąd pochodziła większość terrorystów, którzy 11 września zaatakowali amerykańskich cywilów. W XXI wieku, po dwóch wojnach światowych, cywilizowany świat wypracował już dawno dyplomatyczne metody rozwiązywania takich konfliktów. Jak widać, Izrael zrezygnował z miana „cywilizowanego państwa”, stosując terrorystyczne metody przeciwnika z dziesięciokrotnie większą siłą. Stał się Hezbollahem posiadającym poparcie międzynarodowej społeczności. Jest to postępowanie godne potępienia i wymagające zdecydowanych środków zapobiegawczych.

Przez długie tygodnie Izrael nie zgadzał się na przerwanie ognia i dopuszczenie pomocy humanitarnej do rejonów przez siebie bombardowanych. Błagały o to organizacje międzynarodowe. Ósmego sierpnia ONZ zawiesiła pomoc humanitarną dla Libanu, gdy Izrael ostrzegł, że zamierza bombardować samochody poruszające się po drogach leżących na południe od rzeki Litanii. I co? I nic, niech ludzie tam poumierają, społeczność międzynarodowa ma to w głębokim poważaniu. Jeden mały kraj jedną groźbą uniemożliwił Organizacji Narodów Zjednoczonych wykonywanie swoich obowiązków. Najpotężniejsza organizacja międzynarodowa na świecie nawet nie wydała z siebie choćby słowa sprzeciwu.

Izrael sprzeciwiał się również opuszczeniu Libanu i wpuszczeniu tam w zamian międzynarodowych sił pokojowych, co byłoby rozwiązaniem najrozsądniejszym. Siły międzynarodowe powinny oczywiście opanować nie tylko Liban, lecz również Izrael, umożliwiając wreszcie Palestyńczykom stworzenie pokojowego państwa – być może bezbronnego, tak, jak to miało miejsce przed pięćdziesięcioma laty, gdy USA zaprzestały wojny z Japonią, w zamian za co Japonia w swej konstytucji zrzekła się prawa do posiadania sił zbrojnych. Nie posiada ich do dziś i nie jest przez to bynajmniej krajem zacofanym.

Jak ignorować ONZ

Po ponad 30 dniach walk, ONZ uchwaliła wreszcie rezolucję w sprawie konfliktu izraelsko-libańskiego. Na jej mocy, o godzinie 7:00 czasu polskiego, 14 sierpnia, oba kraje miały zaprzestać działań zbrojnych. Na południu Libanu gwarantem pokoju mają być połączone wojska libańskie oraz kontyngenty międzynarodowe (15 000 żołnierzy). Izrael zachował sobie jednak prawo do morskiej i lotniczej blokady kraju, czyli – de facto – do jego okupacji. Skutkiem „zawieszenia broni” był izraelski ostrzał libańskiej wioski Haddasa w trzy godziny po wejściu w życie rozejmu. Do kolejnego ataku doszło dwie godziny później, gdy izraelscy żołnierze zabili bojownika Hezbollahu. Potem miały miejsce kolejne dwa naruszenia rozejmu przez Izrael, którego wojska zabiły w sumie sześciu członków Hezbollahu. Takie „incydenty” nie zwiększają wiarygodności Izraela.

Po wejściu w życie rezolucji (34 dni po rozpoczęciu konfliktu), premier Izraela Ehud Olmert ogłaszał w tamtejszym parlamencie: „Zachowujemy sobie prawo do odwetu (…) i nie zamieszamy za nic przepraszać”. Termin „odwet” może mieć oczywiście wiele interpretacji. Stosując odpowiednią retorykę, Izrael zachował sobie prawo do ewentualnej napaści na każde państwo, w którym wykryłby obecność bojowników Hezbollahu. Przeprosiny za wymordowanie 1200 bezbronnych Libańczyków to oczywiście zbyt wiele dla przywódcy państwa, które z nikim i z niczym nie musi się liczyć, a Deklarację Praw Człowieka stosuje jako papier toaletowy.

Prawa do „obrony” nie zrzekł się również Hezbollah, który jednak zaakceptował rezolucję ONZ i ogłosił, że zastosuje się do rozejmu. Nie zrzeknie się za to prawa do ostrzeliwania wojsk izraelskich w ramach obrony własnego terytorium – tak też uczynił, ostrzeliwując następnego dnia izraelskie pozycje w Libanie (nikt nie zginął), co i tak jest znacznie bardziej zrozumiałe, niż ostrzeliwanie Libanu przez Izrael. Jest chyba różnica pomiędzy walką z okupantem na terytorium własnego państwa, a izraelskimi nalotami na mosty, rafinerie i domy libańskie. Rozumiał to nawet Izrael, który powstrzymał na moment swój cynizm, ogłaszając, że nie traktuje tego ostrzału jako złamanie zawieszenia broni przez Liban, bowiem Hezbollah ostrzeliwał cele na własnym terytorium.

Pięć dni po ogłoszeniu zawieszenia broni, Izrael przeprowadził potężną ofensywę we wschodnim Libanie. Celem naruszenia rozejmu miało być uniemożliwienie dostaw broni dla Hezbollahu z Syrii i Iranu. Izrael nie tylko nie przeprosił na pogwałcenie rezolucji ONZ – oświadczył nawet, że będzie nadal ją łamał, atakując Liban tak długo, aż siły międzynarodowe odetną Hezbollahowi dostawy broni z zagranicy. Izraelskie ataki ma legitymizować zapis rezolucji, zabraniający Hezbollahowi zbrojenia się. Fakt, że ta sama rezolucja zabrania Izraelowi wszelkich interwencji zbrojnych na terenie Libanu, został zbagatelizowany. Rozejm jest więc niezwykle kruchy.

Głębokie zaniepokojenie sekretarza generalnego

Po rozmowach z premierami Izraela i Libanu, Kofi Annan skrytykował izraelskie ataki. Organizacja Narodów Zjednoczonych wydała komunikat: „Sekretarz generalny jest głęboko zaniepokojony pogwałceniem przez stronę izraelską (porozumienia) o przerwaniu działań wojennych, zgodnie z rezolucją 1701 Rady Bezpieczeństwa”.

Jak widać, Liban (który ostrzegł Hezbollah przed ostrzeliwaniem Izraela, grożąc za to trybunałem wojskowym) lepiej potrafi upilnować terrorystów, niż Izrael swoich żołnierzy, którzy nadal ostrzeliwują libańskie ziemie.

Zarówno uchwalenie rezolucji, nie wspominającej o izraelskim ludobójstwie, jak i dalsze izraelskie naloty na Liban pomimo rozejmu, staną się z pewnością pożywką nie tylko dla rzeszy antysemitów, tylko czyhających na tak łakome kąski, by uprawomocnić swoje poglądy budowane na nienawiści rasowej. Osobiście uwielbiam kulturę żydowską, szczególnie muzykę, i zawsze piętnowałem PRAWDZIWY antysemityzm, jednak aktualne postępowanie izraelskiej armii wzmaga we mnie ogromną wściekłość.

Żydzi, którym świat zawsze współczuł, widząc w telewizji autobusy wysadzane w powietrze przez palestyńskich terrorystów, stali się teraz narodem bezdusznym, uznającym, że z powodu zbrodni dokonanych na nim przed pięćdziesięciu laty, ma on teraz prawo bombardować dowolny kraj tłumacząc to „obroną”. Izrael musi przestać być traktowany jak święta krowa. Holocaust dawno się skończył. Dziś mamy do czynienia ze zbrodnią ludobójstwa, dokonywaną przez Żydów na Arabach.

W obliczu tych wydarzeń tworzy się nowy rodzaj pogardy dla Żydów. Uczucia, które podzielają ludzie tacy, jak ja – tolerancyjni, pokojowo nastawieni do każdego, kto wyrzeknie się przemocy na rzecz dialogu, otwarci na inne poglądy. I nie ma to nic wspólnego z antysemityzmem!

Na zakończenie kilka słów, aby wszystko było jasne: nie kwestionuję terroryzmu Hezbollahu ani faktu, że to on zaczął ten konflikt. Kwestionuję jedynie (a właściwie aż) niszczenie przez Izrael państwa, w którym ukryła się grupka jego wrogów. Nie miałbym nic przeciwko szybkiemu zniszczeniu arsenału Hezbollahu, ale długotrwały ostrzał całego Libanu i niszczenie jego infrastruktury jest bezwzględnym i bezdusznym popisem siły ze strony Izraela, nie mającym żadnego uzasadnienia w potrzebie „obrony”. Przez mordowanie ludności cywilnej, Izrael utracił prawo do nazywania swych działań zbrojnych „obronnymi”. Podobnie skandaliczne jest blokowanie pomocy humanitarnej. Czyżby Izrael uważał organizacje humanitarne za bojówki terrorystyczne, dostarczające broń Hezbollahowi?

Zbigniew Brzeziński – jeden z nielicznych, poważanych w USA politologów, krytykujących militarną politykę Izraela – udzielił wywiadu dziennikowi „Corriere della Sera”. Podkreślił w nim, że izraelskie ataki na Liban tylko podsycają arabsko-żydowski konflikt i wezwał Izrael do zastąpienia działań militarnych politycznymi. Przypomniał też, że jeszcze 20 lat temu izraelska partia Likud była organizacją fanatyczną i pełną nienawiści rasowej, wzywała bowiem do wyrzucenia wszystkich Palestyńczyków z prawego brzegu Jordanu. Potem jednak ewoluowała i zaakceptowała ideę dwóch państw – Izraela i Palestyny (inna sprawa, że idea ta pozostała jedynie na papierze). Tak samo może się stać na przykład z libańskim Hezbollahem czy palestyńskim Hamasem (którego członków rządu Izrael regularnie aresztuje, a parlament ostrzeliwuje), więc trzeba zastanowić się nad pokojowym rozwiązaniem politycznym, zamiast ciągłej agresji.

95% Żydów popierało izraelskie naloty na Liban. Tak było, zanim wojska izraelskie ściągnęły śmierć na ponad 150 swych obywateli, mordując przy okazji 1200 libańskich cywilów. Problem w tym, że po izraelskim ludobójstwie, większość cywilizowanego świata nadal „kibicuje” Izraelowi w mordowaniu swych sąsiadów. Czy bezduszność światowej opinii publicznej jest skutkiem propagandy mediów, utożsamiających Hezbollah z Libanem, terrorystę z muzułmaninem i zamachowcę-samobójcę z Palestyńczykiem?

Premier Libanu Fuad Siniora, odwiedzając zniszczony izraelskimi bombardowaniami południowy Bejrut, nazwał zbrojne działania Izraela „zbrodnią przeciwko ludzkości”. Oznajmił: „Mam nadzieję, że międzynarodowe media przekażą ten obraz każdej osobie na świecie”. Pozostaje przyłączyć się do apelu premiera Libanu i zrobić wszystko, aby ujarzmić izraelskie poczucie bezkarności. Należy powstrzymać Izrael, zanim zmiecie z powierzchni ziemi wszystkie sąsiadujące ze sobą kraje.

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Ran |

Żydzi się wszędzie wpychają. Dla nich nie ma prawa. Krzyczą dookoła jakich strat doznali w wyniku II Wojny Światowej a sami teraz zabijają, niszczą i mordują.
Co za naród!



Odpowiedz

Gość: nm |

..Japonia w swej konstytucji zrzekła się prawa do posiadania sił zbrojnych. Nie posiada ich do dziś i nie jest przez to bynajmniej krajem zacofanym.'' -- drobna niescislosc sie tu wkradla -- Japonia ma takie sily zbrojne o jakich Polska moze tylko pomarzyc -- tyle tylko ze nie nazywaja sie armia japonska tylko Silami Samoobrony --Pod względem wyposażenia i wyszkolenia Japońskie Siły Samoobrony nie ustępują czołowym armiom świata. Budżet na „samoobronę” – w granicach 50 mld dolarów rocznie, jest piątym pod względem wysokości w skali globu (po USA, Francji, Wielkiej Brytanii i ChRL) -- pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: jaja |

Artykulik pełen błędów logicznych. Zacznij, chłopie myśleć, potem zabierz się za pisanie. Bo emocje zaprowadzają cię na manowce. Porównanie Libanu, państwa w dużym stopniu niedziałającego do Niemiec godne przedszkolaka.



Odpowiedz

Gość: john galt |

Na miejscu Autora zablokował bym takie debilne komentarze.



Odpowiedz
Jarosław Orłowski

Autor nie podał informacji na swój temat.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org