Opublikowano
2019-03-15 15:48
Licencja
Prawa zastrzeżone

Ostatnie dni starego świata

Trwa Wielka Wojna, której konsekwencji nikt nie jest w stanie przewidzieć. A w tle losy pewnej wiedeńskiej rodziny…


Strony:
1 2 3

3 kwietnia 1915, Wiedeń

Powinnam chyba napisać jeszcze kilka słów o rodzicach i wyrywkowych wspomnieniach, z których składa się moja przeszłość. Może wtedy uda mi się zaprowadzić więcej ładu w tej historii, dać jej fundamenty i wyprowadzić ku teraźniejszości. Jak mam pisać o chwili, która trwa, jeśli opowieść o mnie nie ma solidnego punktu wyjścia? To prawie tak, jak gdybym ja sama zaczęła się właśnie teraz.

Magdalena Knedler Ocean odrzuconych Katedra św. Szczepana w Wiedniu

Mój ojciec nazywał się kiedyś bardzo zwyczajnie – Lejba Aber – i pochodził z Warszawy. Urodził się w niezamożnej żydowskiej rodzinie, która z kolei do Kongresówki przeniosła się z Galicji. Skąd taki kierunek? Nie mam pojęcia, nie znam się na migracjach, a i o moich dziadkach ze strony ojca, wstyd przyznać, mało wiem. Aberowie zamieszkali na warszawskich Nalewkach. Mój dziadek był złotnikiem, prowadził własny warsztat, był podobno bardzo dobry w swoim fachu. Zachowaliśmy kilka przedmiotów, które wykonał, i rzeczywiście robią wrażenie. Aberom urodziło się dwoje dzieci – Lejba i Wilhelmina. Wilhelmina to drugie imię, niemieckie, nadane na pamiątkę galicyjskich korzeni, a pierwszego – Sara – ciotka nie używa.

Jak już pisałam, ojciec, dzięki swojemu sprytowi i umiejętnemu prowadzeniu interesów z zaborcą, dorobił się i otworzył salon jubilerski. Pewnego dnia do tego salonu wszedł elegancki podróżnik z Wiednia, którym był nie kto inny, tylko Zygmund Seidemann, także jubiler. Ojciec zaimponował mu szerokim rozeznaniem w branży, pomysłami, projektami i znajomością języków obcych. Mogę się mylić, ale jeśli ktoś mieszka pod zaborami i chce robić interesy, to znajomość języków obcych wydaje się niezbędna. Mój ojciec też tak sądził. Mówił zatem biegle po rosyjsku, niemiecku i francusku, a trochę po angielsku. Mój dziadek, który umarł, zanim się urodziłam, nauczył go także hebrajskiego i jidysz, ale w domu zawsze rozmawiali ze sobą po polsku. Nie wiem dlaczego nie zapytałam też ojca, kim się czuje – Żydem, Polakiem, Austriakiem, czy może odrobinę Rosjaninem? Nie zapytałam ojca o wiele rzeczy, bo nie umiem z nim rozmawiać. Trochę szkoda. Myślę, że gdyby zechciał mi odpowiedzieć, słuchałabym go z wielkim zainteresowaniem. Muszę się kiedyś odważyć i zapytać. Nie wiem tylko, co zrobię, jeśli mi jednak nie odpowie.

„Faworyta” – reż. Yorgos Lanthimos – recenzja i ocena filmu

Czytaj dalej...

Odbiegam od tematu. Zygmunt był pod wrażeniem mojego ojca i zaprosił go do Wiednia, by odwiedził funkcjonujący od dziesięcioleci rodzinny salon Seidemannów. Ojciec – jak to ojciec – zaproszenie przyjął. A kiedy był już na miejscu, uznał, że zakład jubilerski Seidemannów oferuje interesującą biżuterię, ale cokolwiek przestarzałe wzory, czego nie omieszkał powiedzieć wprost swojemu nowemu przyjacielowi. Zygmunt wcale się nie obraził, tylko przyznał „młodemu Aberowi” rację. Stracił zapał, nie miał pomysłów, a w Wiedniu pojawiła się konkurencja, do tego co rusz objawiał się jakiś nowy artysta, który oddziaływał na odbiorców i nawoływał, by porzucali stare przyzwyczajenia i szukali oryginalnych rozwiązań. To była uwaga o charakterze ogólnym, ale dziadek miał rację. Gustav Klimt malował swoje dziwne obrazy, zmieniała się moda, powstał pawilon wystawowy Secesji Wiedeńskiej, ze złotą kopułą, którą sceptycy nazywali złotą kapustą. Dziadek wiedział, że jego – i czyjekolwiek – przywiązanie do tradycji nie ma tu żadnego znaczenia, bo czasy zmienią się i tak, zawsze przecież następowały jakieś zmiany. Zygmunt twierdził, że Lejba marnował się „tam u Ruskich”.

Magdalena Knedler Ocean odrzuconych Wiedeń na przełomie XIX i XX wieku

Lejba był nieco zaskoczony. Nie uważał, by się marnował, a raczej, że wykorzystał wszystkie możliwości, jakie miał – i te, których nie miał, także. Seidemann nie chciał wypuścić z rąk takiego diamentu. Od dawna poważnie chorował i nie łudził się, że przed nim długie lata. Chciał zabezpieczyć rodzinny interes i jedyną córkę, Zofię, dziewczynę o słabych nerwach i zmiennych nastrojach, która miewała swoje dziwactwa i swego czasu leczyła się nawet u doktora Freuda, imiennika dziadka Seidemanna. Sesje skończyły się wtedy, gdy doktor Freud porównał sen Zofii o wspinaniu się po drabinie do stosunku płciowego. Miał to być osiemnasty sen panny Seidemann, który Freud porównał do stosunku płciowego, i dziadkowi puściły nerwy. Tak przynajmniej twierdzi ciotka Wilhelmina, która wszystko to słyszała od mojego ojca.

Magdalena Knedler Ocean odrzuconych Cesarz Franciszek Józef I

Nie będę się na ten temat rozpisywać, bo zamiast dziennika wiedeńskiej panny wyjdzie kronika rodzinna Aberów i Seidemannów. Nie mam na to teraz siły, więc dokończę tylko wątek, który już zaczęłam, by uzyskać upragniony punkt wyjścia dla własnej historii. Zygmunt Seidemann zaproponował młodemu Aberowi rękę swojej córki. Ponoć zapytał ją nawet o zdanie, a ona mruknęła: „Wszystko jedno”.

Tak zachęcony Lejba kilka miesięcy po pierwszych odwiedzinach w wiedeńskim salonie Seidemannów powiódł do złotej synagogi swoją wybrankę. Nie zgodził się zamknąć interesu w Warszawie, ale zatrudnił dobrego i lojalnego kierownika, przyjął podwójne nazwisko i obie rodziny połączyły siły. Lejba Aber ożenił się z firmą, wszyscy o tym wiedzieli. Używał odtąd imienia Leopold, ubierał się zawsze bardzo modnie, szybko przyswoił żargon wiedeński i zyskał u nowej wiedeńskiej „arystokracji finansowej” – jak nas ponoć nazywają – powszechną sympatię.

Moja matka po ślubie nie rozkwitła, ale wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. Miała płakać po nocy poślubnej, a kiedy zaszła w ciążę, nie potrafiła zaakceptować swojego stanu. Ciotka Wilhelmina uważa, że to są właśnie skutki „nieuświadomienia kobiety”, ale nie będę teraz tego rozwijać. Może matka nie otrzymała odpowiedniej pomocy? Albo otrzymała ją za późno? Może nikt nie potraktował jej poważnie, uważając, że jej problemy to po prostu kobieca histeria? Nie wiem. Zamykała się w sobie coraz bardziej, aż wreszcie ze sobą skończyła. Chciałabym powiedzieć, że było mi przykro i że ciągle za nią tęsknię, ale przecież tak nie jest. Nie znałam mojej matki. Nie pamiętam, by mnie kiedykolwiek przytulała. Wiem, że matki są różne. Klara na przykład, moja przyjaciółka, która się właśnie zaręczyła, ma czułą matkę, ale Gretchen ze Stubenbastei, z którą mam wspólnego nauczyciela muzyki, mówi, że jej matkę interesuje tylko kolekcja srebrnych łyżek i fotografie zamordowanej siedemnaście lat temu cesarzowej Sisi. Nie wiem, co interesowało moją matkę, ale na pewno nie byłam to ja. Myślę o niej czasem i zastanawiam się, czy… czy z sytuacji, w której się znalazła, istniało jakieś inne wyjście.

Czy warto było wesprzeć Austrię? Międzynarodowy kontekst odsieczy wiedeńskiej

Czytaj dalej...

A najgorsze jest to, że nie pamiętam, kim była. Nie przypominam sobie brzmienia jej głosu, jej słów, nie wiem, co lubiła jeść, w co się ubierać, czy miała ulubionych kompozytorów i malarzy, czy interesowała się biżuterią, snuła plany na przyszłość, jakie książki czytała. Brak czułości to jedno. Ale mam również wrażenie, że moja matka nigdy ze mną nie rozmawiała. Że jej po prostu nie było.

Wszystko, co mam, to urywki podsłuchanych wypowiedzi i ulotne obrazy, składam je w całość i próbuję ułożyć sensowny wzór. Wniosek, do którego dochodzę, za bardzo mnie przeraża, by go tutaj zapisać. Może jutro. Może jeszcze później.

Ten tekst jest fragmentem książki Magdaleny Knedler „Ocean odrzuconych. Tom I Córka jubilera”:

Magdalena Knedler – Ocean odrzuconych. Tom I Córka jubilera – okładka Autor: Magdalena Knedler
Tytuł: „Ocean odrzuconych. Tom I
Córka jubilera”
Rodzaj literatury: Literatura obyczajowa
Format: 130×210, skrzydełka
Wydanie: Pierwsze
Liczba stron: 536
ISBN: 978-83-8147-239-5
Rok wydania: 2019
Cena: 44,99 zł
Kup ze zniżką w księgarni Wydawcy!

Do nabycia również tom II „Klątwa wiecznego tułacza”:

Magdalena Knedler – „Ocean odrzuconych. Tom II Klątwa wiecznego tułacza” – okładka Autor: Magdalena Knedler
Tytuł: „Ocean odrzuconych. Tom II
Klątwa wiecznego tułacza”
Rodzaj literatury: Literatura obyczajowa
Format: 130×210, skrzydełka
Wydanie: Pierwsze
Liczba stron: 560
ISBN: 978-83-8147-242-5
Rok wydania: 2019
Cena: 44,99 zł
Kup ze zniżką w księgarni Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Magdalena Knedler

Autorka powieści „Pan Darcy nie żyje”, „Winda” i „Nic oprócz strachu”. Za powieść „Pan Darcy nie żyje” otrzymała nominację w kategorii „debiut” do nagrody Emocje 2015, przyznawanej przez Radio Wrocław Kultura za najciekawsze lokalne wydarzenie kulturalne roku i nominację do nagrody WARTO 2016 przyznawanej przez wrocławską Gazetę Wyborczą. Recenzentka i redaktorka współpracująca z portalami kulturalno-informacyjnymi. Mieszka i pracuje we Wrocławiu.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org