Otworzyli ogień przez... ciastka. Historia interwencji francuskiej w Meksyku

opublikowano: 2026-02-22, 18:54
wszelkie prawa zastrzeżone
Poszło o ciastka, choć tak naprawdę były one tylko pretekstem. W 1838 roku francuska flota otworzyła ogień do meksykańskich portów. To przerodziło się w regularny konflikt zbrojny. 
reklama
Ostrzał portu San Juan de Ulloa (fot. Horace Vernet)

W 1821 roku, po trwającej 10 lat wojnie, Meksyk uzyskał niepodległość od Hiszpanii. Daleko mu było jednak do stabilności – wyczerpany konfliktem kraj pogrążył się w problemach gospodarczych, społecznych i politycznych. Odrodził się jako monarchia, ale niedługo potrwał ten epizod w jego historii. Po trzech latach zmienił się w republikę, ale i ten ustrój nie cieszył się powszechnym uznaniem mieszkańców – był mocno zwalczany przez konserwatystów, którzy dążyli do centralizacji i zwiększenia przywilejów Kościoła oraz jego wpływu na kraj. 

Napięcia te nie raz kończyły się tragicznie. Tak było na przykład w 1831 roku, kiedy to doszło do zabójstwa dawnego powstańca i liberała Vicente Guerrero wybranego dwa lata wcześniej na prezydenta. Od tego czasu zamachy znalazły się na porządku dziennym – kres anarchii, która zapanowała w kraju, położył dopiero wybór na głowę państwa Antonio Lópeza de Santa Anny w 1833 roku.

Na tym problemy Meksyku się jednak nie skończyły – bo gdyby politycznych sporów było mało, w 1833 roku nawiedziła go niszczycielska epidemia cholery, która zdziesiątkowała populację. Trzy lata później z kolei kraj utracił terytorium Teksasu, który jednostronnie się od niego odłączył. Meksyk był więc w tym okresie bardzo słaby, zarówno wewnętrznie, jak i na zewnątrz. Francja postanowiła to wykorzystać.

Nieszczęsne ciastka

Początkiem XIX wieku toczyła ona rywalizację z Anglią o wpływy na kontynencie amerykańskim zdominowanym przez stulecia przez Hiszpanię. Najłatawiej było zdobyć te wpływy przez destabilizację Meksyku, ze względu na jego położenie geograficzne i niestabilną sytuację wewnętrzną. Francja czekała więc na odpowiedni moment. Ten pojawił się w 1838 roku.

Francuski cukiernik o nazwisku Remontel prowadzący lokal w Tacubaya w Meksyku zwrócił się ze skargą do barona Antoine'a Deffaudisa, ówczesnego ambasadora Francji w Meksyku. Stwierdził, że grupa meksykańskich wojskowych weszła do jego cukierni, zjadła ciastka i wyszła bez płacenia, narażając jego lokal na duże straty. Według innej wersji mieli oni splądrować lokal. Do skargi dołączyli się inni francuscy cukiernicy, również oskarżając funkcjonariuszy Meksyku o narażanie ich biznesów na straty.

Bitwa pod Veracruz, 1838 rok

Nie ma dziś jednoznacznych dowodów na to, że w cukierni Remontela doszło do wydarzeń w taki sposób, jak przedstawił je mężczyzna. W niektórych relacjach pojawiał się on przykładowo jako właściciel nie cukierni, lecz karczmy lub restauracji. W różnych przekazach występują też lekkie rozbieżności w datach.

Jak jednak zauważył meksykański historyk Raúl González Lezama w rozmowie z BBC Mundo, nie jest to najważniejsze.

Ta historia służy wyolbrzymieniu absurdalności i niesprawiedliwości sytuacji. Francja z dość błahych powodów wysunęła [pod adresem Meksyku] roszczenia o gigantycznych rozmiarach, zarówno jeśli chodzi o żądaną kwotę, jak i korzyści ekonomiczne, jakie by jej one przyniosły

– powiedział.

reklama

W efekcie epizod z cukiernią Remontela posłużył władzom Francji jedynie jako pretekst. Wykorzystały niezadowolenie swoich rodaków w Meksyku i zaapelowały doń o rekompensatę. Otoczenie francuskiego monarchy Ludwika Filipa I poleciło baronowi Antoine'owi Deffaudisowi, który pełnił funkcję ambasadora w Meksyku, domagać się zapłaty za szkody poniesione nie tylko przez Remontela, ale przez wszystkich Francuzów w wyniku wewnętrznych walk w Meksyku.

Oprócz tego wystosował również inne żądania ekonomiczne, mające zapewnić Francji przewagę nad Anglią. Ich wysokość była zaporowa – zmagający się z problemami gospodarczymi Meksyk nie był w stanie im sprostać. Francja była jednak nieugięta. Gdy termin spłaty żądanej rekompensaty minął, a Meksyk nie przesłał pieniędzy, postanowiła działać.

Blokada Veracruz

16 kwietnia 1838 roku Francuzi przystąpili do blokady portu w Veracruz, mając nadzieję zmusić w ten sposób władze Meksyku do uległości. Dla Meksyku była ona bardzo uciążliwa – był to główny jego punkt handlowy z Europą, a handel stanowił jedno z głównych źródeł jego dochodów. Mimo to władze Meksyku pozostawały nieugięte – prezydent Anastasio Bustamante odrzucił żądania Francuzów. Dlatego też ci poszli o krok dalej. 

21 listopada 1838 roku francuska flota otworzyła ogień w kierunku fortu San Juan de Ulúa, w ciągu kilku godzin niszcząc jego obronę. Następnie francuska armia podjęła również działania lądowe, zajmując kolejne punkty w Meksyku – praktycznie bez większego oporu meksykańskich sił. Władze zaatakowanego kraju otworzyły inne porty, ale żaden z nich nie miał takiej przepustowości. Próbowały również zorganizować przemyt towarów przez Teksas. Ten jednak, obawiając się, że zostanie wciągnięty w działania zbrojne, podjął negocjacje z Francją i zdecydował się wysłać statek do wzmocnienia blokady Veracruz.

Sytuacja Meksyku stawała się coraz bardziej problematyczna. Choć 5 grudnia ich siły pod wodzą generała Antonio Lópeza de Santa Anny przeprowadziły udany kontratak, zmuszając Francuzów do odwrotu, uderzenie to nie było na tyle silne, by przełamać blokadę portu. Wtem do akcji postanowili wkroczyć Anglicy. 

Dostrzegając prawdziwy cel Francji, jakim było przekształcenie Meksyku w swoją placówkę handlową, oraz obawiając się zbytniego wzmocnienia jej wpływów na kontynencie, podjęli się zadania mediacji w konflikcie. Wysłali do portu Flotę Zachodnioindyjską z dyplomatą Richardem Pakenhamem, któremu udało się doprowadzić do spotkania przedstawicieli zwaśnionych krajów. Obawiając się zagrożenia ze strony angielskiej floty, Francja zgodziła się na mediacje. 9 marca 1839 roku osiągnięto porozumienie – zgodnie z nim Meksyk miał zapłacić Francji w ratach 600 000 pesos. Ta z kolei zobowiązała się oddać twierdzę San Juan de Ulúa i wycofać się z portu Veracruz.

Pierwsza francuska interwencja w Meksyku, zwana również często wojną ciastkową, dobiegła końca.

Polecamy e-book Pawła Burdzyńskiego pt. „Droga do imperium. Początki Wielkiej Brytanii 1603-1707”:

Paweł Burdzyński
„Droga do imperium. Początki Wielkiej Brytanii 1603-1707”
cena:
15,90 zł
Wydawca:
PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron:
215
Format ebooków:
PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN:
978-83-65156-63-1

Bibliografia

reklama
Komentarze
o autorze
Katarzyna Łabicka
Absolwentka dziennikarstwa i nauk politycznych. Miłośniczka historii, reportaży i kultury hiszpańskiej.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone