Opublikowano
2018-12-05 14:00
Licencja
Wolna licencja

„Red Dead Redemption 2” – recenzja gry

Kochacie „Siedmiu Wspaniałych”? A może „15:10 do Yumy”? Zawsze chcieliście przeżyć przygodę na Dzikim Zachodzie? A może westerny to jednak nie jest wasza bajka? Nie szkodzi. „Red Dead Redemption 2” to taki mały, prywatny „Westworld”, który pochłonie każdego bez wyjątku.


Strony:
1 2

„Red Dead Redemption 2” – recenzja gry

„Red Dead Redemption 2” – recenzja gry Tytuł: „Red Dead Redemption 2”
Platforma: PS4, XONE
Producent: Rockstar Games
Dystrybutor: Cenega
Data premiery: 26 października 2018 roku
Cena: 289 zł

Ocena naszego recenzenta: 8,5/10
(jak oceniamy?)

Spoglądam na wschodzące słońce nad Little Creek River, a w oddali majaczy mi majestatycznie szczyt Mount Hagen. Dogasające ognisko i niedopieczona sarnina nieubłaganie przypomina mi o czekającej mnie podróży na północ. Gang Del Lobo wedle słów zleceniodawcy zaszył się nieopodal Cairn Lake. Sprawdzam stan nabojów w bębnie mojego wysłużonego rewolweru Cattlemana i w głębi ducha liczę, że nie będę go musiał wyjmować. Być może Flaco Hernandez okaże się rozsądniejszy niż Granger i bez kłopotów opowie swoją historię o ginącym już czasie rewolwerowców. Czas zjeść śniadanie, zwinąć obóz, nakarmić konia i ruszać w długą podróż na północ.

„Red Dead Redemption 2” – recenzja gry Screen z gry „Red Dead Redemption 2” (materiały producenta)

Właśnie takimi słowami mogę opisać jedną ze swoich sesji w „Red Dead Redemption 2”. Niespiesznie zbliżam się do punktu kulminacyjnego jednej z misji pobocznych i poznaje, przepiękny i nad wyraz realistyczny świat gry. Powoli wyrabiam sobie rutynowe odruchy, małe codzienne zwyczaje, od których zależy moja skuteczność. Tak jak w życiu. Często zdarza się w tej grze robić małe, nie znaczące dla fabuły „nic”. Po kilkunastu godzinach robienia „nic”, a w przerwach od tego „nic” przeżywania nie lada przygód, mogę stwierdzić z całą stanowczością, że warto było czekać kilka lat na najnowsze dzieło od Rockstara. Czy warto jednak ponieść się całemu internetowemu hype’owi jaki towarzyszy tej produkcji od miesiąca? Tu już bym polemizował.

Dobry, zły i piękny

Jest rok 1899. Świat rewolwerowców i pionierów Dzikiego Zachodu powoli umiera. W każdy zakamarek znanego do tej pory świat zakrada się nowoczesność. Boleśnie wkracza ze swoimi przepisami, regułami, normami, kotłami, elektrycznością, dymem i, o dziwo, także z ludzkim upodleniem. Rewolucja przemysłowa, którą obserwujemy w grze nie przynosi bowiem nowego, lepszego człowieka. Nadal jest on ułomny. Grzeszny i zły. Przestępczość nadal istnieje. Rzecz w tym, że w nowym świecie nie ma już miejsca dla kowbojskich gangów, a do jednego z takich należy protagonista „Red Dead Redemption 2”.

„Red Dead Redemption 2” – recenzja gry Screen z gry „Red Dead Redemption 2” (materiały producenta)

Tym samym fabuła gry to opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, który już nas nie może strawić. To czas by ostatecznie potępić swoje czyny lub odkupić winy, zanim Nowy Świat całkowicie oblecze ten Stary całunem nowoczesności i zapomnienia. W efekcie to opowieść pełna brudu, złych uczynków i błędnych decyzji, ale jest też miejsca na przyjaźń, lojalność i honor. Choć gramy przestępcą, który wszystkich swoi grzechów po prostu nie ma jak spamiętać, jest w jego postaci miejsca na sprawiedliwe i honorowe postępowanie. Finał finałów dostajemy dojrzałą opowieść który nas zezłości albo wzruszy. Albo jedno i drugie.

Choć o stronie technicznej produkcji napisano już bardzo wiele, moim obowiązkiem jest jeszcze raz podkreślić, że to wszystko podane jest w pięknym filmowym stylu. W opowieści o Arturze Morganie i gangu Dutcha van der Lindego jest coś z klasyków kina takich jak „Dobry, zły i brzydki” czy „15:10 do Yumy”. Czasem jest jazda bez trzymanki przypominająca krwawe zabawy rodem z „Django” czy „Nienawistnej ósemki” Tarantino. Gra świateł, kontury, małe graficzne drobiazgi – to wszystko sprawia, że nie obserwujemy tylko i wyłącznie gry, ale wielki, interaktywny western. Do tego okraszony świetną muzyką, która potrafi dostosować się do akcji. Raz jest wolniej, raz dynamiczniej. Zawsze w punkt.

„Red Dead Redemption 2” – recenzja gry Screen z gry „Red Dead Redemption 2” (materiały producenta)

Świat wspaniały, ale szwy czasem się rozchodzą

Tym co jednak najbardziej zachwyca to niesamowita wręcz responsywność świata w jakim przyjdzie nam żyć, strzelać i umierać. Każde nasze działania wywołuje reakcję tu i teraz. I nie chodzi tylko wybory podejmowane podczas misji czy strzelaniny, który wywołują zainteresowanie stróżów prawa i łowców nagród. Świat gry toczy się swoim własnym życiem, każdy losowy NPC potrafi skomentować nasz wygląd czy zachowanie odbiegające o normy. Popchniesz kogoś biegnąc do sklepu? Możesz liczyć na siarczyste przekleństwo, splunięcie, a nawet bitkę. Stoisz i patrzysz przed siebie bez celu pośrodku miasteczka? Opinię wariata masz już jak w banku. Z czasem staramy się zatem zachowywać jak najnormalniej. Odruchowo „parkujemy” konia na przeznaczonym do tego miejscu, staramy się nie potrącać przechodniów, wieczorem wracamy spać do obozu lub szukamy hotelu. Do tego możemy liczyć na spotkania losowe. Raz trzeba pomóc niewieście, której koń zginął na drodze. Innym razem nierozważnemu myśliwemu wyjąć nogę z wnyków. A może pomożesz zastraszonemu przez bandytów mieszkańcowi górnego Lemoyne? To wszystko niesamowicie buduje nastrój gry, do której chce się wracać.

Gra jest wypełniona nie tylko misjami głównymi i pobocznymi, ale także całą masą aktywności dodatkowych takich jak polowania, łowienie ryb, zbieranie ziół czy nad wyraz popularny w sandboxach – crafting. Elementy te w „RDR2” nie są jednak irytującym momentami zapychaczem, a integralnym elementem gry. Podejmowanie tych aktywności z czasem staje się tak naturalne jak mycie zębów, ubieranie się i jedzeni obiadu w normalnym życiu.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Marcin Sałański

Historyk, dziennikarz prasowy i telewizyjny, wieloletni współpracownik Histmag.org, autor popularnych e-booków. Współpracował m.in. z portalem Historia i Media, Wydawnictwem Bellona i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Był również członkiem redakcji kwartalnika „Teka Historyka”. Interesuje się historią średniowiecza, dziejami gospodarczymi, popularyzacją historii i rekonstrukcją historyczną.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org