Opublikowano
2015-04-01 12:27
Licencja
Wolna licencja

Uczenie się historii powoduje melancholię?

Czy uczenie historii może powodować melancholię lub depresyjne stany emocjonalne? Według prof. Charlesa Sheena z George Mason University jak najbardziej. Efekty swoich wieloletnich badań przedstawia w najnowszym numerze „American Psychologist”.


Smutek, odrętwienie, brak chęci do działania. Czy to przeszłość tak na nas działa? (Albrecht Dürer, Melancholia, domena publiczna). Za depresyjne stany emocjonalne, melancholię i zły nastrój odpowiada uczenie historii. Tak przynajmniej twierdzi prof. Charles Sheen w najnowszym numerze „American Psychologist”. W artykule „The new aspects of relations between teaching history and psychological health”, będącym efektem wieloletnich badań nad zagadnieniem, udowadnia, że za ponad 70% przypadków złych nastrojów odpowiada nadmierne zainteresowanie przeszłością. U blisko 40% badanych uczenie się historii kończyło się melancholią. – Pierwsze symptomy pojawiały się często już kilka minut po odłożeniu książki – relacjonuje amerykański naukowiec.

Według badań przyczyny tego stanu rzeczy są dość oczywiste. – Przepełnienie historii wydarzeniami okrutnymi, wojnami, nierównościami płciowymi, niesprawiedliwością, chorobami powoduje wśród ludzi wrażenie, że już nic dobrego nie może ich w tym świecie spotkać, co w sposób naturalny przekłada się na ich patrzenie na rzeczywistość – argumentuje Sheen. Najbardziej narażeni na negatywne działanie historii są zwłaszcza nauczyciele i pracownicy naukowi. 85% z nich odczuwa pierwsze objawy melancholii spowodowane wrażeniem, że nikt ich nie słucha i nikt się nimi nie interesuje. Odczuwają przy tym przemożną chęć odgrywania większej roli w polityce pragnąc zostać choćby przewodniczącym Rady Europejskiej lub ministrem spraw zagranicznych jakiegokolwiek rządu. – Ambicje zjadają historyków od środka. Chcą być jak Churchill, Reagan i Napoleon, przekonani, że w każdej sytuacji działali by lepiej i skuteczniej, lecz nikt nie chce im zaufać – pisze amerykański naukowiec.

Powodem melancholii jest może być też coraz większe przekonanie, że dochodzenie do prawdy nie ma sensu, ze względu na jej nieosiągalność. Naukowiec opisuje przypadek młodego doktoranta Uniwersytetu w Yale, który zamknięty w swoim pokoju bezwiednie wpatrywał się w pogniecioną makietkę Stonehenge. Odmawiał jedzenia i picia dopóki nie odkryje tajemnicy tej niezwykłej budowli. Dopiero wzmożona terapia zmieniająca jego zainteresowania na tworzenie oprogramowania komputerowego dla instytucji zajmujących się wyborami w krajach Europy Środkowo-Wschodniej spowodowała wyzwolenie się z objawów załamania.

Historia badacza Stonehenge, w złagodzonej formie, stała się źródłem artystycznej refleksji.

Rewelacje prof. Sheena nie pozostają bez echa. Na Facebooku powstała już grupa zrzeszająca przeciwników nauczania historii. W stanie Utah zarejestrowano także pierwsze stowarzyszenie antyhistoryczne. HISTORY STOP stawia sobie za cel usunięcie historii z programu nauczania i zastąpienie jej dodatkowymi godzinami wychowania fizycznego i robótek ręcznych. Na Twitterze ruch wsparł też aktor Robert Pattison, znany z filmowej sagi „Zmierzch”. Zadeklarował, że od jutra wyrzuca wszystkie książki historyczne jakie znajdują się w jego domu. Protestujących wspierają też ruchy ekologiczne, które wyliczyły, że dzięki znacznemu ograniczeniu ilości wydawnictw historycznych uratować będzie można ponad 2 mln drzew. Ruch antyhistoryczny postuluje, aby rodzice mieli wybór, czy ich dzieci mają się uczyć historii czy nie. Jak tłumaczy Robert Bonehead – twórca profilu facebook'owego grupy – rodzice winni też mieć wpływ na treści naukowych opracowań historycznych. – Chcemy, aby dzieje były bardziej optymistyczne, żeby nie mówić ciągle o II wojnie światowej, Holocauście, czy innych zbrodniach. Oczywiście tych wydarzeń nie należy eliminować, ale przecież można je przedstawiać weselej. Jeśli rodzic chce dziecku przedstawić obóz koncentracyjny jako wysokiej klasy ośrodek wypoczynkowy to powinien mieć do tego prawo – stanowczo podkreśla Bonehead.

Czy pod wpływem amerykańskich ruchów antyhistorycznych podobne zjawisko pojawi się w Polsce? Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Dr Małgorzata Marchewka z Instytut Antropologii Społecznej w Warszawie sądzi, że tej modzie trudno będzie zaistnieć na naszym gruncie. – Środowisko historyczne w naszym kraju działa na zupełnie innym gruncie. Historycy mają otwarte ścieżki kariery i wzbogacania portfolio. Mogą się spotykać z ludźmi pracując w hipermarketach i wpływać na rzeczywistość, np. próbować pisać prawo od nowa. Poza tym rodzime dzieje nie są aż tak skomplikowane: tu wiadomo co jest prawdą, a co nie. Jeszcze inną kwestią jest fakt, że dla nas melancholia jest stanem naturalnym, więc ewentualna próba zmiany byłaby uderzeniem w tradycję i kulturę – twierdzi antropolożka. Czy jej przewidywania okażą się prawdziwe przekonamy się najpewniej wkrótce.

Powyższy materiał powstał jako żart primaaprilisowy. Zwykle publikujemy jednak prawdziwe informacje ;)

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Szymon Gornowicz |

Tak, to może być żart. ;) Powinien bo inaczej świadczyłby o ignorancji równej Himalajom.



Odpowiedz

Gość: Meczyk |

Tja, zaraz pewnie usłyszymy "prima aprilis", podczas gdy problem rzeczywiście istnieje.



Odpowiedz

Gość: Szymon Gornowicz |

Jest w tym wiele prawdy. Sam to podejrzewałem od lat. Cieszę się, że przeprowadzono wiarygodne badania tej materii. Jednakże jakikolwiek pomysł eliminacji historii jako jednego z filarów nauki jest delikatnie rzecz biorąc czystą głupotą. To najlepszy eufemizm jaki teraz mi przychodzi do głowy. To tak jakby wyeliminować wszystkie noże z gospodarstw domowych bo stwierdzono wzrost morderstw przy użyciu tego narzędzia. Historia to my. Historia to nasze życie. To wszelka baza żeby zrozumieć wszystko. To pierwszy schodek do poznania i zrozumienia czegokolwiek. To, że zajmują się nią najczęściej ludzie wrażliwi i myślący i wpadają w pułapkę uciekania w nią przed rzeczywistością to zupełnie inny problem. Każda praca i każde zajęcie może przynieść skutki uboczne. Od reumatyzmu rzecznej praczki po ślepotę informatyków. Trzeba szukać proporcji, złotego środka. Szkolić zdrowy rozsądek. Szukać nadziei duchowej, która niejako zniweluje wagę i powagę zła, które znamy z historii.



Odpowiedz

Gość: mr makowski |

ze smutkiem potwierdzam.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org