Opublikowano
2016-04-09 16:30
Licencja
Wolna licencja

100 lat prof. Jana Kancewicza

Setne urodziny obchodzi dziś Jan Kancewicz, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, historyk, badacz dziejów polskiej lewicy.


Strony:
1 2

Profesor Jan Kancewicz Koleje życia Jana Kancewicza to opowieść, która mogłaby zainspirować nie tylko historyków, ale pisarzy, mogłaby też stanowić scenariusz filmu fabularnego. W tradycji historycznej Polski przyszły historyk znalazł swoje miejsce za sprawą sytuacji rodzinnej. Jego matką była Kamilla Horwitz-Kancewiczowa (1879–1952), wujem zaś Maksymilian Horwitz (1877–1937). Dzieje wielkiej rodziny zostały doskonale opisane przez Joannę Olczak-Ronikier w książce „W ogrodzie pamięci” (Kraków 2001). W biografię Jana Kancewicza wpisują się zatem ciekawe, a zarazem tragiczne epizody historii radykalnej lewicy polskiej.

Urodził się 9 kwietnia 1916 roku w Zurychu. Jego ojciec, Janko Kancewicz, zmarł na froncie I wojny światowej. Kamilla Kancewicz pracowała wówczas w klinice Waldau niedaleko Berna. Wraz z synem powróciła do Warszawy w 1919 roku i kontynuowała praktykę lekarską, a także zaangażowała się w działalność w ruchu komunistycznym: Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, a od 1923 roku w Komunistycznej Partii Polski, gdzie kierowała Wydziałem Kobiecym KC i była redaktorką „Robotnicy” – prasowego organu tegoż wydziału. W Warszawie Jan Kancewicz rozpoczął edukację w gimnazjum. Tymczasem w drugiej połowie lat 20. w Komunistycznej Partii Polski wykrystalizował się podział na dwa skrzydła. Tzw. mniejszość, która zdominowała kierownictwo partii z Julianem Leszczyńskim-Leńskim na czele, ściśle podporządkowywała się Stalinowi. W opozycji do tej grupy stanęli „większościowcy” – frakcja reprezentowana między innymi przez Maksymiliana Horwitza-Waleckiego oraz Werę Kostrzewę i Adolfa Warskiego. Przedstawicielką tzw. większości była także Kamilla Kancewicz. Grupa ta w czerwcu 1929 roku na VI Plenum KC KPP utraciła jakikolwiek wpływ na działalność organizacji. Wszelkich funkcji w partii pozbawiono także Kancewiczową. Dla wielu przedstawicieli frakcji oznaczało to emigrację, najczęściej do ZSRR. Tymczasem na działaczy komunistycznych polowała także polska policja. W 1929 roku Kamilla Kancewiczowa została aresztowana, w roku następnym zaś wypuszczono ją za kaucją. W wyniku powyższych wydarzeń Jan Kancewicz wraz z matką wyemigrowali do Związku Radzieckiego, gdzie już od kilku lat przebywał Maksymilan Horwitz-Walecki.

Jan Kancewicz w 1930 roku zamieszkał w słynnym hotelu „Lux” w Moskwie, dzieląc pokój ze swoim wujem Maksymilianem. O tym jak wyglądało jego życie w ZSRR Kancewicz opowiedział Dominikowi Czapigo (relacja nagrana dla Ośrodka „KARTA”). Szczegółowe i bardzo interesujące wspomnienie z pewnością zasługuje na opublikowanie. W ZSRR Kancewicz kontynuował naukę szkolną, w 1934 roku zdał maturę. W latach 1934–1937 studiował na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Moskiewskiego im. Łomonosowa. Jednak w drugiej połowie lat 30. klimat w Związku Radzieckim przestał być przyjazny m.in. dla przebywających tam polskich komunistów. Zbliżał się czas „wielkiego terroru”.

Z obiektywnych względów tematyka ta nie zaistniała w pełni w historiografii polskiej przed 1989 roku, dziś jednak bez większego problemu możemy dotrzeć do prac, które omawiają te zagadnienia (R. Conquest „Great terror”, K. Schloegel „Terror i marzenie. Moskwa 1937”, N. Iwanow „Zapomniane ludobójstwo”). Warto jednak pamiętać, że sam temat istniał w polu zainteresowania historyków związanych z Zakładem Historii Partii przy KC PZPR a następnie z Centralnym Archiwum KC PZPR. Nigdy nie publikowane prace dziś dostępne są w zbiorach Archiwum Akt Nowych. Warto też w tym kontekście wspomnieć o wydanych staraniem Feliksa Tycha już w latach 90. wspomnieniach Celiny Budzyńskiej pt. „Strzępy rodzinnej sagi”, będących doskonałym świadectwem doświadczeń polskich komunistów przebywających w Moskwie w latach 1937–1938.

Budynek moskiewskiego Hotelu Lux, nieoficjalnej siedziby Kominternu. Współcześnie trwają prace nad przywróceniem mu dawnej świetności (fot. MartinPUTZ, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Latem 1937 roku aresztowano Maksymiliana Horwitza-Waleckiego oraz Stefanię Horwitz (z domu Heryng), których wkrótce rozstrzelano (w ten sam sposób straciło życie ponad sto tysięcy Polaków, w tym Maria Kostrzewa, Stanisław Budzyński, Adolf Warski, ale także i Julian Leszczyński-Leński). Jesienią z kolei aresztowano Kamillę Kancewiczową. Kilka tygodni później Jana Kancewicza wykluczono z grona studentów historii, ale umożliwiono mu dalsze studia na Wydziale Geografii i Nauk o Ziemi. Na tę propozycję Kancewicz przystał. Wiosną 1938 roku zaczęło się nim jednak interesować NKWD. Po dwukrotnych przesłuchaniach, które nie skończyły się aresztowaniem, miał prawo przewidywać, że ostatecznie do tego nie dojdzie. Jednak 30 kwietnia 1938 roku nad ranem zabrano go na Łubiankę. Po kilku dniach przewieziono go do Butyrek, więzienia pamiętającego czasy przedrewolucyjne. Po krótkim śledztwie za „oszczerstwa rzucane na kierownictwo partii i państwa” skazano go na 5 lat obozu. Porównując ten casus z innymi historiami przedstawicieli środowiska polskich komunistów, los obszedł się z Janem Kancewiczem raczej łagodnie. Joanna Olczak-Ronikier pisze o tym epizodzie następująco:

Na szczęście, Jankowi oszczędzone zostało to najgorsze, czyli okrutne przesłuchania. […] Został już wcześniej zakwalifikowany jako kontrrewolucyjny agitator, nie trzeba było udowadniać mu winy, a za mało znaczył, by wrabiać go w jakąś wyimaginowaną sprawę polityczną. […] Sędzia zajmujący się Jankiem był leniwy. Wezwał go parę razy na przesłuchania. Świadkowie – koledzy z tego samego roku – potwierdzili jego winę. – „Prowadził kontrrewolucyjne rozmowy?” – „Prowadził”. – „Uprawiał antyradziecką propagandę?” – „Uprawiał”. Na tym się skończyło.

Przez kolejnych pięć lat Jan Kancewicz był więźniem obozu w Solikamsku (miasteczko położone na północnym Uralu, nad rzeką Kamą). Po wyjściu na wolność, przez niemal kolejne dwa lata pracował w różnych zakładach, m. in. na budowie elektrowni w Tomsku. W końcu roku 1944 zwolniono z więzienia Kamillę Kancewiczową. Oboje powrócili do Warszawy w końcu sierpnia 1945 roku.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book: Paweł Rzewuski – „Wielcy zapomniani dwudziestolecia”

Autor: Paweł Rzewuski
Tytuł: „Wielcy zapomniani dwudziestolecia cz.1”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-0-8

Stron: 58

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

3,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Krzysztof Górny |

Niestety nigdy bliżej nie poznałem Pana Profesora. Na pierwszym roku studiów w r. 1982/83 chodziłem do Niego na dwa wykłady monograficzne w kolejnych dwóch semestrach (drugi z nich był, wg wpisu w indeksie, nt. kształtowania się wytycznych PPS). Słuchaczy było niewielu: w tych czasach wśród chyba większości kolegów ze studiów pokutowało przekonanie, że socjalizm, a tym bardziej komunizm, jest tym, czym była rzeczywistość kraju stanu wojennego. Wykłady te, w jednej z małych salek Instytutu Historycznego, były więc bardziej podobne do seminariów w tym sensie, że możliwe były rozmowy z wykładowcą (ale, z przyczyn formalnych, nie było referatówi i egzaminów, a jedynie zaliczenia). Chyba jeszcze w tym samym roku Pan Profesor wyjeżdżał na krótko na Zachód, zdaje się, że do Niemiec Zachodnich. Poprosiłem Go o przemycenie i wysłanie pocztą stamtąd "trefnego" listu z informacjami o charakterze politycznym. Pan Profesor zawahał się: może pomyślał o niebezpieczeństwie, może o tym, czy nie jest to jakaś prowokacja (w końcu znał mnie tylko jako jednego ze słuchaczy swoich wykładów), albo o obu ewentualnościach. Ale zgodził się! Już na początku studiów w Warszawie, w listopadzie 1982 roku zostałem jak bardzo wiele innych osób aresztowany po demonstracji w rocznicę rejestracji Solidarności. Z tego co wiem, moi nauczyciele akademiccy (w tym Pan Profesor) wstawili się za mną, co przyczyniło się do zwolnienia po trzech tygodniach, a prócz tego pozwoliło mi kontynuować studia (były naciski, by takich studentów zwalniać z uniwersytetu). W roku 1984 wyjechałem z Polski, studiów z różnych względów niestety nie ukończyłem i nie miałem już kontaktu z Panem Profesorem, ale zainteresowania przedmiotem Jego badań nigdy nie straciłem. Za pośrednictwem tej strony internetowej życzę Mu jak najlepszego zdrowia. [Jeszcze krótka uwaga o Żannie Kormanowej, której nigdy nie znałem, ani żadnej z jej prac nie czytałem; tabliczka z jej nazwiskiem zdaje się jeszcze w latach dziewięćdziesiątych wisiała przy wejściu do jednego z gabinetów w Instytucie Historycznym: czytałem w jakichś wspomnieniach, że w latach stalinowskich ostrzegała kogoś przed aresztowaniem.]



Odpowiedz

Gość: Tomasz Szczepański |

Byłem chyba ostatnim jego magistrantem. Obroniłem pod jego kierownictwem pracę "Ruch anarchistyczny na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego w dobie rewolucji 1905-1907" w 1990r. (Wyszła drukiem - Mielec 1999). Mimo że był (byłym?) komunistą pomógł mi podczas mojego pierwszego zatrzymania przez SB w 1986 - zarekwirowano mi maszynę do pisania, prośbę o jej zwrot poparł. Metodologicznie dużo mu zawdzięczam, mimo jego hołdowaniu marksizmowi jako metodzie. Trening jaki dawał magistrantom naprawdę przydałby się dzisiaj nie jednemu już "ukończonemu" historykowi.



Odpowiedz
Tomasz Siewierski

Historyk, doktor nauk humanistycznych. Zajmuje się historią historiografii i historią kultury XIX-XX w. oraz metodologią historii. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Przeglądzie Humanistycznym”, „Rocznikach Humanistycznych” i „Roczniku Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej”.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org