Autor: Katja Hoyer
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, XIX wiek, Niemcy, Austria, Szwajcaria
Opublikowany: 2022-05-18 14:25
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

1888: rok trzech cesarzy

Śmierć Wilhelma I w marcu 1888 roku dała początek głębokim przemianom w Cesarstwie Niemieckim. Jego syn, Fryderyk III, wyniszczony chorobą, zmarł po zaledwie 99 dniach panowania. Na cesarskim tronie zasiadł butny Wilhelm II. Rok 1888 oznaczał również początek końca długiej kariery Otto von Bismarcka. Żelazny Kanclerz ostatecznie ustąpił 2 marca 1890 roku.
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Katji Hoyer „Krew i żelazo”.

Długowieczność Wilhelma I była dla wielu zaskoczeniem. Mając w chwili powstania Cesarstwa Niemieckiego bez mała siedemdziesiąt cztery lata, kajzer przeżył jego burzliwą ewolucję i stał się narodowym symbolem o wymia­rach nieomal mitycznych, chociaż cokolwiek wbrew własnej woli. Na dworze spodziewano się, że będzie władał nowym państwem przez pierwsze kilka lat, a potem ster rządów przejmie jego syn jako Fryderyk III. To budziło nadzie­ję w jednym obozie politycznym, ale strach w drugim, gdyż następca tronu od dawna otwarcie krytykował konserwatywny kurs ojca i Bismarcka. Opowiadał się za bardziej liberalną polityką, przewidującą reformę parlamentarną i zbliże­nie z Wielką Brytanią, a nie z Rosją.

Cesarz Wilhelm I, jego syn Fryderyk III i wnuk Wilhelm II w 1882 roku (Bundesarchiv, Bild 102-00625A / CC-BY-SA 3.0)

Angielska żona Fryderyka, Wiktoria, kobie­ta inteligentna, nie zwykła owijać w bawełnę i mająca cięty język, przysporzy­ła sobie na dworze wielu wrogów. Zachowywała się swobodnie i bezceremo­nialnie wtrącała się w sprawy męża, co dla wielu konserwatystów świadczyło o braku taktu i intryganctwie. Ponieważ miała znacznie silniejszy charakter niż małżonek, zaczęto plotkować, że to ona nakłania Fryderyka do przeciwstawiania się ojcu. Kiedy Wilhelm się postarzał, w obu obozach politycznych zaczęło się niecierpliwe oczekiwanie. Liberałowie liczyli na zmiany w duchu swego pro­gramu, konserwatyści, a także sam Bismarck, obawiali się politycznego zwrotu.

Mijały jednak lata, a stary cesarz nie umierał. Powstała dziwna sytuacja. Swoją pozycję polityczną umacniał nie tylko następca tronu, lecz także jego syn. W latach osiemdziesiątych ten ostatni, późniejszy Wilhelm II, miał dwa­dzieścia kilka lat. Jego dziad nadal panował i był w stanie kierować nawą pań­stwową do spółki z Bismarckiem, a tymczasem młody książę zaczął intrygo­wać przeciwko własnym rodzicom. Byłoby to niemożliwe, gdyby Fryderyk i jego żona panowali już jako cesarz i cesarzowa. Ponieważ młody Wilhelm nie ukrywał, że brzydzi się liberalizmem swych rodziców i bardziej odpowiadają mu konserwatywne poglądy dziadka, dworacy byli coraz bardziej zdezorien­towani. Nie wiedzieli, czy stawiać na ojca czy na syna, żeby zachować w przy­szłości wpływy polityczne. Obu pokoleń Hohenzollernów nie sposób było za­dowolić. W końcu jednak zagadka rozwiązała się sama. 12 listopada 1887 roku podano oficjalnie do wiadomości, że Fryderyk jest nieuleczalnie chory na raka krtani. Było jasne, że nie ma przed sobą długiego życia. Ci, którzy mieli na­dzieję na nowy okres liberalizmu w polityce niemieckiej, przeżyli gorzki za­wód. Od tej pory urzędnicy dworscy zabiegali już tylko o względy młodego Wilhelma. Jego ojciec przestał się liczyć.

Wobec choroby Fryderyka Bismarck musiał pilnie przygotować się do współpracy z cesarskim wnukiem. Poprzez swego syna Herberta już od dłuż­szego czasu utrzymywał nieomal ojcowskie stosunki z przyszłym cesarzem, wtajemniczając go w arkana dyplomacji, dworskich intryg i polityki. Stawką był dorobek całego życia kanclerza. Na widnokręgu majaczyła groźba wojny z Rosją, a w kraju jego doktryna „nasycenia” Niemiec była coraz ostrzej kry­tykowana; nawoływano do ekspansji i budowy imperium kolonialnego. Ruch socjalistyczny rozrósł się i umocnił, a coraz częstsze strajki zagrażały spoisto­ści struktury społecznej Rzeszy. Młody pretendent, wobec sędziwego wieku dziadka i śmiertelnej choroby ojca, musiał zostać starannie przygotowany do objęcia tronu. Bismarck nie ukrywał, że uważa go za „człowieka porywcze­go [który] nie trzyma języka za zębami, jest łasy na pochlebstwa i mimo woli może wciągnąć Niemcy w wojnę”. Należało nad nim czuwać, bo gotów był wszystko zrujnować i wtrącić Niemcy w przepaść jakimś przejęzyczeniem albo jedną ze swoich gaf dyplomatycznych.

Stary kajzer zmarł 9 marca 1888 roku w wieku dziewięćdziesięciu lat, a tron objął jego syn jako Fryderyk III. Ponieważ panował tylko dziewięć­dziesiąt dziewięć dni, zanim umarł na raka, nie było czasu na zmiany per­sonalne ani polityczne na dworze. Jeśli Wiktoria sądziła, że będąc przez krótki czas cesarzową, a potem matką panującego cesarza, zyskała wpływ na niemiecką politykę, to była w błędzie. Stosunki między nią a synem od początku nie układały się najlepiej. Ostatnie lata przed rokiem 1888 nazna­czone były jednak taką wzajemną nieufnością, że Wilhelm publicznie chciał zerwać z matką. Kiedy Fryderyk dowiedział się, że ma raka, Wiktoria nie wierzyła w konieczność operacji i zaufała opinii swego angielskiego lekarza, który twierdził, że mężowi wystarczy odpoczynek. Wilhelm kazał przepro­wadzić sekcję zwłok ojca i patolog znalazł dużą ilość rakowatej tkanki w gar­dle zmarłego, co dowodziło, że choroba była bardzo zaawansowana. Wikto­ria więc myliła się, odradzając leczenie operacyjne. Było to kolejne potwier­dzenie złośliwych plotek, że jest intrygantką stojącą za wszystkimi chybiony­mi decyzjami Fryderyka. Kiedy 15 czerwca 1888 roku dwudziestodziewię­cioletni Wilhelm został cesarzem niemieckim, dla Wiktorii nie przewidziano u jego boku żadnej roli.

Otto von Bismarck w 1889 roku

Wilhelm całkowicie zgadzał się z Bismarckiem, że ten ostatni jest niezastą­piony. Na razie. „Z początku nie dam sobie rady bez kanclerza – pisał – ale mam nadzieję, że z czasem […] będę mógł zrezygnować ze współpracy z księciem Bi­smarckiem”. Było jednak jasne, że nie ma między nimi tak bliskiej więzi poli­tycznej i uczuciowej, jaka łączyła jego dziada z Żelaznym Kanclerzem. Jeśli Wil­helm I niechętnie zgodził się na zjednoczenie Niemiec jako narzędzie rozszerze­nia władzy Prus, jego wnuk chciał panować nad wszystkimi Niemcami w stylu absolutyzmu oświeconego. Miał się za nowe wcielenie Fryderyka Barbarossy i chciał znów doprowadzić Niemcy do wielkości.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Katji Hoyer „Krew i żelazo” bezpośrednio pod tym linkiem!

Katja Hoyer
„Krew i żelazo”
59,90 zł
Wydawca: Bellona
Rok wydania: 2022
Okładka: twarda
Liczba stron: 240
Format: 17x24 cm
ISBN: 978-83-11164-98-7
EAN: 9788311164987
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Katji Hoyer „Krew i żelazo”.

W takiej wizji nie było miejsca na kanclerzy, ministrów i realistów politycznych. Wilhelm, w typowy dla sie­bie sposób przeceniając własną charyzmę, liczył, że będzie kochany i szanowany przez poddanych – a w razie czego będzie budził w nich strach – dzięki samej sile swojej osobowości. Zupełnie nie rozumiał zawiłości bismarckowskiej po­lityki zagranicznej i wewnętrznej, dzięki której Cesarstwo Niemieckie istniało jako całość i mogło wspaniale prosperować. Sprawy nie ułatwiało to, że ustrój Bismarcka całkowicie opierał się na jego szczególnych stosunkach z Wilhelmem I – jeden grał w nich rolę dominującą, a drugi podrzędną. Dwóch upartych Pru­saków u steru niemieckiego okrętu nie wróżyło nic dobrego.

Otwarcie Reichstagu w Białej Sali Pałacu Berlińskiego 25 czerwca 1888 roku na obrazie Antona von Wernera. Wydarzenie to było pierwszym uroczystym pojawieniem się Wilhelma jako cesarza

Na zatarg między monarchą a jego kanclerzem nie trzeba było długo cze­kać. Ruch socjalistyczny zyskiwał coraz większe poparcie w fabrykach i na uli­cach, Bismarck więc postanowił zaostrzyć ustawę antysocjalistyczną i przedłu­żyć ją bezterminowo, praktycznie zakazując wszelkiej działalności robotniczej. Było pewne, że takie posunięcie wzmoże niezadowolenie robotników i po­pchnie ich do masowych strajków. A wówczas stary kanclerz stanie się nie­zbędny Wilhelmowi, który będzie potrzebował doświadczonego człowieka do rozwiązania problemu. W październiku 1889 roku Bismarck wniósł swój projekt pod obrady Reichstagu i Wilhelm przestraszył się, że będzie to bar­dzo zły początek jego panowania. Wiedząc, że nawet dyskusja o projekcie wy­woła gwałtowne demonstracje i strajki, które trzeba będzie tłumić zbrojnie, zażądał od Bismarcka złagodzenia nowych przepisów. W dekrecie z 4 lute­go 1890 roku oświadczył kanclerzowi, że jest „zdecydowany przyłożyć rękę do poprawy położenia niemieckich robotników”. Chciał być kochany przez poddanych, a krwawa masakra robotników na pewno by w tym nie pomogła.

Bismarck jednak od dziesięcioleci przywykł do tego, że władca słucha go we wszystkim bez szemrania, i nie ustąpił ani na krok. Liczył, że Wilhelm w koń­cu da za wygraną. Reichstag jednak czekał tylko na taką okazję. Po latach wszechwładzy Bismarcka nawet jego sprzymierzeńcy, na przykład działacz partii Centrum Peter Reichensperger, poczuli, że czas Żelaznego Kanclerza minął. Skwapliwie pozwolili, żeby jego projekt został odrzucony. Na czele po­dzielonego narodu nie było miejsca dla dwóch silnych osobowości.

Dopiero 18 marca 1890 roku, po kilkumiesięcznych wahaniach, Bismarck podał się do dymisji. Po wyborach z 20 lutego w Reichstagu powstał bardzo nie­korzystny układ. Socjaldemokraci zwiększyli swój stan posiadania o dwadzieścia cztery mandaty, stając się największą partią pod względem odsetka oddanych głosów (19,7 procenta), a reformatorsko nastawiona partia Centrum pozostała największym stronnictwem w parlamencie (106 miejsc). Kanclerz rozpaczliwie pragnął zachować władzę i gotów był na zupełnie drastyczne rozwiązania. Jesz­cze 2 marca snuł plany całkowitego obalenia istniejącego ustroju. Zaproponował cesarzowi, żeby porzucili dotychczasowy system z buntowniczym Reichstagiem i rządzili we dwójkę, wspólnie podejmując decyzje. Kiedy nic z tego nie wyszło, próbował odnowić konserwatywny sojusz z partią Centrum. 12 marca złożył jej przywódcy, Ludwigowi Windthorstowi, formalną ofertę. Ten jednak rów­nież odmówił, uważając trafnie, że dni starego Prusaka są policzone i że realna władza spoczywa już w rękach Wilhelma II. Wiedział poza tym, że duża część strajkujących jest katolikami: jeśli miał nie stracić głosów w następnych wybo­rach, musiał dążyć do spełnienia przynajmniej niektórych żądań robotniczych. Nie mógł i nie chciał pomagać staremu politykowi, którego gwiazda wyraźnie gasła. Bismarck pozostał więc sam między wrogo usposobionym Reichstagiem a głodnym władzy kajzerem, który tylko czekał okazji, żeby go zdymisjonować.

Ostatni akt dramatu rozegrał się rankiem 15 marca 1890 roku. Po prze­budzeniu Bismarck otrzymał wiadomość, że za godzinę Wilhelm oczekuje go w Urzędzie Spraw Zagranicznych (Auswärtiges Amt). Nieduży, acz elegancki dom przy Wilhelmstraße 76 znajdował się tuż obok pałacu pod numerem 77, w którym mieszkał kanclerz. Piętrowy budynek był zawsze nieco zbyt mały dla Urzędu Spraw Zagranicznych, ale jego położenie bardzo odpowiadało Bi­smarckowi jako kierującego wewnętrznymi i zagranicznymi sprawami Rze­szy. Kiedy stary junkier przybył na spotkanie, Wilhelm w obecności najbliż­szych doradców politycznych i wojskowych emocjonalnym tonem oświadczył, że cofa mu swoje poparcie. Niezręczna scena pokazała wszystkim, że to koniec Żelaznego Kanclerza: straciwszy zaufanie monarchy, Bismarck nie miał inne­go wyjścia, jak zrzec się urzędu. Napisanie prośby o zwolnienie ze stanowiska zajęło mu dwa dni, co dowodzi, jak doniosłe było to wydarzenie i jak bar­dzo dbał Bismarck o swój wizerunek w oczach współczesnych i potomnych.

Zwolnienie pilota. Karykatura brytyjska z 1890 roku

W eleganckim liście, będącym nawet jak na niego stylistycznym majsterszty­kiem, całą odpowiedzialność za swoją dymisję składał na cesarza:

„Wobec mego przywiązania do służby monarchii i Waszej Cesarskiej Mo­ści oraz długoletnich stosunków, które dotąd uważałem za trwałe, zerwanie dotychczasowej więzi z Najjaśniejszym Panem tudzież całym życiem poli­tycznym Rzeszy i Prus jest dla mnie bardzo bolesne… Prośbę o zwolnienie z piastowanych stanowisk złożyłbym Waszej Cesarskiej Mości już dawno, gdybym nie odnosił wrażenia, że jest wolą Waszej Cesarskiej Mości korzystać z doświadczenia i zdolności wiernego sługi Jego przodków. Odkąd się upew­niłem, że Wasza Cesarska Mość ich nie potrzebuje, mogę wycofać się z życia politycznego bez obawy, że decyzja moja uznana zostanie przez opinię pu­bliczną za niewczesną”..

Ustąpienie Ottona von Bismarcka ze stanowiska oznaczało początek no­wego okresu w dziejach zjednoczonych Niemiec: osobistych rządów Wilhel­ma II. Niemcy odprawiły swego doświadczonego pilota, a stery przejął trzydziestojednoletni kajzer. Na oczach Niemiec, Europy i świata kończyła się sta­ra epoka, a zaczynała nowa.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Katji Hoyer „Krew i żelazo” bezpośrednio pod tym linkiem!

Katja Hoyer
„Krew i żelazo”
59,90 zł
Wydawca: Bellona
Rok wydania: 2022
Okładka: twarda
Liczba stron: 240
Format: 17x24 cm
ISBN: 978-83-11164-98-7
EAN: 9788311164987
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Katja Hoyer
Historyk i dziennikarka, absolwentka Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie. Współpracuje z kilkoma gazetami, m.in. „The Spectator”, „The Washington Post”, „Die Welt”.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy