Andrew Lownie – „Uprzywilejowani. Książę Andrzej i Fergie. Zdrady, skandale, upadek” – recenzja i ocena
Andrew Lownie – „Uprzywilejowani. Książę Andrzej i Fergie. Zdrady, skandale, upadek” – recenzja i ocena
Lipiec 1986 r., ślub księcia Andrzeja i Sarah Ferguson. Są karety, Opactwo Westminsterskie, tłumy, transmisja dla setek milionów widzów i przekonanie, że oto powstaje nowa, bardziej swobodna twarz monarchii. Autor od początku buduje kontrast między teatralną świetnością a późniejszym upadkiem. Historia Yorków staje się więc nie tylko kroniką małżeństwa, rozwodu, długów, romansów i afer. A także opowieścią o erozji instytucji, która przez lata potrafiła skutecznie oddzielać publiczny majestat od prywatnej kompromitacji.
Największą zaletą książki jest dokumentacyjny rozmach. Lownie deklaruje, że skontaktował się z około trzema tysiącami osób, a rozmawiał z blisko trzystoma. Korzystał z relacji dawnych współpracowników, dziennikarzy, przyjaciół, ludzi z marynarki wojennej i z kręgów biznesowych. Ważne są także dokumenty, wnioski o dostęp do informacji publicznej, materiały prasowe i prywatne świadectwa. Nie mamy więc do czynienia wyłącznie z książką plotkarską. Zarazem plotka – rozumiana jako narzędzie rekonstrukcji zamkniętego świata – odgrywa tu znaczącą rolę.
Autor prowadzi narrację chronologicznie. Od dzieciństwa Andrzeja i Sarah, przez małżeństwo i rozwód, kontakty z Jeffreyem Epsteinem, działalność księcia jako specjalnego przedstawiciela do spraw handlu i inwestycji, aż po katastrofalny wywiad dla Newsnight i pełne wycofanie Andrzeja z życia publicznego. Lownie pokazuje, że późniejszy skandal nie był nagłym wypadkiem przy pracy, lecz konsekwencją długo narastających procesów. Były nimi poczucie bezkarności, lekkomyślność finansowa i przekonanie, że tytuł arystokratyczny sam w sobie stanowi kapitał do monetyzowania.
Szczególnie interesujące są partie poświęcone księciu Andrzejowi jako człowiekowi-instytucji, który nigdy naprawdę nie zrozumiał instytucjonalnej odpowiedzialności. Lownie nie odbiera mu całkowicie zasług – przypomina służbę w marynarce, udział w wojnie o Falklandy, czy popularność z lat osiemdziesiątych. Pokazuje zarazem, jak szybko ten wizerunek został skonsumowany przez próżność, a potem przez interesy. Andrzej jest w tej książce nie tyle bohaterem tragicznym, co produktem systemu, który zbyt długo nie znał realnej kontroli.
Niewiele mniej interesująco wypada Sarah Ferguson. Autor nie sprowadza jej do roli karykaturalnej „Fergie”, bohaterki tabloidów. Wydobywa doświadczenia dzieciństwa, porzucenie przez matkę, potrzebę akceptacji, skłonność do kompulsywnego działania, a także nieustanne próby wymyślania siebie na nowo. Jako księżnej, celebrytki, autorki książek, a potem ambasadorki marek czy działaczki charytatywnej. To niejednoznaczny portret. Sarah bywa ofiarą klasowego okrucieństwa, ale bywa też beneficjentką tego samego świata, który ją ośmieszał.
Najważniejsza teza książki dotyczy jednak nie samych Yorków, lecz przywileju jako mechanizmu społecznego. Tytuł książki jest sam w sobie bardzo trafny. Uprzywilejowanie nie oznacza wyłącznie bogactwa czy dostępu do pałaców. Oznacza przede wszystkim ochronę przed konsekwencjami. Możliwość zadłużania się, korzystania z kontaktów, mieszania funkcji publicznych z prywatnym interesem, otaczania się ludźmi podejrzanymi, a następnie zasłaniania się lojalnością wobec Korony. W tym sensie książka Lowniego jest studium patologii elity, która utraciła zdolność samokontroli.
Nie wszystko jednak przekonuje w równym stopniu. Lownie pisze z temperamentem śledczym, czasem wręcz oskarżycielskim. Miejscami osłabia to analityczny dystans. Autor lubi kompromitujące szczegóły, anegdoty obyczajowe, mocne sceny. Kolejne przykłady ekstrawagancji, nietaktu czy moralnego rozprężenia zaczynają być bardzo ciężkie. Czytelnik dostaje bardzo dużo, czasem aż za dużo: nazwisk, aluzji i medialnych odprysków.
Książka balansuje pomiędzy biografią polityczno-społeczną a wysokiej klasy literaturą tabloidową. Nie jest to zarzut całkowicie dyskwalifikujący, bo temat wymusza wręcz wejście w świat prasy bulwarowej, PR-u, przecieków i towarzyskich układów. Jednak tam, gdzie Lownie najbardziej ufa efektowności materiału, najmniej potrzebuje dopowiedzeń. Najlepszy jest wtedy, gdy rekonstruuje mechanizmy: obieg informacji, układy między dworem a mediami, relacje księcia z dyplomacją i biznesem, ochronne działanie instytucji. Słabszy – gdy zbyt mocno rozsmakowuje się w samej kompromitacji.
Na polskim rynku Uprzywilejowani mogą zostać odebrani przede wszystkim jako książka o skandalu obyczajowym. Ale warto spojrzeć na nią szerzej. W gruncie rzeczy jest to bowiem opowieść o nowoczesnej monarchii w epoce mediów, pieniędzy i odpowiedzialności publicznej. Lownie pokazuje, że brytyjska rodzina królewska długo korzystała z osobliwej mieszanki sakralizacji, poufności i medialnego spektaklu. Dopóki spektakl był korzystny, wszyscy umieli nim zarządzać. Kiedy jednak ujawnił mechanizmy zależności, chciwości i bezkarności, stał się narzędziem destrukcji.
To książka obszerna, gęsta i miejscami męcząca, a jednocześnie potrzebna. Nie dlatego, że dostarcza kolejnej porcji sensacji o rodzinie królewskiej, lecz dlatego, że pozwala zobaczyć, jak łatwo instytucjonalny prestiż może stać się prywatnym zasobem. Lownie nie napisał eleganckiej biografii dworskiej. Napisał książkę ostrą, nierówną, chwilami nadmiernie obciążoną szczegółem, ale w zasadniczym rozrachunku przekonującą.
Owszem, bohaterami są Andrzej i Sarah, lecz prawdziwym tematem pozostaje system, który przez lata pozwalał im wierzyć, że nie dotyczą ich reguły obowiązujące innych ludzi. I właśnie dlatego Uprzywilejowani są czymś więcej niż historią upadku jednej książęcej pary. To opowieść o końcu pewnego rodzaju bezkarności.
