Babiloński Tinder. Herodot był zachwycony
Żyjący w V wieku p.n.e. Herodot z Halikarnasu znany jest jako „ojciec historii” – pierwszy, który spróbował opisać przeszłość dla potomnych, stosując przy tym prymitywny aparat krytyczny. Jedynym znanym nam jego dziełem są „Dzieje”, składające się z 9 ksiąg. Jak stwierdził w „Dziejach” sam ich autor, jego zadaniem było wiernie opisać wszystkie szczegóły tak, jak je usłyszał. Nie jest jednak zobowiązany, żeby w nie wierzyć. Herodot zestawiał ze sobą różne, nieraz sprzeczne relacje na temat tych samych wydarzeń, czasami wyrażając też swoje wątpliwości czy przypuszczenia co do ich faktycznego przebiegu. Ostateczną ocenę pozostawiał jednak czytelnikowi.
Ożenek po babilońsku
Herodot podróżował też po świecie, poznając i opisując zwyczaje ludów, które Grecy uznawali za barbarzyńskie. I tak, przedstawiając w Księdze Pierwszej KLIO „Dziejów” Babilończyków, zachwycił się ich sposobem zawierania małżeństw. Określił nawet babiloński obyczaj matrymonialny mianem „najmądrzejszego” i „najpiękniejszego u nich”.
Jak relacjonuje Herodot, Babilończykom nie wolno było szukać żony na własną rękę, ani poza wskazanym dniem w roku. Wtedy to w każdej wsi zbierano razem wszystkie kobiety, które „dojrzały do zamążpójścia”, a wokół nich gromadzili się zainteresowani ożenkiem mężczyźni – miejscowi, jak i przyjezdni. Następnie herold wywoływał kobiety jedna po drugiej, zaczynając od najpiękniejszej, i prowadził licytacje. Jako żonę daną kobietę brał ten mężczyzna, który był skłonny najwięcej za nią zapłacić. Co się działo, gdy w końcu za jedną z kobiet nikt nie chciał wyłożyć pieniędzy? Jak czytamy:
Ilu więc zamożnych Babilończyków zdolnych jest do żeniaczki, ci wszyscy wzajemnie się prześcigają, aby zakupić najpiękniejszą, zdolni zaś do żeniaczki mężczyźni z ludu, którym nie zależy na piękności, otrzymują pieniądze i brzydsze dziewice. Skoro bowiem herold przelicytuje najurodziwsze z dziewic, wtedy każe powstać najniekształtniejszej albo takiej, co może jest kaleką, i tę wywołuje: „Kto, otrzymawszy najmniej złota, chce się z nią ożenić?” Aż temu ona przypadnie, który gotów jest najmniej wziąć.
Namiastka opieki socjalnej?
Pieniądze, które w licytacjach „zdobywały” ładniejsze kobiety, służyły za posag tym, którym uroda czy stan zdrowia nie pozwalały zmieścić się w ówczesnych kanonach piękna i którym trudno byłoby w normalnych warunkach wyjść za mąż. Dodatkowym zabezpieczeniem dla takich kobiet był fakt, że od licytujących je mężczyzn wymagane było przedstawienie poręczyciela. Co więcej, jeśli chcieliby oni zakończyć takie małżeństwo, zgodnie z prawem musieli także zwrócić otrzymane pieniądze.
Opisany przez Herodota babiloński zwyczaj niegdyś, w innych uwarunkowaniach kulturowych, mógł być postrzegany jako szczątkowa forma opieki socjalnej i sposób ochrony kobiet, które miały w życiu mniej szczęścia. Pokazuje też dobitnie, że w czasach Herodota instytucja małżeństwa miała wymiar przede wszystkim wymiany handlowej i drogi do zapewnienia bytu. Dziś jednak taka praktyka wzbudziłaby powszechne oburzenie. Sprowadzanie związku do transakcji i kobiety do roli swego rodzaju „towaru” jest obecnie absolutnie niedopuszczalne. Pozostaje tylko pytanie – czy współczesne aplikacje randkowe, a może i całe social media, nie przypominają trochę cyfrowych wersji babilońskich targowisk matrymonialnych? I co, jeśli tak?
Bibliografia
Na podstawie: Dzieje, Herodot, tłum. i oprac. Seweryn Hammer, wyd. Czytelnik, Warszawa 2024
