Autor: Michał Kłodziński
Tagi: Artykuły, Historia wojskowości, 1945-1989, Ameryka Północna, Europa Wschodnia
Opublikowany: 2021-11-05 05:02
Licencja: wolna licencja

CORONA – najnowocześniejszy system wywiadowczy zimnej wojny

Rosnące napięcia na linii USA–ZSRR sprawiły, że lata 50. XX wieku były jednym z „najgorętszych” okresów zimnej wojny. Wówczas doszło też do przełomu w technologii wywiadowczej, którego częścią były szpiegowskie satelity programu CORONA. Dlaczego powstały? Jak działały?
REKLAMA
Odzyskiwanie kapsuły powrotnej Discoverer 14
Domena publiczna

Do powstania satelitów szpiegowskich, w dużej mierze przyczynił się gwałtowny, zimnowojenny rozwój technologii kosmicznych, którymi zainteresowały się supermocarstwa. Nowoczesne rozwiązania w tym zakresie były bardzo pożądane, z uwagi na możliwość wykorzystania ich do prowadzenia badań naukowych, działalności wywiadowczej, ale także do zyskania przewagi na wrogiem w przypadku ewentualnego konfliktu. Za początek rywalizacji między USA a ZSRR na tym polu można uznać datę 4 października 1957 r., wtedy to Związek Radziecki wystrzelił Sputnika I – pierwszego sztucznego satelitę. Wydarzenie to zaskoczyło Amerykanów, którzy zaczęli uważać, że wrogie mocarstwo zdobyło nad nimi technologiczną przewagę. Prezydent Eisenhower w odpowiedzi na sowieckie sukcesy podpisał 29 lipca 1958 roku National Aeronautics and Space Act. Jednym z zapisów tej ustawy było utworzenie cywilnej agencji kosmicznej - NASA (National Aeronautics and Space Administration).

Missile gap 

Wspomniany wcześniej Sputnik I został wyniesiony w przestrzeń kosmiczną przez nowoczesną międzykontynentalną rakietę balistyczną SS-60. Udany test tej rakiety odbył się zaledwie trzy miesiące przed wyniesieniem satelity. Z tego powodu amerykański rząd zaczął obawiać się niespodziewanego uderzenia na ważne obiekty ze strony ZSRR oraz jego szybko rosnącego arsenału urządzeń zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych. Obawy te podzielała komisja powołana przez prezydenta Eisenhowera pod przewodnictwem Horacego Rowana Gaithera, zajmująca się wykreowaniem strategii mającej przygotować USA na wypadek ataku nuklearnego. Jej tajny raport (raport Gaithera) został opisany przez The Washington Post następującymi słowami:

[Raport] przedstawia naród poruszający się w przerażającym kierunku do statusu drugorzędnej siły. Przedstawia Amerykę jako wrażliwą na niemal natychmiastowy atak ze strony najeżonego rakietami Związku Radzieckiego. Wskazuje na długoterminowe zagrożenie katastrofą w konfrontacji z rosnącą militarną potęgą ZSRR.
- Chalmers Roberts (tłum. M. K.)

Przekonanie o znacznej sowieckiej przewadze w liczbie rakiet sprawiło, że zaczęto mówić o tzw. luce rakietowej.

REKLAMA

Pod przykrywką

Choć amerykańskie służby wywiadowcze nadały swojemu nowemu projektowi kryptonim „CORONA”, to oficjalnie kolejne starty w jego ramach nosiły nazwę „Discoverer” (Odkrywca), żeby ukryć prawdziwe cele programu. Władze informowały, że satelity będą wykorzystywane w celach naukowych, a General Electric we współpracy z uczelniami sił lotniczych zaprojektowało system podtrzymywania życia zwany mouse house lub monkey mansion, żeby jeszcze bardziej uwiarygodnić naukowość misji.

Działania zmierzające do zakamuflowania tego szpiegowskiego programu nie były zbyt udane, zwłaszcza że starty odbywały się z terenu Bazy Sił Powietrznych Vandenberg (obecnie Baza Sił Kosmicznych Vandenberg) w stanie Kalifornia. Jej położenie sprawiało, że podążając pobliską autostradą lub płynąc niedaleko oceanicznego wybrzeża, można było z łatwością zauważyć kierunek lotu rakiety. Do celów naukowych wystrzeliwano słabsze rakiety w kierunku wschodnim, co pozwalało wykorzystać ruch obrotowy Ziemi. Z kolei do wykonywania zdjęć dużych połaci terenu, korzystniej jest skierować pojazd kosmiczny w kierunku południowym (do realizacji tego celu wykorzystywano z kolei rakiety o większej mocy).

Geneza i założenia Projektu CORONA

Wspomniana wcześniej luka sprawiła, że wywiad USA poszukiwał jak najwydajniejszych oraz najbezpieczniejszych sposobów na pozyskiwanie ważnych informacji o działaniach ZSRR. Początkowo korzystano z balonów i szybowców wyposażonych w aparaty szpiegowskie, jednakże były one mocno uzależnione od wiatru i stosunkowo łatwe do zestrzelenia. 4 lipca 1956 roku do służby wszedł samolot szpiegowski Lockheed Martin U2 „Dragon Lady”, który latał na wysokości nieosiągalnej dla sowieckich myśliwców i systemów obrony przeciwlotniczej. Pomimo tego, że U2 mógł bez przeszkód wykonywać zdjęcia obiektów strategicznych, dowództwo zdawało sobie sprawę, że ZSRR po pewnym czasie zmodernizuje swoje siły i wywiadowi potrzebny będzie zupełnie nowy system. Poza tym zawsze mógł się wydarzyć niespodziewany incydent, którego skutkiem mogła być utrata samolotu na terytorium wroga.

REKLAMA
Lockheed U-2 Dragon Lady
Domena publiczna

Projekt Corona został autoryzowany przez Eisenhowera w lutym 1958 roku. W ciągu 11 miesięcy od podpisania umowy, miał odbyć się pierwszy start w ramach programu. Tak krótki okres przeznaczony na budowę satelity wynikał z nacisków ówczesnej administracji, która chciała jak najszybciej uzyskać dane o faktycznej liczebności sowieckich sił nuklearnych. Twórcom udało się dotrzymać harmonogramu, gdyż zespół składał się z wysokiej klasy specjalistów (pracujących dla General Electric i Lockheed Martina) i otrzymał duże środki finansowe. Dodatkową motywacją uczestników tego przedsięwzięcia był prestiż projektu, który miał przygotować ojczyznę na ewentualny atak obcego mocarstwa.

Rakieta wynosząca PGM-17 Thor IRBM
Domena publiczna

System Corona składał się z: rakiety wynoszącej Thor, pojazdu Agena oraz SRV (Satellite Recovery Vehicle). Rakieta Thor powstała jako IRBM (Intermediate Range Ballistic Missile), czyli rakieta średniego zasięgu, ale z uwagi na nieprzychylne opinie wśród wojsk rakietowych, postanowiono wykorzystać ją w celu wyniesienia Ageny na niską orbitę ziemską (poniżej 1000 km nad Ziemią). Pojazd Agena wyposażono w kamery z trójosiową stabilizacją, napęd umożliwiający korygowanie wysokości oraz urządzenie dostarczające film na Ziemię (SVR). SVR było wystrzeliwane, gdy Agena ustawiała się pionowo w stronę Ziemi. Po wejściu w ziemską atmosferę otwierał się spadochron, a pojemnik był przechwytywany przez zmodyfikowany samolot Fairchild C-119 lub, w przypadku niepowodzenia, przez marynarkę wojenną. Początkowo planowano wysyłanie fotografii drogą radiową do centrali wywiadowczej, jednak z uwagi na trudności techniczne porzucono ten pomysł.

Polecamy e-book Szczepana Michmiela – „II wojna światowa wybuchła w Szymankowie”

Szczepan Michmiel
„II wojna światowa wybuchła w Szymankowie”
7,90 zł
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 81
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-38-9
Obiektyw aparatu instalowanego w satelitach projektu CORONA (fot. Sanjay Acharya)
CC BY-SA 4.0

Bezpośrednio po przechwyceniu, zdjęcia były przesyłane do nowojorskiego oddziału firmy Eastman Kodak, która zajmowała się ich przetwarzaniem. Po obróbce trafiały do National Photographic Interpretation Center (NPIC), gdzie specjaliści analizowali i interpretowali to, co zostało utrwalone na filmie przez najnowocześniejsze aparaty tamtego okresu.

REKLAMA

CORONA: trudne początki i wielki rozwój

Od stycznia 1959 roku do czerwca 1960 roku odbyło się 12 startów Corony, lecz wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Budziło to coraz większe wątpliwości, nawet u prezydenta Eisenhowera, wielkiego zwolennika tego przedsięwzięcia. Jednakże zestrzelenie samolotu U2 oraz pojmanie jego pilota Gary’ego Powersa przez Związek Radziecki w maju 1960 roku sprawiło, że Amerykanie, pomimo awarii i rosnących kosztów, chcieli szybko skonstruować samolot, mogący bezpiecznie poruszać się w przestrzeni powietrznej nad terenem kontrolowanym przez siły wroga. Pierwszym obiecującym startem okazał się ten z numerem „13”, podczas którego pusty pojemnik SVR zdołał wrócić na Ziemię. Co prawda nie wszystko zostało odpowiednio dopracowane, gdyż kapsuła nie została przechwycona w powietrzu przez załogę samolotu C-119 „Pelican 1”, a wpadła do Pacyfiku. Dopiero Corona/Discoverer „14” okazała się pierwszą udaną misją, podczas której urządzenie wykonało zdjęcia i zdołało wysłać SVR z filmem bezpiecznie na Ziemię. W tym przypadku załoga C-119 „Pelican 9” zdołała złapać kapsułę w powietrzu za pomocą specjalnych haków.

Zdjęcie satelitarne wykonane przez satelitę programu CORONA [fot. Topographic map (OTM)]
CC BY-SA 4.0

Pomimo licznych zalet system CORONA miał jedną, istotną wadę – przekazywał zdjęcia ze znacznym opóźnieniem, w porównaniu do słynnego U2. Dlatego następca Eisenhowera, prezydent John Fitzgerald Kennedy, podczas kryzysu kubańskiego przywrócił szpiegowskie samoloty do służby, co miało umożliwić lepszą obserwację działań kubańskiego reżimu. Warto jednak pamiętać, że także system CORONA przyczynił się do rozwiązania tej kryzysowej sytuacji. Wykonane wcześniej zdjęcia kompleksów rakietowych znajdujących się na terenie ZSRR, były doskonałym materiałem szkoleniowym dla wywiadu i ułatwiły wykrycie elementów podobnych instalacji na wyspie rządzonej przez Fidela Castro.

Jeden z betonowych punktów kalibracyjnych na pustyni Sonora użytych w ramach Projektu CORONA (fot. Julie Anand i Damon Sauer, opublikowano za zgodą autorów, wszelkie prawa zastrzeżone)

W latach 1959-1972 w ramach projektu CORONA odbyło się 145 startów, a 105 misji zakończyło się sukcesem. Satelity wykonały 800 tys. zdjęć, z czego większość obejmowała zasięgiem Związek Radziecki i strefę jego wpływów (m.in. wszystkie bazy rakiet międzykontynentalnych). Satelity były ciągle rozwijane, a każda następna generacja dysponowała aparatami o wyższej rozdzielczości i szczegółowości zdjęć, dzięki czemu CIA mogło pozyskiwać coraz dokładniejsze informacje o działaniach nieprzyjaciół.

Napięty harmonogram prac, liczne usterki czy znacznie przekroczony budżet nie powstrzymały amerykańskich inżynierów przed ukończeniem programu. Był to ponadczasowy projekt, który całkowicie odmienił działania wywiadowcze i położył podwaliny pod współczesne systemy satelitarne, które towarzyszą nam praktycznie każdego dnia.

Bibliografia:

redakcja: Jakub Jagodziński

Polecamy e-book Tomasza Leszkowicza „Ludowe Wojsko Polskie w cieniu zimnej wojny”

Tomasz Leszkowicz
„Ludowe Wojsko Polskie w cieniu zimnej wojny”
14,90 zł
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 181
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-47-1 ebook/978-83-65156-57-0 audiobook

Książkę można też kupić jako audiobook, w cenie 14,90 zł. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!

REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Michał Kłodziński
Student czwartego roku historii na Uniwersytecie Szczecińskim. W obszarze jego zainteresowań znajduje się historia XX wieku, a w szczególności I i II wojna światowa oraz rywalizacja militarno-wywiadowcza w czasie zimnej wojny.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy