Opublikowano
2010-08-23 14:46
Licencja
Wolna licencja

„Czas Honoru” – recenzja i ocena serialu

Mało który serial traktujący o tematyce historycznej budzi wśród widzów tak wielkie emocje, jak „Czas Honoru”. Szczególnie możemy to zaobserwować na łamach licznych forów internetowych, gdzie przeważają opinie skrajne. Jedni z internautów bezlitośnie wytykają produkcji liczne błędy merytoryczne, drudzy zaś stanowczo przypominają, że nie mamy do czynienia ze stricte dokumentem historycznym. Warto postarać się o bardziej wyważoną opinię na temat Czasu Honoru – szczególnie, że na jesień startuje w telewizyjnej Dwójce trzecia seria tego serialu. Serialu, którego średnia oglądalność poprzednich serii wyniosła 2 500 000 widzów.


Kadr z serialu „Czas Honoru” „Czas Honoru”
Reżyseria: Waldemar Krzystek, Michał Kwieciński, Michał Rosa,
Scenariusz: Jerzy Matysiak, Jarosław Sokół, Ewa Wencel,
Zdjęcia: Grzegorz Kuczeriszka, Jarosław Szoda, Piotr Wojtowicz,
Muzyka: Bartosz Hajdecki,
Ilość serii: 2
Ilość odcinków w serii: 13
Czas trwania odcinka: 50 minut
Data premiery: 07. 09. 2008
Produkcja: Magdalena Badura
Stacja telewizyjna: TVP 2

Ocena naszego recenzenta: 7/10
(jak oceniamy książki i filmy?)

W wyniku Kampanii Wrześniowej Bronek (Maciej Zakościelny), Janek (Antoni Pawlicki), Michał (Jakub Wesołowski), Władek (Jan Wieczorkowski) oraz Czesław (Jan Englert) –ojciec dwóch ostatnich, a zarazem major Wojska Polskiego znaleźli się w Anglii. Zdeterminowani, by nadal walczyć, trafili do angielskiego, specjalistycznego obozu szkoleniowego, w którym zostali świetnie przygotowani do konspiracyjnego życia i walki w Polsce, jako tzw. Cichociemni, czyli spadochroniarze – dywersanci. Co ciekawe, twórcy serialu taką właśnie nazwę chcieli nadać swej produkcji, jednak natrafili na opór środowisk kombatanckich Cichociemnych z powodu zastrzeżeń tych ostatnich wobec scenariusza. Akcja serialu zaczyna się w momencie przygotowań do zrzutu na terytorium okupowanego kraju w marcu 1941 roku.

Okiem widza

Bohaterowie trafiają do Warszawy – ich rodzinnego miasta, które po blisko dwóch latach okupacji zmieniło się nie do poznania. Miasta, w którym na początku wojny zostawili swe rodziny, młodzieńcze miłości, marzenia i plany. Teraz, jako zawodowi żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego, a jednocześnie wciąż uważani albo za zmarłych, albo za zaginionych, otrzymali rozkaz bezwzględnego zakazu jakichkolwiek kontaktów z najbliższymi, aby nie narażać zarówno siebie, jak i rodzin w przypadku potencjalnego aresztowania.

Silna tęsknota, świadomość bliskości najbliższych oraz gorące uczucia sprawiły, że wspomniany rozkaz okazał się nie do wykonania. W konsekwencji w fabule serialu pojawiają się nowi bohaterowie, a właściwie bohaterki. Narzeczona Bronka – Wanda (Maja Ostaszewska) oraz jej matka (Ewa Wencel). Ta druga obrała sobie za cel ochronę za wszelką cenę swej córki podczas wojny. Poznajemy również Lenę (Agnieszka Więdłocha) – dziewczynę Janka – wraz z rodziną (Anna Romantowska – matka, Krzysztof Globisz – ojciec, Piotr Żurawski - brat) przebywającą w getcie. Przede wszystkim zaś Marię (Katarzyna Gniewkowska), żonę Czesława, matkę Michała oraz Władka, która jest lekarką w jednym z warszawskich szpitali, jednocześnie działająca w konspiracji – w głównej mierze pomagającej więźniom z Pawiaka. W pierwszym odcinku pojawia się również postać Karola (Łukasz Konopka), byłego męża Wandy, który powołując się na znajomość z majorem Abwehry – Halbem (Krystian Wieczorek), ratuje się z egzekucji przeprowadzanej przez Niemców w podwarszawskich lasach. Zostaje on współpracownikiem niemieckiego wywiadu oraz Gestapo. W ten sposób poznajemy Standartenführera Kellera (Krzysztof Stelmaszyk) oraz jego podwładnego Rappkego (Przemysław Bluszcz). Ci dwaj perfekcyjnie wywiązali się z roli „typowych” przedstawicieli hitlerowskiego aparatu terroru – przekonywająco gardzący polskością bezwzględni sadyści.

Dzięki wprowadzeniu już na samym początku akcji tak wielu postaci, a co za tym idzie wielowątkowości serialu wkraczającą w sfery miłości, zdrady, romansu, intrygi etc., reżyserowie, w tym znany już z podobnej produkcji, tyle że kinowej – Jutro idziemy do kina – Kwieciński, dają widzowi produkt mający traktować o rzeczach bardzo ważnych dla polskiej historii i tożsamości, jednak opakowany w dość mocno telenowelową formę. Banalne i dość powszechne w polskich serialach wątki sprawiają, że produkcja ociera się o kino familijno-obyczajowe. Wspomniana forma w znaczny sposób przeszkadza widzowi w odbiorze treści, która miała być głównym przesłaniem serialu, tj. wyeksponowanie roli i działalności Cichociemnych na tle realiów okupowanej stolicy. W to opakowanie zafundowane nam przez reżyserów doskonale wpisują się aktorzy znani z ról amantów i podrywaczy – szczególnie Zakościelny i Wesołowski.

I tak obok pasjonowania się losami Władka, który już w pierwszych odcinkach został aresztowany przez Gestapo, a w kolejnych temat jego odbicia stał się motywem przewodnim pierwszej serii serialu, widz po trosze skazany jest na ckliwą historię przerwanej przez wojnę miłości Wandy i Bronka. Z wypiekami na policzkach śledzimy losy Janka próbującego nawiązać kontakt z narzeczoną w getcie oraz kolejne, miłosne podchody Michała, który czasami zdaje się zapominać w jakim celu wrócił do kraju. Trzeba jednak przyznać, że rola beztroskiego młokosa zachłyśniętego otrzymaną od losu i wymuszoną przez okupacyjne warunki samodzielnością pasuje do Jakuba Wesołowskiego.

Wątki poboczne, jak wspominałem, nie tyle odsuwają właściwą treść serialu na drugi plan, co przesłaniają ją i utrudniają wydobycie z niej tych wiadomości, na których w zamyśle twórców miał być oparty serial. Nie oznacza to, że owe treści – nazwijmy je edukacyjno-popularyzatorskie – nie przebijają się usilnie przez narzuconą formę. Widz musi jednak samodzielnie postarać się o oddzielenie ich od natłoku sercowych uniesień głównych bohaterów. Co przy ciągłej indoktrynacji tematem banalnym, a ckliwym dla serca i duszy przeciętnego widza polskich seriali, płynącej od lat z telewizorów może okazać się trudne.

Po zaaklimatyzowaniu się w Warszawie bohaterowie otrzymują od dowództwa odpowiednie rozporządzenia, co do swojej przyszłości w strukturach podziemnego państwa. Zabieg wykonany przez scenarzystów jak najbardziej zgodny z prawdą historyczną, słuszny w perspektywie przekazu, o którym wspominałem – pozwolił bowiem pokazać działalność Cichociemnych na wielu płaszczyznach. Bronek trafia do komórki odpowiedzialnej za przeprowadzenie egzekucji na Niemcach oraz kolaborantach. Ten przedwojenny elegant, syn bogatego fabrykanta nazywany przez współtowarzyszy żartobliwie hrabią, świetnie wywiązuje się z postawionych przed nim zadań. Janek, kiedyś student architektury, zostaje fałszerzem dokumentów, pieczęci, druków, blankietów, przepustek, kart etc., czyli zostaje pracownikiem tzw. komórki legalizacyjnej. Wciąż jednak myśli o Lenie, z którą w końcu udaje mu się nawiązać kontakt, przez co widz może poznać realia życia panujące w getcie. Władek w drugiej serii zajmuje się radiostacją i kontaktem z Londynem, kieruje również kolegami w operacji zdobycia złota Reichsbanku z jego warszawskiej filii, co jest zaś motywem drugiej serii serialu. Michał pomaga ojcu przy pracy wywiadowczej; po śmierci Czesława, który ginie podczas odbicia Władka, trafia pod skrzydła Margaret (Danuta Stenka) – swojej nowej szefowej, a następnie realizuje własny pomysł prowadząc grę wywiadowczą, której celem jest major Halbe. Po stracie Czesława grupa otrzymuje nowego dowódcę – Doktora, granego przez Daniela Olbrychskiego.

Zatrzymując się przy obsadzie serialu, z małymi wyjątkami, nie można twórcom zarzucić zbyt wiele. Wyjątki, o których wspomniałem, to dla przykładu Wesołowski i Zakościelny, którzy nie tyle wypadają słabo, co kojarzeni są z serialowymi „tasiemcami” oraz komediami romantycznymi. Tym bardziej, że między drugą a trzecią serią Wesołowski zagrał w marnej, według mnie, produkcji TVN Klub Szalonych Dziewic. Nie pasuje on do roli heroicznego bohatera walczącego o wolność ojczyzny. Nie przypinam w tym miejscu wszystkim aktorom pewnej łatki, w myśl, której każdy aktor związany z kiczowatymi, polskimi produkcjami nie nadaje się do zagrania bardziej ambitnych ról. Niech przykładem będzie Krystian Wieczorek – bawidamek z M jak Miłość, który bardzo dobrze zagrał bezwzględnego i cynicznego majora Halbe. Podobnie jest z Piotrem Adamczykiem, który w drugiej serii pojawia się jako Obersturmführer Lars Reiner i kapitalnie wywiązuje się z roli przenikliwego perfekcjonisty, byłego funkcjonariusza międzynarodowej policji kryminalnej.

Na stałym, dobrym poziomie wypada Jan Englert, choć akurat w Czasie Honoru trochę gaśnie przy swej serialowej żonie Krystynie Gniewkowskiej, która stworzyła wspaniałą kreację doktor Marii. Ciekawie wygląda przeciwstawienie Mai Ostaszewskiej z Magdaleną Różdżką, która zagrała Wandę w zastępstwie tej pierwszej w drugiej serii serialu. Porównując grę obu znanych aktorek zdecydowanie lepiej wypada Ostaszewska, również w kwestii połączenia jej osoby z Zakościelnym – serialowym narzeczonym. Świetnie w role Janka oraz Władka wpisują się osoby Pawlickiego i Wieczorkowskiego. Sama kreacja ich postaci stoi na wysokim poziomie, ale warto również zauważyć również fakt, że obaj aktorzy od dawna nie są jakoś silnie kojarzeni z innymi rolami. Na specjalną uwagę zasługuje postać grana przez Danutę Stenkę. Zamknięta w sobie, starającą się wyzbyć uczuć, wypalająca dziesiątki papierosów dziennie, a pomimo tego pełna kobiecości, która po trosze drażni, jak i intryguje – Margaret, szefowa komórki wywiadu, pozostanie jedną z niewielu charakterystycznych postaci, które mocno zakorzeniają się w pamięci widza.

Ponarzekać można na ubogość scenografii i ograniczenie miejsc, w których rozgrywa się akcja serialu praktycznie do minimum. Stołówka dla biednych mieszkańców stolicy, jeden ze szpitali, kościół, trzy restauracje, gabinet w siedzibie Gestapo i mieszkanie w getcie to w zasadzie wszystkie miejsca, w których rozgrywa się serial. Może nie słusznie, ale uważam, że Warszawa roku 1941 była na tyle sporym miastem, że można było pokusić się o większą różnorodność miejsc przedstawianych w serialu. Szczególnie, że wymagały tego zasady konspiracji. Ograniczenia natury budżetowej przy takiej produkcji tego stanu rzeczy nie tłumaczą. Pochwalić natomiast trzeba muzykę. Szczególnie ujmujący, by nie powiedzieć wzruszający i wspaniale podniosły jest motyw czołówki Czasu Honoru. Należy odnotować, że spotkałem się również z opiniami na temat muzyki w serialu, jako o mdłej i nudnej. O gustach nie sposób jednak dyskutować.

Innym, bardzo ważnym aspektem jest przedstawienie w serialu czasu rozgrywania akcji. Główni bohaterowie, jak już zostało powiedziane, przybyli do Polski w marcu 1941 roku. Od tego czasu: urządzili się w Warszawie, dostali odpowiednie przydziały zadań, aresztowano Władka, który był poddawany ciągłym torturom, Michał odzyskał pasy z pieniędzmi, które grupa otrzymała w Anglii, a które zostały im skradzione po ich zakopaniu po zrzucie, Bronek przygotowywał się do poszczególnych egzekucji, co musiało zajmować trochę czasu, opracowywano plan odbicia Władka, a w końcu przeprowadzono samą akcję. Dalej, Władek dochodził do siebie po makabrycznym katowaniu na Gestapo i po tyfusie, na który chorował, Bronek przygotowywał kolejne akcje, Michał organizował grę wywiadowczą przeciw majorowi Halbe, zaś Reiner przeciw polskiemu podziemiu, Wanda była uwięziona, a następnie uciekła z Pawiaka, zorganizowano napad na Reichsbank, etc. Wydaje się, że tyle, często rozbudowanych wątków powinno zająć w rzeczywistości mnóstwo czasu. Nic bardziej mylnego. W jednym z ostatnich odcinków dowiadujemy się, że Niemcy napadły na ZSRS, czyli od momentu przybycia głównych bohaterów z Anglii minęło zaledwie trzy miesiące!

Okiem historyka

Czas by przyjrzeć się wartości merytorycznej, ściśle historycznej, jaką zafundowali nam reżyserowie w serialu. Nie mam zamiaru wyszukiwać najdrobniejszych potknięć, jakie przydarzyły się twórcom, a które z wielką pasją punktowane są przez oponentów produkcji. Groteskowe i kompletnie bezsensowne jest, według mnie, roztrząsanie czy bohaterowie zostali przerzuceni do Polski Liberatorem czy też Halifaxem – bo i taki spór zaobserwowałem na jednym z portali internetowych. W innym miejscu internauci zarzucali twórcom serialu, że w jednym z odcinków Bronek posługiwał się Stenem, którego model w rzeczywistości pojawił się dopiero w czerwcu 1941 roku. Takie szczegóły można mnożyć, choć nie mają kompletnie znaczenia dla przeciętnego widza i w żaden sposób nie wpływają na ogólny przekaz wartości historycznej i zrozumienia realiów epoki okupowanego kraju jaki ma nieść za sobą serial. Niemniej jednak o kilku kwestiach należy wspomnieć, a także zaznaczyć, że w czołówce serialu nie figuruje nazwisko żadnego konsultanta historycznego, co może, a raczej musi dziwić.

W historyczne realia okupowanej Warszawy wprowadzają widza przejścia-wstawki pomiędzy niektórymi scenami oparte na archiwalnych kronikach filmowych oraz zdjęciach czasu wojny. Wydaje się to zabiegiem ciekawym, jednocześnie podnoszącym walory historyczne produkcji.

Pierwsza sprawa, którą należy podnieść w kwestii uwag merytorycznych jest skład personalny grupy głównych bohaterów. Co najmniej dziwne wydaje się, aby w wąskim, pięcioosobowym składzie grupy Cichociemnych znajdowało się aż trzech członków jednej rodziny tak blisko spokrewnionych ze sobą. Po co było wydawać rozkaz nie kontaktowania się z bliskimi skoro w samej grupie występowały tak ścisłe więzy pokrewieństwa? Wiadomo, czym mogło to grozić w przypadku aresztowania. Masowa niesubordynacja bohaterów względem wspomnianego rozkazu i nawiązanie przez nich kontaktów z bliskimi również nie najlepiej świadczy o twórcach produkcji.

Kolejną kwestią jest przedstawienie okupowanej Warszawy i toczącego się w niej życia. Przede wszystkim brak zaakcentowania jakże prężnej w 1941 roku działalności Małego Sabotażu. Mimo, że w serialu padają zdania typu: tylko świnie siedzą w kinie, to jednak brakuje, np. ukazania napisów popełnionych przez Podziemie na warszawskich murach etc. Kolejnym minusem w tej materii jest sprawa, wydawałoby się, prozaiczna i bez znaczenia – ubiór. Szczególnie drażni ta kwestia w momencie, kiedy utrwalane są pewne stereotypy, które są zgoła nie prawdziwe. Wyglancowane oficerki Bronka to gruba przesada, bowiem w rzeczywistości, owszem były kojarzone z ruchem oporu, ale tylko przez Niemców i na dodatek mylnie. Widok zaś gestapowców w czarnych, skórzanych płaszczach i tyrolskich kapelusikach chyba nigdy nie zniknie z polskich produkcji dotyczących okupacji. Na plus należy zapisać twórcom pokazanie kilku zjawisk charakterystycznych dla okupacji, takich jak szmugiel żywności do stolicy, pauperyzacja wśród ludności, łapanki na ulicach, czy też riksze jako popularny środek transportu, a także odwetowe rozstrzeliwania przez Niemców polskich zakładników.

Ciekawy jest wątek przedstawienia getta, który wprowadzony jest wraz z postacią Leny – narzeczony Janka. Ukazanie warunków w nim panujących, choć nie w tak drastyczny sposób, w jaki niektórzy by sobie tego życzyli, szczególnie wpisuje się w misję jaką ma nieść serial. Postać Moslera (Arkadiusz Detmer), bezwzględnego i cynicznego Żyda, który dorabia się na krzywdzie i wyzysku współmieszkańców getta, podparta wizerunkowo osobą jego współpracownika, polskiego szmalcownika, również jest zgodna z przesłaniem edukacyjnym Czasu Honoru. Cieszy zachowanie odpowiednich proporcji takich zachowań, ich marginalizacja do pojedynczych przypadków.

Ostatnią, ważną kwestią, którą chciałbym poruszyć jest sprawa egzekucji dokonywanych przez ZWZ na ulicach stolicy, uosobionych w serialu działalnością Bronka. Wydawać się może, że w 1941 roku na porządku dziennym w Warszawie odbywały się tego typu akcje. Nie jest to jednak prawdą. Wspomniany rok, a także kolejny – 1942 przebiegały raczej nadal pod znakiem działalności Małego Sabotażu. To jeszcze nie czas akcji z bronią w ręku w aż takim natężeniu, w jaki przedstawiają to twórcy serialu. Próbując się doszukać paraleli pomiędzy serialem a prawdą historyczną weźmy przykład egzekucji niejakiego Brauna, którego pełnione stanowisko nie jest w produkcji sprecyzowane, a którego w Czasie Honoru likwidują, bez zgody, ludzie Bronka. Jeśli przyjąć, że twórcy chcieli przedstawić to wydarzenie zgodnie z prawdą, to należy przypomnieć, że w rzeczywistości Brauna – kierownika Urzędu Kwaterunkowego w Warszawie, zlikwidowano dopiero pod koniec 1943 roku. Lekki uśmiech na twarzy musi pojawić się w momencie, kiedy uświadomimy sobie, że w serialu główni bohaterowie praktycznie w każdej sytuacji, czy to na spacerze, czy to w restauracji mają przy sobie broń. Także głośne rozmowy bohaterów nt. spraw konspiracji w miejscach publicznych muszą budzić sprzeciw.

Przedstawienie działalności Cichociemnych, nawet nie ustrzegając się pewnych błędów merytorycznych, ukazanie życia w okupowanej Warszawie oraz niemieckiego terroru na jej mieszkańcach, uświadomienie szerokiej grupie widzów czym był Pawiak i Serbia, a także zobrazowanie ogromnego cierpienia i dramatycznej sytuacji żydowskiej ludności stolicy w sposób popularyzatorski – edukacyjny w Czasie Honoru rekompensuje liczne, drobne błędy i przekłamania tejże produkcji, tak drobiazgowo wyliczane przez skrupulatnych internautów. Czym bowiem jest błędnie skrojony mundur niemieckiego oficera, czy też nieprofesjonalne ukazanie przekazywania grypsów na Pawiaku, przy ogromnym wzroście świadomości historycznej polskich widzów?

Tak wiele się mówi właśnie o braku tejże świadomości wśród Polaków, a w związku z tym o potrzebie uświadamiania w tej kwestii polskiego społeczeństwa w sposób odpowiedni do czasów, w jakich przyszło nam żyć. Film, telewizja, Internet to środki o wiele skuteczniejsze, jeśli chodzi o potencjalne zainteresowanie osób, które z historią są „na bakier”, od wszelkich książek, nawet tych w najlepszym wydaniu. Czas Honoru nie jest serialem adresowanym do zawodowych historyków. Nie jest dokumentem, który w każdym, nawet najmniejszym detalu, wiernie oddaje realia przedstawianego wycinka historii. Jakże często jego krytycy o tym zapominają! Jest on jedną z takich produkcji, która z założenia ma dać ogólny obraz życia i walki w okupowanej Warszawie oraz przede wszystkim zachęcić widza do dalszego, samodzielnego pogłębiania wiedzy na temat okupacji i działalności Polskiego Państwa Podziemnego. Z tej roli, według mnie, obraz m.in. Kwiecińskiego wywiązuje się solidnie, o czym świadczą liczne dyskusje na łamach wielu for internetowych, budowane w oparciu o pytanie: Czy rzeczywiście tak było, jak pokazuje to serial? Choćby z tego powodu należy się cieszyć, że Czas Honoru ujrzał światło dzienne i gromadzi przed telewizorami tak liczną widownię.

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Pan historyk |

Cóż mogę powiedzieć normalnie Polskie rambo
mi ten serial się osobiście nie podoba o taki serial dla młodzieży .
Nie wiem czemu nie wiem dlaczego ale bardziej szkoda było mi tych Niemców. Taki paradoks :D



Odpowiedz

Gość: ZORRO |

Najlepszy serial? To jakiś żart, czy zboczenie po latach słuchania dobrych filmów z lektorem?



Odpowiedz

Gość: helina |

Najlepszy setrial. NIe rozumiem, jak można go krytykować, Obsada znakomita, z resztą jak wszysko inne. ZAstnówcie się, zanim zaczniecie krytykować- Ci ludzie to najlepsi aktorzy, dzięki nim i tworcy filmu młodzi ludzie poznają czasy wojenne.



Odpowiedz

Gość: lenn. |

Cóż mogę powiedzieć. Nie mamy do czynienia z podręcznikiem do historii, tylko serialem fabularnym. I tu uwaga, trafił on do młodzieży, mimo swoich niedociągnięć, a może właśnie dzięki nim. Licealiści nie śledziliby z zapartym tchem losów ludzi, z którymi nie mogliby choć trochę się identyfikować. Przecież podczas wojny ludzie też kochali! Może serial pokazuje wszystko w sposób trochę uproszczony, można by rzec bajkowy, ale jeśli zaintryguje nas, to szczegółowego wgłębiania się w zawiłe losy historii swojego kraju, to warto go docenić! "Czas honoru" uczy też wartości ponadczasowych :bezwarunkowego poświęcenia dla przyjaciół i ludzi, których kochamy, patriotyzmu, który będziemy próbować wprowadzić w życie, choćby przez pamięć o tych, którzy ginęli za nas kraj i właśnie honoru. Nigdy, nie zgodzę się z twierdzeniem, że ta produkcja jest bezwartościowa. Może odrealniona, ale pomaga coś zrozumieć. Zanim nie poznałam losów Janka, Bronka, Michała i Władka średnio mnie obchodziło, że ktoś tam zginął, a ja żyję w wolnym kraju. Teraz, dziękuję naszym bohaterom przy każdej okazji.



Odpowiedz

Gość: Cogito |

A ja sie ciesze, ze wrescice powstal serial wojenny, w ktorym Gestapowcy nie nosza czarnych mundurow :).



Odpowiedz
Krzysztof Kloc

Doktorant w Instytucie Historii Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, gdzie pod okiem prof. Mariusza Wołosa przygotowuje biografie ambasadora Michała Sokolnickiego. Interesuje się dziejami dyplomacji oraz historią polityczną Drugiej Rzeczypospolitej ze szczególnym uwzględnieniem losów obozu piłsudczykowskiego, polityką historyczną Polski Odrodzonej, biografistyką tego okresu, a także dziejami międzywojennego Krakowa.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org