Opublikowano
2017-08-08 10:57
Licencja
Wolna licencja

Dawajcie kasę Niemcy, czyli czy warto denerwować sąsiadów?

Reparacje od Niemców, Ostra Brama z Wilna w polskim paszporcie, oprawa kibiców Legii o powstaniu warszawskim. O naszym kraju jest ostatnio głośno. Pytanie tylko, czy to na pewno dobrze.


Zobacz też: Operacja Ostra Brama

Od internetowej epoki dinozaurów, czyli jeszcze na pewno przed 2008 rokiem, po sieci krążył obrazek przedstawiający konturową mapę Polski opatrzoną napisem „granice absurdu”. Lata mijały, a w tej kwestii niewiele się zmieniło: Rzeczpospolita naprawdę bywa źródłem wydarzeń absurdalnych. No bo jak inaczej określić pomysł miłościwie nam panującego obozu politycznego, by przypomnieć Niemcom, że winni są nam odszkodowania za II wojnę światową? Ale po kolei.

Polska i Niemcy Polska i Niemcy na mapie Europy (domena publiczna)

1 sierpnia, w rocznicę powstania warszawskiego TVP Info wyemitowało klip nawołujący Niemców do przeproszenia za II wojnę światową. W materiale przywołano kolejne grzechy niemieckie: że wybrali Hitlera w wyborach, że budowali obozy zagłady, że mordowali, że ich firmy bogaciły się na wojennych zbrodniach… Nie sprecyzowano tylko, czy przeprosić mają 90-letni weterani, 20-latkowie urodzeni wiele lat po wojnie czy może Angela Merkel z rządem. Ale najpewniej chodzi o cały naród niemiecki, wszystkie możliwe pokolenia.

Dzień później poseł PiS Arkadiusz Mularczyk złożył w Biurze Analiz Sejmowych wniosek o ekspertyzę, czy istnieje możliwość ściągnięcia od naszego zachodniego sąsiada reparacji wojennych za wojnę z lat 1939-1945. Teraz zastanówmy się: czy to ma sens?

Akcja reparacja? Jestem za, a nawet przeciw!

Ponad 12,5 tysięcy Stadionów Narodowych albo 20 lat bez płacenia podatków – takie mogłyby być korzyści, gdyby Niemcy zapłaciliby Polsce reparacje za II wojnę światową. Rachunek za wojnę to biliony złotych.



Czytaj dalej...

Dla Polski nie ma to sensu najmniejszego. Byłbym niesamowicie zdziwiony, gdyby Niemcy oddały nam za wojnę choćby jednego eurocenta… a może i starego feniga. I to niezależnie od tego, czy działoby się to pod wpływem ich nagłej dobrej woli, czy pod butem prawa międzynarodowego. Nierealne jest dla mnie zmuszenie RFN do wypłacania pieniędzy za II wojnę światową. Jedyne, co w tym konflikcie zyskamy, to chłodne relacje z naszym największym partnerem gospodarczym.

Ostra Brama w Wilnie Ostra Brama w Wilnie, widok z ulicy Ostrobramskiej (fot. Fczarnowski, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0) W zasadzie rząd Polski nie przedstawił oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Od strony Niemiec pojawiła się już wstępna odpowiedź, że zrezygnowaliśmy z reparacji w 1953 r. – a konkretnie zrobił to uchwałą rząd PRL. Teraz wystarczy się wykłócać, czy to było pod naciskiem ZSRR, czy dotyczyło tylko NRD, czy obecne Niemcy to spadkobierca NRD czy RFN, czy już zadośćuczynili i tak dalej…

To wszystko jest logicznym działaniem tylko dla obozu władzy, który bardzo mocno podkreśla politykę historyczną, przy okazji ucząc Polaków, ze Niemcy (ale też np. Rosjanie) są „fe”. Takie szafowanie niechęcią jest bardzo wygodnym narzędziem politycznym i wykorzystywanie go jest dosyć przykre. Żeby była jasność – Niemcy ponoszą pełną odpowiedzialność za II wojnę światową, za zamordowanych ludzi, zrujnowane miasta, grabieże i inne zbrodnie. Pytanie tylko, ile można rozpamiętywać dawne konflikty? Czy należy dzisiejszych Niemców ponownie obarczać za zbrodnie dziadków? Niemców, którzy noszą nie tylko takie imiona jak Hans, ale też Ahmed czy Miroslav, a jeszcze ich rodzice nie urodzili się w tym kraju?

Niemcy wypłacają ostatnią ratę odszkodowań za I wojnę światową

Po upływie 92 lat od zakończenia I wojny światowej Niemcy definitywnie zakończyły sprawę reparacji wojennych, jakie — na mocy postanowień traktatu wersalskiego - miały wypłacić państwom Ententy oraz krajom z nimi sprzymierzonym za straty poniesione przez nie podczas działań wojennych. Ostatnią ratę odszkodowań w wysokości 70 mln euro nasz zachodni sąsiad zapłacił w niedzielę Wielkiej Brytanii i Francji.



Czytaj dalej...

Ale to tylko jedne z wielu pytań dotyczących naszej polityki historyczno-zagranicznej. Nie tylko na Zachodzie możemy natrafić na konflikty. Na stulecie odzyskania niepodległości ma zostać wprowadzony nowy paszport. Zdobić go mają różne motywy historyczne – na pewno będzie wśród nich Cmentarz Orląt Lwowskich, prawdopodobnie w wyniku głosowania do książeczki trafi też Ostra Brama w Wilnie. Wzbudziło to oburzenie ze strony Litwy i Ukrainy, no bo jak to tak – te miejsca są przecież na ich terytorium.

Bądźmy szczerzy: mimo, że Lwów i Wilno nie leżą obecnie w granicach Polski, to z historią naszego kraju są ściśle związane i nic już tego nie zmieni. Dbanie o tego typu dziedzictwo nie jest niczym złym i nie musi się od razu wiązać z jakąś „repolonizacją” tych miejsc, której być może obawia się Kijów i… właśnie Wilno. Z polityką historyczną wobec nas ze strony Litwy i Ukrainy – ostatnio zwłaszcza od tej drugiej – bywało bardzo źle. Nie wiem jednak, czy to dobry powód, byśmy też musieli słać im kuksańce, zamierzone lub nie. Protesty w sprawie wychwalania Bandery popieram całym sercem, natomiast nie uważam za szczególnie konieczne dotykanie drażliwych kwestii przez takie głupoty, jak strony wizowe w paszporcie. No i myślę też w taki sposób – co by było, gdyby Niemcy w nowym paszporcie umieściły Danzig, Breslau i Stettin…

Na szczęście ostatnio zdarzyła się sytuacja, co do której nie mam żadnych wątpliwości. W trakcie meczu Legia Warszawa – FK Astana polscy kibice przygotowali nietypową oprawę przedstawiającą SS-mana (bez głowy, bez twarzy) celującego pistoletem w dziecko. Całości dopełnił napis po angielsku „W czasie powstania warszawskiego Niemcy zabili 160 000 osób. Tysiące z nich były dziećmi”.

I to się ceni. Dla mnie nie jest to żaden wydumany atak w stronę niemiecką, a pewne przedstawienie historii (choć, zastrzec trzeba, że nieprecyzyjne). Ważne upamiętnienie, o które dzisiejsze Niemcy nie powinny oburzać się w żaden sposób, choć na pewno może się to wydać prowokacyjne. Do tego jest to upamiętnienie, o którym piszą gazety z całego świata. Ale i ja jeszcze o sprawie napiszę, bo UEFA już szykuje karę…

W każdym razie, oto cały sens takich „akcji historycznych”. Dopóki chodzi w Polsce o upamiętnienie i (powiedzmy) zgodność faktów, to warto działać, tworzyć, głosić. Jeśli jednak chodzi o to, żeby dopiec sąsiadom, to szczerze odradzam. Dojdziemy w końcu do takiej sytuacji: Niemców i Rosjan nie lubimy, bo wojna i zabory. Litwinów za lituanizację, Ukraińców za Banderę, Słowaków bo pomagali Niemcom. Białorusinów w sumie też nie lubimy, bo Łukaszenka. Do Czechów nic nie mamy, ale za to oni nas nie zniosą, bo operacja „Dunaj”.

Warto pamiętać i dyskutować, nie warto toczyć wiecznych sporów o historię tam, gdzie nie trzeba. W międzywojniu Polska nawiązała poprawne stosunki tylko z dwoma sąsiadami: Rumunią i Łotwą (Węgier tu nie liczę). Dziś z tymi państwami nie mamy nawet granicy.

To też do przemyślenia.

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Nie bądz Pan taki "na kolanach"przed sąsiadami!-Postawa Tuska w zupełności wystarczy!



Odpowiedz

@ Janusz Jastrzębiec Myszkowski Żałosne już stało się z tym Tuskiem poddanym Niemiec...



Odpowiedz

Jeśli Niemcy zdołali zapłacić za szkody I wojny , to chyba tym bardziej wypadałoby zapłacić za skutki II wojny .Czas nie ma tu znaczenia , tym bardziej ,że Polska do 1989 jako satelita ZSRR nie była w stanie podjąć samodzielnych negocjacji z RFN , przynajmniej w sprawach o pieniądze .Wg mnie , należy wreszcie opracować jakiś plan "zachęcenia " Niemiec do zadośćuczynienia , niech to nawet rozłożą na 50 czy 100 lat , w każdym razie , nie można tej sprawy traktować w sensie jakiejś łaski z ich strony bo to jest zwyczajny dług a każdy uczciwy długi spłaca



Odpowiedz

Ja dość przekornie odpowiem na pytanie zadane w tytule artykułu. Uważam, że nie warto denerwować sąsiada. Nie warto było zakłamywać przez Niemcy swojej pełnej hańby, historii. Nie warto było próbować cedować winę na swe ofiary bezczelnie pisząc m.in. o "polskich obozach koncentracyjnych". Efektem tego denerwowania polskiego sąsiada były słynny na cały świat baner mówiący o bestialskich niemieckich zbrodniach dokonanych na narodzie polskim, w tym na wielu tysiącach dzieci. Sygnał poszedł w świat i dziś miliony osób na świecie (w tym w Brazylii, Japonii, USA) dowiedziało się o Powstaniu Warszawskim i o niemieckich zbrodniach dokonanych w tamtym czasie. Efektem tej nieodpowiedzialnej i antypolskiej polityki Niemiec jest budzenie się świadomości zwykłych Polaków, którzy widzą niemiecką hipokryzję, butę, a także głupotę ich polityki.
Nie warto było denerwować polskiego sąsiada poprzez gloryfikację bandytów z UPA przez Ukraińców. Efektem tego denerwowania polskiego sąsiada są m.in. plany umieszczenia na polskich paszportach wizerunku Cmentarza Orląt Lwowskich. Ale co gorsza: efektem tej nieodpowiedzialnej polityki pomajdanowej junty kijowskiej jest rosnąca niechęć Polaków w stosunku do obecnego, pomajdanowego państwa ukraińskiego i rodząca się świadomość polityków, którzy nie będą już skorzy do bezinteresownej pomocy Ukrainie w razie kolejnych jej problemów. A sytuacja tego państwa, jego integralności terytorialnej (vide: Donbas, Bukowina, Zakarpacie, Odessa, południowa Besarabia) stoi pod dużym znakiem zapytania.
Nie warto było denerwować polskiego sąsiada poprzez prześladowanie polskiej mniejszości narodowej przez Litwinów. W tym przypadku również zaczyna rodzić się świadomość Polaków jak i polskich polityków. Polacy nie są już skłonni tak bezinteresownie pomagać temu zakompleksionemu kraikowi. Plany umieszczenia wizerunku Ostrej Bramy na polskich paszportach to tylko mała odpowiedź na stałe, nagminne denerwowanie polskiego sąsiada ze strony tej militarnej i gospodarczej "potęgi", która wg zamysłów niektórych "polskich" pseudoekspertów w osobie np. niejakiego Przemysława "Vel Vel'a" miała nas bronić przed Putinem. Myślę, że dzięki denerwowaniu polskiego sąsiada, Polacy nie są już skłonni do tego, by litewskie mocarstwo broniło nas przed Putinem. Oznacza to zmianę polityki wobec tej "potęgi". Kto na tym ucierpi? Być może wspomniane "mocarstwo", które mocarstwem jest tylko w chorym umyśle niejakiego "Vela" i jemu podobnych "ekspertów" oderwanych totalnie od rzeczywistości...
Zatem, jeśli wspomniane państwa chcą denerwować sąsiadów, to niech nie dziwią się takim, a nie innym reakcjom ze strony sąsiada stale przez nich drażnionego, które wyrażane są głównie przez zwykłych obywateli drażnionego sąsiada, a w mniejszym stopniu - przez jego polityków.



Odpowiedz

@ Adrian Leszczyński Żeby było jasne - to nie jest tak, że sądzę, że Polska ma siedzieć pokornie po cichutku, a Niemcy mogą wyprawiać co im się żywnie podoba. Absolutnie nie o to chodzi, bo pewien dialog powinien iść w obie strony. A o takich rzeczach jak "polskie" obozy koncentracyjne też kiedyś pisałem, jest to skandal i w tym przypadku warto się wykłócać i walczyć o prawdę historyczną, jak najbardziej.



Odpowiedz

@ Paweł Czechowski : Ale ja niczego Panu nie zarzucam. Uważam, że w polityce należy twardo walczyć o swoje i nie bawić się w żadną poprawność polityczną. Ta poprawność doprowadza do patologii, co widać na przykładzie państw Zachodniej Europy. Niestety, ale nasza polska polityka też pełna jest poprawności politycznej, tyle że nie wobec "uchodźców" czy muzułmanów, ale wobec np. Litwinów i Ukraińców. Nasze uleganie wobec tych państw, przymykanie oczy na ich wybryki niczego Polsce nie dało. SPowodowało skutek odwrotny do zamierzonego. Nasza poprawno-polityczna uległość zamiast zmusić te kraje do refleksji, tylko je rozzuchwaliła i spowodowała, że stali się jeszcze bardziej bezczelni w swej antypolskiej, pozbawionej wrażliwości polityce.Zamiast dbać o własny interes bardziej dbaliśmy o interes Litwy czy Ukrainy. Wyjątkowo strzeliliśmy sobie w kolano, gdy zbojkotowaliśmy gazociąg mający biec z Rosji przez Polskę z pominięciem Ukrainy. Wyszło tak, że gazociąg (Nord Stream) ominął i Polskę i Ukrainę i w dodatku wadzi wielkim statkom wejściem do portu w Świnoujściu. Giedrojciowo-michnikowa polityka III RP zbankrutowała, okazała się nieprzystająca do początku XXI wieku. Problem w tym, że nie wszyscy politycy to zrozumieli. I dotyczy to polityków niemal wszystkich opcji, nie wyłączając PiS. Cieszy jednak, że obywatele biorą sprawy w swoje ręce i sami wysyłają sygnały wspomnianym państwom, że antypolska polityka nie bedzie tolerowana (vide: zburzenie pomników sławiących UPA, oprawa kibiców Legii itp.).
Te działania to EFEKT denerwowania Polski przez sąsiadów, a nie odwrotnie!
Poza tym w pełni podpisuję się pod tym, co napisał Łukasz Pompa.



Odpowiedz

Żądającym odszkodowań - jak sądzę - przyświeca mojżeszowa zasada: "który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia" i wynikający z niej pośpiech, gdyż zaczyna dorastać czwarte pokolenie. To jedno, a drugim jest kilkakrotnie potwierdzone zjawisko, iż na płaceniu odszkodowań lepiej wychodzą ci, którzy je płacą, niż otrzymujący. Tak np. było po wojnie francusko-pruskiej 1870 r. Francja zawzięła się, spłaciła wszystko przed terminem i co? Mieli belle epoque i rozwój , jakiego przedtem nie zaznali. Prusy za to, w szybkim tempie "przejadły" odszkodowania a seria skandali i kryzysów kosztowała je prawdopodobnie więcej niż otrzymali od Francuzów. A Niemcy cóż? Jak twierdził jeszcze prof. Wyka poziom kultury danego narodu oceniają po ilości zużywanego mydła.



Odpowiedz

@ Marek Baran ,
tak, ale jeżeli to "trzecie i czwarte pokolenie" podskakuje i wysuwa rękę po nowe haracze - niby dla UE, ale to także dla Dojczów, to może warto im przypomnieć ich czyny i zadłużenia?



Odpowiedz

Witam,
jestem właśnie po lekturze tekstu i nasuwa mi się parę uwag.
Przede wszystkim tekst wydaje mi się niekompletny, nie daje odpowiedzi, czy warto czy nie warto denerwować sąsiadów. Nie ma w nim bodaj żadnego argumentu za czy przeciw. Może tylko owo "zdenerwowanie" sąsiadów i fakt, że szanse na uzyskanie reparacji są zerowe (też brak argumentów, choć mi już się nasuwa jeden - gdy Francja próbowała uzyskać reparacje po i ws. to musiała w tym celu zająć Zagłębie Ruhry - tego typu argument warto by podać).

Natomiast pytanie, czy uzyskanie reparacji jest rzeczywiście jedynym celem? Są też inne potencjalne efekty takich zabiegów:
- podobnie jak w przypadku akcji na stadionie: pal licho uzyskanie reparacji, ale na pewno będą o nas mówić na Zachodzie - wiele osób może uświadomi sobie, że nie byliśmy po stronie Hitlera, nie budowaliśmy obozów, skoro teraz domagamy się reparacji. Może to być świetna akcja informacyjna, im głośniejsza, tym lepsza. Co więcej: w obliczu prób nałożenia na nas sankcji ze strony UE akcja jak najbardziej na miejscu, bo przypomina, dlaczego teraz jesteśmy w takim położeniu (ciągle nie wydzwignęlismy się ze zniszczeń gospodarczych czy materialnych, nie mówię o sprawach populacji czy utracie Kresów, które są nie do odrobienia). Może to też ostudzi zapał niemieckich eurokratów, bo może i Niemcy nie zapłacą, ale moze poczują, że coś są nam winne i odpuszczą np. ze straszeniem ws. odebrania środków unijnych. Skonczy się może mowa o tym, jakim to Polska jest niewdzięcznikiem, gdy mieszkańcy Zachodu uświadomią sobie, kto tak naprawdę jest czyim dłużnikiem. więc w pierwszym rzędzie: akcja propagandowa. Polska nie miała czasu przez lata by walczyć o swoje racje w Europie, bo wydatnie utrudniał to fakt przebywania za żelazną kurtyną. Gdy inne państwa rozliczały się z Niemcami i kreowały się na bohaterów II wś. my musieliśmy milczeć, dlatego teraz masa ludzi na Zachodzie nie ma pojęcia w ogóle o naszym udziale w II ws., a jeśli juz, to pewnie jako czołowy antysemita i sojusznik Niemiec. Ta akcja może skutecznie zdezawuować ten argument.
I dalej: czy rzeczywiście zepsujemy sobie stosunki z Niemcami? Przede wszystkim - te stosunki i tak sa niestety kiepskie. Polacy w Niemczech sa bardzo źle traktowani i nie szanowani (znam temat z 1 ręki od ludzi, którzy mieszkają tam juz 30 lat). Dalej: wielu Niemców wydaje się nie widzieć nic złego, w tym, co robili. Albo się usprawiedliwiają (film Nasze matki nasi ojcowie) albo wręcz wyrażają się pozytywnie (ostatnio: koszulki z napisem: do Polski latam tylko bombowcem). Widocznie potrzebna jest im jakas terapia szokowa a nie tylko cmokanie w rączkę. Krytyka starań o odszkodowania odbieram jako coś ponizającego. Próba podlizywania się, by przypadkiem nie zepsuć relacji, podczas gdy Niemcy cały czas traktują nas przedmiotowo, tylko pod kątem własnych interesów, a gdy im nie po drodze z nami, nie mają sentymentów, by np. wchodzić we współpracę z Rosją nad naszą głową i na naszą szkodę. Przykłądów można mnożyć. Ot, banderowskie romanse Ukraińców, czy lituanizowanie Polaków na Litiwe (poważne utrudnienia w szkolnictwie, astronomiczne mandaty za wystawianie tabliczek na własnych domach z polskimi nazwami ulic itp.).
Długo można by pisać. A co jeśli Niemcy nam oddadzą w ramach jakiejś umowy wynikłej z zabiegów o reparacje chociaż 10% środków albo jeśli te starania o odszkodowania przerodzą się w zmasowany zwrot dzieł sztuki zagarniętych przez Niemców? Wtedy naprawdę warto te sprawy poświęcać dla jakichś domniemanych dobrych stosunków, które i tak nie istnieją?
Ja to widzę tak: trzeba robić swoje i dbać o własne interesy. A nieraz jest i tak, że szacunkiem darzone są te państwa, które potrafią postawić na swoim. Vide: Putin, który budzi respekt w zachodnim świecie, a Niemcy wręcz go ubóstwiają. A my - dbamy o interesy Litwy czy Ukrainy. Litwie pomagalismy wiele razy, tworzymy lotniczy parasol, Możejki przejęliśmy, by nie wpadły w ręce Rosjan i tak dalej. I teraz - naprawdę nas tak szanują? nie sądzę. Ukraińcom pomagaliśmy ws. Majdanu, nasi politycy jeździli tam jak opętani. I jaki jest efekt? naprawdę dość kiepskie relacje. Wygląda na to, że to kiepski sposób na ratowanie relacji, bo tylko na tym tracimy, nic nie zyskując. Może warto jednak zacząć starać się o własne interesy. Ot, trwa zbiórka na odbudowę Pałacu Saskiego, który przetrwał Powstanie Warszawskie, ale zniszczyli go Niemcy, burząc miasto po Powstaniu. Może oni by sfinansowali odbudowę?



Odpowiedz

@ Łukasz Pompa Już odpowiadam: nie warto denerwować sąsiadów tam, gdzie naprawdę nie ma potrzeby tworzenia jakiegoś konfliktu "bo walczymy o swoje". Kwestia np. paszportu nie przynosi nam żadnych korzyści, a wywołuje jakąś nieprzyjemną atmosferę w relacjach międzynarodowych. Sprawa czy Niemcy faktycznie mogą nam coś oddać czy nie to tylko moje przypuszczenie - nie jestem specjalistą prawa międzynarodowego w tym zakresie. Na pewno jednak my im Łużyc nie zajmiemy np. ;)

No i odróżniajmy dwie sprawy: mentalność zwykłych ludzi i stosunki międzynarodowe na szczycie. To, ze niestety np. pracodawca niemiecki źle będzie traktował Polaka nie ma nijak przełożenia np. na stosunki między rządami w Warszawie i Berlinie, a skandale dyplomatyczne owszem. To dwa niezależne światy.

O swoje interesy trzeba dbać, ale trzeba też kalkulować, kiedy warto przeznaczać czas i energię na kłótnie i jakie to może mieć realne przełożenie na losy państwa. :)



Odpowiedz

@ Paweł Czechowski Odnośnie reperacji za zniszczenia wojenne. Uważam że żądanie jest jak najbardziej uzasadnione, nawet jeśli nie ma szans na realizację. Chodzi mi m. in. o politykę niemiecką w kwestii zwrotu dóbr kultury. Pragnę autorowi przypomnieć niemiecką postawę po roku 1990 w kwestii zwrotu zrabowanych dóbr kultury. Przez pewien okres Niemcy domagali się zwrotu (szczególnie ostro ok. roku 2000) tzw. berlinki tj. depozytu berlińskiego lub skarbu pruskiego, znajdującego się obecnie w depozycie w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. Przez pewien okres Niemcy bardzo silnie naciskali o jej zwrot, dopiero sprawa trochę przycichła po roku 2007. Sprawa ta nadal nie jest zresztą uregulowana, a w Niemczech nadal są środowiska, które chcą, aby te zbiory bez żadnej rekompensaty ze strony niemieckiej wróciły do Berlina. Jednocześnie strona polska musi samodzielnie prowadzić poszukiwania naszych zrabowanych dóbr kultury (praktycznie bez żadnej pomocy z Niemiec) i w przypadku ich namierzenia, wykupywać je za polskie środki finansowe z rąk niemieckich, casus sławnej "Żydówka z pomarańczami" ("Pomarańczarki") Gierymskiego. Natomiast całkowicie z autorem zgadzam się kwestii Ostrej Bramy i Cmentarza Orląt Lwowskich. Pomysł umieszczenia tych obiektów na paszportach jest absolutnie chybiony i całkowicie słusznie źle odebrany na Litwie, jak i na Ukrainie. Bogdan Satalecki



Odpowiedz

@ Antoni Walendzik Ach, ze zrabowanymi dziełami kultury to jest jeszcze inna sprawa Tu mówimy jednak o pewnych fizycznych przedmiotach i sprawa wydaje mi się bardziej bliska rzeczywistości i możliwości realizacji niż kwestia ogólnych, pieniężnych reparacji wojennych (bo sprawa ich ponownego ustalenia po tylu latach jest uzależniona od masy różnych, skomplikowanych czynników, m.in. tych które wymieniam w felietonie). O nasze dobra kultury, zrabowane i wciąż pozostające w Niemczech trzeba walczyć, a jeśli strona niemiecka nie wyciąga ręki w tej sprawie, to też nie widzę powodu, by oddawać depozyt berliński.



Odpowiedz

@ Paweł Czechowski , a nie wiesz, dlaczego do dziś nie udało się Niemców i świata przekonać, że w czasie wojny nie było polskich obozów śmierci i że Polska rzeczywiście była okupowana i udręczona?
Dopiero pełna inwentaryzacja krzywd i szkód, poddana ocenie międzynarodowych instytucji gospodarczych i sądowych przebije się do świadomości, a samych Niemców może skłoni do refleksji: Nie skorzystaliśmy z okazji, żeby siedzieć cicho, nie sypać Polakom piasku do niewygojonych ran i nie pogłębiać historycznych kompleksów. A to się właśnie ze strony germańskiej Unii aktualnie dzieje.



Odpowiedz
Paweł Czechowski

Student dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim, wielki fan „Kroniki XX wieku" Mariana B. Michalika i okresu, o którym ta książka opowiada. Poza tym interesuje się piłką nożną, muzyką rockową i zbieraniem prasy.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org