Autor: Josef Goebbels
Tagi: Wspomnienia, Historia polityczna, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne, Niemcy, Austria, Szwajcaria, Europa
Opublikowany: 2013-05-01 10:33
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Dni, które dały władzę Hitlerowi

1 maja 1945 roku samobójstwo popełnił jeden z najważniejszych ludzi reżimu III Rzeszy - Josef Goebbels. W początku 1933 r. tak opisywał w swoim dzienniku dni, w których rozpoczęła się budowa zbrodniczej machiny nazistowskiego państwa...

Josef Goebbels (Bundesarchiv, Bild 146-1968-101-20A / Heinrich Hoffmann / CC-BY-SA; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy.)

   **1 stycznia 1933**

Wczoraj: [...] Zbliża się godzina 12. W dole słychać wystrzały. Piekielny hałas, jak przy wielkiej bitwie. Odpalamy na górze nasze sztuczne ognie. Niechaj sczeźnie stary rok! Przybądź nowy [roku]. Chcemy walczyć. Zwyciężyć albo umrzeć!

Mocno ściskam rękę Hitlera: „Życzę Panu władzy!”.

Następnie długo jeszcze siedzimy razem. Telefon nie działa. Potem jeszcze wjeżdżam na górę do [kawiarni] Moritza, aby porozmawiać z Marią. Z Magdą jest źle. Jestem bardzo niepocieszony. Całą noc nie zmrużam oka.

1 stycznia. Wyłania się on w świecących promieniach słońca. Góry stoją we wspaniałej jasności. Jeśli takim pozostanie nowy rok – jasny i błyszczący – to potem będzie działo się dobrze.

Pożegnanie z Obersalzbergiem. To były piękne dni, ale ciągle brakowało mi Magdy.

Na sankach w dół. Telefon do Berlina. Magda musi być sztucznie odżywiana. Okropna podróż pełna drżącego niepokoju. W pociągu z Haraldem.

Monachium: Dzwoni Maria. Wracać. Magda się mnie domaga. O niebiosa, proszę was, zostawcie mi ją. Bez niej jestem już nikim.

Telefon, telefon. Ciągle to samo. Hitler przychodzi do hotelu i mnie pociesza. Boję się, że Maria nie powiedziała całej prawdy.

Czy to ma tak źle wyglądać?

Rok 1933 chce tak się zaczynać? Potworność! Mimo to powstanę i będę walczył.

Nic nie zdoła mnie złamać.

Ale proszę tylko, aby Magda została mi zachowana.

2 stycznia 1933

Nowy rok! Wygląda źle, ale ja mam nadzieję.

Wczoraj po południu siedzenie w Monachium i czekanie na telefon. W całkiem bezsensownym strachu. Magda miała krytyczny dzień. 40,8° gorączki. Kompletny obłęd. Między życiem a śmiercią. A ja w odległości 600 km unieruchomiony w hotelowym pokoju. Dopiero ten strach mi uświadomił, jak głęboko kocham tę kobietę i jak nieskończenie jej potrzebuję.

Dzwoni Maria: źle, gorzej. Dzwoni Hitler: również on nie może pocieszyć.

Harald jest bardzo słodki. Ten młodzieniec niczego nie przeczuwa. Tak bardzo go kocham. Cała Magda!

W końcu odjazd. Do łóżka. Przez całą noc tylko drżenie i modlitwa. Boże, zachowaj mi tę kobietę. Nie mogę żyć bez niej.

O świcie przyjazd. Zaraz do kliniki. Wszyscy są tacy poważni. Mam najstraszniejsze obawy. Siostra mówi, że jest lepiej. Do jej pokoju. Leży tam świcie przyjazd. Zaraz do kliniki. Wszyscy są tacy poważni. Mam najstraszniejsze obawy. Siostra mówi, że jest lepiej. Do jej pokoju. Leży tam w swej całej słodyczy i płacze, że aż rozdziera serce. Ach, Ty Dobra. Ręka jest pokłuta, odżywia się ją sztucznie. Pocieszam ją. Harald płacze. Tylko nie upadać na duchu! Gorączka spadła. [...]

Plakat wyborczy NSDAP z początku lat 30.

10 stycznia 1933

Wczoraj: [...] Do kliniki. Magda czuje się lepiej. Rozmawiam z Stoecklem, który robi mi duże nadzieje. Jest bardzo o nią zatroskany. Delikatny człowiek! Potem rozmowa o polityce.

Pożegnanie z Magdą. Zawsze niechętnie od niej odchodzę.

Pociąg do Lippe z Kubem. Paplanina. O Straßerze. Wszyscy przeciw Gregorowi. Nie wie, co ze sobą począć. [...]

W Bielefeldzie odpoczynek. W nocy odjazd. Duża kompania: Hitler z całym sztabem. Kube i cały naród. Hitler donosi mi: Papen ostro przeciwko Schleicherowi. Chce go obalić i całkowicie usunąć. Ma jeszcze posłuch u Starego, także mieszka u niego. Porozumienie z nami przygotowane. Albo kanclerstwo, albo ministerstwa siłowe: Obrony i Spraw Wewnętrznych. To jest do przyjęcia. Schleicher nie ma rozkazu do rozwiązania [parlamentu]. Na równi pochyłej. Bardzo nieufny.

Teraz wiele zależy od Lippe. A więc tam do roboty. [...]

16 stycznia 1933

[...] Wynik [wyborów] w Lippe: zdobyliśmy 20% [głosów]. Hugenberg stracił prawie połowę. KPD przegrana, SPD wygrana. Partia znowu w natarciu.

A więc się jednak opłaciło.

Teraz to utrzymać. A defetyści precz! [...]

Kurt von Schleicher (Bundesarchiv Bild 183-B0527-0001-020; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy.)

25 stycznia 1933

[...] Z Hitlerem na kawie. Przedstawia mi najnowszą sytuację. W niedzielę był razem z Papenem, Meißnerem i młodym Hindenburgiem. Przygotowywano grunt. Młody Oskar [Hindenburg] to szczególny przypadek głupoty. Nie wolno jednak upadać na duchu. Wszyscy trzej ostro przeciwko Schleicherowi. Musi odejść. Papen chce zostać wicekanclerzem. To wszystko. Pozycja Schleichera bardzo zagrożona. Wydaje się, że on jeszcze tego nie przeczuwa. Biedny naiwniak! Teraz upadnie tak, jak sam doprowadzał do upadku innych. Nie ma mu czego zazdrościć. [...]

26 stycznia 1933

Wczoraj: [...] Gliwice (Gleiwitz). Wielkie powitanie przez SA na dworcu. Sala zatłoczona. Ja w najlepszej formie. Przez osiem lat nie było mnie w Gliwicach. Bombowy sukces.

Samochodem do Bytomia (Beuthen) . Wściekły mróz. 24 stopnie. A tam granica. Krwawiący kraj. Wydany na pastwę samowoli. Przykra awaria. Pół godziny na skrzypiącej [od mrozu] drodze.

Bytom. Tłumnie. Ja znowu dobry. Olbrzymie owacje.

Do hotelu. Śmiertelnie zmęczony. [...]

Dwie godziny snu. W drogę. Do pociągu. Do Berlina. O godz. 5.

Spanie. Potem znowu do pracy.

Berlin. Schleicher znajduje się w złej sytuacji. W sobotę powinien upaść. Broni się rozpaczliwie. To mu nic nie pomoże. Hugenberg ostro przeciwko niemu. Całkowicie izolowany [...]

29 stycznia 1933

Wczoraj: [...] Rostok. Debata ze studentami. Wiadomość: Schleicher właśnie ustąpił. A więc go utrąciliśmy! Szybciej, niż sądzono. Biedny Gregor [Straßer]! Wielki taktyk!

Papen upoważniony do sondażu w partii. Żeby tylko nie wynikło z tego [jego] nowe kanclerzowanie. [...] Papen jako kanclerz oznacza rewolucję. [...]

Berlin. Do [hotelu] Kaiserhof. Hitler negocjował właśnie z Schäfferem z BVP. Daje mi wyjaśnienia. Papen chce na czoło. Zawsze lepszy niż Schleicher. Tego Stary [Hindenburg] pozostawił na łasce losu zgodnie ze swoim wiarołomstwem. Znana i stara pieśń! Teraz również Ty [Schleicherze] dowiedziałeś się, co to jest niemiecka wierność. Ale Schl.[eicher] też nie lepszy.

Hitler jest jednak jeszcze bardzo sceptyczny i nieufny. I słusznie. To wielka banda oszustów! Hołota raz się lubi, raz się czubi.

Teraz zaczyna się przeciąganie liny z partiami. Stary jest nieobliczalny. Tylko żadnych iluzji! Pozostaję całkowicie spokojny i nie pozwalam się zaskoczyć. [...]

Wyspany. Hitler siedzi już na rokowaniach. Co z tego wyniknie?

W każdym razie Schleichera mamy z głowy. Stary go wczoraj wyrzucił.

Sprawiedliwa kara dla tego Fouchégo.

Dzisiaj odbędzie się przeciąganie liny. Chyba nie należy oczekiwać zbyt wiele.

30 stycznia 1933

Wczoraj: [...][hotel] Kaiserhof: Göring komunikuje, że wszystko doskonale: Hitler kanclerzem, Papen wice, Frick sprawy wewnętrzne Rzeszy, Göring sprawy wewnętrzne Prus, Hugenberg do spraw kryzysów etc. Powstrzymuję się jeszcze przed rozpoczęciem walki wyborczej. Reichstag powinien zostać rozwiązany. Po raz ostatni. Już my to załatwimy.

Hitler dziś do Starego.

Człowiek się jeszcze nie ośmiela w to uwierzyć. Czy Papen jest szczery? Kto wie?

Ja jak najszybciej do domu. Akurat dzwoni Hitler: w obecności Fricka uroczyście oświadcza, że gwarantuje mi moje ministerstwo, teraz tylko obejmie je jakiś figurant dla utrzymania stanowiska. To mi wystarcza. A więc do wyborów! [...]

Dzisiaj o godz. 10.45 coś się zdarzy.

A więc zamach stanu. Pogróżka, sprawa poważna, dziecinada? Natychmiast powiadamiam Hitlera i Göringa, którzy czekają w sąsiednim pokoju. Göring porozumiewa się z Meißnerem i Papenem. [...]

Nie sądzę jednak, aby Schleicher miał tyle odwagi. Już prędzej Hammerstein-Equord. Również ten dzwonił do Hitlera. A więc czekać!

Siedzimy do godz. 5 nad ranem. Nic się nie dzieje.

Jest właśnie godz. 11. Szef idzie do Starego.

Czy faktycznie ma nadejść ta wielka chwila?

Nie śmiem jeszcze o tym marzyć.

30 stycznia 1933 [Kaiserhof]

To prawie jak sen. Wilhelmstraße należy do nas. Führer pracuje już w Kancelarii Rzeszy. Stoimy u góry w oknie, a setki, setki tysięcy przeciągają obok w świetle płonących pochodni przed sędziwym prezydentem Rzeszy i młodym kanclerzem, wyrażając im głośno i radośnie swoją wdzięczność.

W południe siedzieliśmy wszyscy w [hotelu] Kaiserhof i czekaliśmy. Führer był u prezydenta Rzeszy. Nieopisane napięcie nieomal odbierało nam oddech. Na zewnątrz stali ludzie między Kaiserhofem a Kancelarią Rzeszy. Cierpliwie wyczekiwali. Co będzie wewnątrz.

Adolf Hitler (Bundesarchiv, Bild 183-H1216-0500-002 / CC-BY-SA; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy. )

Nasze serca wahają się między zwątpieniem, nadzieją, szczęściem i zniechęceniem. Przeżywaliśmy zbyt często rozczarowanie, aby móc bez zastrzeżeń uwierzyć w wielki cud. 

Bez przerwy obserwujemy z okna wyjście z Kancelarii Rzeszy. Stamtąd musi wyjść Führer. Po jego twarzy będzie można poznać, czy się udało.

Godziny dręczącego oczekiwania. W końcu skręca samochód na rogu przy wejściu. Masy krzyczą i pozdrawiają. Wygląda na to, że przeczuwają, iż dokonuje się wielki zwrot, a może nawet już się dokonał.

Idzie Führer!

Po paru minutach jest u nas w pokoju. Nie mówi nic, również my nic nie mówimy. Lecz jego oczy są pełne łez. Stało się!

Führer został powołany na kanclerza Rzeszy. Złożył już przysięgę na ręce prezydenta Rzeszy. Wielkie rozstrzygnięcie zapadło. Niemcy stoją przed swoim historycznym zwrotem.

My wszyscy jesteśmy oniemiali ze wzruszenia. Każdy ściska dłoń Führera i wygląda to tak, jakbyśmy na nowo zawarli nasze stare przymierze wierności.

To cudowne, jak prosty jest Führer w swojej wielkości i jak wielki jest w swojej prostocie.

Na zewnątrz masy szaleją przed Kaiserhofem. W międzyczasie do wszystkich dotarła wiadomość o powołaniu Hitlera. Z tysięcy robią się dziesiątki tysięcy. Niekończący się strumień ludzi wlewa się w Wilhelmstraße.

Zaraz potem udajemy się do pracy. Reichstag zostaje rozwiązany. Wiele trudu kosztowało skłonienie naszych partnerów z gabinetu do tego kroku. Za 4 tygodnie odbędą się nowe wybory. Gabinet jeszcze dzisiaj zwróci się z proklamacją do niemieckiego narodu.

Jadę do biura okręgu [NSDAP] i obwieszczam tam uroczyście nowy stan rzeczy. Wszyscy są całkowicie oszołomieni i do głębi wzruszeni. W tej sali, w której musieliśmy przetrwać tak liczne próby nerwów, panuje wielka cisza jak w kościele.

Za nami etap walki o władzę; teraz musimy pracować dalej, aby tę władzę utrzymać.

W Kaiserhofie Führer rozmawia już z nowym ministrem Reichswehry v.[on] Blombergiem. Rozpoczyna się praca rządu Rzeszy.

Dalsza część dnia przebiega jak we śnie. Wszystko zdaje się świadczyć, że to jakaś bajka. Powoli zapada wieczór w stolicy Rzeszy.

O godz. 7 [wieczorem] Berlin przypomina spłoszone mrowisko.

I wtedy rozpoczyna się marsz z pochodniami. Bez końca, bez końca, od godz. 7 wieczorem do godz. 1 w nocy maszerują ludzie pod Kancelarią Rzeszy. SA-mani, SS-mani, Hitlerjugend, cywile, mężczyźni, kobiety, ojcowie, ich dzieci niesione na ramionach. Zwracają się ku górze, do okna Führera. Panuje nieopisana radość. Niewiele metrów od Kancelarii Rzeszy stoi w swoim oknie prezydent Rzeszy, wyniosła postać bohatera, czcigodna i owiana mitycznym urokiem. Swoją laską wybija od czasu do czasu takt do rytmu wojskowych marszów. Setki tysięcy i setki tysięcy przeciągają na dole przed oknami w niekończącym się miarowym marszu.

To jest narodowy wymarsz!

Niemcy się przebudziły!

W spontanicznej eksplozji naród opowiada się za rewolucją Niemców.

Nie da się tego opisać, co dzieje się w naszych sercach. Chce się płakać i śmiać.

Nadchodzą coraz to nowi ludzie, radują się i wznoszą okrzyki.

Przed Kancelarią Rzeszy na Wilhelmplatzu siedzą na drzewach setki młodych

chłopaków i skandują pod adresem Führera swoje chóralne deklamacje.

Jego naród przyjmuje go radosną owacją. [...]

Hermann Göring (Bundesarchiv, Bild 102-13805 / CC-BY-SA; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy. )

**31 stycznia 1933**

Już się stało. Siedzimy na Wilhelmstraße. Hitler jest kanclerzem Rzeszy. Jak w bajce!

Wczoraj w południe w [hotelu] Kaiserhof: wszyscy czekamy. Wreszcie przychodzi. Wynik: on kanclerzem Rzeszy, Frick sprawy wewnętrzne w Rzeszy, Göring – w Prusach. Stary dał za wygraną. Na końcu był bardzo wzruszony. Tak jest w porządku. Teraz musimy go całkiem pozyskać dla siebie. Wszyscy mamy łzy w oczach. Ściskamy dłoń Hitlerowi. Zasłużył sobie na to. Wielka radość. Na dole podnosi wrzawę naród.

Zaraz do roboty. Reichstag rozwiązany. Za 4 tygodnie nowe wybory. Do tego momentu nie mam urzędu.

Do biura. Wszystko odświętnie. Zadzwoniła Magda. Skacze pod sufit z radości. [...]

Nadchodzą kolumny z pochodniami. Zaczyna się o godz. 7 [wieczorem]. Bez końca. Do godz. 10. Przy Kaiserhofie. Potem Kancelaria Rzeszy. Aż do godz. 12. Bez końca. W drodze milion osób. Stary przyjmuje defiladę. W sąsiednim domu Hitler. Wymarsz! Spontaniczna eksplozja narodu. Nie do opisania. Ciągle nowe masy. Hitler oddalił się. Jego naród go fetuje.

Przemawiam przez radio. Przez wszystkie rozgłośnie. „Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi”. [...]

Przemawiam jeszcze do mas sprzed Kancelarii Rzeszy. Po północy. Wiwaty na cześć Hindenburga i Hitlera. Nieprzytomny szał entuzjazmu.

Narada z Hitlerem. Dzisiaj ma dojść do rozwiązania Reichstagu. Jutro proklamacja [Hitlera] do narodu. [...]

Do łóżka. Padam martwy. Nie mogę już dłużej.

Wyspany. Teraz do pracy. Przygotowywać kampanię wyborczą. Ostatnią. Te wybory wygramy bezapelacyjnie.

3 lutego 1933 [Kaiserhof]

Omawiam szczegółowo z Führerem rozpoczynającą się teraz kampanię wyborczą. Obecnie jest łatwo prowadzić taką kampanię, ponieważ możemy wykorzystać wszelkie środki państwowe. Do naszej dyspozycji stoją radio i prasa. Stworzymy majstersztyk propagandy. Również pieniędzy tym razem naturalnie nie brakuje. [...]

Radio sprawia mi trochę kłopotów. Wszystkie odpowiedzialne stanowiska zajmują ciągle jeszcze bonzowie starego systemu. Trzeba ich możliwie szybko usunąć, a mianowicie najpóźniej do 5 marca, aby nie można było zaszkodzić finałowi naszej walki wyborczej.

Wydział Propagandy Kierownictwa Propagandy [Rzeszy] przenosi się z Berlina, aby można było przeprowadzić kampanię wyborczą w skoncentrowanej formie. [...]

3 lutego 1933

Magda Goebbels (Bundesarchiv, Bild 183-R22014 / CC-BY-SA; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy.

Wczoraj: [...] Do domu. Praca. Magda jest bardzo nieszczęśliwa, ponieważ nie idę naprzód. Chce się wobec mnie stosować lodowaty bojkot. No i Rust dostaje [jako minister Rzeszy] wyznania religijne. Nic nie mogę wskórać. To jest tak upokarzające.

W ogóle nie mogę już o tym myśleć.

Krótka wizyta na planie filmowym. Odrobina pokrzepienia.

Do Poczdamu. Przemówienie w nabitej sali.

U Kerrla [zebrali się] gauleiterzy. Mutschmann ma świetną mowę. Pijaństwo. Jeden [z gauleiterów] rzyga nawet [wtedy], gdy mówi Hitler. Prosit. Hitler opowiada o swojej młodości. Bardzo ciepło.

Późno do domu. Magda ciągle jeszcze płacze. Jest taka dobra dla mnie. [...]

10 lutego 1933

Poniedziałek: [...] Do łóżka. Wieczorem jeszcze przemówienie do funkcjonariuszy w zatłoczonej hali tenisowej. Ostatnie rezerwy sił zużyte. Potem koniec. Grypa. Padam. Do łóżka. 39º gorączki. Ciężka noc.

Wtorek: cały dzień fantazjowanie. Około wieczora konferencja. To mnie bardzo irytuje i gorączka skacze znowu do 40º. Dzwoni Hitler. Rozmawiał już z Funkiem „w sprawie mojego ministerstwa”. Jakże poniżająco. Mam więc także bardzo słabą pozycję. Choroba pozwala mi przezwyciężać te wszystkie błahostki. Magda jest słodka. Mała Helga łapie zaraz grypę.

Środa: cały dzień w łóżku i fantazjowanie. Szalone urojenia. Teraz grypę łapie również Magda. Istny szpital. Pracuję z ludźmi na tyle, na ile mogę. Ale tylko zmartwienia. Nie ma pieniędzy na kampanię wyborczą. Szturm na listy kandydatów. Jak marnie to wszystko wygląda z perspektywy łoża boleści.

Dzika i pełna bólu noc. Przeżywam gorzkie chwile. Czuję się opuszczony przez wszystkich. [...]

10 lutego 1933 [Kaiserhof]

[...] Wieczorem Pałac Sportu jest już o godz. 6 przepełniony. Na wszystkich placach w mieście stoją tłumy ludzi i czekają na przemówienie Führera. W całej Rzeszy 20–30 milionów ludzi siedzi przy głośnikach, aby być przynajmniej słuchaczami tego wielkiego wydarzenia. [...]

Führer zostaje przyjęty frenetyczną owacją. Wygłasza fantastyczne przemówienie z najostrzejszą zapowiedzią walki przeciwko marksizmowi. Pod koniec wpada w cudowny, nieprawdopodobny, retoryczny patos i kończy słowami „amen”. Brzmi to tak naturalnie, że ludzie są najgłębiej wstrząśnięci i poruszeni. Jest to tak przepojone siłą i wiarą, tak nowe, wielkie i odważne, że nie można z tym porównać niczego z przeszłości.

To przemówienie spowoduje w całych Niemczech wybuch entuzjazmu. Naród dostanie się w nasze ręce niemal bez walki.

15 lutego 1933 [Kaiserhof]

Nasze wydawnictwo Eher Verlag przekazało nam dużą sumę na kampanię wyborczą. Dzięki temu możemy pracować w wielkim stylu.

Göring oczyszcza z gnoju. Jeden nadprezydent po drugim traci posadę. [...] Stopniowo zagnieżdżamy się w administracji. Jedno przychodzi za drugim.

Tempa rewolucji nie można za bardzo przyśpieszać, gdyż w końcu wypadną nam cugle z rąk.

Teraz mamy nowy instrument przeciwko prasie i mnożą się zakazy aż miło. „Vorwärts” i „8-Uhr-Abendblatt”, te wszystkie żydowskie organy, które sprawiły nam tyle kłopotów i napsuły krwi, znikają za jednym zamachem z berlińskich ulic. To uspokaja i działa dobroczynnie na stan ducha.

Po południu lecę z Führerem do Stuttgartu. Wygłaszam wprowadzenie do jego przemówienia. Zwraca się bardzo ostro przeciwko ciągle jeszcze urzędującemu prezydentowi państwa [Wirtembergii] Bolzowi i brudnym intrygom Centrum. Części tego przemówienia nie można transmitować, gdyż wskutek zaniedbań w urzędowych przygotowaniach komuniści zniszczyli jeden z kabli.

Gregor Strasser (Bundesarchiv, Bild 119-1721 / CC-BY-SA; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy.)

Ponieważ w nocy nie mogliśmy odlecieć, wzywam niezwłocznie do hotelu odpowiedzialnych panów z radia i przemawiam do nich tak, że nie wiedzą, gdzie się podziać. Już następnego dnia dwaj z nich mają zostać natychmiast pozbawieni stanowisk. Teraz także innym odechce się chyba szkodzić nam za pomocą sabotażu. 

Wygląda zresztą na to, że w Niemczech nie rozeszła się jeszcze wieść o tym, iż rewolucja jest w toku. Naszą początkową tolerancję wzięto za słabość, sądząc, że można nam grać na nosie. Srodze się na tym zawiodą. Któregoś dnia miecz naszego gniewu spadnie na niegodziwców i zniszczy ich bezczelną butę.

Siedzę do późna w nocy z Führerem i omawiam szczegóły mojego nowego, tworzonego od podstaw ministerstwa. Rozpoczniemy jego budowę zaraz po wyborach. Zakres pracy został już dokładnie określony. Będzie mi trudno, ponieważ muszę zorganizować od nowa cały aparat. Z drugiej jednak strony ułatwieniem będzie fakt, że nie potrzebuję się opierać na istniejących strukturach i będę mógł zaczynać od samego początku.

Dwie godziny snu. O godz. 6 rano znowu na nogach. Samochodem na lotnisko i z powodu nawałnicy śnieżnej [samolot] wznosi się bardzo szybko na wysokość 6000 metrów. Wszyscy możemy oddychać tylko dzięki butlom z tlenem. Większość współpasażerów robi się zielonożółta z powodu braku tchu, jedynie Führer pozostaje niewzruszony, ani przez chwilę nie korzystając z jakiegokolwiek środka wspomagającego.

Dla nas wszystkich to niczym cud, że pokonuje on [w ten sposób] wysiłek fizyczny i psychiczny. Ma się wrażenie, jakby go to w ogóle nie dotyczyło. Nie pali i nie pije, je tylko wegetariańską żywność, żyje prosto jak ktoś z ludu, nie ma żadnych przyjemności i odprężenia, ma jedynie swoją pracę i swoje zadania. Jeśli niemiecki naród rozpozna go w całej jego wielkości, to udzieli mu bezwarunkowego poparcia na wielomilionową skalę. [...]

Tekst jest fragmentem „Dzeinników 1923-1939” Josefa Goebbelsa:

Joseph Goebbels
„Dzienniki”, tom I: 1923 - 1939
64,90 zł
Wydawca: Świat Książki
Tłumaczenie: Eugeniusz Cezary Król
Okładka: twarda
Liczba stron: 810
Format: 16.5x24 cm
EAN: 9788377997840

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Josef Goebbels
Nazistowski minister propagandy.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy