Duncan Weldon – „Ekonomia wojny. Od wikingów do Putina” – recenzja i ocena
Duncan Weldon – „Ekonomia wojny. Od wikingów do Putina” – recenzja i ocena
Duncan Weldon to brytyjski dziennikarz, były doradca polityczny, badacz i strateg rynkowy, który studiował filozofię, politologię i ekonomię w Somerville College w Oksfordzie. To interdyscyplinarne tło doskonale widać w jego najnowszej książce. Podczas gdy tradycyjna historia wojen skupia się na wielkich wodzach i taktyce, Duncan Weldon w „Ekonomii wojny” patrzy na nie przez pryzmat portfela.
Wojny są szalenie kosztowne, zarówno pod względem finansowym, jak i – a może przede wszystkim – strat w ludziach. Jednak choć niosą za sobą zniszczenie, w ujęciu historycznym bywały również ważnym motorem zmian i postępu. Weldon stawia tezę, że nic nie wpłynęło tak bardzo na kształtowanie się ludzkich instytucji i na sam na rozwój gospodarczy jak właśnie przemoc. Sprowadza się to do prostej zasady: wojny tworzyły państwa, a państwa tworzyły wojny. Wraz ze wzrostem kosztów działań zbrojnych musiały rozwijać się struktury państwowe, systemy podatkowe i krajowe rynki długu. Z kolei wraz ze wzrostem niszczycielskiej siły armii, zmieniały się motywy, dla których rządy decydowały się na otwarty konflikt.
Książka „Ekonomia wojny. Od wikingów do Putina” przedstawia historię i finansowe kulisy konfliktów na przestrzeni wieków. Autor analizuje, jak wojny przyczyniły się do wzrostu znaczenia Europy na arenie międzynarodowej, oraz wyjaśnia, dlaczego wojny totalne XX wieku wymagały zupełnie nowego podejścia strategicznego, traktującego kwestie ekonomiczne z najwyższą powagą.
Weldon sprawnie przeprowadza nas przez epoki. Zaczynamy od tytułowych wikingów i podatków, które stawały się motorem gospodarczym, by następnie przyjrzeć się procesom pierwszej globalizacji za czasów Czyngis-chana. W dalszej części lektury autor prowokuje do myślenia: dowiadujemy się m.in. czy Hiszpania aby na pewno zyskała gospodarczo na podboju obu Ameryk, co wspólnego miał wynalazek Gutenberga z polowaniem na czarownice i co jako pierwszy dostrzegł Karol Marks w powstaniu sipajów w Indiach.
Przechodzimy przez model hamiltonowski i analizę potężnych kosztów wojny totalnej, docierając do wniosków Walta Rostowa, który boleśnie przekonał się, że ludzie rzadko postępują jak w pełni racjonalny homo economicus. Opowieść kończy się na współczesnym polu bitwy, z uwzględnieniem nowej broni użytej pod Zełenopillą. Jedyne, co w strukturze książki wyraźnie mi nie zagrało, to podsumowanie. Zamiast spiąć wszystkie wątki w spójną klamrę, autor skupia się w nim głównie na armii pruskiej.
Wydawnictwo WEI podeszło do publikacji bardzo przyzwoicie. Miękka oprawa ze skrzydełkami jest wygodna i zupełnie nie przeszkadza przy objętości liczącej około 230 stron. Przedmowa Jacka Komudy w zwięzły sposób wprowadza nas w temat, po czym przechodzimy do właściwej treści, która przybiera formę 17 esejów (jeden rozdział to jeden esej).
Jeśli miałabym wskazać minusy, to największym z nich jest brak klasycznej bibliografii, być może to moje recenzenckie skrzywienie zawodowe, ale dla mnie to spory mankament. Autor ratuje jednak sytuację, zamieszczając na końcu listę lektur polecanych do samodzielnego zgłębienia tematu.
Dzięki sprawności Duncana Weldona w nakreślaniu tła historycznego oraz jego umiejętności tłumaczenia zawiłych teorii ekonomicznych w prosty i klarowny sposób, książkę czyta się znakomicie. Zdecydowanie polecam ją każdemu, kto interesuje się historią gospodarczą i wojskowością. To niezwykle wdzięczne wprowadzenie do zrozumienia jednego z najbardziej niechlubnych fundamentów zbrojnych konfliktów jakim jest zysk ekonomiczny.
